Jak wy to robicie ?prosze o rade

23.09.05, 08:29
Ze niektore z was sa pelne entuzjazmu pomimo wszystkiego zlego.Ja mam dosyc
wczoraj Maz powiedzial mi cos co bardzo mnie zabolalo.Opisze w skrocie:Mamy
synka 6 m-cy z ktorym siedze calymi dniami przy tym robiac takze obowiazki
domowe typu pranie gotowanie i sprzatanie nikt mi nie pomaga mam tez drugiego
synka 6 lat(nie z tego malzenstwa)Mieszkamy z Tesciami szwagierka i babacia-
mam dogodne warunki-jednak nikt nie chce mi sam od siebie pomoc jestem
przemeczona nie mam chwili dla siebie zeby gdzies wyjsc itp.Nikt nawet moj
Maz nie wezmie dziecka sam na spacer zebym odpoczela.Wszyscy przychodza do
mnie i synka zagadac 10 min.z nim i wychodza-taka to ich milosc do
dziecka.Zapomnialam co to regulacja brwi bo na to tez nie mam czasu:0)Wczoraj
juz dostalam szalu i mowie wez jego bo ja mam dosyc a moj malzonek tak:Bo co
nie mozesz pogodzic sie z tym ze jak Adrian byl maly(starszy syn)to
podrzucalas go byle komu i SOBIE WYPOCZYWALAS -z taka zawiscia-Fakt mialam
wiecej czasu dla siebie siedzialy z nim raz moja mama raz tamata babcia a ja
konczylam szkole i tak to wygladalo.Powiedzial ze co boli cie to ze teraz nie
masz komu podrzucac dziecka.Tak wyglada moja sprawa a ja mam zal do meza o to
co powiedzial i to wlasnie on pierwsza osoba ktora powinna mi pomoc a tego
nie robi.Chyba znienawidzilam go za to juz nie potrzebuje od nich pomocy
tylko prosze o porady jak wytrzymac samej z dwojka dzieci tak zeby nikt nie
cierpial ani moje dzieci ani ja.Wiadomo przy przemeczeniu sa takze i nerwy a
nie chce zeby to odbilo sie na dzieciach
    • escribir Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 23.09.05, 08:52
      Ja jestem złośliwa- nie ugotowałbym obiadu ;=) Nakarmiłabym dzieci i poszła np.
      do koleżanki na ploty. Pranie? Dzieci mają w czym chodzić? To pranko może
      poczekać. Mąż nie ma czystych skarpetek? To niech sobie wypierze!
      A tak na poważnie: starszy syn chyba chodzi do "zerówki"?
    • pelagaa Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 23.09.05, 10:16
      Moze powinnas wlasnie zwolnic tempa??? Jak nie ugotujesz to sie nic nie stanie,
      Pan Maz nie zje??? Trudno. Nie posprzatasz? Niech Ci pomoze jak wroci z pracy.
      Przy dwojce dzieci jest wystarczajaco zajec, zeby starac sie byc super zona
      roku. Moze jak przestaniesz robic czesc rzeczy to Pan Maz zauwazy, ze masz za
      duzo na glowie i zadnej pomocy znikad.
    • scania81 Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 23.09.05, 11:57
      współczuje ci tym bardziej ze na prawdę nie mieszkasz sama i są osoby które
      mogłyby przy niewielkim wysiłku sporo ci pomóc....
      jak moja mała była w tym wieku (z tym że ja nie miałam starszego dziecka
      jeszcze na głowie na dodatek) to uciekałam w swiat książek...
    • an-da Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 23.09.05, 12:55
      dla mnie to wszysto, co piszesz, jest postawione na głowie, do rzeczy:
      1. dlaczego oburzasz się, że nikt nie przychodzi ci z pomocą?
      oczywiście, że lepiej mieć wokół siebie takie osoby, które widzą co się dzieje,
      ale jak nie ma, to trzeba po prostu pójść i poprosić: wcześniej, pójść i
      powiedzić, że jestej zmęczona, czy mam nie mogłaby popilnować małego jutro do
      południa, bo chcesz wyjść, albo masz coś do załatwienia, może nie odmówi...
      2. dlaczego już nie chcesz prosić, tylko wolisz się poświęcić?
      przecież to twoje życie, jak sama nie będziesz siebie szanować, to dlaczego
      inni mają?
      3. dlaczego zawiść w słowach męża (dziwię się, że ma żal, że kiedyś mogłaś
      odpoczywać), a co, woli żebyś się zaharowywała?
      4. rozumiem, że zabolało, ale możesz przecież mu powiedzieć, że ma rację, wtedy
      mogłaś odpoczywać, a teraz nie masz jak i że czujesz się wykończona +
      propozycje jak ten układ zmienić
      przepraszam, że tak ostro, ale boli mnie jak dziewczyny same wpędzają się w
      układy bez szans, łącznie ze mną zresztą
      • marudka1980 Do an-da 23.09.05, 14:12
        1.prosimy ale z odmowa oczywiscie wczoraj chcialam z mezem pojsc do sklepu
        wybrac lodowke i spotkalismy sie z odmowa tak jest praktycznie za kazdym
        razem.oststnio chcialam pojsc sama do lekarza i zostawic dzieci tak chcialam
        przy okazji w ten sposob odpoczac ale nie Tesc wydal ostatnia zlotowke na
        paliwo zeby mnie zawiezc i przywiezc oby Tesciowa sie nie przemeczyla-nie jest
        chora!Maz wtedy byl w pracy a historyjek jest nieskonczenie wiele....2Ja
        szanuje i siebie i staram sie tez innych a poswiecac sie niestety musze
        odwoluje sie do punktu wyzej-oto powod 3Najwidoczniej tak 4.To ze ja jestem
        zmeczona Oni wiedza mowie im otwarcie ale wtedy obgaduja mnie do Meza CZYM Ona
        jest zmeczona?Probowalam podzielic obowiazki ale bez skutku czy jeszcze
        wypisywac wiele innych sytuacji ?bo im wiecej pisze tym bardziej sie
        zastanawiam co ja robie z tym czlowiekiem?Chyba mi pomoglo to wygadanie sie i
        stwierdzam ze nie chce z nim byc!!!
        • agmih Re: Do an-da 23.09.05, 14:25
          Ciężko jest. Wiem sama po sobie. Mam dwuletnie dziecko z moim mężęm i do tego
          jeszcze dwoje 13-letnich z jego pierwszego małżeństwa, z którymi nie dogaduje
          się. Mieszkam u niego. Kiedyś jak byłam w ciąży to zarzucił mi, że ja nic nie
          robie całe dnie, bo dla niego ugotować obiad dla jego dzieci, posprzątać,
          poodkurzać, pomyć podłogi, pozmywać - to nie praca.
          • eaw1 Re: Do an-da 23.09.05, 15:15
            A ja uważam, że troche z tego co pisze autorka wątku i agmih wynika z uzalania
            sie nad sobą, a trochę ze złej organizacji pracy. Doprawdy nie rozumiem po co
            codziennie odkurzać i myć podłogi? Brudasem nie jestem, u mnie wystarczy zrobić
            to raz w tygodniu, no może w bardziej newralgicznych punktach przy deszczowej
            pogodzie częściej. Pranie też raczej robi pralka, pozostaje rozwiesić i
            poprasować (u mnie zajmuje to 1 godz tygodniowo na 2 osoby). Strasze dzieci
            chodzą do przedszkola czy szkoły, a maluch śpią conajmniej 2 godziny dziennie.
            Szczerze mówiąc macieżyński, na którym miałam szczęście przebywać aż 6 m-cy był
            dla mnie najleniwszym okresem w życiu, a i tak miałam nawet ręczniki
            poprasowane. Ale moze ja jestem taka wyjątkowa wink
            I jeszcze agmih - czy Ty nie jadłaś obiadu, który ugotowałaś "dla jego dzieci"?
            • marudka1980 Re: Do eaw1 23.09.05, 15:29
              Jezeli chodzi o mnie to nie o uzalam sie nad soba tylko przede wszystkim chodzi
              mi o slowa ktore sa do mnie wypowiedziane przez Meza, ja nie myje podlog
              codziennie itp.i jestem zorganizowana w domu mam zawsze czysto itdJednak boli
              mnie to ze nie moge nawet na chwile urwac sie sama do kolezanki itd.majac Meza
              i rodzine w okolo.Czy to na tym polega zycie kazdej swiezo upieczonej matki?
              Jezeli tak no to faktycznie jestem zla Matka skoro mysle o "podrzucaniu dziecka
              byle komu" jak stwierdzil moj Maz.Mam pytanko czy ty nigdy nie bylas wtedy
              zmeczona?Jaka pomoc uzyskiwalas od Meza i reszty rodziny?Jezeli w 100procentach
              robilas wszystko sama i nigdy nie czulas przemeczenia no to moje gratulacje!
              • eaw1 Re: Do eaw1 23.09.05, 15:55
                Od początku byłam sama z dzieckiem. Rodzinę miałam kilkadziesiąt kilometrów od
                miejsca zamieszkania. Jeśli gdzieś wychodziłam to z dzieckiem, ale częściej to
                ktoś do nas zaglądał (bo zwyczajnie chcialo się z ludźmi pogadać), ale to
                najczęściej w porach kiedy już córeczka spała. Raz w m-cu brat zabieral nas na
                duże zakupy (pieluchy, woda mineralna, soczki, słoiczki). Uważam, że decydując
                się na dziecko powinnaś mieć świadomość, że Twoje życie odmieni sie
                diametralnie i nie będzie już tyle czasu co dawniej na koleżanki, fryzjera,
                kosmetyczkę i solarium (BTW - nie wiem o czym piszę, bo nigdy w życiu nie
                korzystałam, a mimo wszystko jakoś jestem zadbana smile )
                Do Ciebie tez chyba moga zaglądać koleżanki.
                Bywałam zmęczona po nocach, kiedy córeczka miała kolki - ale w końcu znalazłam
                skuteczny środek. Z resztą zawsze i tak odsypiałam w dzień, w końcu nie ma siły
                tak malutkie dziecko przesypia większość doby.
                • iw82 bzdury 23.09.05, 16:10
                  Dziewczyna ma prawo oczekiwac ze RODZINA mieszkajaca z nia pod jednym dachem
                  zajmie sie od czasu do czasu dzieckiem . Normalni ludzie pomagaja sobie
                  nawzajem , o mezu to juz nie wspomne . Ale takie podejscie ze trzeba bylo sie
                  nastawic wczesniej, bo tak to jest gdy jest sie matka to bzdury , niestety
                  wiele osob wychodzi z takiego zalozenia. ja mieszkam z mezem i moimi
                  rodzicami . Moja mama i tata praktycznie codziennie biora moja 6 miesieczna
                  corke na spacer, albo sie nia zajmuja . Nie musze ich o to prosic . za to moi
                  tesciowie , ktorzy mieszkaja 15 minut drogi od nas widza sie z dzieckiem raz na
                  miesiac i to przypadkiem , bo jak ja do nich nie pojde to oni tylka nie rusza.
                  ostatnio przy klotni stwierdzili ze ja i moj maz praktycznie dalismy dziecko na
                  wychowanie mojej mamie. !! Myslalam ze mnie szlag trafi .To ze mysle o sobie i
                  potrafie poswiecic 2 godziny dziennie na czytanie , wylegiwanie sie w wannie
                  czy nic nie robienie to jest cos zlego ?? Dziekuje Bogu ze mam takich kochanych
                  rodzicow powtarzam jeszcze raz NORMALNE rodziny sobie pomagaja, normalni
                  ludzie nie oczekuja ze matka to meczennica ktora poswieci dziecku 24 h i niech
                  sie cieszy bo taka jej rola ..
                  • eaw1 Re: bzdury 23.09.05, 16:20
                    Prawo oczekiwać owszem ma (ja też mam prawo oczekiwac podwyżki smile), ale nie ma
                    prawa tego wymagać ani mieć pretensji jeśli ktoś takiej chęci nie wykazuje.
                    Niestety wiele świeżo upieczonych matek oczekuje, że będzie sobie leżeć i
                    pachnieć, a dzieckiem zajmie się mąż, który ciężko haruje, żeby utrzymać na
                    odpowiednio wysokim poziomie rozpieszczną gwiazdkę, którą wziął sobie za żonę.
                    • iw82 Re: bzdury 23.09.05, 16:38
                      "Niestety wiele świeżo upieczonych matek oczekuje, że będzie sobie leżeć i
                      pachnieć"

                      2 godziny odpoczynku w ciagu dnia to nie jest lezenie i pachnienie. To jest
                      normalna ludzka rzecz jaka sie nalezy kobiecie . A pozostala czesc dnia ta
                      kobieta spedzi "jak powinna" czyli : ugotuje , posprzata , wypierze, pozmywa,
                      nakarmi, przewinie, pobawi sie , ulula do snu, ponosi na rekach, itp, itd -
                      rzeczywiscie ROZPIESZCZONA GWIAZDA . biedni Ci mezowie , ktorych zony wymagaja
                      pomocy ...
                    • karmazynowa_dama Re: bzdury 23.09.05, 17:49
                      "Niestety wiele świeżo upieczonych matek oczekuje, że będzie sobie leżeć i
                      pachnieć, a dzieckiem zajmie się mąż, który ciężko haruje, żeby utrzymać na
                      odpowiednio wysokim poziomie rozpieszczną gwiazdkę, którą wziął sobie za żonę."

                      Coś mi ten tekst facetem "pachnie"...
                      no, ewentualnie kobitką, która przeszła niezłe pranie mózgu...
                      Boshe, to już nawet od faceta nie można wymagać opieki nad własnym dzieckiem??!!
                      Bo niby on taki bidulek, w pracy haruje, wyprówa sobie flaki, a kobitka tego
                      nie docenia!!! A powinna mu od progu, jak wróci z roboty, Allachy bić na
                      powitanie, założyć kapciuszki na stopy, ulokować na fotelu przed Telewizorkiem,
                      piwko w ręczunię podać i niech się biedaczysko zrelaksuje... W końcu szef taki
                      okrutny, praca taka wyczerpująca, no toż przecież jeszcze tylko brakuje żeby
                      żona się taaaaka zła okazała... wtedy nasz biedny, styrany życiem "rycerz"
                      musiałby nas zdradzić, bo przecieć "z żoną się dogadać nie może..."

                      Zlituj się, eaw1 bo jak na mój gust bredzisz jak potłuczona...

                      Każda matka ma prawo do odpoczynku, a nawet nazwałabym to bardziej prawem do
                      pobycia samej ze sobą, albo w towarzystwie znajomych BEZ DZIECKA!!! I nie
                      znaczy to że jest złą matką, tylko że jest człowiekiem z określonymi
                      potrzebami. Tyle. Kropka.
                      • marudka1980 Rozpieszczona gwiazdka nigdy nie bylam 23.09.05, 21:04
                        Nawet tak nie wygladam moj malzonek pracuje do14stej a reszte dnia przebimba
                        przed kompem i w tylku ma wszystko dzis nie podalam Jemu obiadu i co?nie odzywa
                        sie pomimo ze to ja powinnam miec zal!Poza tym przyszedl z pracy nawet do
                        dzieci nie podszedl i nie odezwal sie nawet ani slowem-instykt ojcowski?
                        Dziekuje tym co rozumieja mnie jednak nadal niewiem co konkretnie powinnam
                        robic?Nie dalam dzis Mezulkowi obiadu i co?Obraza majestatu caly dzien nic nie
                        tknal do jedzenia-chyba chcial mnie ukarac
                        • karmazynowa_dama Re: Rozpieszczona gwiazdka nigdy nie bylam 23.09.05, 21:19
                          Wiesz co?? Jak na mój gust to niezły książę z tego twojego mężusia.
                          Żona nie zrobiła obiadku, w takim razie trzeba ją ukarać.
                          Nie będzie jadł cały dzień! A co! Niech żona wie jak Pan może się zezłościć!
                          Zachowanie typowe dla... dziecka, niestety niedopuszczalne u dorosłego
                          mężczyzny.
                          Nie wiem tylko jak sprawa przedstawia się z Twoimi rodzicami. Czy masz w nich
                          wsparcie? Czy mogłabyś u nich w razie czego zamieszkać. Bo Twój mężuś zachowuje
                          się jakby wiedział, że nie masz poprostu gdzie się podziać, a dzieci mu nie
                          zostawisz, więc będziesz przy nim trwać, znosząc jego durnowate zachowanie.
                          Jeśli masz tylko taką możliwość, to według mnie powinnaś jak najszybciej
                          opuścić wasz przepełniony cudowną rodzinną atmosferą "dom" i udać się z dziećmi
                          do np. rodziców. Może Twój mąż wówczas przejrzy na oczęta i zauważy że jednak
                          czegoś mu brakuje, gdy Was nie będziew pobliżu?? Że na stworzenie rodziny muszą
                          pracować dwie, a nie jedna osoba... A jak nie przejzy to trudno. Przynajmniej
                          bedziesz wiedział na czym stoisz. Czasami lepiej podjąć takie radykalne kroki,
                          aby przekonać się na czym nam tak naprawdę zależy i czy aby nasze dotychczasowe
                          życie nie jest tylko domkiem z kart.
                          Pozdrawiam i życzę mądrych wyborów.
                          • marudka1980 karmazynowa_dama 23.09.05, 21:45
                            hm..myslalam takimi samymi kategoriami jednak moj Tatus zmarl w lipcu a Mama
                            jest teraz w Holandii i nie mam dokad pojsc .Mama juz tu mieszkania nie ma
                            wynajmowali z Tata i siostra teraz siostra jest z dwojka dzieci na dwoch
                            pokojach i nie mam gdzie sie udac chociaz czesto o tym mysle ze tak by bylo
                            najlepiej.Myslalam pojde do siostry ale tam nie wytrzymalabym nawet dnia z taka
                            iloscia dzieci wytarczy ze pojade do niej na godz.moj synek mlodszy placze i
                            marudzi poniewaz jest chaos zbyt duzo dzieci na tak male mieszkanko.Ona nie
                            chce wyprowadzac sie z tamtad pomimo ze zaprasza nas do zamieszkania z nimi
                            wiem ze byloby nam za ciasno
                    • carlafehr Re: bzdury 26.09.05, 20:42
                      eaw1 napisała:

                      > Prawo oczekiwać owszem ma (ja też mam prawo oczekiwac podwyżki smile), ale nie
                      ma
                      > prawa tego wymagać ani mieć pretensji jeśli ktoś takiej chęci nie wykazuje.

                      Owszem ma prawo oczekiwac tego od swojego męża, bo to również jego dziecko i on
                      też wiedział, na co sie decyduje.


                      > Niestety wiele świeżo upieczonych matek oczekuje, że będzie sobie leżeć i
                      > pachnieć, a dzieckiem zajmie się mąż, który ciężko haruje, żeby utrzymać na
                      > odpowiednio wysokim poziomie rozpieszczną gwiazdkę, którą wziął sobie za żonę.

                      Każdy ma prawo do odpoczynku, również matka. Nikt nie każe ojcu zajmować się
                      dfzieckiem do czarnej nocy, wystarczy, jeśli zajmie sie nim z godzinkę czy dwie
                      dziennie. Dla matki to ogromna pomoc. Po takiej godzinie "leżenia i pachnienia"
                      świat wygląda zupełnie inaczej i ma się siły iść dalej, poza tym tu głównie
                      chodzi o to, że nikt się o NIĄ nie troszczy a to boli. To że Ty takiej pomocy
                      nie miałaś, nie oznacza, że ktoś inny nie może sie jej domagać. Poza tym
                      ugotować, posprzątać, pomyć i wyprasować dla 4 osób to nie to samo co dla
                      dwóch. Ty jak położyłaś swojego malucha spać, mogłaś się poudzielać towarzysko
                      a autorka wątku ma jeszcze starsze dziecko i męża z wymaganiami, więc nie
                      porównuj tych sytuacji.
                      • eaw1 Re: bzdury 28.09.05, 11:13
                        Zdecydowali się na dziecko i prawdopodobnie dokonali tradycyjnego podziału
                        obowiązków: mąż praca, żona dom. Jego "dobrą wolą" jest pomaganie jej w takiej
                        sytuacji, bo w końcu swoje "odpękał". Jeśli żona chce wymagać od męża pomocy w
                        domu niech sama pójdzie do pracy (co szczerze polecam) i wtedy będzie mogła
                        zmienić ustalenia. Osobiście uważam, że mąż w takiej sytuacji ma prawo wymagać
                        i obiadu, i czystości w domu, i poprasowanych koszul.
                        A co porównywania się to tak się składa, że oprócz tego macieżyńskiego to całe
                        dorosłe życie (a nawet już w wakacje od II klasy liceum) pracuję, więc jak
                        najbardziej porównanie na miejscu - bo minimum 8 godzin w pracy muszę
                        odsiedzieć, a chodze jeszcze dwa razy w tygodniu na angielski.
                        Co do gotowania: istotnie "olbrzymia" różnica czy obierasz pół czy kilo
                        ziemniaków smile
                        • edzieckokarenina Re: bzdury 28.09.05, 12:38
                          eaw1 napisała:

                          > Zdecydowali się na dziecko i prawdopodobnie dokonali tradycyjnego podziału
                          > obowiązków: mąż praca, żona dom. Jego "dobrą wolą" jest pomaganie jej w
                          takiej
                          > sytuacji, bo w końcu swoje "odpękał".
                          ***
                          odpękałwink pewnie bąki zbijał przez 8 godzin w pracy, bo autorka wątku mówi że
                          facet wraca już o 14-ej do domu.Ona pracuje przy dzieciach 24h na dobę.On od 7-
                          14ej.Może ja jakaś "za dużo wymagająca" jestem? ale jeśli mąż i ojciec ma takie
                          podejście że on już swoje "odbębnił" tzn.że traktuje swoją żonę przedmiotowo i
                          tylko pilnuje żeby czasem ona go "nie wykorzystała" prosząc o pomoc przy JEGO
                          dzieciach.

                          Jeśli żona chce wymagać od męża pomocy w
                          > domu niech sama pójdzie do pracy (co szczerze polecam) i wtedy będzie mogła
                          > zmienić ustalenia.
                          ***
                          heheheheheheh-sorry,ale jak się faceta od początku przyzwyczai do tak
                          tradycyjnego jak mówisz podziału ról, topotem kobieta nie dość że będzie
                          pracować na etat to jeszcze będzie miała drugi w domu-bez pomocy panicza.

                          Osobiście uważam, że mąż w takiej sytuacji ma prawo wymagać
                          > i obiadu, i czystości w domu, i poprasowanych koszul.
                          ***
                          i miski ciepłej wody żeby mógł sobie moczyć stopy kiedy siedzi w domu przed
                          kompemwink

                          > A co porównywania się to tak się składa, że oprócz tego macieżyńskiego to
                          całe
                          > dorosłe życie (a nawet już w wakacje od II klasy liceum) pracuję, więc jak
                          > najbardziej porównanie na miejscu - bo minimum 8 godzin w pracy muszę
                          > odsiedzieć, a chodze jeszcze dwa razy w tygodniu na angielski.
                          > Co do gotowania: istotnie "olbrzymia" różnica czy obierasz pół czy kilo
                          > ziemniaków smile
                          ****
                          mówisz to tak,jakby jedynie praca była wartością w życiu,a przypomnę że kiedyś
                          ino niewolnicy pracowaliwink
                          no sorry,ale czy to że Ty już w LO ciężko charowalaś ma być dla kogoś wzorem
                          godnym naśladowania?
                          • eaw1 Re: bzdury 28.09.05, 13:15
                            Jeśli do 14 i 8 godzin to od 6.00. Czyli wstać trzeba co najmniej o 5.00. Za
                            zbijanie bąków w pracy raczej nie wystarczyło by na utrzymanie 4 osobowej
                            rodziny, z reszta nie słyszałam juz dawno o takiej pracy, gdzie można by zbijac
                            bąki...
                            Praca 24 ha na dobę przy dzieciach?! Proszę, nie rozśmieszaj mnie smile
                            Stawianie warunków i bunty moim zdaniem sa usprawiedliwione tylko wtedy, gdy
                            zona pracuje zawodowo, a mąż rzeczywiście miga się od obowiązków domowych.
                            Wtedy zdecydowanie poparłabym autorkę wątku.
                            NIgdzie nie pisałam, że ciężko harowałam ani, że praca jest jedyną wartością w
                            życiu. Otóż moim skromnym zdaniem w życiu najwazniejsza jest rodzina. Dlatego
                            nie siedze po godzinach (choć mogłabym wynająć kogoś do opieki) i nie robię
                            zawrotnej kariery. Praca jest jednak dla mnie bardzo ważna, gdyż oprócz tego
                            oczywiście, że pozwala nam godnie żyć, to daje zdrowy dystans do świata,
                            rozwija i sprawia, że jestem o wiele bardziej cierpliwa w stosunku do córki.
                            A praca w wakacje już w LO to świetny pomysł, wart naśladowania.
                            • edzieckokarenina Re: bzdury 28.09.05, 13:47
                              eaw1 napisała:

                              > Jeśli do 14 i 8 godzin to od 6.00. Czyli wstać trzeba co najmniej o 5.00.
                              ***
                              tiaaaaa, a jeśłi dojeżdża do pracy to może też wstawać o 3-4 rano <rotfl)

                              Za
                              > zbijanie bąków w pracy raczej nie wystarczyło by na utrzymanie 4 osobowej
                              > rodziny, z reszta nie słyszałam juz dawno o takiej pracy, gdzie można by
                              zbijac
                              *****
                              jak widać nie stać go na utrzymanie 4 osobowej rodziny skoro mieszkają u jego
                              rodziców.I nie oszukujmy się-jaką można wykonywac w dzisiejszych czasach pracę
                              do godz.14-ej? raczej nie wydaje mi się żeby zarobki były tam kosmiczne.


                              > bąki...
                              > Praca 24 ha na dobę przy dzieciach?! Proszę, nie rozśmieszaj mnie smile
                              ****
                              cieszę sie że choć chwilę się pośmiałaś-smiech to zdrowie.Ale ja od momentu
                              kiedy poszłam do pracy, niezależnie od tego czy dzień w pracy był męczący czy
                              nie -jestem o wiele bardziej "wypoczęta" niż kiedy siedzialam z dzieckiem w
                              domu.Autorce wątku chodzi o to chyba najbardziej-że nie ma ona chwili
                              wytchnienia.Rutyna, przemęczenie, mąż ktory uważa że wystarczy właśnie odbębnić
                              8godz. za biurkiem i wszystko mu się należy.


                              > Stawianie warunków i bunty moim zdaniem sa usprawiedliwione tylko wtedy, gdy
                              > zona pracuje zawodowo, a mąż rzeczywiście miga się od obowiązków domowych.
                              > Wtedy zdecydowanie poparłabym autorkę wątku.
                              ****
                              nie chodzi chyba o bunty, tylko o partnerstwo i życzliwe traktowanie siebe
                              nawzajem.To żałosne że żona nie ma nawet ochoty poprosić męża o wyjście z
                              dziećmi na spacer-przecież to powinna być dla niego przyjemność.

                              > NIgdzie nie pisałam, że ciężko harowałam ani, że praca jest jedyną wartością
                              w
                              > życiu. Otóż moim skromnym zdaniem w życiu najwazniejsza jest rodzina. Dlatego
                              > nie siedze po godzinach (choć mogłabym wynająć kogoś do opieki) i nie robię
                              > zawrotnej kariery. Praca jest jednak dla mnie bardzo ważna, gdyż oprócz tego
                              > oczywiście, że pozwala nam godnie żyć, to daje zdrowy dystans do świata,
                              > rozwija i sprawia, że jestem o wiele bardziej cierpliwa w stosunku do córki.
                              > A praca w wakacje już w LO to świetny pomysł, wart naśladowania.
                              ***
                              też się zgadzam-najważniejsza jest rodzina,a w tej rodzinie szacunek,
                              zrozumienie i miłość.
                            • kotka.na.dachu Re: bzdury 28.09.05, 14:13
                              Każdy pracujący człowiek (mężczyna i kobieta) mają możliwość skorzystania z dni
                              urlopu (17-26). Czy wobec tego kobieta może liczyć na "urlop od macierzyństwa"?
                              Wiadomo, że nie. Dziecko choruje - potrzebuje wówczas opieki non-stop (rodzic
                              czuwa całą noc)... czy nie jest to opieka 24h/doba? Dziecko moczy się w nocy
                              lub ma złe sny i się budzi... do kogo biegnie?
                              Zresztą przykładów jest wiele...
                              Autorka wątku chce pomocy od męża i co najważniejsze - należy się jej choćby
                              godzina dziennie dla siebie. Musi wyjść z cienia, bo jak nie, to facet ją
                              zaszczuje. Stanie się dla niego jedynie kurą domową, nieatrakcyjną kobietą. Za
                              rogiem może pojawić się jakaś "świeża krew", która stanie się "macochą" dla jej
                              dzieci... Nie życzę jej tego, ale taka jest rzeczywistość...
                        • carlafehr Re: bzdury 28.09.05, 19:58
                          eaw1 napisała:

                          > Zdecydowali się na dziecko i prawdopodobnie dokonali tradycyjnego podziału
                          > obowiązków: mąż praca, żona dom. Jego "dobrą wolą" jest pomaganie jej w
                          takiej
                          > sytuacji, bo w końcu swoje "odpękał". Jeśli żona chce wymagać od męża pomocy
                          w
                          > domu niech sama pójdzie do pracy (co szczerze polecam) i wtedy będzie mogła
                          > zmienić ustalenia. Osobiście uważam, że mąż w takiej sytuacji ma prawo
                          wymagać
                          > i obiadu, i czystości w domu, i poprasowanych koszul.


                          Pomijając już fakt, że nie wiemy, jak się umówili, o najwyraźniej uważasz, że
                          zarabianie pieniędzy jest ważniejsze niż wychowywanie własnych dzieci, bo ojcu,
                          który przez 8 godzin pracował za pieniądze dajesz prawo do odpoczynku przez
                          całą resztę dnia a matce, która przez 8 godzin pracuje dla rodziny nie dajesz
                          prawa do nawet godziny odpoczynku dziennie. Swoją drogą, czy tak samo
                          uważałabyś, gdyby to matka pracowała a ojciec siedział w domu? i czy uznałabys,
                          że matka po powrocie z pracy nie musi już nic w domu ani z dziećmi robić, bo od
                          tego jest ojciec?
                          Poza tym chodzi tu o coś innego, głębszego. Zawierając małżeństwo ludzie
                          przyrzekają sobie m.in. szacunek, miłość i wzajemna pomoc. Czy brak troski o
                          żonę i niechęć do pomocy przy własnym dziecku to wyraz miłości i szacunku? O
                          autorkę wątku nikt się nie troszczy, nikt nie myśli o tym, jak ona sie czuje,
                          czego chce i czego potrzebuje, nikt nie mysli o niej, mysla jedynie o tym, co
                          ona jeszcze może dać z siebie.

                          > Co do gotowania: istotnie "olbrzymia" różnica czy obierasz pół czy kilo
                          > ziemniaków smile

                          Nawet nie masz pojęcia, ile potrafi nabałaganić/zjeść 6 letnie dziecko i jego
                          koledzy oraz mąż, który nie tknie palcem wokół siebie. Obiad to akurat pryszcz,
                          z kanapkami już gorzej nie mówiąc o praniu, prasowaniu, zmywaniu i ciągłym
                          sprzątaniu po niemowlaku, przedszkolaku i mężu z lewymi rękami.

                          > A co porównywania się to tak się składa, że oprócz tego macieżyńskiego to
                          całe
                          > dorosłe życie (a nawet już w wakacje od II klasy liceum) pracuję, więc jak
                          > najbardziej porównanie na miejscu - bo minimum 8 godzin w pracy muszę
                          > odsiedzieć, a chodze jeszcze dwa razy w tygodniu na angielski.

