rafaela6
19.01.06, 10:39
Mam 32 lata i 5 letnia córkę.
Swojego jesczez męża poznałam po rozstaniu z moja pierwsza miłością...
Wzielismy slub... Juz krótko po ślubie zaczeło sie miedzy nami psuć... Potem
pojawiło sie dziecko. wstyd przyznac ale informacja o ciązy wcale mnie ni
ucieszyła....Ciaża była przez cały czas zagrożona a poród trudny. Pojawiła
sie Mała. Jest moim małym Sakrbem. Kocham Ją nad zycie.
Dziecko na chwile poprawiło nasze stosunki ale nie na długo.
Mąż denerwował mnie kazdym swoim gestem. To nie była jego wina. ja go
poprostu nie kochałam.... Nie mogłam narzekac bo on był zarówno dobrym męzem
jak i ojcem...ale ja coraz czesciej myslałam ze dłuzej juz tak nie moge...
Po 2 latach wrócilam do pracy..
Poznałam tam .... nazwijmy go Panem X
Rzucilam męża. wyprowadził sie dwa lata temu z domu. Zostałam z dzieckiem i
psem... "Jeszcze maż" spotyka sie z dzieckiem jak ma czas ale mniej wiecej
raz w tyg... Czasem dzwoni. Daje pieniadze Złozyłam pozew o rozwód za
miesiac rozprawa...Wszystko polubownie, w uzgodnieniu z "jeszcze mężem"..Od
roku mieszkam z Panem X.On jest po rozwodzie...Po 12 latach małżeństwa. ma
dziecko.... Niby mnie kocha ale.... no własnie...ma tendencje do kłamania.
Nie umiem uwierzyc mu na 100 % Chce miec ze mną dziecko Tak mówi...
A ja no cóż....
wokól mnie wszyscy zyją sobie normalnie...
Nie ma w moim otoczeniu nikogo kto by mial choc odrobiene podobna syt , z kim
mogłabym pogadac o tego typu problemach...
Coraz czesciej tez zastanawiam sie czy dobrze zrobiłam....
Moze powinnam poświecic swoje jakies tam uczucia..i dla dobra dziecka wciąż
byc z męzem... A może ja jestem nienormalna!!??????