Jakie wymagania stawiacie nextom???

25.10.05, 15:15
Napiszcie jakimi kryteriami oceniacie nowych ojców dla Waszych dzieci i
Waszych nowych partnerów?? Co Wam przeszkadza w ich zachowaniu? Jak pomagacie
im nawiązać więż z Waszym dzieckiem? Podzielcie sie opiniami, uwagami i
obawami.
    • bsl Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 25.10.05, 16:21
      może to co powiem nie spodoba sie nie którym , ale moje dzieci ojca juz mają i
      jaki by nie był to zawsze będzie ich ojciec , jeżeli ktoś zechce z nami
      zamieszkać możebyć przyjacielem dzieci ale nie ojcem
      a jakie wymagania ? nie zastanawiam sie nad tym bo do tej pory darłam dziub że
      NIgdy w życiu chłopa w domu smile , ale zaczyna coś sie zmieniać ( we mnie)
      • nikita181 Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 25.10.05, 18:05
        szkoda, że tak uważasz, ale może jeszcze kiedyś zrozumiesz, że ojciec to ten,
        co kocha i wychowuje, a nie ten co zrobił.Pomyślalaś o dzieciach adoptowanych?
        ojciec adopcyjny to gorszy? pomyśl trochę...
        • mrs_ka Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 26.10.05, 02:43
          Wiesz Nikita, może Ty trochę pomyśl. Ojciec i matka to nie są części wymienne.
          Nawaliła jedna to kupujemy drugą, wsadzamy na miejsce pierwszej i obdarzamy tym
          samym mianem. Przypuścmy, że osieracasz swoje dziecko: nowa "ciocia" ma byc
          Helenką, panią Helenką, ciocią czy mamusią? Rozumiem, że "mamusią"- wszak to ona
          będzie wychowywać Twoje dziecko, a rodzicem jest ten, kto wychowuje...
          Dzieciom należy się prawda, a nie wciskanie wygodnego kitu. Ojczym jest
          ojczymem, a nie tatusiem. Nie ma czegoś takiego jak "nowy tatuś" i "nowa mamusia".
          Sytuacja dziecka adopcyjnego jest zupełnie inna niz dziecka rozwiedzionych/
          rozstanych rodziców i nie ma tu czego porównywać.
          Nazewnictwo "tatuś" jest IMHO uzsadnione tylko w dwóch przypadkach:
          1. Ojciec porzucil dziecko we wczesnym dzieciństwie, nie utrzymuje kontaktów i w
          żaden sposób nie istnieje w życiu dziecka. Względnie zmarł. To i tak nie zmienia
          faktu, że dziecko powinno wiedzieć, że jest wychowywane przez nie-ojca, choc
          nazywa go "tatą"
          2. Dziecko samo podejmuje decyzję, że wujka Jurka będzie nazywac tatą

          Tu nie idzie o "gorszość" tylko o inność. Marchewka nie jest pietruszką, choć
          obie mają witaminy. Nie mylmy zatem pojęć.

          A co do pytania w watku:
          Mój syn ma ojca i nie mam potrzeby kreowania żadnych nowych tatusiów. Tym
          bardziej nie mam potrzeby stawiania im ojcowskich wymagań. Mój mąz jest świetnym
          ojczymem, a mój były mąż jest świetnym ojcem. Sytuacja jest jaka jest: jestem
          rozwódką i męzatką, mam dziecko z poprzedniego związku. Rzeczywistości nie da
          się nałożyć na twarz grubej warstwy fluidu i udawac, że nic się nie stało. Stało
          się: rodzina dziecka jest podzielona i trzeba to zaakceptowac, a nie bawić się w
          neologizmy.

          a.
          • vialle Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 26.10.05, 14:47
            mrs_ka zgadzam sie z wiekszoscia Twoich pogladow, aczkolwiek troche sie
            wszystko dodatkowo komplikuje jak do dziecka z pierwszego zwiazku dochodzi
            dziecko z drugiego zwiazku smile
            Bo pojawia sie cala masa subtelnosci od ktorych zalezy czy dzieci beda sie
            czuly jednakowo w rodzinie - np. starsze mowi do ojczyma po imieniu a mlodsze
            bedzie mowilo tata. Ojczym moze do "swojego" dziecka mowic "coreczko" ale czy
            na pewno ma nie mowic "synku" do pasierba?

            Zgadzam sie, ze jesli ojciec zyje, a zwlaszcza jesli chce i utrzymuje kontakty,
            to nie ma mowy o "zastepstwie" - tata jest tata a ojczym ojczymem. Ojczym moze
            byc blizszy niz tata, cieplejszy niz tata, wiekszym powiernikiem i wkieszym
            autorytetem etc - ale to tylko dziecko ma prawo zdefiniowac go jako "tate",
            nikt inny.

            Moj syn ma ojca, ktory sie z nim widuje. Ma do taty dobry stosunek (NIGDY ani
            ja ani ojczym nie zrobilizmy ZADNEJ uwagi, reakcji etc, ktora by sugerowala
            nasze negatywe nastawienie do exa, choc czasem uwierzcie nie byloi nie jest to
            latwe, bo eks nadal potrafi "nie ulatwiac"), mlody cieszy sie gdy tata
            przyjezdza, pozwala sie zabierac na basen etc. Ale realnie tata go nie
            wychowuje. Tata go kocha i obdarza zainteresowaniem, jest mu tez bliski, ale
            realnie wychowuje go ojczym. I moj syn zdecydowanie przypomina postawa,
            nastawieniem, kontaktowoscia etc ojczyma a nie tate - a jest miedzy tymi panami
            biegunowa roznica. Ojczym ma prawo mu zwrocic uwage, wymagac od niego, ale jest
            tez od przytulania, pocieszania, kochania. Z tym eks jakis czas nie umial sobie
            mentalnie poradzic "jak to inny facet bedzie wychowywal jego dziecko"? A jak ma
            nie wychowywac skoro mieszkaja pod jednym dachem i dzielimy sie opieka nad
            dzieckiem?

            Jak najbardziej stawiam mojemu partnerowi ojcowskie wymagania. Wlacznie z tym,
            ze gdybym miala watpliwosci czy bedzie kochal moje dziecko (a nie tylko
            je "tolerowal") - absolutnie bym sie z nim nie zwiazala, nawet mimo totalnej
            milosci - nie dopuszczam mozliwosci zmarginalizowania i narazenia na "letniosc
            uczuc" mojego dziecka po to, abym ja znalazla milosc. Nie ma "ja" - jestem ja i
            moj synek. Albo sie kocha nas oboje albo nie jestesmy razem. I moj partner mial
            dokladnie takie samo podejscie - nie deklarowal sie i nie okreslal, dla dziecka
            istnial jako "luzny wujek" - tak dlugo az sam nie byl pewien, ze bedzie umial
            pokochac nas oboje. Bo tak rozumial milosc i odpowiedzialnosc wobec mnie i
            mojego syna. I niesamowicie go za to szanuje. Oczywiscie pewnie przyjsc moga
            trudniejsze momenty kiedy mlody bedzie dorastal, a moze juz niedlugo kiedy
            pojawi sie jego siostra - ale na razie jest swietnie i bardzo bardzo cieplo,
            jestem dobrej mysli patrzac jak moj partner jest otwarty na mojego syna. Coraz
            czesciej zreszta mysle "naszego syna". A on coraz czesciej mowi do
            mlodego "synku", choc ten nie nazywa go tata. I mysle, ze to sie zrobilo
            zupelnie naturalnie. Oczywiscie jesliby mlody zaprotestowal, jego zdanie
            zostanie natychmiast uszanowane.
            • kai_30 Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 26.10.05, 15:22
              O, wlasnie, wlasnie. Popieram jednoczesnie i mrs_kę (chyba zadna nowosc), i
              vialle. Dookreslilabym jeszcze, ze to, czy ojczym mowi do dziecka "synku" albo
              dziecko do ojczyma "tato" - to tak naprawde wylacznie kwestia przyjetego
              nazewnictwa. Jak najbardziej akceptowalne, jesli obie strony sobie tego zycza, i
              jesli pojawia sie to niejako naturalnie, po pewnym czasie zycia razem, w jednej,
              posklejanej z nowych elementow rodzinie. Co nie zmienia faktu, ze dziecko MUSI
              wiedziec, ze jego biologicznym ojcem jest kto inny, nawet jesli kontaktow
              zadnych nie ma. Podobnie w rodzinach adopcyjnych - dziecko (w odpowiednim wieku,
              oczywiscie) powinno zostac poinformowane o adopcji. Jesli dowie sie tego same,
              na skutek roznych zbiegow okolicznosci, zazwyczaj konczy sie to potezna trauma.

              Moje dzieci kontakt z moim eksem maja raz do roku. Z moim Niemezem - na co
              dzien. Tym niemniej to "tamten" nieobecny jest tata, do mojego chopa mowia po
              imieniu, mimo ze mali (7 i 5 lat). Znajomi na poczatku reagowali dziwnie,
              sugerujac raczej forme "wujek". Dla mnie to nie do zaakceptowania - wujkiem
              moich chlopakow jest moj brat, i jeszcze paru kuzynow. A tato mieszka w Poznaniu
              - i sytuacja jest jasna. Tym bardziej, ze zycie toczy sie roznie, my mamy na
              przyklad za soba rozstanie (dzieki ktoremu tak naprawde mojemu Niemezowi udalo
              sie w pelni zaakceptowac moje dzieci, wczesniej mial z tym problemy, ale
              przeszedl solidna psychoterapie i pomoglo).

              Roznie moze byc - nowy "tatus" moze z dnia na dzien stracic stanowisko na rzecz
              innego "tatusia". I co wtedy? jak to dziecku wytlumaczyc? W przypadku ojca
              biologicznego sprawa jest jasna - to nadal tata, tylko z nami nie mieszka. A
              taki byly przyszywany tatus? Byl tatusiem, ale juz nie jest, bo sie poklocil z
              mamusia?

              Co do "wymagan" - nie wiem, czy to wymagania. Raczej warunek, bez ktorego
              zwiazek istniec nie moze, bo predzej czy pozniej sie rozleci, nawet jesli obie
              strony staraja sie go na sile utrzymac. Z wlasnego doswiadczenia mowie. Gleboko
              zakorzeniona ( i ukrywana) niechec mojego partnera do moich dzieci doprowadzila
              do naszego rozstania. On sam przyznal, ze sterowal w tym kierunku, nie majac
              odwagi powiedziec wprost, w czym dzielo. Ja z kolei nie umialam postawic sprawy
              na ostrzu noza.

              W tej chwili jest tak, jak powinno byc. Jesli ktos kocha mnie, musi mnie
              zaakceptowac z "dobrodziejstwem inwentarza" (koniec swiata, znow sie zgadzam z
              pelaga tongue_out). Musi miec do moich dzieci stosunek normalny - co nie znaczy, ze musi
              automatycznie je pokochac jak wlasne. Do mnie tez musi miec stosunek normalny -
              to znaczy nie czepiac sie o pierdoly typu niepozmywane naczynia tongue_out

              Reszte zalatwia tolerancja i umiejetnosc kompromisu.

              Aha - buraki, z ktorymi nie mozna sensownie porozmawiac na tematy glebsze
              odpadaja w przedbiegachwink Podobnie niedorajdy zyciowe (jednego takiego mialam, i
              nawet za maz za niego wyszlam, grrrr, ale mloda bylam i glupia wtedy).
    • escribir Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 25.10.05, 18:13
      Mój miał 3 zadania: 1) miała nas kochać ;2) miał być ojcem; 3) miał mi pomagać
      w domu. Z tym trzecim trochę trwało, ale teraz jest suuuuuuuuuuuuuuuuper. wink)
    • ousama Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 25.10.05, 19:50
      Wymagania: musi mi sie podobac jako facet dla mnie, pod wieloma wzgledami,ale
      przede wszystkim musi mnie kochac i starac sie mi pomagac.

      Przeszkadza mi jak narzeka na zlo tego swiata i robi problemy z niczego. albo
      krytykuje mnie jako matke sam nie majac dzieci, i jak mowi ze moje dziecko jest
      niegrzeczne i nadpobudliwe.

      W kontaktach z dzieckiem nie pomagam i nie przeszkadzam - potrzeba czasu,
      lepiej nie ingerowac.
    • anetina kto to jest ojciec 26.10.05, 07:59
      ojcem nie jest dawca nasienia

      nie powiem Małemu nigdy złego słowa o "ojcu"
      ale dla mnie eks nie jest nim
      nigdy nie dotknął brzucha, jak byłam w ciąży
      nie zapytał się o moje i dziecka zdrowie

      dziecka nie widział ani razu
      poza tym prawdziwy ojciec nie schodzi z drogi po to, bo matka tak chce

      ojcem dziecka jest facet, który go wychowuje
      który jest zawsze obok niego
      na którego może liczyć

      M. chce zostać ojcem Małego
      uwielbiają się
      poza tym zdarza się, że Mały mówi do M. tata
      a M. do Małego - nasz synek

      ojcem na pewno nie jest facet, który zrobił dziecko i zwiał
    • pelagaa Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 26.10.05, 08:00
      Ooooo to dobre pytanie smile Dla mnie na czasie smile
      Powinien byc wyksztalcony i madry oczywiscie smile)) Powinien sobie radzic w zyciu
      lepiej niz ja, bo utrzymywac faceta nie mam zamiaru. Ojcow alimeciarzy raczej
      odrzucam w przedbiegach, bo nie moglabym byc z kiepskim ojcem. Wiem, ze nie
      zawsze tak jest, ale ryzyko jest za duze. Moglby byc z samodzielnym ojcem, ale
      takich jak na lekarstwo sad
      No i najwazniesza sprawa MUSI mnie akceptowac z dobrodziejstwem inwentarza smile
      Moje dziecko i pies musza go zaakceptowac smile)))))))))) MUSI byc dobry meskim
      wzorcem dla mojego syna. A czy zostapi ojca???????? O tym zdecyduje moje
      dziecko. Ja mam nadzieje, ze tak. Ale zycie nie jest takie rozowe i czasem
      czlowiek sie myli, bo normalnego faceta znalezc jest bardzo trudno. Raz mi sie
      wydawalo, ze znalazlam ale to byla straszna pomylka sad
      Moze tym razem...
      • krystian674 Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 04.11.05, 06:53
        milosc to nie pluszowy mis
        ani kwiaty to tez nie diabel rogaty
        ani milosc kiedy jedno placze a drugie po nim skacze,
        milosc to zaden film wzadnym kinie
        ani roze ani calusy male duze
        ale milosc kiedy jedno spada w dol drugie ciagnie ku górze
      • pom Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 04.11.05, 14:26
        > Ojcow alimeciarzy raczej
        > odrzucam w przedbiegach, bo nie moglabym byc z kiepskim ojcem

        Ciekawy związek przyczynowo-skutkowy:
        płaci alimenty = zły ojciec big_grin
        • lilith76 Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 04.11.05, 16:00
          chyba, że:
          alimenciarz = "ścigany" za alimenty smile
        • pelagaa Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 04.11.05, 19:39
          Jakbys przeczytala ze zrozumieniem nastepne zdanie, ktore specjalnie cytuje,
          moze zrozumialabys przeslanie:

          "Wiem, ze nie zawsze tak jest, ale ryzyko jest za duze"

          Alimenciarz to dla mnie ktos, kogo BOLA placone na DZIECKO alimenty. Nie
          znioslabym kogos, dla kogo placenie na dziecko to problem. Tak jak nie
          znioslabym kogos, kto olal swoje wlasne dziecko. Takie "powichrowania"
          samodzielnej, nietolerancyjnej dla kiepskich tatuskow, matki smile

          PS. Czyzby na macochach taki zastoj sie zrobil, ze az na samodzielnej trzeba
          sie poudzielac????
          • pom Re: Jakie wymagania stawiacie nextom??? 04.11.05, 23:24
            > "Wiem, ze nie zawsze tak jest, ale ryzyko jest za duze"

            To na ile szacujesz to ryzyko? Napisałam to majac na uwadze kontekst -
            założyłaś, że regułą jest ból po comiesięcznym odpalaniu alimentów. Cóż, kwestia
            punktu odniesienia, ja mam i złe wspomnienia (mój ojciec) ale też i bardzo dobre
            - mój M. Zatem nie uogólniałabym tego to jakiegoś "za dużego" ryzyka. Ale to
            kwestia podejścia.
            Czy kogoś bola płacone alimenty, czy jest gburem, czy idiotą, maminsynkiem, czy
            posiada jeszcze inny niestrawialny zestaw cech - jedno ryzyko, więc dlaczego
            eliminować na wejściu tak radykalnie wyłącznie alimenciarzy według Twojej definicji.

            > PS. Czyzby na macochach taki zastoj sie zrobil, ze az na samodzielnej trzeba
            > sie poudzielac????

            I na samodzielnej, i na machochach, i na jeszcze paru innych forach.smile
            A tu dzierwczyny poruszaja czasem ciekawe problemy, no i czasem widzę, że moge
            pomóc od strony prawnej.

            Nie każda macocha przychodzi tu walić samodzielne za ich samodzielność, tak na
            marginesie.
Pełna wersja