kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi

12.02.06, 13:39
czesc dziewczyny
musze sie gdzies wyzalic bo jest mi tak strasznie przykro. wlasnie ojciec
mojej malej ( 5 l) zabral ja na spacer, a wczesniej probowalam z nim
rozmawiac nt jego bardzo rzadkich wizyt u dziecka (mieszka 200 m stad a
zaglada 2 razy w tygodniu po godzince, dwie). uwazam ze olewa corke. jak mu
to powiedzilalam to zaczela sie klotnia, i uslyszalam ze on odwiedza mala tak
jak odwiedza bo czesciej nie ma czasu. smutno mi sie zrobilo. ale najgorsze
bylo to ze zaczal tez do mnie wyjezdzac z uwagami typu ze mieszkam sama i mi
odpier..la. jak mozna tak postepowac? to ja od niego odeszlam, fakt, ale nie
z powodu mojego widzimisie, ale dlatego ze olewal mnie i corke od samego
poczatku naszego malzenstwa. po prostu nam sie nie ukladalo. a teraz zamiast
jakos pomoc wlasnemu dziecku przejsc przez ten trudny okres to on mowi mi
takie podle rzeczy i nadal ma w du..ie dziecko. rozplakalam sie przy nim.
zupelnie niepotrzebniw. wiem. ale jest mi srasznie przykro i zle. sorry ze
takie dlugie. pozdrawiam was wszystkie dziewczyny.
ps. bardzo prosze niejakiego labombe o nie odpisywanie na moj post. dziekuje
    • pesher Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 18:38
      Ha! Ja tez czasem, kiedy mam dosc, marze tylko o tym, zeby przespac 10 godzin
      bez przerwy, moc posiedziec w wannie 1,5 godziny w aromatycznych olejkach,
      wyskoczyc na weekend z przyjaciolmi, a nade wszystko - moc zapracowac sobie na
      kaca i tego kaca leczyc caly nastepny dziensmile Pierwszy raz od prawie 3 latsmile A
      w tym czasie niech sie tata zajmie Dziecieciemsmile Ale nie jest to niestety
      mozliwe. Moj byly moze wyrwac dla Slonka tyle, ile moze. I ciesze sie, ze
      wlasciwie caly wolny czas spedza z nia. Rozumiem specyfike jego pracy, rozumiem
      go, a przede wszystkim widze, ze sie stara wyrwac te kilka godzin tygodniowo
      dla Malej. Nie mozna wymagac, zeby po rozwodzie/rozstaniu facet byl non stop
      przy dziecku.. To jest po prostu niemozliwesad Sa to niestety koszty rozwodu..
      Dlatego uwazam, ze przynajmniej w naszej sytuacji jest OK. Chociaz pewnie, ze
      wolalabym jednak zapracowac na tego kaca, kiedy dziecko jest pod opieka ojcatongue_out
      • labomba666 Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 18:56
        Bardzo trafnie to ujęłaś. Wiele kobiet "budzi się" dopiero po rozwodzie. Częśc
        nawet podczas procesu rozwodowego usiłuje dowalić mężowi, ograniczając jego
        kontakty, bądź nawet władzę rodzicielską, a później, gdy emocje opadną zaczyna
        się zastanawianie i pretensje: "ty sobie żyjesz, jak kawaler, a ja jestem
        uwiązana dzieckiem".

        LaBomba
        • pesher Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 19:17
          labomba666 napisał:

          a później, gdy emocje opadną zaczyna
          > się zastanawianie i pretensje: "ty sobie żyjesz, jak kawaler, a ja jestem
          > uwiązana dzieckiem".

          LaBomba,
          Ja nie mam pretensji, ze moj byly maz zyje jak kawalersmile I w zadnym wypadku nie
          czuje sie uwiazana dzieckiemsmile Tym bardziej, ze chlop ma taka prace a nie inna,
          a ja zawsze moge zatrudnic opiekunke i tez "pozyc"tongue_out Pewnie, ze czasem mam
          ochote na weekend "wolnosci od dziecka"!! Ale tak ma kazda matka, niezaleznie
          czy samotnie wychowujaca dziecko czy zaobraczkowana/zazwiazkowana. A decydujac
          sie na rozwod obydwoje zdawalismy sobie sprawe z konsekwencji. Wiem, ze mojemu
          exowi checi nie brak, raczej mozliwosci. Dlatego napisalam, ze u nas jest
          bardzo OK w tej kwestii. Nawet smiem twierdzic, ze Slonko ma "wiecej ojca"
          teraz niz gdybysmy byli wciaz malzenstwem.
          • labomba666 Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 19:26
            > Ja nie mam pretensji, ze moj byly maz zyje jak kawalersmile I w zadnym wypadku
            nie
            > czuje sie uwiazana dzieckiemsmile Tym bardziej, ze chlop ma taka prace a nie
            inna,

