Czy mogę ojcu zabronić ...?

23.02.06, 15:12
Synek ma 11 msc.Jego tata nie mieszka od msca z nami.Nie utrudniam mu
kontaktów z dzieckiem , odwiedza go u mnie . Nie chcę się jednak zgodzić
(przynajmniej na razie)na zabieranie synka do niego.Czy jest jakiś
przepis,który mówiłby,że tak małego dziecka nie można zabierać mamie?
    • anetina Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 23.02.06, 15:13
      na pewno nie może, póki karmisz

      poszukaj tego tematu
      było mnóstwo
      • kwiatuszek73 Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 23.02.06, 15:18
        problem w tym,że nie karmię już od 2mscy
        • chalsia Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 23.02.06, 15:21
          a na jak długo on chce zabierać dziecko do siebie i jak daleko mieszka?
          Chalsia
          • kwiatuszek73 Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 23.02.06, 15:32
            mieszka niedaleko,ok.15 min.jazdy samochodem.Wymyślił sobie zabieranie na
            wekendy,ale ja na samą myśl,że miałby go zabrać nawet na kilka godzin dostaję
            rozstroju żołądka.Tysiąc razy wolałabym żeby odwiedzał go nawet kilka razy w
            tygodniu ale u mnie.Myślę,że jemu też by to wystarczyło tylko,że dziadkowie
            (jego rodzice)namawiają go do tego bo niby tęsknią bardzo za wnukiem.Tylko jak
            mieszkaliśmy razem to jakoś marnie ta ich miłość wyglądała.
            • chalsia Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 23.02.06, 16:56
              Spokojnie, sąd nie zgodzi się na zabieranie niespełna roczniaka na weekendy do
              ojca. Najwyżej zgodzi się na 2 godzinne spacery z dzieckiem bez Twojej
              obecności. A na tyle spokojnie możesz pozwolić- nic się dziecku nie stanie.
              Chalsia
              • pawel-szadko Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 24.02.06, 21:24
                z tego co widzę to pytanie było o przepis, nie wiem po co juz wyjezdzasz z
                sądem. Poza tym na własnym przypadku wiem, że wcale te "dobre" matki nie mają
                już co liczyć na to, że każdy sąd się na to nabierze bo wyroki sa coraz
                sprawiedliwsze
    • robert_32 Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 23.02.06, 15:28
      A dlaczego uważasz, że pobyt u ojca będzie dla twojego dziecka niekorzystny?
    • considerable Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 23.02.06, 15:42
      dolacze sie do tego postu. ja rowniez wolalabym zeby ojciec mojej corki nie
      zabieral jej do siebie. mieszka naprawde bliziutko, 5 minut ode mnie, w
      mieszkaniu w ktorym kiedys mieszkalismy, ale powody sa takie:
      1.tam jest po prostui brudno, moj malzonek to syfiarz, pali tama papierosy,
      pije , nie sprzata, nie wietrzy,. po prost jest syf
      2. mieszka z kolegami co i lubia przeklinac, sa czasami wulgarni
      3. nie wiedza co to srodki czystosci
      4. corka nie ma tam ZADNYCH zabawek
      I po co on mialby ja tam zabierac? mieszka na tye blisko ze moze przyjsc,
      pobawic sie z nia, zabrac ja wszedzie,, ale po co akurat do siebi? co by tam
      robili? ja nie robie mu absolutnie zadnych problemow jezeli chodzi o kontakkty
      z dzieckiem, kwestionuje tylko sensownosc zabierania jej do jego mieszkania.
      nie chodzi mi o to czy jakos to prawo reguluje, ale jak go przekonac zeby dla
      dobra corki nie upieral sie zeby ja tam brac.
      • robert_32 Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 23.02.06, 15:44
        considerable-ty mnie przekonałaś-oczywiście jeśli ten syf to prawda a nie pretekst
        • considerable Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 24.02.06, 09:31
          niestety prawda...
    • patrycja_20 Byłam w podobnej sytuacji... 23.02.06, 16:22
      Ja miałam dokłądnie ten sam problem ,a le mój eks nie widział córci rok czasu! Mój chciał małą zabierać wystosował wniosek do sadu, jednak na nic się mu to nie zdało. SĘDZINA UMOTYWOWAŁA TYM ,ŻE DZIECKO JEST STANOWCZO ZA MAŁE NA JAKIEKOWLWIEK ZABIERANIE PRZEZ TATUSIA.
      ja uwazam ,że Ty swojemy męzowi powinnaś wytłumaczyć własnie w ten sposób- didzia jest za mała i koniec ,a jesli ojciec dziecka napisze wniosek do sądu , to i tak sąd będzie po twojej stronie, mozęsz powiedzieć że chcesz aby widywał synka, ale w twojej obecności . Do mojego wniosku sad się przychylił- eks moze widywac córkęw mojej obecnosci, w miejscu zamieszkania dziecka, ale nie ma mowy o żadnym zabieraniu na weeekendy czy wakacje.
    • labomba666 A może włączymy mózgi? 23.02.06, 16:40
      Jeżeli ociec podczas kontaktów chce zabierać dziecko poaz "zasięg" mamusi, to
      jakaś przyczyna takiego zachowania musi być. Przecież wiadomo, że faceci to
      lenie, a z 11-miesięczne dziecko potrafi bardzo zaangażować ojca "do pracy" np.
      przy zmianie pieluszek, karmienia, etc. To nie 10 letni chłopak, z którym pójdą
      do kina i na lody.
      Zatem dlaczego facet decyduje się na zabieranie dziecka? A no dlatego, że w 90%
      spowodowane jest to "jazdami" jakich doświadczają podczas tych kontaktów, a
      jakie przygotowują im mamuśki, nie raz do spółki z teściową, czy nowym
      partnerem. Zazwyczaj na oczach małego dziecka, które nic z tego nie rozumie,
      ale zacznie kojarzyć ojca, jako "zjawisko", któremu towarzyszy agresja i gniew
      mamusi.
      Oczywiście, w Twoim przypadku wcale nie musi tak być; pewnie należysz do tych
      10% niewiniątek.

      LaBomba
      • chalsia Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 16:55
        A mój eks nagle nabrał ochoty do zabierania dziecka do domu, jak next była już
        w zaawansowanej ciąży. Nie z powodu "jazd" u mnie w domu, bo takich nie było.
        Tak więc powody bywają różne.
        Chalsia
        • mrs_ka Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 17:09
          Tu nie chodzi o to, czy ma się prawo, tylko o rozsądne myślenie. Nie wytaczajmy
          armat na wróbla.
          11 miesięczniak jest dzieckiem na tyle małym, że weekendy w ogóle nie wchodzą w
          grę i to nie dlatego, że ktoś chce komuś zrobić na złość, a dlatego, bo zmiana
          otoczenia, brak mamy, przerwanie codziennej rutyny są dla takiego malucha bardzo
          stresujące i powodują zaburzenie poczucia bezpieczeństwa.
          Można za to rozważyć pozostawienie eksowi mieszkania do dyspozycji na weekend-
          wtedy przynajmniej odpadnie czynnik zmiany otoczenia i zaburzenia rutyny.
          Można się też umówić na wieczorne capstrzyki wink- niech eks przychodzi wykąpać
          dziecko i zwyczajnie z nim pobyć. W tym czasie można iść do innego pokoju albo
          zająć się sobą czy domem. Na ogół samodzielne mamy małych dzieci mają mało czasu
          dla siebie, wiec jest to dobra okazja do poczytania ksiązki, połażenia po
          internecie czy zrobienia tygodniowego prasowania.
          Można też umawiać się na weekendowe przedpołudnia i opuścić w tym czasie
          mieszkanie. Jeśli nie karmisz to już w ogóle masz luzsmile Idź sobie do kina, połaź
          po sklepach i tak dalej.
          Jak widać możliwości jest multum, trzeba tylko znaleźć kompromis.
          Weekendy poza domem gdzieś tak od drugiego, trzeciego roku życia w zależności od
          sytuacji i dziecka.
          Jesli dziecko jest przyzwyczajone do mieszkania dziadkow czy taty to można się
          zdecydować na taki manewr wcześniej.
          Ogólnie dwie zasady:
          1. Po pierwsze dobro dziecka
          2. Po drugie minimalizacja kontaktów z eksem- to są w końcu jego godziny i jego
          czas dla dziecka. Alimenty, zaszłości i konflikty można sobie rozwiązać przy
          innej okazji.

          a.
          • mrs_ka Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 17:12
            Jeszcze jedno: zanim powołasz się na przepisy i oddasz sprawę w gestię sądu
            spróbuj dogadać się polubownie. Na pewno pomoże Ci rozpoczęcie negocjacji od
            przyjęcia postawy życzliwej i otwartej. Ludźmi rządzą proste mechanizmy- na ogół
            człowiek, który jest traktowany jak człowiek decyduje się zachowywać jak człowiekwink

            a.
          • redtower Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 19:47
            > Można za to rozważyć pozostawienie eksowi mieszkania do dyspozycji na weekend-
            > wtedy przynajmniej odpadnie czynnik zmiany otoczenia i zaburzenia rutyny.
            > Można się też umówić na wieczorne capstrzyki wink- niech eks przychodzi wykąpać
            > dziecko i zwyczajnie z nim pobyć. W tym czasie można iść do innego pokoju albo
            > zająć się sobą czy domem. Na ogół samodzielne mamy małych dzieci mają mało
            czas
            > u
            > dla siebie, wiec jest to dobra okazja do poczytania ksiązki, połażenia po
            > internecie czy zrobienia tygodniowego prasowania.
            > Można też umawiać się na weekendowe przedpołudnia i opuścić w tym czasie
            > mieszkanie. Jeśli nie karmisz to już w ogóle masz luzsmile Idź sobie do kina,
            poła
            > ź
            > po sklepach i tak dalej.



            buahahahaha... ale się uśmiałam... !!! smile))))
            pozostawienie eksa z dzieckiem samego w moim mieszkaniu... już widzę te
            przeszukanie, grzebanie we wszystkich szafkach, przeszukanie komputera...tak
            tak to rewelacyjny pomysł! GRATULACJE! A ja w tym czasie na luzie.. pójdę sobie
            do sklepu.. hehe...

