samodzielna mama w szole rodzenia z kolezanka

16.07.05, 17:01
Czesc,
W piatek ukonczylam szkole rodzenia w Wawce Polskie Centrum Edukacji przy
Zelaznej 41 i mam rozne refleksje...Chodzilam do szkoly z przyjaciolka ktora
zaoferowala mi wsparcie, kiedy ojciec dziecka zostawil mnie sama w 3 miesiacu
ciazy, mowiac ze on nic nie musi...
Myslalam ze w Wawie to zadna sensacja ze chodze do szkole z przyjaciolka.
Mylilam sie, na wstepnej prezentacji pani polozna bezceremonialne przy
wszystkich zapytala " z jakiego wzgledu mi towarzyszy?" oczekujac sensacji w
stylu bo sie kochamy...nadmienie ze koleznka jest ladna dziewczyna z pieknymi
dlugimi wlosami..uczesnikami szkoly byly same parki, na nasza obecnosc pani
od rehabilitacji zareagowala
"o dziewczynki?", my sie smialysmy choc musze przyznac ze na poczatku bylo mi
przykro, nie dosc ze sama radze sobie z przejsciem przez ten ciezki okres, to
to w takim miejscu jak szkola rodzenia nie maja odpowiedniego przygotowania
psychologicznego taktu i udają ze nie ma samotnych i porzuconych mam.
Moze powinnam sie schowac gdzies w norka, pojawiac sie po zmroku na ulicy i
nie pojawiac sie w szkole rodzenia dla szcesliwych parek albo od poczatku
powiedziec ze facet mnie zostawil narazajac sie na litosciwe spojrzenia?
pozniej wielokrotnie traktowano nas jak pare pytajac "co robicie dla swojego
dziecka?" na rozmowkach o czytaniu bajek w ciazy dzecku albo pani psycholog
na swoim wykladzie wtracila mowiac o ciazy, partner czy prtnerka patrzac na
nassmile))
Moze ta szkola tylko taka jest a ktos macie inne doswiadczenia?

Nadmienie ze zadzwonilam do wlascicielki szkoly z pytaniem czy szkola jest
przeznaczona tylko dla par, powiedziala ze byly przypadki przychodzenia z
mamami, a pod koniec rozmowy ze wlasciwie to ona swoje 2 dziecko rodzila z
kolezanka rehabilitantka. Zwrocilam tez uwage ze moglaby poinsruowac
wykladowcow ze mozna mowic osoby towarzyszace a nie panowie czy mezowie. Nie
kazdy facet towarzyszacy musi byc mezem i panem...Na to ona ze jakos tak pod
wiekszosc mowia prowadzacy...Na nastepnych zajeciach pani rehabilitantka
demonstracyjnie powiedziala panowie i osoby towarzyszace patrzac na nas.
polska to jednak ciemnogrod.

Bea(7 miesiac) + Dzidzia




    • berkot Re: samodzielna mama w szole rodzenia z kolezanka 16.07.05, 22:36
      Słusznie zrobiłaś, ze podałaś nazwę tej pseudoszkoły - pseudo, jeżeli
      włascicielka nie umie sobie poradzic z hm...... "fachowym personelem".
      A tak w ogóle, nie martw sie, bedzie dobrzesmile)
      pzdr
      berkot
    • asca25 Re: samodzielna mama w szole rodzenia z kolezanka 21.07.05, 11:37
      Witaj! Ja jestem w takiej samej sytuacji, tylko w 6 miesiącu ciaży. Mieszkam w
      Poznaniu i w ogóle zrezygnowałam ze szkoły rodzenia, żeby sobie samej
      przykrości nie robić i na te szczęśliwe parki nie patrzeć sad((
      Pozdrawiam Ciebie i Dzidulka, ciężko będzie, w zasadzie już jest, ale damy
      radę smile
    • magdalenkaaa78 Re: samodzielna mama w szole rodzenia z kolezanka 21.07.05, 14:44
      Załamałam się. Co za glupia baba. Sama chodziłam na szkołę rodzenia z mężem.
      Ale przychodziła dziewczyna z matką i druga z koleżanką czy siostrą, nie
      wnikałam. Jakie to dla mnie bylo? absolutnie normalne, naturalne, zdrowe i nie
      wzbudzające sensacji. Po pierwsze nic mi do tego, kto z kim przychodzi. Po
      drugie, przychodzimy z tym, z kim mamy ochotę. Ja żałuję, że nie mogłam chodzić
      z mamą ( mieszka w innym mieście ) pewnie przy niej ćwiczyłabym lepiej.
      Zresztą, tylko druga kobieta może zrozumieć ciężarną smile
      • kkokos Re: samodzielna mama w szole rodzenia z kolezanka 21.07.05, 15:12
        ja chodziłam całkiem sama. było mi trochę przykro, ale przestało gdzieś na
        trzecich zajęciach. A jednak namawiałabym do nierezygnowania z tego powodu ze
        szkoły rodzenia - myślę, że sporo mi dała, oswajając z porodem, któego się
        śmiertelnie bałam.
        • ania_rosa Re: samodzielna mama w szole rodzenia z kolezanka 22.07.05, 00:45
          Po lekturze tego postu doszłam do wniosku, że przy kolejnej ciązy wybiorę się do
          szkoły rodzenia z koleżanką celem dokonania obserwacji socjologicznych wink))
          A tak poważnie to dobijająca jest ta historia. I dobrze, że podałaś adres szkoły.
          Kiedy ja chodziłam do szkoły rodzenia to sytuacja wyglądała identycznie: same
          pary. Czy to oznacza, że nie ma samotnych ciężarnych? A może wolą uniknąć tego
          typu atrakcji, jak opisałaś wyżej? Nie ma jednak rady: dopóki samotne mamy się
          nie przełamią, dopóty sytuacja się nie zmieni. Popyt rodzi podaż, a presję można
          wywrzec dzięki silnemu lobby- ot co.

          Rosa
          • dianitra Re: samodzielna mama w szole rodzenia z kolezanka 22.07.05, 01:50
            ja ogólnie uważam że nasze społeczeństwo jest jakoś dziwnie skonstruowane. Co
            to za państwo, które zabiera fundusz alimentacyjny i nie umie jednocześnie
            ściągnąć alimentów? Gdzie rodzice samodzielnie wychowujący dziecko dostają 170
            zzł(każdy pieniądz się liczy ale nie okłamujmy sie że to raczej śmieszna kwota)
            U nas dyskryminuje się wszystkich rodziny wielodzietne, samotnych rodziców -
            wszystkich. Sytuacja za szkołą rodzenia jest dla mnie szokująca, ale też z
            drugiej strony wciąż spotykałam się z takimi sytacjami zanim wyszłam za mąż
            mimo że ojciec mojego dziecka cały czas był przy mnie. Kiedy urodziłam córke
            (prawie 19 lat) Przyszła do mnie pani położna i zaproponowała oddanie dziecka
            do adopcji tłumacząc że jestem młoda. Odpowiedziałam jej grzecznie nie, ale ona
            przyszła znów i moja cierpliwośc się skończyła...Dla niej lepsze było oddanie
            dziecka niż bycie panna z dzieckiem. Nadmienię jeszcze że codziennie Artur
            siedzial kilka godzin w szpitalu...
            Trzeba mówic o takich sytuacjach bo inaczej nic się nie zmieni....
    • marghetithka Re: samodzielna mama w szole rodzenia z kolezanka 22.07.05, 11:44
      Bea, szczerze powiedziawszy, to bardzo mnie dziwi, to co piszesz. Mnie ojciec
      dziecka zostawił w drugim miesiącu ciążu, jak tylko usłyszał
      kategoryczne "nie", na próbę wymuszenia na mnie usunięcia ciąży. Ja również
      chodziłam do szkoły rodzenia w Warszawie, do Pani Małgorzaty Gierady-Radoń,
      prowadzonej, przy Szpitalu Św. Zofii na Żelaznej (ukończyłam ją w styczniu
      2004). Na zajęcia uczęszczałam z moją przyjaciółką, też całkiem "niezłą"
      blondynką, która bardzo pomogła mi w czasie ciąży, jak i później. To z nią
      rodziłam moje dziecko w Szpitalu Świętej Zofii w Warszawie, trwało to 17
      godzin, Dagmara była ze mną kiedy przyjmowano mnie do szpitala, i później,
      kiedy zaczęło się na dobre. To ona chodziła co godzinę po anastezjologa
      (znieczulenie zewnątrzoponowe - polecam), to ona mnie masowała w czasie porodu,
      razem ze mną odddychała, wspierała, dodawała siły, mówiąc, że widać główkę,
      itd. Co więcej, to z nią chodziam na usg, oglądać moją Amelkę w brzuchu, lekarz
      (Fundacja przy Szpitalu Św. Zofii)też nie był szczególnie zdziwiony, a
      bynajmniej nie dał mi tego odczuć w żaden sposób.
      Zmierzam do tego, że zarówno w trakcie porodu, jak i podczas uczęszczania do
      szzkoły rodzenia nikt nie dziwił się, że jestem z koleżanką, a nie z ojcem
      dziecka. Co prawda, początkowo pary uczestniczące w zajęciach w szkole rodzenia
      podchodziły do nas z pewnym dystansem, ale zmieniło się to bardzo szybko, na
      korzyść. Natomiast ze strony osób prowadzących szkołę rodzenia, czy poród nie
      spotkała mnie żadna przykrość, czy niedomówienia, wręcz przeciwnie. Chyba ze
      dwa razy zdarzyło się, że sama byłam na zajęciach gimnastycznych i wówczas
      rehabilitanka pomagała mi i zajmowała się mną szczególnie dobrze.
      Przykro mi, że trafiłaś na mało przyjanych ludzi, ale nie uprzedzaj się,
      pamiętaj robisz to dla dziecka i ono jest najważniejsze!!!!
      Pomyśl również o tym, że może jesteś troszkę przewrażliwiona i interpretujesz
      pewne fakty zbyt jaskrawo. Wiem, że jest Ci bardzo ciężko, bo sama przeszłam
      przez to samo!!!, nieraz widziałam te głupie spojrzenia, pewnie chciała "złapać
      gościa na ciążę i się nie udało", albo "ale się porobiło, żeby baba z
      babą...", , ale Ty i ja wiemy jak było i to jest prawda, i tylko to się liczy i
      to małe życie w Tobie. Życzę Ci wszystkiego co najlepsze, zobaczysz, ta mała
      Niunia, którą zobaczysz już niedługo, da Ci tyle szczęścia, że zapomnisz o
      wszystkich przykrościach. Pozdrawiam Cię serdecznie, trzymajcie się ciepło,
      Mama 1,5 rocznej Amelki
Pełna wersja