            Ależ ja absolutnie nie miałem Ciebie Skarbie na myśli! Ze swoim zrównoważeniem,
            dystansem i trafnością wypowiedzi jesteś rodzynkiem na tym Forum.
            Bardzo żałuję, że etap zakochiwania się przez Internet mam dawno poza sobą wink)

            Labomba
            • pesher Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 22:57
              Jednak wolalabym byc migdalkiemtongue_out Rodzynek nigdy nie lubilam... Ewentualnie
              orzeszkiem w miodzie, skoro jestesmy przy bakaliachbig_grin
              A ja sie poniekad ciesze, ze etap zakochiwania sie przez internet masz juz za
              soba, bo co by bylo za dwa dni, jakbys sie odkochal?? tongue_outtongue_outtongue_outtongue_out
      • considerable Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 19:01
        fajnie by bylo gdyby moj (jeszcze) malzonek spedzal swoj wolny czas z corka....
        niesety on woli towarzystwo kolegow i imprezy z wodeczka na pierwszym planie, a
        dziecko dostaje to co z tego zostaje, czyli praktycznie skacowanego i
        niewyspanego tatusia raz na jakis czas.... smutne. ale on uwaza za ze i tak
        poswieca jej duzo czasu wink)) fajny jest, nie?
        • labomba666 Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 19:21
          > fajnie by bylo gdyby moj (jeszcze) malzonek spedzal swoj wolny czas z
          corka....
          > niesety on woli towarzystwo kolegow i imprezy z wodeczka na pierwszym planie,

          Po tej wypowiedzi zaczynam rozumieć Twojego męża, a nawet sam bym chętnie
          poszedł na wódeczkę, chociaż nie przepadam.
          Na kilometr bije od Twoich wypowiedzi żółcią i jazdami, których pewnie
          doświadcza małżonek, więc trudno mu się dziwić, że przestał być domatorem.

          LaBomba
          • mrs_ka Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 19:47
            Nie, z odpowiedzi Considerable nie przeziera jad i żółć. Zdejmij okulary
            "stronoojcowskie", radzę. IMHO przeziera z tej wypowiedzi rozgoryczenie, które
            dobrze rozumiem. Tak jak mężczyzna ma prawo oczekiwać szeregu rzeczy od
            małżeństwa, tak kobieta ma to samo prawo. A nad tym prawem są jeszcze ich
            obowiązki względem siebie.
            Przedkładanie znajomych/wódki/żagli/filatelistyki NAD rodzinę dobre nie jest,
            poszanowaniem rodziny nie jest, świadectwem dojrzałości nie jest.
            Nic natomiast nie stoi na przeszkodzie, aby godzić pasję z rodziną, bo jest to
            możliwe. Wymaga to jednak trzech składników: dojrzałości i odpowiedzialności
            oraz odpowiedniej hierarchii priorytetów.
            I trudno mi doszukać się we frazie "towarzystwo kolegów i imprezy z wódeczką"
            szczególnych wartości prorodzinnych. Tak samo nie ma ich we frazie "całodzienne
            zakupy w galerii" czy "tygodniowy wypad w góry, kiedy moje dziecko ma trzy
            tygodnie". Na wszystko jest czas i wybacz, LaBomba, ale tu nie rozchodzi się o
            wrogość na linii "kobiecy punkt widzenia/męski punkt widzenia" tylko o rzeczy
            bardzo proste, które już wymieniłam.
            A jeśli do tego jeszcze dojdzie rozbita rodzina, to czas dla dziecka jest psim
            obowiązkiem każdego rodzica dochodzącego. I nie ma usprawiedliwień pod tytułem
            kolega, zakupy, wyjazd, srututu tutu, bo dwie godziny na tydzień to jednak tak
            jakby przymało. Ze 168 godzin, jakie mieści w sobie tydzień, wykrojenie dwóch
            godzin dla dziecka jest kpiną.
            Tak walczycie o czas spędzany z dzieckiem, tyle jest matek ograniczających te
            kontakty. A jak się trafi taka, która by te kontakty jeszcze ułatwiła, to
            spotyka ją zarzut sączenia zółci i jadu, bo co kretynkę obchodzi wolnośc byłego
            męża. Ani chybi ma obsesję i manię śledczą, prawda?
            Nic Ci do tego, LaBomba, aby oceniać potencjał jadowitości autorki i sadzić
            teksty o tym, że jej męza rozumiesz. Bo guzik o nich wiesz.
            Ja wiem tyle, że facet ma 2 godziny dla córki, mieszka 200m dalej i jego brak
            dyspozycyjności dałoby się usprawiedliwić tylko faktem bycia premierem tego
            kraju lub emigracją.

