Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja.....

19.01.06, 10:39
Mam 32 lata i 5 letnia córkę.
Swojego jesczez męża poznałam po rozstaniu z moja pierwsza miłością...
Wzielismy slub... Juz krótko po ślubie zaczeło sie miedzy nami psuć... Potem
pojawiło sie dziecko. wstyd przyznac ale informacja o ciązy wcale mnie ni
ucieszyła....Ciaża była przez cały czas zagrożona a poród trudny. Pojawiła
sie Mała. Jest moim małym Sakrbem. Kocham Ją nad zycie.
Dziecko na chwile poprawiło nasze stosunki ale nie na długo.
Mąż denerwował mnie kazdym swoim gestem. To nie była jego wina. ja go
poprostu nie kochałam.... Nie mogłam narzekac bo on był zarówno dobrym męzem
jak i ojcem...ale ja coraz czesciej myslałam ze dłuzej juz tak nie moge...
Po 2 latach wrócilam do pracy..
Poznałam tam .... nazwijmy go Panem X
Rzucilam męża. wyprowadził sie dwa lata temu z domu. Zostałam z dzieckiem i
psem... "Jeszcze maż" spotyka sie z dzieckiem jak ma czas ale mniej wiecej
raz w tyg... Czasem dzwoni. Daje pieniadze Złozyłam pozew o rozwód za
miesiac rozprawa...Wszystko polubownie, w uzgodnieniu z "jeszcze mężem"..Od
roku mieszkam z Panem X.On jest po rozwodzie...Po 12 latach małżeństwa. ma
dziecko.... Niby mnie kocha ale.... no własnie...ma tendencje do kłamania.
Nie umiem uwierzyc mu na 100 % Chce miec ze mną dziecko Tak mówi...
A ja no cóż....
wokól mnie wszyscy zyją sobie normalnie...
Nie ma w moim otoczeniu nikogo kto by mial choc odrobiene podobna syt , z kim
mogłabym pogadac o tego typu problemach...
Coraz czesciej tez zastanawiam sie czy dobrze zrobiłam....
Moze powinnam poświecic swoje jakies tam uczucia..i dla dobra dziecka wciąż
byc z męzem... A może ja jestem nienormalna!!??????

    • kini_m Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 19.01.06, 10:45
      > Nie ma w moim otoczeniu nikogo kto by mial choc odrobiene podobna syt , z kim
      > mogłabym pogadac o tego typu problemach...
      Dlatego właśnie jesteśmy tutaj.
      > Coraz czesciej tez zastanawiam sie czy dobrze zrobiłam....
      > Moze powinnam poświecic swoje jakies tam uczucia..i dla dobra dziecka wciąż
      > byc z męzem... A może ja jestem nienormalna!!??????
      Wszyscy jesteśmy po trochu nienormalni. To nie wstyd. To czyni własnie naszą
      tożsamość.
      Spróbuje jeszcze później cos odpisać.
      Na razie trzymaj się ciepło.
      Pozdrawiam
    • scania81 masz prawo do szczęścia jak każdy 19.01.06, 11:07
      ale jednak nie czujesz że pan x to jest własnie ten.
      moze na razie lepiej zmienic rozwód na separacje? moze jednak wrócicie do
      siebie, wykrzesacie troszkę ogie i w końcu podpalicie ten stos drewna który
      czeka tak długo by was ogrzać swym ciepłem dojrzałej miłości?
      bo zaden romams czy flirt nie da tego co przynudnawa, codzienna miłość...
      • rafaela6 Re: masz prawo do szczęścia jak każdy 19.01.06, 11:31
        No właśnie....
        Nie jestem pewna na 100 procent swoich uczuć. a nie chce popełnic blędu. Boje
        sie tego.
        Chciałabym miec drugie dziecko i choc Pan X twierdzi ze bardzo chce miec je ze
        mna ja nie potrafie sie zdecydować i nie wiem jak bedzie z tym w przyszłości...

        Jednak jak pomysle o jeszcze mężu to wiem ze go nie kocham....Nie umiałaby sie
        do niego przytulic , pocałować.... Czy dla dobra dziecka mamay zyc obok
        siebie???? Abstrahujac od tego ze wcale nie wiem czy on wogóle by chaiał znowu
        do nas wrócic po tym jak to w sumie ja go zostawilam....


        Czuje ze znowu jestem na zakręcie....
        Zupełnie nie wiem co robić
        Czas płynie...Lata mijaja...Marzy mi sie normalna rodzina...Nie wiem czy z
        Panem X uda nam sie ja stowrzyć....
        Mimo ze jestesmy razem to czuje sie jak samotna matka...Pan X mi pomaga ale
        jeśli chodz o Mala to wszystko co jej dotyczy spoczywa na mnie..To nie jest
        jego dziecko. nigdy nie bedzie go wiec tak traktował....
        A ona Ona jest silnie zwiazana z Ojcem Pax X - wujek jest fajny ale tata to
        tata. wspomina czasy kedy mieszkalismy razem i jak było fajnie....W takich
        momentach mam ochote sie "zabic"!

        mam wrażenia ze skrzywdziłam Moej własne dziecko.
        • scania81 Re: masz prawo do szczęścia jak każdy 19.01.06, 12:00
          jeszcze jej nie skrzywdziłaś, nie odebrałas jej ojcu, nie buntujesz przeciwko
          niemu, nie utrudniasz mu kontaktów, no ale z tego co piszesz to jest to NORMALNY
          tak rzadko ostatnio spotykany, gatunek faceta...
          a co do ciebie to moim zdaniem powinnaś sie wstrzymać z rodzeniem dzieci panu x,
          bo albo kocha wszystkie albo bedzie poniżał twoją pierwszą córę, a wtedy dopiero
          jej zniszczysz życie, no chyba ze jestes w stanie oddać ja ojcu i zacząć od nowa
          z pustym kontem z panem x, w co wątpię, to tylko faceci tak potrafią, statnio
          mam takie wrazenia... no ale to moje skromne zdanie, myslę że powinnaś przede
          wszystkim pogadac z zainteresowanym w tej sytuacji, czyli ojcem małej, ustalis
          wszystko, zeby czuła sie kochana i akceptowana, a nie przerzucana przez płot;/
          a z panem x... no zóż, dlaczego miałabyś kończyć? przecież potrzebny jest ktoś
          do wynoszenia smieci, drobnych i niedrobnych napraw i do łóżkasmile a jak sie nie
          sprawdza w tych kategoriach, to rozejrzyj sie wokół siebiesmile
          życze powodzenia, trzymam kciuki i zapraszam na gg 7272355.
          • rafaela6 Re: masz prawo do szczęścia jak każdy 19.01.06, 12:48
            GG narazie nie uzywam ale dzięki...
            Moj jeszcze mąż..No cóż. To fakt. jest chyba w miare normaly.
            Czasem ma jakies wyskoki ale generalnie problemów z nim nie mam.
            Pozew o rozwód pisalismy niemal razem, konsultujac alimenty i inne pierdoły.
            Zastanawiam sie czy dadza nam rozwód.Nawet nie wiem co mam im tam mówic i czy
            jak powiem tylko ze go nie kocham to to wystarczy......
            dziecka mu nie oddam.Nigdy bym tego nie zrobiła. mam czasem do niego pretensje
            bo mogłby czesciej spedzac z nia czas.....i to nie tylko na zakupach i
            prezentach ale tez naprzykład na wizycie u dentysty czy tez zajeciach
            dodatkowych... Te wszystkie rzeczy spadaja na mnie. On jakby tylko był od tych
            przyjemnych To mnie drażni ale jakos z tym zyje...
            On taki juz jest.. Nic za bardzo od zycia nie chce i nigdy nie chciał. Nie
            wyszedł nigdy z zadna inicjatywa. Myslałam ze moze teraz jak jest sam to go do
            czegos zmobilizowało ale nie skadże.A jak tłumaczy na angielski czy tam basen
            to moge ja z nia pojechac.....

            Tylko ze ja mam czasem tez dość i czasem bym chciała zeby Mała pojechała z nim
            ale on ma od razu tysiac problemów....
            tak czy inaczej nie jest żle..

            Nie wiem jednak co dalej z moim " wspaniałym" zyciem......
            Czy nie mogłoby byc normalnie???????
            Co ze mna jest nie tak?????

            • scania81 Re: masz prawo do szczęścia jak każdy 19.01.06, 13:02
              > tak czy inaczej nie jest żle..
              >
              > Nie wiem jednak co dalej z moim " wspaniałym" zyciem......
              > Czy nie mogłoby byc normalnie???????
              > Co ze mna jest nie tak?????
              >
              a kto ci powiedział, że twoje zycie musi byc wspaniałe i normalne (choć
              logicznie myśląc jedno wyklucz drugie...)???????????
              i kto ci powiedział że to z toba jest cos nie tak?

              jestes normalna, chcesz byc kochana, mieć kochajaca sie rodzinę, a że nie
              wyszło? duzo mi sie wydaje w tym winy ma mąż, który chce przejsc przez życie nie
              męcząc się za bardzo. a gdyby jeszcze spróbować coś z nimzrobic? zapytac w
              poradni np małzeńskiej, jak go zmotywować do zmiany podejscia do dzieck I TP?

              JA NIE WIEM. JA JESTEM TYLKO BLONDYNKA...
              • rafaela6 Re: masz prawo do szczęścia jak każdy 19.01.06, 13:31
                No coż.Ja tez jestem Blondynka..hahahaha

                Zmotywować to mi sie go nie udało przez 5 lat małżeństwa....
                Poza tym nie wiem czy to wogóle umiem a teraz to juz chyba nie chce....
                jemu tez chyba powinno zależec na tym zeby naprzykład dziecko sie jakos
                rozwijało... Czy tylko ja mam o tym myśleć...

                A tak poza tym to oprócz tego ze przez dosc długi czas nie chcial sie
                wyprowadzic to poza tym wcale o nas nie walczył, Nawet wtedy nie potrafił sie
                zmobilizować! Wiec....

                Teraz prowadzi swawolne zycie kawalera po prtzejsciach. jest mu chyba dobrze.
                Niedziela i Sobota to czas na kart i kolegów i niestety czasu dla dziecka brak

                Wiesz co tak naprawde to nie mam go ochoty do niczego motywować...

                • mamajulitki Re: masz prawo do szczęścia jak każdy 19.01.06, 14:19
                  moj to taki sam beznadziejny przypadek, raz przed slubem rozstalismy sie to
                  przyjechal nawrocony i tydzien byl facetem z jajami, czyli potrafil, dobry
                  pomysl z poradnia, moze warto, obiektywna osoba moze mu pomoze, ja tez
                  sprobuje, a co do dziecka to sie dziwie, ale faceci sa inni niz my
                  • rafaela6 Re: masz prawo do szczęścia jak każdy 19.01.06, 15:57
                    Mój sie nie nawracał... On mówil ze taki jest i taki jest. Jest mu dobrze tak
                    jak jest i nie zamierza tego zmieniac. od dwóch lat mieszka z matką a spi nie
                    iwme gdzi... zarabia dużo i spokojnie móglby sobie kupic lub cos wynajac ale po
                    co... Skoro tak jest wygodniej
                    mama da jesć czynszu płacic nie trzeba a kasa zostanie na browarek i zakłady
                    bukmacherskie....
                    daruje sobie jednak ta poradnie...
                    Tylko szkoda mi dziecka... Choc wyglada i zachowuje sie jak szczesliwe dziecko-
                    staram sie by taka byla - to jednak napewno odczuwa brak ojca , którego wyrodna
                    matka wurzucila z mieszkania....
                    Tak poważnie to moi jeszcze tesciowe zycie tak obok siebie od juz chyba 40 lat
                    i co ...??? I nic... Co to za zycie Ciagłe kłotnie. Co prawda dzieci mialy
                    oboje rodziców... Ale czy im to wyszlo na dobre... Mam czasem watpliwości gdy
                    patrze na zachowanie mojego jeszcze męża i jgeo braciszka...
                    pozdrawiam
                    • mamajulitki Re: masz prawo do szczęścia jak każdy 20.01.06, 11:46
                      kurcze, chyba mowisz o moim mezu? z malymi wyjatkami, nie jestes wyrodna jesli
                      ja i pewnie setki innych kobiet byly zmuszone tak postapic z tymi wyrodnymi
                      ojcami wlasnie dla dobra dziecka i atmosfery w domu
    • kammik Z drugiej strony 19.01.06, 14:28
      Mam 32 lata i 5 letnia córkę.
      Swoją jesczez żonę poznałem po rozstaniu z moja pierwsza miłością...
      Wzielismy slub... Juz krótko po ślubie zaczeło sie miedzy nami psuć... Potem
      pojawiło sie dziecko. wstyd przyznac ale informacja o ciązy wcale mnie ni
      ucieszyła....Ciaża była przez cały czas zagrożona a poród trudny. Pojawiła
      sie Mała. Jest moim małym Sakrbem. Kocham Ją nad zycie.
      Dziecko na chwile poprawiło nasze stosunki ale nie na długo.
      Żona denerwowała mnie kazdym swoim gestem. To nie była jej wina. ja jej
      poprostu nie kochałem.... Nie mogłem narzekac bo ona był zarówno dobrą żoną
      jak i matką...ale ja coraz czesciej myslałem ze dłuzej juz tak nie moge...
      Po 2 latach wrócilem do pracy..
      Poznałem tam .... nazwijmy ją Panią X
      Rzucilem żonę, wyprowadziła sie dwa lata temu z domu. Zostałem z dzieckiem i
      psem... "Jeszcze żona" spotyka sie z dzieckiem jak ma czas ale mniej wiecej
      raz w tyg... Czasem dzwoni. Daje pieniadze Złozyłem pozew o rozwód za
      miesiac rozprawa...Wszystko polubownie, w uzgodnieniu z "jeszcze żoną"..Od
      roku mieszkam z Panią X. Ona jest po rozwodzie...Po 12 latach małżeństwa. ma
      dziecko.... Niby mnie kocha ale.... no własnie...ma tendencje do kłamania.
      Nie umiem uwierzyc jej na 100 % Chce miec ze mną dziecko Tak mówi...
      A ja no cóż....
      wokól mnie wszyscy zyją sobie normalnie...
      Nie ma w moim otoczeniu nikogo kto by mial choc odrobiene podobna syt , z kim
      mógłbym pogadac o tego typu problemach...
      Coraz czesciej tez zastanawiam sie czy dobrze zrobiłem....
      Moze powinienem poświecic swoje jakies tam uczucia..i dla dobra dziecka wciąż
      byc z żoną... A może ja jestem nienormalny!!??????

      ----------------
      Dobrze, że nie jestes facetem, bo zostalabys zezarta przez orędowniczki
      trwałości małżenstwa. Jak widac przyzwolenie spoleczne w stosunku do facetow
      zdradzajacych zony jest tu niższe niż dla robiących to samo kobiet.
      • rafaela6 Re: Z drugiej strony 19.01.06, 15:53
        To ciekawe co piszesz...jednak nie bardzo wiem o jakiej zdradzie tu
        mowa.....????? Nikt nikogo nie zdradzał jak bylismy jeszcze razem..No chyab że
        mój "jeszcze mąż" ale nic mi o tym nie wiadomo.....Wiec?????
        • kammik Re: Z drugiej strony 19.01.06, 16:03
          "Po 2 latach wrócilam do pracy..
          Poznałam tam .... nazwijmy go Panem X
          Rzucilam męża. wyprowadził sie dwa lata temu z domu"

          Wrocilas do pracy>poznalas Pana X>rzucilaś męża. Sama połączyłaś te zdarzenia.
          A póki co Twoj mąż wciąż nim jest i Twoj zwiazek z Iksem jest zdradą małżenska.
          No ale ja nienormalna jestem.
    • iziula1 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 19.01.06, 16:10
      O jakiej zdradzie?!
      Jesteś jeszcze męzatka i zyjesz z drugim facetem, panem X .Więc jesteś winna
      rozpadu małżeństwa. A twój facet(jeszcze mąż) to dupa wołowa,że złożył wniosek
      o rozwód bez orzekania o winie. Twojej winie.
      Jesteś mężatką żyjącą na kocią łape z innym facetem, na oczach swego dziecka.
      Czego ja uczysz?Ze to normalne,że tak mozna?
      I jeszcze zastanawiasz się nad kolejnym dzieckiem, z panem X ale nie jesteś
      pewna czy go kochasz. Faktycznie, bardzo odpowiedzialnie i rozsadnie
      podchodzisz do własnego zycia.
      Chcesz normalności? Zwyczajnego, prostego zycia?
      Zmień swoje priorytet.
      Pozdrawiam.
      Iza
    • scania81 PRZEDE WSZYSTKIM TO NIE TO MIEJSCE 19.01.06, 17:35
      czyli nie pisz na forum o takich sprawach, bo zostanies zbluzgana i choć czasem
      taka terapia szokowa pomaga to na pewno nie przez net...

      znajdź kogoś z kim będziesz mogła spokojnie porozmawiać, czy po prostu miło
      spędzić czas. wiem, nie znasz nikogo takiego, w takim razie zostaje ci
      psycholog, znajdź chwilke i idź
    • evik3 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 19.01.06, 18:03
      Pierwsze co pomyślałam po przeczytaniu Twojego listu to, że sama nie wiesz
      czego chcesz.
      Może bądź przez jakiś czas sama. Przemyśl czego pragniesz od życia. Czego
      oczekujesz od facetów. Z tego co piszesz jak dla mnie wynika, że sama własnych
      emocji nie rozumiesz. Miotasz się i rzucasz w ramiona mężczyzn na oślep.

      Rozstałaś się ze swoją wielką miłością i związałaś się z facetem. którego
      prawdopodobnie nigdy nie kochałaś. Po prostu potrzebowałaś kogoś u boku. Stąd
      brak uczuć w związku. Prawde mówiąc skrzywdziłaś swojego "jeszcze męża".
      Potraktowałaś Go jak produkt zastępczy. Zapchajdziure po "wielkiej miłości".

      Teraz pustke w życiu emocjonalnym próbujesz zapełnić Panem X. Jesteś pewna
      swoich uczuć do NIego? Czy może znów na oślep szukasz?

      Chcesz żyć normalnie? Ale życie normalne jest nudne, rutynowe. Ten sam mąż, te
      same codzienne czynności. Przeczysz sama sobie.

      Moim zdaniem powinnaś pomieszkać troche sama. Zrozumieć samą siebie, określić
      czego pragniesz w życiu. I dopiero wtedy się z kimś związać. Inaczej wiecznie
      będziesz czuła niedosyt.

      Życze powodzenia w odnajdywaniu własnej drogi.
      • rafaela6 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 08:46
        To miejsce jest dobre jak każde inne a terapia szokowa czasem rzeczywiście może
        pomóc....
        Nie przesadzajmy jednak z ta zdradą.... A co miałam Zyc sama i w celibacie
        przez te ostatnie dwa lata? Nie o to chyba chodzi! Myslicie że moj jeszcze maż
        to co robił przez te dwa lata. On nie popełnił zdrady? Przeciez pozostaje ze
        mna w świetym zwiazku małzeńskim? To dlaczego sypia co rusz to z inna nowo
        poznana koleżanką... No ale zapaomniałam To ja go wyrzuciałam, wiec to moja
        wina...Tak tak sorry To wszystko ja!!!!

        Co do tego że nie wiem czego sama chce... No cóz! Byc może tak jest..! Ale ja
        tylko chciałabym byc szcześliwa. Tylko tyle i poprostu szukam....Szukam tego
        szczescia.
        Moze nie daje dzicku dobrego przykładu . Fakt Jest mi z tego powodu cholernie
        przykro......Ale jak moje dziecko skończy juz swoje lata...i sie wyprowadzi..To
        wtedy chaiałabym zostać u boku Kogoś z kim spedze dalsza czesc swojego zycia a
        nie z obca osoba która bedzie siedziec zamknieta w drugim pokoju....
        Czy ktos sie ze man zgadza czy te zdalej bede osdadzana od czci i wiary?????
        • iziula1 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 09:18
          To bardzo niedojrzałe tłumaczyc swoje postepowanie biorąc za przykład inną
          osobe.
          Jeśli twój mąz zacznie kraść to ty też bedziesz robić to samo?!
          Jesteś na chwile obecna i w momencie kiedy związałaś się z panem x mężatką.
          Jesteś winna zdrady. I prosze nie tłumacz to poszukiwaniem szczęścia. Bo masz
          do tego prawo. To bardzo egoistyczne. Dlaczego wyszłaś za swego męza? Bo tym
          chciałaś uleczyć samotność?
          Nie jestem od tego aby Cie oceniac, to twoje życie. Ale skrzywdziłaś
          siebie,męża i córke. Własnie dlatego,że masz "prawo do szczęścia".
          A z drugiej strony twój pan x to facet bez jaj lub honoru. Lub jedno i drugie.
          Wejść z butami w cudze życie, żyć z jeszcze mężatką, spać w łóżku w którym
          powinnien spac mąż, jeść z tych samych talerzy z których on korzystał...
          Chciałaś mieć inne życie, trzeba było załatwić to z klasa. Najpierw rozwód a
          potem próbowac szukac swego szczęścia.
          Twoja córka jest wystarczająco duża aby uczyć się od Ciebie. Nie zdziw
          się,jeśli ona podobnie do Ciebie nie bedzie szanowała wartości jakie niesie ze
          sobą małżeństwo.
          Pozdrawiam
          Iza
        • tsunami05 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 09:18
          Rafaela, nie unoś się, bo chyba w radzie, żebyś pobyła sama chodzi o co innego. Kiedy się jest samemu, nabiera się zupełnie innej perspektywy, dystansu i zaczyna się precyzować podświadomie, czego tak naprawdę oczekujemy po związku. W konsekwencji potem, jeśli się z kimś wiążemy i to się rozpada, nie jest to już takie straszne i bolesne.
          Pamiętaj też, że w każdy następny związek angażujemy się mniej - sama piszesz o tym, że rozstałaś się kiedyś z "wielką miłością" - idealizujesz tego faceta, bo on był pierwszy,(czy jeden z pierwszych) i najbliższy i pewnie trochę szukasz czegoś podobnego. Teraz ci sie zdaje że to Pan X jest tym Mr Right. Ja bym poczekała jakiś czas - pół roku, rok?
          Aha - no i wszyscy wcale nie żyją normalnie - wokół mnie niewiele osób. Ja sama kiedyś miałam Wielką Miłość, 6 lat temu odeszłam od niego do innego i po 4 latach totalnie toksycznego związku się rozeszliśmy, ja zostałam z niczym, bez mieszkania itp. Potem byłam sama, stanęłam na nogi, spotykałam się od czasu do czasu z kimś, ale na moich zasadach, po pewnym czasie ten ktoś zapragnął mnie usidlić - wprowadzić się do mnie, ograniczyć moją pracę (zajmowała mi większość czasu) i zaczął mówić o dziecku, osaczać mnie coraz bardziej, tak że się dusiłam. Odeszłam, ale niestety zostawił po sobie pamiątkę.
          Teraz jestem w ciąży - nieplanowanej, zaraz rodzę, tamtego faceta widuję tylko wtedy jak chcę coś ustalić - następnym razem pewno przyjedzie do szpitala zobaczyć swoje dziecko. Potem spotkamy się zapewne w sądzie. Ja bym już o nim dawno nie pamiętała, gdyby nie nasza córka. Wkurza mnie to, ale nic nie zrobię.
          Znam też nudne, typowe małżeństwo z małym dzieckiem - on ma dziecko na boku i nikt nie wie, ona nie jest pewna czy ich dziecko jest męża czy kochanka... Ja tam nie wiem jak to jest normalnie.
          Przestań tak na patrzeć - nigdzie nie ma kanonów normalności wypisanych, żyj tak jak ci wygodnie i nie wyrzucaj sobie, że masz inaczej.
          • rafaela6 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 10:00
            Zyzcze Ci wszystkiego dobrego. Tobie i Maluszkowi!
            czasem niektóre z nas poprostu nie maja szczęścia w miłości. No coż.
            Ciesz sie. Niedługo bedziesz miała bobaska, małego, ślicznego bobaska. To
            naprawede cudowne. Moja mała tez była nieplanowana.Jest moja najwiekszą
            miłościa...
            Pozdrawiam
        • rafaela6 potepiacie mnie bo to ja go rzuciłam a nie on mnie 20.01.06, 09:20
          ....to mi własnie przyszło do głowy....ale czasem dobrze usłyszec pare słów
          krytyki na swój temat...
          To mi jednak przyszło do głowy bo prawie zawsze to oni rzucaja i zdradzaja nas!
          To my zostajemy z dziecmi i sie nimi opeikujemy.... T
          Mój przypadek jest inny...
          • iziula1 Re: potepiacie mnie bo to ja go rzuciłam a nie on 20.01.06, 09:26
            Nikt Cie nie potepił. A już na pewno nikt by tego nie zrobił na podstawie
            tego,że rozeszłaś się z mężem bo nie zaspokajał twoich potrzeb.
            Ale ty nie rozwiązałas małżeństwa. Ty nadal jesteś jego żoną a żyjesz z innym.
            I to jest zdrada.
            Przeraził mnie fakt,że to dzieje się na oczach dziecka. Zbyt małego by
            wiedzieć ,że takie postepowanie jest złe i naganne.
            Rozwiedz się, załatw wszystko jak należy. Uporządkuj swoje życie i wtedy szukaj
            szczęscia.
            Pozdrawiam.
            Iza
        • evik3 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 09:26
          Widzisz tak to jest z forum. Obce osoby wiedzą tylko tyle co napiszesz. Nie
          pisałaś, że "jeszcze mąż" Cię zdradzał. A to zmienia też i jego ocene.

          To, że napisałam, że nie wiesz czego chcesz nie było formą ataku. Ja też chce
          być szczęśliwa. Właśnie rozpadł się kolejny mój związek. Większośc z nas szuka
          miłości i rodziny. TYlko, że moim zdaniem trzeba najpierw dokładnie wiedzieć
          czego się chce.
          Spotkasz faecta. Będzie miły, da Ci poczucie bezpieczeństwa. Powie, że kocha. I
          na początek to wystarczy. Ale nie będzie miał np ciekawych zainteresowań,
          będzie miała wady. Ty szukając na siłe miłości pójdziesz na ustępstwa. Ale za
          rok może dwa okaże się, że jednak nie potrafisz z tym żyć.
          Określ dla samej siebie czego oczekujesz od mężczyzny, jakich cech. I wtedy
          dobieraj partnera.

          Moja koleżanka, przyjaciółka twierdzi: "najpierw pokochaj siebie, dopiero inni
          Cie pokochają". To prawda, musimy się szanować, nie brać byle czego, żeby tylko
          było. Wysoko stawiać poprzeczkę, a nie brać byle kogo tylko dlatego, że nas
          chce.

          I żeby nie było. Ja staram się tego trzymać. Ale nie zawsze wychodzi. raczej
          nie wychodzi. To jest to co chce osiągnąc.
          • rafaela6 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 09:55
            Nie wiem jak to jest z forum...bo to mój tzw pierwszy raz....
            Dziekuje za wszystkie opinie....Wszystkie sa ważne i daja do myślenia...
            Byc moze u mnie problem polega na tym ze ja własnie zbyt wysoko stawiam
            poprzeczke , nie zadowalam sie byle czym i dąże do ideału.
            Ideału męża, ojca kochanka, przyjaciela, powiernika, towarzysza w zyciu. to
            jest chyba ten problem. Moja matka ma chyba w tym duża zasługę.Ona wszystkich
            zawsze krytykuje i jest tzw: wyrocznią....

            Nie biore sie za faceta bo on mnie chce....i tylko dlatego. W swoim zyciu
            miałam do tej pory 3facetów a mam 33 lata.Nie jestem panienka z która idzie sie
            do łóżka tak od razu. Mój perrwszy facet czekał rok....
            Nie jestem Miss ani zadna modelka ale jestem atrakcyjna blondynka mam wyzsze
            wykształcenie , stała prace, duze mieszkanie w warszawie, sdamochgód....itp.
            Nie musze brac sie za kogos bo akurat mnie chce....
            Z panem X sie zwiazałam juz po wyprowadzce mojego jeszcze meża
            Nie zamieszkałam z nim od razu. Nie postawiłam swojego dziecka przed faktem -
            A oto jest wujek i on zastapi ci tatusia...
            Prez długi czas ja do tego przygotowywałam. spotykalismy sie na miescie , na
            krótkie wizyty u nas w domu, w kinie , w parku w ksiegarni.....
            Zakochałam sie w Panu X. Wydawało mi sie ze to ten... Ze warto.
            To ze teraz mam jakies watpliwości... No własnie Nie wiem z czego one
            wynikają????!!!
            Nie czuje sie winna ze pozostajac w jeszcze zwiazku małzenskim mieszkam z Panem
            X . I nie robie tego bo mój jeszcze mąz tez mnie teraz jak niektóre z was to
            piszą zdradza. Niech robi co chce. On mnie nie interesuje jako mój facet jako
            mąż i kochanke
            On mnie interesuje jako ojciec mojego dziecka. OI tylko o to mi chodziało.
            Czy był by sens wiazaćwracac do takiej osoby tylko ze wzgledu na to ze jest
            OJCEM dziecka?

            • virtual_moth Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 11:05
              rafaela6 napisała:


              > Czy był by sens wiazaćwracac do takiej osoby tylko ze wzgledu na to ze jest
              > OJCEM dziecka?

              Szlag mnie trafia jak Cię czytam.
              Jak to TYLKO ze względu na to??? IMHO przede wszystkim najważniejsze jest dobro
              dziecka. Dziecko nie potrzebuje "szcześliwej" mamusi tylko, jak to określa
              pewna osoba na innym forum, OBOJGA rodziców pod jednym dachem, żyjących w
              zgodzie i szanujących się nawzajem. A jeśli jest to trudniejse do zrealizowania
              niż sie wydawało (a zwykle tak jest, gdy wiążą się ze sobą ludzie niedojrzali)
              należy robić WSZYSTKO aby jednak dążyć do tej harmonii. Dojrzeć, iść do
              lekarza, wziać się za siebie. Dzisiaj jednak łatwiej wziąć dupę w troki pod
              szyldem "poszukiwania szczęścia" niż prawdziwie walczyć o małżeństwo i próbować
              zwalczać kryzysy.
              • kkokos Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 11:35
                virtual, ale weź też pod uwagę, co rafaela pisze o ojcu swego dziecka:

                >mogłby czesciej spedzac z nia czas.....i to nie tylko na zakupach i
                prezentach ale tez naprzykład na wizycie u dentysty czy tez zajeciach
                dodatkowych... Te wszystkie rzeczy spadaja na mnie. On jakby tylko był od tych
                przyjemnych To mnie drażni ale jakos z tym zyje...
                On taki juz jest.. Nic za bardzo od zycia nie chce i nigdy nie chciał. Nie
                wyszedł nigdy z zadna inicjatywa. Myslałam ze moze teraz jak jest sam to go do
                czegos zmobilizowało ale nie skadże.A jak tłumaczy na angielski czy tam basen
                to moge ja z nia pojechac.....
                Tylko ze ja mam czasem tez dość i czasem bym chciała zeby Mała pojechała z nim
                ale on ma od razu tysiac problemów....

                >Teraz prowadzi swawolne zycie kawalera po prtzejsciach. jest mu chyba
                dobrze.
                Niedziela i Sobota to czas na kart i kolegów i niestety czasu dla dziecka brak

                >>On mówil ze taki jest i taki jest. Jest mu dobrze tak
                jak jest i nie zamierza tego zmieniac. od dwóch lat mieszka z matką a spi nie
                iwme gdzi... zarabia dużo i spokojnie móglby sobie kupic lub cos wynajac ale po
                co... Skoro tak jest wygodniej
                mama da jesć czynszu płacic nie trzeba a kasa zostanie na browarek i zakłady
                bukmacherskie....

                >>>Myslicie że moj jeszcze maż
                to co robił przez te dwa lata. On nie popełnił zdrady? Przeciez pozostaje ze
                mna w świetym zwiazku małzeńskim? To dlaczego sypia co rusz to z inna nowo
                poznana koleżanką...

                zgadzam się z przedpiszczyniami, że rafaela nie wie, czego cche i powinna
                najpierw sama ze sobą dojść do ładu. Ale nie zwalajmy na nią całej winy. Z tych
                fragmentów nie wyłania się obraz dojrzałego, odpowiedzialnego faceta, którego
                rafaela krzywdzi swym odejściem i który zbudował tak niezwykle silna więź ze
                swą córką....
                łatwo virtual kogoś pouczać, gdy się nie jest samemu w takiej sytuacji. Sa
                kobiety, które świetnie czują się w związku z dorosłym dzieckiem. Inne
                wymiękają, rafaela wymiękła i nie ma co czynić jej z tego powodu zarzutu (choć
                zgadzam sie, że wychodząc za mąż w zasadzie na zasadzie klin klinem popełniła
                błąd).