            "multum możliwości"

            poirytowany Towereksmile
            • mrs_ka Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 20:10
              Towerku, ale doprawdy nie rozumiem, co Cię śmieszy- sytuacja, w której Jest się
              byłą partnerką mężczyzny zniżającego się do grzebania w naszych szafkach wydaje
              mi się średnio zabawna. W końcu to Ty wybrałaś go na ojca swojego dziecka, prawda?
              Pomysł nie jest ani rewelacyjny, ani denny.
              To jest pomysł dla tych, którzy są w stanie przeskoczyć własne emocje i anse
              względem eksów w imię interesu własnego dziecka. Także dla tych, których eks
              mężowie są sensowni i nie prezentują sobą poziomu dna i mułu.
              Nie ma kogoś takiego jak standardowa samodzielna matka. Ani ja nie jestem
              reprezentatywna, ani Ty.
              Ja jednak wyznaję zasadę, że sami kreujemy swoją rzeczywistość, a nie że dajemy
              się jej nieść niczym liście na wietrze. I dlatego swojego Eks męża traktuję po
              ludzku- nie dlatego, bo jest super i hiper (wtedy nie byłby eksem), a dlatego,
              że ja chcę widzieć w nim człowieka więc traktuję go jak człowieka.
              I niesamowita rzecz, popatrz: to działa.
              Natomiast podejmowałam kiedyś próby chodzenia na udry, straszenia sądem i
              stawiania spraw na ostrzu noża i znów niespodzianka: mój eks okazał się być
              wtedy wyjątkowo wrednym skurczybykiem. Wystarczyło jednak wrócić do normalnych
              stosunków i przestać się zachowywać jak suka, a i eks uległ magicznej
              metamorfozie i można z nim było wszystko ustalić.
              Kwestia szczęścia? A może kwestia zasady wzajemności?
              Jasne, że są ludzie niereformowalni, ale o wiele więcej jest ludzi, którym nie
              dajemy nawet szansy na reformę.

              Tak więc reasumując: mnie zwisa kalafiorem, jakie Ty masz stosunki ze swoim
              Byłym, bo to nie moja piaskownica i nie moje grabki.
              Jednak nie projektuj swojej sytuacji na resztę samodzielnych matek, bo multum
              możliwości jest zawsze. To, że się ich nie wykorzystuje zalezy od rozmaitych
              czynników- czasem obiektywnych, a czasem subiektywnych. Problem zaczyna się
              wtedy, kiedy czynniki bardzo subiektywne wtaczamy na piedestał czynników
              obiektywnych. Bo wtedy oznacza to ślepotę.
              A za gratulacje oczywiście dziękuję, też sobie chwalę własne układy z eksem.
              a.
              • redtower Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 20:57
                > Towerku, ale doprawdy nie rozumiem, co Cię śmieszy- sytuacja, w której Jest
                się
                > byłą partnerką mężczyzny zniżającego się do grzebania w naszych szafkach
                wydaje
                > mi się średnio zabawna. W końcu to Ty wybrałaś go na ojca swojego dziecka,
                praw
                > da?


                Po pierwsze, jak widać nie tylko ja źle wybrałam ojca dla swojego pierwszego
                dziecka... bo widać, zarówno Ty jak i wiele innych Samodzielnych też popełniło
                przy tym wyborze jakiś błąd.
                To, że Ty możesz się dogadać ze swoim Eks nie oznacza, że ze wszystkimi tak
                można... i nie sądzę, że jest to kwestia twoich wielkich załug... jeżeli
                mężczyzna jest normalny i odpowiedzialny to po prostu można sie z nim
                porozumieć...

                Ja jednak wyznaję zasadę, że sami kreujemy swoją rzeczywistość, a nie że dajemy
                > się jej nieść niczym liście na wietrze. I dlatego swojego Eks męża traktuję po
                > ludzku- nie dlatego, bo jest super i hiper (wtedy nie byłby eksem), a dlatego,
                > że ja chcę widzieć w nim człowieka więc traktuję go jak człowieka.
                > I niesamowita rzecz, popatrz: to działa.