            Obiektywizmu trochę, co?

            a.
            • labomba666 Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 20:02
              > Obiektywizmu trochę, co?

              - Tak, podajcie Jej! wink

              Rzeczywiście, obiektywizm bardzo by Ci się przydał, nie wspominając o
              walerianie. Ja naprawdę się nie dziwię niektórym facetom, którzy mają zasądzone
              kontakty z dziećmi, że nie biegną na nie z radością, bo te kontakty są w
              obecności mamusi, albo i lepiej: mamusi mamusi i wtedy dopiero są jazdy, że ho,
              ho! Wrzaski, pretensje, wylewanie żółci na "niedzielnego" tatusia. Agresja.
              Dziecko się przygląda, nie rozumie, boi się i płacze. I tatę od małego kojarzy
              wyłacznie z przykrymi sytuacjami.
              Ale to oczywiście nie dotyczy żadnej z Uczestniczek tego Forum, bo tutaj
              większość zalewa się łzami, że tatuś nie korzysta z należnych mu kontaktów z
              dzieckiem. Fuj, aż łeb wykręca, takie zakłamanie.

              LaBomba
              • berkot Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 21:14
                labomba, Twoja kobieta to musiała straszną heterą być.
                Czasem jestes w swoim zacietrzewieniu podobny do majacych z tym problem
                forumowiczek.
                Ale fakt, kubełek zimnej wody dobrze czasem robi na małpią miłość.

              • mrs_ka Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 21:20
                Sugeruję więc, abyś pozwolił głowie przekręcić się do końca, skoro już pojawiła
                się możliwość wykręcenia łba.
                Jesli chcesz ze mną dyskutowac na poziomie bzdetów czyli własnych wyobrażeń na
                temat samodzielności, roszczeniowości i jadowitości podlewanych sosem
                generalizacji to uprzedź mnie o tym zawczasu, abym w porę zdążyła się ewakuować
                z dna. NIe dziw się jednak później, że Twoje posty są kasowane dzięki klikaniu
                na czerwony kosz, bo jątrzysz celowo i celowo subiektywizujesz temat
                jednoczesnie krzycząc o obiektywizmie. Umówmy się raz na zawsze, że nie ma to
                wiele wspólnego z obiektywizmem w przeciwieństwie do frustracji.

                Ja też się nie dziwię niektórym ojcom. Ale tylko niektórym. Jestem w stanie
                uwierzyć, że istnieje granica, za którą człowiek opada z sił, bo jest tylko
                człowiekiem, anie cyborgiem. Nie oszukujmy się jednak, że gros przypadków
                zrezygnowało z kontaktów z własnymi dziećmi nie w imię własnego zdrowia
                psychicznego czy zdrowia tych dzieci, ale w imię bardzo przyziemnych wartości:
                nowej kobiety, nowego miejsca zamieszkania i nowych zainteresowań. Czasem tez w
                imię złudnej wolności, która uderza do głowy.
                Ja kobiet nie wybielam i nie pisz mi, Słonko, o subiektywizmie i walerianie, bo
                jest to adres niewłasciwy. Mówię tylko, że IMHO przenosisz własne poczucie
                krzywdy na obce osoby. A mnie ma się to prawo nie podobać, albowiem cele Twoich
                frustracji są rzeczywistymi adresatkami tego forum i to dla nich to miejsce w
                sieci zostało stworzone. A nie ku poprawie samopoczucia kilku ojców, którzy
                chętnie by skopali realne tyłki własnych Eks kobiet, ale skoro tych tyłków pod
                nogą nie mają, to kopią w zadki wirtualne. I uważam ten mechanizm za dośc
                kiepsko nadający się do podciągnięcia pod jakąś nadętą ideolo, bo nie da się z
                gówna zrobić tortu i chęci niewiele tu mają do rzeczy.

