Dodaj do ulubionych

Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-)

04.02.06, 21:57
Nienawidze stwierdzenie, ze samodzielne i ich dzieci maja postawe
roszczeniowa. Ludzie, ktorzy o tym pisza to zazwyczaj ludzie, z budzetow
ktorych PRAWNIE NALEZNE kwoty wyplywaja. Nie twierdze, ze zadna samodzielna,
czy zadne dziecko samodzienej nie prezentuje takich postaw, ale zdecydowanie
nie jest to na pewno wiekszosc.
Poczytalam sobie przed chwila lustrzane forum, co ostatnio nieczesto mi sie
zdarza, ale ubawilam sie setnie tym, jak macochy "martwia" sie co to bedzie
jak pasierbowie z roszczeniowa postawa zaczna prace za 1000 zl miesiecznie,
jak to im sie wtylkach zagotuje wink))
Ale do rzeczy smile
Wychodzi na to, ze CHYBA dobrze wychowuje dziecko smile)))))
A dlaczego?
Coz... nie daje szczeniakowi kieszonkowego, zeby mu sie nie wydawalo, ze mu
sie nalezy i chyba mu sie tak nie wydaje, bo moje niespelna 10-letnie dziecko
wczoraj wyglosilo do mnie monolog w sytlu:
"Mamo, przeciez ja MUSZE z CZEGOS zyc! Czy zgadzasz sie, zebym latem zbieral
jagody i sprzedawal je na rynku? Wiesz bede nastawial sobie budzik na 7 i
szedl do lasu wczesnie, a potem po poludniu jagody sprzedam, poza tym moge
kosic trawnik, podlewac dzialke, sprzatac twoj samochod, zima odsniezac i jak
cos jeszcze wymyslisz, tylko musimy NEGOCJOWAC cennik"

Jako wredna roszczeniowa exiara ustalilam cennik, chyba troszke na zasadzie
wyzysku nieletniego, ale niech sie do wyzysku od kolyski przyzwyczaja, w
koncu w doroslym zyciu, jak postuluja macochy lepiej nie byc zaskoczonym
szara rzeczywistoscia wink))))))

A swoja droga dreszcz niepokoju przeszedl mi przez plecy, jak wyobrazilam
sobie go samego w lesie zbierajacego te jagody, mam nadzieje, ze do lata mu
zapal minie i pozostana przydomowe zajecia w ramach ZARABIANIA NA ZYCIE wink
Na moje pytanie czego mu brakuje nie umial konkretnie odpowiedziec wink))
Po prostu nie ma na zycie I JUZ wink))))
Troszke sie ubawilam tym jego doroslym podejsciem do tematu, ale troszke to
jestem z niego dumna wink)))
Obserwuj wątek
    • kasia_kasia13 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 04.02.06, 22:45
      > Coz... nie daje szczeniakowi kieszonkowego, zeby mu sie nie wydawalo, ze mu
      > sie nalezy i chyba mu sie tak nie wydaje, bo moje niespelna 10-letnie dziecko

      Postulowalabym dawac "szczeniakowi" smile kieszonkowe, niewielke, ale jednak.

      Co do watku na forum lustrzanym, to mnie porazila moralnosc Kalego.
      Tata utrzymuje dziecko macochy i eksa macochy i chce w zwiazku z tym mniej
      placic na swoje dziecko -dobrze, jesli jakas samodzielna by wystapila z
      argumentem koniecznosci utrzymywania dziecka, ktore ma z kims innym - zle,
      posypalyby sie na nia gromy.
      Gdy macocha zarabia lepiej niz ex, jest oczywiste, ze jej dziecko ma miec
      lepiej. Gdy macocha zarabia mniej niz ex, dzieci musza miec po rowno.
      Ex ma dwojke dzieci to ma ruszyc d..e do roboty, macosze z dwojka dzieci jest
      trudno zarabiac, bo dziecmi sie trzeba zajac.
      Poza tym, niezalenie ile tata placi alimentow, dojdziemy do tego samego
      wniosku, ze koszty utrzymania zawsze mozna obnizyc, bo da sie zyc taniej, bo
      sa rodziny, w ktorych 1000zl na piec osob jest i zyja.

      • virtual_moth Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 04.02.06, 23:09
        Dlaczego dawać dziecku kieszonkowe? Ja nie dostawałam i żyję. Owszem, nie było
        to przyjemne, ale bardzo mobilizujące do tego, aby wziąć się za jakąś pracę
        zarobkową.
        Nie potępiam rodziców, którzy dają to kieszonkowe, ale też w niedawaniu nie
        widzę nic złego.
        • chalsia Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 04.02.06, 23:25
          Bo teraz są dwie "szkoły".

          Jedna mówi, by dawać kieszonkowe by się dziecko uczyło rozsądnie WYDAWAĆ
          pieniądze. I git. Z tym, że z czasem i wiekiem potrzeby rosną.

          Druga "szkoła" głosi by NIE dawać kieszonkowego, bo wtedy dziecko się nauczy po
          pierwsze, że trzeba na nie ZAPRACOWAĆ, no i oczywiście nauczy się też jak
          rozsądnie WYDAWAĆ, a nawet JESZCZE ROZSĄDNIEJ, bo z własnej pracy.

          Obie "szkoły" mają swoje plusy i minusy i pewnie nigdy nie będzie
          jednomyślności, która lepsza, bo to by była taka sama dyskusja, jak o wyższości
          Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkanocnymi (albo odwrotnie).
          Chalsia
          • kasia_kasia13 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 04.02.06, 23:32
            chalsia napisała:

            > Bo teraz są dwie "szkoły".
            >
            > Jedna mówi, by dawać kieszonkowe by się dziecko uczyło rozsądnie WYDAWAĆ
            > pieniądze. I git. Z tym, że z czasem i wiekiem potrzeby rosną.
            >
            > Druga "szkoła" głosi by NIE dawać kieszonkowego, bo wtedy dziecko się nauczy
            po
            >
            > pierwsze, że trzeba na nie ZAPRACOWAĆ, no i oczywiście nauczy się też jak
            > rozsądnie WYDAWAĆ, a nawet JESZCZE ROZSĄDNIEJ, bo z własnej pracy.


            No wlasnie, ja jestem zwolenniczka pierwszej szkoly.
            Jestem za to przeciwniczka placenia dziecku za prace w domu. To, ze dziecko ma
            obowiazki w domu, jest naturalne, jest czescia rodziny i ma swoj wklad
            odpowiedni do wieku, i nie wyobrazam sobie placenia za to. Ale ja slusznie
            zauwazylas, sa rozne szkoly.
            • chalsia Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 01:55
              Ja też nie jestem zwolenniczką płacenia za typowe obowiązki domowe. Bo bez
              względu na to czy mamy, czy nie, panią do sprzątania (albo jeszcze lepiej -
              codzienną pomoc domową), trzeba dziecko nauczyć, że są NORMALNE obowiązki
              domowe, które każdy członek rodziny - domownik, musi wykonywać.

              Natomiast sprawy takie jak koszenie trawy, zamiatanie liści, zbieranie owoców
              czy odśnieżanie, to są jednak (nawet mając własny dom i ogród), czy mycie
              samochodu - do obowiązków stricte domowych "niezbywalnych" na innych nie należą.
              Skoro dziecko może np.zarabiać zbierając truskawki u sąsiadów - to równie
              dobrze może zarabiać za ich zbieranie na rodzinnym polu.
              Chalsia
            • pelagaa Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 14:39
              A ja jestem zwolenniczka drugiej szkoly, bo pewnie taki model postepowania
              wynioslam z domu rodzinnego. Nikt mi kieszonkowego nie dawal, za to rodzice
              stwarzali mi mozliwosci dorobienia sobie w wolnym czasie.
              Oczywiscie dorabianie nie obejmuje zwyklych domowych czynnosci, typu sprzatnie
              wlasnego pokoju, czy wynoszenie smieci, ktore to czynnosci moje dziecko
              wykonuje w ramach udzialu rodzinnego w pracach domowych.
              Czynnosci, ktore wymienil moze robic, ale nie musi, bo uwazam, ze jest jeszcze
              za maly na az takie rozszerzenie obowiazkow. Jesli natomiast chce w zamian za
              drobne wynagrodzenie pomoc mi w tych ciezszych czynnosciach od czasu do czasu,
              to ja nie widze w tym nc zlego, bo jednoczesnie nauczy sie szanowac prace
              wlasnych rak i gospodarowac nie tak latwo zarobionymi/sprezentowanymi
              pieniedzmi.
    • kini_m ........ 05.02.06, 02:37
      Pela, generalnie w sytuacji którą opisujesz, jest wiele dobrego.
      Natomiast niepokoją dwa zdania (i Twoja na nie reakcja):
      pelagaa napisała:
      > "Mamo, przeciez ja MUSZE z CZEGOS zyc!
      > Po prostu nie ma na zycie I JUZ wink))))
      na co zareagowałaś:
      > tym jego doroslym podejsciem do tematu, ale troszke to
      > jestem z niego dumna wink)))
      Nauka dorosłości - owszem, krok po kroku.
      Natomiast ta nauka, to nie samo co dorosłość. Jednak dziecko winno uczyć sie
      przez ciekawość, zabawę, też naśladownictwo - lecz pewnych zachowań jeszcze nie
      powinniśmy mu wpajać. Dziecko jeszcze nie powinno brać na siebie roli
      dorosłego - to nie jest rola dla niego, i rodzic winien nad tym czuwać. A o
      przyjmowaniu takiej postawy zaczynały świadczyć te dwa zdania. Te kilka słów
      napewno wybiega poza właściwe dziecku zachowanie. (Niewątpliwe zwrot: "Ja muszę
      z czegoś żyć" - został zasłyszany od dorosłego, który to dorosły nie powinien
      wciągać dziecka w problemy utrzymania, także przez udzielanie się takimi
      zwrotami.)
      No ale... poza tym jest OK.
      • pelagaa Re: ........ 05.02.06, 14:32
        Kini dziecko uczestniczy w naszym zyciu, czy tego chcesz, czy nie.
        Zdanie uslyszalo ode mnie i bylo ono zapewne wypowiedziane wprost do dziecka,
        bo moje dziecko czesto mnie prosi abym nie szla do pracy, a na moje
        tlumaczenie, ze MUSZE isc do pracy pyta po co, wiec odpowiadam, ze po to,
        abysmy mieli z czego zyc. I nie uwazam tego za wciaganie w ten sposob dziecka w
        problemy doroslych. Bo praca zarobkowa w mojej sytuacji i w sytuacji wielu
        ludzi jest koniecznoscia, na ktora dziecko musi byc przygotowane.
    • coroline Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 10:56
      > Poczytalam sobie przed chwila lustrzane forum

      A czy mozna spytac jakie lustrzane forum masz na mysli, czyzby isnialo
      forum "niesamodzielna mama"??????????????. Bo jesli tak to chetnie poczytam,
      glownie po to zeby (na zasadzie przeciwienstw) dostrzec ta wasza samodzielnosc.
      Moge Cie prosic o link?

    • magdmaz Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 11:29
      Wy sobie chyba jaja robicie.
      Czytam i nie wiem o czym.
      Faktycznie można sobie prowadzić długie dyskusje na temat wyższości świąt...
      tylko po co? mnie szkoda czasu.
      Roszczeniowe dziecko to to, które kończąc lat 16 czy 18 pójdzie do ojca i
      powie: daj, bo mi się należy. A dlaczego pójdzie? Bo przez lata słyszało: a daj
      mi spokój, ja ci nie kupię, idź do ojca, niech ci kupi jak mu się nie chce
      alimentów płacić.
      A ponieważ taka postawa nie bardzo jest mi bliska, toteż mam bardzo pogryziony
      język. Gryzę go zawsze, kiedy dziecko mnie pyta: to kiedy będziemy mieć własny
      domek? Kiedy kupisz działkę?
      Bo mi się ciśnie: idź spytaj tatusia, kiedy sprzeda dom, który w połowie należy
      do jakby nie było obcej mu osoby, która nie jest już jego żoną. Albo
      przynajmniej spłaci nie swoją połowę.
      Toteż w gruncie rzeczy JESTEM roszczeniową samotną matką. I póki nie dostanę
      tego, co mi się należy jak psu micha, będę postawę roszczeniową reprezentować.
      A czy moje dzieci tą postawą nasiąkną?
      I to jest pytanie.
      • malinowe_usta Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 11:55
        a czy samodzielna mama ma prawo podwyzszac alimenty w oparciu o załozenie ze nex
        ma b. wysokie dochody z własnej działalnosci ktora prowadziła duzo wczesniej
        zanim sie zwiazala z facetem i nie prowadza wspolnie tej dzialalnosci. czy ma
        prawo samodzielna mama mowic dziecku ze dom nexi i tak przypadnie dziecku w
        polowie, skoro dom nexi jest domem zbudowanym przed malzenstwem i nexia ma swoje
        dziecko. Rozumiem ze exie chca wyrwac od ojca...ale dlaczego chca wyrwac kase od
        nexi ktora w przeciwienstwie do ex jest zaradna kobieta i ma pieniadze ale to sa
        jej pieniadZe a nie jej meza. Co mi radzicie, jak sie zabezpieczyc : siebie i
        swoje dziecko przed rozszczeniowa postawa exi. to ja jestem bogata, a nie moj
        maz wiec dlaczego exi wydaje sie ze bede łozyc na nia i jej dzicko z swoich
        ciezko zarobionych pieniedzy. Jakie macie pomysły samodzielne?
      • kini_m Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 12:03
        magdmaz napisała:
        > Wy sobie chyba jaja robicie.
        Magdo, no mi już naprawdę głupio zwrócić uwagę, ale że opisujesz coś na
        publicznym forum - toteż publicznie to skomentuję.
        Zwróciłem kilka postów wyżej Peli na coś uwagę. Ale nie był to bynajmniej
        kolosalny problem.
        Natomiast u Ciebie dziecko zaczyna brać udział (aktywnie, mentalnie) w sprawch
        własnościowo-majatkowo-lokalowych.
        > dziecko mnie pyta: to kiedy będziemy mieć własny
        > domek? Kiedy kupisz działkę?
        A jako że w większości człowiek uczy się przez naśladownictwo, to trudno dla
        mnie znaleźć inne wytłumaczenie niż to - że przejmuje roszczeniową postawę od
        rodzica którego na codzień obserwuje (tu akurat: matki).
        Jeśli dziecko zabiera głos w TAAAAKICH sprawach, to jest zbyt daleko idące
        wciąganie dziecka w tematych rodziców. A wręcz robienie z dziecka, z jego
        postawy - tarczy dla własnych działań (nie przeczę że działań właściwych, ale
        prowadzonych nieprawidłowymi środkami).