                • iziula1 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 11:49
                  Kokos, ale przykłady nieporozumień, które podała Rafaela mogłaby spokojnie
                  załatwić miedzy sobą i mężem. Bo o czym świadczy,że mąż żyje jak kawaler. Sama
                  dała mu na to przyzwolenie. A Ona? Też żyje jak panienka, z kim chce i kiedy
                  chce.
                  Najbardziej oburzyło mnie to,że robi to na oczach swego dziecka. I nie widzi
                  nic w tym złego.
                  Jeśli doszła do wniosku że nic ją z męzem nie łaczy, więcej dzieli,że ma szanse
                  na lepsze życie i związek czemu nie załatwiła tego jak osoba dorosła?
                  Czemu nadal żyje na kocią łape z kochankiem?
                  I twierdzi,że to nie zdrada. Czemu swoje postepowanie dośc nieodpowiedzialne
                  tłumaczy,ze jej mąż też ją zdradzał? No, nie rozumiem.
                  Zachowanie jej męza jest naganne ale jej juz nie? Choc postepuje dokładnie tak
                  jak mąz.
                  I powiem jedno:
                  Rafael ma pecha do facetów. Jeden to dupek bo o rodzine nie umiał zadbać tak
                  jak należy. Nawet nie próbował o nia walczyć. Dobrze,że chociaz ma kontakt z
                  dzieckiem.
                  A drugi...nie dość,że godzi sę z pozycją kochanka to jeszcze zamiast nalegać na
                  wyprostowanie sytuacji proponuje dziecko. Faktycznie, to odpowiedzialna postawa.
                  A może więcej mu nie trzeba, ma dach nad głową, kobiete pod bokiem. A że nadal
                  jest żona innego i że łózko w którym sypiają ona sypiała z mężem?! Może mu to
                  nie przeszkadza.
                  • mikawi Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 11:58
                    > A Ona? Też żyje jak panienka, z kim chce i kiedy
                    > chce.

                    z tego co doczytałam po rozstaniu z mężem to jej pierwszy i póki co jedyny
                    partner, z którym żyje, tłumy sie nie przewinęły

                    > Najbardziej oburzyło mnie to,że robi to na oczach swego dziecka.

                    znaczy co? mieszka z facetem, czy robi TO? wink

                    > Czemu nadal żyje na kocią łape z kochankiem?

                    twoim zdaniem jedynym słusznym pomyslem na życie jest bukiet róz, obrączki i
                    papier z USC? ło matko, co na to samodzielne żyjące na kocią łapę ze swoimi
                    kochankami bez ślubu? wink
                    • iziula1 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:05
                      Mikawi, no nie mów że pochwalsz życie męzatki z kochankiem pod jednym dachem?
                      Ona wciąż jest męzatką. A poznała swego pana X bedąc jeszcze pod jednym dachem
                      z mężem.
                      I nie mów mi że taka postaw jest normalna i społecznie akceptowana.
                      • mikawi Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:16
                        nie pochwalam hipokryzji - ona i jej mąż ROZSTALI się, usiedli i razem napisali
                        pozew o rozwód, rozprawa za miesiąc. Tak bywa czasem że ludzie się rozstają bo
                        przestają się kochac. Zwiazala się z innym mężczyzną, razem mieszkają. Jedyną
                        postawą jakiej tu nie pochwalam to rozważanie decyzji o dziecku z facetem co do
                        którego nie jest się pewnym swoich uczuć. Bo już raz ten błąd popełniła
                        wychodząc za mąż żeby zagłuszyć ból rozstania z pierwszą miłością.
                        • iziula1 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:29
                          Mikawi, nie wiem czy z nieuwagi czy specjalnie pomijasz istotny fakt.
                          Ona od dwóch lat żyje z kochankiem.Będąc mężatka. Pozew o rozwód został
                          napisane niedawno.
                          Ona nie rozstała sie formalnie z mężem. Ona jak sama napisała poznała pana x i
                          wyrzuciła z domu męza.
                          Ok, jej dom ma prawo.
                          Ludzie przestają się kochac, nie chca być ze soba. Maja prawo do tego. Stąd
                          tyle dziś rozwodów zamiast próby ratowania małżeństwa ale łatwiej powiedzieć
                          nie kocham, nie chce, niż wytrwać w przysiedze.
                          Nie pochwalsz hipokryzji ale jednocześnie nie widzisz nic złego w tym,że
                          mężatka żyje pod jednym dachem z kochankiem przez 2lata na oczach
                          dziecka.MĘŻATKA-DWA LATA!
                          Naprawde w tym nie ma nic nienormalnego? Czy tylko ja starej wiary jestem?!
                          • rafaela6 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:35
                            Male sprostowanie.
                            Jeszcze maż wyprowadził sie 2 lata temu a z panem X czyli tzw Kochankiem
                            mieszkamy niecały rok na kocia Łapę!!!!


                            MÓj biedny jeszce mąz tez z kims mieszkal ale juz tego nie robi....To jakby na
                            marginesie.

                            Tka Ja nie jestem chybastarej wiary!!!
                            • mikawi Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:49
                              rafael - wątek odbiegł od tematu twojego pytania w kierunku sądu czynionego
                              przez święte matki polki nad twoją moralnością.
                              Wracając do twojego pytania - powtórzę już to co napisałam - jesli nie ufasz
                              swojemu partenrowi, masz wątpliwości, to ostatnią rzeczą jaką powinnaś robić to
                              decydować się na dziecko z nim. Raz popełniłaś ten błąd, wiążąc się z facetem
                              którego nie kochałaś, wyciągnij wnioski. Zdynstansuj się, spróbuj popatrzeć na
                              swój związek nieco z boku. Jesli kochasz X, porozmawiajcie, może warto dociec
                              sedna problemów - z czego wynika twój bark zaufania do niego, czy Cie okłamuje
                              a jeśli tak, co to są za kłamstwa i z czego wynikają? Dlaczego to robi? Nie ufa
                              ci, że nie mówi ci prawdy? boi się czegoś? czy jest notorycznym kłamcą?
                              Popracujcie nad tym, niech on popracuje nad sobą i tym aby byc szczerym wobec
                              ciebie. A ty nad zaufaniem do niego. Może wystarczą szczere rozmowy, może
                              potrzebna będzie terapia. Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie - czy to jest
                              człowiek z którym chcesz być, mieć rodzinę, zestarzeć się, czy to jest człowiek
                              którego kochasz? Jesli odpowiedź będzie twierdząca - podejmijcie wspólnie
                              wysiłek.
                              • virtual_moth Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:58
                                mikawi napisała:

                                > Popracujcie nad tym, niech on popracuje nad sobą

                                Po co? Prosciej przecież wypisać się z układu. A moim zdaniem przed laską i
                                panem X trudna droga - jak wyprostować faceta, kóry wiąże się z jeszcze
                                mężatką, który ma gdzieś potrzeby jej dziecka? Gdyby był odpowiedzialnym,
                                tzw. "prawdziwym" facetem to przede wszystkim próbowałby wybić jej z głowy
                                rozwalanie rodziny, a nie wskakiwał do łóżka i namawiał na dziecko.

                                ---
                                Samodzielni rodzice
                                • mikawi Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 13:06
                                  pominęłaś istotną część mojej wypowiedzi, szczególnie początku zdania
                                  zaczynającego się od "jeśli kochasz X..." Bo to jest klucz do naprawy związku.
                                  • virtual_moth Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 13:19
                                    mikawi napisała:

                                    > pominęłaś istotną część mojej wypowiedzi, szczególnie początku zdania
                                    > zaczynającego się od "jeśli kochasz X..." Bo to jest klucz do naprawy związku.

                                    Śmieszne. Jakiego związku? Romansu z gachem?
                                    Wiesz, ja wcale nie piszę o tym "związku" z ironią dlatego, że zaczął trwać
                                    jeszcze podczas formalnego małżenstwa. Dla mnie nie ma to tutaj większego
                                    znaczenia, czy laska szukała pocieszenia po rozwodzie czy przed rozwodem
                                    (przynajmniej dla oceny postępowania laski). Dla mnie ten związek jest
                                    smieszny, bo facet jest śmieszny - wiąże się z matką, która z dość dużą swobodą
                                    rozwala dziecku rodzinę bo "zupa jest za słona" i jeszcze do tego ma chęć na
                                    dziecko. IMHO jest głupi - przecież jej wczesniejsze postępowanie wcale nie
                                    gwarantuje, że dziecko scali ich "związek". Głupota, brak logiki, nie mówiąc
                                    już o morlaności. Znisłabym u faceta brak morlaności (wink, ale głupoty nigdywink
                                    • mikawi [...] 20.01.06, 13:23
                                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                      • iziula1 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 13:30
                                        Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja.....
                                        Autor: mikawi
                                        Data: 20.01.06, 13:23 + dodaj do ulubionych wątków

                                        ------------------------------------------------------------------------------
                                        to ty jesteś śmieszna w tej swojej świętojebliwości; tak

                                        Spasuj Mikawi, bo nie odpowiada mi ton w jakim utrzymujesz swoja wypowiedz.
                                        Jesteś tu gościem i zachowuj się jak gośc.
                                        Chyba że brakuje ci jatki, podobno to lubiszsmile
                                        To w takim razie zmień forum.
                                        Bo tu nie masz prawa obrażać innych.
                                        Pozdrawiam.
                                        Iza
                                        • mikawi Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 13:54
                                          ton wypowiedzi virtual ci odpowiada? no tak, ona jest "gospodarzem" więc może
                                          pluć i kopać ile wlezie.
                                          I wybacz ale nie ty będziesz mi mówiła o prawach
                              • rafaela6 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 13:01
                                No właśnie.....Nie wiem czy to matki polki ale Sąd sie odbył....
                                Mikawi, ja absolutnie teraz nie nie zastanawiam nad dzieckiem z Pan X !
                                Nie popełnie drugi raz tego błedu. Ja bardzo chciałabym miec jeszcze drugie
                                dziecko...ale dopóki nie ułoże swoich spraw i nie bede pewna ze Pan X to Tak
                                naprawde własnie ten i ze to ona ma byc ojcem to do tego nie dopuszcze....

                                Pan X umie / umiał dobrze klamać...Nie wiem z czego to wynika/ło. Mijał sie z
                                prawda raczej nie mówił tego co powinien a potem sie w tym platał...
                                Te czasy minęły...Teraz jest ok. Tak mi sie przynajmniej wydaje...Ale wiesz jak
                                jest. 100 zaufania do niego nie mam. I znowu Moze to znowu moja wina. Nie umiem
                                zaufać facetowi który twierdzi ze jestem ta jedyna, ze mnie kocha i świata za
                                man nie widzi.....???????


                                • mamajulitki Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 17:48
                                  ale ci dobrze, moj nigdy mi nie powiedzial ze kocha i ze jestem jedyna , wrecz
                                  odwrotnie, na kazdym kroku udowadnial ze jestem do niczego, ja bym to docenila
                          • mikawi Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:37
                            Mieszkają razem od roku, maż wyprowadził się dwa lata temu. Teraz postanowili
                            zatwierdzić formalnie istniejący stan rzeczy, czyli rozwieść się. Bo jak obcy
                            człowiek w todze sędziego powie - 'tak, rozstaliście się' to to jest jedynie
                            słuszne. Oni pewnie tego wczesniej sami nie wiedzieli. Rafael nie żyła
                            przykładnie z mężem, wskakując do łóżka panu X na na kilka numerków w tygodniu.
                            Gdy poznała X, rozstała się z mężem. Po ROKU od rozstania z mężem, zamieszkała
                            z X, mieszkają razem od roku. Rzeczywiscie, zgroza. Męza nie kochała w zasadzie
                            od początku (jak sama napisała), błędem był ślub a nie odejście od człowieka do
                            którego nic się nie czuje.
                            • rafaela6 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:43
                              błedem był slub.zgadzam sie
                            • iziula1 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:59
                              Mikawi, wszystko da się wytłumaczyć.
                              Związek z żonatym facetem równieżsmile
                              W usprawiedliwieniu postepowania autorki postu pominełaś znów bardzo istotny
                              fakt.
                              Ona mimo,że nie kochała męza już wcześniej była z nim. Rozstała się dopiero jak
                              poznała pana x.
                              A to, czy było to kilka numerków czy kilkanaście nie ma znaczenia.
                              Będąc mężatka zdradziła męza.
                              A odejśc od męza jeśli miała ku temu powody powinna wcześniej.
                              Mam wrażenie,że autorka postu na siłe szuka usprawiedliwienia dla swego
                              postepowania.
                              Najpierw pisze,że mąż był dobrym człowiekim, dobrym mężem i ojcem ale ona go
                              nie kochała. Potem w miare pojawiana się negatywnych opinii na temat jej
                              postepowania.Mąż nagle zaczął nabierać czarnych kolorów.
                              Nie oceniam autorki postu, tylko jej postepowanie.
                              Ona nie widzi swoich błędów, tylko męza. A zacząc zmiany na lepsze w swoim
                              życiu należy od siebie.
                              I uważam,że obecny związek to porażka. Zwazywszy że autorka jest z kolejnym
                              facetem którego nie kocha.
                              A decyzje o rozwodzie w tym przypadku uważam za słuszną. I moge powiedziec
                              NARESZCIE!
                              A co dalej zrobi ze swoim życiem?
                              Z pewnościa zawsze bedzie ktos bardziej winny a ona bardziej nieszczęśliwa bo
                              wszyscy ja potepiaja smile
                              Pozdrawiam.
                              Iza
                      • rafaela6 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:26
                        Społecznie akceptowana???? To moze spalcie mnie na stosie???
                  • rafaela6 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:25
                    Pan X nalega na rozwiazanie sytuacji. A nie tylko proponuje dziecko
                    Rozpawa za dwa tygodnie.
                    To ja pisłałam i składałam pozew bo Jemu sie nie chciało.....Jak zreszta wiele
                    innych rzeczy.Np jak to ze nie chce mu sie z nia isc na angielski bo on tam nie
                    lubi siedziec!
                    On niech sobie zyje jak chce mnie to nie obchodzi. Nie potepiam go. Jak nie ma
                    innego sposobu i pomysłu na zycie to co mi do tego Juz chyba nic...albo niewiele

                    Ja nie zyje jak paniena zkim chce... Zyje z Panem X od rokujestesmy razem 24
                    godziny na dobe. Ale na kocia łapę i dlatego jestem zła????
              • rafaela6 dziecko nie potrzebuje szczesliwej mamusi? 20.01.06, 11:39
                Tak naprawde myslisz? A czego potrzebuje dziecko? Myslisz ze lepszy byłoby dla
                dziecka taki dom w którym zyją dwie obce sobie osoby? Rodzice którzy sie nie
                kochaja i wiecznie kłócą Daj spokój !
                Szczesliwej mamusi? To ze chciałam kochac i byc kochana to jedno
                Myslisz ze dziecko nie widzi i nie czuje ze rodzice sa sobie obcy ze sie nie
                kochaja nie rozmawiaja normalnie??
                I co ciagnąć to wszystko za wszelka cene? Myslisz ze to jest wyjście? Dobre
                wyjście.Utrzymywanie związku i oszukiwanie siebie i dziecka ze wszystko jest ok?
                To jest wg mnie obłuda!!!!! Straszna obłuda i zakłamanie!
                Posłuchalam siebie i dlatego własnie to zakończyłam.

                • virtual_moth Re: dziecko nie potrzebuje szczesliwej mamusi? 20.01.06, 12:05
                  rafaela6 napisała:

                  > Tak naprawde myslisz? A czego potrzebuje dziecko? Myslisz ze lepszy byłoby
                  dla
                  > dziecka taki dom w którym zyją dwie obce sobie osoby? Rodzice którzy sie nie
                  > kochaja i wiecznie kłócą Daj spokój !

                  Widzisz tylko dwie możliwości - albo nieszczesliwe życie w kłótni z facetem,
                  albo "szczęśliwe" życie w pojedynkę. Ja widzę trzecią możliwość: uleczenie
                  związku. Ty tej drogi nie widzisz, bo uważasz, że to niemozliwe. A ja jestem
                  ciekawa co myślałaś, gdy przysięgałaś meżowi że będziesz z nim także na te złe
                  chwile?

                  > Szczesliwej mamusi? To ze chciałam kochac i byc kochana to jedno
                  > Myslisz ze dziecko nie widzi i nie czuje ze rodzice sa sobie obcy ze sie nie
                  > kochaja nie rozmawiaja normalnie??

                  Tylko co ONO winne, że dwoje dorosłych ludzi nie potrafi się z sobą dogadać???
                  Ono chce matki i ojca razem, szczęśliwych i żyjącyh w zgodzie. Obowiązkiem
                  rodziców jest zatem zrobić wszystko, aby dać to dziecku, a nie isc na łatwiznę
                  i wskakiwac kochankom do łóżka, gdy tylko pojawią się kryzysy.

                  > I co ciagnąć to wszystko za wszelka cene? Myslisz ze to jest wyjście? Dobre
                  > wyjście.Utrzymywanie związku i oszukiwanie siebie i dziecka ze wszystko jest
                  ok ?

                  Nie, należy robić wszystko, aby rzeczywiscie było OK. Czy jak wychodziłaś za
                  mąż to ktoś Ci obiecywał, że małżenstwo to droga usłana różami?

                  ---
                  Samodzielni rodzice
                  • mikawi Re: dziecko nie potrzebuje szczesliwej mamusi? 20.01.06, 12:22
                    ale bzdury piszesz - i to na forum gdzie co druga jest rozwiedziona, na
                    przemian z pannami z dzieckiem. Czemu ty nie uleczyłaś swojego związku?
                    • virtual_moth Re: dziecko nie potrzebuje szczesliwej mamusi? 20.01.06, 12:35
                      mikawi napisała:

                      > ale bzdury piszesz - i to na forum gdzie co druga jest rozwiedziona, na
                      > przemian z pannami z dzieckiem.

                      To, że piszą tu osoby po rozstaniu z ojcami swoich dzieci IMHO nie czyni z tej
                      sytuacji jakiejś słusznej reguły. Moim zdaniem samotne macierzyństwo jest
                      sytuacją zawsze gorszą dla dziecka od życia w pełnej, zgodnej rodzinie. I
                      niestety duża część z nas jest odpowiedzialna za "półsieroctwo" swoich dzieci.

                      > Czemu ty nie uleczyłaś swojego związku?
                      Bo trafiłam na człowieka, który tak jak autorka wątku wolał pójść na łatwiznę i
                      zmienił piaskownicę. Można uleczyć związek, jeśli rodzice, nawet początkowo
                      niedojrzali i popełniający błędy będa mieli CHĘĆ spróbować coś zmienić, uleczyć
                      i naprawić. No ale do tego trzeba dwojga.
              • mikawi Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 11:39
                virtual - czy twoim zdaniem trzeba żyć z człowiekem którego się nie kocha dla
                dziecka? to nie jest hipokryzja? a ile z obecnych tu mam zostawiło, odeszło od
                swoich mężów/facetów bo przestało ich kochać, bo facet zdradził, bo się nie
                sprawdził jako partner? Może trzeba wybaczac zdradę i być z facetem mimo to, bo
                dziecko potrzebuje obojga rodziców mieszkających pod jednym dachem. I zamiast
                wystawić walizki walczyć o małżeństwo i wybaczać, wybaczać, wybaczać. Bo
                dziecko. Może dziewczyna której mąż nie pracuje nie powinna odchodzic od niego?
                Bo dziecko.
                Zresztą - oni podjęli już decyzję, napisali pozew, męzowi najwyraźniej
                odpowiada bycie kawalerem z odzysku, więc o co chodzi?
                • rafaela6 ilu jest osób tyle jest róznych zdań... 20.01.06, 12:00
                  to normalne..Nie liczyłam na to ze mnie to poklepiecie po ramieniu i powiecie ,
                  Biedna dziewczyna....
                  Nie lubie hipokryzji - jak to napisała mikawi.
                  Mój jescze maz był i jest niedojrzały. ja bym moze biorac z nim slub tez taka
                  byłam. Zbytnio sie pospieszyłam i nie przemyslałam tego.
                  Ale on był wtedy inny...Starał sie.

                  Bład był taki ze nie zamieszkalismy razem przed slubem.
                  Potem .......
                  Zmienił sie i juz przestał sie starac.
                  opadły mu skrzydła.zero inicjatywy. piwko zakłady bukmacherski tv i nic
                  wiecej....

                  Nie lubie hipokryzji i dlatego go zostwiłam
                • virtual_moth Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:28
                  mikawi napisała:

                  > virtual - czy twoim zdaniem trzeba żyć z człowiekem którego się nie kocha dla
                  > dziecka? to nie jest hipokryzja?

                  Jeśli się go przestało kochać, to najpierw należy sprobować sobie odpowiedzieć
                  na pytanie dlaczego tak się stało. Ja wierzę w to, że MOŻNA taką sytuację
                  uleczyć, tylko trzeba się bardzo, bardzo postarać. Jeśli nie samemu, w dwójkę,
                  to z pomocą osób trzecich.

                  a ile z obecnych tu mam zostawiło, odeszło od
                  > swoich mężów/facetów bo przestało ich kochać, bo facet zdradził, bo się nie
                  > sprawdził jako partner?

                  Potępiam osoby, które odeszły od facetów, jesli nie były to powody typu
                  alkoholizm (gdzie partner nie chciał się leczyć) lub choroba psychiczna (której
                  partner nie chciał leczyć) i inne tego typu problemy ciężkiego kalibru, których
                  naprawdę nie można rozwiązać.
                  Mówię tu o sytuacji, gdy jest dziecko.

                  > Może trzeba wybaczac zdradę i być z facetem mimo to, bo
                  > dziecko potrzebuje obojga rodziców mieszkających pod jednym dachem. I zamiast
                  > wystawić walizki walczyć o małżeństwo i wybaczać, wybaczać, wybaczać.

                  Taaaak, tylko dwie możliwości - albo walizki, albo wybaczanie. Jest jeszcze
                  wiele innych opcji, na przykład leczenie. Jeśli facet zdradza, może potrzebuje
                  lekarza, może kobieta potrzebuje lekarza, a moze i jedno i drugie. Może
                  potrzebują mediatora, psychologa, leków, zmiany miejsca zamieszkania, zmiany
                  trybu życia. Może nie umieją ze sobą gadać i potrzebują, aby ktoś ich tego
                  nauczył. Nie wiem, ale wierzę, że po dotarciu do przyczyn kryzysu, po
                  dostrzeżeniu własnych ułomności i błędów MOŻNA kryzys przezwycieżyć.


                  > Może dziewczyna której mąż nie pracuje nie powinna odchodzic od niego?
                  >
                  > Bo dziecko.

                  Może powinna podpisać rozdzielność majątkową, może powinna pozwać go o
                  alimenty. Nie wiem, zależy od tego co powoduje tym, iż facet zachowuje się
                  nieodpowiedzialnie nie chcąc wydorośleć i iść do pracy. Ja wierzę, że z każdej
                  sytuacji jest jakieś wyjście (oprócz naprawdę cieżkich chorób typu alkoholizm)

                  > Zresztą - oni podjęli już decyzję, napisali pozew, męzowi najwyraźniej
                  > odpowiada bycie kawalerem z odzysku, więc o co chodzi?

                  No jasne. On położył laskę, ona już wskoczyła do łóżka innemu, znaleźli
                  genialnie proste rozwiązanie czyli rozwód. Doprawdy, niesamowicie dojrzała i
                  słuszna decyzja, hehe.
                  • kkokos virtual 20.01.06, 13:14
                    > Potępiam osoby, które odeszły od facetów, jesli nie były to powody typu
                    > alkoholizm (gdzie partner nie chciał się leczyć) lub choroba psychiczna
                    (której
                    >
                    > partner nie chciał leczyć) i inne tego typu problemy ciężkiego kalibru,
                    których
                    >
                    > naprawdę nie można rozwiązać.

                    no to trzeba było na początku postu zaznaczyć, że uprawiasz krucjatę
                    ideologiczną, potępiasz i nie znajdujesz zrozumienia, a dobrem dziecka to
                    sobie tylko gębę wycierasz, bo ważniejsze jest dla ciebie dokopanie (tak, bo
                    rafaeli nie tłumaczysz, tylko dokopujesz, za chwilę dziewczyna dowie się, że
                    jest winna temu, że jej mąż woli karty czy zakłady bukmacherskie od niej)
                    komuś, kto nie myśli tak jak ty.
                    • virtual_moth Re: virtual 20.01.06, 13:23
                      kkokos napisała:

                      > no to trzeba było na początku postu zaznaczyć, że uprawiasz krucjatę
                      > ideologiczną, potępiasz i nie znajdujesz zrozumienia, a dobrem dziecka to
                      > sobie tylko gębę wycierasz, bo ważniejsze jest dla ciebie dokopanie (tak, bo
                      > rafaeli nie tłumaczysz, tylko dokopujesz, za chwilę dziewczyna dowie się, że
                      > jest winna temu, że jej mąż woli karty czy zakłady bukmacherskie od niej)
                      > komuś, kto nie myśli tak jak ty.

                      Nie znajduję zrozumienia dla głupoty, niedojrzałosci, nieodpowiedzilności,
                      pychy. Może rafael pocieszy fakt, że siebie oceniam równie surowo.

                      Co do krucjat, inni mogą, a ja nie mogę?;-P
                      • kkokos Re: virtual 20.01.06, 13:28
                        widzisz virtual, nie znalazł się tu chyba ani jeden post, w którym ktoś
                        pogłaskałby rafaelę po główce i powiedział: dobra, mądra dziewcznyka. Nie,
                        wszystkie tu piszące osoby sa dość zgodne w ocenie: jest osoba niedojrzałą,
                        popełniła błędy, a nawet w nich trwa. Padło tu parę niemiłych zapewne dla
                        rafaeli prawd. Tyle że jedynie twoje posty są ATAKIEM na dziewczynę... w
                        dodatku pozwalasz sobie na lekceważące pisanie o niej per "laska"... ona nie po
                        to tu pisze, by jakaśtam virtual dawała jej virtualnie po pysku, bo sobie musi
                        ego umocnić...
                        • virtual_moth Re: virtual 20.01.06, 13:37
                          kkokos napisała:

                          > Tyle że jedynie twoje posty są ATAKIEM na dziewczynę... w
                          > dodatku pozwalasz sobie na lekceważące pisanie o niej per "laska"...

                          Pytanie - no i co z tego?

                          > ona nie po
                          > to tu pisze, by jakaśtam virtual dawała jej virtualnie po pysku, bo sobie
                          > musi ego umocnić...

                          Wiem, pisze tu po to aby pogłaskano ją po główce, ewentualnie by delikatnie
                          zwrócono jej uwage.
                          IMHO jeśli TAK bedziemy traktowac ludzi nieodpowiedzialnych i tych właśnie,
                          dzięki którym nasze dzieci nie mają pełnych rodzin, to będzie się to równało z
                          akceptowaniem takiego stanu rzeczy. Ja tego nie akceptuję i potępiam zachowanie
                          takich osób jak ojciec mojego dziecka czy autorka wątku (sama też nie jestem
                          bez winy). Mam prawo oceniać to postępowanie w takiej formie, jaka mi pasuje, o
                          ile nie narusza zasad netykiety.

                          Pzdr
                          • rafaela6 niezłą dyskusje wywołałam.... 20.01.06, 13:57
                            Nie twoetrdze ze jestem bez winy.Jestm winna. Niepotrzbnie ślub bralam i tyle.
                            Byłam niedojrzeała.
                            Ale sorky, hipokryzji nienawidze.
                            Moze gdyby mój jeszcze maż byl alkoholikiem a ja bym go kochała to bym walczyła
                            i go leczyła
                            ale ja go nie kocham i tyle.Liczy sie dla mnie i szanuje go jako człowieka i
                            ojca mojego dziecka.
                            Tylko tyle......
                            • mrs_ka Re: niezłą dyskusje wywołałam.... 20.01.06, 14:12
                              Rafaela, jedyny post, z którego masz okazję coś dla siebie wyciągnąć (i IMHO
                              powinnaś go przemyśleć, jesli można Ci doradzić) to post Evik. Sadzę, że warto
                              byłoby przeanalizowac swoją sytuację pod tym kątem, jaki podsuwa Evik. To dobry
                              punkt wyjściowy do dalszych przemyśleń. Resztę komentarzy bym sobie darowała, bo
                              niczego nie wnoszą.

                              a.
        • mamajulitki Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 11:58
          ja sie zgadzam, jestesmy ludzmi, mamy watpliwosci, wachania, popelniamy bledy,
          i kazdy jest taki, niektore mamy wybielaja sie i robia sie tu takie swiete ale
          to tylko na papierze, nic sie nie martw, ale poswiec sobie duzo czasu, zrozum
          siebie, poczytaj ksiazki psychologiczne,
          a co do tego ze dziecko kiedys odejdzie to masz zupelna racje, nie mozesz robic
          ze swojego dziecka towarzysza swojego zycia bo to za duze obciazenie ale tez ja
          wiem, ze tego drugiego nie wybiore szybko, i nie wg zasady byle lepszy od
          tamtego, ja wole byc sama jesli nie znajde idealu
          tak tez ci radze, ale ludzie sie zmieniaja i prosze cie tylko nie obwiniaj sie
          o nic bo doprowadzisz sie do depresji tak jak ja
          • rafaela6 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:04
            czasem mysle że do deprechy juz naprawde mi blisko...
            Trzymaj sie!
    • bojana Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 11:21
      W którymś w postów napisałaś, że chcesz być po prostu szczęśliwa.
      Tu pies jest pogrzebany. Nikt nie da Ci szczęścia jeżeli nie znajdziesz go w
      sobie, jeżeli nie ustalisz, co DLA CIEBIE oznacza szczęście. Bo co to znaczy
      być szczęśliwym? Dla jednego to dużo kasy, dla innego liczna i zdrowa rodzina,
      a dla jeszcze innego możliwość zajmowania się ukochanym ogrodnictwem.
      Słusznie dziewczyny Ci radzą abyś zdystanosowała do otoczenia. Poszukaj,
      poszukaj w sobie. Życzę owocnych poszukiwańsmile
      Pozdrawiam
    • derena33 Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 12:52
      Potem
      > pojawiło sie dziecko. wstyd przyznac ale informacja o ciązy wcale mnie ni
      > ucieszyła....Ciaża była przez cały czas zagrożona a poród trudny.

      Bledem byl slub, a skrajna nieodpowiedzialnoscia bylo sprowadzanie na swiat
      dziecka, ktore z zalozenia juz na poczatku zostalo skazane na zycie w niepelnej
      rodzinie.
      Ale przeciez dzieci nie rosna w kapuscie..

    • pelagaa Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 20.01.06, 16:34

      > Wiesz, mikawi, zauważyłam u Ciebie wielką przemianę. Bronisz samotnej matki!
      > Znam chyba jednak odpowiedź - jesteś przecież obiektywna i nie zwracasz uwagi
      > na to czy to samotna matka, druga żona czy gach. Będziesz bronić do upadłego,
      > o ile zachowują się odpowiednio głupiowink

      Dobre smile Oplulam monitor tongue_out tongue_out tongue_out

      Mikawi celem, na tym forum, jest po prostu stawanie w opozycji i tyle smile
      • kini_m Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 22.01.06, 18:04
        Obiecałem na początku że odpiszę, więc odpisuję. (Uwaga: będzie długo więc
        usiądź wygodnie.)
        Z góry obawiam się że zaraz dziewczyny na mnie wsiądą, ale to tylko Ty Rafaela
        wyłowisz ze moich słów to co będziesz uważała za trafne. Będę starał się po
        prostu głośno mysleć o Twojej sytuacji. Nieco też odnoisę się do tego co pisały
        dziewczyny.
        Po pierwsze szczerze Ci współczuję, bo zdaję sobię sprawę jak jesteś rozbita
        pomiędzy różnymi wątpliwościami. A w obliczu najważniejszych życiowych decyzji,
        tak naprawdę nikt z pouczających tutaj, włącznie ze mną, nie chciałby być na
        Twoim miejscu.

        Po drugie niemal dokładną sytuację miałem okazję doświadczać blisko mnie, bo
        jestem właśnie tą drugą stroną, która niestety miała okazję zostać porzucona
        przez osobę chyba z podobnymi dylematami jak Ty.
        I widziałem jak bardzo takie sprzeczności miotają człowiekiem. Próbowałem tak
        jak umiałem zrozumieć jej problem a naszą sytuację, ale dziś wiem że jako
        partner nie miałem za bardzo możliwości zrozumieć jej problemu i zaspokoić jej
        potrzeb. Z perspektywy czasu myślę, że jednak mógłbym jej pomóc - ale nie jako
        partner w związku (o czym dalej).
        Po trzecie uważam że nie jesteś niczemu winna. Co prawda jesteś odpowiedzialna
        za tę sytuację, ale nie winna. Nie możesz nic za to, że Twoje uczucia układają
        się tak a nie inaczej. Natomiast odpowiedzialna znaczy tyle - że powinnaś jak
        to tylko możliwe łagodzić skutki tej sytuacji. W pierwszej kolejności łagodzić
        skutki dla dziecka. Rozważenie miejsca Pana X i ojca dziecka w Twoim życiu
        winno podlegać wpierw rozważeniu co będzie najlepsze dla dziecka. I tu pojawia
        się pierwszy konflikt, bo dobro dziecka jest aktualnie sprzeczne z Twoim
        dobrem: dziecko zawsze potrzebuje obojga rodziców jak najbliżej [najbliżej
        dziecka, a dziecko nie myśli kategoriami rozumienia: małżonkowie], ale Ty
        szukając swego szczęścia nie mogłaś znieść ojca we wspólnym domu. Więc tu Twoje
        wyrzuty sumienia są niestety zasadne: ["A ona Ona jest silnie zwiazana z Ojcem
        wspomina czasy kedy mieszkalismy razem i jak było fajnie....W takich momentach
        mam ochote sie "zabic"!).
        Przy czym wyrzuty sumienia są potrzebne każdemu z nas po to, abyśmy nie
        popełnili jeszcze większych kolejnych nietrafnych decyzji.

        Myślę że wychodząc za mąż nawet nie bardzo umiałaś sprecyzować, czego oczkujesz
        po partnerze. Bo piszesz:
        > Co do tego że nie wiem czego sama chce... No cóz! Byc może tak jest..! Ale ja
        > tylko chciałabym byc szcześliwa. Tylko tyle i poprostu szukam....Szukam tego
        > szczescia.
        Ale teraz pomyśl: Jeśli Ty sama nie wiesz czego chcesz, to jak tym bardziej
        partner ma wiedzieć czego chcesz i swoją postawą "korespondować" z Twoimi
        potrzebami, dbając o związek. Być może bałaś się wielu rzeczy, uciekałaś od
        dotychczasowych problemów, a w partnerze szukałaś rozwiązań na Twoje problemy.
        Ale żaden partner nie może tego dać, nie może rozwiązać Twoich problemów,
        braków, zaspokojeń poza tymi - które wiążą się bezpośrednio z jego osobą. Być
        może po pewnym czasie już właśnie poczułaś że mąż właśnie nie zaspokoi Twoich
        oczekiwań i dlatego nie ucieszyło Cię pojawienie dziecka, a w dalszej
        kolejności wypalenie związku. (Odgaduję co prawda nieco w ciemno, ale piszę to
        co odczytuję między Twoimi słowami.)
        To że stwierdziłaś: "Juz krótko po ślubie zaczeło sie miedzy nami psuć..." -
        wcale jeszcze nie znaczy o stanie miłości, o jej braku. Dziwini raczej są
        ludzie którzy problenmów nie miewają. Czy w tamtym momencie wszystko już było
        przesądzone? Myślę, że dziś już nikt na to nie jest w stanie odpowiedzieć.
        Rozumiem też że chcesz pozostać lojalna wobec obecnego partnera, więc zakładasz
        że raczej tamto nie miało już szans, i co oczywiste nie rozważasz odbudowania
        tamtego uczucia. Z małym wyjatkiem - między słowami do końca nie odrzucasz
        ewentualności odbudowy rodziny dla dobra dziecka, ale tylko teoretycznie.

        Dla mnie bardzo zasadnicze jest połączenie dwóch Twoich myśli:
        > Jednak jak pomysle o jeszcze mężu to wiem ze go nie kocham....Nie umiałaby
        > sie do niego przytulic , pocałować....
        oraz
        > Nie jestem pewna na 100 procent swoich uczuć. a nie chce popełnic blędu. Boje
        > sie tego.
        > Czuje ze znowu jestem na zakręcie....
        ...Bo przy Twojej niepewności co do uczuć faktycznie istnieje ryzyko że
        historia się powtórzy.
        A kluczem do wszystkiego zapewne są Twoje oczekiwania i ich zaspokojenie, które
        sama widzisz że już w drugim związku znowu nie są spełnianie w stopniu w jakim
        byś oczekiwała. Trudno je Ci sprecyzować i nawet sama je określasz bardzo
        ogólnikowo ("Ale ja tylko chciałabym byc szcześliwa"). Myślę że problem kłamstw
        i zaufania to tylko czubek powazniejszego problemu. No bo pokaż mi osobę która
        nie kłamie, robimy to wszyscy. Wszyscy grzeszymy, a kto nie grzeszy - niech
        pierwszy rzuci kamieniem (monitorem, klawiaturą). Reszta jest już tylko
        relatywizacją (ile kłamie, w jak ważnych sprawach, czy coś tłumaczy tę postawę,
        itp, itd, etc). Nie twierdzę że to nie jest ważne, ale raczej to nie clou
        problemu.

        > Czas płynie...Lata mijaja...Marzy mi sie normalna rodzina...Nie wiem czy z
        > Panem X uda nam sie ja stowrzyć....
        Po tych słowach myślę, że dopóki nie poukładasz swoich uczuć, i nie nauczysz
        precyzować swoich oczekiwań to wymarzona rodzina nadal będzie marzeniem. W
        takim stanie nadal będziesz żyła w braku spełnienia i niedosycie, który może
        rozbić coś kolejnemu planowanemu dziecku. Zresztą już dziś czujesz się jak
        samotna matka. (Notabene ja w związku z taką osoba także czułem się jak samotny
        ojciec - to działa w obie strony.)
        > Czy nie mogłoby byc normalnie???????
        > Co ze mna jest nie tak?????
        Co jest nie tak - nie dostaniesz odpowiedzi od nas. Tej odpowiedzi musisz sama
        dojść i najlepiej zanim podejmiesz kolejne kroki w swoich życiowych związkach
        (z partnerem - w związku partnerskim, z ojcem dziecka - w związku
        rodzicielskim).
        > Zakochałam sie w Panu X. Wydawało mi sie ze to ten... Ze warto.
        > To ze teraz mam jakies watpliwości... No własnie Nie wiem z czego one
        > wynikają????!!!
        > Byc moze u mnie problem polega na tym ze ja własnie zbyt wysoko stawiam
        > poprzeczke , nie zadowalam sie byle czym i dąże do ideału.
        Tutaj zadam może nieco dziwne pytanie: A czy Ty w ogóle zawieszasz tę
        poprzeczkę?
        Używając dalej tej przenośni: Być może Ty tę poprzeczkę co chwila podrzucasz w
        górę a partner nie widząc w którym miejscu ona ostatecznie wisi - najpierw jej
        nie przeskoczy bo trudno mu wymierzyć wyskość, a po kilku próbach rezygnuje już
        z jej przeskakiwania??
        Aby facet mógł spełniać Twoje oczekiwania potrzebne jest mu jasne określenia
        Twoich oczekiwań. Przy określeniu: "Ale ja tylko chciałabym byc szcześliwa.
        Tylko tyle i poprostu szukam....Szukam tego szczescia." - faceci są zakręceni
        jak słoiki, a Ty nie dostajesz czego byś chciała i w końcu związek się wypala.
        Aha, no jeszcze kwetia walki o związek:
        > to poza tym wcale o nas nie walczył, Nawet wtedy nie potrafił sie
        > zmobilizować! Wiec....
        ... o związek walczy się wspólnie, bo to wspólny związek. A nie tak - że
        oczekujesz żeby ta druga strona walczyła.
        Przed ślubem to można walczyć o kobietę - w pojedynkę, bo wtedy jeszcze nie ma
        związku.
        Ale we wspólnym życiu - to już się walczy wspólnie. Czasami nie rozumiem czemu
        dziewczyny nie rozumieją tego prostego faktu, i chcą żeby po ślubie było
        dokładnie tak samo jak przed ślubem. Wtedy też oczywiście nadal należy dbać -
        ale już wspólnie, jasno wyrażając swoje i spełniając partnera oczekiwania, albo
        adijos.

        Jako że zazwyczaj jestem za odbudowywaniem rodziny to odpowiem też na poniższe
        kwestie:
        > Abstrahujac od tego ze wcale nie wiem czy on wogóle by chaiał
        > znowu do nas wrócic po tym jak to w sumie ja go zostawilam....
        Niewykluczone. Nie będziesz znała jego odpowiedzi zanim nie spytasz. Tu nie ma
        co przesąd
        • kini_m Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 22.01.06, 18:06
          Niewykluczone. Nie będziesz znała jego odpowiedzi zanim nie spytasz. Tu nie ma
          co przesądzać odpowiedzi za drugą osobę. Jeśli weźmiesz pod uwagę to
          rozwiązanie to nie dopowiadaj sobie odpowiedzi za drugą stronę.
          > Czy był by sens wiazaćwracac do takiej osoby tylko ze wzgledu na to
          > ze jest OJCEM dziecka?
          > Czy dla dobra dziecka mamay zyc obok siebie????
          Odpowiem innym pytaniem: Czyje dobro jest ważniejsze: rodzica (Twoje) czy
          dziecka?
          Jak widzisz to niełatwe pytanie i nikomu nie jest łatwo na nie odpowiedzieć.
          > Myslisz ze lepszy byłoby dla dziecka taki dom w którym zyją dwie obce sobie
          > osoby?
          No jednak rodzice - to nie osoby obce dla dziecka, a najważniejsza tematem jest
          dziecko.
          > Rodzice którzy sie nie kochaja i wiecznie kłócą!
          ...Się nie kochają, ale jednakowo kochają dziecko.
          Kłóci się między sobą 90% rodziców - sama kłótnia nie rozbija rodzin. Jeśli
          życzysz sobie świata bez sporów - to jest utopia. Być może problemem nie są
          same spory, ale umiejętność ich przeprowadzania. Jeśli tej umiejętności Ci
          brakuje, to w nowym związku też ten problem wyjdzie.
          > Myslisz ze dziecko nie widzi i nie czuje ze rodzice sa sobie obcy ze sie nie
          > kochaja nie rozmawiaja normalnie??
          To że rodzice są sobie obcy - dziecko i tak widzi już na dzień dzisiejszy.
          Rozjeściem rodziców tutaj nie poprawiasz sytuacji. Natomiast odbudowując
          rodzinę dziecko zyskuje obydwoje rodziców z powrotem blisko siebie (tzn. blisko
          dziecka. Wasza bliskość jest dla dziecka drugorzędna, bo dziecko jest z natury
          egoistyczne, choć także wrażliwe).
          > I co ciagnąć to wszystko za wszelka cene? Myslisz ze to jest wyjście? Dobre
          > wyjście.Utrzymywanie związku i oszukiwanie siebie i dziecka ze wszystko jest
          > ok?
          To nie jest wszelka cena - nie pisałaś bynajmniej że dochodziło do przemocy.
          Nikt też nie mówi o oszukiwaniu - dziecko widzi niezgody między rodzicami,
          także w "normalnych" rodzinach. Ale jednak posiadanie obojga rodziców blisko
          siebie - to wartość nie do przecenienia.
          > Mój sie nie nawracał... On mówil ze taki jest i taki jest.
          Nawracał? - ale pod czyje dyktando? Nie da się zmieniać drugiej osoby na
          życzenie. Nawet jeśli powiemy że to ON MA SIĘ nawrócić, choćbyśmy nawet użyli
          słów: że nie my go zmieniamy.

          Co do wypowiedzi innych osób:
          Uważam, że bardziej niż kwestia formalnej zdrady (inny partner zanim nastapi
          rozwód) istotniejsza jest kwestia faktycznego pożycia. To nie papierki winny
          kształtować życie, ale życie winno kształtować papierki.
          (Dlatego też Izula, owszem uważam że w tej jednej kwesti jesteś starej wiary. A
          poza tym mowa ścisle o wierze czy o doktrynach?)
          Może i formalnie by to miało jakieś znacznie w sądzie (o orzeczeniu
          winy) ...ale chyba to już nie te czasy w sądach. (Co innego zdrada w okresie
          wspólnego pożycia.)
          Dziecka kompletnie nie interesują stosunki małżeńskie, fakt czy rodzice wzięli
          już papierek rozwodowy czy jeszcze nie. To nie świat dziecka. Ono ma rodziców,
          a nie małżonków.

          Uważam też że nie można o Tobie powiedzieć, że się miotasz i rzucasz w ramiona
          mężczyzn na oślep. Po prostu idziesz za głosem Twoich potrzeb, jak każdy z nas.
          Z tym że jesteś w tej trudniejszej sytuacji, że Twoje potrzeby nie mogą się na
          tyle harmonijnie ułożyć aby dobrze korespondowały z potrzebami innych osób.
          Natomiast na pewno wymaga poznania przez Ciebie sprawa - skąd płyną Twoje
          emocje? Zazwyczaj każdy dojrzały człowiek powinien już umieć SPRECYZOWAĆ co i
          dlaczego chce. Masz z tym jeszcze trochę trudności.

          Tak samo nie zgadzam się też z innymi osobami, że traktowałaś męża jak produkt
          zastępczy czy zapchajdziurę lub że wychodząc za mąż zagłuszałaś ból rozstania z
          pierwszą miłością. Bo chyba wypełnienie emocjonalne, którego szukamy od
          partnera/ki to dążenie każdego z nas. Chyba że wszyscy robimi z partnerów
          takich zapchajdziurów. (Tak myślę i o ojcu Twgo dziecka, i o Panu X).
          Niemniej można by chyba uznać że skrzywdziłaś męża, miałby on prawo do takiego
          uczucia ze swej strony.

          Myślę tez że racją są rady, które mówią że związać się z kimś winnaś dopiero
          gdy będziesz rozumiała sama siebie, umiała okreslić czego pragniesz. Inaczej
          nawet partner nie ma szans dać Ci szczęścia, co może skutkować kolejną porażką.

          Chciałbym też odnieść się ścisle do słów Evik (ale proszę nie czytać jako
          krytyki):
          > Właśnie rozpadł się kolejny mój związek. Większośc z nas szuka
          > miłości i rodziny. TYlko, że moim zdaniem trzeba najpierw dokładnie wiedzieć
          > czego się chce.
          > Spotkasz faecta. Będzie miły, da Ci poczucie bezpieczeństwa. Powie, że kocha.
          > I na początek to wystarczy. Ale nie będzie miał np ciekawych zainteresowań,
          > będzie miał wady. Ty szukając na siłe miłości pójdziesz na ustępstwa. Ale za
          > rok może dwa okaże się, że jednak nie potrafisz z tym żyć.
          > Określ dla samej siebie czego oczekujesz od mężczyzny, jakich cech. I wtedy
          > dobieraj partnera.
          > To prawda, musimy się szanować, nie brać byle czego, żeby tylko było.
          > Wysoko stawiać poprzeczkę, a nie brać byle kogo tylko dlatego, że nas chce.
          > I żeby nie było. Ja staram się tego trzymać. Ale nie zawsze wychodzi. raczej
          > nie wychodzi. To jest to co chce osiągnąc.
          Otóż, serce nie sługą. Chciałbym z chęcią spotkać osobę, która umie z rozsądku
          i z "biznesplanem na życie" dokonać wyboru partnera. Może do tego zdolne są
          osoby już ok. 40-tki,a i to zapewne tylko niektóre. Oczywiście wypada wiedzieć
          czego się chce, ale gdybyśmy to wszyscy umieli od razu, gdybyśmy... Z powodu
          tylko takiego braku umiejętności nie można ludziom odmawiać założenia rodziny.
          I jeszcze do kwesti: "wysoko stawiać poprzeczkę" - Pamiętaj: jeśli wysoko
          stawiasz poprzeczkę, to Ty sama też musisz umieć wysoko skakać, nad poprzeczkę
          którą zawiesza partner. Duża część dziewczyn o tym kompletnie zapomina, czując
          że jako matka troszcząca się o dziecko jest się królową związku. Taki
          jednostronny sposób stawiania poprzeczki nie prowadzi do niczego dobrego.

          Jako osoba która starałby się zachęcać do odbudowania rodziny, generalnie
          zgadzam się z Virtual_Moth:
          > Dziecko nie potrzebuje "szcześliwej" mamusi tylko, jak to określa
          > pewna osoba na innym forum, OBOJGA rodziców pod jednym dachem, żyjących w
          > zgodzie i szanujących się nawzajem. A jeśli jest to trudniejse do
          > zrealizowania niż sie wydawało (a zwykle tak jest, gdy wiążą się ze sobą
          > ludzie niedojrzali) należy robić WSZYSTKO aby jednak dążyć do tej harmonii.
          > Dojrzeć, iść do lekarza, wziać się za siebie i próbować zwalczać kryzysy.
          > Ono chce matki i ojca razem, szczęśliwych i żyjącyh w zgodzie
          [No ale spieranie się nie jest w sprzeczności ze zgodnym życiem. Spór jest
          jednym z
          elementów nauki - dop.wł.]
          > Obowiązkiem rodziców jest zatem zrobić wszystko, aby dać to dziecku,[...]
          > gdy tylko pojawią się kryzysy.
          > Należy robić wszystko, aby rzeczywiscie było OK. Czy jak wychodziłaś za
          > mąż to ktoś Ci obiecywał, że małżenstwo to droga usłana różami?
          > Można uleczyć związek, jeśli rodzice, nawet początkowo niedojrzali i
          > popełniający błędy będa mieli CHĘĆ spróbować coś zmienić, uleczyć
          > i naprawić. No ale do tego trzeba dwojga.
          > Taaaak, tylko dwie możliwości - albo walizki, albo wybaczanie. Jest jeszcze
          > wiele innych opcji, na przykład leczenie. Jeśli facet zdradza, może
          > potrzebuje lekarza, może kobieta potrzebuje lekarza, a moze i jedno i drugie.
          > Może potrzebują mediatora, psychologa, leków, zmiany miejsca zamieszkania,
          > zmiany trybu życia. Może nie umieją ze sobą gadać i potrzebują, aby ktoś ich
          > tego nauczył. Nie wiem, ale wierzę, że po dotarciu do przyczyn kryzysu, po
          > dostrzeżeniu własnych ułomności i błędów MOŻNA kryzys przezwycieżyć.
          Tylko ja dobrze sobie zdaję sprawę o drugiej stronie Twojego medalu.
          Virtual_Moth chyba ni
          • kini_m Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 22.01.06, 18:07
            Tylko ja dobrze sobie zdaję sprawę o drugiej stronie Twojego medalu.
            Virtual_Moth chyba nie będzie miała nigdy okazji przezyć tego co Ty. To co dla
            jednych jest oczywistą oczywistością, z kolei dla innych jest oczywistością
            bardzo trudną. Rozumiem że zapewne w małżeństwie już po prostu "dusiłaś" się
            Twoim związkiem, że nie wiedziałaś już jak patrzeć na męża. Wiem bo, widziałem
            to z bliska. I wtedy tego nie rozumiałem, choć przez kilka lat szukałem
            odpowiedzi na to pytanie, na odnalezienie szczęścia przy mojej inicjatywie.
            Robiłem co umiałem, ale przy ówczesnej swojej wiedzy chyba nie miałem/liśmy na
            to szans. Byliśmy razem 5 lat, i pomimo to że były też wzloty, to dziś widzę że
            było podobnie jak u Ciebie: już po 0,5roku były pierwsze niepokojące sytuacje,
            których nie udawało się z czasem naprawiać, a dochodziły coraz to kolejne i
            kolejne problemy. A ta oczekiwana pełna bliskość cały czas nie nadchodziła. Jak
            już wcześniej pisałem - myślę że od najbliższej osoby jest możliwa pomoc, ale
            niestety nie w roli partnera. Czemu? - O tym napiszę na końcu.

            Jeszcze pare słów do tego co napisała Mikawi:
            > Raz popełniłaś ten błąd, wiążąc się z facetem którego nie kochałaś, wyciągnij
            > wnioski. Zdynstansuj się, spróbuj popatrzeć na swój związek nieco z boku.
            Tak, tylko kto umie wyjść z siebie, ze swoich emocji? No niby to jest
            potrzebne, ale albo jeden ma tę umiejętność, albo drugi uczy się jej na własnej
            dupie (a czasem i na krzywdzeniu innych), albo trzeci nigdy jej nie posiądzie.
            > Jesli kochasz X, porozmawiajcie, może warto dociec sedna problemów -
            > z czego wynika twój bark zaufania do niego, czy Cie okłamuje a jeśli tak,
            > co to są za kłamstwa i z czego wynikają? Dlaczego to robi? Nie ufa ci,
            > że nie mówi ci prawdy? boi się czegoś? czy jest notorycznym kłamcą?
            > Popracujcie nad tym, niech on popracuje nad sobą i tym aby byc szczerym wobec
            > ciebie. A ty nad zaufaniem do niego. Może wystarczą szczere rozmowy,
            Wiele rozmów z exią też spędziliśmy, tylko to nic nie dało. Nasze sposoby
            rozumowania, wyrażania, traktowania własnych i drugiej osoby emocji były tak
            różne że kolejne rozmowy nic nie wnosiły. Dlatego myślę że radą do rozważenia
            jest:
            > może potrzebna będzie terapia. Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie - czy
            > to jest człowiek z którym chcesz być, mieć rodzinę, zestarzeć się, czy to
            > jest człowiek którego kochasz? Jesli odpowiedź będzie twierdząca
            > - podejmijcie wspólnie wysiłek.

            Rafaelo, uważam że ogólna odpowiedź na Twój (i wielu innych osób) problem leży
            w zasadniczym miejscu: w naszym wychowaniu. To co otrzymaliśmy od rodziców i to
            czego zabrakło w okazywaniu nam od nich. Moja osobista opinia jest taka, że i
            ojciec Twego dziecka, i obecny partner - nie są w stanie dać Ci tyle i ile
            oczekujesz, bo być może obarczasz/łaś ich oczekiwaniami, których to spełnianie
            wszystkich nie leży w ich roli. Być może nakładasz/łaś na nich oczekiwania nie
            tylko partnerskie, ale także takie które wynikały z tego czym Cię nie obdarzyli
            rodzice. Mówię tu głównie o oczekiwaniach psychicznych. Jeśli tak by było - to
            żaden partner nie jest w stanie tego zrealizować (w konsekwencji nie zaspokoi
            Twoich potrzeb i znowu odejdziesz od niego). To samo tyczy się nieumiejętności
            które wynieśliśmy z naszych domów, np. nieumiejętności do bycia blisko z drugą
            osobą.
            Takie właśnie stojące w poprzek związkowi i blokujące go problemy musisz
            rozpoznać. W tym może pomóc chyba tylko terapueta, który nieco nakierowałby
            szukanie właściwej odpowiedzi na Twoje problemy.
            Jeśli byś się tego podjęła, to myślę że na jakiś czas dobrze by było wstrzymać
            wszelkie zmiany w Twoich związakch (partnerskim, rodzicielskim), może wziąć
            tylko separację lub jeszcze odłożyć rozwód. Myślę że potrzebujesz trochę tego
            czasu (np.terapia to kwestia przykładowo 2 lat, tu nie zrobi się nic szybko na
            zawołanie).
            Dopiero za jakiś czas gdy zysaksz więcej odpowiedzi, sama dla siebie i o sobie,
            podjąć odpowiednie kroki.

            Na koniec chciałbym Cię zachęcić do lektury: "Lęk przed bliskością". Myślę że
            dla Twojej sytuacji byłaby ona dobrą podpowiedzią na zrozumienie sytuacji.
            Uważam że znajdziesz w niej nieco wytłumaczenia o tym co przeżywasz. Z góry
            zaznaczę że nie ma tam krótkich odpowiedzi ale sugestie jak zrozumieć swoją
            sytuację i że Twój problem (o ile dobrze rozpoznaję) wymaga wytwałości w
            szukaniu rozwiązań. (Co prawda w necie widzę że nakład tej pozycji wyczerpany,
            ale myślę że w niejednej księgarni książka powinna jeszcze leżeć, to popularna
            pozycja na półkach psychologicznych, a nawet jeślibym znalazł sam mogę użyczyć.)

            Masz też napewno swoje dobre strony w tej sytuacji:
            - umiesz mówić(pisać): wiesz - czego nie wiesz (a to już jest coś!);
            - nie obarczasz ojca dziecka winnym tej sytuacji, nie oczerniasz go (choć wady
            ma jak każdy i trochę starasz się nim usprawiedliwiać).
            (A muszę przyznać że w mojej sytuacji takich dobrych cech nie napotkałem.)
            Postaraj się to wykorzystać i rozwijaj swoje nowe dobre strony.
            Pozdrawiam

            PS: co prawda trochę miejsca poświęciłem na temat odbudowy rodziny, ale jeśli
            pozostaniesz w obecnym związku - nie znaczy to że Ciebie krytykuję. A sugestie
            pozostają te same niezależnie: czy stary, czy nowy partner.
            • virtual_moth Re: Wokół mnie wszyscy żyja normalnie a ja..... 22.01.06, 19:32
              Kini, no dobrze, tylko gdzie dlaczego tak lapidarnie i skrótowo potraktowałeś
              temat?
              Prosimy o więcej!
            • rafaela6 dziękuję.... 23.01.06, 10:25
              dziekuje .....przede wszystkim za to że wogóle ktos ma czas i ochote
              zainteresowac sie mna i moimi problemami...
              Kini_m - Poświęciłes mi duzo czasu.Dzięki.
              wszystko przeczytałam.Bede mysleć choc nie wiem czy na wizyte u terapeuty
              jestem gotowa.
              Mysle ze wiele problemów umiem sama adefiniowac a pewne decyzje musze podjac
              sama, terapeuta tego za mnie nie zrobi.
              Duzo problemów które mam sama ze sobą wiąze sie chyba z moja mamą. tak mi sie
              wydaje.Kocham ja lecz jest to osoba strasznie apodyktyczna, krytykujaca
              wszystko i wszystkich. rzadko słysze od niej jakies dobre słowa i pochwały.
              zawsze jest cos zle, cos robie nie tak..Długo by pisać.....Nie mam na to siły i
              ochoty....
              Zobaczymy jak to bedzie.
              Musze rwcac do pracy.Pozdrawiam
Pełna wersja