                Jestem matką, której dziecko ma pełny i nieograniczony kontakt ze swoim ojcem, a
                ojciec z tego kontaktu korzysta. I życzyłabym wszystkim ojcom takiego układu.
                Nie jestem jednak ślepa i wiem, że wielu panów ma taki układ w poważaniu, bo
                zależy im na wielu rzeczach z wyjątkiem własnego dziecka.
                Tak jak zdarzają się wśród kobiet ku.. (mam tu na myśli charakter), tak i wielu
                męzczyzn nie wyjdzie poza poziom własnej sukinkotowatości.
                Wiesz, nie poczuwam się do aż takiej solidarności z moją płcią, aby bronić
                charakterologicznej ku.. i wyszukiwać usprawiedliwień dla jej kurestwa tylko
                dlatego, bo też jest kobietą. Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego Ciebie tak
                kole fakt istnienia sukinsynów- zaprzeczysz, że istnieją? Własną piersią
                obronisz w imię dokopania samodzielnej matce? Sztuka dla sztuki?
                I po co Ci to? Troszcz się o własną moralnośc, godność i ojcostwo. Nie żal Ci
                energii na bronienie faceta, który własnej córce może rzucić dwie godziny w
                tygodniu? Aż tak nisko się cenisz, że widzisz tu wspólny mianownik?

                Kurczę, nie przemawia to do mnie, wybacz. Poza jajnikami i nasieniowodami
                należymy do wspólnego gatunku o nazwie homo sapiens. Polecam Twojej uwadze człon
                "sapiens". Ten przymiotnik jest bardziej istotny od tego, co się ma między nogami.

                a.




                "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
                • labomba666 Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 22:34
                  > na czerwony kosz, bo jątrzysz celowo i celowo subiektywizujesz temat
                  > jednoczesnie krzycząc o obiektywizmie. Umówmy się raz na zawsze, że nie ma to
                  > wiele wspólnego z obiektywizmem w przeciwieństwie do frustracji.

                  Nic bardziej błędnego. Nie krzyczę o obiektywiźmie, tylko o wolności słowa i
                  prawa do wypowiedzi, które na tym Forum jest permanentnie łamane przez Panią
                  Moderator. Nie wnikam, czy ma to związek ze zurazowanym stosunkiem do mojej
                  osoby, do wszystkich facetów, czy ulega wpływom "aktywistek", bo nie jestem
                  terapeutą.
                  A moja wypowiedź zawsze będzie mniej lub bardziej subiektywna, podobnie jak
                  wypowiedzi innych Forumowiczów. To oczywiste i stanowi podstawę funkcjonowania
                  forów dyskusyjnych. Dodatkowo, różnica płci powoduje, że na pewno będziemy
                  mieli inne spojrzenia na ten sam problem. Równie oczywiste.

                  Moją misją nie jest bronienie facetów, bo jak mogłaś zauważyc, udzieliłem tu
                  paru porad w zakresie "przeciwko facetowi". Ale jeśli czytam list taki, jak
                  rozpoczynający ten wątek, to ciężko jest wytrzymać i nie wyrazić swojej opinii,
                  tym bardziej, że sytuacja niemal książkowa, a dojrzałość Autorki pozostawia
                  wiele wątpliwości.

                  I może na koniec - wyjaśnijmy to sobie wreszcie - nie jestem sfrustrowany,
                  zraniony, zgorzkniały. Pomimo, że nie jestem urodzonym optymistą, to JESTEM
                  BARDZO ZADOWOLONY ZE SWOJEGO ŻYCIA i jest ono naprawdę komfortowe. Możesz mi
                  wierzyć, że niewiele rzeczy chciałbym w nim zmienić. Mówiąc trywialnie, bo
                  sądzę, że proste argumenty najlepiej przemówią:
                  - płacę rozsądne alimenty + 50% tego w dodatkowych prezentach (ok. 1500zł),
                  zamiast dokładać do domowej kasy kilkanaście razy więcej; całą kasę mam dla
                  siebie,
                  - dorzucę, że nigdy nie spóźniłem się z płatnością nawet o dzień,
                  - śpię z kim chcę i kiedy chcę,
                  - wakacje spędzam, gdzie chcę i kiedy chcę, a dokładniej: wtedy, gdy mogę
                  zostawić firmę na jakiś czas,
                  - wychodzę kiedy chcę, wracam kiedy chcę, o której chcę i w stanie w jakim chcę,
                  - nie mam żadnych obowiązków związanych z rodziną, poza alimentami,
                  - kupuję auto dwudrzwiowe (obecnie mam dwuosobowe sportowe coupe kupione w
                  salonie za koszmarne pieniądze, gdybym był z rodziną jeździłbym pewnie jakimś
                  vanem, za połowę tej kwoty, a zakup musiałbym negocjować z żoną, bo tej
                  wystarczyłaby Skoda).

                  A to wszystko w aspekcie: mam (miałem) rodzinę. Nie będę sobie zarzucał na
                  starość, że cały czas byłem kawalerem, czerpiącym z życia jedynie uciechę i nie
                  starałem się być ojcem, głową rodziny. Byłem, starałem się, ale nie wyszło -
                  pal licho z jakich powodów. Temat odhaczony. Wisły kijem nie zawrócę.

                  Czy te argumenty przemawiają? JA NAPRAWDĘ CIESZĘ SIĘ ŻYCIEM. Jak nigdy dotąd.

                  LaBomba

                  P.S. Co do frustracji, to poważne powody do niej ma moja żona, ale jej damy
                  spokój, tym bardziej, że nie ma bidula dostępu do Internetu.
                  • mrs_ka Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 22:56
                    W porządku. Trudno mi się czepiać argumentów o wolności słowa i subiektywizmie,
                    na który jesteśmy skazani. Oczywiście, że masz rację.
                    Mnie chodziło także (a może przede wszystkim) o formę wypowiedzi, bo o ile
                    Balzacowi i puszczanie wiatrów w towarzystwie uchodziło, o tyle jego lokajowi
                    już niekoniecznie. A stąd już blisko do subiektywizmu, obiektywizmu i świata
                    jako takiego, którego cechą szczególną jednak nie jest sprawiedliwość. Tym
                    niemniej takie są prawidła rządzące naszym padołem i dobrze jest mieścić się w
                    granicach szeroko pojmowanej kultury słowa i kultury osobistej. I robić to
                    przynajmniej do premiery siódmej powieści, a może i dłużej, bo nawyk jest drugą
                    naturą człowieka.

                    Refleksji na temat Twojego życia osobistego nie zamieszczam, bo nie prosiłeś o
                    informację zwrotną.
                    Szczęscia więc życzę i dalszej radości z życia

                    a.
                    • labomba666 Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 23:27
                      > Mnie chodziło także (a może przede wszystkim) o formę wypowiedzi, bo o ile
                      > Balzacowi i puszczanie wiatrów w towarzystwie uchodziło, o tyle jego lokajowi

                      Tu ja z kolei muszę się z Tobą zgodzić. Przy czym uważam, że nie jest tak źle z
                      moimi wypowiedziami - nie są obraźliwe, lecz dosadne. A ostatnią rzeczą, której
                      bym się po sobie spodziewał, to empatia do rażących głupotą wypowiedzi na
                      forach internetowych.

                      Dzięki za brak refleksji nt. mojego życia osobistego, bo wiem jakie by były. W
                      zasadzie mam między pośladkami to, co ludzie o tym sądzą, ale byłoby
                      bezsensownie gdybyśmy wykłócali się o swoje racje, mając zapewnie odmienne
                      zdania na te tematy.

                      Tak, czy inaczej dziękuję za dyskusję, która w pewien sposób dołączyła się do
                      poprawy mojego zdania o uczestnikach Forum.

                      LaBomba
                      • mrs_ka Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 13.02.06, 00:39
                        Cóż, nie sądzę, aby jakikolwiek człowiek zgodził się z tezą, że empatyzuje z
                        głupotą. To wszystko jest jednak kwestią intencji i doboru słów, bo od tego mamy
                        doświadczenie (jesli je mamy), aby wyciągać z niego wnioski i przyswoić sobie
                        istnienie szarości świata. Dlatego merytoryczna i uprzejma odpowiedź na post
                        osiemnastoletniej dziewczyny w ciązy nie jest empatyzowaniem z głupotą, a jest
                        tylko widomym znakiem tego, że okres inkwizycji i misji Jednynie Słusznej Idei
                        ma się już za sobą.
                        Podobnie różnica między dosadnością, a chamstwem jednak gdzieś przebiega i nie
                        jest granicą ulotną, więc nie filozofujmy tu zanadto. Mój ojciec twierdząc, że
                        mam ambicje na poziomie robola był w swojej ocenie jedynie dosadny. W mojej
                        ocenie zachował się jak cham, który pcha się ze swoją toporną diagnozą tam,
                        gdzie go o to nie proszą.
                        To jest mniej więcej ta różnica. Ufam, że zrozumiesz jej subtelność bez
                        podawania definicji i mnożenia przykładów.
                        IMHO przekroczyłeś ją tutaj kilka razy, a jak ktoś napisał: inteligencję się
                        zawsze docenia, ale szkoda, jeśli jest jedyną wartościową rzeczą u piszącego.

                        a.
                        • labomba666 Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 13.02.06, 01:12
                          "Problemem" są skale delikatności, którymi się posługujemy w wypowiedziach. O
                          ile u standardowgo faceta jest ona na poziomie pierwszego piętra, o tyle u
                          standardowej kobiety na poziomie jedenastego. A moja leży w okolicach parkingu
                          podziemnego. I nic nie wskazuje na to, że się coś w tym zakresie zmieni.

                          Miłej nocy.
                          • mrs_ka Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 13.02.06, 01:47
                            Miłej nocy życzę również

                            Moim zdaniem problemem jest tutaj brzytwa Ockhama, której uparcie nie chcesz
                            użyć i dalej mnożysz byty.
                            Naturalnie można powiedzieć, że prostactwo wypowiedzi Andrzeja Leppera wynika
                            jedynie ze złej interpretacji skali, jest jednak też druga teoria, która mówi,
                            że wynika ono po prostu z tego, że ten image Mulatowi się podoba i nie widzi w
                            nim nic niestosownego, a wręcz przeciwnie.
                            Tak się jednak składa, że nie da sie pogodzić ze sobą bytów wzajemnie
                            wykluczających się. I tak jak Opalony Jędruś nie stanie się nigdy Mężem Stanu,
                            tak ktoś, kto neguje podział na "dosadność/chamstwo" nie uniknie kasowania
                            swoich postów dzięki opcji "czerwony kosz".
                            Tertium non datur, choć polemizować o wyższości jednych świąt nad drugimi można
                            w nieskończoność.

                            Piszę to nie z potrzeby misji, ale ogólnoteoretycznie. Jak dla mnie możesz się
                            nie stosować, zwracam tylko uwagę na logikę pewnych zjawisk, nad którymi sam się
                            w innych topicach zastanawiałeś.

                            a.
                  • virtual_moth Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 23:12
                    labomba666 napisał:

                    > - nie mam żadnych obowiązków związanych z rodziną, poza alimentami,

                    Rozkraczyłeś się na zgliszczach najważniejszej dla dziecka wartości - rodziny i
                    jesteś "zadowolony". Po co ty w ogóle tę rodzinę zakładałeś? Nie lepiej było od
                    razu cenny czas i pieniądze zainwestować nie w dziecko, ale docelowy model
                    samochodu?


                    ---
                    Samodzielni rodzice
                    • labomba666 Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 23:34
                      > jesteś "zadowolony". Po co ty w ogóle tę rodzinę zakładałeś? Nie lepiej było
                      > razu cenny czas i pieniądze zainwestować nie w dziecko, ale docelowy model
                      > samochodu?

                      Intencje miałem czyste i dołożyłem wszelkich starań, aby wszystko się udało.
                      Zresztą, rodzinę zakładałem, jako dojrzały (na pewno w sensie wieku) mężczyzna.
                      Niestety pewnych rzeczy nie można przewidzieć, a na pewno nie można mieć na nie
                      wpływu.
                      Mówiąc wprost: wyżej dupy nie podskoczysz.

                      LaBomba
                  • gso Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 13.02.06, 21:41
                    Jak jesteś tak bardzo zadowolony z życia, to po kiego grzyba tak się udzielasz na tym akurat forum? Przeczytałem wszystko to napisałeś w tym wątku, bardzo to mundre.
                    • labomba666 Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 13.02.06, 22:03
                      Żeby pomóc innym. Za trudne, żeby to pojąć, Głąbie?
                      • virtual_moth Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 13.02.06, 22:10
                        labomba666 napisał:

                        > Głąbie?

                        Testosterooooooooooooon!
                      • gso Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 14.02.06, 21:29
                        A niby komu?
                        I po co te nerwy? Spokojnie, oddychaj głęboko wink
        • pesher Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 19:24
          Skacowanego ojca bym do dziecka "nie dopuszczala".. Tak jak skacowanym tesciom
          na wizyty u Slonka nie pozwalalam. Pewne zasady w wychowaniu dziecka mam i
          skoro sama ich nie lamie, nie pozwole innym ich lamac!
          Widzisz.. napisalas w pierwszym poscie, ze nie poswiecal Tobie i corci zbyt
          duzo czasu, kiedy byliscie jeszcze razem. Dlaczego mialoby sie to teraz zmienic
          na lepsze..? Wierze, ze Ci ciezko.. Ja nie wiem, jakim ojcem bylby moj byly maz
          dla Slonka, gdybysmy byli jeszcze razem. Rozwiedlismy sie w blyskawicznym
          tepie, kiedy bylam w ciazy. Ale ogolnie moge powiedziec, ze TERAZ jest
          normalnym ojcem i przede wszystkim sie stara..
      • pelagaa Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 19:27
        > Nie mozna wymagac, zeby po rozwodzie/rozstaniu facet byl non stop
        > przy dziecku..

        I nikt tego nie wymaga raczej. NON STOP przy dziecku to nikt nie jest, jesli
        pracuje. Ale powinno sie wymagac ZAANGAZOWANIA w wychowanie dziecka, wymagac
        spedzania z dzieckiem czasu. No ale tego polskie prawo nie przewiduje. W
        efekcie panowie wlasnie sa kawalerami z odzysku, a cala odpowiedzialnosc z
        adziecko spada na matki. A potem jeden z drugim zdziwiony, ze ktos mu chce
        odebrac cos z czego i tak nie korzysta. Prawa ojca to nie wszystko, sa jeszcze
        obowizki, o ktorych niestety panowie najchetniej zapominaja.
        • pesher Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 19:41
          pelagaa napisała:

          > Ale powinno sie wymagac ZAANGAZOWANIA w wychowanie dziecka, wymagac
          > spedzania z dzieckiem czasu.

          Pelagaa, dobrze wiesz, ze nie mozna zmusic czlowieka do czegokolwiek. To
          wszystko zalezy od dobrej woli i checi samego zainteresowanego. Czy wymagajac
          osiagnelabym cokolwiek? Robiac wyrzuty, ze nie spelnia swoich obowiazkow
          wzgledem dziecka? Zaognilabym tylko sytuacje.. Ja mialam ten komfort, ze Slonko
          urodzilo sie juz po rozwodzie. A ja dalam jej ojcu wolna reke. Chcesz -
          zaangazuj sie w wychowanie, nie chcesz - nie zawracaj glowy i znikaj. Chcial.
          Jest i mysle, ze bedzie kolo swojej corki. Bo widze, ze jemu na tym zalezy, a
          ja nie mam powodow, zeby to utrudniac.
    • redtower Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 19:22
      Szczerze mówiąc to i tak dużo czasu twój eks poświęca dziecku. U mnie zazwyczaj
      jest tak, że jak już się zjawi po tygodniu zapewniania że nie miał czasu, że
      miałdużo pracy itp., to na 5 do 15 minut z czego 3/4 czasu spędza przy moim
      komputerze nagrywając fimly. Oczywiście innym ludziom przedstawia to w sposób
      taki, że to ja ograniczam mu kontakty z dzieckiem (tak też powiedział w Sądzie)
      i dlatego małego nie widuje! Śmiech!!! Dodatkowo mniej więcej raz na tydzień
      telefonicznie zapewnie mnie, że w najbliższym czasie będzie miał dzień czy dwa
      wolne i zabierze małego do siebie... Oczywiście ostatecznie okazuje się, że
      jego "zły i nieczuły szef" odwołał mu w ostatnim momencie urlop i nici z tak
      przez niego upragnionego dnia z własnym dzieckiem smile
      Potem tylko znajomi mi mówią, że widzieli go tego dnia z jakąś kobietą i jej
      dzieckiem, o której zresztą On mówi, cytuję.. "że to tylko taka lala na
      chwilę"...
      Nie wiem jak tak można postępować... jak można tak nie szanować ludzi...
      pozdrawiam,
      Towerek
      • considerable Re: kłótnia z ojcem dziecka. przykro mi 12.02.06, 20:24
        Nie wiem jak tak można postępować... jak można tak nie szanować ludzi...
        > pozdrawiam,

        No wlasnie ja tez nie wiem..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja