Nie wyobrażam sobie dalszego życia:(

07.11.05, 22:40
Jestem w ciąży. W sumie się cieszę z maluszka, nie mam 16stu lat, życie mi
się nie "wali", ale mimo wszystko czarno to widzę...

Z ojcem mojego dziecka byłam długo, dużo razem przeżyliśmy, ale ja z jego
strony w zasadzie nie czuję do siebie specjalnych wielkich uczuć. Dba,
troszczy się, nie zostawił mnie, ale w zasadzie brak miłości...

Zasadniczy problem, to to, że czuję, że odebrałam dziecku to, co sama miałam -
pełną, prawdziwą rodzinę. Bo boję się związać z tym facetem, chociaż on jest
gotowy się pobrać. Boję się, że za 5 lat możemy się znienawidzić. A ja wierzę
w przysięgę, wierzę w to całe "zawsze i do śmierci", w to "żyjmy w miłości do
ostatnich dni". Małżeństwo cywilne to dla mnie nie jest małżeństwo, czułabym
się tak samo jak teraz. Tak więc mój maluszek już na starcie nie ma mamy i
tatysad Co to za rodzina, kiedy tata tylko odwiedzasad A ja tak bardzo zawsze
pragnęłam tych wspólnych spacerów, wspólnego budzenia się, kiedy maluszek
wskakuje do łóżka mamie i tacie. Ja to miałam, mój facet to miał, a nasze
maleństwo...?sad

Wszystko ułożyło się nie taksad Chcialam domek, męża i dziecko. Nie dziecko i
życie kątem u rodzicówsad Czarno widzę swoją przyszłośćuncertain
    • virtual_moth Re: Nie wyobrażam sobie dalszego życia:( 07.11.05, 22:50
      daktyla napisała:

      > Z ojcem mojego dziecka byłam długo, dużo razem przeżyliśmy, ale ja z jego
      > strony w zasadzie nie czuję do siebie specjalnych wielkich uczuć. Dba,
      > troszczy się, nie zostawił mnie, ale w zasadzie brak miłości...

      Piszesz, że nie masz już 16 lat, a myślisz jak 16-latkauncertain
      Może masz 17?wink

      > Bo boję się związać z tym facetem, chociaż on jest
      > gotowy się pobrać. Boję się, że za 5 lat możemy się znienawidzić.

      Jeśli codziennie obala wino lub kilka piw, to masz się czego obawiać.

      > Małżeństwo cywilne to dla mnie nie jest małżeństwo, czułabym
      > się tak samo jak teraz.

      Rozwodnik?

      > Wszystko ułożyło się nie taksad Chcialam domek, męża i dziecko. Nie dziecko i
      > życie kątem u rodzicówsad Czarno widzę swoją przyszłośćuncertain

      Nie domek, tylko dom - jesteś już dużą dziewczynką. Co do "kątem u rodziców" to
      nie jest aż taka tragedia, wszystko jest kwestią wytrwałości i czasu. No,
      przynajmnije mam taką nadziejęwink

      To co z nim jest nie tak?
      • daktyla Re: Nie wyobrażam sobie dalszego życia:( 07.11.05, 23:13
        Nie jest rozwodnikiem, ale ja po prostu gdyby mnie ktoś teraz spytał, to nie
        mogłabym odpowiedzieć, że kocham go i że to ten facet na całe życie. A branie
        ślubu ze względu na dziecko obawiam się, że może się skończyć tak, że za 5 lat
        będziemy się wiecznie ze sobą kłócić i w końcu rozstaniemy w nienawiści. A bez
        ślubu... no właśnie odbieram dziecku prawdziwą rodzinęsad
        • mrs_ka Re: Nie wyobrażam sobie dalszego życia:( 08.11.05, 00:14
          Daktyla, wybacz, ale albo ja jestem głupia i nie rozumiem (b. prawdopodobne),
          albo Ty stwarzasz problemy tam, gdzie ich nie ma.

          Powiem jako dwukrotna męzatka (he he): sytuacja, w której możemy stwierdzić
          "tak, to właśnie ten na całe życie" przydarza się na ogół osobom bardzo młodym,
          bardzo niedoświadczonym lub po prostu nie bardzo myślącym. Cała reszta, która
          mogłaby powtórzyć "cogito ergo sum" przez całe życie ma wątpliwości. I bardzo
          dobrze, że ma. Życie jest od tego, aby nieustannie weryfikować, badac i pytać.

          Gdyby ktoś mnie teraz spytał o to, czy zamierzam spędzić zycie ze swoim
          aktualnym mezem odpowiedziałabym "nie wiem, czy całe życie, ale na pewno całe
          jutro". A po jutrze jest kolejny dzień.
          Nie bądź taka zachłanna: dowiedzenie się odpowiedzi juz i teraz na większośc
          pytań egzystencjalnych oznacza nudę.
          żyć można i bez ślubu. Rodzina jest wszędzie tam, gdzie jest dwoje ludzi
          posiadających dziecko. Ta rodzina już została stworzona, czy Ci się to podoba,
          czy nie. MOżesz ewentualnie nie wziąć w niej udziału, ale ona istnieje.

          Oddajesz walkowerem coś, co nawet nie ma widoków na porażkę- pomijając Twoje
          uprzedzenia. Daj sobie szansę i temu facetowi też.
          Nie każda miłośc, która rozpoczyna się na czerwonym dywanie kończy się w
          rodzinnym grobowcu i nie każda miłośc, która zaczyna się od ostrożności kończy
          się rozstaniem.

          Jeśli dojrzałością jest dla Ciebie posiadanie pewności to prawdopodobnie nigdy
          nie osiągniesz tego stanu. W zycie wpisana jest niepewność.
          Ponadto nie każdy związek kończy się nienawiścią- mój się zakończył wzajemną
          sympatią.
          Przeanalizuj bardzo spokojnie o co tak naprawdę Ci chodzi i wtedy to napisz.
          Postaramy się pomóc. Bo jak na razie to mam wrażenie, że nie bardzo wiesz, czego
          sama chcesz i czego właściwie oczekujesz od zycia.
          Podpowiem: odpowiedź nie brzmi "wszystkiego". Kompromis i spokój- oto dwa słowa
          kluczesmile

          a.
          • vialle Re: Nie wyobrażam sobie dalszego życia:( 08.11.05, 07:43
            zgadzam sie niemal w calej rozciaglosci z postem mrs_ki (wyjawszy aspekt
            definicji rodziny, bo nie zgadzam sie, ze rodzina to tam gdzie jest dwoje ludzi
            majacych dziecko, mam na to inne spojrzenie i inne doswiadczenia - jestesmy
            rodzina z moim drugim partnerem, z ktorym wspolnie wychowujemy dziecko z mojego
            pierwszego zwiazku a za chwile takze nasza wspolna corke - ale w gruncie rzeczy
            dla calosci podejscia do odpowiedzi na Twoj post to nie ma wiekszego
            znaczenia).

            Szukasz pewnosci i gwarancji, jak trafnie napisala mrs_ka - a tych nie ma!!!!
            Czy raczej istnieje selekcja negatywna - np. jesli ktos nas zdecydowanie
            unieszczesliwia i krzywdzi to wtedy masz pewnosc, ze NIE chcesz byc z tym
            czlowiekiem. Ale pewnosc ze chcesz? Gwarancja co bedzie za 5, 10 lat? A umiesz
            sobie wyobrazic kim bedziesz za 10 lat i jak bedziesz patrzyla na swiat?
            Przewidziec co uksztaltuje Ciebie (o partnerze nie mowiac)? Nie da sie.
            Elastycznosc.

            Biore slub 3 grudnia, pierwszy i MAM NADZIEJE ostatni w moim zyciu. Mam
            rewelacyjnego faceta, ze swieca takich szukac, pod kazdym absolutnie wzgledem.
            A mimo to tez zdarza mi sie (z roznych powodow - moje stare traumy, watpliwosci
            wlasnie o charakterze "czy to jest wlasnie milosc, TA milosc na pewno, na
            zawsze...") "dlubac" w naszym zwiazku i ogladac go pod lupa. Miewam koszmary o
            tym sie od siebie oddalamy, ze zamiast kochajacego czulego faceta patrze na
            czlowieka obojetnego, ktory depcze zasady wazne dla nas obojga, ale to tylko
            skutek - przyczyna jest taka ze zniknela milosc i bliskosc. Czy powinnam w
            zwiazku z tym postawic pod znakiem zapytania zwiazek, malzenstwo? Kwestionowac
            jest latwo, a tymczasem nalezy szukac tego co laczy i bliskosci i dbac o to - a
            to rzeczywiscie znacznie trudniejsze.

            Chcesz gwarancji szczesliwej rodziny dla swojego dziecka na cale zycie? Zapytam
            brutalnie" a nawet gdybys miala pewnosc na 200% ze kochasz swojego partnera -
            jaka masz gwarancje, ze nie wpadnie jutro pod samochod i szczescie i pelna
            rodzina nie prysnie???? Nie ma gwarancji. Jak napisal pewien
            powiesciopisarz "jak chcesz miec gwarancje to kup sobie toster".
            To nie jest fajna swiadomosc, ze zycie ten pierwiastek ryzyka i loterii ma. Ale
            ma i to jest jak grawitacja - po prostu istnieje. Nie ma sensu obrazanie sie na
            grawitacje wink Zyjemy z nia.

            Pozdrawiam cieplo. Pisz, jesli mozemy Ci jakos pomoc poukladas sobie rzeczy w
            glowie.

            A poza wszystkim - wiesz, babki w ciazy maja rozne hustawki emocjonalne i
            sklonnosc do czarnowidztwa, wiem cos o tym, bo jestem w 7 miesiacu smile
          • anetina Re: Nie wyobrażam sobie dalszego życia:( 08.11.05, 07:50
            > Daktyla, wybacz, ale albo ja jestem głupia i nie rozumiem (b. prawdopodobne),
            > albo Ty stwarzasz problemy tam, gdzie ich nie ma.



            ja też robiłam problemy
            a bo nie ufam facetom
            a bo nie chciałam stworzyć z nikim związku
            a bo M. mieszka ponad 350 km od nas
            a bo musiałby jeżdżić
            a bo mnie nie za bardzo jeżdżić z małym dzieckiem
            a bo jeszcze tysiące mniej waznych



            sytuacja, w której możemy stwierdzić
            > "tak, to właśnie ten na całe życie" przydarza się na ogół osobom bardzo
            młodym,
            > bardzo niedoświadczonym lub po prostu nie bardzo myślącym. Cała reszta, która
            > mogłaby powtórzyć "cogito ergo sum" przez całe życie ma wątpliwości. I bardzo
            > dobrze, że ma. Życie jest od tego, aby nieustannie weryfikować, badac i pytać.



            aż tydzień temu wracając z weekendu spędzonego u M. stwierdziłam jedno
            TO JEST TEN FACET
            KOCHAM GO I CHCĘ Z NIM SPĘDZIĆ RESZTĘ ŻYCIA
            MAŁY GO UWIELBIA I NAWZAJEM




            > Gdyby ktoś mnie teraz spytał o to, czy zamierzam spędzić zycie ze swoim
            > aktualnym mezem odpowiedziałabym "nie wiem, czy całe życie, ale na pewno całe
            > jutro". A po jutrze jest kolejny dzień.



            a to jest dobre stwierdzenie
            bo ciężkich przeżyciach trudno zaufać ponownie komukolwiek
            ale stwierdzić, czy chce się razem przebywać nastepnego dnia - prawie od razu
            można dać odpowiedź




            > Nie bądź taka zachłanna: dowiedzenie się odpowiedzi juz i teraz na większośc
            > pytań egzystencjalnych oznacza nudę.
            > żyć można i bez ślubu. Rodzina jest wszędzie tam, gdzie jest dwoje ludzi
            > posiadających dziecko. Ta rodzina już została stworzona, czy Ci się to podoba,
            > czy nie. MOżesz ewentualnie nie wziąć w niej udziału, ale ona istnieje.
            >
            > Oddajesz walkowerem coś, co nawet nie ma widoków na porażkę- pomijając Twoje
            > uprzedzenia. Daj sobie szansę i temu facetowi też.
            > Nie każda miłośc, która rozpoczyna się na czerwonym dywanie kończy się w
            > rodzinnym grobowcu i nie każda miłośc, która zaczyna się od ostrożności kończy
            > się rozstaniem.
            >
            > Jeśli dojrzałością jest dla Ciebie posiadanie pewności to prawdopodobnie nigdy
            > nie osiągniesz tego stanu. W zycie wpisana jest niepewność.
            > Ponadto nie każdy związek kończy się nienawiścią- mój się zakończył wzajemną
            > sympatią.
            > Przeanalizuj bardzo spokojnie o co tak naprawdę Ci chodzi i wtedy to napisz.
            > Postaramy się pomóc. Bo jak na razie to mam wrażenie, że nie bardzo wiesz,
            czeg
            > o
            > sama chcesz i czego właściwie oczekujesz od zycia.
            > Podpowiem: odpowiedź nie brzmi "wszystkiego". Kompromis i spokój- oto dwa
            słowa
            > kluczesmile



            ja nie chciałam już nic od życia
            ułozyłam sobie życie we dwójkę z dzieckiem
            było nam dobrze
            nie brakowało nam niczego
            poznając M. stwierdziłam, że jednak potrzebowałam kogoś
            nie chciałam się chyba tylko do tego przyznać
            teraz mamy M., planujemy dalej iść razem przez życie
            jest całkiem inaczej niż z eksem
            i może dlatego dałam się tak szybko przełamać !?




            może to trochę nie na temat
            ale miałam ochotę napisać



            powodzenia w wyborze odpowiedniej decyzji
Pełna wersja