                          Praca nie ma tu nic do rzeczy, w tym czasie ktoś sie Twoim dzieckiem opiekuje i
                          to prawdopodobnie poza domem, więc praca jest odmianą, podobnie jak angielski,
                          przecież nie chodzisz na angielski z dzieckiem? Skąd wiesz, czy autorka wątku
                          nie chciałaby pójść na kurs angielskiego, gdyby miała z kim zostawić dziecko?
                          • eaw1 Re: bzdury 30.09.05, 12:24
                            Pomijając te teksty, w których próbujesz wcisnąć w moje "usta" różne bzdury
                            (typu: zarabianie pieniędzy jest ważniejsze od wychowywania dzieci i nie masz
                            pojęcia ile potrafi nabałaganić...) pragnę ci uświadomić, że oglądanie
                            telenowel i popijanie kawki nie jest pracą (bo czymże innym zajmuje się ta
                            matka, kiedy dziecko śpi w dzień). Chciałabym też takim mamom uświadomić, że
                            praca zawodowa męczy, czasem bardzo, czasem nawet nie pozwala zasnąć, a więc
                            odpocząć. Tak więc nie pisz droga carlofehr, że praca nie ma tu nic do rzeczy.
                            Doprawdy wkurzają już mnie te wiecznie narzekające na wszystko gwiazdki
                            żoneczki, które do koleżanki bidulki nie mogą wyjść bez dziecka...
                            A i jeszcze przy okazji: moja mama pracowała, a w domu gotowała, sprzątała,
                            prała, prasowała i ma siedmioro dzieci, z czego 4 osoby ukończyły studia.
                            Oczywiście kiedy dziewczyny były już odpowiednio duże pomagały mamie. Ojciec
                            owszem też czasem zajmował się dziećmi, ale bardzo rzadko, w domu pomagał
                            przy "męskich sprawach" - wbić gwódź, coś tam naprawić... A czasy były odrobinę
                            inne.
                            Nie zamierzam nikogo przekonywać, że jest to jedyna słuszna droga życiowa, ale
                            chcę pokazać, że i tak można, i jak blado "umęcznie" autorki wątku wygląda przy
                            takim przykładzie.
                            Trzeba tylko chcieć i zamiast użalać się nad sobą, wziąć się do roboty.
                            • edzieckokarenina Re: bzdury 30.09.05, 14:06
                              eaw1 napisała:

                              > Pomijając te teksty, w których próbujesz wcisnąć w moje "usta" różne bzdury
                              > (typu: zarabianie pieniędzy jest ważniejsze od wychowywania dzieci i nie masz
                              > pojęcia ile potrafi nabałaganić...) pragnę ci uświadomić, że oglądanie
                              > telenowel i popijanie kawki nie jest pracą (bo czymże innym zajmuje się ta
                              > matka, kiedy dziecko śpi w dzień).
                              *******
                              tiaaaaaaaaaaaaa
                              zwlaszcza że ma pod opieką niemowlę i starsze dziecko
                              -starsze jest w wieku przedszkolnym,więc nie śpi w dzień
                              Chciałabym też takim mamom uświadomić, że
                              > praca zawodowa męczy, czasem bardzo, czasem nawet nie pozwala zasnąć, a więc
                              > odpocząć. Tak więc nie pisz droga carlofehr, że praca nie ma tu nic do rzeczy.
                              ****
                              ale ja odpoczęłam na prawdę dopiero kiedy zaczełam pracę -wcześniej od
                              samego "siedzenia w domu" i popijania kawki przed tv czułam zmęczenie

                              > Doprawdy wkurzają już mnie te wiecznie narzekające na wszystko gwiazdki
                              > żoneczki, które do koleżanki bidulki nie mogą wyjść bez dziecka...
                              ****
                              być może wkurzają Cię bo im zwyczajnie zazdrościsz,że potrafią otwarcie mówić
                              co czują i nie robią z siebie cierpiętnic

                              > A i jeszcze przy okazji: moja mama pracowała, a w domu gotowała, sprzątała,
                              > prała, prasowała i ma siedmioro dzieci, z czego 4 osoby ukończyły studia.
                              > Oczywiście kiedy dziewczyny były już odpowiednio duże pomagały mamie. Ojciec
                              > owszem też czasem zajmował się dziećmi, ale bardzo rzadko, w domu pomagał
                              > przy "męskich sprawach" - wbić gwódź, coś tam naprawić... A czasy były
                              odrobinę
                              >
                              > inne.
                              ***
                              to mialaś same siostry? bo piszesz o dziewczynach ,ktore po osiągnięciu
                              odpowiedniego wieku zaczęły pomagac mamie.A bracia? a może te 4 osoby które
                              skończyły studia to właśnie bracia?
                              sorry za nadinterpretację,ale taki obraz mam przed oczyma po czytaniu Twoich
                              postów.
                              Btw.myślisz że Twoja mama nie marzyła o chwili wytchnienia? pewnie faktycznie
                              dobrze sobie radziła z obowiazkami-ale czy była szczęśliwa?

                              > Nie zamierzam nikogo przekonywać, że jest to jedyna słuszna droga życiowa,
                              ale
                              > chcę pokazać, że i tak można, i jak blado "umęcznie" autorki wątku wygląda
                              przy
                              >
                              > takim przykładzie.
                              *****
                              ale dlaczego podważasz to o czym ona pisze? ona wyraźnie napisala że jest
                              zmęczona- nie wierzysz jej?

                              > Trzeba tylko chcieć i zamiast użalać się nad sobą, wziąć się do roboty.
                              ****
                              oj..mówisz jak tyran (bez obrazy)
                              a zresztą co ona ma narzekać..przecież mąż może od czasu do czasu naprawić kran
                              i wbić gwóźdź;P bez tego by się dopiero zacharowała;P
                            • carlafehr Re: bzdury 30.09.05, 20:17
                              > Pomijając te teksty, w których próbujesz wcisnąć w moje "usta" różne bzdury
                              > (typu: zarabianie pieniędzy jest ważniejsze od wychowywania dzieci i nie masz
                              > pojęcia ile potrafi nabałaganić...) pragnę ci uświadomić, że oglądanie
                              > telenowel i popijanie kawki nie jest pracą (bo czymże innym zajmuje się ta
                              > matka, kiedy dziecko śpi w dzień).

                              To że Ty oglądałaś telenowele i popijałas kawkę na macierzyńskim nie znaczy, że
                              ktos inny nie ma innych zajęć. A że nie masz pojęcia o sprawach, których sama
                              nie przeżyłaś, to widać.

                              >Chciałabym też takim mamom uświadomić, że
                              > praca zawodowa męczy, czasem bardzo, czasem nawet nie pozwala zasnąć, a więc
                              > odpocząć. Tak więc nie pisz droga carlofehr, że praca nie ma tu nic do rzeczy.

                              Sama jestem mamą pracującą i powtarzam: praca nie ma tu nic do rzeczy. I
                              chociaż mam absorbującą i stresującą pracę, to nie robię z siebie bohatera, że
                              ja taka dzielna samodzielna pracująca mama a te niepracujące to takie "gwiazdki
                              żoneczki".

                              > A i jeszcze przy okazji: moja mama pracowała, a w domu gotowała, sprzątała,
                              > prała, prasowała i ma siedmioro dzieci, z czego 4 osoby ukończyły studia.
                              > Oczywiście kiedy dziewczyny były już odpowiednio duże pomagały mamie. Ojciec
                              > owszem też czasem zajmował się dziećmi, ale bardzo rzadko, w domu pomagał
                              > przy "męskich sprawach" - wbić gwódź, coś tam naprawić... A czasy były
                              odrobinę
                              >
                              > inne.

                              Po pierwsze to Twoja mama, nie Ty, po drugie co to ma do rzeczy? Można mieć
                              jeszcze więcej dzieci, albo być traktorzystką, czy kobietą-górnikiem, mozna
                              nawet przeżyć obóz pracy albo
                              koncentracyjny.

                              > Nie zamierzam nikogo przekonywać, że jest to jedyna słuszna droga życiowa,
                              ale
                              > chcę pokazać, że i tak można, i jak blado "umęcznie" autorki wątku wygląda
                              przy
                              >
                              > takim przykładzie.

                              Ale po co chcesz jej pokazać, że jej problemy wyglądają blado przy problemach
                              innych? Co w tym jest konstruktywnego? Umiesz tylko dokopać i to jest takie
                              cool wg Ciebie?


                              > Trzeba tylko chcieć i zamiast użalać się nad sobą, wziąć się do roboty.

                              Ona robi, tylko jej z tym źle.
                              A dlaczego Ty jesteś taka wymagająca wzgledem innych (i pewnie też względem
                              siebie) i zgorzkniała? Może czasem dałabyś sobie prawo do pożałowania samej
                              siebie? Może nie denerwowałaby Cię wtedy skargi innych? Psychologowie już dawno
                              odkryli, że najbardziej denerwuje nas w innych ludziach to, na co my sobie sami
                              nie pozwalamy.

                • edka05 Re: Do eaw1 02.10.05, 14:58
                  Prawda jest taka, że gdy ma się męza lenia to tak jakby się dwoje dzieci miało.
                  Nie dośc , że nie pomoże, to jeszcze przy nim robota. W takiej sytuwacji
                  samotnej matce z jednym dzieckiem jest o wiele łatwiej.
              • edzieckokarenina Re: Do eaw1 24.09.05, 10:32

                Szczerze mówiąc macieżyński, na którym miałam szczęście przebywać aż 6 m-cy był
                dla mnie najleniwszym okresem w życiu, a i tak miałam nawet ręczniki
                poprasowane. Ale moze ja jestem taka wyjątkowa wink
                ****
                ja też eaw nie wiem jak Ty to robiłaś że nie czułaś przemęczenia!wink
                ja tak jak autorka wątku pamiętam jak mój synuś był niemowlakiem byłam po
                prostu wyczerpana.Sama sie nim zajmowałam-nie myłam podłóg jak mówisz, mało
                sprzątałam(bo mieszkam z rodzicami)ale i tak chodziłam po ścianach ze zmęczenia.
                Masz rację-taki maluch praktycznie cały czas śpi-ale budzi sie co godzinę-więc
                dla osoby dorosłej,czuwającej nad maluchem nie jest to żaden wypoczynek.
                Ja pamietam jak budziłam się przy dziecku i nie wiedziałam czy to jest dzień
                czy noc z przemęczenia-takie były pierwsze 3-4 miesiące życia malucha.
                Tez marzyłam w tych czasach o chociażby godzinie wytchnienia-od codziennych
                obowiązków i rutyny.Wystarczy godzina -dwie żeby inaczej podchodzić do
                obowiązków.
                do autorki wątku: koniecznie rozmawiaj z mężem o tym że potrzebujesz "świeżego
                powietrza" -ciekawe czy on chcialby siedzieć nawet w najbardziej ukochanej
                pracy 24 godz.na dobę? może takie argumenty do niego trafią?
                wymyśl coś żeby choć na godzinę wyjść z domu sama-od razu lepiej się poczujesz.
                Trzymam kciuki

                "W życiu i restauracji protestuj- kiedy kota podadzą ci jako zająca"
    • olcia3221 Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 24.09.05, 00:48
      a ja uwazam ze nie ma sesu ucieczka bo hrabia bedzie wiecej siedział przy
      kompie a ty wezmiesz jeszcze więcej na siebie! dojdzie dodatkowo zamartwianie
      sie o byt i zaspokojenie potrzeb dzieci!
      Lepiej jest poszezyc sztuke komunikacji z mezem, porozmawiajcie powiedz czego
      oczekujesz od niego! obrócic to wszystko wpłyn mu na ambicje jakim to on jest
      ojcem i ile i jak zajmuje sie dziecmi?czego ich ostatnio nauczył lub czy widzi
      co one osiagneły?wprowadz dzien w którym to tatus zajmuje sie dziecmi a mama
      reguluje brwi itp.(bo zaraz bedzie ze "nieatrakcyjna jestes ,zaniedbana i
      dlatego przyprowadziłem kochanke")taki dzien moze przydał by sie tez dziadka
      ale niech w tygodniu nie widzą wnuków!i tobie juz robi sie dwa dni!i nie robisz
      dni wolnych dla siebie tylko dzien taty dzien dziadków!mezowi dodaj ze jak beda
      dzieciaki ciągle z tobą to mamisynki wyrosną,a gdy tata wejdzie po pracy
      krzykna "mamo jakis pan do ciebie"
      ale mi to cóchnie na brudną robote buntu tesciów!
      a moze opcja męzu moze poszókamy naszego samodzielnego mieszkanka!
      wazne zeby nie przekresac odrazu malzenstwa jesli mozna znalesc rozwiązania a
      odejscie nie pomoze w zdobyciu czasu dla ciebi!powodzenia
      • edzieckokarenina Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 24.09.05, 10:51
        teraz przeczytałam wszystkie wypowiedzi dziewczyn i faktycznie myślę,że duża
        zasługa teściów w tym,jaki stosunek ma Twój mąż do obowiązków.
        Mieszkać z teściami to chyba najgorsze co może być dla młodej pary-sorry, wiem
        że są normalni teściowie(ludzie),ale nawet przy najbardziej tolerancyjnych
        dojdzie do nieporozumień.Jeśli macie taką możliwość to postarajcie sie jak
        najszybciej wyprowadzic na swoje.
        A odnośnie męża- rozmawiaj z nim,nawet jak nie ma ochoty na dyskusje-mów mu to
        co czujesz i czego od niego oczekujesz- to nie jest łaska,że on Ci pomoże-to
        tez są jego dzieci(pierszwe też, bo przecież wiążąc się z Tobą brał tez dziecko
        pod uwagę).
        Mam nadzieję że nie skończy się to awanturami u Ciebie.
        Masz prawo odpocząć-nie czuj się winna z tego powodu.
        Pozdrawiam i pisz jak sprawy się mają
        • marudka1980 Dzis Maz zabral nas na spacer:) 24.09.05, 21:04
          Rano oczywiscie milczal itd.nie wytrzymalam i wszystko jemu wypomnialam od
          A....do Z i co odmienil sie cieeekawe na ile?smileCo prawda nie moglam wyjsc sama
          jednak dobry i wspolny spacer.Tesciowa woli zadkiem z Corcia24lata usiasc w
          ogrodeczku na krzeselkach niz zabrac wnuczka na spacerek Poszlam do nich do
          ogrodka i pytam-Co siedzicie sobie? a one -No siedzimy nie mamy co robic wiec
          siedzimy tusadBiedulkismileJa nie umiem tak pro100 z mostu w takiej sytuacji
          powiedziec:To wezcie Ksawerka na spacerek.....a chyba powinnam
          • martaglowacka Re: Dzis Maz zabral nas na spacer:) 26.09.05, 10:31
            Słuchaj a dlaczego ktoś (poza Tobą i Mężem) ma spacerować z Twoim Dzieckiem bez
            chęci ze swojej strony. Przecież to nie obowiązek Babci czy Cioci, żeby wyjść
            na spacer z Maluszkiem....
    • martaglowacka Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 26.09.05, 10:29
      A ja nie bardzo rozumiem. Mam synka 4 latka - przedszkolaka i córeczkę
      niespełna 4 miesiące. Mieszkamy sami (ja, Dzieci i Mąż). Mąż pracuje jako
      kierownik budowy, więc zwykle od świtu do nocy czyli do kiedy coś widać i można
      budować. Do Rodziców jeździmy zwykle w weekendy i to też nie zawsze, bo Mąż
      kończy studia. I nie mam najmniejszych problemów. Mam czas na wszystko. I z
      Dziećmi się "wybawię" i posprzątam i ugotuję (oczywiście, nie wszystko lśni,
      obiady nie są może 3-daniowe, ale jest wszystko na przyzwoitym poziomie).
      Jeżdżę z Dziećmi na wycieczki - do parku, zoo, na kasztany, na cmentarz.
      Chodzimy do cyrku. Po prostu cieszymy się z robienia wszystkiego razem smile Mąż,
      jeśli uda mu się wcześniej skończyć pracę, chętnie wykorzystuje czas na zabawę
      z Dziećmi - wtedy mam chwilę wyłącznie dla siebie (rzadko, ale zawsze) smile. Sama
      nie wiem, zawsze mieszkaliśmy samodzielnie i nigdy nie było po prostu nikogo do
      pomocy...a przyznam, że wcale nie czuję się przemęczona..
      Pozdrawiam
      Marta
      • virtual_moth Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 26.09.05, 10:41
        martaglowacka napisała:

        > przyznam, że wcale nie czuję się przemęczona..

        To świetnie. Tylko jak to się ma do problemów autorki wątku? Że Ty taka
        wspaniała, a ona niezorganizowana ciamajda?
        • edzieckokarenina Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 26.09.05, 11:00
          virtual_moth napisała:

          > martaglowacka napisała:
          >
          > > przyznam, że wcale nie czuję się przemęczona..
          >
          > To świetnie. Tylko jak to się ma do problemów autorki wątku? Że Ty taka
          > wspaniała, a ona niezorganizowana ciamajda?

          ***
          no właśnie, każdy jest inny.Widać Ty jesteś nie do zdarcia, nie męczysz się,
          jesteś wyspana itp;a autorka wątku jest bardziej delikatnawink
          btw.mam kuzynkę która ma dwoje malutkich dzieci- poniżej 3 roku życia dwa
          szkraby, też nikt jej nie pomaga(mąż w pracy, rodzina daleko) -tez jest
          dzielna..tylko że wygląda jak śmierć na urlopie-wychudzona, podkrążone oczy,
          często łapie przeziębienia.
          Ja rozumiem,że właśnie niektórzy nie mają wyjścia i sami sobie radzą,ale jeśli
          można skorzystać z pomocy- to dlaczego nie? jakieś pomniki za zajeżdżanie
          samych siebie wystawiają czy co?wink
      • carlafehr Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 28.09.05, 20:52
        martaglowacka napisała:

        > A ja nie bardzo rozumiem. Mam synka 4 latka - przedszkolaka i córeczkę
        > niespełna 4 miesiące. Mieszkamy sami (ja, Dzieci i Mąż). Mąż pracuje jako
        > kierownik budowy, więc zwykle od świtu do nocy czyli do kiedy coś widać i
        można
        >
        > budować. Do Rodziców jeździmy zwykle w weekendy i to też nie zawsze, bo Mąż
        > kończy studia. I nie mam najmniejszych problemów. Mam czas na wszystko. I z
        > Dziećmi się "wybawię" i posprzątam i ugotuję (oczywiście, nie wszystko lśni,
        > obiady nie są może 3-daniowe, ale jest wszystko na przyzwoitym poziomie).
        > Jeżdżę z Dziećmi na wycieczki - do parku, zoo, na kasztany, na cmentarz.
        > Chodzimy do cyrku. Po prostu cieszymy się z robienia wszystkiego razem smile
        Mąż,
        > jeśli uda mu się wcześniej skończyć pracę, chętnie wykorzystuje czas na
        zabawę
        > z Dziećmi - wtedy mam chwilę wyłącznie dla siebie (rzadko, ale zawsze) smile.
        Sama
        >
        > nie wiem, zawsze mieszkaliśmy samodzielnie i nigdy nie było po prostu nikogo
        do
        >
        > pomocy...a przyznam, że wcale nie czuję się przemęczona..
        > Pozdrawiam
        > Marta


        No to fajnie, że nie czujesz sie przemęczona smile.
        Ale teraz wyobraź sobie, że z różnych powodów nagle przez dłuższy czas czujesz
        sie przemęczona. A Twój mąż zamiast być wtedy dla Ciebie wsparciem, dołuje Cię
        zawistną uciechą, że Ci teraz źle a kiedyś było lepiej. No mi sie po prostu nóż
        w kieszeni otwiera na takie zachowanie męża.
    • an-da Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 26.09.05, 11:31
      przeczytałam wszystkie odpowiedzi,
      faktem jest, że są kobiety które nie są przemęczone i są takie, dla których
      opieka nad niemowlakiem wymęcza - no możemy się zgodzić
      dziadkowie - może i dobrze by było, gdyby pomagali z własnej woli, ale jak nie
      chcą, to mają do tego prawo i nic na to nie poradzisz
      za to postawa męża i sprawa komunikacji w waszym małżeństwie...tu masz chyba
      dużo do zrobienia
      wygarnęłaś mu, ulało się trochę żółci, on nakręcony trochę się zmieni...na
      chwilę, a potem wszystko wróci do równowagi...aż do następnego twoejgo wybuchu,
      jak dla mnie ma to mały sens
      ale już trochę ochłonęłąś (bo się wygadałaś) i teraz jest czas pomyśleć jak to
      zmienić na stałe
      jeden dzień dla mamy - to super pomysł
      ja też coś takiego próbowałam wprowadzić, mnie męczy strasznie nie to, że tyle
      muszę robić, ale że jestem za wszystkow w domu odpowiedzialna, czasm mam już
      tak dosyć tego sterowania
      był jeden dzień dla mnie, chłopcy (duży i mały) wszystko sami robili, ale ja
      cały czas czuwałam i z doskoku korygowałam... no i stwioerdziłam, że to
      beznadziejne jest
      następny dzień dla mnie będzie taki:
      1. przygotowuję kartkę o czym duży ma pomyśleć
      żeby była butelka dla małego do szkoły, żeby wiedział jaki sok rano do niej
      naleje, żeby sprawdził plan lekcji i skorygował książki w plecaku, żeby
      pomyślał wcześniej co zrobi na obiad i kupił potrzebne rzeczy, żeby pomyślał
      jaka pogoda będzie i przygotował dla małego alternatywne stroje do ubrania, nie
      zapomnieć o stroju na WF, basen, aha, KAPCIE!!!
      pieniądze rano na kieszonkowe, kto małego odbierze ze szkoły, co ma zabrać z
      plastyki (patyczki, wata) itp, itd,
      a ja rano śpię i się nie zrywam, potem zajmuję się maseczkami a nie tornistrem,
      a po południu nie gonię do szkoły, tylko idę sobie do kina, a potem na kawę, a
      potem może wrócę do domu... i o nic się nie martwię
      tak będzie teraz - już jutro mam wolne!!!
      • marudka1980 Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 27.09.05, 11:26
        hm...maja racje Ci ktorzy twierdza Babcia Ciocia nic nie musza ok ja nic nikomu
        nie karze jednak od trzeciego dnia mam grype goraczke sa momenty poza tym kiedy
        zaczynam przechodzic kryzyz i nie mam sily utrzymac maluszka na rekach nie
        pisze tu nawet ze strach jest ze synek zlapie to ode mnie i co?...Kochana
        Babcia widzi i dalej nic...Malżonek pracuje i dalej jestem sama.Uwierzcie ze
        jak patrze na to wszystko to odechciewa mi sie nawet prosic o pomoc....!Zreszta
        jak dorosli ludzie moga byc tak slepi!moj szesciolatek rozumie ze jak sasiadka
        o lasce nosi zakupy to ten jest pierwszy i jej pomaga to nosic bez prosby tej
        kobiety wiec taka Babcia tez czasami moglaby otworzyc oczy zreszta wydaje mi
        sie ze to normalny odruch Babc i Dziadkow ze biora ukochanego wnuczka na
        spacereksmileCzy tak byc nie powinno?
        • an-da Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 27.09.05, 14:26
          jak długo będziesz nam udowadniać jak być powinno, to nic się nie zmieni
          jeżeli chcesz zmienić rzeczywistość, to musisz to zmienić sama, babcię masz
          taką jaką masz, jej nie zmienisz, możesz za to zmienić swoje zachowanie
          względem niej i tyle
          że wychowujesz synka na empatycznego człowieka - chwała ci smile)
          • marudka1980 super ze jestescie ale... 28.09.05, 10:37
            juz chce zakonczyc ten temat rzeczywiscie nic nie zmienie chociaz wiele mi
            pomogliscie-lyscie w odnalezieniu sie w danej sytuacji dzis mam wielki problem
            i plakac mi sie chce nawet nie bede o tym pisala bo juz sie gubie we wlasnych
            myslach mam ochote glosno przeklac i w ogole.Poki co dziekuje wam wszystkim
            bardzo i sciskam.
        • an-da Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 27.09.05, 14:27
          chyba że chodzi ci o wyżalenie, jacy oni źli są
          a to proszę bardzo wink)
          • iw82 Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 27.09.05, 21:24
            nie jestes sama ( do autorki watku) . moi tesciowie NIGDY nie zabrali malej na
            spacer , nigdy nie wzieli jej do siebie nawet na pol godziny ( mieszkaja
            baardzo blisko) . Nie żale sie tu nawet na sam fakt braku pomocy z ich strony,
            ale raczej na to jak mnie DZIWI taki brak zainteresowania wnuczką... moja mama
            i tata sa zakochani w malej . wiem , ze było juz wiele wątkow na temat tego jak
            powinni sie zachowywac dziadkowie i ze zdania sa podzielone. Ja wiem ze oni NIC
            nie musza , ze maja prawo do wlasnego zycia itp.. ale zwykle uczucie ,
            zainteresowanie ... sama nie wiem jak to okreslicsad dl amnie to tak jakby matka
            nie interesowala sie wlasnym dzieckiem , przeciez wnuczek czy wnuczka to tak
            samo bliska osoba...
        • ann_mart Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 28.09.05, 12:06
          A dlaczego po prostu nie poprosisz o pomoc? To przecież żadnej ujmy nie
          przynosi.
          Po prostu poproś. Może sie okazać, że na to czekają...
    • korjen Re: Jak wy to robicie ?prosze o rade 30.09.05, 13:51
      Jestem nowa na forum,ale chyba dokładnie Cię rozumiem.Mam 30 lat, dwoje dzieci
      (5 lat i 1 rok)Są dni,że najchętnniej gdzieś bym pojechała i zostawiła to
      wszystko.Nie pracuję obecnie,jestem w domu z dziećmi,gotuję,sprzątam,i okropnie
      krzyczę na dzieci.Wkurza mnie to,że cały dzień jestem sama,nikt mi nie
      pomoże,teściowie pomagają swojej córce a nie synowej,bo ja jestem tylko
      synową.Podobnie jak Ty chętnie odpoczęłabym,zabawiła,ale nie da się.Mąż wraca
      ok.21 prawie codziennie,a jak spróbuję mu się pożalić,to pociesza mnie
      mówiąc:ty tylko lubisz użalać się nad sobą,jesteś słaba,itp.Czuję się
      samotna,sama ,smutna a to właśnie odbija się na dzieciach,bo drę się na nich
      jak opętana,Mąż jak wraca z pracy chciałby mieć radosną żonę ale ja już nie mam
      siły na nic.Tak,że nioe jesteś sama.Pozdrawiam.
      • 12051976rok I ja się do Was przyłączam 03.10.05, 11:57
        Ja mam podobną sytuację, ale nie do końca. Otóż ja też mam drugiego męza i
        drugiego syna. Chłopcy są w zbliżonym wieku do twoich. W tej chwili starszy ma
        8lat, a młodszy 2,5roku. Kiedy miałam pierwszego synka małego mieszkaliśmy z
        mężem z moimi rodzicami. Praktycznie oni nas utrzymywali. Mama kiedy miała tylko
        chwilkę to zajmowała się małym. Nawet w nocy wstawała do niego i zaglądała czy
        nic mu nie jest(był spokojnym dzieckiem i przesypiał noce). Kiedy był chory, czy
        ząbkował to było już gorzej z tymi nocami, ale bawiła go razem ze mną. Oprócz
        tego ja go urodziłam na drugim roku studiów i nie miałam żadnej przerwy.
        Wyjeżdżałam 2x w m-cu po 3dni i rodzina zajmowała się dzieckiem. Tak było przez
        4 lata. Zostawł pod opieką mamy, ale kiedy była w pracy to mąż, ojciec mój czy
        reszta rodziny. Miałam pomoc i się tego nie wypieram, ale i tak było mi bardzo
        ciężko. W pozostałe dni kiedy nie byłam w szkole sama zajmowołam się synkiem non
        stop, bo mama pracowała. Musiałam się też uczyć, napisać pracę licencjacką i ją
        obronić, a 2 lata później magisterską. Synek był już większy i nie dało się go
        huśtac w wózku. Chciał się bawić, a ja płakałam bo musiałam się uczyć. Czasami
        nawet moja babcia przyjeżdżała, żebym mogła się przygotowywać do egzaminu. Mąż w
        tym czasie nie pracował, bo i po co? Jak mówiłam, żeby poszedł szukać pracy, to
        on mnie wysyłał. ( Mnie, która zajmowałam się domem, w którym mieszkałam ja z
        mężem i synkiem, mama, ojciec i mój młodszy brat, a i pies)Oczywiście, e była
        też mama, ale ona pracowała, więc obie prowadziłyśmy dom. Jak prałam to z całej
        siódemki, gotowałam czy myłam naczynia również. Nie było podziałów. Meżuś w
        końcu wyjechał zagranicę, bo tylko w to wierzył, a mnie zostawił samą. Ale ja z
        pomoca
        • 12051976rok Re: I ja się do Was przyłączam 03.10.05, 11:59
          rodziny studia skończyłam, synek urósł. Ja poszłam do pracy, a on do przedszkola
          CDn..
          • 12051976rok Re: I ja się do Was przyłączam 03.10.05, 12:24
            Przez 3lata byliśmy sami, ale z moimi rodzicami. Aha kidy dziecko było małe to
            moja szanowna teściowa też się nie zajmowała moim dzieckiem. Denerwował ją bo
            był bardzo bystry od początku, za szybko siusiał na nocnik, za szybko chciał
            jeśc nozem i widelcem, za szybko wogóle jadł sam i za szybko mówił. Piszę to
            dlatego, że jej córka miała córkę upośledzonoą w jakimś tam stopniu i dlatego
            teściowa była tym rozgoryczona i stąd pałała tak wielką miłością do synka
            swojego syna. No ale trudno, wkońcu się rozstaliśmy i na tym zakończył się tten
            etap mojego życia.
            Wkońcu poznałam drugiego męża w pracy. Wyprowadziłam się z domu, zabrałam
            dziecko, urodziłam drugiegie. Mąż to typ już trochę starego kawalera. Trudno mi
            było z nim się porozumieć na początku. Ale zawzięłam się w sobie i postanowiła
            udowodnić całemu światu, że dobrze zrobiłam będąc z nim.
            Pracowałam całą ciążę, mąż nic nie robił bo nie wymagałam tego od niego( w moim
            rodzinny domu facet nie musiał nic robić, bo mama obskoczyła ojca, brata, a
            nawet mojego męża i tego samego nauczyła mnie)Ewentualnie zabrał mojego synka na
            rower. Nawet kiedy już wiedziałam, że muszę iść do szpitala następnego dnia, cdn..
            • 12051976rok Re: I ja się do Was przyłączam 03.10.05, 13:03
              Przepraszam, że tak ciągle przerywam, ale jestem teraz w pracy i jak ktoś
              wchodzo do pokoju to musze skończyć.
              Otóż jak szłam już rodzić, to dzień przed pójściem do szpitala musiała
              przygotować posiłki chłopakom na te kilka dni kiedy mnie nie będzie. Mama nie
              pogodziła się z tym, że znalazłam sobie drugiego, zaraz ciąża, tak więc
              przestała mi pomagać i zostałam sama. Więc zamiast szykować się do szpitala i
              pakować to ja szykowałam męza i syna, żeby im się niec nie stało i nie byli
              głodni. Oczywiście jak poszłam do tego szpitala to mąż z synkiem mnie odwiedzał,
              zawsze coś do jedzenia przyniósł(kanapki z grubo ukrojonego chleba owinięte w
              worki do lodów, bo pojęcia nie miał)Wyręczałam go we wszystkim. Ale i miałam
              bardzo dużo siły, pod koniec ciązy z tym wielkim brzuchem wysprzątałam całe
              mieszkanie, wymyłam okna i wyprałam firanki.
              Kiedy urodziłam już synka wszystko się skończyło. Maluszek tak płakał, że nie
              można go było zostawić nawet na chwilkę. i to nie są jakieś moje fanaberie, bo
              kiedy musiał pójśc do toalety to pielęgniarki brały go na ręce. Poprostu takie
              dziecko mi się trafiło. Byłam nim tak zmęczona już w szpitalu, że jak tylko
              słyszałam, że mnie ktoś chciał odwiedzić to płakać się chciało.
              A kiedy wróciłam do domu, to musiałam sobie w nim sama posprzątać, bo mężuś
              oblewał synka z kolegami, którzy później spali w naszych łóżkach, zmienić i
              uprać pościel, bo miała tylko po jednej zmianie. Mało tego to mi powiedział, że
              już nie ma pieniędzy bo mu"poszły". I co wy na to?
              Niestety dalej musiałam prać , gotować, sprzątać, zajmować się starszym synkiem,
              z którym musiała mspać w nocy( a do tego noworodka też brałam w środek, kiedy
              się budził w nocy). Mały dzierał się jednakowo w dzień i w nocy. A ja musiałam
              być zawsze gotowa. Ale siły jeszcze miałam. Mąż pracuje na zmiany, więc raz był
              raz go nie było. A gotować nie umie, wogóle nic nie umiał. Więc ja sama musiałam
              wszystko robić sama. Gotowałam obiady z małym w wózku, a póxniej w foteliku, bo
              musiał przynajmniej mnie widzieć. Po 5m-cach wróciłam do pracy, bo mam dobrą
              pracę, więc szkoda by było ją stracić. I dopiero się zaczęło. Sypiałam po 3
              godziny w nocy a 5.30 trzeba wstać, żeby na 7 zdążyć.CDN...
Pełna wersja