marudka1980
23.09.05, 08:29
Ze niektore z was sa pelne entuzjazmu pomimo wszystkiego zlego.Ja mam dosyc
wczoraj Maz powiedzial mi cos co bardzo mnie zabolalo.Opisze w skrocie:Mamy
synka 6 m-cy z ktorym siedze calymi dniami przy tym robiac takze obowiazki
domowe typu pranie gotowanie i sprzatanie nikt mi nie pomaga mam tez drugiego
synka 6 lat(nie z tego malzenstwa)Mieszkamy z Tesciami szwagierka i babacia-
mam dogodne warunki-jednak nikt nie chce mi sam od siebie pomoc jestem
przemeczona nie mam chwili dla siebie zeby gdzies wyjsc itp.Nikt nawet moj
Maz nie wezmie dziecka sam na spacer zebym odpoczela.Wszyscy przychodza do
mnie i synka zagadac 10 min.z nim i wychodza-taka to ich milosc do
dziecka.Zapomnialam co to regulacja brwi bo na to tez nie mam czasu:0)Wczoraj
juz dostalam szalu i mowie wez jego bo ja mam dosyc a moj malzonek tak:Bo co
nie mozesz pogodzic sie z tym ze jak Adrian byl maly(starszy syn)to
podrzucalas go byle komu i SOBIE WYPOCZYWALAS -z taka zawiscia-Fakt mialam
wiecej czasu dla siebie siedzialy z nim raz moja mama raz tamata babcia a ja
konczylam szkole i tak to wygladalo.Powiedzial ze co boli cie to ze teraz nie
masz komu podrzucac dziecka.Tak wyglada moja sprawa a ja mam zal do meza o to
co powiedzial i to wlasnie on pierwsza osoba ktora powinna mi pomoc a tego
nie robi.Chyba znienawidzilam go za to juz nie potrzebuje od nich pomocy
tylko prosze o porady jak wytrzymac samej z dwojka dzieci tak zeby nikt nie
cierpial ani moje dzieci ani ja.Wiadomo przy przemeczeniu sa takze i nerwy a
nie chce zeby to odbilo sie na dzieciach