i co ja mam zrobić...? :( i nie chodzi o faceta...

17.09.05, 21:27
dziewczyny,
miałam napisać na emamie, ale wolę tutaj. mam dylemat, duży, straszny i mnie już zupełnie to wszystko przerasta, i nie wiem co robić...
w ogromnym skrócie to będzie tak - mieszkam w Krakowie, sama z córką, wynajmuję mieszkanie, na razie nie mam pracy. córa ma 2 lata. od października będę miała stypendium naukowe na uczelni (studia zaoczne), ale jeszcze nie wiem ile, bo jeszcze 3 egz muszę zdać... nie wiem jak wyjdzie (i czy cokolwiek wyjdzie...) ze stypendium socjalnym, bo w tamtym roku przy zarobkach 70zł/os NIE dostałam, więc w tym roku na cud nie liczę... ojciec mojej córki wykazał się takim niesamowitym honorem, że uprzejmie zaproponował nam 300zł/mies. kłócić się z nim nie będę, bo chcę jak najszybciej dostać rozwód. więc miesięcznie z tego co "dostanę" będzie kilkaset złotych, a jeszcze nic pewnego nie ma tak naprawdę (też nie wiem czy on będzie to regularnie płacił, bo od lipca dostałam póki co jedynie 300zł i od tamtej pory cisza).
teraz druga strona medalu - pochodzę z niedużego miasta na wschodzie Polski. moi rodzice tam mieszkają, prawie-byli-teściowie niewiele dalej (utrzymuję z nimi kontakt cały czas pomimo tej sytuacji). cały czas słyszę tylko, że powinnam wrócić, w kółko to samo. mama zaproponowała mi dzisiaj, że kupi mi i Asi mieszkanie tam, żebym tylko przyjechała, chociaż na rok czy dwa. ja się boję, że jak tam pojadę "na rok czy dwa" to już zostanę. a to wschód Polski, totalne bezrobocie, wszystko zamiera, miasto "emerytów i rencistów", zero szans na rozwój. tutaj moja Mała się wspina, chodzimy na zajęcia z pływania, możemy wybierać między wieloma zajęciami i atrakcjami dla dziecka. i ona może się rozwijać, i ja także. studiuję, szukam pracy, zaczynamy przygodę ze żłobkiem. na pewno minusem jest to, że nie mam tu zupełnie nikogo - nie mam tutaj rodziny, czasem pomagają tylko koleżanki itp. ogólnie jest ciężko, ale wiem, że jak teraz to przetrwam to potem będzie dużo lepiej - inne możliwości, praca, szkoła dla Młodej itp. z drugiej strony tam będą ukochane babcie, mnóstwo ciotek, wujków, znajomych itp.
ale ja nie chcę tam wracać sad
co ja mam zrobić? może któraś z Was miała podobną sytuację i sobie poradziła? albo wróciła? jestem totalnie rozbita i już sama nie wiem.

aha, gwoli wyjaśnienia - nie jestem typem takiej co ciągnie od państwa wszelkie możliwe świadczenia, czy kasę od faceta. podanie o stypendium socjalne złożyłam pierwszy raz w tamtym roku, napisałam z jakim skutkiem... nie biorę też żadnych "zapomóg", "dofinansowań" itp. nigdy tak nie kombinowałam, ale zastanawiam się czy nie pora zacząć... jak patrzę na tych ludzi, którzy sobie tak układają życie to stwierdzam, że ja jestem głupia przez tę swoją uczciwość... uncertain

no i może jeszcze dodam, że moje stosunki z rodzicami, zwłaszcza mamą są średnie.... mamy inny światopogląd i wynikają z tego różnice zdań, a to prowadzi do częstych kłótni uncertain

eh, idę się uczyć...
pozdrawiam
Aga
    • kini_m Re: i co ja mam zrobić...? :( i nie chodzi o face 18.09.05, 14:56
      Twoje życie - Twój wybór.
      Ja w życiu wybory uzależniałem tylko od dwóch osób - wybranki i dziecka.
      Co jest ważniejsze: dziecko i możliwości dla niego, czy dziadkowie?
      Jeśli z głodu nie zginiesz w obecnych warunkach, to...
      A co z ojcem dziecka - czy będzie chciał być (realizować) dla niego tatą, więc
      kontaktować się często...
      • kini_m Re: i co ja mam zrobić...? :( i nie chodzi o face 18.09.05, 15:02
        Jasne że fajnie wygląda Twoja córka na ściance. Szkoda będzie utracić jej taka
        przygodę.
        A pomysleć że właśnie moja b.Pani napisała w apelacji (o ograniczenie kontaktów
        z córką) że krytykuje wzięcie córki na obóz wędrowny, chociaż sama wiele dni
        spędziła na szlaku, a wspinaczkę uprawiała nawet w czasie ciąży. Szkoda gadać.
        Nie rezygnuj z córką z tego co daje życie.
        Pzdr
        • mama007 kini_m 18.09.05, 15:16
          no właśnie ja nie jestem pewna jak będzie wyglądała ta sytuacja finansowa sad na 100% nie będę w stanie zapewnić Asi życia na takim poziomie jak będą mogli to zapewnić dziadkowie tam. Ale z drugiej stronie wiem, że tam mam minimalne szanse na pracę i pozostanie mi bycie na ich utrzymaniu, co wiąże się z tym, że będę po prostu od nich zależna.
          z drugiej strony jak mam dziecku od ust odejmować, żeby tylko zostać w tym Krakowie to ja nie wiem sad ryczeć mi się chce jak myślę o powrocie tam i ryczeć mi się chce jak myślę o warunkach, w jakich będziemy żyły za jakiś czas (o ile nic nie wymyślę).
          i wiem, że nie mogę uzależniać decyzji od tego co ktokolwiek tutaj napisze. potrzbeuję rady, może ktoś zwróci mi uwagę na coś, czego ja nie widzę, jakiś aspekt tej sytuacji. ja nie wiem.... teraz jest jak w greckiej tragedii - każdy wybór zły sad
          pozdrawiam
          Aga

          aha, a ojciec Asi chce utrzymywać z nią kontakt, ja też chcę, żeby to robił, ale on w tej chwili jest za granicą, z tego co wiem potem też będzie wyjeżdżał. mojej decyzji od niego na pewno nie uzależnię, bo nie mam pojęcia co on następnego wymyśli.... (teraz będzie wypływał w rejs chyba)
          • kini_m Re: kini_m 18.09.05, 15:45
            mama007 napisała:
            > porzbeuję rady, może ktoś zwróci mi uwagę na coś, czego ja nie widzę, jakiś
            > aspekt tej sytuacji.
            Myślę że jeden z zasadniczych aspekt jest wyraźnie widoczny:
            próba sprowadzenia z powrotem przez rodziców ich dziecka na własne podwórko.
            (Powszechnie wielu rodziców ma takie tendencje.)
            I właśnie dla własnego zdrowia psychicznego, poczucia własnego samostanowienia -
            zrobiłbym wiele aby nie dać się wciągnąć rodzicom.

            > zaproponowała mi dzisiaj, że kupi mi i Asi mieszkanie tam, żebym tylko
            > przyjechała
            Jeśli naprawdę kochają i naprawdę chcą pomóc finansowo, to pomogą także
            materialnie na odległość. Powiem może mocno: taka forma przekupywania to
            praktycznie przemoc ekonomiczna. Jeśli zacznie się ulegać, trudniej sie potem z
            tego wycofać. (Sama to dostrzegasz: "ja się boję, że jak tam pojadę na rok czy
            dwa to już zostanę.)

            > no właśnie ja nie jestem pewna jak będzie wyglądała ta sytuacja finansowa sad
            > na 100% nie będę w stanie zapewnić Asi życia na takim poziomie
            No być może z czegoś będzie trzeba zrezygnować. Z pływania lub wspinaczki
            córeczki. Ale i tak pozostaną inne możliwości których nie dostanie tam na
            wschodzie.

            >z drugiej strony tam będą ukochane babcie, mnóstwo ciotek, wujków, znajomych
            Ale wujkowie, ciotki też winny odwiedzać dziecko. Nie tylko na odwrót.

            Z Twojej wypowiedzi widzę jedną rzecz którą warto rozwijać - każdy kontakt,
            każdą znajomość - jeśli jesteś w obcym mieście w którym jescze nie masz wielu
            znajomych. To zawsze będzie pomocne, a nawet konieczne przy opiece nad
            córeczką. Umieć prosić o pomoc, to też sztuka.
        • dzindzinka Re: i co ja mam zrobić...? :( i nie chodzi o face 18.09.05, 15:17
          Najlepiej by było gdyby mama kupiła Ci mieszkanie w Krakowie.
          Pochodzę z woj. podkarpackiego. Po skończeniu studiów pracowałam w dużym
          mieście, wynajmowałam mieszkanie. Za namową rodziców wróciłam do domu i bardzo
          tego żałowałam. Ojciec nie omieszkał mi wypomnieć, że mnie utrzymuje. Po roku
          znalazłam pracę z mieszkaniem służbowym, niestety była to straszna zagrzybiona
          rudera, straciłam tam zdrowie mieszkając tam parę lat. Teraz mieszkam w
          Warszawie z mężem i dziećmi.
          Na Twoim miejscu raczej zostałabym w Krakowie.
          • mama007 jeszcze coś 18.09.05, 15:25
            żeby nie było, że się lenię... szukam cały czas pracy, ale patrzę też na to realnie - mam 22 lata, studiuję na 3cim roku, mam dwuletnie dziecko i wkrótce będę samotną matką...

            do dzidzinki - na mieszkanie w Krakowie nie ma szans sad moja mama powiedziała, że kupi je "u siebie" tylko dlatego, że mam jeszcze młodszego brata, będzie teraz pisał maturę i w razie czego zostanie dla niego. poza tym tam jest cała rodzina praktycznie, a mieszkanie w raize czego będzie, tzw. ulokowany pieniądz. w Krakowie ceny m kw są 3 razy wyższe (np tam 1000zł/m kw, a tutaj 3tyś uncertain ). moja mama będzie brała kredyt na to mieszkanie, powiedziała że nie kupi go w Krakowie, bo nie wiadomo co w życiu wyniknie potem, a ona nie weźmie kredytu na 10 czy 20 lat, jeśli to niepewne. w sumie ją rozumiem. biorę pod uwagę pójście do Wrocławia do Studium Oficerskiego (roczne), a potem służba - mogę trafić wszędzie.
            dzięki za wszelkie rady, trochę mi lepiej, że przynajmniej komuś się wyżaliłam, tak mnie to wszystko przygniata sad
            pozdrawiam
            Aga
            • dzindzinka Re: jeszcze coś 19.09.05, 20:28
              Rozumiem, że mieszkanie nie będzie jednak dla Ciebie, tylko będziesz mogła w nim
              mieszkać. Kiepsko. Na Twoim miejscu trzymałabym się jednak większych miast.
              Pozdrawiam i powodzenia.
            • dorisk Re: jeszcze coś 21.09.05, 17:12
              Ja mialam podobny bardzo dylemat. Mieszkalam przez pare lat w warszawie w
              mieszkaniu wynjamowanym ze znajomymi. Skonczylam studia, mialam prace,
              przyjaciól itd. POtem byłam w ciązy (juz bylam sama) i tez sie zastanawialm co
              robic, czy wrócić do rodziców do mnijeszego miasta którego zresztą nie lubie i
              gdzie nie mam zadnych znajomych i nikle perspektywy na prace czy zostac w
              warszawie i jakos sobie radzić z pomocą znajomych a wlasciwie klepac biedę.
              podczas ciązy wróciłam jednak do rodzinnego domu, jak Filipek podróśł (miał 10
              miesiecy) zdecydowalam ze chce wrócić bo nie wytrzymam psychocznie w tym
              miescie, duzilam sie tam starsznie, do nikogo buzi otworzyc i w ogóle. Dodam ze
              z mama i tata tez mam kontakty "dziwne", nienajciekawsze szczerze mowiac.
              Wróciłam do warszawy, znalazlam prace, wynajęłam mieszkanie, na poczatek
              przyjechala ze mna moja mam i opiekowala sie synkiem jak ja prcowalam. Ale to
              nie było takie prtoste zwlaszcza finansowo. Zaczelam troche inaczej myslec.
              Plakalam razem z moim dzieckiem w zlobku, plakalam jak tam ciagle chorowalo,
              plakalam jak mialysmy z mamą konflikty, plakalam jak brakowalo pieniedzy i w
              ogole bylo gorzej niz myslałam. teraz jestem z powrotem u moich rodziców,
              troche inaczej patrze na to miasto, nie jak na miejsce wygania tylko jak na moj
              przyszly dom. W przyszlym roku chce kupic mieszkanie ( w Warszawie na to nigdy
              nie byloby mniestac) a wlasciwie rodzice mi chca kupic, znalazlam jednak prace,
              moze nie reewelacyjna ale w zawodzie i na zycie jako takie starcza, znalazlam
              pare znajomych osób, niewiele ale zawsze i wiem ze moje dziecko jest bezpiezcne
              z babcia i zakochanym w nim dziadku, wiem ze jak pojdzie do przedszkola to
              odbierze go babcia i sie zaopiekuje, ze szkoly rowniez - nie bedzie siedzial na
              swietlicy i nie bedzie mi go moze w duzym stopniu wychowywala ulica (niestety
              pracuje w godz. 10-18)i wiem ze niedlugo bedzie mialo swój dom a nie życie na
              walizkach jakie często sie zdarza przy wynjamowaniu mieszkań. Owszem, czasami
              zaluje, brak mi duzego miasta i przyjaciół, tęsknię za tym okropnie i wiem ze
              moze w pewien sposób ogranoiczylam możłiwosci rozwoju mojego dziecka (rozmaite
              szkoly, zajecia jakich tutaj nie ma) ale tez wiem ze w pewien sposób zapewnilam
              mu większą stabilizaję i poczucie bezpieczeństwa. Wierze ze mi sie tutaj uda
              ułożtyc sobie życie tylko potrzeba trochę czasu....... Nie wiem czy pomoglam
              ale to takie moje przemyslenia.
    • anelam Re: i co ja mam zrobić...? :( i nie chodzi o face 22.09.05, 23:19
      Ja sobie właśnie popłakuję przy kompie i czarno widzę wszystko i Twoje
      pozostanie tutaj samej też. Ale jeśli przez te dwa lata dawałaś jakoś radę to
      wielki szacunek i może jeszcze powinnaś poczekać z decyzją.
      Ja pracuję, mam dobrą sytuację i nie mogę narzekać a mimo to... Wiadomo,
      samotne wychowywanie dziecka zawsze jest trudne. Moja córka ma 3 lata i
      mieszkamy w Krakowie. Może się zgadamy i coś tam razem wymyślimy smile
      Pozdrawiam serdecznie,
      Basia
      • mama007 anelam 23.09.05, 20:39
        jak utrzymywalam sie w krakowie to bylam jeszcze z mezem i on pracowal... potem
        rodzice duzo pomagali. a teraz to nie wiem co bedzie uncertain
        na razie szukam lokatorki do malego pokoju, zobaczymy czy to dobry pomysl.
        bardzo chetnie sie z Toba spotkam!! teraz jestem poza Krakowem, przyjade 28go,
        ale 4 pazdziernika znow wyjezdzam na jakis tydzien. potem juz bede raczej w
        krakowie jak Bozia pozwoli, wiec odezwe sie.
        podaje mojego maila jakby cos malina83@tlen.pl i gg 7836106
        pozdrawiam
        Aga
Pełna wersja