kto tu zwariował??

22.10.05, 19:10
maż informuje zone, że chce rozwodu. Szczerze mówi, że poznał inną kobietę,
chce się dogadać, opiekować nadal dziećmi, pomagać i płacić alimenty. DZieci
są dla niego ważne.
Reakcja żony boli chyba najbardziej dzieci - przynajmniej moim zdaniem -
wyprostujcie mniejeśli sie pomyliłam.
Tata jest zły, odchodzi, zostawił nas, nie chce waś kochac i pomagać.
Ta druga pani to - tu prosze wstawić odpowiednie mocne słowa - ja nie klnę
więc nie napisze.
DZieciom - dodam 6 i 7 lat tłumaczy się winę taty i opowiada,że jest chory........
Wszystkie rozmowy przy dzieciach, prowokacje kłótni - to moim zdaniem
delikatne określenie.
Starałam się popatrzeć z jej strony, kiepsko sobie radzi, cieżko jej samej,
ale pieniadze wcale nie małe dostaje regularnie, ma gdzie mieszkać i moze
liczyć na pomoc. Nie rozumiem tylko walenia w dzieci. Mówienia małolatom
czegoś czego ich psychika jeszcze nie rozumie.
jak można robić pranie mózgu własnym dzieciom, rzucać niewybredne oskarżenia i
graćna uczuciach mężczyzny kosztem dzieci.
Jaki ma być efekt: poniżenie mężczyzny kosztem psychiki dzieci??
Skoro to dzieci zostały porzucone to czemu matka nie stara się ich chronić ??
przed skutkami tej sytuacji???


    • delecta Re: kto tu zwariował?? 22.10.05, 19:40
      Kim jesteś dla tej rodziny?
      • bolimnieglupota Re: kto tu zwariował?? 22.10.05, 19:57
        na moje nieszczęscie tylko obserwarorem .......... a może to moje szczęście bo
        jeszcze (tylko dlatego, że nie mogę) nie dołóżyłam nikomu .............
        hmmmmmm ciekawe CZEMU O TO PYTASZ??????
        • delecta Re: kto tu zwariował?? 22.10.05, 20:05
          Pomyślałam, że może nową "ciocią"...
          Szkoda mi dzieci, całej rodziny mi szkoda.
          • bolimnieglupota Re: kto tu zwariował?? 22.10.05, 20:11
            mnie szkoda dzieci, tylko czemu matka ich nie chroni?? oskarżanie ojca wobez
            małotatów wydaje mi sie niskie ..........
            znając sytuację doceniam szczerość ojca i widze jak ciezko mu bedzie walczyc o
            uczucia dzieci, kiedy matka mówi takie rzeczy - dodam, że nie chciałam uwierzyć
            dopuki sama nie usłyszałam .............
            Samomamy - prosze napiszcie czy to jest normalne i czy mozna te kobietę
            zatrzymac w jej bólu i złości ??
            • delecta Re: kto tu zwariował?? 22.10.05, 20:26
              Ty doceniasz szczerość ojca dzieci, a ich matka pewnie wolałaby zwykłą wierność.
              To mąż jest przyczyną jej załamania, myślę, że się tego nie spodziewała i nie
              umie poradzić sobie z tą sytuacją. Na pewno celowo nie chce sprawić bólu
              dzieciom, bo na razie widzi tylko własny.
              Zawsze staraliśmy się z mężem nie wciągać dzieci w spory, ale - chociaż jestem
              zaradna i na ogół grzeczna -nie wiem, czy umiałabym powstrzymać zbędne emocje
              przy małych dzieciach, jeśli to mnie przytrafiłaby się taka sytuacja.

              Pytasz, czy takie zachowanie matki jest normalne?
              Ano nie jest, tak jak normalne nie jest zachowanie ojca/męża.

              Czy można tę kobietę zatrzymać w bólu i złości - próbować można, ale chyba nie
              jesteś najwłaściwszą osobą do tego zadania.
            • berkot Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 11:53
              Twój obiektywizm jest pozorny.
              A łzy krokodyle.
              Wpisy mrs_k powinny Ci wystarczyć.













    • leeya Re: kto tu zwariował?? 22.10.05, 20:23
      Po pierwsze,
      po wrzuceniu Twojego nicka do wyszukiwarki wyszlo mi, ze napisalas do tej pory
      0 postow. Troll? Prowokatorka? Czy moze "zakryjnick" na jeden watek? Ciekawe...

      Po drugie,
      Nie dziwie sie bolowi, zalowi, wrecz wscieklosci kobiety. Pieniadze co miesiac
      to nie wszystko. Rozpada sie zycie, jakie dotychczas znala, a Ty pytasz, jak ja
      zatrzymac w bolu? Nie da sie jej zatrzymac w bolu. Co najwyzej mozna zaciagnac
      do psychologa, ktory wytlumaczy jej, ze swoim zachowaniem nie uderza w meza,
      ktorego tak na prawde chce zranic, a przede wszystkim w dzieci. Bo trzeba byc
      bardzo madrym lub nie miec uczuc, aby w takiej sytuacji umiec powstrzymac sie
      od wciagania dzieci w swoj bol. Nie wiem jak ja bym sie zachowala. Na szczescie
      bylam w ciazy, kiedy ex mnie zostawil. Ale gdybym miala dziecko, ktore juz
      rozumie sytuacje, to nie wiem, czy nie zachowalabyn sie podobnie. Bo uczucia we
      mnie byly... A bardzo madra siebie nigdy bym nie nazwala, wiec nie wiem, po
      prostu nie wiem czy nie reagowalabym podobnie.
      Moze dobrym pomyslem jest wyslanie tej kobiety gdzies samej, ma weekend
      chociazby, bez dzieci, moze z najlepsza przyjaciolka, zeby mogla poplakac,
      wyrzucic te zlosc? Jestem glupia w tej sytuacji, bo ZNAM uczucia i emocje,
      ktore towarzyszaporzuconej kobiecie.

      Leeya
      • bolimnieglupota Re: kto tu zwariował?? 22.10.05, 20:35
        dziekuję za ten wpis smile
        serio to staram się być jedynie po stronie dzieci i serio nie wierzyłam w takie
        zachowanie matki...... masz racje pisze pierwszy raz i nie wiem jak czesto bede
        tu zagladać, chce poznac opinię innych bo ta sytuacja jest dla mnie nowa.
        Martwię się o dzieci, bo jak mozna powstrzymać sytuację narastającą od lat??
        zmusić ojca do powrotu - po co?? jesli zrobi to dla dzieci to nie będzie dobre
        małżeństwo!!!!to nie jest pierwsza próba rozstania.......
        Wg. mnie oskarżanie ojca wobec dzieci ..... nie umiem tego napisać ......
        to brzydkie slowa. Jesli moja matka mówi źle o ojcu - są dobrym malżeńtwem z 33
        letnim stażem - to mam do niej żal. nie jestem jej koleżanką tylko córką i to
        nie jest pole do dyskusji, takie słowa mnie bolą to dylemat dziecka przed dobrym
        i złem rodzicem, w sytuacji, gdzie kocha się oboje........
        Może za bardzo utożsamiam się z dziecmi - sama nie wiem.
        A poza moim zyciem, wiem że psycholog to dobre wyjście tylko jak można ją namówić ??


        • mrs_ka Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 01:27
          Ból, poczucie straty, poczucie przegrania i bycia bezwartościową (bo ktoś okazał
          się być lepszy od nas) to nie są racjonalne emocje. Co za tym idzie: nie da się
          włączyć STOP na tym modelu DVD. Pewne sprawy trzeba przezyć.
          Zakładam, że żadna z przyjaciółek i przyjaciół mojego Eks męza nie nazwałaby
          mnie rozsądną kobietą, kiedy podcinałam sobie zyły przy spiącym w drugim pokoju
          dziecku. Jeżeli nazwały mnie głupią gęsią- dobrze, że tego nie słyszałam.
          Oprócz tego rzekomego rozsądku rózniło nas jeszcze coś: ja wtedy sięgałam dna, a
          one nie.
          Patrząc z boku nigdy nie mamy dostępu do wszystkich danych.
          Okrutna jest dla mnie zimna ocena postępowania kobiety, której prawdopodobnie
          zawalil się świat. Czy to Tobie zawalił się świat? Czy to Ty przekonałaś się po
          iluś latach, obietnicach wierności, spłodzeniu dwójki dzieci, że w zasadzie to
          mozna Cię wymienić na nowszy model? Odpowiedź na to pytanie brzmi: nie, nie Ty.
          Uczucia zdradzonej i opuszczonej kobiety są jak huragan- lepiej nie być w jej
          zasięgu przez pewien czas. A jesli juz być to spiesząc z pomocą, paczką
          chusteczek i życzliwym słowem. Tu nie ma miejsca na osądy typu "zachowuje się
          nieracjonalnie". Czy matce, która płacze po śmierci swojego dziecka powiesz "e
          tam, zostało ci jeszcze troje żywych"? Zakładam, że nie powiesz.
          Kazdy z nas ma własne poletko bólu i sam musi je obrobić. Nikt nie zaprzęgnie
          się do tego pługa za niego. Jeśli nie umiemy pomóc, to lepiej opuścić tę miedzę
          i odejśc w milczeniu.
          Ludzie, którzy spędzają wspólnie ileśtam lat mają wszystko wspólne. Przede
          wszystkim pamięć. Spróbuj sobie wyobrazić dziesięc lat wspólnych imienin,
          urodzin, narodzin dzieci, premier filmowych, talerzy zupy i nagle przetnij to na
          pół. To jej, a to jego.
          Mozna kogoś wyrzucić ze swojego życia, ale nie z przeszłości. I wtedy się
          okazuje, że ten kubek był prezentem z okazji rocznicy, ta piosenka była grana na
          drugiej randce, tych samych perfum co kolega z pracy używał eks mąż. Wspomnienia
          osaczają, ale jeszcze gorsza jest świadomość faktu, że teraźniejszość została
          przerwana, bo ktoś się nei wywiązał, zdradził, odszedł. Trzeba sobie od nowa
          ukladac świat, a jednoczesnie widzieć cały czas odbicie starego świata w oczach
          własnych dzieci.
          Dodatkowo trzeba się zmagać z myslami, że jest inna, nowa kobieta. Teraz to ona
          podaje zupę, wdycha jego perfumy, obchodzi z nim urodziny. Zapewne była od nas
          lepsza. Tak, beznadziejnie głupia myśl, ale w takiej sytuacji różne myśli
          przychodzą do głowy. Trzeba się uczyć gotowania dla jednej osoby zamiast dla
          dwóch. Wychodzi się ze ślubów w momencie składania przysięgi, bo to wszystko
          bzdura i kłamstwo. Wieczorami włącza się telewizor, żeby jakoś przerwać ciszę. A
          ponad tym wszystkim unosi się ohydne poczucie rozczarowania, zawodu, zasłużenia
          na karę, niezasłużenia na karę, ambiwalentnych przemysleń i odwiecznego
          "dlaczego ja?".
          Jeżeli przeżyłaś choć część tego, co opisałam wyżej, przestaniesz się
          zastanawiać, dlaczego ta pani "postępuje głupio". Rozpacz, zawód, przerwanie
          pewnej ciągłości to są stany, które rządzą się swoimi prawami. Popychają do
          desperackich czynów, do głupich refleksji, do dziwnych zachowań. Ale muszą
          wybrzmieć do końca. I komentarze obserwatora w niczym tu nie pomogą.
          pzdr
          a.
    • magdmaz Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 09:05
      mrs-ka, wielka jesteś.
      I trudno tu tatusia po główce pogłaskać, że... taki szczery. Mamusia też jest
      szczera, bardzo szczera, nie sądzisz?
      • pumaxl Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 10:08
        Dalczego tak stoisz w obronie tatusia tych dzieci , czy to Ty jesteś przyczyną
        jego odejścia od żony ? Ja uważam , że jej reakcja jest naturalna i chyba nie
        ma wyjątków by inne kobiety zareagowały z wielkim zadowoleniem , gdy odchodzi
        od nich mąż ( no może po za wulgaryzmem w tej sprawie ) . Alimenty na dziecko
        to nie wszystko , przecież jakaś kobieta zniszczyła jej życie .Emocje w tym
        przypadku wzięły górę .
        • mrs_ka Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 10:52
          I jeszcze coś, bo mój pierwszy post skupiał się głownie na uczuciach zdradzonej
          zony, a chodzi także o dzieci.
          Chciałabym dodać, że sytuacja zdrady w dzieciatym małżeństwie jest podwójnie
          trudna emocjonalnie. Raz- bo matka doświadcza rozmaitych stanów jako opuszczona
          kobieta; dwa- bo stara się wychowywać dzieci w poszanowaniu wartości, które
          niejako na ich oczach zostały podeptane, co tworzy pewien paradoks pedagogiczny.
          Myslę, że wszyscy się zgodzimy co do tego, że na ogól dzieciom przekazuje się
          takie wartości jak uczciwość, szacunek dla pracy, prawdomówność, czasem wiarę w
          Boga itd. A przynajmniej staramy się tak wychowywać dzieci.
          I teraz wyobraźmy sobie, że równolegle z naszymi przekazami o zakazie kłamstwa i
          wadze prawdomówności, idzie inny komunikat niewerbalny: ojciec oszukuje i
          zdradza matkę powiedzmy przez rok. Co to oznacza wychowawczo? Oznacza
          sprzeczność. Czy to znaczy, że jednak prawda nie jest wartością czy też, że
          tatuś jest ponad prawdą i zasady go nie dotyczą? To jednak można kłamać czy nie
          można? Można zdradzić czy nie można? Zakładam, że każdy z tatusiów/mamusi
          przyparty do muru powoła się na "wyzsze okoliczności usprawiedliwiające". Wtedy
          będzie to oznaczać, że współmałżonek trwał w jakimś dziwnym i niemądrym
          złudzeniu- bo skoro tatuś "miał powód" do zdrady, to widac mamusia nawaliła.
          Może była głupia? Może ślepa? Może postawiła na niewłaściwe wartości tj.
          wiernośc lub walka o związek? Wobec tego czy warto jest być wiernym, czy warto
          walczyć, skoro dwie najbliższe osoby przekazują nam sprzeczne komunikaty?
          Powiem szczerze, że nie wiem, jak to logicznie rozwiązać. Trudno nie przyznać
          racji matce, która stwierdzi "tatuś postąpił źle". No bo postąpił. Nie jest
          zadaniem matki/ojca kryć tyłek drugiej stronie, która ewidentnie postąpiła
          niemoralnie, nieetycznie i nie fair.
          Myślę tez, że my się zbyt często bawimy w wyższą fizykę kwantową zamiast
          powrócić do bardzo prostych prawd: zdrada nie jest w porzadku, kłamstwo nie jest
          w porzadku, ten, kto im hołduje nie jest w porzadku. Oczywiście bywają różne
          sytuacje, ale zdrada zawsze jest świństwem niezależnie od tych sytuacji. Pisze
          to osoba, która zdradziła, więc zna temat.
          Teraz o "tej drugiej pani". Chciałabym uniknąc klepania mądrości w stylu "to nie
          ta pani ślubowała wierność, więc nie obwiniajmy jej za rozpad związku". To jest
          jasne. Nie zmienia to faktu, że pani wcisnęła się między wódkę, a zakąskę i jej
          etyka życiowa pozostawia wiele do życzenia. Uważam, że zdradzona strona ma prawo
          obwiniać zarówno swojego partnera jak i kochanka/ę, którzy z pełną swiadomością
          trwania czyjegoś małżeństwa ORAZ POSIADANYCH DZIECI zdecydowały się wkroczyć w
          taki związek. I miałabym pewne obawy, czy taka pani faktycznie sprawdzi się w
          roli macochy, skoro niejako na wstępie udowodniła, że uczucia przyszłych
          pasierbów są jej w zasadzie obojętne, bo niszczy im wespół w zespół rodzinę i
          nie zastanawia się nawet nad tym, jak to będzie wyglądało od strony dzieci. Nie
          da się rozpirzyć wszystkiego dookoła, a potem uznać, że "od dziś postępuję
          uczciwie". Albo jest się uczciwym, albo nie- tertium non datur. Inaczej robi się
          nam z tego "Balladyna", gdzie refleksja o etycznym postępowaniu przychodzi
          dopiero wówczas, kiedy wszystkich potencjalnych wrogów zdążylismy już zacukać.
          To oczywiście nie znaczy, że wolno przekazywac dzieciom swobodne komunikaty co
          do tego, jaką to tatuś jest szują i sukinsynem. Z drugiej jednak strony nei
          należy oczekiwac, że matka będzie wybielać ojca, bo ani nie ma takiego
          obowiązku, ani tez nie byłoby to wartościowe wychowawczo.
          Takiej matce po prostu nalezy się okres karencji, aby wróciła do pionu i
          rozsądnej oceny sytuacji.

          a.
          • szymon00 Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 13:07
            Chcesz pomóc matce dzieci? To prostym rozwiązaniem jest zabicie klina klinem?
            Chyba wiesz o co mi chodzi? Nie ma lepszego rozwiązania i nie bedzie lepszego.
            Żaden psycholog tu nie pomoże, bo psycholog przez godzinke pobełkocze, że musi
            być silna, życ dla dzieci itd. weźmie kaskę, a ona wróci do domu i zastanie ten
            sam świat i borykanie sie z tymi samymi problemami. A dzieci chroń przed tym
            ku..arzem, który rozbił rodzinę a nie przed ich matką.

            Wiele takich historyjek się nasłuchałem: tatuś poznaje nowa dupę odchodzi od
            rodziny ale płaci alimenty i chce się inetersować dzieckiem, no ale eks żona mu
            to uniemożliwia nastawia dziecko przeciwko jemu, wtedy jaki ten tatuś jest
            pokrzywdzony i biedny... ojej... - nie żal mi takich wogóle.

            Jak swojego czasu Griffon pisał: kto rozbija rodzinę ten powinien być z tej
            rodziny wyeliminowany - to święta racja.

            pozdrawiam

            • lilith76 Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 20:50
              > Jak swojego czasu Griffon pisał: kto rozbija rodzinę ten powinien być z tej
              > rodziny wyeliminowany - to święta racja.

              czy kobiet-matek też to dotyczy? chodzi mi o te, które zdradziły męża i odchodzą od niego?
              • iziula1 Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 21:00
                No pieknie :0
                Nie dość, że cytujemy pana Grifona to jeszcze zastanawiamy się co poeta miał na
                mysli!
                Jest co raz ciekawiej.
            • kini_m do szymona 24.10.05, 13:02
              szymon00 napisał(a):
              > nie żal mi takich wogóle.
              > kto rozbija rodzinę ten powinien być z tej
              > rodziny wyeliminowany - to święta racja.

              Za radą Szymona przystepuję do wyeliminowania matki mojej córki z jej życia
              rodzinnego. hmmm....???
              Szymon weź Ty się .... (o ile dobrze zrozumiałem Twój podpis pod tymi słowami.)
    • bolimnieglupota Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 15:17
      ciekawe co piszecie i dziekuje.
      interesuje mnie tylko czemu patrzy sie na taka sytuacje z kazdej perspektywy-
      tylko nie dziecka.
      Ale to tylko moj komentarz. Sytuacje jest taka jaka kazdy widzi przez swoje
      okulary. ja na pewno tez.
      Mnie ineresują dzieci w tym wszystki.
      Przykro, mi ze matka nie mysli o nich, ojciec tez moze za mało.
      Ale jesli ktoś uwaza, że odsuniecie ojca od dzieci i zaszczepienie w nich
      nieufności pomoże dzieciom - to ja jestem przeciw - a matce, której zmarło
      dziecko ale ma troje innych powiem : Współczuję ale nie można jednego dziecka
      kochać bardziej kosztem tych żyjących.
      Na codzień patrze na prawie czterdziestoletnią kobięte, której matka zaszczepiła
      swoją niechęć do mężczyzn i współczuję i matce i córce.
      I ciekawe jak bedziecie patrzeć na dzieci swoich braci i ich matki mówiące
      "ciepłe komplementy o tatusiu".....
      Szkoda że nie mogę częściej tu pisać
      ale z drugiej strony jeśłi same próby zrozumienia już powodują tekie ataki
      moze to i lepiej
      Leela - dziekuję
      • anelam Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 22:40
        Ja się znowu opowiem przeciwko nastawieniu dzieci wrogo do ojców. Uważam, że
        nic tego nie usprawiedliwia w opisanej przez Ciebie historii.
        Sama byłam zdradzana, wiem jak to boli ale przecież nie opowiem tego mojej
        córce! Dzieci w naturalny sposób kochają swoich ojców i budowanie ich złego
        wizerunku, obnoszenie się ze swoimi emocjami przy nich jest po prostu dla
        dzieci krzywdzące. Bo nie potrafią zrozumieć takiego stanu rzeczy tylko tracą
        poczucie bezpieczeństwa, są zagubione, oszukane...
        Przykro mi czytać, że jeśli kobieta stara się jak najbardziej oszczędzić swoje
        dziecko w i tak z gruntu trudnej sytuacji rozbicia rodziny to znaczy, że musi
        być pozbawiona uczuć... Takie "uczuciowe" matki to dopiero zgroza...

        Ojciec rozbijający rodzinę dla jakiejś lafiryndy to kawał gnojka. Ale to nie
        dzieci są temu winne i jak już im się trafił taki beznadziejny ojciec to niech
        chociaż matka okaże się odpowiedzialna.
        • iziula1 Re: kto tu zwariował?? 24.10.05, 09:53
          anelam napisała:

          > Sama byłam zdradzana, wiem jak to boli ale przecież nie opowiem tego mojej
          > córce!
          niech
          > chociaż matka okaże się odpowiedzialna.
          • iziula1 Re: kto tu zwariował?? 24.10.05, 09:57
            Za szybko poszłosmile
            Chciałam dodać że ukrywanie uczuć przed dziećmi jest błędem.
            Dużym błędem.
            Matka tak jak i ojciec ma prawo do słabości,łez, żalu, gniewu,złości, braku
            stabilności emocjonalnej.
            Skoro ojciec ma prawo byc gnojem to niech chociaż matka ma prawo do łez.
            Wyobrażam sobie dzieci takiej matki która przez cały czas tłumi swoje emocje
            jaki muszą przeżyć szok kiedy ich usmiechnięta laleczka nagle przeżyje
            załamanie i okaże ludzkie uczucia. Jak nic zostanie przez własne dzieci
            odtrącona.
            • anelam Re: kto tu zwariował?? 24.10.05, 11:41
              Ale skąd wyobrażenie o uśmiechniętej, tłumiącej emocje laleczce??
              Przeżyłam załamanie i długo nie mogłam dojść do równowagi. Moja mała córeczka
              była tego świadkiem.
              Nie popieram trzymania dziecka w jakimś wymyślonym świecie, wręcz przeciwnie,
              nigdy jej nie okłamuję, nie wciskam żadnych kitów.
              A pomiędzy uśmiechniętą laleczką a zajadłą ex żoną wykorzystującą dzieci do
              rozgrywek z ex mężem jest przepaść i cała masa pośrednich zachowań.

              A poza tym wszystko ma swój czas... Ja najgorsze mam już za sobą i piszę z
              perspektywy osoby, której udało się wyjść na prostą w sensie emocjonalnym.
    • alina66 Re: kto tu zwariował?? 23.10.05, 15:49
      rzadko tu piszę, ale tym razem napiszę.

      Wiesz co, to prawda- matka nie powinna źle mówić o ojcu itd itd.
      Tylko nie wszystko - jak tutaj już ktoś napisał, da się robić tak, jak wymaga
      tego rozum i zdrowy rozsądek.
      Piszę to, chociaż to mnie w poradni dla żon alkoholików zarzucono, że kieruję
      się wyłącznie rozumem, że racjonalizuję...
      W takiej sytuacji, jak bohaterka Twego postu grają przede wszystkim uczucia.
      A uczucia nie zawsze dają się kontrolować.
      Kiedy człowiekowi świat wali się na głowę, bo doznał wielkiej krzywdy - tak jak
      kobieta o której piszesz, nie jest łatwo oddzielić złe uczucia do byłego, który
      zachowuje się co najmniej nie na miejscu, i zachować je dla siebie.
      A tak na marginesie - nie za bardzo wiem, jak wytłumaczyć tak małym dzieciom
      zachowanie tatusia....
      Mój syn był dużo starszy, teraz jest prawie dorosły i czasem mam wrażenie, że
      tak do końca nie rozumie, dlaczego - w naszym wypadku wódka, a nie inna
      kobieta - zabrała mu ojca.
      Myślę, że jeśli nie byłaś w takiej sytuacji, nie wiesz, jak bardzo trudno jest
      się z nią pogodzić.
    • agamagda Re: kto tu zwariował?? 24.10.05, 11:10
      Tak sobie czytam, i przyznam Ci szczerze, że nie rozumiem, dlaczego uważasz,
      że to matka musi trzymać fason, kiedy to ojciec właśnie rozwala rodzinę?
      W imię dobra dzieci. Dobra dzieci jak rozumianego? Udając spokój, rozpad
      rodziny to nic takiego, bądźmy nowocześni i nie zawracajmy sobie głowy
      uczuciami innych?
      Dzieci przechodzą szkołę życia, nie dlatego, że matka zachowuje się
      histerycznie, ale dlatego że tatusiowi, się odmieniło i zabawa w tą rodzinę, mu
      się znudziła.
      Boli mnie też głupota ludzi, którzy uważają, że jak się wsadzi głowę w piasek,
      to nic sie nie stanie i głupota ludzi którzy uważają, że jak się nic nie będzie
      mówiło to dzieciom będzie łatwiej. Matka cierpi, ma udawać ze wszystko jest w
      porządku, mimo, że nie jest, i uważasz że dzieci tego nie zauważą i nie odbiorą
      jako hipokryzje i krętactwo???
      • emag1 Re: kto tu zwariował?? 24.10.05, 12:06
        pozwole sobie napisac nieco od siebie.

        Ukrywanie swoich odczuc jest bardzo złe. szczególnie jeżeli ma się dzieci. Nie
        wolno, moim zdaniem trwac w postawie "napluto na mne, bede udawać ze deszcz
        pada". Mając dzieci nalezy je uczyc na własnym przykładzie jak z bólu można się
        wykaraskac.
        Warto jednak przeanalizowac to w jaki sposób tłumaczyc zaistniałą sytuację. I
        moze zamiast "źle mi to wasz ojciec mnie zranił" powiedzieć " zle mi bo czuję
        się zraniona". Gwarantuję odpowiedni odbior.
        • anelam Re: kto tu zwariował?? 24.10.05, 12:37
          Krótko i treściwie smile
          Popieram i stosuję.
          • kini_m Re: kto tu zwariował?? 24.10.05, 13:25
            Szczerze się dziwię niemal całej dyskusji, bo toczy się wokół tego czy
            zrozumieć matkę i uznać jej zachowanie jako uzasadnione.
            A problemem jest niedojrzałość osoby dorosłej polegająca na tym, że nie umie
            rozdzielić wartości włąsnych od wartości dziecka, że swój żal przelewa na
            dzieci. Oczywiście że ma prawo objawiać swoje emocje. Ale ta matka robi to w
            sposób agresywny - i na to nie ma już prawa, nie tylko do dziecka, ale do
            jakiegokolwiek człowieka. Nie ma sensu rozprawiać tu o jej uczuciach, których
            nawet jeśli sami nie przeszliśmy - to jednak zdajemy sobie sprawę.
            Problemem jest okropnie szeroki - bo dotyczy okropnie dużej części matek i
            ojców którzy tracą granicę między sobą i dzieckiem.
            (Alina, ja też bym wolał wiedzieć aby moja pani rozbiła rodzinę z powodu
            kochanka, a nie własnych problemów - bo to łatwiej wytłumaczalne.)

            Geneza problemu jest ujęta w słowach:
            >Na codzień patrze na prawie czterdziestoletnią kobięte, której matka
            >zaszczepiła swoją niechęć do mężczyzn i współczuję i matce i córce.
            (nawiasem - mam ten sam problem).
            I nad tym problemem próby niwelowania negatywnego dziedzictwa wychowawczego
            winnismy się skupić - bo nawet okoliczności jego wyjścia na wierzch są
            drugorzędne, i osobiście podejrzewam że może zachowanie matki było tylko
            kwestia czasu. Ta matka ma problem toksycznego wychowania i nawet jeśli nie
            kochanka to kwestia rozbicia (czy faktycznego, czy tylko psychicznego) i tak
            wisiała w powietrzu.

            Moja osobista opinia - matka nie będzie juz w stanie podjąć zrównoważonego
            racjonalnego wychowania (w dającej się określic przyszłości) i będzie dalej
            pogłębiała swoje zacietrzewienie, gdyż problem tkwi zbyt głęboko i nie jest do
            wyleczenia nawet na najbliższe miesiące.
            Jedna z możliwych sugesti - ojciec może podporządkować swoje życie dziecku/iom
            i starać sie przejąć czym prędzej opiekę nad nimi. Inaczej coraz rzadziej
            będzie widywał dzieci i zacznie sobie sam pluć w brodę że do tego dopuścił zbyt
            słabo reagując.
            (Przechodzimy to przeciez na własnej i mojej córki dupie osobiście.)
            • agamagda Re: kto tu zwariował?? 24.10.05, 14:08
              Kini, proszę, nie pisz o zrównoważeniu i niezrównoważeniu psychicznym.
              Top brzmi jakoś tak.... mało wiarygodnie.
    • natasza39 Re: kto tu zwariował?? 24.10.05, 14:00
      Ojciec odebrał dzieciom rodzinę, lub jej pozory.
      Nie wiemy jakie były przyczyny rozpadu związku, czy tylko chodziło o inna babę,
      czy też od dawna była to patologia. W tym momencie skupmy się na tym, że ojciec
      zabrał dzieciom "tatusia i mamusię, którzy są razem". Tak małe dzieci nie
      rozumieja jeszcze niuansów związku i napewno, fakt, że wyprowadza się z domu
      skupia złośc dzieci własnie na nim. Bo to on personalnie i namacalnie rozbija
      im ten dom.

      Ale teraz matka odbiera im dzieciństwo.
      Oczywiście jak każdy człowiek ma prawo do złości, do gniewu, do bólu.
      Ale czy koniecznie musi z ta złościa, z tym bólem dzielic się z tak małymi
      dziećmi?
      Uwazam, że nie. Niech wykrzyczy do przyjaciółek, do matki, do księdza
      spowidnika, do kogo chce: "NIENAWIDZĘ GO, JEST DRANIEM, A ONA K...!"
      Ale dzieci nie powinny byc adresatem jej frustracji.
      Z przede wszystkim zdradzane kobiety robia podstawowy bład.
      Facet odchodzi do innej baby od nich, a nie od ich dzieci.
      Rozwodzi się z nią nie z dziećmi.

      I pisze to jako córka kobiety, której matka wylewała na głowe frustracje
      zwiazane z rozwodem i pasła ja nienawiścią do ojca.
      I wiem z jej realacji jaki był to dla niej ból i stres.
      Pamięta to choc ma dziś ponad 60 lat!

      • headonshoulders Re: kto tu zwariował?? 25.10.05, 22:29
        Ja bylam takim dzieckiem ktoremu matka wpajala ze ojciec jest zly.
        Rozumiem jej rozgoryczenie, nie rozumiem jego popedu i pedu do walenia "wszystkiego co sie rusza i
        na drzewo nie ucieka" .
        Ale klne na swa dusze...Wszystko bym dala aby nie sluchac kiedys jaki to ojciec niedobry...Nie szanuje
        przez to mezczyzn..Nie wierze im. Kiedy czuje ze zaczynam odczuwac przyjemnosc z obcowania z
        kims , blokuje sie, a kiedy czuje ze jestem kochana, uciekam....Poznalam kogos, mam nadzieje na
        lepsza przyszlosc..Narazie jest dobrze..Ale do tej pory niejedno serce zlamalam z zemsty na rodzaju
        meskim. Do ojca czuje wrecz fizyczna niechec, jak mnie obejmuje na dziendobry to mam ochote
        zwiewac gdzie pieprz rosnie.
        Pamietam ze zawsze kochalam tate- dopoki sie nie wyprowadzil. Wakacje razem, granie w pilke itp..
        Pamietam ze jak sie wyprowadzil kiedy mialam 8-9 lat, mama sadzala mnie na stolku i zaczynala litanie
        o tacie. O tym jaki z niego dran. Wyprala moj dzieciecy mozg. Codziennie slyszalam obelgi pod jego
        adresem z jej ust. Codziennie mowila mi rzeczy a ja prosilam: mamo, nie chce o tym sluchac. Ale
        musialam,,,mimo iz rozwalalo mi to moj maly swiat.
        Obiecalam sobie, ze cokolwiek sie zdarzy - nie bede mieszac dzieci do prywatnych swoich spraw.
        Przepraszam wszystkie Panie ktore usprawiedliwiaja akcje zrozpaczonej matki, ale wydaje mi sie ze uda
        mi sie to jezeli kiedykolwiek sie zdarzy. Zal mam do obojga rodzicow. Odejscie taty nie wplyneloby na
        mnie tak zle gdyby nie chec mamy do opowiadania mi szczegolow o kobietach w zyciu mojego ojca,
        kim byly, co ojciec robil gdy szedl na randke itp. NIE BYLAM JEJ PRZYJACIOLKA ANI TERAPEUTA. BYLAM
        CORKA I ZASLUGIWALAM NA TO ZEBY CZUC SIE BEZPIECZNIE PRZY OBOJGU RODZICACH.
        Niestety przez to ze nie ufam pierwszemu mezczyznie w swoim zyciu, nie wiem czy bede w stanie
        zaufac zadnemu innemu. To gwarantowaloby brak rozczarowan, prawda? Do tej pory brak. Tylko z
        mojej strony agresja i uniki, zupelnie niepotrzebne czasami...
        Nie wiem co gorsze. Nie umiec kochac mezczyzny, czy byc w stanie wewnetrznej kleski bo Twoj
        Mezczyzna wsadzil ci noz w serce... Jestem na rozstaju drog. Albo zaufam i pokocham tym razem, albo
        zostane w swojej skorupie.

        Zyczcie mi powodzenia....
        • kini_m Re: kto tu zwariował?? 26.10.05, 15:08
          headonshoulders napisała:
          > Zyczcie mi powodzenia....
          TRZYMAM ZA CIEBIE KCIUKI.

          > Albo zaufam i pokocham tym razem, albo
          > zostane w swojej skorupie.
          Jesteś na dobrej drodze. Ta skorupa zaczyna już pękać, powoli, powoli ale do
          przodu...
          Nie oczekuj od siebie zbyt wiele, daj z siebie tyle ile umiesz (nie staraj się
          przedobrzyć ponad to co i ile umiesz.)
          Moja sugestia - nie oszczędzaj partnera, nie ukrywaj przed nim swoich obaw,
          nawet jesli myslisz że sa one nieuzasadnione. Nie bój się że go to przestraszy,
          nie musisz dać siebie od razu całej jeśli nie umiesz. Jesli on jest wartościową
          osobą - to zrozumie. Trzeba pozwolić tej drugiej osobie aby Tobie pomogła.
          Bądź szczera i mów czego się boisz, jak najwięcej żeby zrozumiał.
          Drugiej osobie zawsze dajemy to co mamy najlepszego ale także i to co jest
          naszymi wadami - musimy sie do tego sami przed sobą przyznać, i nie lękać że to
          nie zostanie przyjęte.
Pełna wersja