Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEPTĘ:)

30.12.05, 14:10
Mój były mąż w święta zadzwonił po ponad dwóch latach od rozstania. Dziecko
widział może 3 może 4 razy. Nie płaci nie interesuje się. Nic, null, zero.
No i oznajmił mi, że własnie dorósł do tego, żeby być ojcem. Ja cała happy...
Mała wreszcie odzyska ojca. Nic bardziej mylnego...
On po prostu zrobił kolejne dziecko i zadzwonił mi o tym powiedzieć!!!
W czasie rozwodu dowiedziałam się że ma 7mio letniego syna (porzucony bo
'jakiś taki nie teges'), moje dziecko porzucone bo 'matka jakaś taka nie teges'.
No a to trzecie może będzie 'teges' no i tata się wreszcie będzie miał szansę
wykazać...

No i w ramach, że wreszcie chciałby żeby wszystko było w porządku to
zaproponował,że przyprowadzi nową mamę i nowe dziecko i pozna ich z moją
córcią. No żesz do jasnej cholery...
    • iziula1 Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 30.12.05, 14:25
      I co zgodziłas sie na odwiedziny "dojrzałego do rodzicielstwa taty"?
      Głupie pytanie, pogoniłas Go z pewnościa.
      Oby takich niespodzianek w nowym roku los Ci nie szykował więcej.
      Pozdrawiam cieplutko
      Ja też miałam przebłysk ze strony biologicznego ojca mego syna. Tatus
      zreflektował sie,lub rodzina mu uswiadomiła że straci przyszłe alimenty ze
      strony dziecka jeśli dojdzie do przysposobienia.
      Biedaczysko.Spóżnił się o 9 lat.
      • maminka_wiktorynki Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 30.12.05, 14:34
        Nie chcę żeby mi rozczarował Małą. Niech sobie nie wyobraża, że ja mam u siebie
        dom schadzek wszystkich jego zapłodnionych panienek. Sam nie umiał dotrzeć a
        teraz będzie się popisywał jaki to on dobry tata...
        • iziula1 Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 30.12.05, 14:38
          Masz racje, tylko że nigdy nie bedziesz miała pewności czy jego zapewnienia o
          regularnym odwiedzaniu córki są wiarygodne. A Małej szkoda.
          I tu juz nic nie jesteśmy w stanie zrobic.
          • maminka_wiktorynki Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 30.12.05, 14:45
            Najgorzej mnie wkurza to że ja całymi dniami opiekuję się dzieckiem, dbam,
            czytam, wychowuję uczę itd. a taki tatuś zjawia się po dwóch latach jak grom z
            jasnego nieba, chwilowo przypomina sobie o dziecku i oczywiście to ta zła matka
            będzie utrudniać kontakty... Czemu to jest tak powszechne? Jak to możliwe, że są
            ludzie, którym brak własnego dziecka przy boku nie spędza snu z powiek? No i
            prędzej mi kaktus wyrośnie niż pozwolę na takie "widywanki".
    • aksaa Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 30.12.05, 18:29
      A z tą kastracją to całkiem niezły pomysłsmile, szkoda, ze nie ma szans na
      legalizację...
      Pozdrawiam i nie daj sięsmile
      • edzieckokarenina Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 31.12.05, 09:53
        No i oznajmił mi, że własnie dorósł do tego, żeby być ojcem. Ja cała happy...
        Mała wreszcie odzyska ojca. Nic bardziej mylnego...
        On po prostu zrobił kolejne dziecko i zadzwonił mi o tym powiedzieć!!!
        **
        wiesz co? to zabrzmiało jak wycinek z dobrej komediiwink
        ale życie jak widać pisze lepsze scenariusze.
        No cóż idiota do potęgi n tej.Po raz trzeci został ojcem i myśli że cąły świat
        powinien się o tym dowiedzieć i radować wraz z nimwink że Ty będziesz skakać z
        radści,pogratulujesz mu i zaprosisz na wspólną kawę i ciasteczka do swojego
        domu-hie hie hie.
        Trzymaj się i życzę Ci wszystkiego dobrego w nowym roku-i oby ten tatuś na
        prawdę doróśł do ojcostwa
        • krytykantka1 Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 31.12.05, 13:50
          niejednej przydaloby się zawiązać jajniki na amen
          • pelagaa Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 31.12.05, 17:49
            Coz za mundre wnioski, biorac pod uwage, ze to ojciec zaniedbywal dziecko, a i
            teraz nie proponuje mu stabilizacji.
            Kolejny medal na zakonczenie roku za logike anty_samodzielno_mamowa dla naszej
            ynteligentnej inaczej krytykantki!!!
            Gartulacje supertrollizmu i nieudanej jadowitosci!
            tongue_out
            • krytykantka1 Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 31.12.05, 18:37
              a co?może nie?
              tysiące gzdzi się z kim popadnie i potem POMOCY!!!zasilku!jestem biedna!
              • maminka_wiktorynki Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 01.01.06, 22:09
                o nie nie nie... nic nie wspominałam o żadnym zasiłku., czy pomocy. Wręcz
                napisałam, że sama pracuję całymi dniami, żeby dziecko miało to czego Jej
                potrzeba. Także polecam naukę czytania ze zrozumieniem...
          • anna.lucyna Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 02.01.06, 09:03
            krytykantka1 napisała:

            > niejednej przydaloby się zawiązać jajniki na amen


            A niektórym przydałoby się odwiązać naczynia doprowadzające krew do mózgu.
            Pod warunkiem,że miały by jeszcze co dotlenić.....
        • maminka_wiktorynki Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 01.01.06, 23:48
          albo jeszcze jakiś ładny suvenirek dla nowego' maleństwa nabędę drobą zakupu i
          przekażę na ręcę dumnego tatywink
    • floric Ojcostwo to nie wyrok dożywocia 01.01.06, 17:27
      Każdy ma prawo szukać swojego szczęścia rodzinnego, jeśli nie udalo się raz czy
      drugi można spróbować kolejny, może trzecia rodzina wreszcie będzie udana.
      • maminka_wiktorynki Nie wyrok? 01.01.06, 22:14
        Jak to nie wyrok? A co? Świadoma decyzja, którą się podejmuje wiedząc, że jest
        na całe życie. Bo osoby dorosłe powinny zdawać sobie sprawę, że dziecko to nie
        misio, który jak się popsuje to siup do kosza. Nie mówię, że powinien resztę
        życia w celibacie spędzić i to najlepiej na końcu świata. Mówię, tylko, że
        jestem zła iż moje dziecko potraktował jako pomyłkę życiową i naprawia ją robiąc
        kolejne dziecko.
        • mag.a Re: Nie wyrok? 02.01.06, 09:52
          ok, ja rozumiem Cie w zupełności ale abstrachujac od tematu zastanawiałam sie
          co z tymi ktorzy na dziecko dobrowolnie sie nie decydowali?
          ja znam 2 takie przypadki:
          1- facet chcial miec dziecko, dziewczyna nie, wiec podmienil jej tabletki- jest
          lekarzem- ona nie zauwazyla- (do tej pory zastanawiam sie jak mozna nie
          zauwazyc)
          2-standardowa- dziewczyna chciala, facet twierdzil ze nie jest gotowy, ona
          odstawila srodki zabezpieczajace i stalo sie tak jak chciala...
          i co wtedy? tak po prostu sie zastanawiam, ja nie mam jednoznacznej opinii w
          przypadku takich sytuacji...
          • maminka_wiktorynki Re: Nie wyrok? 02.01.06, 10:03
            idealizując i abstrahując i zakładając jednoznaczne rozwiązania to moim zdaniem
            idąc z kimś do łóżka należy pamiętać, że tak właśnie robi się dzieci. Żadne
            zabezpieczenie nie daje 100%, w związku z czym decyzje o współżyciu z kimś
            powinno się raczej przemyśleć i wziąć pod uwagę i TĘ opcję. Życie bywa
            przewrotne i różne pisze scenariusze dlatego upgólnienia jakoś są mało
            przydatnesmile
            • mag.a Re: Nie wyrok? 02.01.06, 12:04
              Żadne
              > zabezpieczenie nie daje 100%, w związku z czym decyzje o współżyciu z kimś
              > powinno się raczej przemyśleć i wziąć pod uwagę i TĘ opcję. Życie bywa
              > przewrotne i różne pisze scenariusze dlatego upgólnienia jakoś są mało
              > przydatnesmile


              oczywiscie masz racje, ale mnie chodzilo o celowe dzialanie wbrew drugiej
              osobie...
              co wtedy? oczywiscie zawsze mozna tlumaczyc to tym ze srodki nie sa pewne w
              100% i stalo sie, ale mimo wszystko dziwne to...
              • maminka_wiktorynki Re: Nie wyrok? 02.01.06, 12:26
                a skąd wiemy, że działanie było celowe? Z ust "pokrzywdzonego"? Wiele razy
                słyszałam jak to panowie są wkopywani w dzieci. pewnie niejeden został
                faktycznie podstępem osadzony w roli ojca, ale i dla kobiet ciąże bywają
                zaskoczeniem. I co wtedy? Z racji typowej wpadki bądź tej mniej typowej kto się
                zrzeka dobrowolnie obowiązków? Ciągniemy zapałki kto jest rodzicem a
                kto 'ofiarą'?
                • mag.a Re: Nie wyrok? 02.01.06, 13:46
                  > a skąd wiemy, że działanie było celowe? Z ust "pokrzywdzonego"?
                  pokrzywdzonej....
                  > słyszałam jak to panowie są wkopywani w dzieci. pewnie niejeden został
                  > faktycznie podstępem osadzony w roli ojca, ale i dla kobiet ciąże bywają
                  > zaskoczeniem. I co wtedy?
                  no niby nic, tylko wydaje mi sie ze w takim przypadku trudno sie dziwic brakowi
                  hurraoptymizmu i wielkiej szczesliwosci z jej strony...

                  Z racji typowej wpadki bądź tej mniej typowej kto się
                  > zrzeka dobrowolnie obowiązków? Ciągniemy zapałki kto jest rodzicem a
                  > kto 'ofiarą'?
                  mnie nie chodzi o to kto jest a kto nie rodzicem, rodzicami sa oboje i to nie
                  podlega dyskusji... natomiast owa kobitka o ktorej wspomnialam, niejako
                  wrobiona, miala wlasnie podobny problem z sylwestrem, ojciec dziecka nie chcial
                  wziac go na ten wieczor, ona tez nie, bo jak twierdzi o malego sama sie nie
                  prosilasad i efekt taki ze najbardziej pokrzywdzony jest maluszek, ciagle
                  podrzucany dziadkom...sad
                  i moje pytanie jest takie: czy jesli jedna ze stron po prostu nie chce to czy
                  nie lepiej uszanowac ta decyzje, bo prawda jest taka ze w tej sytuacji
                  najbardziej cierpi maluszek, podrzucany jak kukulcze jajo...sad(
                  • maminka_wiktorynki Re: Nie wyrok? 02.01.06, 14:58
                    No ale w sytuacji gdy ten młody człowiek już jest na świecie, jakby poczęty nie
                    został, to kto i jaką decyzję ma uszanować? Matka, że ojciec się znudził?
                    Ojciec, że matka nie dorosła? Czy dziecko, że rodzice go nie chcą? Kto ma
                    szanować i co? Ja mam szanować decyzję, że dobrowolnie nie przychodzi do
                    dziecka, nie zna Jej, nie płaci i nagle stwierdza, że jednak chce być ojcem i
                    płodzi kolejne dziecko? Która decyzja tu jest do uszanowania? a kto się mnie
                    pytał o moje decyzje? ja podjęłam decyzję,że zamiast wychowywać dziecko z nim
                    pod jednym dachem to wolę żeby jednak nie mieszkał z nami, tylko przychodził i
                    łożył tak jak powinien na dziecko, no i kto to szanuje? nikt bo nawet komornik
                    ma to w głębokim poważaniu. A Twoja znajoma? Co ma szanować i za co? Jego że ją
                    wkopał w dziecko? czy jego za to że Sylwka gdzieś zaplanował? Czy on ją za to
                    że nie chciała dziecka a z nim sama została? A może dziecko ma uszanować
                    decyzję że było niechciane?
                    • mag.a Re: Nie wyrok? 02.01.06, 15:48
                      Ja mam szanować decyzję, że dobrowolnie nie przychodzi do
                      > dziecka, nie zna Jej, nie płaci i nagle stwierdza, że jednak chce być ojcem i
                      > płodzi kolejne dziecko? Która decyzja tu jest do uszanowania? a kto się mnie
                      > pytał o moje decyzje? ja podjęłam decyzję,że zamiast wychowywać dziecko z nim
                      > pod jednym dachem to wolę żeby jednak nie mieszkał z nami, tylko przychodził i
                      >
                      > łożył tak jak powinien na dziecko, no i kto to szanuje? nikt bo nawet
                      komornik
                      > ma to w głębokim poważaniu.

                      no wlasnie problem w tym ze ja ani razu nie wspomnialam ze masz kogokolwiek za
                      cokolwiek szanowac, zastanawialam sie nad parahipotetyczna sytuacja ktora
                      kompletnie ma sie nijak do Twojej...zreszta zaznaczylam to na samym poczatku..

                      A Twoja znajoma? Co ma szanować i za co? Jego że ją
                      >
                      > wkopał w dziecko? czy jego za to że Sylwka gdzieś zaplanował? Czy on ją za to
                      > że nie chciała dziecka a z nim sama została? A może dziecko ma uszanować
                      > decyzję że było niechciane?

                      nie , chodzi mi o tylko o to ze ludzie powinni wzajemnie szanowac swoje
                      pragnienia, bo jesli tego nie robia zwykle dochodzi do tragedii w ktorych
                      najbardziej poszkodowani sa najbardziej niewinni czyli dzieci...

                      tyle..nie chodzi tu o stawanie po czyjejkolwiek stronie...
    • triss_merigold6 Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 01.01.06, 19:26
      Myślę, że panu należałoby założyć foliową torebkę na głowę i potrzymać. Długo.

      Znam takiego gnoja ma 4 dzieci z dwiema eks żonami i eks konkubiną, na żadne
      nie płaci więc ląduje w więzieniu od czasu do czasu. Ponieważ jest alkoholikiem
      z reguły bezrobotnym więc jest szansa, że dzieci w przyszłości będą zmuszone
      alimentować jego.
      • mrs_ka Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 01.01.06, 22:37
        A mnie trzęsie, kiedy słyszę o prawie do kolejnej próby pt. szczęście rodzinne.
        Eksperymentowac to sobie można, kiedy jesteśmy bezdzietni, wolni i nikogo przy
        tym nie skrzywdzimy, albo skrzywdzimy "za porozumieniem stron" uprawiając np.
        wolny seksualnie związek.
        Ale jeśli mowa o ojcu trojga dzieci, który jeszcze nie odkrył recepty na
        dojrzałość, to pusty smiech mnie ogarnia. Prawo? A może pogadamy o obowiązkach?
        Do tej samej kategorii należą oferty na portalach towarzyskich w stylu "mam 40
        lat, jestem żonaty, mam dwoje dzieci i szukam prawdziwej miłości". Albo ludzie,
        którym się wydaje, że mając założone rodziny, nadal posiadają życiowe carte
        blanche i mogą sobie próbować w nieskończoność.
        Rodzicielstwo jest własnie dożywociem. Rodzina jest już założona- można ją
        rozbić, ale dzieci się nie wykasuje.
        Skrótowo mówiąc: dobija mnie egoizm zasadzający się na zdaniu "mam prawo". Ok,
        za każde prawo płaci się jednak konkretnym obowiązkiem. Jesli ktoś jest w stanie
        opłacać każde swoje prawo to Bóg z nim, nie czepiam się.
        Ale eks mąz autorki zatrzymał się wyłącznie na prawie, zaś zapomniał o
        obowiązkach. I pisanie o nim, że "ma prawo szukać szczęścia" jest hmm... no
        niezrozumieniem tematu, najgrzeczniej mówiąc.
        Jak to ludzie powiadają:
        "jeden raz- przypadek
        drugi raz- zbieg okolicznosci
        trzeci raz- reguła"

        a.
        • maminka_wiktorynki Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 01.01.06, 22:42
          Dziękuję za tak ładne ujęcie moich myślismile
          • dzindzinka Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 02.01.06, 08:42
            Popieram: kastracja (szkoda, że nie jest zgodna z prawem).

            Przypomniała mi się okładka jakiegoś plotkarskiego pisma widziana w markecie
            parę lat temu: "Kalibabka kocha swoje 68 (coś koło tego) dziecko". Oczywiście na
            wszystkie jego dzieci głównie łożymy my wszyscy, a on jest bohaterem
            udzielającym wywiadów i bohaterem serialu.
        • lesna.a Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 03.01.06, 00:19
          mrs_ka, zawsze chetnie czytam to, co piszesz.
          lesna
      • kotka.na.dachu Re: Dorosłem żeby być ojcem... KASTRACJA NA RECEP 02.01.06, 12:42
        triss_merigold6 napisała:

        > Myślę, że panu należałoby założyć foliową torebkę na głowę i potrzymać. Długo.

        Jednak lepiej być humanotarnym i dokonać wasektomii. Zresztą spora część
        facetów na to zasługuje. Mniej by to ich kosztowało niż opłacanie na kolejne
        dziecko kolejnej wrednej ex.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja