Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt?

29.11.05, 20:32
Pytanie wlasciwie kieruje do osob, do ktorych nie jest skierowane to forum,
ale ktore czesto tu bywaja, co widac po watkach alimentacyjnych. I takimi
watkami sprowokowana, oraz dzisiejsza wizyta w sklepie postanowilam zadac
pytanie smile
Chyba kazdy rodzic, a nawet nie rodzic wie, ze dziecko ma przyjaciol. I ci
przyjaciele maja raz w roku urodziny. I na takie urodziny nasze dziecko, czy
dzieci bywaja zapraszane. Nietrudno dojsc do wniosku, ze na urodziny idzie
sie z prezentem dla jubilata. Na razie sie chyba zgadzamy smile Czyz nie?
I czy jesli ja kupuje taki prezent dla jakiegos dziecka, od mojego dziecka,
to jest to koszt utrzymania dziecka, czy to naciagnie alimenciarza na wyzsze
alimenty? No bo jesli mamy pelna rodzine to nikt sie nie zastanawia, po
prostu dziecko idzie na urodziny, to trzeba cos kupic i tyle, sprawa jest
oczywista. Ale jesli ja tego nie ujmuje w kosztach utrzymania dziecka, a
chyba ZADNA samodzielna czegos takiego nie ujela, to jak to w koncu jest z
tym zawyzaniem? Czy moze szczeniak nie powinien chodzic na urodziny kolegow,
skoro rodzice sie rozwiedli??? A moze to KARA matki za to, ze ma dziecko przy
sobie??? Czy moze dostane jeszcze jakies swieze spojrzenie na problem
prezentow dla jubilatow zapraszajacych moje dziecko na urodziny?
    • derena33 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 29.11.05, 20:47
      Echh z tymi prezentami to prawdziwy klopssmile pozwole sobie na pewna dygresje i
      opowiem jak to z prezentami czasem moze byc ( tak bylo u mnie)
      Moj moj mlody zostal sam ze mna jak mial 15 lat. Oczywistym jest ze wlasnych
      pieniedzy wtedy nie mial i nie zarabial. I jak sie zblizaly pierwsze swieta, na
      ktore mlody w mial pojechac do taty, to o pieniadze na prezenty dla taty, jego
      nowej kobiety i jej syna poprosil no kogo zgadnijcie?
      Mnie poprosil i ja mu te pieniadze dalam.
      Juz pozniej ograniczyl swoje prezenty tylko do ojca i dziadkow.
      Oczywiscie rewanzu nigdy sie nie doczekalamsmile
      I tu podlacze sie pod pytanie Pelagi.Czy osoby tu czasem czytajace to forum,
      rozne macochy i alimentujacy tatusiowie, biora taki obrot rzeczy pod uwage?
      • czekolada72 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 29.11.05, 21:31
        No wiec tak - na ww pytania chyba nie powinnam odpowiadac, bo jestem samotna
        matka, ale... ale jednak dorzuce swoje trzy grosze. Zaczne od drugiego, czyli
        finansowania prezentow OD dziecka dla exa i jego rodziny. Oczywiscie, ze to
        robilam, i pewnie dalej robic bede, czyli bede dawac pieniadze, dzieki Bogu
        dziecko finansowo rozsadne!
        Podobnie zreszta jest jezeli chodzi o kieszonkowe - kieszonkowe finansuje ja w
        calosci, bo nigdy nie ujelam takowego punktu przedstawiajac koszty utrzymania
        dziecka.
        Zeby zas bylo dowcipniej, to tatus wielokrotnie, umawiajac sie z dzieckiem np
        na lody, zeby zaplacic za owe - pozyczal na wieczne nieoddanie owe
        kieszonkowe....

        Co zas do pytania pierwszego - jezeli chodzi o prezenty mikolajkowe czy z
        innych obchodow - klasowe (w tym roku w mikolajki w granocach 20-30 zl - to
        traktuje to jako wydatki szkolne, klasowe - i powiedzmy ze "biore" z kupki
        przeznaczonej na szkole.
        Jezeli jest to ktos z rodziny czy naszych wspolnych (moich i Dziecka) znajomych
        dzieci - to "idzie" to z pieniedzy domowych.
        Jezeli moje dziecko wybiera sie do swojego "prywatnego" znajomego - zdarza sie,
        ze kupuje to ze "swoich" pieniedzy.

        Mysle, ze nie nalezy wpadac w przesade. Faktycznie, nieraz takie wydatki sa
        duzym problemem, ale tak na upartego - nie jestesmy przed sadem wykazac
        wszelkich kosztow, zreszta sad nie uznaje "na zaś", jezeli np dziewczynka
        dostanie okres miesiac po rozprawie - to co, nie kupimy jej podpasek, albo
        kupimy na co drugi dzien? bo nie jest podane w alimentach? Albo jezeli nie
        uzywala stanika, a pol roku pozniej juz tak - to co - tez nie?
        Przeciez podajac koszty musimy kierowac sie zdrowym rozsadkiem - podajemy ile
        potrzebujeny na ubrania i w takich ramach sie poruszamy, podajemy ile na
        szkole, ile na rozrywke (i w to np mozxna wliczyc prezenty dla kumpli)

        Inna rzecz, ze miloby bylo, gdyby tatus slyszac, ze dziecko wybiera sie na
        impreze - zaproponowal, ze kupi , dolozy sie do prezentu. I mozliwe, ze tak tez
        bywa...
        • pelagaa Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 29.11.05, 22:12
          > nie jestesmy przed sadem wykazac
          > wszelkich kosztow, zreszta sad nie uznaje "na zaś"

          Dokladnie, ja to rozumiem, ale nie wszyscy rozumieja.
          Bylam ciekawa odpowiedzi macoch i tatusiow alimentujacych, ale widac w tym
          watku jakos im niespieszno smile
    • baby111 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 29.11.05, 21:34
      szczerze powiedziawszy nigdy się nad tym nie zastanawiała. i chyba dobrze, bo
      jak czytam to odechciewa mi się dawać i dostawać prezenty.

      bez obrazy, ale mnie rodzice uczyli, że prezenty daje się bliskim i nie
      dlatego, ze wszyscy daja a dlatego, ze czujemy taka potrzebę.

      pelagaa napisała:
      Czy moze szczeniak nie powinien chodzic na urodziny kolegow,
      > skoro rodzice sie rozwiedli??? A moze to KARA matki za to, ze ma dziecko przy
      > sobie???

      oby ten szczeniak miał jak najwięcej przyjaciół i jak najczęsciej chodził na
      urodziny, bo to chyba dobrze dla niego. a przeciez prezenty nie muszą być tak
      drogie, by poważnie naruszały budżet mamy. moj Syn dostaje prezenty od swojego
      ojca i jego żony i wiem, że kupię Małemu coś symbolicznego na dzien ojca i nie
      wpiszę tego byłemu na listę płac, bo przeciez nie muszę tego robić.

      pozdrawiam.i.

      troszę przesadzasz moim skromnym zdaniem.


      • pelagaa Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 29.11.05, 21:59
        > troszę przesadzasz moim skromnym zdaniem.

        Ale okresl mi dokladnie z czym konkretnie przesadzam? Z tym, ze probuje dac
        niektorym do zrozumienia, ze wszelkie wyliczenia to przyklad, bo nie sa nigdy
        stale??? Bo dziewczyna dostanie okres, dziecko zacznie jezdzic na obozy, bo w
        jednym roku bedzie na urodzinach u 10 przyjaciol, a w drugim tylko u 3???
        Czy przesadzam, ze jesli wydam na 10 przyjaciol dziecka choby po 20-50 zl, to
        juz jest tego 200-500 zl??? Czyz to nie jest koszt?

        > a przeciez prezenty nie muszą być tak
        > drogie, by poważnie naruszały budżet mamy.

        Jesli dziecko przychodzac do mojego syna przynosi prezent warty 50-60 zl, nie
        wyobrazam sobie aby moje dziecko poszlo na urodziny do takiego dziecka z golymi
        rekami, czy z pie.. za 10 zl.

        > oby ten szczeniak miał jak najwięcej przyjaciół i jak najczęsciej chodził na
        > urodziny, bo to chyba dobrze dla niego

        Tak z tym sie zgadzam, oby mial jak najwiecej przyjaciol. Tylko ciekawa jestem
        jak by to odebral niejeden ojciec, gdyby w kosztach policzyc koszty prezentow.
        Oj na pewno to na kosmetyczke by bylo! A moze zaczelyby sie domysly, czy
        dziecko aby na pewno ma 10, czy moze 3 przyjaciol.

        > moj Syn dostaje prezenty od swojego
        > ojca i jego żony

        A moj nie dostaje nic, ani od ojca, ani od babci, a nawet od chrzestnej (na
        komunie tez nie). Widzisz jakas roznice? Bo ja widze.

        Czyz nie jest oczywiste, ze matka, ktorej dziecko MA rzeczywiscie ojca inaczej
        podchodzi do tematu alimentow, ze nie ujmie pozycji prezenty (dla dziecka) w
        wyliczeniach, jesli dziecko od ojca dostaje dodatkowe prezenty z roznych
        okazji? A inaczej jesli ojciec jest bezkontaktowy i sie nie angazuje?
        • baby111 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 29.11.05, 22:22
          "Bylam ciekawa odpowiedzi macoch i tatusiow alimentujacych, ale widac w tym
          watku jakos im niespieszno smile"

          nie jestem ani macochą ani tatusiem alimentującym, ale wypowiedział sie jak
          matka. a skoro jestes ciekawa to dlaczego nie zadałaś pytania na inny forum,
          czy to prowokacja??

          Jesli dziecko przychodzac do mojego syna przynosi prezent warty 50-60 zl, nie
          > wyobrazam sobie aby moje dziecko poszlo na urodziny do takiego dziecka z
          golymi
          >
          > rekami, czy z pie.. za 10 zl.


          a tu się dziwię, bo chyba nie cena jest najważniejsza. czy wstydziłabys sie
          wysłac dziecko na urodziny z tańszym ( nie gorszym ) prezentem??? czy tylko
          dlatego, ze nie mam pieniedzy na drogie rzeczy moje dziecko ma się nie widywac
          z rówieśnikami??? jesli tak jest to ja jestem jakaś dziwnasmile


          A moj nie dostaje nic, ani od ojca, ani od babci, a nawet od chrzestnej (na
          > komunie tez nie). Widzisz jakas roznice? Bo ja widze.
          >
          tak, widze różnice i to wyraźnie!!! ale chyba w tym poście nie chodziło o
          licytację, komu gorzej a o wyrazenie własnego zdaniasmile jeśli się nie myle.

          Czyz nie jest oczywiste, ze matka, ktorej dziecko MA rzeczywiscie ojca inaczej
          > podchodzi do tematu alimentow,

          o tak to jest oczywiste!!! ale to dalej jest samodzielna mama, której czasem
          brakuje po d koniec miesiaca i musi z czegos rezygnować.

          pozdrawiam i.





          • krytykantka1 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 29.11.05, 23:17
            ale jej dowalilaś!
            pelagaa slynie ze swoich poglądów-dziwnych conajmniej
            je też nie jestem ani macochą,ani ojcem z alimentami ale uważam,że prezent za
            10 wcale nie jest gorszy od tego za 50zl
            tu liczy się jak ,a nie co
            • kasia_kasia13 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 09:02
              krytykantka1 napisała:

              > ale jej dowalilaś!


              To tutaj chodzi o to, kto komu "dowali"?
            • baby111 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 09:25
              to raczej nie chodzi o "dowalenie".........

              to nie było moim zamiarem w każdym razie.

              i.
            • jo_jo17 [...] 01.12.05, 13:09
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • pelagaa Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 19:01
            > a tu się dziwię, bo chyba nie cena jest najważniejsza. czy wstydziłabys sie
            > wysłac dziecko na urodziny z tańszym ( nie gorszym ) prezentem??? czy tylko
            > dlatego, ze nie mam pieniedzy na drogie rzeczy moje dziecko ma się nie widywac
            > z rówieśnikami??? jesli tak jest to ja jestem jakaś dziwnasmile

            Nie Ty jestes dziwna, tylko dziwne mamy czasy. Czasy, w ktorych dzieci SAME juz
            w podstawowce dziela sie na bogate i biedne. Dziecko odrzucone przez
            rowniesnikow nie bedzie sie z nimi widywalo, ja wolalabym aby moje nie zostalo
            odrzucone. Jesli chlopiec pochodzi z bogatej rodziny i wszystkim robi kosztowne
            prezenty i oczekuje w zamian tego samego, jak mozna wyslac dziecko z tanim
            prezentem? A mojemu dziecku na tej znajomosci zalezy.
            A na tani i swietny prezent brakuje mi jakos weny, najtansze fajne to moim
            zdaniem koszt 25-30 zl.
            • tataadriana Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 02.12.05, 22:16
              pelagaa napisała:
              > A na tani i swietny prezent brakuje mi jakos weny, najtansze fajne to moim
              > zdaniem koszt 25-30 zl.
              czy to się nazywa brak kreatywności? pomysłu? czy może jeszcze jakoś inaczej?
              naprawdę ja chce się ruszyć głową to mozna znaleźć niegorszy i tani prezent.
        • bbbb10 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 22:23
          a ty już nie wiesz co wymyśleć ze strachu przed obniżeniem alimentów? żałosne...
    • e_r_i_n Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 08:47
      A prezenty dla swojego dziecka wliczasz w koszty jego utrzymania? Zapewne nie smile
      Mysle, ze tego typu wydatki kosztami nie powinny byc - chyba, ze eks w koszty
      utrzymania swojego dziecka wlicza prezenty kupowane przez to dziecko, czy dla
      jego/jej przyjaciol.
      • kasia_kasia13 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 17:40
        e_r_i_n napisała:

        > A prezenty dla swojego dziecka wliczasz w koszty jego utrzymania? Zapewne
        nie :
        > )
        > Mysle, ze tego typu wydatki kosztami nie powinny byc - chyba, ze eks w koszty
        > utrzymania swojego dziecka wlicza prezenty kupowane przez to dziecko, czy dla
        > jego/jej przyjaciol.


        A kto pownien te koszty ponosic? Jasne, ze matka kupuje dziecku prezent za
        swoje pieniadze, ojciec mu kupuje za swoje.
        Ale te prezenty dla innych dzieci, mikolajki? Kto ma to za to placic i dlaczego?
    • judytak Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 09:12
      jeśli stosunki są złe (albo "bezkontaktowe"), to wszystko można wliczać, albo
      nie wliczać, i tak będzie źle :o(

      a jeśli kontakty są normalne, to daje się te 20 zł za prezent z kasy "domowej",
      którą nie dzieli się na "a to było z alimentów, a to z moich zarobków", a jak
      jest coś wyjątkowo cienko, to się powie tatusiowi, kiedy wychodzi z dzieckiem,
      że "Jasio idzie jutro do kolegi na urodziny, weźcie mu jakiś prezent kupcie,
      jak będziecie na mieście", i tatuś kupi...

      osobiście mam doświadczenie tylko z stosunkami normalnymi :o)
      (jako "macocha", oczywiście)

      pozdrawiam
      Judyta
      • baby111 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 09:31
        > jeśli stosunki są złe (albo "bezkontaktowe"), to wszystko można wliczać, albo
        > nie wliczać, i tak będzie źle :o(

        własnie, tak samo uważam. w ten sposob rozumując jak robi to Pelagaa mozna
        dojść do wielu absurdalnych rzeczy i problemów. na pewno nie da się przewidziec
        wszystkich wydatków, niezaleznie czy się samemu wychowuje dziecko, czy we dwoje.
        i.

    • sar36 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 09:13
      Moim zdaniem wydatki na prezenty to nie jest składnik kosztu utrzymania
      dziecka. Co nie oznacza, że takich wydatków bym nie pokrył, bo oczywiście
      rozumiem, że skoro dziecko idzie na urodziny itp., to powinno przynieść prezent.
      Ale to wydatek extra, a nie koszt utrzymania.
    • mikawi Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 09:23
      po pierwsze nie rozumiem dlaczego z taką nienawiścią i pogardą piszesz o ojcach
      którzy płacą na utrzymanie swoje dzieci - "alimenciarze". Jest to obraźliwe
      jesli nie zauważyłaś i niesprawiedliwe. Masz pretensje do tych ojców, że łożą
      na swoje dzieci????

      A co do pytania dotyczącego wliczania prezentów w koszt utrzymania dziecka -
      można wliczyć wszystko jak się ktoś uprze, łącznie z przeglądem samochodu czy
      abonamentem RTV smile
      Mój partner płaci tyle ile wyliczyła jego eks, dodatkowo będąc u dzieci daje im
      zawsze kieszonkowe na drobne wydatki (wiek nastoletni więc raczej wolą kasę niż
      prezenty - te są na święta, urodziny, dzień dziecka itp). I z tego co mi
      wiadomo jak dzieci idą do kolegów to prezenty dla nich oscylują w okolicach 20
      zł a nie 50. Eksia nie wyznaje zasady "zastaw się a postaw się" jeśli o to
      chodzi.
      • pelagaa Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 12:50
        Nie zwracalam sie do nikogo konkretnie per alimenciarz, tylko ogolnie smile wiec
        jesli KTOS wzial to do siebie, to widac ma jakies powody.
        Ja nie biore do siebie, jak ktos pisze o matkach-wlascicielkach, czy
        feministycznych pasozytach , jesli zwrot jest do ogolu, choc uwazam to za
        wysoce niestosowne na forum samodzielnej mamy. Za niestosowne tez uwazam
        pisanie o pewnym syndromie... smile
        Milego postowania na SM zycze.
        • tataadriana Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 02.12.05, 22:18
          pelagaa napisała:

          > Nie zwracalam sie do nikogo konkretnie per alimenciarz, tylko ogolnie smile wiec

          ... znowu kłamiesz. radzę poszperać w archiwum? osobiście w stosunku np do mnie
          • pelagaa Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 03.12.05, 16:38

            > ... znowu kłamiesz. radzę poszperać w archiwum? osobiście w stosunku np do
            > mnie

            Bo ciebie za alimenciarza uwazam. A w TYM watku do nikogo konkretnie sie nie
            zwracam. I nie mam zwyczaju klamac. Nie mam tez takich potrzeb.
            • tataadriana Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 06.12.05, 21:33
              możesz nawet uważać mnie za reinkarnację michała anioła. mi to w niczym nie
              przeszkadza.
              i nie zmieni to mojego poglądu na twoją szanowną osobę.
    • e_r_i_n Skoro o prezentach mowa (jeśli można) 30.11.05, 09:40
      Tak sie zastanawiam nad inna sprawa - pewnie wiekszosc ustala jakas kwote,
      ktora przeznacza na prezenty dla swoich dzieci. No i jak ma te kalkulacje
      zrobic facet, majacy dziecko takze z next, zeby bylo sprawiedliwie -
      czy przeznaczyc na dzieci tyle samo, czy tez na dziecko z ex polowe/czy inna
      kwote, mniejsza (no bo dziecko z next dostaje od rodzicow wspolny prezent,
      dziecko z ex dostanie drugi, od matki)? Ciekawa jestem Waszego zdania...
      • ajmj Re: Skoro o prezentach mowa (jeśli można) 30.11.05, 10:04
        hm... Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Jak mój syn idzie do kolegi na
        urodziny, to mu poprostu kupuje prezent i już. Na prezent dla Taty, czy Babci
        tez mu daję pieniądze. Są to prezenty symboliczne, które mają pokazać, ze
        pamięta i kocha.
        Może moje podejście jest takie, bo ja nie mam finasowych problemów z Eks. Na
        tej płaszczyźnie zawsze potrafimy się dogadać.Nieraz ja pójde mu na rękę, za
        to, On stara się w miare swoich możliwości, aby jego dziecko miało poprostu
        dobrze.
      • kwiatek1974 Re: Skoro o prezentach mowa (jeśli można) 30.11.05, 10:14
        e_r_i_n napisała:

        > Tak sie zastanawiam nad inna sprawa - pewnie wiekszosc ustala jakas kwote,
        > ktora przeznacza na prezenty dla swoich dzieci. No i jak ma te kalkulacje
        > zrobic facet, majacy dziecko takze z next, zeby bylo sprawiedliwie -
        > czy przeznaczyc na dzieci tyle samo, czy tez na dziecko z ex polowe/czy inna
        > kwote, mniejsza (no bo dziecko z next dostaje od rodzicow wspolny prezent,
        > dziecko z ex dostanie drugi, od matki)? Ciekawa jestem Waszego zdania...

        Dzieci dostają takie prezenty od nas na które nas stac, kwota jest zawsze
        przybliżona do prezentów dla naszego malucha czy jego córki, próbujemy robic
        tak aby żadne z dzieci nie było pokrzywdzone. Dla naszych dzieci nie jest ważne
        czy prezent jest drogi czy tani ważne jest to że pamiętamy o nich
      • zonka77 Re: Skoro o prezentach mowa (jeśli można) 02.12.05, 13:02
        My się nie patrzymy na prezent od mamy, na oboje dzieci przeznaczamy po tyle
        samo kasy
    • kwiatek1974 Re: zgadzam się z mikawi!!! 30.11.05, 10:10
      wiem że jak zwykle zostane skrytykowana ale pelagaa chciałą wypowiedzi macoch i
      jak to nazwałą pelegaa alimenciarzy wiec napisze parę słówek na ten temat. Ani
      ja ani moje dziecko czy też mój m nie otrzymujemy prezentów od jego córki po
      pierwsze wolałabym aby mała zostawiła te pieniążki dla siebie, a po drugie nikt
      nie wymaga od ex aby kupowała dla nas jakieś prezenty, aby małą je nam
      przywaziła jak przyjeżdzała, zawsze w każde święta, urodziny, na mikołaja czy
      dzień dziecka z pełną radością kupujemy prezenty dla dzieci, raz są droższe a
      raz tańsze w zależności od tego jak stoimy finansowo. Nigdy nie usłyszeliśmy od
      exsi że tem prezent jest za tani czy że skąpiliśmy pieniędzy były czasy że
      kupywaliśmy drobnostkę za 10 zł bo nie było nas stac, i małą była zadowolona i
      exsia szczęśliwa że pamiętamy. To czy dziecko niesie prezent za 10 zł czy za 50
      to nie jest żadna kara czy też przymus czasami można kupic za 10 zł piękniejszą
      rzecz z której solenizant bedzie bardziej sie cieszył niż tą za 50 czy 100 zł.
      Kupuje prezenty na takie na które mnie stac a nie takie żeby się pokazac.

      Nie rozumiem dlaczego obrażasz ojców które płacą alimenty i brzydko ich
      nazywasz, w tym popieram mikawi. A jak nazwac matke która jak by tylko mogła to
      w koszty utrzymania chce wliczyc nawet prezenty które są dodatkowym wydatkiem
      czasami niepotrzebnym bi jak nie stac kogos to nie kupuje. Czytam te twoje
      posty i jestem czasami przerażona tym co profanujesz, dzisiaj odczułam że jak
      byś mogłą to do kosztów utrzymania na córke( jak byś miała) doliczyłabyś
      podpaski jakby ona dostała okres bo to też jest wydatek dodatkowy. Zieje z
      ciebie ogromnym jadem, do ojców płacących alimenty i nexsi.

      My chociaż kupujemy małej prezenty czasmi coś do ubrania czy dokładamy do
      wyprawki dla dziecka do szkoły nigdy nie dawaliśmy rachunkó do obniżenia czy do
      tego jak exs chciała podwyżyc alimenty, bo my nie wydawaliśmy tego na exsie
      tylko ich wspólne dziecko, i jak kiedyś w sądzie exsia chciała kupe kasy i
      pokazywała rachuneczki z nieba wzięte, sąd spytał się dlaczego mój Mąż tego nie
      robi i nie chce pokazac rachunków ze strony mojego M padło tylko jedno zdanie
      że dziecko to nie karta przetargowa, i to co on kupuje dodatkowo dziecku i na
      co daje dodatkowe pieniądze to tylko jego dobra wola i sprawa i nie ma zamiaru
      wypominac co on dodatkowo wkłada w utrzymanie. Sąd był bardzo pozytywnie
      nastawiony i exsi rachunki odpadły również teraz mają utrzymywac małą 50% na
      50%.
      Nie wiem co twój ex tobie zrobił ale przestan wyżywac sie na wszystkich
      facetach bo to robi sie coraz bardziej uciążliwe nie wszystcy są tacy jak twój
      ex. Zgadzam sie z mikawi i jej wypowiedzią nie oceniaj innych jak ich nie znasz
      tu pisze zaledwie garstka samotnych matek czy ojców czy macoch w porównaniu ile
      jest ich na świecie, i mają dobre kontakty z ex next dziecmi.

      i nie buntój innych samotnych mam aby brały z ciebie przykład nienawiści którą
      ziejesz.
      Dominika macocha mama 2,5 letniego Maciusia, żona faceta który ma dziecko
      • kammik Re: zgadzam się z mikawi!!! 30.11.05, 10:19
        Skupcie się przez moment, spróbujcie zrozumieć i zapamiętać: "alimenciarz" to
        potoczne określenie kogoś, kto od płacenia alimentów się miga. Nie jest tożsame
        z "osoba płacąca alimenty", w końcu więzienia zapełniają alimenciarze a nie
        osoby płacace.
        • mikawi Re: zgadzam się z mikawi!!! 30.11.05, 10:28
          logiczne więc że skoro alimenciarz to ktoś kto się miga, nie będzie on kupował
          prezentów ani dla swojego dziecka ani dokladał do prezentów kolegów dziecka,
          więc jaki sens ma zadawanie im pytań? Więc może pelaga zacznie właściwie używać
          pojęć, bo tak się składa, że zawsze używa okreslenia "alimenciarz" w stosunku
          do facetów płacących na utrzymanie swoich dzieci.
          • pelagaa Re: zgadzam się z mikawi!!! 30.11.05, 11:57
            Almenciarz to dla mnie ktos kto sie miga, a ktos, kto sie miga, to nie tylko ta
            osoba, ktora nie placi nic, ale tez i ta, ktora placi jakies zalosnie niskie
            alimenty i uwaza, ze dziecku to wystarcza na WSZYSTKO lacznie z extrasami, za
            jake uwazam podobnie do Sar np. prezenty okazyjne dla kolegow, a nadmiar z tych
            bajonskich 150, czy 300 zl alimentow wedlug almenciarza exiara wredna wydaje na
            kosmatyczke. Wiec nie wiem, gdzie zle uzylam slowa alimenciarz??? Poza Sarem,
            ktory pisze, ze placi za wszystko na tym forum wypowiadaja sie sami
            alimenciarze moim zdaniem.

            Podepne tez reszte moich przemyslen tutaj.
            Uwazam, ze koszt prezentow to extras, ale jednak KTOS ponosi ten KOSZT, ktos to
            wyklada z wlasnej kieszeni, dla mnie sa to nie niezbedne, ale jednak ponoszone
            wydatki. Podobnie jak prezenty dla MOJEGO dziecka ode mnie.
            Jesli sa normalne uklady to nie ma z tym problemu, podobnie jak w pelnej
            rodzinie, jesli uklady nie sa normalne to koszty ponosi rodzic bardziej
            zaangazowany w dziecko i jego zycie towarzyskie, ktore jest niezbedne w kazdym
            wieku, z czym sie chyba wszyscy zgodza.

            A odnosnie prezentow i ich cen. Widac mi brakuje pomyslow, bo nie wyobrazam
            sobie co mozna fajnego kupic za 10-20 zl. Nie chcialabym tez, aby moje dziecko
            przestalo byc zapraszane, bo daje kiepskie prezenty. Wiekszosc dzieci teraz
            jest bardziej materialistyczna niz wredne exiary smile))
            • ajmj Re: zgadzam się z mikawi!!! 30.11.05, 12:07
              pelagaa Droga, czepiasz się.
              Na tym forum czy na "macochach" nie spotkasz alimenciarzy. Już to widze jak
              mojej przyjaciólki mąż: własnie alimenciarz (dziecku dał przez całe cztery lata
              20 zł)wink wypowiada się na forum w kwestii alimentów właśnie...haha
              • kammik Re: zgadzam się z mikawi!!! 30.11.05, 18:06
                ajmj napisała:


                > Na tym forum czy na "macochach" nie spotkasz alimenciarzy.

                Otóż, moja droga ajmj, nie dalej jak półtora roku temu na tym i sasiednim forum
                obficie wypowiadał się mój były mąż (wszystkich nicków nie pomnę), alimentów
                nie płacący od prawie czterech lat (wtedy) a teraz płacący 350zł. Zatem spotkac
                mozna wszystkie osobliwosci tego swiata.
            • mikawi Re: zgadzam się z mikawi!!! 30.11.05, 12:10
              a ty wiesz ile płacą ojcowie wypowiadający się na tym forum i jaki to jest
              odsetek ich dochodów że tak ich określasz?
            • e_r_i_n Re: zgadzam się z mikawi!!! 30.11.05, 12:16
              pelagaa napisała:

              > Uwazam, ze koszt prezentow to extras, ale jednak KTOS ponosi ten KOSZT, ktos
              > to wyklada z wlasnej kieszeni, dla mnie sa to nie niezbedne, ale jednak
              > ponoszone wydatki. Podobnie jak prezenty dla MOJEGO dziecka ode mnie.

              Dokladnie tak. Dlatego odpowiadajac na Twoje pytanie - jest to wydatek do
              ujecia w wyliczeniach do alimentow, pod warunkiem, ze prezenty dla dziecka od
              ojca to tez jego wydatek na dziecko.
              • mikawi Re: zgadzam się z mikawi!!! 30.11.05, 12:23
                moim zdaniem bzdurą jest ujmowanie prezentów OD MATKI dla dziecka w alimentach
                które ma płacić OJCIEC. Bo wychodzi na to że prezent jest od matki ale płaci za
                niego ojciec. Bardzo wygodne. Rozumowanie naszej eks, która uważa że M.
                powinien iść z nią na przedswiąteczne zakupy, podczas których ona wybierze
                prezenty, M. zapłaci, ona wręczy jako prezenty od mamy. A do tego M. ma kupić
                prezenty od siebie.
                • e_r_i_n Re: zgadzam się z mikawi!!! 30.11.05, 12:29
                  Piszac o prezentach mialam na mysli te dla przyjaciol, kolegow, nie od matki
                  dla dziecka smile
              • pelagaa Re: zgadzam się czesciowo :) 30.11.05, 12:45
                Erin piszesz:

                > Dokladnie tak. Dlatego odpowiadajac na Twoje pytanie - jest to wydatek do
                > ujecia w wyliczeniach do alimentow, pod warunkiem, ze prezenty dla dziecka od
                > ojca to tez jego wydatek na dziecko.

                Z czym sie zgadzam (aaaaaa! niesamowite smile)) jesli mamy na mysli WSZYSTKIE
                prezenty, dla kolegow i dla dziecka od ojca i od matki ujmowane w calosciowych
                wydatkach na dziecko.

                Ale juz w nastepnym poscie piszesz:

                >Piszac o prezentach mialam na mysli te dla przyjaciol, kolegow, nie od matki
                >dla dziecka smile

                Z czego wnioskuje, ze prezenty od ojca chcesz ujmowac w kosztach (poprzednia
                wypowiedz) utrzymania dziecka, a prezenty od matki juz nie. To uwazam za
                niesprawiedliwe.

                > moim zdaniem bzdurą jest ujmowanie prezentów OD MATKI dla dziecka w
                > alimentach które ma płacić OJCIEC

                Nie wierze smile)) Naprawde sie zgadzam smile

                Natomiast nalezy rozroznic placone alimenty od kosztow utrzymania dziecka!!!
                Alimenty to PRZEWAZNIE tylko CZESC, czasami nawet nie polowa kosztow utrzymania
                dziecka. Stad ewentualne wliczenie prezentow, od ojca i matki, oraz od dziecka
                dla kolegow do wydatkow zwanych np. extrasami, a nie doliczenie ich do
                alimentow od ojca.

                Obu Paniom dziekuje za mila pogawedke smile
                Pytanie bylo czysto teoretyczne, nie sadze, aby ktos w sadzie walczyl o taki
                punkt, jak prezenty dla kolegow dziecka, choc ten koszt jest kosztem
                rzeczywistym, wystepujacym i np. w moim przypadku spoczywajacym na moich
                barkach.
                • mikawi Re: zgadzam się czesciowo :) 30.11.05, 13:26
                  > Obu Paniom dziekuje za mila pogawedke smile

                  cóż, wypowiedziało się tu więcej niż dwie panie...

                  > Pytanie bylo czysto teoretyczne

                  więc co miało na celu? jałową dyskusję o niczym?
                  • pelagaa Re: zgadzam się czesciowo :) 30.11.05, 19:10
                    Ale ja podziekowalam Wam pod Waszymi postami i tez zle? I to podobno ja sie
                    czepiam. Czy ty kiedykolwiek bywasz mila?

                    Pytanie bylo teoretyczne, bo bylam ciekawa spojrzenia z drugiej strony, ale nie
                    zaskoczylo mnie ono. Mam zaczac przytaczac twoje czysto teoretyczne czeste
                    rozwazania? Nigdy nie rozwazalas nic teoretycznie na TYM forum? Boszzzz nie
                    chce mi sie grzebac w wyszukiwarce, ale jesli musisz miec dowody, to je znajde.
                • lilith76 Re: zgadzam się czesciowo :) 30.11.05, 13:32
                  > Pytanie bylo czysto teoretyczne, nie sadze, aby ktos w sadzie walczyl o taki
                  > punkt, jak prezenty dla kolegow dziecka

                  nie podsuwaj nowych pomysłów tacieadriana smile
                  • pelagaa Re: zgadzam się czesciowo :) 30.11.05, 19:17
                    O kurcze nie pomyslalam, ze moze to wykorzystac smile))
                • e_r_i_n Re: zgadzam się czesciowo :) 30.11.05, 15:28
                  pelagaa napisała:

                  > Z czego wnioskuje, ze prezenty od ojca chcesz ujmowac w kosztach (poprzednia
                  > wypowiedz) utrzymania dziecka, a prezenty od matki juz nie. To uwazam za
                  > niesprawiedliwe.

                  Nie zrozumialysmy sie. Napisalam w pierwszym poscie w tym watku "Mysle, ze tego
                  typu wydatki kosztami nie powinny byc - chyba, ze eks w koszty utrzymania
                  swojego dziecka wlicza prezenty kupowane przez to dziecko, czy dla
                  jego/jej przyjaciol."
                  Tak wiec dla mnie najnormalniejsze, ze W OGOLE prezentow (czy to dla dziecka,
                  czy przyjaciol dziecka) nie wliczamy w koszty. Mozna wliczac, jesli obie strony
                  to robia. Inaczej, zgadzam sie wink, jest to niesprawiedliwe.
                  • pelagaa Re: zgadzam się czesciowo :) 30.11.05, 19:15
                    Najwidoczniej sie nie zrozumialysmy i byc moze nigdy nie zrozumiemy, bo ja
                    odnioslam sie nie do twojego pierwszego postu tylko do zdania pod moim postem o
                    extrasach:

                    > jest to wydatek do
                    > ujecia w wyliczeniach do alimentow, pod warunkiem, ze prezenty dla dziecka od
                    > ojca to tez jego wydatek na dziecko

                    ktore jest zgodne z moimi przekonaniami. No chyba, ze przeczytalam je bez
                    zrozumienia smile))) Albo z innym zrozumieniem smile
                    • e_r_i_n Re: zgadzam się czesciowo :) 30.11.05, 21:37
                      Chyba jednak z innym zrozumieniem smile A zdanie mamy na ten temat i_den_ty_czne.
            • zonka77 Re: zgadzam się z mikawi!!! 02.12.05, 13:26
              Wiesz co pelagaa wielu rodziców i nierozwiedzionych i rozwiedzionych daje kasę
              na prezenty dla kolegów dzieci taką na jaką ich stać. Tyle. Jak ich stać na 10
              zł to dają 10 a jak na 100 to dają 100.
              Ja się cholera jakoś nie patrzę kto z jakim prezentem przychodzi na urodziny do
              mojej córki, wręcz wiedząc jakie są czasy trąbię wszem i wobec żeby przynosiły
              dzieciaki drobnostki a mała się z każdej duperelki cieszy jak dzika (ma już
              prawie 5 lat więc wie co to sa fajne zabawki i co z tego?)
              Współczuję jeśli wychowujesz dziecko w stylu "zastaw się a postaw się" i uczysz
              je że jak nie przyniesie prezentu za 30 czy 50 zł to nie będzie lubiane i to
              jest ok. I nie mów mi że takie czasy i że dzieci są materialistycznie nastawione
              bo to zależy od wychowania i koniec. Od tego jak ty wychowujesz swoje dziecko.
              Jak moja córka dostaje prezent to nie lecę potem do sklepu sprawdzać ile to
              kosztowało żeby "odkupić" coś w tej samej cenie temu dziecku na jego urodziny
              czy imieniny.
              Mam siostrę w wieku 13 lat i wiem że ona nie daje drogich prezentów a zapraszana
              jest wszędzie bo jest lubiana i daje zawsze miłe i ciekawe prezenciki wykukane
              wg tego co kto lubi a tanie bo ze swojego kieszonkowego (rodzice mają kasę ale
              też i zasady dość jasne)
              Pozdrawiam i życzę mniej jadu
              • ajmj Re: zgadzam się z mikawi!!! 02.12.05, 14:44
                Mój syn poszedł do kolegi na urodziny z grą za 12 zł. Na tyle nas było stać.
                Najważniejsza jest pamięć i szczere uczucia czy to przyjaźni czy miłości.
                tyle.
              • pelagaa Re: zgadzam się z mikawi!!! 02.12.05, 19:02
                A moze mi z tym jadem dobrze? Skoro mi go wszyscy wmawiaja, to widac, go mam smile
                Ale poniewaz mi dobrze z nim, to zyczenia nietrafione smile
                Ja tez kupuje takie prezenty na jakie mnie stac. Czy kogos boli, ze mnie stac???
                Czy oburza, ze zastanawiam sie czy ojca powinny obchodzic extrasy w postaci
                prezentow??? Ciekawe, czy dla drugiego dziecka go obchodza/beda obchodzic...
                A od tego jak JA wychowuje SWOJE dziecko, zalezy podejscie do prezentow MOJEGO
                dziecka. A moje dziecko nie patrzy na ceny, a ja o wszystkich swoich delmatach
                finansowych z 9-latkiem nie dyskutuje. To, jak zareaguja inne dzieci, to sprawa
                ich rodzicow na ktora JA nie mam wplywu. Ale Ty pewnie wiesz lepiej, jak
                wiekszosc "zonek", w jaki sposob ja wychowuje dziecko.
                Wyobraz sobie, ze moje dziecko ma ADHD i nie jest przez wszystkich lubiane w
                klasie i jak wiekszosc dzieci z ADHD ma niewielu przyjaciol i TAK zalezy mi,
                aby mialo ich nadal. I nie boj sie nie polece do sadu, aby jakiemus (czyt.
                mojemu ex) zuczkowi podnosic alimenty, bo kupilam prezent zamiast za 10 zl (jak
                przystalo na oszczedna exiare i zyczenia next), za 45 zl.
                Moje dziecko nie dostaje tez kieszonkowego, bo uwazam, ze nie jest mu potrzebne
                i ze jest to malo wychowawcze. Moje dziecko zarabia na swoje drobne wydatki np.
                myciem samochodu, czy pracami w ogrodzie. A za to pewnie zaraz sie okaze, ze
                powinni mi dziecko odebrac, bo to wykorzystywanie nieletnich????
                A zgadzania sie z kfiatem polnym gratuluje hahahahahahah smile))
                • zonka77 Re: zgadzam się z mikawi!!! 02.12.05, 20:51
                  pelagaa ale mnie naprawdę ani nie oburza że kupujesz ani nie boli że cię stać -
                  oby cię było stać na ile chcesz i ogólnie wszystkiego najlepszego!ja też kupuję
                  jak mnie stać a jak nie stać to nie kupuję smile
                  Jedyne co mi przeszkadza w twoich wypowiedziach to jad i złość ale i to nie ma
                  dla mnie naprawdę większego znaczenia w życiu zapewniam cię smile
                  Wychowuj sobie dziecko jak chcesz ale nie narzucaj swojego stylu ogółowi.Ja
                  pisałam tylko o przykładzie jaki jest u mnie czy w mojej rodzinie aby przekazać
                  że niekoniecznie cena prezentu powinna mieć znaczenie. Twoje dzieciątko - twoja
                  wola (i jego ojca mam nadzieję)

                  I tak ok - wszystkie potworne neksiary napewno siedzą i liczą mężom w portfelach
                  czy nie dali przypadkiem jakiegoś pieniążka dziecku na prezent... - oj pelagaa
                  ale ty masz zawężony do własnych nieszczęść świat

                  Dogryzasz mi że jestem żonką - no cóż, cieszę się że jestem i staram się być
                  dobrą, nic nie wiem o twoich nieszczęściach więc też tak specjalnie się nie
                  przejmuję ani tym co piszesz ty ani tym co piszą inne samodzielne te, które są
                  wściekłe na cały świat (nie mówię że wszystkie absolutnie ani nawet że większość)

                  Może to jest sposób na wyżycie swoich stresów więc trudno. Czasem się odezwę jak
                  mi coś szczególnie utkwi w oku jak twoja wściekłość w stosunku do wszelkich next
                  ale w zasadzie jak pisałam - cóż mi z tego że się złościsz i psy na next wieszasz smile

                  Wyluzuj trochę pelagaa czasem, naprawdę!
              • pelagaa Re: zgadzam się z mikawi!!! 02.12.05, 19:07
                > Wiesz co pelagaa wielu rodziców i nierozwiedzionych i rozwiedzionych daje kasę
                > na prezenty dla kolegów dzieci taką na jaką ich stać.

                A wielu rodzicow rozwiedzionych nie daje kasy na podstawowe rzeczy nie mowiac o
                prezentach. Tylko coz z tego. Ja pytalam, czy ojciec powinien partycypowac w
                extrasach, typu prezenty. Ale pewnie na pierowrodne dziecko "z przeszlosci", to
                juz nie. A juz na pewno nie na taki prezent za 50 zl. Toz to wymysly exiary i
                zwykle naciaganie jest pewnie.
                • zonka77 Re: zgadzam się z mikawi!!! 02.12.05, 21:01
                  pelagaa sama zadajesz pytania i sama sobie na nie zgryźliwie odpowiadasz - może
                  wogóle niepotrzebnie ktoś tu zabiera głos smile
                  I nie pytałaś o ojca a o alimenciarza
                  • pelagaa Re: zgadzam się z mikawi!!! 03.12.05, 16:43
                    Moze faktycznie niepotrzebnie zabierasz? Bo twoja wypowedz dotyczyla osobistej
                    wycieczki w moja strone, a nie odpowiedzi na zadane przeze mnie pytanie.
                    A wyluzowana to ja jestem jak gumka w kalesonach. Nieszczesc zyciowych tez
                    szczegolnych nie przyzylam, ostatnio od ladnych kilku lat wszystko mi idzie jak
                    w bajce. Moje dziecko przezylo, to fakt, bo dla nikogo nie jest mile porzucenie
                    przez ojca. To na pewno w jakims stopniu i mnie uksztaltowalo, ale nie na tyle,
                    aby wokol tego krecilo sie moje zycie. Next wszystkich jak leci nie nienawidze,
                    z wieloma sie nawet przyjaznie, kilka z nich to takze macochy smile Ale glupoty
                    nie znosze po obu stronach barykady. Psychoanalizy piszacych, po lekturze
                    forum, tez nie sa mile widziane.
      • zonka77 Re: zgadzam się z mikawi!!! 02.12.05, 13:11
        Zgadzam się z kwiatkiem, pelagaa ziejesz jadem okropnie
    • lilith76 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 10:12
      > Pytanie wlasciwie kieruje do osob, do ktorych nie jest skierowane to forum,
      > ale ktore czesto tu bywaja, co widac po watkach alimentacyjnych. I takimi
      > watkami sprowokowana, oraz dzisiejsza wizyta w sklepie postanowilam zadac
      > pytanie smile

      cholera, to chyba jednak może nie do mnie smile

      pelagaa, z chęcią bym wyprodukowała elaborat na ten temat, tylko nie mogę. są
      pary, które rozwiązuje te sprawy rozmową, ustaleniami. są alimenty i są
      niespodziewane wydatki ekstra. są też, o zgrozo, kobiety-partnerki, które nie
      wnikają - także na wyraźne życzenie swojego mężczyzny - w te rozliczenia. czy
      to ma znaczyć, że przymykam oko, na to, że on zapewne głodzi swoje dzieci? czy
      to znaczy, że to sprawa ich dwojga i już?
      nie wiem jak będzie to wyglądać, kiedy kiedyś przyjdzie na świat nasze wspólne
      dziecko.
    • natasza39 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 11:05
      Myslę, że jak sie jest jędzą exią, to w "dodatkowe koszta" mozna wliczyć nawet
      koszt naprawy samochodu, który się osobiscie rozpieprzyło, no bo w końcu od
      czasu do czasu jezdżą tym samochodem dzieci, hehehehe (przykład wzięty z zycia).

      JAk się jest ojcem, który nie płaci alimentów na dzieci, to nie
      tylko "dodatkowe koszty" ale wogóle jakiekolwiek ma się w dupie.

      Jesli jest się normalnym ojcem, który prócz alimentów dorzuca dzieciakowi extra
      kasę na kieszonkowe, to owe prezenty mozna kupowac z tego kiszonkowego, tak
      myslę.

      Wyobraźnia niektórych "samodzielnych mam" w mnozeniu "dodatkowych wydatków" i
      niektórych ojców w zaniżaniu potrzeb własnych dzieci jest natomiast
      nieograniczona.
      Kłopot jednak w tym, że normalne, nie robiace z siebie męczennic i nie
      szukajace dziury w całym kobiety muszą uzerwać się właśnie z "alimenciarzami",
      którzy na dzieci nie płaca a faceci, którzy z własnymi dziećmi się nie
      rozwodza, lecz jedynie z ich mamusiami trafiaja na przypadek utrzymywania
      oprócz dzieci równiez swojej byłej, ewentualnie pokrywaja większosc kosztów z
      dziećmi zwiazanych.
      Gdyby było inaczej zapewne rodzice byliby ze soba razem i nie byłoby tych
      problemów
      • julia.68 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 14:30
        A ja wliczyłam do kosztów utrzymania dziecka:
        1. abonamet RTV (he,he)
        2. prezenty dla dziecka ode mnie
        3. koszty przyjęcia urodzinowego dla dziecka
        4. gumki do włosów
        I nic. Nikt w sądzie nie zaprotestował.
        Dodam, że tatuś prezenty robi raczej skromne, próbował sobie je odliczyć od
        alimentów (piłka, bluzeczka itd...) ale komornik mu uświadomił, że popełania
        błąd (mnie się nie udało). Natomiast nie wliczam prezentów od dziecka dla
        przyrodniego brata, bo daję je, żeby zrobić przyjemność mojemu dziecku.
        A w koszty utrzymania starszego dziecka wliczam jeszcze:
        1. kieszonkowe
        2. komórkę dziecka
        Przyznam, że zapomniałam o prezentach od dziecka dla kolegów i następnym razem
        się poprawię.
        Przy wyliczeniu kosztów utrzymania dziecka przyjęłam 2 kryteria: wykazałam
        koszty, których nie ponosiłabym, gdybym nie miała dziecka (gumki do włosów,
        tort na urodziny)i część kosztów ogólnych. Skoro psuje mi się pralka, albo
        muszę kupić nowszy niż 15 -letni telewizor, to są to normalne koszty
        eksploatacji, które służą utrzymaniu najzwyklejszego standardu życia dziecka.
        DVD za 250 zł uznałam już za wydatek ekstra.
        • mikawi Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 14:43
          a'propo abonamentu - dzielenie abonamentu - 50% jako koszt utrzymania dziecka
          jest dla mnie bzdurą, nawet jesli 90% użytkowania TV jest przez dziecko bo nie
          da się płacić "trochę" abonamentu - ja oglądam TV wyłącznie wieczorami i to nie
          każdego dnia. NIe oznacza to jednak że płacę kawałek abonamentu tylko cały.
          Zresztą konieczność opłacania abonamentu nie wynika z oglądania tv lub nie
          tylko posiadania telewizora w domu, a nie sądze żeby ktoś nie miał telewizora
          gdyby nie dziecko. Co do wliczania prezentów od matki dla dziecka - juz
          pisałam, w takiej sytuacji to ojciec ponosi część kosztu prezentów, które są od
          matki. Absurd? Moim zdaniem tak. Pralka - czy jeśli nie miałabyś dziecka nie
          miałabyś pralki? albo gdyby ci się takowa zepsuła nie naprawiałabyś jej? dla
          przypomnienia - żyjemy w XXI wieku.
          • julia.68 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 15:25
            Gdybym nie miała dzieci, mieszkałabym w moim panieńskim pokoiku u mamusi,
            mamusia prałaby mi ubranka w swojej pralce i gotowała obiadki, a cały szmal
            wydawałabym na podróże, albo na piwo, bo lubię. Znamy ten schemat?
            • mikawi Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 15:28
              cóż, ja nie znam. Nie mam dziecka a mimo to mamusi na karku nie siędzę od wielu
              lat, baaa - to ja jej pomagam finansowo.
          • maligne Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 04.12.05, 13:28
            nie mialam telewizora

            mam ze wzgledu na dziecko

            dziwne co, ale ja jakas dziwna jestem
        • czekolada72 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 15:26
          Pozwole sobie dodac: ja do "ceny" dziecka nie dalam
          - abonamentu rtv (nie pomyslalam o nim wink
          - prezentow dla znajomych dziecka (jw)
          - kosztow weekendowych wyjazdow (no w koncu moze siedziec w miescie , to juz
          moja fanaberia)
          - kosztow prezentow ode mnie dla Malej
          - od Malej dla mnie i mojej rodziny
          - od Malej dla tatusia i jego rodziny

          Natomiast podalam i sad sie zgodzil
          - raty za kompa (polowa ; bo korzystamy w polowie)
          - oplata za internet (jw)
          - koszty imprezy ur/im na ktorej byla rodzina moja i exa
          - koszt wakacji Malej
          - koszty wujsc do kina, teatru, filharmonii, muzeum

          Co bardziej - sad sie zgodzil, ze dla 12-13 latki potrzebne sa pieniadze mna :
          podpaski, krem, szampon, tonik, wate, papir toaletowy, chusteczki chigieniczne,
          jedzenie, kieszonkowe, proszek do prania i przyleglosci, pasta do butow,
          ksiazki, gazety, kulture, zajecia pozalekcyjne

          Ze wzgledu na harakter exa - podalam dokladnie wyliczone ( sad ) wsystko co
          dziecko otrzymalao od niego, czyli reklamowki w charakterze prezentow, ciuchy z
          ciucholandow oraz podalam ze takze spedza czaesc wakacji u jego mamy i od niej
          dostaje przetwory owocowo warzywne - to tak dla jasnosci.
        • e_r_i_n Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 15:30
          julia.68 napisała:

          > A ja wliczyłam do kosztów utrzymania dziecka:
          > 2. prezenty dla dziecka ode mnie

          Czyli prezenty sa tylko w czesci od Ciebie smile
          • pelagaa Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 19:12
            > > A ja wliczyłam do kosztów utrzymania dziecka:
            > > 2. prezenty dla dziecka ode mnie
            >
            > Czyli prezenty sa tylko w czesci od Ciebie smile

            Ja tez podalam ten koszt, dlatego, ze ex prezentow NIE ROBI, wiec to nic
            strasznego, ze prezenty przymusowo sa w czesci od niego. Gdyby kupowal COS od
            siebie pewnie nie ujmowalabym tego kosztu w extrasach.
            • e_r_i_n Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 19:18
              Ale eks julii robi prezenty - skromne, ale jednak.
        • e_r_i_n Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 15:30
          No i nic dziwnego, ze eks robi w takim razie skromne prezenty - w koncu daje
          dwa.
    • kasia_kasia13 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 16:14
      Prezenty dziecka dla kolegi to nie jest koszt utrzymania. Podobnie urzadzanie
      dziecku przyjecia urodzinowego, wyjscie do kina czy lody. To ekstrasy. Niemniej
      jednak to wydatek, jaki koniec koncow ktos ponosi (sugestia kwiatka1974, aby
      jesli nie ma pieniedzy isc na urodziny bez prezentu jest smieszna), bo kazdy
      normalny rodzic (oprocz taty alimanciarza) chce od czasu do czasu sprawic
      dziecku przyjemnosc.
      W "normalnych" stosunkach ekstrasy powinni finasowac oboje rodzice, w
      zaleznosci od mozliwosci. I nie dlatego, ze sad nakazal na nie przeznaczac
      jakas tam kwote, tylko dla tego, ze chca sami z siebie sprawic przyjemnosc
      swojemu dziecku.
      Dziwi mnie tylko podejsice alimencjarzy i macoch, ze skoro ojcie placi alimenty
      to ekstrasy ma oplacac tylko matka. Brak w tym logiki, skoro owe ektrasy nie sa
      uzgledniane przy alimentach.
      • mikawi Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 16:43
        cóz za piękne uogólnienie smile
      • kasia_kasia13 Poprawka 30.11.05, 17:20
        > Dziwi mnie tylko podejsice alimencjarzy i macoch

        Alimenciarzy (facetow nieplacacych lub placacych grosze) i niektorych macoch.

        ps. Mam nadzieje, ze nie poczulas sie doknieta.
      • kwiatek1974 Re: kasia_kasia13 docztaj dobrze potem pisz 30.11.05, 17:44
        napisałaś

        jednak to wydatek, jaki koniec koncow ktos ponosi (sugestia kwiatka1974, aby
        > jesli nie ma pieniedzy isc na urodziny bez prezentu jest smieszna), bo kazdy
        > normalny rodzic (oprocz taty alimanciarza) chce od czasu do czasu sprawic
        > dziecku przyjemnosc.
        Najpierw przeczytaj dobrze co napisałam a potem pisz i wtrącaj moje zdania do
        twojego.

        Jesli nie czytasz całości tekstu tylko połowe i dodajesz reszte to ci napisze
        że to nie ja dałam sugestie aby nie mając pieniędzy na prezent dla kolegi córki
        czy syna , dziecko szło bez prezentu. Doczytaj następnym razem kto to
        zasugerował a potem pisz.
        • kasia_kasia13 Re: kasia_kasia13 docztaj dobrze potem pisz 30.11.05, 17:47
          >prezenty które są dodatkowym wydatkiem
          >czasami niepotrzebnym bi jak nie stac kogos to nie kupuje.

          Czyli jak z tym, gdy kogos nie stac:
          1. dziecko idzie bez prezentu
          2. dziecko nie chodzi na urodziny do kolegow?
          • kwiatek1974 Re: kasia_kasia13 docztaj dobrze potem pisz 30.11.05, 21:02
            ****A jak nazwac matke która jak by tylko mogła to
            w koszty utrzymania chce wliczyc nawet prezenty które są dodatkowym wydatkiem
            czasami niepotrzebnym bo jak nie stac kogos to nie kupuje****
            To jest całe zdanie a nie częśc, i nie wyrywaj z kontekstu poszczególnych
            słówek, ty rozumiesz to tak jak chcesz jak jest tobie wygodnie jak zawsze, a ja
            miałąm całkiem co innego na myśli, nie mówie w tym słowie tylko o samotnych
            mamach czy tatach.
    • matylda_z Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 16:38
      witam
      Dodam jeszcze, ze oprocz prezentow, ktore dzieci nosza idac na "imprezy" do
      swoich kolegow, jest taki grudzien. I w tym to miesiacu sa tzw mikolajki w
      szkolach. W szkolach moich dzieci ustalono ze dzieciaczki robia sobie
      paczuszki za 30zl .juz bylo losowanie. Kazdy wie komu robi. Jako ze mam kilkoro
      dzieci, moje wydatki tego miesiaca podskakuja o dosc odczuwalna dla mnie kwote.
      Czy to tez jest tzw ekstras? Czy potraktowac jako obowiazkowy wydatek szkolny?
      • czekolada72 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 16:43
        Jak juz gdzie wspomnalam - potraktowalam klasowe mikolajki jako wydatek
        klasowy/szkolny, podonbie jak i klasowe dyskoteki, wycieczki, muzea, kina,
        konkursy, ubezpiczenia, stroj gimnastyczny, ksiazki, zeszyty itd
      • done2 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 02.12.05, 15:05
        A w drugą stronę - jak sobie przmnożysz te 30 zł za paczki które Twoje dzieci
        dostaną od rówieśników, przez ilość Twoich dzieci, to też niezły dochód
        dodatkowy wychodzi....
        • pelagaa Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 02.12.05, 19:04
          A co to ma do pytania, czy ojciec powienien partycypowac w takich extrasach?
          I nie uwazam tego za dochod, ale moze powinnas to wpisac swojej exi do dochodu,
          na pewno wiesz najlepiej ile takich prezentow jej dziecko dostalo smile))
          Milego weekendu wszystkim zycze smile
    • bob_dinozaur Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 21:44
      Ja mysle ze jest cos takiego jak zdrowy rozsadek i osoba nim obdarzona nie
      bedzie sie klocic o koszty prezentow, lodow, biletow do kina, rachunkow za prad,
      zwrotow alimentow za wakacje spedzone z dzieckiem i tym podobne. Takie rzeczy
      swiadcza zle o tym ktory je podnosi.
      Mieszkam bardzo daleko od ex i syna, pracuje, place alimenty, raz na dwa
      miesiace latam na umawiane wczesniej "widzenia". Koszt biletu to dwie raty
      alimentacyjne, i choc rzygac mi sie chce kiedy lece do Polski, bo mimo ze z
      czasem "widzenia" staja sie coraz lepsze, jednak dla mnie jest to zawsze przykre
      przezycie, to nie jecze na to ze faktycznie wraz z rozwodem stracilem dziecko,
      na koszty i na to ze place "duze" alimenty. To jest po prostu cena mojej wlasnej
      glupoty, cena wyboru zlego czlowieka na partnera zyciowego. Moze osoby
      pracowicie wyliczajace rozne koszty utrzymania, egzekucje itp, popatrzyly na to
      rowniez od tej strony.
      • czekolada72 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 30.11.05, 22:11
        bob_dinozaur napisał:

        > Ja mysle ze jest cos takiego jak zdrowy rozsadek i osoba nim obdarzona nie
        > bedzie sie klocic o koszty prezentow, lodow, biletow do kina, rachunkow za
        prad
        > ,
        > zwrotow alimentow za wakacje spedzone z dzieckiem i tym podobne. Takie rzeczy
        > swiadcza zle o tym ktory je podnosi.

        To jest po prostu cena mojej wlasne
        > j
        > glupoty, cena wyboru zlego czlowieka na partnera zyciowego. Moze osoby
        > pracowicie wyliczajace rozne koszty utrzymania, egzekucje itp, popatrzyly na
        to
        > rowniez od tej strony.

        Fajnie, to co piszesz swiadczy na Twoja korzysc, ale jest niestety duzo
        tatusiow, ktorzy przyjechawszy po dziecko autkiem - zycza sobie odliczyc od
        alimentow koszt benzyny, jak rowniez koszty pobytu wekendowego u babci czy tez
        nakarmienie dziecka pierogami rozmrozonymi, a zrobionymi pzez tenze babcie, nie
        mowiac o zawrotnej kwovcie ktora wydal na rozlatujace sie portki w
        ciucholandzie.
        To ze niektore mamy musza wybierac czy oplacic zajecia pozalekcyjne dziecka czy
        kupic sobie byty na zime, bo te ktore kupily sobie 6 lat temu wlasnie sie
        rozlecialy, czesto jest wlasnie cena ich wlasnej glupoty, cena wyboru zlego
        czlowieka na partnera zyciowego.

        Nie mozna wrzucac wszystkich do jednego worka.

        Pozdrawiam i zycze coraz lepszych "widzen" (alez brzmi koszmarnie )
        • natasza39 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 01.12.05, 10:41
          czekolada72 napisała:

          > Nie mozna wrzucac wszystkich do jednego worka.

          No własnie, o to własnie proszę!
    • babe007 A co myślicie o czymś takim? 01.12.05, 10:26
      Ojciec płaci alimenty w wysokości pokrywającej 1/6 faktycznych kosztów
      utrzymania dzieci (nie wykazuje wszystkich dochodów). Na prośbę dołożenia się
      do koniecznych od tego roku dziecku korepetycji odpowieda "jak będę miał to sie
      dołożę" (od września nie miał ani razu), a na gwiazdkę obiecuje dziecku
      wymarzony gadget za ca 300 PLN. Mnie dziecko o tę zabawkę też prosiło
      wielokrotnie - z przykrością musiałam odmówić - mój budżet jest napięty do
      granic (te przysłowione rozpadające się zimowe buty mamy). No i co myślicie o
      takim tatusiu? Dobry tatuś, spełnia marzenia dziecka, czy może wyrachowany s-
      syn, który próbuje pokazać dziecku, że jest lepszy, bo kupuje fajne zabawki
      (tak naprawdę wyciągając kasę z kieszeni mamy - bo gdyby płacił alimenty na
      przyzwoitym poziomie (50%) to i mama zamiast symbolicznego drobiazgu mogłaby
      realizować pragnienia dziecka).
      • zol1 Re: A co myślicie o czymś takim? 02.12.05, 15:59
        A wtedy ty byłabyś dobra. I tyle komentarza
      • maligne Re: A co myślicie o czymś takim? 04.12.05, 13:22
        No cóż babe007 sytuacja bez wyjscia. Ale kazdy kij ma dwakonce, wierz mi.
        ja tez to rozumiem, ostatnio moje dziecko bedac ze mna w sklepie, mowie mu ze
        nie mam peniazkow na nastepny gadzet , a na to moj synek (4 latka),
        nie martw sie mamusiu tatus mi kupi

        ja czyli wstretna eksiara zindoktrynizowalam dziecko!!! tylko ze zupelnie nie
        wiem jak moje dziecko wpadlo na takie stwierdzenie, chyba jest po prostu dobrym
        obserwatorem

        a najsmieszniejsze jest to, ze zszokowal mnie tym swoim samodzielnym mysleniem
        i pewnie nie ostatni raz.

    • tataadriana Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 02.12.05, 22:13
      w koncu i ja się dołączę ze swoim zdaniem do tego bądź co bądź ciekawego wątku.
      jakkolwiek by to miało wyglądać, nie uważam żeby wydatki ponoszone okazjonalnie
      i w sposób nieregularny, niemożliwy do przewidzenia właściwie (bo jednego roku
      może być dziecko zaproszone tu, innego gdzie indziej, a już nie tam gdzie
      poprzednio, albo w jednym roku 3 razy, w innym 8), miały stanowić jakiś element
      kosztów utrzymania dziecka. zrezztą wydaje mi się że prawo jasno definiuje
      uzasadnione potrzeby dziecka jako jedynie możliwe do pokrycia przez rodzica
      alimentującego smile))
      u mnie wygląda to tak, że adrian dostaje wszystkie wymienione w tym wątku tzw
      extrasy z kasy nieprzeznaczanej na alimenty. i nie widzę w tym problemu.
      zarówno jak to ma być jakiś drobny prezencik dla dziadka, mamy, czy kolezanki.
      nie wspominając o lodach, pobycie w aquaparku, zabawkach. no kino odpada, bo
      lepiej wychodzę na filmach piratach.
      konsekwentnie broniąc powyższego - jeśli osoba alimentująca nie dokłada do
      takich przyjemności dziecka nie powinno, a nawet nie może być to uwzględniane w
      tabelkach utrzymania dziecka. dziwię się zresztą i sędziom i w przeważającej
      większości ojcom, którzy zgadzają się na uwzględnienie takich wydatków. cóż
      samodzielnym radzę zacisnąc zęby i samodzielnie łożyć na takie wydatki. w koncu
      chcą uchodzić za samodzielne smile))))))))))))))))
      • amfenix Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 06.12.05, 21:23
        no kino odpada, bo
        > lepiej wychodzę na filmach piratach.

        Rozumiem że jak Adrian podrośnie i cała klasa pojedzie do kina, ty zostawisz go
        w domu i włączysz mu ten sam film ale na nielegalnej płycie?
        To dzieciak będzię miał radochę.

        > konsekwentnie broniąc powyższego - jeśli osoba alimentująca nie dokłada do
        > takich przyjemności dziecka nie powinno, a nawet nie może być to uwzględniane
        w
        >
        > tabelkach utrzymania dziecka.

        A co za tym idzie dziecko pójdzie do kolegi bez prezentu albo wcale nie pójdzie
        bo jaśnie pan alimenciarz nie ma życzenia fundować mu takich ekstrasów?


        > samodzielnym radzę zacisnąc zęby i samodzielnie łożyć na takie wydatki. w
        koncu
        >
        > chcą uchodzić za samodzielne smile))))))))))))))))
        Ale się obśmiałam.
        Żałosne.
        • tataadriana Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 06.12.05, 21:43
          jakbyś nie doczytała: piszę o teraz. teraz nie musi iśc do kina, bo trudno mu
          wysiedzieć przed dłuższą bajką/filmem. tak samo jak nie potrzebuje komórki. z
          oczywistych względów. zresztą co będzie później to... okaże się póxniej. ale
          bezkontaktowego ojca nie powinno być... bo mamusia tak mnoży, że żaden normalny
          M nie wytrzyma z nią na dłuższą metę smile)))))))))))))))
          poza tym jak się umie ruszać głową, to nie trzeba kupować prezentu od 50 zł
          wzwyż. ale niektórzy potrafią ruszać główką tylko w celu dokładania do (nie)
          uzasadnionych kosztów utrzymania dziecka.
          też się uśmiałem smile))
          • amfenix Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 06.12.05, 22:10
            POtrafie czytać ze zrozumieniem.
            I zawsze patrzę na to co będzie w przyszłości, żeby nie być zaskoczonym, i żeby
            nie wygłaszać małouniwersalnych mądrości, które za rok, czy dwa nie będą się
            miały nijak do rzeczywistości.
            Z bólem stwierdzam, że kilkunastolatki oceniają wartość swoich kolegów właśnie
            po tym jak są ubrane, jakie zabawki przynoszą, jakimi samochodami jeżdżą
            rodzice. Mój syn na szczęście nie. Ale jest jednym z niewielu.Zobaczysz za
            kilka lat.
          • czekolada72 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 06.12.05, 23:15
            tataadriana napisał:

            > jakbyś nie doczytała: piszę o teraz. teraz nie musi iśc do kina, bo trudno mu
            > wysiedzieć przed dłuższą bajką/filmem.

            Sluchaj, to chyba powinienes porozmawiac z wladzami szkoly, co za bezmyslnosc
            zabierac dzieci na filmy, na ktorych nie sa w stanie wysiedziec! Bo chyba to
            cala klasa jest na tym samym poziomie, nie tylko Twoje dziecko.
            • tataadriana Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 07.12.05, 18:34
              gratuluję IQ smile)))
              • pwrzes Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 07.12.05, 22:04
                Lepsze takie iq, niż niby główny księgowy, który nie wie, że wydatek poniesiony
                nie przestaje być kosztem - choćby płacący 150 zl (+8 zl za rok na książkę do
                religii) alimentów ta krzyczał i tupał nóżkami w nieskończoność.

                M
                • tataadriana Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 07.12.05, 22:15
                  to jesteś daleko do tyłu z newsami jak i z IQ. kimkolwiek jesteś.
    • mala_krysia kobietki, szczerze wam wspolczuje 02.12.05, 23:11
      az przykro czytac o waszych egzystencjalnych problemach... mam nadzieje, ze
      poradzicie sobie jakos, pomimo kiepskich alimentow i nadciagajacej zimy...
      pozdrawiam serdecznie!
      • mamaadama4 Re: kobietki, szczerze wam wspolczuje 04.12.05, 13:29
        W czasach kiedy to eksia dostawała alimenty prezenty dla kolegów i tak kupował
        tata, bo dziwnym trafem mamusia nigdy kasy nie miała, albo impreza wypadała jak
        dzieci były u nas (o co było nietrudno bo z reguły były u nas). Teraz eksia
        płaci alimenty, ale prezenty i tak idą z naszej kieszeni.
    • pusi06 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 06.12.05, 19:52
      ...ja tylko powiem, że fajnie by było powiedzieć tatusiowi, ze dziękuję, że
      przesłał alimęty, a nie myśleć, czy da cokolwiek.
      Moj twierdzi, że on nie musi dawać nic.
      Bo jak inaczej to ująć co robi.
      Jednak dziecko to koszta, może i powinno sie uświadamiać tatusiów, ze nie tylko
      jedzenie kosztuje, ale inne rzeczy także i są potrzebne do normalnego życia.
      W końcu życie toważyskie też rozwija.
    • chalsia Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 07.12.05, 23:12
      Ad rem.
      Nie zastanawiałam się nad tym, bo po prostu mnie stać. Uważam, że prezenty od
      dziecka dla kolegów powinny być wliczone w koszty utrzymania dziecka. Moje
      prezenty dla dziecka oczywiście nie, bez względu czy ojciec daje dziecku
      prezenty czy nie. Mam na myśli prezenty "okazjonalne" typu imieniny, urodziny,
      gwiazdka. Natomiast w koszty utrzymania dziecka powinno wliczyć się wydatki na
      rzeczy typu zabawki rozwojowe/edukacyjne, książeczki, itp. Tak samo jak koszty
      wyjśc z dzieckiem do teatru, kina, zoo i innych takich miejsc, w których bym
      nie była, gdyby nie dziecko.
      Chalsia
      • czekolada72 Re: Prezenty dla dzieci - koszt, czy nie koszt? 08.12.05, 00:16
        Hmmm, znaczy u mnie jest tak - powiedzmy wyjscie na karuzele, cyrku, teatru -
        wiadomo - koszt dziecka tak, wliczony do kosztow dziecka, ale nie moj, bo to by
        wygladalo, ze ex ma placic za MOJE wykscie polowe ceny, bez przesady,
        wystarczyloby gdyby placil polowe za Mala!
Pełna wersja