watek z innej bajki....

19.07.05, 21:06
Kiedys znalazłam ten tekst na jakims forum dzieckowym. Dla mnie to nieznośnie
afektowane i kiepsko przetłumaczone z angielskiego, z wieloma rzeczami w
ogole sie nie zgadzam. Ale jest tez pare przykładów, pod którymi mogę się
podpisac oburacz. Sprawdziłam na sobie wraz z pojawieniem się mojego synka.
Zmienilam sie, zmienilo sie moje widzenie swiata. Pewne problemy przestaly
byc abstrakcyjne. Jest tez wiele rzeczy o ktorych ten tekst nie mowi - na
przyklad niesamowita motywacja do pracy nad soba. To, ze dla mojego dziecka
chce mi sie rzeczy, ktorych dla mnie samej nigdy by mi sie nie chcialo.

Dziewczyny i faceci - powiedzcie jak dla Was zmienil się swiat - i Wy sami -
odkad macie dzieci?


Czas mojej przyjaciółki szybko ucieka. Siedzimy przy lunchu, kiedy jakby
mimochodem wspomina o tym, że myśli z mężem o "założeniu prawdziwej rodziny".
Naprawdę chce mi powiedzieć, że jej biologiczny zegar rozpoczął już swoje
końcowe odliczanie, toteż musi poważnie rozpatrzyć perspektywę macierzyństwa.

- Przeprowadzamy sondę - mówi półżartem. - Sądzisz, że powinniśmy zdecydować
się na dziecko?
- To odmieni twoje życie - odpowiadam ostrożnie, zachowując naturalny ton.
- Wiem - mówi. - Żadnego wylegiwania się do późna w soboty, żadnych
nieplanowanych wypadów...

Ale ja nie to miałam na myśli. Patrzę na przyjaciółkę i zastanawiam się, co
jej powiedzieć. Chciałabym przekazać jej rzeczy, o których nigdy nie dowie
się w szkole rodzenia. Chciałabym opowiedzieć jej o tym, że po porodzie rany
fizyczne prędko się zagoją, ale pozostanie pewna uczuciowa rana, która jest
tak wrażliwa, że na zawsze uczyni ją kruchą.

Rozważam, czy aby nie przestrzec jej, że już nigdy nie przeczyta gazety bez
zapytania: "A co, jeśli to byłoby moje dziecko?". Że każdy wypadek
samolotowy, każdy pożar będzie ją prześladował. Że kiedy zobaczy zdjęcia
głodujących dzieci, będzie zastanawiała się, czy istnieje coś gorszego od
patrzenia, jak umiera twoje dziecko.

Spoglądam na jej pomalowane paznokcie i stylowy kostium i rozmyślam o tym, że
bez względu na to, jak bardzo jest dystyngowana, zostanie matką zredukuje ją
do poziomu niedźwiedzicy, która ochrania swoje młode. Że nagły krzyk: "Mamo!"
sprawi, iż bez zawahania porzuci elegancką kolację czy swój ulubiony kryształ.

Czuję, że powinnam ją ostrzec, że niezależnie od tego, ile lat poświęciła
swojej karierze, macierzyństwo zawodowo ją wykolei. Może znaleźć kogoś do
opieki nad dzieckiem, ale któregoś dnia będzie spieszyła się na ważne
spotkanie w interesach i przypomni sobie słodki zapach swojego dziecka.
Będzie musiała użyć wszystkich swoich sił, by powstrzymać się od wrócenia
biegiem do domu, żeby przekonać się, czy aby nic złego nie przytrafiło się
jej dziecku.

Pragnę, by moja przyjaciółka wiedziała, że codzienne decyzje nie będą już dla
niej rutyną. Że postanowienie pięciolatka, by w McDonaldzie wejść do męskiej
toalety, a nie do damskiej, stanie się olbrzymim dylematem. Że właśnie tam,
pośród trzasku tac i krzyku dzieci, ważyć się będzie samodzielność i
tożsamość płciowa jej synka i jej niepokój przed jakimś dewiantem seksualnym,
który może czaić się w łazience.

Chociaż w pracy z łatwością może przychodzić jej podejmowanie decyzji, jako
matka wciąż będzie miała wątpliwości.

Patrzę na moją atrakcyjną przyjaciółkę i chcę zapewnić ją, że w końcu zrzuci
kilogramy swojej ciąży, ale potem zawsze już będzie czuła się inaczej. Że jej
życie, które teraz tak wiele dla niej znaczy, po porodzie stanie się mało
ważne. Że bez wahania poświęci je w każdej chwili, by ratować swoje dziecko,
ale zarazem zapragnie żyć kilka lat dłużej - nie, żeby zrealizować własne
plany, ale żeby patrzeć, jak jej dziecko osiąga swoje marzenia.

Chcę, by wiedziała, że blizny po cesarskim cięciu czy błyszczące rozstępy
staną się dla niej odznakami honoru.

Jej stosunki z mężem także ulegną zmianie, ale nie w taki sposób, w jaki o
tym teraz myśli. Chciałabym, by pojęła, że o wiele bardziej można kochać
mężczyznę, który nigdy nie waha się poświęcić czasu, żeby zaopiekować się
maluchem czy pobaraszkować ze swoim synkiem lub córeczką. Myślę, że powinna
wiedzieć, iż pokocha swojego męża z powodów, które będą dalekie od
romantycznych.

Pragnę, by wyczuła więź, jaka połączy ją ze wszystkimi kobietami, które na
przestrzeni lat desperacko starały się powstrzymać wojny, przesądy czy jazdę
po pijanemu. Mam nadzieję, że zrozumie, dlaczego o większości spraw potrafię
myśleć racjonalnie, ale kiedy rozmawiam na temat zagrożenia wojną nuklearną
przyszłości moich dzieci, staję się chwilowo niepoczytalna.

Chcę opisać jej zachwyt, jaki sprawia widok dziecka, które uczy się odbijać
piłkę baseballową. Chcę uchwycić dla niej dźwięczny śmiech dziecka, które po
raz pierwszy dotyka miękkiego futerka psa. Chcę, by posmakowała radości,
która jest tak prawdziwa, że aż boli.

Zagadkowe spojrzenie mojej przyjaciółki sprawia, iż dociera do mnie, że łzy
stanęły mi w oczach.

- Nigdy tego nie pożałujesz - mówię w końcu.
Potem wyciągam rękę nad stołem, ściskam jej dłoń i odmawiam cichą modlitwę za
nią, za siebie i za te wszystkie zwykłe, śmiertelne kobiety, które bohatersko
pokonują przeszkody na drodze do tego najświętszego z powołań.


Dale Hanson Bourke
    • ajmj Re: watek z innej bajki.... 20.07.05, 07:52
      tak jest...
      • anetina Re: watek z innej bajki.... 20.07.05, 08:46
        jakbym swoje myśli czytała
    • madziaa26 Re: watek z innej bajki.... 20.07.05, 09:19
      wzruszylam sie...
      • nimi Re: watek z innej bajki.... 20.07.05, 09:41
        Jak dobrze urodzić się kobietą...
Pełna wersja