Proszę o radę...

18.11.05, 21:45
Witajcie!

Jestem nowa na tym forum i nigdy wcześniej nie spodziewałam się, że do niego
dołączę.Jestem mężatką dopiero od dwóch lat, a już nasze małżeństwo wisi na
włosku. Od jakiegoś czasu przeżywaliśmy kryzys w naszym związku i miesiąc
temu dowiedziałam się,że on ma od miesiąca romans.Jakiś czas temu mąż
wyprowadził się z domu i mieszkamy teraz z synkiem( ma 2 latka) sami.Mąż
twierdzi,że potrzebuje czasu i że nie podjął jeszcze żadnej decyzji, ale
wiem,że nadal kontynuuje romans. To dla mnie bardzo trudna sytuacja i
zupełnie nie wiem jak mam się zachować. Zależy mi nadal na naszym
małżeństwie, nie tylko ze względu na dziecko, ale także dlatego, że nadal
kocham swojego męża( znamy się 8 lat i dużo razem przeszliśmy). Mąż odwiedza
synka co drugi dzień, a ja nie umiem mu tego odmówić, bo widzę radość swojego
synka, ale dużo mnie to kosztuje. Bardzo bym chciała, żedby wrócił do nas,
ale widzę coraz mniejsze szanse.
Poradźcie mi proszę, co robić?

Pozdrawiam serdecznie,
Agnieszka
    • mrs_ka Re: Proszę o radę... 18.11.05, 21:54
      Jeżeli faktycznie zależy Ci na powrocie męża to po prostu przeczekaj. W
      romansach najbardziej pociągające jest to, że dają nam złudną wizję "zycia od
      nowa", które jednak już nigdy nie będzie "od nowa", bo są pewne zobowiązania
      choćby w osobach dziecka/dzieci. Kwestia czasu i Twój mąz to zrozumie.
      Nie dam Ci oczywiście gwarancji, że wróci, ale powstrzymanie się od
      jakichkolwiek kroków zwiększa tę szansę. MOże Ci pomóc terapia- na razie
      indywidualna, aby dodać Ci nieco siły w tej sytuacji, potem być może małżeńska,
      o ile Twój mąż będzie chciał brac w niej udział. Jeżeli zresztą zdecyduje się na
      powrót, a Ty zdecydujesz się na to zgodzić, to terapia będzie tym bardziej pomocna.
      Najpierw w każdym razie określ, co jest dla Ciebie priorytetem.
      życzę siły i powodzenia

      a.
      • olga115 Re: Proszę o radę... 20.11.05, 00:14
        nawet jesli wroci to juz nigdy nie bedzie tak samo.Zawsze bedziesz
        pamietala .Jtez kocham i w tej chwili nie wiem co sie dzieje z moim zwiazkiem
        ale pamietam ze mnie kiedys zdradzil ze swoja byla dziewczyna jeszcze nie
        mieszkalismy razem ale nigdy tego nie zapomne.Sni mi sie to .Jak go nie ma to
        sie zastanawiam czy sie nie spotykaja.Sprawdzam mu telefon czy do niej nie
        dzwonil.To straszne.
    • baby111 Re: Proszę o radę... 20.11.05, 20:52
      hej

      w tym momencie radzę czekać. zobacz spokojnie w którą stronę to pójdzie u
      Twojego męza. ale zgodzę się z dziewczynami, ze trudno bedzie zapomnieć o
      zdradzie, bardzo trudno. sama przemysl to spokojnie i nie rób niczego pod
      wpływem emocji, bo w takich sytuacjach to najgorszy doradca.

      pozdrawiam
      i.
    • berek_76 Re: Proszę o radę... 20.11.05, 21:20
      Wydaje mi się (z autopsji, niestety sad ), że w takiej sytuacji trzeba się
      zastanowić nie tylko nad tym, czy się chce powrotu. Na takim etapie tak naprawdę
      człowiek nie wie, czego chce. potrzeba czasu na przemyślenie wszystkiego,
      poukładanie. To, co się wydaje miłością, która nigdy nie przeminie, bywa po
      prostu przywiązaniem (po 8 latach to nic dziwnego) lub strachem przed
      samotnością. Albo odwrotnie - poczucie, że nigdy nie uda się wybaczyć, to po
      prostu zbyt świeży ból i uraza )trudno się dziwić).

      Więc po pierwsze poczekać.

      Ale po drugie przemyśleć, jakie to, co się stało, ma konsekwencje. Bo tak, jak
      było, nigdy już nie będzie. Teraz wiesz o swoim mężu o oczko więcej niż do tej
      pory. Wiesz na przykład, że jest to człowiek, który w sytuacji kryzysowej
      potrafi wybrać wyjście nieuczciwe i tchórzliwe. Może to jednorazowy wyskok - a
      może nie...? jak jest szansa, że podobnie zachowa się w innej sytuacji?

      Ja znam ten problem. Jeszcze nie znalazłam rozwiązania. Ale wiem, że na świeżo
      nie da się podjąć mądrej decyzji, zwykle przegina się w jedną albo drugą stronę.

      Terapię małżeńską bardzo bym polecała. Pozwala zobaczyć pewne problemy w nowym
      świetle.

      Pozdrawiam i życzę mądrych wyborów.




      PS. jakoś tak wyszedł ten mój post, jakbym Cię namawiała na spuszczenie męża ze
      schodów smile To nie tak, oczywiście. Po prostu mam wrażenie, ze z ew. argumentów
      "za" sama sobie zdajesz sprawę - jesteście małżeństwem, macie dziecko, wiele
      razem przeszliście... Z tym, ze tu bardzo groźne jest złudzenie, że możecie "po"
      żyć tak jak "przed". JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE TAK JAK BYŁO!!!!!!!! Nie musi być
      gorzej, wcale nie. niektórym udaje się zbudować po takim czymś wartościowy
      związek, ale to nie będzie to, co było. trzeba o tym pamiętać, żeby potem nie
      robić sobie wyrzutów...

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • mrs_ka Re: Proszę o radę... 20.11.05, 23:29
        Oj Berku, święte słowa, jak zawsze.

        Dla mnie jednak działa tu dodatkowo prosta zasada: lepiej spróbować i
        podziękować, niz załować, że się nie spróbowało i nie podziękowało.
        Bo oczywiście Masz rację w tym co piszesz. Ja bym dodała jeszcze to, że
        zazwyczaj nie oceniamy własnych mozliwości emocjonalnych realnie. Wydaje nam
        się, że skoro prezentujemy gotowość wybaczenia to w istocie wybaczymy
        (wybaczamy). Tymczasem emocje są dynamiczne, a my w danym momencie wytłumiamy
        te, które mogą zaszkodzić sytuacji, zaś wzmacniamy te, które jej pomogą. To
        sprawia, że czuła zona czekająca na mężowską decyzję jest wybaczająca i miła,
        zaś żona, do której mąz już wrócił dopiero odkrywa w sobie pokłady nienawiści i
        kieruje je p/ko męzowi. I wtedy też dociera do niej, że tak naprawdę wcale tej
        sytuacji nie akceptuje, a upokorzenia nie da się zalepić plasterkiem
        "przepraszam". Nie ma w tym hipokryzji, to naturalne działanie.
        Rady na to nie znam, acz przewiduję, że- tak jak zazwyczaj bywa- najlepszym
        doradcą bywa tu rozum. I oczywiście okresowe wycie w poduszkę, co się zdarza
        także niezdradzonym zonom i w ogóle wszystkim ludziom.

        a.
Pełna wersja