                Bardzo się cieszę, że starasz się kreować swoją rzeczywistość, to jest to co
                robi większość z Samodzielnych i zapewniam Ciebie, że nie jest to nic
                nadzwyczajnego... smile
                Jeżeli chodzi o traktowanie ludzi jak ludzi... ja też wyznaję taką zasadę i
                niesamowita rzecz na mojego Eksa to nie działa...smile))
                Niestety zapewne większość Samodzielnych nie może poszczycić się tak jak Ty
                Eksem godnym takiego zaufania, żeby go zostawić samego, we własnym
                mieszkaniu smile

                > Natomiast podejmowałam kiedyś próby chodzenia na udry, straszenia sądem i
                > stawiania spraw na ostrzu noża i znów niespodzianka: mój eks okazał się być
                > wtedy wyjątkowo wrednym skurczybykiem. Wystarczyło jednak wrócić do normalnych
                > stosunków i przestać się zachowywać jak suka, a i eks uległ magicznej
                > metamorfozie i można z nim było wszystko ustalić.
                > Kwestia szczęścia? A może kwestia zasady wzajemności?
                > Jasne, że są ludzie niereformowalni, ale o wiele więcej jest ludzi, którym nie
                > dajemy nawet szansy na reformę.

                Ja takich rzeczy tj. straszenia sądem itp. nigdy nie próbowałam, bo jak już
                wcześniej napisałam nie jest dla mnie wielkim odkryciem, że ludzi trzeba
                szanować smile
                A już przede wszystkim wychodzę z założenia, że należy szanować siebie! I na
                całe szczęście, nie musiałam.... pozwolę sobie zacytować Twoje słowa o
                Tobie..."przestać się zachowywać jak suka". Nigdy się tak nie zachowywałam...
                bo to chyba jest poniżej pewnego poziomu... przynajmniej dla mniesmile

                > Tak więc reasumując: mnie zwisa kalafiorem, jakie Ty masz stosunki ze swoim
                > Byłym, bo to nie moja piaskownica i nie moje grabki.

                "mnie zwisa kalafiorem..."??? Przepraszam... ale ten zwrot całkowicie rozłożył
                mnie na łopatki. Z całą pewnością jesteśmy z zupełnie innych piaskownic smile

                mrs_ku.. ja nikogo nie staram się wpasowac w moją sytuację smile Dodatkowo musisz
                brać pod uwagę, że Ty z całą pewnością też nie jesteś obiektywna... formu to
                nie jest miejsce, na którym spotykają się ludzie obiektywni smile Każda/każdy z
                nas ma swoje przeżycia i swoją historię smile
                Pozdrawiam,
                Towerek
                • mrs_ka Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 21:27
                  Nie piszę nigdzie, że jestem obiektywna, bo żadna z nas nie jest. I naturalnie,
                  że wybrałam na ojca swojego dziecka mężczyznę, który okazał się być kiepskim
                  mężem (bądź też ja byłam kiepską żoną, bądź jedno i drugie). Ale ja ze swoim
                  eksem mieszkałam w jednym mieszkaniu przez cztery lata i przez cały ten czas
                  nigdy nie nadużył mojego zaufania co do prywatności, także rozwód nie stanowił
                  tu żadnej cezury między "fajnym facetem", a "draniem". Nie obudziłam się więc
                  nigdy przecierając ze zdumienia oczy, że oto byłam przez cztery lata z facetem,
                  który mi po szafkach grzebie i w kompie majstruje.
                  Dlatego mogę ze spokojem zostawić mu mieszkanie na ileś tam godzin, jak i mogę
                  mu umożliwić swobodny kontakt z synem na zasadach otwartych. Jasne jest więc, że
                  on na tym korzysta i ja na tym korzystam.

                  Co do tego, czy dogadywanie się z eksem jest kwestią moich zasług... Tego nie
                  Wiesz. Ja jednak sądzę, że nie jest przypadkiem, że w wielu sytuacjach
                  opisywanych na tym forum nie mogę się odnaleźć. Właśnie dlatego, bo parę
                  puszczałam nie w gwizdek i chęci odwetu/zranione ambicje/ciąganie się po
                  sądach/dywagacje nad tym, na ile mogę eksowi uprzykrzyć życie i ograniczyć prawa
                  rodzicielskie, a w konstruktywne działania, które miały budować mosty, a nie je
                  palić. I teraz te mosty mam. Nie zmienia to faktu, że mój eks mąż sukinsynem nie
                  jest i nie był, albowiem nie związałabym się z sukinsynem. Proste.

                  I powiem Ci też, że ja własną sukowatość uważam za jedno z bardziej doniosłych
                  osiągnięć w moim życiu, przynajmniej nie mam wrzodów żołądkasmile Albowiem
                  sukowatość nie ma nic wspólnego z klasą bądź jej brakiem, za to ma wiele
                  wspólnego z szacunkiem do samej siebie, bo nie pozwalasz ludziom robić kaka na
                  własną wycieraczkę i kwitować to radosnym "konik tu był".
                  Natomiast nie zawsze warto z sukowatości korzystać, wszystko zależy od sytuacji.

                  Pozdrawiam. Hau.
                  a.
                  • redtower Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 22:15
                    smile nasze sytuacje są tak całkowicie odmienne i nie ma w nich czego
                    porównywać smile
                    Ty pokazałaś swój świat... ja swój... zapewne będą osoby, które od razu otworzą
                    drzwi swoich mieszkań i domów dla swoich Eksów... i takie, które nigdy tego nie
                    zrobią...smile

                    > I powiem Ci też, że ja własną sukowatość uważam za jedno z bardziej doniosłych
                    > osiągnięć w moim życiu, przynajmniej nie mam wrzodów żołądkasmile Albowiem
                    > sukowatość nie ma nic wspólnego z klasą bądź jej brakiem, za to ma wiele
                    > wspólnego z szacunkiem do samej siebie, bo nie pozwalasz ludziom robić kaka na
                    > własną wycieraczkę i kwitować to radosnym "konik tu był".
                    > Natomiast nie zawsze warto z sukowatości korzystać, wszystko zależy od
                    sytuacji

                    Ja z całą pewnością nie pozwolę na robienie krzywdy, a tym bardziej mojemu
                    dziecku. I nie będę spokojnie patrzyła jak mnie ktoś niszczy, ale nie oznacza,
                    to zaraz, że będę się zachowywała jak "suka" smile
                    A klasa... hymmm... albo się ją ma albo nie smile

                    Nawet w szaleństwie potrzebna jest jakaś kultura.

                    Pozdrawiam,
                    Towerek

                    --

                    Ludzie nie są anie lepsi ani gorsi od naszych ideałów...są inni...
                    • mrs_ka Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 22:32
                      Kwestia interpretacji słowa "suka".
                      Nota bene: Beata Tyszkiewicz, którą uważam za kobietę z klasą, niezwykle
                      smacznie rzuca "ku..mi". Ot, zagwozdkawink
                      A teraz dość szczekania- pokój i Tobie, Towerek, bo kłócić się nie lubię, a
                      zresztą nie ma o cosmile
                      spokojnej nocy życzęsmile
                      a.
          • kini_m Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 23:03
            mrs_ka napisała:
            > Tu nie chodzi o to, czy ma się prawo, tylko o rozsądne myślenie. Nie
            > wytaczajmy armat na wróbla.
            > 11 miesięczniak jest dzieckiem na tyle małym, że weekendy w ogóle nie wchodzą
            > w grę i to nie dlatego, że ktoś chce komuś zrobić na złość, a dlatego, bo
            > zmiana otoczenia, brak mamy, przerwanie codziennej rutyny są dla takiego
            > malucha bardz o stresujące i powodują zaburzenie poczucia bezpieczeństwa.
            A Ty skąd takie teorie wytrzasnęłaś? Z których lektur???
            Dla dziecka poczucie domu jest tam - gdzie jest rodzic. Cztery ściany bez
            rodzica nic nie znaczą. Wybacz, ale współczuję tym którzy dom utożsamiają tylko
            z fizycznym jego wymiarem.
            Oczywiście, jesli ojciec był normalnie w zyciu dziecka, to takie dziecko może
            juz byc dłużej z ojcem. Zwłaszcza jesli ojciec jak najbardziej chce sie wykazać
            przy dziecku swoją rodzicielska rolą.
            Są sytuacje, w których dzieci w takim wieku zostają dłużej bez mamy (ze względu
            na inne sytuacje) i nie oznacza to żadnego problemu dla dziecka.

            Przerwanie codziennej rytyny??? Dla takiego dziecka? Chyba raczej dla poczucia
            przyzwyczajeń mamy. Dobrze pamiętam moją córkę w wieku 11 miesięcy. Umiała
            nieźle dać nam "w kość" pod względem tej "rutyny" - czyli że czasem nie miała
            ochoty iść spać aż do 1 w nocy. To ona nas rozregulowywała.
            _________________
            Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
            nauczyć się kłamać.
            • mrs_ka Re: A może włączymy mózgi? 23.02.06, 23:22
              Kini, ja Cię już kiedyś prosiłam o skan dyplomu uczelni psychologicznej lub
              choćby kursu psychoterapii. Nie doczekałam się, więc spuścmy zasłonę milczenia
              na Twoją indolencję, ok?
              A skąd Ty wytrzasnąłeś -jak zawsze autorytarnąą- teorię o tym, że poczucie
              bezpieczeństwa małego dziecka jest tam, gdzie jego rodzic? Też z ksiązek
              Forward? NIe kompromituj się, proszę.
              Poczucie bezpieczeństwa małego dziecka zależy od otoczenia i od osoby, z którą
              to poczucie kojarzy, a oba te czynniki są ze sobą skorelowane. Najczęściej jest
              tą osobą matka. MIędzy innymi z tego powodu kwestia opieki naprzemiennej budzi
              takie kontrowersje w przypadku młodszych dzieci- własnie dlatego, aby nie
              zaburzać bezpieczeństwa kojarzącego się z miejscem stałego pobytu. Prowadzono
              badania (może Cię to zainteresuje) nad poziomem bezpieczeństwa u dzieci, których
              rodzice prowadzili wędrowny tryb życia i często zmieniali miejsce pobytu
              (głownie środowiska post hippisowskie). Te dzieci miały przy sobie jedno, bądź
              dwoje rodziców, a jednak reagowały wzmożonym stresem na zmiany, a ich poczucie
              bezpieczeństwa było zaburzone. Jeżeli chcesz poszerzyć swoje lektury to odsyłam
              Cię do Brennan i Piageta.

              Ty mi nie współczuj, Ty się wreszcie doucz, co sugeruję Ci od kilku miesięcy.
              Jesli nie umieliście z partnerką wprowadzić rutyny codziennej w opiece nad
              dzieckiem to szkoda. To jednak świadczy o Waszej nieudolności wychowawczej (bądź
              Twojej mitomanii), a nie o tym, że Twój przypadek jest reprezentatywny i
              obowiązujący.

              A propos: jak częsty masz kontakt z córką, że występujesz tu jako spec od
              psychologii rozwojowej dziecka? Podejrzewam, że i w tym przypadku Twoje
              doświadczenie jest przeeebogate.

              a.
              • kini_m Re: A może włączymy mózgi? 24.02.06, 00:55
                mrs_ka napisała:
                > Kini, ja Cię już kiedyś prosiłam o skan dyplomu uczelni psychologicznej lub
                > choćby kursu psychoterapii.
                Czekam cały czas na Twój. Bo przy opiniach jakie udzielasz nie zaznaczasz, że
                są Twoja własną wytwórczością nie popartą badaniami (lub zbyt daleko
                kojarzonymi).

                > A skąd Ty wytrzasnąłeś -jak zawsze autorytarnąą- teorię o tym, że poczucie
                > bezpieczeństwa małego dziecka jest tam, gdzie jego rodzic? Też z ksiązek
                > Forward? NIe kompromituj się, proszę.
                > Poczucie bezpieczeństwa małego dziecka zależy od otoczenia i od osoby, z którą
                > to poczucie kojarzy, a oba te czynniki są ze sobą skorelowane. Najczęściej
                > jest tą osobą matka. MIędzy innymi z tego powodu kwestia opieki naprzemiennej
                > budzi takie kontrowersje w przypadku młodszych dzieci- własnie dlatego, aby
                > nie zaburzać bezpieczeństwa kojarzącego się z miejscem stałego pobytu.
                Moja Droga. Każdą sytuację należy indywidualnie rozpatrywać. Z tego względu
                nawet najlepsze badania psychologiczne w danym indywidualnym przypadku mogą być
                o kant dupy. Opieranie decyzji psychologicznych (np. wychowawczych) o dane
                statystyczne -a nie indywidualną ocenę sytuacji- jest najbardziej prymitywnym
                błędem. Więc jak już słyszę słówko -korelacja- to nie mam ochoty dalej ciągnąć
                takich wywodów. Bo to oznacza zadufanie w jakieś tam dane, zamiast w unikalność
                sytuacji.

                > Prowadzono badania (może Cię to zainteresuje) nad poziomem bezpieczeństwa u
                > dzieci, których rodzice prowadzili wędrowny tryb życia i często zmieniali
                > miejsce pobytu (głownie środowiska post hippisowskie). Te dzieci miały przy
                > sobie jedno, bądź dwoje rodziców, a jednak reagowały wzmożonym stresem na
                > zmiany, a ich poczucie bezpieczeństwa było zaburzone. Jeżeli chcesz poszerzyć
                > swoje lektury to odsyłam Cię do Brennan i Piageta.
                I tu dajesz wyraz swojej ...jak to było... indolencji (znowu słownik). Bo od
                wspierania się rodziców i zamiany przy opiece nad dzieckiem (niemal jak codzień
                w rodzinie) - do warunków hippisowskiego tryby życia są lata świetlne. No ale
                coś, gdzieś tam liznęłaś poza Twoim ulubionym Jungiem i już stroszysz piórka.
                Zreszta Ty nigdy nie dostrzegałaś tęsknoty dziecka za rodzicem (z wyj. matek) -
                mimo że niejedna dziewczyna już takie sytuacje opisywała na forum - i tego ile
                dobrego może wnieść w takiej sytuacji opieka naprzemienna.

