I stało się...

14.10.05, 09:47
Rozchodzę się z mężem, po ponad 3 latach małżeństwa, mamy 3 letnie dziecko.
Jestem bardzo młoda mam 23 lata, nie wiem czy sobie poradzę.
Nic sie właściwie nie stało, po prostu nie układa się nam (mąż jest pod
wpływem ojca).
Zostaje sama z dzieckiem.
Pracuje na umowe zlecenie, studiuję zaocznie. Poradźcie, czy przysługują mi
jakieś zasiłki, może wiecie jakiej wysokości?
I druga sprawa, może znacie jakies grupy wsparcia dla samotnych matek? Jestem
z Warszawy.
P.S. Mam tez problem z przedszkolem, nie ma miejsc, czy samotnej matce
przysługuja jakieś przywileje jeśli chodzi o miejsce w przedszkolu?
Poradźcie coś proszę...
Ewelina
    • carri Re: I stało się... 14.10.05, 09:50
      Wiesz, nie za bardzo umiem Ci pomóc - nie znam odpowiedzi na Twoje pytania, ale
      czy faktycznie nie da się nic zrobić? Skoro nic się nie stało wielkiego i
      chodzi tylko o jakieś codzienne przepychanki i wpływ ojca, może da się to
      wszystko posklejać? Zastanów się jeszcze...
    • mama_kotula Re: I stało się... 14.10.05, 10:08
      Nie wiem, jak w przedszkolu, ale my w żłobku mamy 50 zł zniżki miesięcznie od
      dziecka. Mieliśmy też pierwszeństwo przy zapisie, ale nie wiem, czy tak jest
      wszędzie.
      • fh12 Re: I stało się... 14.10.05, 10:28
        szkoda że u mnie nie ma takiej mozliwosci;/ 50 zł to dla mnie bardzo duzo... no
        ale trudno...
    • an-da Re: I stało się... 18.10.05, 09:50
      poradzisz sobie, bo musisz, to jest najlepsza motywacja

      znam odpowiedź tylko na dwa pytania:
      przedszkole, żłobek - samotne matki mają pierwszeństwo przy zapisach, ale gdy
      już jest pełna grupa, no to nie wypiszą innego dziecka, żeby przyjąć twoje,
      musisz poczekać na nowe zapisy, bądź poproś by się z tobą skontaktowała
      dyrektorka przedszkola, gdyby jakieś miejsce się zwolniło

      grupa wsparcia - była kiedyś (nie wiem czy jeszcze) grupa wsparcia dla
      samotnych matek przy Fundacji "Rodzić po ludzku"
    • tata_malolata Re: I stało się... 20.10.05, 09:41
      mrowka221 napisała:
      > Nic sie właściwie nie stało, po prostu nie układa się nam
      --------------------
      No to NAPRAWDĘ ISTOTNY POWÓD by rozwalić rodzinę.
      Sorry ! Ale strasznie - osobiście - mnie boli gdy czytam jak ludzie pieprzą
      sobie życie. Piszę "osobiście" bo też takie coś mam za sobą (odejście żony, bo
      się znudziło, bo się nie układało, bo ją coś drażniło itp.) i każdemu odradzam.

      Z doświadczenia powiem Ci: niewielu jest takich, którzy mają łatwo, lekko i
      przyjemnie. Zwłaszcza w okresie gdy pojawia się dziecko i znikają przyjemności
      beztroskiego życia a pojawiają się obowiąki. Gdy kończy się kino, knajpy,
      spotkania z przyjaciółmi a zamiast tego jest nocne wstawanie. Wydatki nie na
      nową torebkę tylko na nowy wózek. I wieczorem padasz zmeczona na łóżko zamiast
      przeżyć kilka uroczych chwil z ukochaną osobą.

      Na pociechę powiem - gdy dziecko ma 3 lata wychodzi się "na prostą".
      Naprawdę. Pozbierajcie się do kupy i zobaczycie jak teraz może być FAJNIE !
      Powodzenia.
      t_m
      • pelagaa Re: I stało się... 20.10.05, 11:27
        Tata_malolata ma racje, jesli tylko jeden warunek, OBOJE musza chciec ratowac
        malzenstwo. Jesli sa checi z obu stron to moze jednak warto???
    • nova_mama Moja historia 20.10.05, 14:39
      Hej,
      Też jestem młodą mamą- mam 23 lata i 2 letnie dziecko.
      Z mężem rozstałam się jeszcze szybciej niż Ty, bo po roku.
      I to właśnie dlatego, że "poprostu nie układało sie nam".
      Pobraliśmy się bo zaszłam w ciąże, on zawsze chciał się ze mną ożenić, ale ja
      nie byłam pewna. Ciąża zadecydowała, że postanowiłam spróbować stworzyć z nim
      rodzinę. Po ślubie było ok przez 3 miesiące, potem wogóle nie interesował się
      ani mną, ani dzieckiem. Po pracy i w weekendy cały wolny czas spędzał przed
      kompem (grał, flirtował z dziewczynami na necie), albo wychodził z kolegami na
      piwo, dyskoteki. Próbowałam to zmienić, prosiłam, tłumaczyłam, groziłam
      rozwodem, nic nie skutkowało. W końcu zarządałam żeby się wyprowadził i bez
      mrugnieńcia okiem zrobił to.
      Po paru miesiącach dogadaliśmy się w sprawie alimentów (dobrowolnie płaci, ale
      nie jest tego zbyt wiele) i odwiedza córke.
      Chciał wrócić, ale ja nie chce już z nim być.
      To rozstanie trwa już ponad 1,5 roku, a ja ciągle nie mogę zdobyć się na
      napisanie pozwu rozwodowego.
      On twierdzi, że nadal mnie kocha i dlatego nie da mi rozwodu (ale nie
      przeszkadza mu to w "zaliczaniu" coraz to nowszych panienek).
      A ja tkwie w zawieszeniu i nie mogę się pozbierać...
      Jak się za to wszystko zabrać?
      • julia.68 Re: Moja historia 20.10.05, 17:13
        Normalnie. Poszukać w necie wzorów pozwów rozwodowych, napisać pozew,
        skonsultować z prawnikiem i wysłać do sądu. I niech się facet cieszy, jak
        napiszesz bez orzekania o winie.
        Albo poczekać aż tatuś się wyszaleje i dorośnie.
        • taka-jaka Re: Moja historia 20.10.05, 19:47
          czekac az "wyszaleje i podrosnie"? moj maz juz szaleje od prawie roku ale jak
          widac dobrze mu - ma chwile zalamania, lecz chyba za male by zrozumiec co jest
          wazne w zyciu - imprezy, tzw. "wolnosc" i ciagle ograniczenia - zamykam drzwi i
          ide sobie moja malenka coreczko ktora oczywiscie kocham nad zycie!!!!! no i
          wyszedl kilka miesiecy temu........bo "nasz zwiazek sie skonczyl"........
          "tato_malolata"!!!-jaos nie chcial moj maz zrozumiec gdy mu tlumaczylam jak w
          zyciu moze byc jeszcze pieknie gdy nasze dziecko podrosnie
          moze jestem pelna goryczy ale nie polecam "powrotu skruszonych egoistow"
          jakkolwiek i cokolwiek zycze duzo sily!!!!!!!
          • kini_m Re: Moja historia 25.10.05, 17:17
            tata_malolata napisał:
            >Z doświadczenia powiem Ci: niewielu jest takich, którzy mają łatwo, lekko i
            >przyjemnie. Zwłaszcza w okresie gdy pojawia się dziecko i znikają przyjemności
            >beztroskiego życia a pojawiają się obowiąki. Gdy kończy się kino, knajpy,
            >spotkania z przyjaciółmi a zamiast tego jest nocne wstawanie. Wydatki nie na
            >nową torebkę tylko na nowy wózek. I wieczorem padasz zmeczona na łóżko zamiast
            >przeżyć kilka uroczych chwil z ukochaną osobą.
            E, tam. Tatku zalewasz. Jak to przyjemności znikają? Tylko nieco się zmieniają!
            Dochodzi jeszcze dodatkowa osoba do zabawy.
            Juz nieraz pisałem jak z córką (1,5 roku) łaziliśmy do knajpy. A gdy miała
            0,5roku to już razem startowaliśmy w pierwszych zawodach (orienteering).
            Obowiązki? Jedzenie zawsze sobie robisz, jedynie tyle że bardziej musisz
            przestrzegać pór jedzenia i robić nieco oddzielnym trybem inne papki. Te same
            obowiązki co zwykle tylko nieco rozszerzone. No może wizyty u lekarza, to nowum
            które dotychczas się omijało. Jak ma 2 lata to już chce cię wyręczać w myciu
            naczyń (a co wody narozlewane przed zlewem, to olaboga), albo razem rozwieszać
            pranie z dzieckiem. A kąpiele dziecka - sama zabawa. To samo plac zabaw,
            zdobywanie ciuszków (czasem po kimś, czasem kupione). A życie towarzyskie -
            dochodzi całkiem nowa dziedzina, nowe tematy, nowe znajomości z innyymi
            rodzicami.
            A wieczorem - to najprzyjemniejsze - zasypiać trzymając razem obie
            najukochańsze osoby. (Co dwie ukochane to nie jedna.)

            >Na pociechę powiem - gdy dziecko ma 3 lata wychodzi się "na prostą".
            No, przyznam że wtedy to już jazda na całego - zwłaszcza mając córkę można
            zaszaleć na parkiecie przy muzyce, albo ruszyć razem na całkiem przyzwoitą
            wyprawę w góry.
Pełna wersja