        Oczywiście - roszczeniową lub życzeniową postawę można mieć (w rozsadnych
        granicahc). Gdyby człowiek nie miał jej w sobie w ogóle - to niewiele spraw by
        popchnął do przodu.
        Ale gdy zaczyna w niej brać udział dziecko, zabierać głos w tych rolach - to
        zbyt szybko wprowadzasz dziecko w rolę dorosełego. To nigdy nie będzie
        prawidłowe dla rozwoju dziecka - jeśli wspomaga ono rodzica w zapewnieniu bytu,
        choćby takimi słowami.
        Możesz dziecko traktować na równi (do dyskusji, być mu przyjacielem - wręcz
        powinnaś) - ale w zakresie tematów dopuszczalnych dla dziecka.
      • pelagaa Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 14:45
        > Roszczeniowe dziecko to to, które kończąc lat 16 czy 18 pójdzie do ojca i
        > powie: daj, bo mi się należy. A dlaczego pójdzie?

        Nie zgodze sie z Twoja definicja. A pojdzie dlatego, ze MU SIE PRAWNIE NALEZY.
        Dla mnie dziecko, ktore opisalas, to dziecko znajace prawo.
        Roszczeniowe dziecko wedlug wiekszosci macoch to to, na ktore trzeba placic
        wiecej niz 300 zl alimentow i ktore nie ma ochoty dorabiac (choc prawnie nie ma
        takiego obowiazku). Dlatego napisalam ten watek, bo moje dziecko MA OCHOTE
        dorabiac, choc nie ma takiego obowiazku i choc ma zapewnione wszystkie zyciowe
        potrzeby w sposob wybiegajacy zapewne poza standardowy (1000 zl na cala 4-
        osobowa rodzine i tym podobne kfiaty).
        • nina73 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 07.02.06, 10:51
          Oj Pelaga, Pelaga Ty to ziejesz jadem i lubisz sprowadzać wszystkio do jednego
          poziomu - samodzielna cacy, macocha be. Wyobraź sobie że jestem macochą, któa
          też była samodzielną ( w ciężkiej sytuacji). Mój M płaci na dziecko duuuuzo i
          to znacznie wiecej niż ma zasądzone alimentów. Uważa że tak powinien bo dziecko
          ma rosnące potrzeby, plus czesne, prywatne kursy, wyjazdy zagraniczne i ja też
          że tak powinien bo to jegoo dziecko. Tyle tylko że jak widzę że młody nie
          założy przysłowiowych majtek z poza najnowszek kolekcji "adidasa, nike lub
          czegoś innego to w tym momencie mnie szlag trafaia. Ma być najnowsze i
          najdroższe bo mama mu powiedziała że nie może innych nosić. Oczywiście za
          zwszysko płaci ojciec.Jak nie nazwać tego postawą roszczeniową?? Moje dziecko,
          choć też ma zasądzone alimenty od ojca i ja nie zarabiam najgorzej tego typu
          rzeczy nosić nie będzie (a przynajmniej cała jego garderoba nie będzie sie
          składać z najnowszych kolekcji), chociażby po to żeby mu uświadomić że są w
          życiu rzeczy bardziej i mniej ważne, a ludzi nie można oceniać po metce.
          Nie wiem czy sie za mną zgodzisz ale jest olbrzymia różnica między
          zaspokojeniem ewidentnych potrzeb dziecka (typu np dobra edukacja), a postawą
          roszczeniową.
          • pelagaa Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 07.02.06, 19:51
            > Nie wiem czy sie za mną zgodzisz ale jest olbrzymia różnica między
            > zaspokojeniem ewidentnych potrzeb dziecka (typu np dobra edukacja), a postawą
            > roszczeniową.

            A gdzie ja napisalam, ze jest inaczej? Dokladnie sie z Toba zgadzam. Ale nie da
            sie za kwote 100, czy 150 zl miesiecznie przeznaczanej na ubrania chodzic w
            najnowszych kolekcjach, a za kwote 15 zl dziennie jesc w najlepszych kanjpach,
            czy nawet odzywiac sie racjonalnie w domowych warunkach, jesli to dotyczy
            jednej osoby w osobnym gospodarstwie domowym. Tak samo jak dermatolo to nie
            fanaberia, ani kaprys.
            Wielokrotnie powtarzalam, ze nie wszystkie macochy sa beee, z kilkoma utrzymuje
            staly kontakt i jakos to obydwie strony przezywaja bez uszczerbku na zdrowiu.
            Poczytaj sobie mikawi i erin one prezentuja dokladnie taki typ macoch, ktorego
            nie trawie, jesli w ich postach nie doszukasz sie jadu i prywatnych zalosnych
            wycieczek osobistych, to nie mamy juz o czym dyskutowac.
    • evik3 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 13:05
      Jestem za wersją mieszaną. Dostawałam kieszonkowe ale też jak potrzebowałam
      ekstra kase to szłam do pracy. Zbieranie truskawek, praca w szpitalu itp.

      Kieszonkowe szło na bułke w trakcie przerwy, jakieś drobiazgi typu ołówek,
      długopis itp. Natomiast dorabianie pozwalało mi na kupno czegoś np wymarzonego.
      I dawało mi poczucie hehe samodzielności i niezależności. Już wtedy było to dla
      mnie ważne. Dzięki temu doceniłam wartość pracy i pieniędzy.
      Natomiast uważam, że na kieszonkowe powinni składać się oboje rodzice, ojciec i
      matka.
      • mrs_ka Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 14:30
        Jedyna rada do zaraz po poczęciu zatroszczyć się o terminarz castingów dla
        noworodków. NIech gó..arz pracuje na pampersy.

        Widzę, że wielu ludzi ma problem z terminem "roszczeniowość". Ciekawe, z czego
        to wynika? Czyżby jakieś subtelne przeniesienie?
        Fajne jest też to, że propaguje sie postawę świadomego macierzyństwa: najpierw
        studia, potem praca i okrzepnięcie materialne, aby dziecko wychowac w godnych
        warunkach i umożliwić mu tzw. start. I tu nagle napotykamy się na logiczną dupę:
        po cholerę te godne warunki, skoro smarkacze ani chybi staną się roszczeniowi?
        Pomyślmy: o ile lepiej urodzić dziecko we wsi postpegieerowskiej i gonić do
        zrywania truskawek po szkole. Jakaż to szkoła chatakteru, jak wiele mu da w
        przyszłości! Wszak stal hartuje się w ogniu.
        Pamiętajcie więc: każda godzina korepetycji, każde zimowisko i nowe rolki
        (zapewne usłyszycie od smarkacza ściemę, że rolki pomogą mu w realizacji pasji
        sportowej, a guzik) przyczyniają się do wyhodowania armii pasożytów.
        Dziecko ma uczyć się, pracować i od piętnastego roku zycia dokładac się do
        przyrostu PKB. Jesli się tak nie stanie wychowacie dzieci na roszczeniowych
        nierobów.
        Dzieci powinny także niańczyć przyrodnie rodzeństwo i oddawac kieszonkowe
        macosze oraz ojczymowi. Dopiero tak wychowana jednostka ma szansę na stanie się
        człowiekiem.


        Konkluzja na boku: serce roście patrząc na te czasy, w których 80% forumowiczów
        daje tak piękne świadectwa własnej determinacji finansowej. Pełno tu młodych
        stachanowców, którzy już od czternastego roku życia urabiali sobie ręce po
        łokcie, aby odciązyć strudzonych rodziców. Co za hart ducha! (albo licentia
        poetica....)

        Jedyne zdanie na serio w tym poście: rzyg, rzyg.

        a.
        • pelagaa Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 14:53
          > Konkluzja na boku: serce roście patrząc na te czasy, w których 80%
          forumowiczów
          > daje tak piękne świadectwa własnej determinacji finansowej. Pełno tu młodych
          > stachanowców, którzy już od czternastego roku życia urabiali sobie ręce po
          > łokcie, aby odciązyć strudzonych rodziców. Co za hart ducha! (albo licentia
          > poetica....)

          Prawda? Juz od czasow ogolniaka co poniektorzy ubrania i inne kosmatyki sobie
          sami kupowali! Rodzice jedynie jesc dali i na tymich rola sie konczyla.
          Coz za nieroszczeniowe spoleczenstwo macoch nam wyroslo, nie to, co teraz
          hodujemy, my samodzielne!
          Tez mnie te teksty oslabiaja. I o tym pracowaniu w czasie studiow, jakiez to
          bylo nagminne! Zadziwiajace, ze ja na swoich studiach tej nagminnosci nie
          dostrzeglam. Owszem czasem ktos sobie korkami, czy inaczej dorywczo cos
          dorabial, ale NIE PRACA - regularna, etatowa, bo na to czasu zwyczajnie nie
          bylo.
          No ale ja roszczeniowa jestem, bo mnie rodzice utrzymywali przez cale studia,
          nawet wtedy, kiedy oznaczalo to utrzymanie rowniez mojego dziecka, bo zuczek
          wylapany, jako ten odsiany ideal przez jakas macoche nie poczuwal sie do
          obowiazkow na nim ciazacych.
          I nie wstydze sie tej swojej rzekomej roszczeniowosci, bo dzieki bogu jakos
          sobie w tym zyciu radze, rodzice nie narzekaja, dziecko moim zdaniem wyrosnie
          na samodzielnego Mlodego czlowieka, mimo, ze bedzie mialo zapewnione utrzymanie
          i pomoc do momentu prawdziwiego usamodzielnienia sie. Ale to sie milosc nazywa,
          a nie macosza kalkulacja budzetowa.
          • mrs_ka Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 15:47
            Widzisz Pelasiu, bo Ty Jesteś z zadupia, na które nie dotarł jeszcze ożywczy
            powiew Nowej Pedagogiki. Nie martw się, na moje zadupie tez nie dotarł.
            Popatrz, że i ja w całym moim realnym życiu nie spotkałam młodocianego
            stachanowca. Okazało się, że oni na necie siedzą i to jest ich środowisko
            naturalne. Musiałam sporo lat przezyć, aby wpaść na tę zależność.
            Podejrzewam jednak, że tu występuje i inna zależność. Mianowicie roszczeniowy
            jest ten, kto został urodzony przez byłą żonę aktualnego męza i w tym świetle
            chamstwem może być nawet używanie pieluch jednorazowych, bo przeciez istnieje
            tetra. Natomiast pośladki legalnych dzieci z drugich małżeństw powinny być
            otulane puchem, bo zasada równości to w socjalizmie była, a teraz mamy oświecony
            kapitalizm i oświecony egoizm. Jak i oświeconą amnezję drugich żon.

            Rzecz jasna uogólniam, obserwacje nie odnoszą się do macoch jako takich, a do
            ich części. Ludzi głupich i bezdusznych można spotkac zarówno wśród
            samodzielnych, żonatych i spawaczy. Mimo wszystko cholera mnie bierze na
            wyliczenia 500zł na miesięczne żarcie, co stanowi widomy znak roszczeniowości...
            Boże, widzisz i nie grzmisz...

            a.
          • zonka77 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 16:29
            Czasem się czy waszym zdaniem kiedykolwiek jest dość pieniędzy od taty. W wątku
            na "lustrzanym"(??)forum nie ma mowy o dzieciach małych, podstawówkowych czy w
            liceum - jest mowa o dorosłej pannie. Nie ma mowy o obniżeniu alimentów, nie ma
            mowy o niepłacaeniu więcej niż 300 zł na życzenie next etc
            Przypominam że dziewczyna straszy żądaniem 1000zł co jest 1/3 pensji taty który
            ma poza córką jeszcze rodzinę i siebie na utrzymaniu. Tata chce dawać 600 zł,
            mama drugie tyle dać może a dziewczyna ma możliwość jeszcze sobie dorobić a jako
            że jest studentką rozmowa dotyczyła tego czy studenci jeśli mają możliwość
            powinni dorabiać czy nie. Te osoby które sobie dorabiały (w tym i ja) uważają z
            własnego doświadczenia że jest to droga słuszna - nasze prawo.
            U mnie dorabianie oznaczało lepsze warunki (własny pokój, ciuchy itd) a
            niedorabianie gorsze warunki (mieszkanie w akademiku, stołówka)
            Oburza niektórych i mnie również sposób załatwienia sprawy i postawa córki. Ja
            też jestem córką i może dlatego że moi rodzice nie są rozwiedzeni takie
            zachowanie jest nie do pomyślenia i koniec.
            Przesadzacie niepomiernie kobiety z czystą jadowictą złośliwością. Nikt nie
            wysyła nastolatków na "lustrzanym" forum do pracy. Co do studentki to też nie
            musi pracować - może pomieszkać w akademiku jak tysiące innych studentów i zjeść
            obiad w stołówce (całkiem zresztą obfity i smaczny najczęściej) bo tatuś w
            luksusy nie opływa i ma prawo żyć w miarę dobrze
            Może ktoś i napisał że sobie dorabiał jako nastolatek - i co z tego?? Ja też
            sobie dorabiałam! Chociaż już wtedy moi rodzice pieniędzy mieli całkiem sporo.
            I co? Ja uważam że to fajnie kiedy dorastające dziecko ma okazję sobie zarobić,
            poznać smak pracy i wynagrodzenia za nią i decydowania potem na co te pieniądze
            wydać - i jakoś nie brakowało mi miłości rodziców bo mnie zachęcali do
            samodzielności.Ale nie zmuszali mnie do pracy aczkolwiek jeśli chciałam więcej
            niż uważali za dobre to musiałam wykombinować jak dorobić i bardzo sobie to
            teraz cenię.
            Nie odczułam żeby mnie tata nie kochał również wtedy kiedy mi na studiach dawał
            pieniądze mniejsze niż bym sobie marzyła. Ale jak już pisałam rodzice nie byli
            rozwiedzeni i może dlatego nie przyszło mi do głowy żądać więcej nie zważając na
            ich kredyty i koszty życia
            Tak w wieku studenckim jak i teraz martwiłam się czy rodzice mają co potrzebują
            i nie chciałam z nich zdzierać kasy bo czułam się już dorosła. Nie wiem może to
            się nazywa...miłość?
            Ale wg części samodzielnych tylko ojcowie mają obowiązek kochać i martwić się o
            swoje dzieci. Dzieci nawet jak są już dorosłe mają obowiązek wyliczyć ile sobie
            życzą i żądać żądać i jeszcze raz żądać.
            • kottiki Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 17:44
              To ciekawe, ze prawie każde zdanie zaczynasz, od słowa "ja", "mnie".
              Co ma do rzeczy, co ty robiłaś, do sytuacji tej studentki?
              No chyba, że należysz do tej grupy osób, które uważają że ich droga życiowa, to co myślą i robią, jest jedynie słuszne, i że tylko ty masz absolutną rację.
              Otóż wyobraź sobie, choć pewnie to trudne, że mogą istnieć inne poglądy od twoich i inne sposoby na życie.
              Ty chciałaś sobie dorabiać, nie chciałaś kasy od rodziców – twoja sprawa.
              Jak piszesz jednak nikt cię nie zmuszał do pracy, dlaczego w takim razie tak koniecznie chcesz, zmusić albo dziewczynę, albo jej matkę do niższego standardu życia, podczas gdy ojca zwyczajnie przy jego zarobkach stać na takie alimenty.
              Piszesz, ze oburza cię postawa córki "takie zachowanie jest nie do pomyślenia i koniec".
              I tu tkwi problem, nie analizujesz i nie zastanawiasz się nad przyczynami, po prostu ty byłaś inna (w domyśle – lepsza, kochająca rodziców ) i … koniec. To wystarczy by osądzać innych. Tak prościej.
              Twoja jakże szlachetna i pełna miłości postawa życiowa nie przeszkadza ci uogólniać, zadawać pytaniu w stylu "zastanawiam się czy waszym zdaniem kiedykolwiek jest dość pieniędzy od taty?"
              Pytanie retoryczne chyba, bo z kontekstu dalszej twojej wypowiedzi, wyraźnie widać że pytający odpowiedź zna i odbiorcy pytania już ją przeczuwają – brzmi ona "nigdy nie jest dość".
              Nie ma chyba sensu powtarzać argumentów jakie tu padały, bo wyraźnie widać, że okopałaś się we własnej pozycji, zdania nie zmienisz "i koniec".

              • zonka77 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 19:23
                > To ciekawe, ze prawie każde zdanie zaczynasz, od słowa "ja", "mnie".

                tak, bo wyrażam swoje zdanie wyrobione na podstawie moich doświadczeń


                > No chyba, że należysz do tej grupy osób, które uważają że ich droga życiowa, to
                > co myślą i robią, jest jedynie słuszne, i że tylko ty masz absolutną rację.

                Dlaczego? Pisałam żeby wyjaśnić że łatwo jest wyciągnąć kilka zdań i napisać
                post obsmarowywujący znowu "lustrzane forym" Gdybym nie czytała wątku na
                macochach to pomyślałabym że jest tam wątek głoszący że dzieci jeszcze w
                podstawówce albo i mniejsze powinny zarabiać na siebie bo tak sobie życzą macochy

                Jak piszesz jednak nikt cię nie zmuszał do pracy, dlaczego w takim razie tak ko
                > niecznie chcesz, zmusić albo dziewczynę, albo jej matkę do niższego standardu ż
                > ycia, podczas gdy ojca zwyczajnie przy jego zarobkach stać na takie alimenty.

                Nikogo do niczego nie zmuszam. Standart życia matki nie ma tu nic do rzeczy - z
                tego co się orientuje może spokojnie wyłożyć tyle co ojciec a jesli chce
                wykładać więcej - jej sprawa. Napisałam że dziewczyna jak i tysiące innych
                studentów może mieszkać w akademiku albo nawiet i miłym studenckim mieszkanku
                ale nie musi być sama w pokoju bo to już jest luksus na który nie każdego stać i
                uważanie tego za niezbędne jest dla mnie nieporozumieniem (DLA MNIE bo piszę co
                JA myślę)
                Ojca stać? Przepraszam ale tak jak pisałam na macochach uważam że to
                nieporozumienie żeby w sytuaji ojciec - studentka to ojciec ma być stroną
                zaciskającą pasa i obniżającą standart sobie i swojej rodzinie po to żeby córka
                miała wszystko co chce. Ot uważam że na luksusy przyjdzie pora jak się pójdzie
                do pracy i zarobi a na razie można się zadowolić standartem jaki jest
                wystarczający dla większości studentów i nawet śmiem twierdzić że to nie żadna
                krzywda mieszkać w akademiku lub z koleżanką w pokoju albo darować sobie
                kupowanie co miesiąc nowych ubrań.
                Myślę że ojciec w wieku czterdziestuparu lat mógłby mieć prawo do trochę
                większych luksusów niż córka studentka. Takie jest MOJE OSOBISTE zdanie. MOI
                rodzice MIELI lepszy standart niż ja i ja w domku również miałam lepszy
                standart. Żyję a na studiach było fajnie smile
                Dorabiałam bo chciałam - nie musiałam. Miałam okazję i z przyjemnością wydawałam
                kasę nie na duperele a na właśnie pokój własny ale nie było to dla mnie
                oczywiste i nie wymagałam tego od rodziców żeby mi zapewnili WSZYSTKO czego
                sobie zyczę.

                > I tu tkwi problem, nie analizujesz i nie zastanawiasz się nad przyczynami, po p
                > rostu ty byłaś inna (w domyśle – lepsza, kochająca rodziców ) i … k
                > oniec. To wystarczy by osądzać innych. Tak prościej.

                Nie rozumiem. Dlaczego mam się zgadzać z tym jak postępuje ta dziewczyna jeśli
                najnormalniej w świecie mi się to nie podoba? Co ja poradzę że jestem inaczej
                wychowana i większość ludzi jakich znam studiowali za o wiele mniej niż sobie
                życzy ta studentka?
                Przecież nikt jej studiowania nie zabrania i za to co by miałą może naprawdę
                spokojnie studiować niepracująć!!! Kwestia dorabiania pojawia się wtedy jeśli
                będzie chciała mieć więcej niż tata może dać.
                Ja naprawdę nie rozumiem takiej postawy że rodzice mają wiecznie oszczędzać. Nie
                rozumiem też uważania pensji ojca za kokosy. Facet jest w wieku w którym miewa
                się kredyty, ma rodzinę. U mnie samej kredyty kosztują nas ponad połowę naszych
                dochodów! I co mamy do końca życia siedzieć w wynajmowanej norze? Ja dziękujęale
                ja czasy studenckie mam już za sobą - fajnie było ale teraz chcę żyć lepiej, na
                to pracuję. Swojej córce też będę chciała zapenić możliwość nauki - jak
                najbardziej, kocham ją okropnie i chcę żeby się uczyła! Ale będzie musiała się
                dostosować do naszych możliwości i jeśli będzie to oznaczało mieszkanie w
                akademiku i objadki na stołówce bo my akurat będziemy spłacać np kredyt albo
                mieć jeszcze 2 dzieci poza nią to będzie tak studiować bo nie widzę w tym nic
                złego.Pewnie jej będę podsuwać jakieś pieniądze zaskórniaki jak i moja mama
                robiła i pewnie jej pomogę znaleźć możliwość dorobienia jeśli będzie mogła bo
                też ni widzę w tym nic złego a raczej korzyści dla niej samej.
                Już teraz nie daję jej wszystkiego czego sobie zażyczy - nie dostaje ani zabawek
                najdroższych ani ciuchów najdroższych, ma to co możemy jej dać plus kupę
                miłości. Oczywiście moglibyśmy nie posiadać kredytów i mieć o wiele więcej na
                bieżące wydatki. Moglibyśmy się gnieść w 2 pokojowy maleńkim mieszkaniu i dawać
                kasę obcemu za wynajem zamiast spłacać swoje. Ale jak mamy do wyboru ładowanie
                pieniędzy na ubranka i zabawki albo na mieszkanie to wybór jest prosty


                Zawsze staram się nie wypowiadać się w tonie religijnym mimo że w mojej rodzinie
                to jest najważniejszy aspekt życia ale tym razem się wypowiem bo tu jest źródło
                moich przkonań.
                Otóż uważam że kasa nie jest najważniejsza. Uważam też że dzieci winne są
                rodzicom szacunek i wcale ale to wcale nie należy im dawać wszystkiego czego
                chcą. Myślę też że dzieci w tym wieku (właściwie już dorośli) jak najbardziej
                powinni być nauczeni myślenia o innych. Ja uczę tego moją córkę już teraz kiedy
                ma 5 lat. Wpajam jej na każdym kroku że kasa najważniejsza nie jest i nawet jak
                mam pieniądze nie wydaję ich na rzeczy zbędne. Zabawki fajne ma - dostaje ich
                kupę z okazji urodzin świąt dnia dziecka od całej rodziny - to są momenty kiedy
                staramy się spełniać w miarę możliwości marzenia dziewczyn. Ale to jest kilka
                razy w roku na codzień moja córka jak chce coś mieć to sobie musi długo składać
                do skarbonki i kupić. A ile z tego ma radochy i jak mnie zaskakuje konsekwencją
                już teraz to naprawdęprzyjemnie popatrzeć smile

                Ale tak to JEST moje osobiste subiektywne zdanie i nie bardzo widzę dlaczego
                miałabym je zmieniać - nie widzę nic co miałoby mnie do tego skłonić.

                > Twoja jakże szlachetna i pełna miłości postawa życiowa nie przeszkadza ci uogól
                > niać, zadawać pytaniu w stylu "zastanawiam się czy waszym zdaniem kiedykolwiek
                > jest dość pieniędzy od taty?"

                Dla mnie to jest normalna postawa a nie wielce szlachetna. A że poełna miłości
                to i owszem przyjmuję to za komplement smile mam nadzieję że taką postawęuda mi się
                przekazać córce a może i następnym dzieciom ktore zamierzam mieć

                tak to było retoryczne pytanie bo czytając wypowiedzi CZĘŚCI samodzielnych
                dochodzę do wniosku że dla nich każde dziecko które żąda jest ok i każdy ojciec
                który mówi "nie" jest be. Jakoś nie pilno wam do analizowania i zastanawiania
                się - o sytuacji ojca nie wiecie nic, nie wiecie jakie ma koszty, jakie
                zobowiązania, ile mu tych pieniędzy zostaje jak popłaci wszystko co musi. Za to
                przyklaskujecie dziecku które nie potrafi i nie chce pomyśleć o nikim innym poza
                sobą które jest już na tyle dorosłe że może samo przyjść i porozmawiać a które
                sprawy z tatą załatwia za pomocą listy żądań i awantury oraz grożenia sądem.

                Ja też nie bardzo widzę sens dyskusji, chciałam dać jeden głos z drugiej strony
                bo mnie zdenerwował nieco post pelagi i odpowiedzi na niego z których znowu
                wyłonił się obraz macochy potwora która posłałaby do roboty najchętniej już
                dziecko w podstawówce.
                • kasia_kasia13 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 19:56
                  Napisałam że dziewczyna jak i tysiące innych
                  > studentów może mieszkać w akademiku albo nawiet i miłym studenckim mieszkanku
                  > ale nie musi być sama w pokoju bo to już jest luksus na który nie każdego
                  stać
                  > i
                  > uważanie tego za niezbędne jest dla mnie nieporozumieniem

                  No widzisz, a ja uwazam, ze osobny pokoj to standard. Wiem, ze Polsce sa wciaz
                  akademiki, gdzie studenci mieszkaja wspolnie w jednym pokoju. Tak jak w Rosji
                  sa wciaz mieszkani komunalne, gdzie w jednym pokoju mieszka cala rodzina.

                  > Ojca stać? Przepraszam ale tak jak pisałam na macochach uważam że to
                  > nieporozumienie żeby w sytuaji ojciec - studentka to ojciec ma być stroną
                  > zaciskającą pasa i obniżającą standart sobie i swojej rodzinie po to żeby
                  córka
                  > miała wszystko co chce.

                  A ja uwazam za nieporozumienie, aby pasa zaciskala corka, bo macocha musi miec
                  wiecej. Jesli macocha chce wiecej, niech zarobi.

                  > Myślę że ojciec w wieku czterdziestuparu lat mógłby mieć prawo do trochę
                  > większych luksusów niż córka studentka.

                  A ja mysle, ze jesli ojciec w wieku czterdziestu paru lat, pod wplywem kryzysu
                  wieku sredniego decyduje sie z nowa, mlodsza zona zaczynac wszystko od
                  pocztaku, to on powinien poniesc finansowe konsekwencje tej decyzji a nie jego
                  dzieci z poprzedniego malzenstwa. Nowe mieszkanie, nowe kredyty. Coz, tego nie
                  musialo byc, gdyby nie to "ze glowa siwieje, d..a szaleje". Co tu duzo mowic,
                  kochanka i nowa zona to jest wlasnie luskus, rowniez luksus finansowy.
                • kottiki Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 20:57
                  Rozumiem więc, zakładając hipotetycznie, że gdyby twój mąż, czego oczywiście ci nie życzę, zostawił cię dla innej, a buzia twojej pięknej córki w wieku dojrzewania pokryłaby się ropnym trądzikiem, po którym zostałyby szpecące blizny, zaś wraz z drugimi zebami pojawiła się poważna wada zgryzu, możliwa do leczenia tylko przez ortodontę - powiesz jej, podejrzewam tak "wiesz co kochanie, nie podnoś tatusiowi alimentów, chociaż dobrze wiemy, że byłoby go stać, bo przecież twój tatuś i twoja macocha oraz ich wspólne, a także jej dziecko potrzebują większego i lepszego .../tu wpisać odpowiednie słowo/, no i w ogóle mają dużo koniecznych wydatków na .../jak powyżej/, co jak wiadomo jest niezbędne dla ich dobrego samopoczucia. Nie mam sumienia, aby macocha podnosiła alimenty swojemu byłemu, co się będzie denerwować, jeszcze do sądu będzie musiała iść, biedaczka, dorobić tez nie może bo ma dzieciaczki w przedszkolu, dlatego ty kochanie zrezygnuj z .../tu odpowiednia słowo/ lub sama zarób, jak masz takie ekstrawaganckie kaprysy."
                  Choć nie, w twoim szlachetnym świecie, nie będziesz nic musiała mówić, twoja córka sama to będzie wiedzieć, kto wie może zrezygnuje z alimentów w całości, to dopiero byłby wyraz prawdziwej miłości i szacunku.

                  I jeszcze jedno.
                  Piszesz, że nic nie wiemy o sytuacji ojca, jakie ma koszty, jakie zobowiązania.
                  Jak wiesz coś więcej to napisz, chętnie poczytam.
                  Bo jak na razie z twojego postu wynika tylko jedno, dziewczyna jest zła, egoistyczna i myśli tylko o sobie.
                  Ktoś to dziecko wychował, czy wierzysz w to, że dzieci (szczególnie te z pierwszych małżeństw) rodzą się złe?
                  Czyżby tatuś, któremu należy się szacunek, nie wychowywał własnej córki?
                  • zonka77 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 22:38
                    Co do wychowania to powiem tyle wiem jak to wygląda. Siłą rzeczy ojciec ma
                    mniejszy wpływ na dziecko z którym nie mieszka niż matka która z dzieckiem mieszka.
                    Wiem bo widzę to u nas mimo że stosunkowo dużo czasu M spędza z młodą to jednak
                    nie jest jej w stanie przekazać tyle ile przkazuje małej
                    Jego wizja wychowania dzieci zdecydowanie odbiega od wizji jego ex głównie w
                    punkcie dotyczącym tego co dziecko w danym wieku mieć powinno a czego nie i co
                    się powinno mu dawać i na co pozwalać a na co nie i nic z tym nie zrobi. Kiedy
                    młoda jest u nas ma przekaz taki sam jak mała, kiedy jest u mamy ma przekaz
                    inny. Przekaz taki jak np prezent na mikołaja za 1000 zł i na gwiazdkę za ponad
                    1000 plus inne. Tak wiem - zarabia kupuje jej sprawa. Nic mi do tego. Ok. Ale
                    mój M tego nie popiera absolutnie z własnego wyboru i przekonania ale wszystko
                    co może zrobić to powiedzieć o tym ex i mówi i stara się przekazać córce to co
                    jego zdaniem jest cenne nie przekazując jednocześnie tego jak bardzo się z jej
                    mamą nie zgadza w tym jak wychowuje młodą bo zwyczajnie nie chce jej ranić
                    dlatego młoda na temat mamy nie usłyszała i nie usłyszy nigdy negatywów.
                    Tak więc jeśli chodzi o wychowanie zwłaszcza w zakresie finansowym to
                    rzeczywistością jest że dziecko które dostaje od jednego rodzica duuużo ponad
                    miarę trudno jest nauczyć szacunku do pieniędzy, do pracy i rozumienia ile
                    wysiłku kosztuje zarobienie pieniędzy i że nie jest rzeczą oczywistą posiadanie
                    wszystkiego na co się ma ochotę.
                    A myślę że w tym wypadku tak jest ponieważ jak pisała Julia mama dziewczyny ma
                    wysokie dochody a na utrzymaniu tylko siebie i córkę i być może usiłuje jej
                    "wynagrodzić" kasą rozbitą rodzinę krzywdząc ją tym moim zdaniem i nie tylko
                    moim ponieważ widzę efekty takiego wychowania po córce M i nie są to dobre efekty.

                    Jeśli chodzi o dermatologa i ortodonte to Julia pisała że dermatologa rozumie a
                    na aparat się złożyli z ex na pół. Wątpliwości jej i jej męża dotyczyły raczej
                    konieczności mieszkania w jednoosobowym pokoju w mieszkaniu studenckim,
                    wysokości kosztów żywienia i innych kosztów.

                    Skrajności i jeszcze raz skrajności - to jest to w co z lubością popadacie panie
                    samodzielne.(niektóre, nie wiem czy wszystkie więc się proszę nie obrażać)

                    Czytam melodramatyczny post o pięknej buzi mojej córci pokrytej szpetnymi
                    bliznami i myślę sobie że jeśliby buzia córki mojego M pokryła się szpetnymi
                    bliznami to chętnie bym z czegoś zrezygnowała żeby jej pomóc jeśli natomiast
                    zażądałaby dodatkowych pieniędzy bo nie ma ochoty pomieszkać z koleżanką w
                    pokoju to już miałabym zdecydowany problem z zaciskaniem na ten cel pasa
                    ponieważ sama doświadczyłam mieszkania z koleżanką w pokoju i nie uważam tego za
                    krzywdzące dla studentki, złe czy okrutne ze strony taty. Natomiast czasy
                    studenckie mam już za sobą, przez 4 lata tułałam się z mężem i córką po
                    malutkich mieszkankach i teraz zdecydowanie uważam że mam prawo mieszkać
                    wygodniej bo ciężko na to pracuje, śmiem twierdzić że ciężej i intensywniej mam
                    wypełniony czas niż miałam na studiach i chciałabym zbierać tego efekty. Na
                    wszystko jest czas na wygody też smile

                    Wyśmiewacie się z mojego "szlachetnego" świata. Ja nie od dziś mam bardzo
                    sprecyzowane poglądy na temat wychowania dzieci i często się na ten temat
                    wypowiadam i to samo odnoszę do mojej córki. To co uważam nie dotyczy tylko
                    córki M ale tajkże i mojego własnego dziecka.

                    Nie widzę powodu żeby dziewczyna miała rezygnowac z alimentów, nie widzę też u
                    ojca chęci niepłacenia alimentów. Uważam że kwota jaką dostaje wynika zapewne z
                    możliwości jej ojca i nie jest wcale za mała żeby daćmożliwość uczenia się.

                    Nie mówię że dziewczyna jest zła. Mówię że w tej sytuacji moim zdaniem postępuje
                    źle począwszy na tym czego żąda a kończywszy na sposobie w jaki to załatwia.
                    Nie piszę że ma nie mieć nic iść do pracy, zrezygnować ze studiów i nie wiadomo
                    co jeszcze.

                    Możesz wyśmiewać to co mówię o miłości i szacunku ale prawdą jest że dzieciom
                    tego bardzo często brakuje, że wychowywane są w postawie że są pępkiem świata i
                    im się wszystko należy. Widzę to dookoła siebie nie tylko na forum ale też i w
                    życiu realnym. I nie zgadzam się z tym i mam do tego prawo a żadne kpiny z moich
                    przekonań mnie nie odwiodą od nich smile
                    Uważam że moi rodzice kochali i kochają mnie bardzo. Pewnie oddaliby zycie w
                    każdej chwili za mnie. A mimo to nie dawali mi finansowo wszystkiego czego
                    chciałam, uczyli mnie samodzielności i wymagali zrozumienia dla swoich potrzeb.
                    jeśli coś mi dawali lub dają - robili i robią to szczerze i NIGDY mi nie
                    wypomnieli NIC. A kiedy naprawdę nie miałam z M za co żyć bo i tak się zdarzyło
                    to dali nam naprawdę dużo sami z częsci rezygnując za co jestem im bardzo
                    wdzięczna do dzisiaj. Ale mój tata był na tyle mądrym człowiekiem że
                    dostosowywał to co mi dawał nie tylko do swoich możliwości ale i do moich
                    prawdziwych potrzeb. To znaczy że jeśli wiedział że na jedzenie na 5 dni
                    potrzebuję około 60 zł to mimo że miał dużo więcej to dawał mi na jedzenie 60 zł
                    a ja bynajmniej do niego żalu nie mam że nie dawał więcej bo mogłam przecież
                    zamiast na stołówkę iść do restauracji albo mcdonalda na obiad. Pewnie że
                    mogłabym ale tata wtedy np nie miałby samochodu który mu był potrzebny i do
                    pracy i dla reszty rodziny.
                    i jeszcze jedna bardzo ważna sprawa.
                    Mój mąż nie zostawił swojej byłej żony dla mnie. Właściwie to ona go zostawiła
                    dla innego pana. A kiedy ja się pojawiłam to ona nie tylko tryskała przyjaźnią i
                    zrozumieniem ale niemal gratulowała byłemu M że sobie mnie znalazł.
                    Ale w tym prostym zdaniu "gdyby cię zostawił dla innej" widać cały potępiający z
                    góry faceta stosunek. Może mąż wcale nie zostawił swojej ex dla Julii i miał
                    prawo żyć dalej i mieć drugą żonę i rodzinę i tak samo jak jego nowa rodzina ma
                    mniej pieniędzy przez alimenty tak samo jego córka powinna rozumieć że nie jest
                    jedynym dzieckiem i jedyną osobą na jaką tata potrzebuje pieniędzy.




                    • kasia_kasia13 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 10:26
                      Jeśli chodzi o dermatologa i ortodonte to Julia pisała że dermatologa rozumie a
                      > na aparat się złożyli z ex na pół. Wątpliwości jej i jej męża dotyczyły raczej
                      > konieczności mieszkania w jednoosobowym pokoju w mieszkaniu studenckim,
                      > wysokości kosztów żywienia i innych kosztów.
                      >
                      > Skrajności i jeszcze raz skrajności - to jest to w co z lubością popadacie
                      pani
                      > e
                      > samodzielne.(niektóre, nie wiem czy wszystkie więc się proszę nie obrażać)


                      Tylko sek w tym, ze te wydatki, jakie podala pasierbica juli55 nie sa skrajne,
                      sa zupelnie normalne!
            • pelagaa Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 18:49
              > Ale wg części samodzielnych tylko ojcowie mają obowiązek kochać i martwić się
              > o swoje dzieci.

              To zdanie powalilo mnie na kolana wink)))) Zalosne jest w zestawieniu z iloscia
              ojcow olewajacych wlasne dzieci. Jakzez swiat drugich zon rozni sie od swiata
              matek samotnie wychowujacych dzieci...

              > Ja uważam że to fajnie kiedy dorastające dziecko ma okazję sobie zarobić,
              > poznać smak pracy i wynagrodzenia za nią i decydowania potem na co te
              > pieniądze wydać

              Ja tez tak uwazam, dlatego staram sie dawac takie mozliwosci swojemu dziecku i
              o tym napisalam pierwszy post. Czyli wychodzi na to, ze stosuje sie do
              schematu, ktory macochy uwazaja za jedyny sluszny.
              Tylko trzeba sie zastanowic z czyjej kieszeni wyjda te pieniadze i jaki to ma
              wplyw na alimenty? U mnie zaden. Ale pewnie powinnam posylac dzicko, aby
              grabilo u sasiadow, wtedy oni zaplaca i juz bedzie podstawa do obnizenia
              alimentow wink)))

              > Przypominam że dziewczyna straszy żądaniem 1000zł co jest 1/3 pensji taty
              > który
              > ma poza córką jeszcze rodzinę i siebie na utrzymaniu.

              Przypominam, ze tatuskowi zostaly przedstawione bardzo przyzwoite wyliczenia,
              niepozawyzane i dziewczyna chciala sie dogadac na przyzwoita kwote 850 zl. Jak
              tatusiek sie nie zgodzil, to i dziewcze sie usztywnilo, proste. Ona zaczela od
              negocjacji i przedstawienia swojego punktu widzenia, ale pewnie facet walony w
              leb przez macoche, ktora wymaga od niego utrzymywania wlasnego dziecka, ktore
              nie jest rowniez jego, szybciutko zadecydowala ILE mozna podniesc te alimenty.
              Zapominaja drogie macochy w tym wszystkim, ze ten facet, ktory w sporze
              niewiele ma zapewne do gadania ma na utrzymaniu dwoje WLASNYCH dzieci i siebie,
              tylko li i wylacznie. Trzecie dziecko ma rodzicow, ktorzy maja je utrzymac, a
              macocha powinna ruszyc dupe do roboty, co postuluje sie zawsze w stosunku do
              samodzielnych. 1/3 dochodow ojca, to JEDYNIE 30% i nie sa to alimenty
              powalajace z nog przy DWOJCE dzieci.
              A zadecyduje sad. I nie sadze, aby wysylal dziewcze do roboty, zeby sobie
              zarobilo na jedzenie, czy osobny pokoj. Bo sudenci nie maja OBOWIAZKU
              dorabiania.
              • zonka77 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 19:45
                pelaga to że są ojcowie olewający swoje dzieci nie ma tu NIC do rzeczy. Ten
                ojciec swojego dziecka nie olewa, almienty płacił i płaci regularnie z tego co
                rozumiem.
                A skąd czerpiesz info że to żona mu mówi co ma myśleć i ile pieniędzy dawać?
                Skoro to jego żona to tak jak u mnie najprawdopodobniej razem planują wydatki
                Skąd wiesz ile ma do gadania facet?U mnie np z racji przekonań ostateczne zdanie
                ma mąż choć planujemy razem i rzadko się rozmijamy ze zdaniem. To co piszesz to
                złośliwość w czystej postaci moja droga choć u ciebie mnie to akurat nie dziwi.
                Po raz kolejny mówię że dziewczę nie ma potrzeby dorabiania - może to zrobić i
                mieć lepiej albo nie zrobić i zadowolić się tym co ma bo to jest wystarczające.

                >dziewczyna chciala sie dogadac na przyzwoita kwote 850 zl. Jak
                > tatusiek sie nie zgodzil, to i dziewcze sie usztywnilo, proste

                Czy my tu napewno rozmawiamy o ojcu i córce???
                Heh pelagaa chciałabym zobaczyć cięza parę lat jak przychodzi do ciebie Twój syn
                z listą wydatków z którą się nie zgodzisz i on się "usztywni" i zrobi ci
                awanturę grożąc sądem - już widzę jak mu dajesz!
                • pelagaa Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 20:27
                  > Czy my tu napewno rozmawiamy o ojcu i córce???

                  Tak. A placenie 500 zl na corke studentke jest dla mnie smieszne, a dla macoch
                  jest jak najbardziej OK.

                  > Heh pelagaa chciałabym zobaczyć cięza parę lat jak przychodzi do ciebie Twój
                  > syn
                  > z listą wydatków z którą się nie zgodzisz i on się "usztywni" i zrobi ci
                  > awanturę grożąc sądem - już widzę jak mu dajesz!

                  Nie bedzie takiej sytuacji, bo moje dziecko MA i BEDZIE mialo zagwarantowany
                  przyzwoity poziom zycia. Poziom, w ktorym nie bede mu wyliczala, ze 15 zl na
                  dzien na jedzenie to za duzo, czy ze nie potrzebny mu dermatolog, czy, ze na
                  ubrania i buty (dokladnie nie pamietam) 150 zl to ponadprzecietne wydatki, a
                  samodzielny pokoj w czasie studiow to fanaberia, bo INNI to zyja w akademikach,
                  czy ze kurs angielskiego to naciagnie.
                  Wiem ile wydaje na moje dziecko, wiem, co chce mu zapewnic i wiem ile to
                  wszystko kosztuje.
                  A przyzwoity poziom zycia to nie kupowanie markowych ciuchow, czy coraz
                  lepszych komorek, tylko zapewnienie wlasciwiego poziomu wyksztalcenia, oraz
                  zapewnienie podstawowych potrzeb, chocby RACJONALNEGO wyzywienia.
                  Moze to, co pisze, to zlosliwosc, ale to, ze ktos probuje na nieswoim dziecku
                  oszczedzic, aby zyc lepiej ma chyba gorsze okreslenie. No ale nie dla macoch.
                  Dla nich to norma ZAZWYCZAJ, z drobnymi wyjatkami, bardzo nielicznymi.
          • mikawi Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 10:03
            widzę że nie mieści się to w twoim rozumku, że "dziecko" które zaczeło studia
            może dorabiać na swoje wydatki żeby odciążyc rodziców? do tego stopnia żeby
            drwić że ktoś sobie radził? czyżby zazdrość? pewnie nie mieści ci się w głowie
            również to, że niektórzy po zakończeniu edukacji pomagają rodzicom finansowo
            zamiast żerować na nich do trzydziestki lub dłużej.
            • diinna Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 10:13
              Masz racje mikaiw. Nie tlko odciązyc ale mogła by jeszcze:
              1.Zrezygnowac wogóle z alimentów - w końcu dziecko macochy 0i macocha to
              dopieor maja potrzeby - i one nie przentuja postawy roszczeniowej
              2. Po studiach i dorobieniu - pomagac - by jeszcze wiecej zostało na dzieci i
              a. zaopiekowac sie dziecmi
              b. posprzatać mieszkanie macochy

              Wg dziec z pierwszego związku powinny sie ciewszyc ze ojciec i macocha
              akceptuja ich istnienie bo w końcu chcę istenienia to tez postawa roszczeniwoa.
            • pelagaa Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 21:13
              > widzę że nie mieści się to w twoim rozumku,

              Dobrze, ze w twoim rozumku sie miesci

              > że "dziecko" które zaczeło studia
              > może dorabiać na swoje wydatki żeby odciążyc rodziców?

              Alez oczywiscie, ze MOZE, ale nie ma takiego OBOWIAZKU.

              > czyżby zazdrość?

              Pierwsze slysze, aby ktos mial komus zazdroscic biedy.

              > pewnie nie mieści ci się w głowie
              > również to, że niektórzy po zakończeniu edukacji pomagają rodzicom finansowo
              > zamiast żerować na nich do trzydziestki lub dłużej.

              Niektorzy rodzice pomoc wlasnym dzieciom uwazaja za swoj obowiazek, niektorzy
              pomagaja nawet po wygasnieciu tego obowiazku i robia to z MILOSCI, za zerowanie
              to jedynie uwazaja pomoc dzieciom macochy i rozwiedzeni ojcowie.
              Moi rodzice zadbali o to, aby ich bylo stac na utrzymanie i wyksztalcenie
              dzieci, zbieraja teraz tego owoce i na pomoc tez liczyc moga i jesli jest
              potrzebna to ja otrzymuja.
              • mikawi Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 07.02.06, 09:32
                > > że "dziecko" które zaczeło studia
                > > może dorabiać na swoje wydatki żeby odciążyc rodziców?
                >
                > Alez oczywiscie, ze MOZE, ale nie ma takiego OBOWIAZKU.

                hehe - NO WŁAŚNIE, na tym polega miłość do rodziców których CHCE się odciążyć,
                żeby IM było lżej, za trudne?

                > Pierwsze slysze, aby ktos mial komus zazdroscic biedy.

                raczej zaradności życiowej pozwalającej być konkurencyjnym na rynku pracy a nie
                siedzieć wiecznie kątem u rodziców i narzekać że nikt takiego "absolwenta"
                przyjąć nie chce; może nie wiesz - ale studenci pracują również po to.

                > Moi rodzice zadbali o to, aby ich bylo stac na utrzymanie i wyksztalcenie
                > dzieci, zbieraja teraz tego owoce

                strasznie długo musieli czekać na te "owoce" mając na utrzymaniu dorosłą córkę
                z dzieckiem, kupując jej dom i będąc na każde zawołanie zanim sama nie stanęła
                jako tako na nogi.
          • pesher Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 10:36
            A ja bym chciala tylko zapytac te wszystkie Panie i Panow tak wczesnie
            rozpoczynajacych kariere zawodowa o kilka rzeczy, otoz:
            1. To dorabialiscie sobie czy zarabialiscie na siebie na studiach?
            2. Od ktorego roku studiow zaczeliscie pracowac?
            3. Jakie wydatki zwiazane ze studiowaniem W INNYM MIESCIE pokrywali Wasi
            rodzice, a jakie Wy??
            Interesuje mnie to o tyle, ze ja rzeczywiscie udzielalam korepetycji - od
            drugiego roku i to tylko 2x1,5 godziny w tygodniu, na wiecej fizycznie czasu
            nie mialam. Stypendium naukowe tez mialam, ale TEZ od drugiego roku. Pomijajac
            dzielnosc i samodzielnosc coponiektorych uwazam, ze pierwszy rok studiow w
            obcym miescie to i tak masakra. Moze ja taka dzielna nie bylam i, nie ukrywam,
            kilka razy mialam chec spakowac sie i wrocic do domu - wiadomo, rozpieszczona
            jedynaczka. Ale te 48 godziny zajec tygodniowo, godzinne dojazdy z i na
            uczelnie, a wieczorem wlasciwie puste mieszkanie, bez mojego psa, rodzicow, z
            ktorymi moglam porozmawiac i wyzalic sie im, brak najlepszej przyjaciolki,
            ktora studiowala w Bialymstoku, dobijaly mnie.
            Dajcie spokoj, pierwszy rok jest ciezki.. Gdzie mialabym wcisnac jeszcze
            dorabianie? W weekendy? kiedy przygotowywalam 2 spawozdania z laborek i
            podsumowanie na warsztaty? I musialam sie przygotowac na zajecia na nastepny
            tydzien??? Drugi rok byl "luzniejszy", mialam tylko 40godzin tygodniowo, na
            trzecim i czwartym w ogole wakacje - 36godzin! Na piatym nie wiedzialam co z
            czasem robic - 32godzinysmilesmile

            Wracajac do omawianej i opisywanej studentki. To, ze WY dorabialyscie i
            pracowalyscie, nie znaczy, ze taka ma byc norma. Kazdy sam tworzy sobie sciezke
            zycia i sprowadzanie wszystkich na swoja, to przegiecie. Zyjcie i dajcie zyc
            innym!
        • evik3 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 16:56
          Moje podejście do sprawy zarabiania własnych pieniędzy jest być może wypaczone
          przez moich rodziców. Owszem kieszonkowe dawali, rzeczy kupowali ale zawsze z
          tekstm i podkreśleniem, że to nie moje, ponieważ na to nie zarobiłam.

          Od tego czasu mineło wiele lat. Ale mimo wszystko wole mieć coś na co sama
          zapracowałam niż dostać nawet z dobrego serca.

          To nie kult "stachanowców" tylko zwykłe doświadczenie. I nie obowiązek
          zarabiania na siebie przez dziecko tylko przygotowanie do realności. Ktoś kto
          wszystko dostaje bo mu się należy wielu rzeczy nie potrafi zrozumieć. A później
          są problemy i bolesne przebudzenie.

          Każda nadgorliwość jest błędna. Wysyłanie dziecka do pracy aby zarabiało na
          siebie jak i zaspokajanie wszystkich potrzeb przez rodziców. Najlepszy jest
          złoty środek, który jest najtrudniejszy do osiągnięcia. Znam matki, które
          wyliczają np córce każdą kromke itp. Znam też takie, których dzieci twierdzą,
          że to rodziców wina, że nie stać ich na wszystko.

          A jak będzie w rzeczywistości to ja przekonam się za pare lat. Na razia mała
          jest zamała. smile
          • mrs_ka Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 17:13
            Evik, bez urazy, ale gdyby mnie ktoś kupował dżinsy z zaznaczeniem, że to nie
            moje, bo sobie nie zarobiłam, to faktycznie zbierałabym truskawki na lewo, aby
            się nie udławić taką łaską. Tak więc dzięki za takie wzory przygotowania do
            realności.
            Ja znam panią, która owszem, swoje dzieci utrzymuje, ale zawsze podkresla, ile
            ją to kosztuje i ile jej pieniędzy dzieci mają na sobie/zjadły/wydały na
            podręczniki.
            I Wiesz? Te dzieci chwytają się różnych prac dorywczych, ale wątpię, czy chodzi
            tu o prześwietny etos pracy (halo, pwrzes, Kareninka, Wasz ulubiony zwrot się
            pojawił) czy raczej o to, że małostkowośc matki im kością w gardle staje.

            Pierwszą kasę zarobiłam w wieku lat jedenastu. Rodzice dowiedzieli się post
            factum i zrobili mi nieziemską awanturę, bo owa praca polegała na jeżdżeniu po
            Warszawie z ulotkami. Znam lepsze zajęcia dla jedenastolatki niż bujanie się
            komunikacją miejską na osi Wilanów- Praga Północ. Moi rodzice też znali i
            woleli, żebym w tym czasie chodziła na angielski i odrabiała lekcje, a nie
            skakała wyżej swoich możliwości i wieku.
            No ale oni byli nienormalni, bo zamiast do czynszu ten mój zarobek dołożyć, to
            jeszcze wzięli mnie na rozmowę i wytłumaczyli, że naprawdę nie MUSZĘ.

            Moje zdanie jest proste: dopóki młody człowiek się uczy, ma ambicję i motywację
            dopóty (uwaga stachanowcy) OBOWIĄZKIEM rodziców jest go w tym wspierać także
            finansowo. I nie przyjmuję do wiadomości informacji, że 15 zł dziennie na
            jedzenie jest zbytkiem. Ani tego, że 100zł/miesięcznie na kosmetyki i chemię to
            wyliczenie z kosmosu, bo 20latka powinna się łojem baranim smarować i popiołem
            czyścić gary.
            A tak w ogóle to zapomniał wół jak cielęciem był i teraz cały świat by zaprzągł
            do kieratu, aby młódź smak potu poczuła. Faktycznie- ma duże szanse, aby ten
            smak poczuć, jeśli swoją energię będzie pakowac w zbiór truskawek i składanie
            długopisów, a nie w naukę. Bo skończy się to na pomarańczowej kamizeleczce z
            napisem MPO, a nie na prezesurze banku.

            a.
            • evik3 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 17:16
              Nie zrozumiałaś. Nie popieram moich rodziców. Wręcz mam żal za takie podejście
              do tych spraw. Próbowałam wytłumaczyć dlaczego tak bardzo mi zależy na mojej
              niezależności. Swojej córeczce będe próbowała przekazać jak ważna jest
              samodzielność. Na pewno jednak nie w taki sposób jak zrobili to moi rodzice.
              • evik3 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 17:22
                I zapomniałam napisać, że nie chodzi mi odzieci 7 czy 8 letnie. Chodzi mi
                raczej o młodzież dorastającą, z wielkim pozą roszczeniową. Mamusia daj,
                tatusiu daj. 15 czy 16 latek powinien już troszke wiedzieć, że rodzice to nie
                fabryka pieniędzy. I jak się ma aspiracje posiadania markowych ciuchów a
                rodziców na to nie stać, to trzeba dorobić. Co raz częściej spotykam się z
                postawą, że rodzice MUSZĄ dać na to czy na tamto.
                • kini_m Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 17:42
                  szczerze....
                  To bawi mnie ta dyskusja o roszceniowej panience-studentce.
                  Bo strzępi się tu jęzory o to czy można uznać takie wyliczenia z zasadne,
                  podczas gdy...
                  Być może to wcale nie są roszczenia panienki, ale być może wyłącznie jej
                  reprezentantki (matki). (Nawet mimo że Jula napisała gdzies tam łącznie: matki
                  i córki.)
                  Byc może dziewczyna żyje sobie za 800 mies (i mama zawyża), a może za 2500mies
                  (i mama zaniża).
                  A wy tu sobie języki strzępicie..... eh.
            • kasia_kasia13 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 19:49
              Zgadzam sie z tym.
              Dodam, ze uwazam ze moje dziecie sie na swiat samo nie prosilo, i owszem,
              utrzymanie z mojej strony mu sie, uzyje nielubianego slowa, nalezy. To, ze
              nalezy mu sie na takim poziomie, na jaki nas stac, jest oczywiste. Ale nie
              zamierzam tego poziomu sztucznie obnizac, aby dzieci poznalo smak pracy.
              Wychowaywac mozna inaczej niz przez skapstwo, np. oczekujac wypelniania
              obowiazkow domowych i szkolnych. Od studentki zas bede oczekiwac, ze skonczy
              studia w terminie i po tych studiach poszuka sobie pracy. W trakcie studiow nie
              musi. Nie zamierzam uczyc dziecka "zaciskania pasa". Tlumacze, ze ma sie uczyc,
              bo to zwiekszy jej szanse na dobra prace w przyszlosci i zycie na poziomie.
              Nie jestem przekonana, czy utrudniajac dziecku zycie, przez wymaganie pracy,
              gdy nie jest to konieczne, tak naprawde dobrze robimy. Znam naprawde dzieci z
              domow, gdzie im rodzice pieniedzy nie zalowali (jelsi mieli) i wcale te dzieci
              nie wyrosly na leniwych rozczeniowcow. Wiekszosc z nich pracuje i o dziwo
              calkiem dobrze zarabia. Maja moze troche wiecej poewnosci siebie i przekonania,
              ze cos im sie w zyciu wlasnie nalezy, tak jak nalezalo im sie utrzymanieod
              rdozicow. Ze nalezy im sie w zyciu szacunek od partnera, ze nalezy im sie
              zaplata za ich prace. Straszne, prawda?
              Pomijam sytuacje, gdy rodzicow nie stac. Wtedy nie ma innego wyjscia.
    • omama Braki w dyskusji 05.02.06, 23:06
      Zastanawiający - choć może należałoby powiedzieć symptomatyczny - jest w
      pozycji macoch kompetny brak zrozumienia pewnej podstawowej różnicy w kwestiach
      finansowych.
      W mniej więcej normalnej rodzinie kwestie pieniężne - także związane z
      finansowaniem dzieci - są o tyle mniej drażliwe, że istnieje pewna ogólna zgoda
      co do celu. Celem tym jest maksymalne zaspokajanie potrzeb wszystkich członków
      rodziny. W taki solidarnym układzie jest zrozumiałe, że czasem pasa zaciskają A
      i B, bo C jest akuarat bezrobotny, albo bo D idzie na studia. I odwrotnie -
      czasem na wstrzymanie wziąć musi D, bo B potrzebuje korepetycji czy A wymaga
      kosztownej kuracji.Ta zasada odnosi się nie tylko do konieczności - jak te
      opisane wyżej - ale i przyjemności, które również powinny być sensownie
      dzielone między członków rodziny.
      Niestety jednak, kiedy dochodzi do alimentów, zabawa się kończy.
      Bo kończy się solidarność. Nagle B staje się tylko obciążeniem finansowym, a to
      co przed rozpadem rodziny byłoby oczywistym wydatkiem, staje się nagle
      fanaberią i zbytkiem.
      Kończy się także zaufanie. Ojciec, który jakże często nie ma pojęcia, jakie są
      wydatki na dziecko, ale nie miał o nie pretensji, zaczyna domagać się imiennych
      faktur vat. Także matka nie widzi powodu, by ufać, że ojciec który od lat miał
      stałe i dobre przychody rzeczywiście stracił możliwość zarobkowania.
      Do tego dochodzą zwykłe podłości. Przepisywanie majątku na powinowatych itd.
      Pięknie ilustruje to wątek na lusrzanym forum: ojciec płacił niechętnie, często
      późno umiarkowane alimenty. Kiedy córka skończyła studia - a tym samym
      obowiązek alimentacyjny zniknął - okazało się, że ojciec płaci dalej, znacznie
      chętniej, bo chce by się latorośl doktoryzowała. Tak więc po okresie
      funkcjonowania w ojcowskiej świadomości jako nieprzyjemne obciążenie, studentka
      stała się znów - córką.
      I na tym to właśnie polega. Nie ma powodu, by córka "dokładała się" poprzez
      własne wyrzeczenia do dobrobytu macochy. Bo macocha z pewnością nie czuje się
      wobec niej zobowiązana do rodzinnego solidaryzmu.
      A tam, gdzie tradycyjny solidaryzm się sypie, musi wkroczyć sąd. I nie, nie
      uważam takiej postawy za roszczeniową.
      • mrs_ka Re: Braki w dyskusji 05.02.06, 23:24
        Omama, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się podpisać. Wspaniale to ujęłaś.

        Dokładnie, rzecz się rozbija o solidarność, wspólne interesy i zaufanie. Trzy
        czynniki, które potrzebują w rozbitej rodzinie OLBRZYMICH pokładów dobrej woli.
        Kiedy jej brakuje rodzą się takie posty jak ten Juli.

        a.
      • e_r_i_n Re: Braki w dyskusji 06.02.06, 08:48
        Ja myślę, że jest jeszcze jedna różnica miedzy rodzina pelna a rozbita.
        Otoz w rodzinie pelnej (zazwyczaj) najpierw sprawdza sie, jaka sume ma sie do
        dyspozycji i na tej podstawie planuje wydatki.
        W sytuacji, gdy tematem staja sie alimenty, (zazwyczaj) najpierw wypisuje sie
        listy 'usprawiedliwionych potrzeb dziecka', a potem szuka zrodel ich
        sfinansowania. Jesli owe zrodla wysychaja (np. alimenty sa zasadzone w
        wysokosci innej, niz oczekiwana), pewne 'uzasadnione potrzeby' staja sie
        nieuzasadnione, bo nie ma na nie srodkow.
        Od razu zastrzegam - nie mowie o podstawowych wydatkach dotyczacych kazdego
        dziecka.
        • dyrgosia Re: Braki w dyskusji 06.02.06, 09:20
          e_r_i_n napisała:

          > Ja myślę, że jest jeszcze jedna różnica miedzy rodzina pelna a rozbita.
          > Otoz w rodzinie pelnej (zazwyczaj) najpierw sprawdza sie, jaka sume ma sie do
          > dyspozycji i na tej podstawie planuje wydatki.

          Jasne erin w pełnych rodzinach( nawet tych zbudowanych na zgliszczach innych
          pełnych rodzin) wszyscy planuja wydatki, w rozbitych nikt tego nie robi...
          Moze jeszcze definicja pełnej rodziny, czy to ja mój partner, moje dzieci, jego
          dzieci, wspólne dzieci, to wystarczajaco pełna rodzina ?...
        • kasia_kasia13 Re: Braki w dyskusji 06.02.06, 10:32
          > W sytuacji, gdy tematem staja sie alimenty, (zazwyczaj) najpierw wypisuje sie
          > listy 'usprawiedliwionych potrzeb dziecka', a potem szuka zrodel ich
          > sfinansowania. Jesli owe zrodla wysychaja (np. alimenty sa zasadzone w
          > wysokosci innej, niz oczekiwana), pewne 'uzasadnione potrzeby' staja sie
          > nieuzasadnione, bo nie ma na nie srodkow.

          A czy to nie dlatego, ze tak sie ustala alimenty w sadzie? Bo alimnenty ustala
          sie na podstawie zarobkow rodzicow i potrzeb dziecka. Zarobki latwo ustalic,
          potrzeby trzeba jednak najpierw jakos oszacowac.

          Poza tym jak to ma wedlug Ciebie wygladac? Matka pyta sie swojego ex, ile
          chce/moze dawac na dziecko. Tez odpowiada, zarabiajac np. 3000zl, ze moze/chce
          dawca 200zl, bo ma "duzo innych wydatkow". Wiec matka przyjmuje ta kwote z
          wdziecznoscia i z pokora i na jej podstawie planuje wydatki?
          • e_r_i_n Re: Braki w dyskusji 06.02.06, 10:36
            No owszem, alimenty ustala sie tak, jak mowisz. Kwestia tylko podejscia do tych
            usprawiedliwionych potrzeb, czesto niewspomiernych do zarobkow. Bo dziwic moga
            na przyklad lekcje tenisa, gdy matka zarabia najnizsza krajowa, prawda?
              • kasia_kasia13 Re: Braki w dyskusji 06.02.06, 10:48
                diinna napisała:

                > NIe gdy Ojciec jest Kulczykiem

                O nie smile)) To, ze ojca o zarobkach Kulczyka stac na lekcje tenisa, nie oznacza,
                ze ma u dzieci pielegnowac postawe rozczeniowa i im na te lekcje dawac!!!!
                Poza tym, JA nie mialam lekcji tenisa, miliony ludzi ma mniej niz srednia
                krajowa, wiec i dzieci Kulczyka w tenisa grac nie musza.
                A juz na pewno nie musza po rozwodzie, bo wtedy wszystkie rzeczy, ktore
                dotychczas byly norma staja sie niepotrzebnym luksusem.
                smile
                • diinna Re: Braki w dyskusji 06.02.06, 10:52
                  Oczyiwśc Kasiu -PRZEPRASZAmsmile
                  Aby dzieci z pierwszego małżenstaw nie miały postawy roszczeniowej OCJOWIE
                  słusznie walcza o nieplacenie alimentów- tudziesz placenie jak najnizszych +
                  O nie okazywanie Dzieciom zbyt duzzych uczuc w tej dziedzinie tez mogły by miec
                  postawe roszczeniową ( - Ci ojcowie robia TO z prawdziwej miłosci do dzieci -
                  jakie matki nie maja. Miłośc ta ma nuczyc dzieckoo jak sobie radizć w zyćiu z
                  potwornym szefem i mobingiem w pracy..

                  No cóz kto lepiej wie jak wychowac dzieckoi za ile jak nie MACOCHA - o tym to
                  juz nawet legendy i Baki powstały.
            • pesher Re: Braki w dyskusji 06.02.06, 10:41
              e_r_i_n napisała:

              > No owszem, alimenty ustala sie tak, jak mowisz. Kwestia tylko podejscia do
              tych
              >
              > usprawiedliwionych potrzeb, czesto niewspomiernych do zarobkow. Bo dziwic
              moga
              > na przyklad lekcje tenisa, gdy matka zarabia najnizsza krajowa, prawda?


              Czyli roszczeniowe sa tylko te zarabiajace najnizsza krajowa matki?? Ufff..
              Ulzylo mi... Zarabiam srednia krajowa, nie jestem roszczeniowa...

              A jak nazwac niepracujace nexie, ktorych partner zaprzestaje placenia alimentow
              na swoje pierworodne dziecko, kiedy rodzi mu sie dziecko z nexia? Bo jak faceta
              nazwac, to juz wiem, brakuje mi tylko okreslenia na ta nexie...
                • pesher Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 11:01
                  Dlaczego nazwalas mnie "Leeya"?? To, ze jestem od niedawna na gazeta.pl i umiem
                  poslugiwac sie wyszukiwarka nie znaczy jeszcze, ze jestem "Leeya", "Ciocia-
                  klocia" czy nawet "SuperStar". Dlatego ladnie prosze o wyjasnienie tej kwestii.
                  Dziekuje, chociaz nie wiem, czy sie doczekam.

                  PS. Jestem "PESHER" i tylko z takiego nicka korzystam na gazeta.pl
                    • pesher Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 13:30
                      Tak jak myslalam, popelnilas blad i nie potrafisz sie do tego przyznac.

                      Jeden nick na gazeta.pl mi w zupelnosci wystarczy. Ale jak wiac, kazdy
                      postrzega ludzi, chociazby wirtualnych, poprzez swoj pryzmat, prawda domali?
                      (o "domali" przeczytalam w poscie mrs_ka) To, ze Ty uzywalas co najmniej dwoch
                      nickow (do tego jednoczesnie i na jednym forum), nie znaczy, ze wszyscy tak
                      postepuja.

                      Pozdrawiam i dziekuje za oswiecenie mnie w fundamentalnych kwestiach.
                        • pesher Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 13:56
                          No tak.. Kazdego wedlug siebie.. Co nie zmienia faktu, ze tozsamosc omawianej
                          osoby o nazwie "e_r_i_n" jest dla mnie niestrawna. Definitywnie wyglaszane
                          opinie "na kazdy temat" poczawszy od prostownicy do wlosow a skonczywszy
                          mierniku poziomu empatii w innych forumowiczkach owa niestrawnosc powoduje.
                          Ogolnie wydawac sie moze, ze to expert we wszystkich dziedzinach zycia. Moze i
                          dobrze, ze mam na glowie zmiane projektu i mi liczenie naprezen na belkach
                          nosnych po zmianie przypadlo, bo juz zaczynalam miec manie przesladowcza: na
                          jakiekolwiek forum nie zajrzalam - always e_r_i_n...
                            • pesher Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 14:05
                              inteligencji wystarcza mi na obslugiwanie wyszukiwarki. Poza tym, "nowa
                              forumowiczka" juz niedlugo bedzie "byla forumowiczka" lub "z rzadka glos
                              zabierajaca forumowiczka". Urlop sie skonczyl, czas lagi i zabaw, wiec chcac
                              nie chcac - robota czeka. Brudna w dodatku, na mrozie i sniegu. Taka dola, coz
                              poradzic...
                          • mrs_ka Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 14:09
                            Zdaje się, że to ja namąciłam z Erin i Domali. Wyjasniam bez emocji: nazywam
                            Erin "Domali" wyłącznie z przyzwyczajenia. PO prostu zapisała mi się w pamieci,
                            jako Domali, ale faktem jest, że od dawna tego nicka nie używa.
                            Mogę się poprawić i pisać "Erin" jeśli ma to wywoływać niepotrzebne dyskusje po
                            obu stronach.
                            Wielonickowcy istnieli, istnieją i istnieć będą. Częśc z nich się poprawiła i
                            uzywa już jednego nicka. Ja na przykład też mam dwa nicki, acz z drugiego
                            zrezygnowałam jakiś czas temu. Ogólnie uważam argumenty o nickach za
                            niemerytoryczne i osobiście nie chciałabym, aby dyskusja ze mną przerodziła się
                            kiedyś w wypominanie, pod jakim nickiem pisałam i ile ma to do rzeczy. Bo to nie
                            ma nic do rzeczy.
                            Swoje zdanie w temacie podtrzymuję, pasierbica Juli nie wydaje mi się
                            roszczeniowa, stachanowcy mnie śmieszą i ogólnie zgadzam się z Pelagą. Jesli
                            jednak mam ochotę popolemizowac z Erin to dysponuję szeregiem argumentów
                            merytorycznych i nie muszę się uciekać do walenia Jej kłodą po kolanach czyli- w
                            tym przypadku- wypominania zamierzchłych nicków. Wydaje mi się to dość
                            kompromitujące.

                            a.
                            • kini_m Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 14:22
                              mrs_ka napisała:
                              > Zdaje się, że to ja namąciłam z Erin i Domali. Wyjasniam bez emocji: nazywam
                              > Erin "Domali" wyłącznie z przyzwyczajenia. PO prostu zapisała mi się w
                              > pamieci,jako Domali, ale faktem jest, że od dawna tego nicka nie używa.
                              > Mogę się poprawić i pisać "Erin" jeśli ma to wywoływać niepotrzebne dyskusje
                              > po obu stronach.
                              > Wielonickowcy istnieli, istnieją i istnieć będą. Częśc z nich się poprawiła i
                              > uzywa już jednego nicka.
                              Alez mi dopiero teraz po 73 poście w wątku dyzkusja zaczyna się podobać.
                              Stanowczo żądam: nie przerywać igrzysk.
                            • e_r_i_n Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 14:35
                              Nie musisz, Aniu, sie przestawiac. Uzywalam nicka Domali (potem przejela go po
                              mnie pewna osoba mocno krytykujaca wielonickowosc wink), teraz uzywam nicka Erin,
                              ale od Domali sie nie odzegnuje. Tak wiec mi to rybka, jak do mnie piszesz.
                              A ze niektorzy nie widza drzazgi itd - coz, taki lajf wink
                              • kini_m Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 14:45
                                Ja sobie wyobrazam to tak:
                                Na błotnym ringu stają Pesher i Erin. Z początku okładają się tylko błotem, ale
                                po pewnym czasie walka idzie ostro na całego. Z boku sekundują Derena, Mikawi,
                                i ktoś tam jeszcze. Mrs_Ka prubuje sedziować, ale że do końca nie jest
                                bezstronna i wyraża własne zdanie, to też sama obrywa botem. Wszyscy są
                                upaprani i błoto oblepia już wszystkich. Ktoś wnosi wiadra wody żeby chlusnąć
                                nieco dla przeczyszczenia, ale tylko robi się coraz bardziej klejące błocko.
                                Nie ustalono tylko ceny biletów. Czy wszyscy zapłacą przy wyjściu, czy to
                                darmowe igrzyska?
                                • pesher Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 14:50
                                  Ortografia jest wazna czescia jezyka ojczystego, ale zawsze mozesz "sprubowac"
                                  sie jej nauczyc.
                                  Dla Ciebie darmowy wstep, bedziesz moim gosciem "chonorowym", tylko pamietaj,
                                  to miejsce w pierwszym rzedzie, czysty nie wyjdziesz. Ale moze za to zaliczysz
                                  kubel zimnej wody i to Cie otrzezwi?
                            • pesher Mrs_ka... 06.02.06, 14:43
                              E_r_i_n nazwala mnie "Leeya". Poprosilam o wyjasnienia. Nie doczekalam sie ich.
                              Stad moja zlosliwa odpowiedz. Wielonikowosc na jednym forum uwazam za
                              nieetyczne i tchorzliwe. Tyle ode mnie.
                              PS. Atak najlepsza farma obrony. Teraz e_r_i_n oskarza kogos innego o
                              poslugiwanie sie jej nickiem "domali". Pytanie tylko, czy e_r_i_n ma na swoje
                              insynuacje i oskarzenia jakies dowody? Czy tylko ot tak rzuca, zeby odwrocic
                              uwage od siebie? Fajnie sie zaczyna robic.. Szkoda, ze znow musze w cyferkach
                              zniknac...
                                • pesher Re: Mrs_ka... 06.02.06, 15:01
                                  Wiesz.. w normalnych ukladach pisze sie:
                                  "nazwalam Cie "Leey", bo Twoje i jej IP sa zgodne". Ewentualnie podaje sie inny
                                  dowod. Jezeli nie masz dowodu, to pisze sie "przepraszam".

                                  > Do zobaczenia nastepnym razem smile

                                  Coz... I to jest grozba, ktora na pewno sie zisci...
                                  • e_r_i_n Re: Mrs_ka... 06.02.06, 15:10
                                    IP nie sprawdzalam, bo nie mialam jak. Na Twoje 'leeyostwo' wskazuja inne
                                    rzeczy, ale zostawmy temat oboczny, w koncu nie lubisz rozwalac watkow smile
                                    A grozic Tobie nie musze. Poki co to ja znajduje Twoje odpowiedzi pod swoimi
                                    postami (nie mowie o tych, ktore sa skierowane do Ciebie).
                                    • pesher Re: Mrs_ka... 06.02.06, 15:20
                                      IP sprawdzic jest bardzo prosto. Pisze sie maila do gazeta.pl z prosba o
                                      potwierdzenie zgodnosci IP. Podajesz nicki i powod, dla ktorego chcesz
                                      sprawdzic.
                                      W tym momencie stawiam wczasy w wybranym dowolnie miejscu swiata, ze
                                      nicki "pesher" i "leeya" maja rozne IP. BO NIE UZYWALAM NIGDY INNEGO NICKA NIZ
                                      PESHER. A to, ze ktos publicznie wyraza swoja antypatie do Twojej osoby nie
                                      znaczy, ze jest "Leeya". Po prostu jeszcze nie powiedzialas NIC z czym moglabym
                                      sie zgodzic, a forma Twoich wypowiedzi polaczona z zaklamanymi* emotikonami
                                      jest dla mnie, jak powiedzialam wyzej, niestrawna. Ot, cala tajemnica.

                                      *jak kogos nie lubie nie umieszczam w postach do niego "smile"
                                      • e_r_i_n Re: Mrs_ka... 06.02.06, 15:24
                                        pesher napisała:

                                        > IP sprawdzic jest bardzo prosto. Pisze sie maila do gazeta.pl z prosba o
                                        > potwierdzenie zgodnosci IP. Podajesz nicki i powod, dla ktorego chcesz
                                        > sprawdzic.

                                        Jako osoba krotko rezydujaca na gazecie niezwykle duzo wiesz.
                                        Musze Cie jednak poinformowac, ze nie ma mozliwosci sprawdzic w ten sposob IP.
                                        Chyba, ze sie ma znajomosci wsrod opów smile

                                        > A to, ze ktos publicznie wyraza swoja antypatie do Twojej osoby nie
                                        > znaczy, ze jest "Leeya".

                                        Znów pudło. Akurat nie to wskazuje na Twoja 'leeyowatosc'.
                                        Ale ok, mi korona z glowy nie spadnie, jesli napisze, ze przepraszam, JEŚLI sie
                                        mylę. Celem mojego zycia nie jest dowiedzenie sie, czy w tej akurat sprawie mam
                                        rację.

                                        > Po prostu jeszcze nie powiedzialas NIC z czym moglabym sie zgodzic, a forma
                                        > Twoich wypowiedzi polaczona z zaklamanymi* emotikonami jest dla mnie, jak
                                        > powiedzialam wyzej, niestrawna. Ot, cala tajemnica.

                                        Jak juz wyzej napisalam, nie ma obowiazku czytania moich postow. Mozesz mnie
                                        sobie wygasic - na pewno wiesz, jak to zrobic smile))))
                                        • pesher Re: Mrs_ka... 06.02.06, 15:32
                                          e_r_i_n napisała:

                                          .
                                          >
                                          > Jako osoba krotko rezydujaca na gazecie niezwykle duzo wiesz.
                                          > Musze Cie jednak poinformowac, ze nie ma mozliwosci sprawdzic w ten sposob
                                          IP.
                                          > Chyba, ze sie ma znajomosci wsrod opów smile


                                          Ooooo.. mam w takim razie znajomosci wsrod opow.

                                          > Jak juz wyzej napisalam, nie ma obowiazku czytania moich postow. Mozesz mnie
                                          > sobie wygasic - na pewno wiesz, jak to zrobic smile))))

                                          Oczywiscie, ze wiem jak. To, ze jestem od niedawna na gazeta.pl nie znaczy, ze
                                          nie uczestniczylam w innych forach na innych serwerach. Poza tym moja
                                          umiejetnosc czytania ze zrozumieniem i stosowania tego w praktyce osiagnelam w
                                          szkole podstawowej. I tak mi juz do dzis zostalo.
                                          Obowiazku czytania Cie nie ma. Ale chyba lepiej wiedziec, co tez expert
                                          wszechdziedzin ma dzis do powiedzenia? Lubie byc trendi.
                                          • e_r_i_n Re: Mrs_ka... 06.02.06, 15:39
                                            pesher napisała:

                                            > Obowiazku czytania Cie nie ma. Ale chyba lepiej wiedziec, co tez expert
                                            > wszechdziedzin ma dzis do powiedzenia? Lubie byc trendi.

                                            W taki razie nie narzekaj, ze musisz mnie czytac. Chyba, ze to swego rodzaju
                                            masochizm? wink
                                            • pesher Re: Mrs_ka... 06.02.06, 15:46
                                              e_r_i_n napisała:

                                              > W taki razie nie narzekaj, ze musisz mnie czytac. Chyba, ze to swego rodzaju
                                              > masochizm? wink

                                              Niektore nawet buty na koturnach zaloza i krotka kurtke, ktora odkrywa pepek
                                              przy -30 zeby byc trendi. Ja moge poczytac experta wszechdziedzin..
                                              Przynajmniej skreceniem nogi i zapaleniem pluc nie grozi, taka wiesz, jazda bez
                                              trzymanki, ale kontrolowana pasem bezpieczenstwa.
                                              Milego popoludnia zycze, nie mam juz ochoty na bezproduktywne przerzucanki z
                                              Toba. Zaczelo nuda wiac..
                                      • kini_m Re: Mrs_ka... 06.02.06, 15:28
                                        pesher napisała:
                                        > IP sprawdzic jest bardzo prosto. Pisze sie maila do gazeta.pl z prosba o
                                        > potwierdzenie zgodnosci IP. Podajesz nicki i powod, dla ktorego chcesz
                                        > sprawdzic.
                                        Niestety, ale gazeta.pl nie czyni usług związanych z ujawnianiem adresów IP czy
                                        logowań. Sprawdzałem.
                          • kini_m Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 14:16
                            pesher napisała:
                            > Definitywnie wyglaszane opinie "na kazdy temat" poczawszy od prostownicy do
                            > wlosow a skonczywszy mierniku poziomu empatii w innych forumowiczkach owa
                            > niestrawnosc powoduje.
                            > Ogolnie wydawac sie moze, ze to expert we wszystkich dziedzinach zycia.
                            A myślałem, że to moja ambicja.
                            Ale mi technicznego nieco brakuje, szkoda.

                            > Moze i dobrze, ze mam na glowie zmiane projektu i mi liczenie naprezen na
                            > belkach nosnych po zmianie przypadlo,
                            To lepiej jednak dyskutuj po pracy, żeby znowu jakaś hala nie zawiodła. Bo mam
                            poczucie że możemy razem być odpowiedzialni za kolejna tragedię. A przeciez
                            wystarczy jedna pomyłka w oblicznieach.
                            • pesher Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 14:46
                              kini_m napisał:

                              > To lepiej jednak dyskutuj po pracy, żeby znowu jakaś hala nie zawiodła. Bo
                              mam
                              > poczucie że możemy razem być odpowiedzialni za kolejna tragedię. A przeciez
                              > wystarczy jedna pomyłka w oblicznieach.


                              Nie hala a 300 metrowa rezydencja, w ktorej inwestor zazyczyl sobie basen kryty.
                        • pesher Re: Prosze o wyjasnienia e_r_i_n 06.02.06, 14:07
                          Achh... Dodam jeszcze, ze napisalam do e_r_i_n maila na priv z prosba o
                          wyjasnienie zaistnialej na forum sytuacji, dodatkowo przedstawiajac sie z
                          imienia i nazwiska. Oczywiscie, ze sie odpowiedzi nie doczekalam.. Na co ja
                          liczylam?
            • kasia_kasia13 Re: Braki w dyskusji 06.02.06, 10:44
              e_r_i_n napisała:

              > No owszem, alimenty ustala sie tak, jak mowisz. Kwestia tylko podejscia do
              tych
              >
              > usprawiedliwionych potrzeb, czesto niewspomiernych do zarobkow. Bo dziwic
              moga
              > na przyklad lekcje tenisa, gdy matka zarabia najnizsza krajowa, prawda?

              Kwestia podejscia macoch takich jak Ty czy Julia ktore beda wszystkie inne
              potrzeby poza jedzeniem (choc tutaj tez moga miec obiekcie) uwazac za
              nieswpolmierne do zarobkow. Tak jak w przypadku pasierbicy Juli55.
    • pom Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 05.02.06, 23:21
      Nie czytałam wszystkich postów, bo przedzierać przez pyskówkę jakoś mi się
      dzisiaj nie chce.
      Odnosząc się do zjawiska "roszczeniowości dzieci samodzielnych".
      Wydaje mi się, że to zjawisko, o ile można je w taki sposób opisywać, ma swoje
      korzenie ni mniej ni więcej tylko w postawie swoich rodziców wobec siebie.
      Przecież własnie to dziecko często bierze przykład z własnych rodziców, kiedy
      matka mówi - "alimenty to jego zasrany obowiązek", w wersji light - "należy się
      i nie obchodzi mnie skąd ojciec weźmie", zaś ojciec narzeka na "pazerność
      eksi". Chcąc nie chcąc oboje w takim duchu wychowuje dziecko, które nasiąka
      niczym ta skorupka za młodu. Że w sprawach finansowych nie ma mowy o empatii i
      zrozumieniu drugiego człowieka.
      Oczywiście przypadki ekstremalne - kiedy ojciec miga się całym organizmem od
      obowiązków - pomijam.

      Oczywiście mozna na to spogladac inaczej.
      • nuke2005 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 17:22
        Wiecie, do niedawna sama bym wyskoczyła z dumą i powiedziała "nie chce płacić,
        kij mu w oko, albo inne lepsze miejsce", ale, niestety, jest ojcem i jeśli go na
        to stać, to płacić powinien. Przeczytałam tamten wątek i np. kwota 150zł na
        ubrania miesięcznie, to przepraszam, ale chyba nie jest niezbędny wydatek, no
        chyba, że panna do tej pory goła chodziła i w trybie natychmaistowym garderobę
        sobie uzupełnić musi. Ale z drugiej strony, skoro ojca na to stać, to dlaczego
        dziewczyna ma sobie odmawiać. Gdyby rodzice byli dalej razem, ojciec z pewnością
        finansowałby jej i garderobę i jedzenie z takiej półki z jakiej sobie zażyczy.
        Nie kazałby się jej męczyć w najtańszym pokoju, bo przecież go stać.
        Tu chyba nie chodzi o wyrwanie każdego grosza człowiekowi, który nawet dla
        siebie nie ma.
        • floric Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 18:04
          Policz sobie ile wychodzi na osobę w czteroosobowej rodzinie ojca Magdy i ile w
          dwuosobowej rodzinie Magdy i dobrze się zastanów zanim napiszesz takie zdanie:
          > Tu chyba nie chodzi o wyrwanie każdego grosza człowiekowi, który nawet dla
          > siebie nie ma.

          Poza tym na jakiej podstawie uważasz, że Magda ma prawo do garderoby i jedzenia
          z jakiej sobie pólki życzy, a jej mlodsi bracia nie mają takiego prawa? Co
          więcej zdaje się, że matka Magdy nadal może jej to umożliwić, a matka jej
          mlodszych braci nie jest w tak komfortowej sytuacji. Teraz pytanie zasadnicze:
          kto tu komu powinien placić alimenty?
          • iziula1 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 18:19
            Autor: floric
            Data: 06.02.06, 18:04 + dodaj do ulubionych wątków
            Policz sobie ile wychodzi na osobę w czteroosobowej rodzinie ojca Magdy i ile w
            dwuosobowej rodzinie Magdy i dobrze się zastanów zanim napiszesz takie zdanie:
            > Tu chyba nie chodzi o wyrwanie każdego grosza człowiekowi, który nawet dla
            > siebie nie ma.

            Poza tym na jakiej podstawie uważasz, że Magda ma prawo do garderoby i jedzenia
            z jakiej sobie pólki życzy, a jej mlodsi bracia nie mają takiego prawa? Co
            więcej zdaje się, że matka Magdy nadal może jej to umożliwić, a matka jej
            mlodszych braci nie jest w tak komfortowej sytuacji. Teraz pytanie zasadnicze:
            kto tu komu powinien placić alimenty? >

            Czy my znów wałkujemy temat tej nieszczęsnej studentki i jej macochy?!
            Jeśli tak Floric, to studentka ma tylko 1 (słownie jednego) brata. Drugi
            chłopiec jest synem macochy i jej byłego faceta.
            A dbanie o to aby dzieci miały co jeść i na grzbiet narzucić jest obowiazkiem
            rodziców a nie dzieci smile
            • floric Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 18:28
              iziula1 napisała:

              > studentka ma tylko 1 (słownie jednego) brata. Drugi
              > chłopiec jest synem macochy i jej byłego faceta.

              czemu koniecznie chcesz podzielić tę rodzinę?
              Ojciec Magdy zaakceptowal obydwu chlopców i ona nie może od niego wymagac, aby
              wyróżnial jedną osobę ze swojej rodziny, a inną traktowal jak Kopciuszka.
              • iziula1 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 21:11
                Tu nie chodzi o rozdzielenie rodziny, zresztą jak mogłabym to zrobic
                wirtualnie smile Nie przesadzaj w swoim górnolotnym słownictwie.
                Kwestia dotyczy tylko i wyłącznie roszczeń i zobowiązan. A dziecko macochy ze
                związku poprzedniego ma swoich biologicznych rodziców, którzy sa zobowiazani do
                jego utrzymania. Nie jest zobowiazany do tego mąż owej macochy i ojciec owej
                studentki.
                Poza tym skąd wiesz czy ojciec studentki zaakceptował obydwu chłopców, swego
                rodzonego syna też"zaakceptował"?
                Mieszkasz z nimi? Czy wysnuwasz niczym nie poparte, chyba tylko swoja
                wyobrażnia wnioski?
                • floric Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 22:01
                  We czworkę prowadzą wspólne gospodarstwo domowe, stanowią pelną rodzinę,
                  zrekonstruowaną, ale pelną. Dosrosla pannica i jej zamożna matka nie mają
                  moralnego prawa finansować swoich fanaberii kosztem spójności czyjejś rodziny.

                  Poza tym obowiązek alimentacyjny wobec Magdy mają OBOJE rodzice. Dlaczego więc
                  ciąga po sądach tylko ojca? Nie wykluczone, że gdyby podala oboje otrzymalaby to
                  swoje 1700 zl, z tym że w zupelnie innych proporcjach, wynikających z możliwości
                  finansowych obydwojga rodziców. Ktoś tu pisal, że rodzice wcale nie muszą
                  finansować dziecka po polowie, np. jedno moze dawac 2/3, a drugie 1/3,
                  automatycznie uznano, ze wyzsza kwota musi pochodzic od ojca (sic!). Niby
                  dlaczego? W końcu wydatki ojca Magdy są spowodowane także tym, że to on musi
                  teraz dorabiać się od nowa, a nie jego byla żona która zostala sobie wygodnie w
                  ich mieszkaniu i ma na utrzymaniu tylko siebie. Pomyślcie o tym zanim powiecie,
                  że dobrowolne 600 zl od ojca to za malo.
                  • virtual_moth Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 23:02
                    floric napisał:

                    > W końcu wydatki ojca Magdy są spowodowane także tym, że to on musi
                    > teraz dorabiać się od nowa, a nie jego byla żona która zostala sobie wygodnie
                    w
                    > ich mieszkaniu i ma na utrzymaniu tylko siebie.

                    No, nie mówiąc już o tym, że biedny musiał się pewnie ewakuować z tego
                    mieszkania w samych skarpetkach po tym jak przyłapał tę złą kobietę na ohydnej
                    zdradziewink

                    Oj ci biedni żuczkowie, wszystko przeciwko nim.

                    Czy ty naprawde uważasz, że ta eksia ma na utrzymaniu TYLKO siebie? Chyba ci
                    się cos zdrowo pomyliło, delikatnie mówiąc.
                    • mrs_ka Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 23:10
                      pszam, bo mi umknęło: a skąd tezy o zdradach, zostawianiu mieszkania, imieniu
                      Magda i tym podobnych?

                      Tekst o spójności nowej rodziny jest przedni. Aby powstała nowa spójność w starą
                      musiał walnąć szlag. To tyle, jeśli chodzi o logikę Florica. Innymi słowy są
                      sytuacje równe i równiejsze, oraz spójności lepsze i lepsiejsze.

                      a.
                      • virtual_moth Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 06.02.06, 23:15
                        mrs_ka napisała:

                        > pszam, bo mi umknęło: a skąd tezy o zdradach, zostawianiu mieszkania, imieniu
                        > Magda i tym podobnych?

                        O zostawieniu mieszkania to nie wiem, ale domyślam się - przecież biedni
                        żuczkowie ZAWSZE idą z torabmi i zostawiają swoim wrednym eksim mieszkania oraz
                        cały dobytekwink
                        Biedni żuczkowie też są zdradzai przez żony-suki, stąd a priori założyłam, że i
                        w tym przypadku miało to miejsce.
                        Dlatego też żuczka trzeba żałować, no a poza tym on przecież MUSI łożyc na nowa
                        rodzinęwink

                        Pzdr
                      • iziula1 Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 07.02.06, 07:23
                        Mnie powaliła na kolana wyobraznia tej dziewczynysmile))
                        Jestem pod wrażeniem :0
                        A jesli chodzi o merytoryke wypowiedzi...no cóz trzeba rozumiec nie tylko co
                        sie czyta ale również jakich słów się używa udzielając odpowiedzi.
                        A z tym widać krucho u Floric, oj krucho...jakaś zazdrość ja zaślepiła czy
                        coś ...
                        • floric Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 08.02.06, 15:03
                          o co ci chodzi?
                          przecież nikogo nie obrażam i nie uzywam niecenzuralnych slow.

                          nie pisałem tez nic o zdradach.

                          piszecie zaślepione nienawiścią do czlowieka, ktory mimo wielu lat w nieudanym
                          malżenstwie zdolal wreszcie ulożyć sobie życie nie czytając nawet postów na
                          które odpowiadacie.
                          • pesher Re: Roszczeniowosc dzieci samodzienych ;-) 09.02.06, 09:42
                            > piszecie zaślepione nienawiścią do czlowieka, ktory mimo wielu lat w nieudanym
                            > malżenstwie zdolal wreszcie ulożyć sobie życie nie czytając nawet postów na
                            > które odpowiadacie

                            Czy to, ze czlowiek, po nieudanym malzenstwie ulozyl sobie na nowo zycie
                            oznacza, ze jego corka sie juz do tego zycia nie zalicza? Czy to rowniez
                            oznacza, ze wszystkie obowiazki przechodz na matke tej dziewczyny? A lbo, jak
                            sugerujesz, w wiekszej czesci? Tylko nasuwa sie pytanie: Dlaczego? Wydaje mi
                            sie, ze podzial 50/50 w przypadku studiujacego dziecka jest jak najbardziej OK.
                            Tym bardziej, ze rodzicow STAC. Oboje.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka