nie potrafie sie pogodzić...

13.07.05, 07:19
Drogie samodzielne, podziwiam niektóre z Was za to że potrafiłyście zapomnieć
o nieudanych związkach i przejść do porządku dziennego, a nawet układacie
sobie życie od nowa z właściwą osobą. Ja, ma wrażenie jestem na samym
poczatku drogi. Bardzo sie boje o synka, tego że nie ma taty, chciałabym żeby
kiedyś nie był sam, żeby miał rodzeństwo... I ciągle dołuje sie faktem, że
mój mąż wybrał inną rodzinę, związał sie z kobietą z dzieckiem, a teraz
czekają razem na kolejnego potomka. Cały czas kołata sie w mojej głowie
pytanie: DLACZEGO? Chciałabym o tym wszystkim zapomnieć i byc szczęśliwa...
    • anetina Re: nie potrafie sie pogodzić... 13.07.05, 08:02
      nie napiszę, że zapomnisz, bo to ciężko, chociażby ze względu na synka
      z czasem pogodzisz się z tym
      dla dobra dziecka

      trzymajcie się
    • kotka.na.dachu Re: nie potrafie sie pogodzić... 13.07.05, 08:48
      Przestań o tym myśleć w negatywach. Spójrz z tej drugiej strony: facet teraz
      was porzucił, kiedy jeszcze jesteś młoda i możesz ułożyć sobie życie od nowa.
      Po co być z kimś na siłę? Nie ma miłości, więc ciężko jest z kimś być.

      Co może być odtrutką dla Ciebie? Zrozum, że to się zakończyło, zaakceptuj taką
      sytuację i żyj dalej (choćby w tej chwili dla dziecka, jeśli nie masz siły dla
      siebie).
    • scania81 Re: nie potrafie sie pogodzić... 13.07.05, 09:19
      Oprócz tęsknory za drugą połówką, chyba nie masz większych problemów np
      materialnych, więc ciesz się życiem, spacerujcie kiedy tylko jest to możliwe,
      cieszcie się każdym dniem ze sobą!
      Wiem, że to co napiszę to nie pocieszenie, ale nawet teraz kiedy na reszcie
      jestem szczęśliwa, kiedy sobie przypomnę przeszłość, to stwierdzam, że żeby
      wypłynąć musiałam zejść na samo dno... Nie było to ani przyjemne ani napawające
      nadzieją, a mimo to wciąż coś mnie ciągło do przodu...
      Ty też dasz sobie radę. Znasz taką zasadę, że jak chcesz coś znaleźć to musisz
      o tym przestać myśleć? Zastosuj w życiu, nie myśl o następnym związku z
      wyimaginowanym facetem, zastąp na razie dziecku rodziców i bądź szczęśliwa.
      Całuski i powodzenia!
    • nimi Re: nie potrafie sie pogodzić... 13.07.05, 09:51
      Nie odwrócisz już tego, co się wydarzyło. Więc lepiej chyba pogodzić się z tym
      i starać się cieszyć tym, co masz.
      Jeżeli Ty zaakceptujesz waszą sytuację życiową, to Twój syn też sobie z nią
      lepiej poradzi.
      Dużo zależy od mamy i jej nastawienia do życia - jeśli Ty się odnajdziesz w
      swoim życiu - bez mężą, to i Twój synek będzie miał większą szansę pogodzic się
      z tym że nie ma taty i czerpać siłę i radość z innych przejawów życia..

      pozdrawiam
    • aglesnik Re: nie potrafie sie pogodzić... 13.07.05, 11:09
      nigdy nie zapominiamy, tylko wszystko blednie i emocje już nie takie. mój też
      wybrał kolejny lepszy model. a my zostaliśmy, ci gorsi??? nie inni i kiedyś mu
      się za to oberwie.. hehehe.
      trzymaj się dzielnie i nie daj się uczuciom winy i niedowartościowania!!
      wszystkie jesteśmy super, tylko dla faceta który jeszcze o tym nie wie smileag.
      P.S. mam taką nadzieje, ja też czekam!!
      • kini_m Re: nie potrafie sie pogodzić... 14.07.05, 00:42
        > mój(a) też
        > wybrał(a) kolejny lepszy model. a my zostaliśmy, ci gorsi??? nie inni
        > i kiedyś mu(jej) się za to oberwie.. hehehe.
        No..., i słyszysz moja exiu (dwa wpisy powyżej).

        A tak z myślą Lilis to kojarzy mi się porzekadło:
        "Pokorni ludzie przystosowują sie do świata,
        a niepokorni przystosowują świat do siebie,
        i stąd wynika wszelki postęp na świecie."
        Więc wcale nie musisz się godzić z tym co Ci nie odpowiada. Więc walcz, ale
        unikaj walki poprzez destrukcję.
    • netka29 Re: nie potrafie sie pogodzić... 15.07.05, 23:16
      Czesc,
      prawde mowiac wiem co czujesz... sama jestem od stycznia br sama i nie potrafie sie z tym pogodzic. Wszystkim sie fajnie pisze ze musiasz zrozumiec, musisz zyc dla dziecka, przestac myslec, zajac sie czyms... ale to nie jest takie proste. Przez pol roku sie łudzilam ze ojciec dziecka wroci, ze zrozumie, zateskni.. ale okazalo sie ze on znalazl juz sobie pocieszycielke (z pracy) i nie ma ochoty wchodzic do tej samej rzeki. Owszem spotyka sie z dzieckiem, raz na tydzien, wyglupia sie z nim, rozmawiaja... ale potem odchodzi... a dziecko pyta dlaczego tata z nami nie mieszka.. (ma 4 latka). Wiec mu mowie ze tata bardzo go kocha, ale rodzice sie klocili i musieli razem zamieszkac, ze juz sie nie kochaja itd... Najgorsze w tym wszystkim jest to ze ja naprawde chcialabym zeby wrocil, codziennie czekam na cud, nie potrafie zapomniec, zadaje sobie to samo pytanie - dlaczego? w czym jest lepsza, dlaczego zapomnial, czy nie krece go jako kobieta (bo jak przychodzi jest zimny jak lod). Bylam u psychologa, kazala nie spotykac sie z nim, unikac go, nie prowokowac sytuacji gdzie jestem zalezna od niego, ale ja tak bardzo go potrzebuje, tak bardzo chcialabym zeby mnie przytulił. A PRZECIEZ NIC NIE ZROBIMY JEZELI NIE MA MILOSCI.. jezeli on nie chce to chociaz stanelabym na glowie to nic sie nie zmieni. Dlatego zyje z ta nadzieje ze w koncu nie bedzie to tak bolec, ze w koncu serce mi sie uspokoi, emocje opadna i zaczne myslec rozsadnie. Ze nie bylo dobrze, ze nie potrafilismy sie dogadac, a nie jakie byly przyjemne chwile, jaki on jest przystojny i jak by moglo byc. Jak bedziesz chciala pogadac moj nr na gg 2523780 badz pisz na prywatny mail - UWIERZ JA NAPRAWDE WIEM CO PRZEZYWASZ..
      Netka
      • chalsia Re: nie potrafie sie pogodzić... 17.07.05, 00:48
        > bedziesz chciala pogadac moj nr na gg 2523780 badz pisz na prywatny mail - UWI
        > ERZ JA NAPRAWDE WIEM CO PRZEZYWASZ..

        Jak i wszystkie te, które zostały opuszczone. Ale prawdą jest, że czas leczy smile
        Chalsia
Pełna wersja