                > A propos: jak częsty masz kontakt z córką, że występujesz tu jako spec od
                > psychologii rozwojowej dziecka? Podejrzewam, że i w tym przypadku Twoje
                > doświadczenie jest przeeebogate.
                Moja Droga. Ja akurat zostałem w domu do opieki nad dzieckiem, a nie
                poświęcałem się swojemu rozwojowi, gdy exia (świeć Panie nad jej chorobą) dbała
                o swoją osobistą karierę.
                I niestety muszę Cię zdziwić, (bo poza doświadczeniem przy własnym dziecku) na
                codzień pomagam przy 2 letniej siostrzeicy, którą zdarzało się że opiekowałem
                gdy jej mama była w sytuacjach dłuższych jak na takie dziecko (właśnie 2-
                dniowych) wyjazdów. Więc bardzo dobrze i na bieżąco wiem jak reagują małe
                dzieci na wyjazd mamy - stąd wiem że teorie które szerzysz są po prostu o kant
                dupy.
                _________________
                Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                nauczyć się kłamać.
                • kini_m ps 24.02.06, 01:00
                  kini_m napisał:
                  > na codzień pomagam przy 2 letniej siostrzeicy, którą zdarzało się że
                  > opiekowałem gdy jej mama była w sytuacjach dłuższych jak na takie dziecko
                  > (właśnie 2- dniowych) wyjazdów. Więc bardzo dobrze i na bieżąco wiem jak
                  > reagują małe dzieci na wyjazd mamy - stąd wiem że teorie które szerzysz są po
                  > prostu o kant dupy.

                  PS: Także gdy siostrzenica miała 11 miesięcy.
                  Stąd dobrze znam ten wiek i możliwości właśnie u takich dzieci.
                  • pesher Re: ps 24.02.06, 09:22
                    Opiekowales sie swoja siostrzenica pod nieobecnosc jej mamy w znajomym jej
                    otoczeniu (tj. w jej domu) czy zabierales ja gdzies? No wlasnie, opiekowales
                    sie nia w domu. I nadal nie rozumiesz roznicy?

                    Kini_m, jak napisali na zleceniu 3 tabletki na dobe w 3 dawkach, to nie znaczy,
                    ze masz brac 3 razy dziennie po 3 tabletki, a 3 razy dziennie po 1. Jak
                    dostosujesz dawke do zalecen, moze da sie ciebie czytac.
                    • bea53 Re: ps 24.02.06, 09:33
                      Nie no Pesher,jak moglas pozwolic odejsc takiemu facetowi?
                      Szczerze zazdroszcze!
                      • bea53 Re: ps 24.02.06, 09:34
                        to mialo byc do Twojego postu Pesher nizej pomylilam sie ale wiesz o co
                        chodzi..
                        • pesher Re: ps 24.02.06, 09:56
                          Bea,
                          Milosc nie wybiera, w jego przypadku milosc wybrala innasmile Potem nastepna i
                          jeszcze jedna (na szczescie po rozstaniu ze mna)smile A poza tym chyba bardziej
                          nadawalismy sie na swietnych kumpli niz na pare. Ludzie o podobnych cechach
                          charakteru raczej dlugo ze soba nie wytrzymaja pod jednym dachem, tym bardziej,
                          kiedy jedno i drugie ma tendencje przywodcze. Ale ogolnie rzecz biorac nie
                          zaluje ze za niego wyszlam i tego, ze rozwiedlismy sie. W kazdym razie traumy
                          braksmile
                  • redtower Re: ps 24.02.06, 09:54
                    Nio tak to może ja w końcu podam odpowiednią literaturę kini_m.
                    POLECAM koniecznie!! dwie książki Tracy Hogg z tego co pamiętam Język
                    niemowlęcia i Język dwulatka!
                    kini_m z całąpewnością powinnaś nadrobić zaległości! Jak dla mnie dieci któe z
                    Tobą przebywają są narażone na bezsensowny dodatkowy stres. I nie dąsaj się
                    proszę tylko w końcu coś przeczytaj! Nie dla siebie tylko dla szkrabów, bo to
                    im szkodzisz!
                    Pozdrawiam,
                    Towerek

                • mrs_ka Re: A może włączymy mózgi? 24.02.06, 02:24
                  No to cóż, żal mi siostrzenicy...
                  Widzisz, Kini, Rybciu, ja w przeciwieństwie do Ciebie przyswoiłam sobie zwroty
                  "sądzę, że", "IMHO", "myslę, że" i nie lecę zdecydowanymi stwierdzeniami "Twój
                  eks ma depresję, powinnaś mu pomóc", którą to depresję zdiagnozowałeś na
                  podstawie jednego postu pewnej Forumkismile
                  Tak więc niestety ograniczenie Twojej pamieci jest wprost proporcjonalne do
                  rozrostu Twojego Ego, ale to już wiemy od dawna.
                  I chyba nie sądzisz, że ktokolwiek na tym forum da się wpuścić w maliny
                  przedstawiania Ci historii własnego życia i edukacji? smile)))
                  To tylko Ty, Kiniaczku, lubujesz się w robieniu wiwisekcji z własnego życia, tak
                  więc nie projektuj, nie projektuj wink

                  Znajomości definicji korelacji, dorobku Piageta i współczesnej psychologii
                  rozwojowej dziecka od Ciebie nie wymagam. NIe jestem okrutnasmile Jesli o tym piszę
                  to tylko po to, aby sobie z Tobą poigrać, bo zawsze chwytasz przynętę uzywając
                  zresztą tych samych chwytów retorycznychwink Nic nie poradzę na to, że bawi mnie
                  obserwowanie tego, jak się intelektualnie miotasz, zwłaszcza że zawsze i każdemu
                  dajesz się podpuszczać. Ach, ta potrzeba zaistnienia u grafomanówsmile

                  Wiem też, że posiadasz barwne przemyślenia na temat historii KAŻDEJ nauki, więc
                  czemu socjologia i statystyka miałyby być tu wyjątkiem?
                  Marnujesz się, Kini, wśród wirtualnych tłuków, którzy nie doceniają głębi Twego
                  przekazu. Zmień audytorium, bo doprawdy szkoda rzucać perły przed wieprzewink
                  Zwłaszcza, że wieprze w dzisiejszych czasach są wybredne i nie łakomią się już
                  na plastikowe atrapywink
                  buziaczkismile))

                  a.

                  ps. podobno skończyłeś ze mną dyskusję, jak napisałeś mi to w innym topiku.
                  Jednak konsekwencja nie jest Twoją mocną stronąsmile
            • strzygga Re: A może włączymy mózgi? 24.02.06, 12:25
              Oj, nie. Tutaj to się z Tobą kompletnie nie zgodzę, że dom jest tam gdzie jest
              rodzic. Moj trzyletni synek, nawet kiedy jest ze mną o pewnej godzinie -
              zazwyczaj "wieczorno-spaniowej", gdziekolwiek byśmy nie byli, wstaje, patrzy na
              mnie wymowinie i stwiedza - "mama idziemy do DOMU".
              Wyjazd na wakacje rozpoczął się dwiema nieprzespanymi prawie nocami - "mamuś,
              ja chcę do SWOJEGO łóżeczka, wracajmy do domu" - i jak tu człowiekowi
              wytłumaczę, że do domu jest 450 km.
              Na szczęście nie mam problemu "tatusia, który chce zabierać dziecko na
              weekendy" bo się szanowny osobnik nie pokazuje od dwóch lat.
              Buzi
              • kwiatuszek73 Re: A może włączymy mózgi? 24.02.06, 12:44
                Popieram.Mimo,ze maluch ma dopiero 11 mscy to doskonale orientuje się gdzie
                jest.U siebie w domu jest zupełnie inny niz u kogoś innego.Zachowywał się tak
                nawet wtedy gdy byliśmy jeszcze w trójkę i miał rodziców przy sobie.Teraz też
                jak wraca ze żłoba to widać,ze cieszy się bardzo z powrotu do domu.Jego domek
                to po prostu jego domek,czuje się bezpieczny i to widać na każdym kroku.
                • kini_m Re: A może włączymy mózgi? 24.02.06, 21:15
                  mrs_ka napisała:
                  > A propos: jak częsty masz kontakt z córką, że występujesz tu jako spec od
                  > psychologii rozwojowej dziecka? Podejrzewam, że i w tym przypadku Twoje
                  > doświadczenie jest przeeebogate.

                  Rosa, rzadko mówię tak stanowczo, ale tym razem chyba trzeba.
                  Twoja argumentacja sięgneła SZAMBA.
                  Żeby fakt - iż niezrównoważona emocjonalnie matka odcina z uporem maniaka
                  dziecko ode mnie - wyciągać jako argument przeciwdziałający do zabierania głosu
                  w dyskusji.
                  Takiego dna i zagrywek poniżej pasa - to jeszcze na tym forum nie było. I Ty
                  masz czelność po takim zachowaniu jeszcze udzielać pseudopsychologicznych
                  opini??? Dziewczyno, wróć do przedszkola po podstawy z kultury osobistej.
                  Każdemu może się zdarzyć niechcący kogos urazić. Ale Ty robisz to z pełną
                  premedytacją, tak jak kiedyś kłamałaś i przeinaczałąś fakty o mojej osobie, tak
                  samo teraz sięgasz do poziomu mętów. Naucz się jednego magicznego słowa i
                  zacznij je w końcu uzywać. (W przeciwieństwie chyba do Ciebie - ja je znam, i
                  umiałem go uzywać nawet na tym forum.)

                  redtower napisała:
                  > Nio tak to może ja w końcu podam odpowiednią literaturę kini_m.
                  > POLECAM koniecznie!! dwie książki Tracy Hogg z tego co pamiętam Język
                  > niemowlęcia i Język dwulatka!
                  > kini_m z całąpewnością powinnaś nadrobić zaległości! Jak dla mnie dieci któe
                  > z Tobą przebywają są narażone na bezsensowny dodatkowy stres. I nie dąsaj się
                  > proszę tylko w końcu coś przeczytaj! Nie dla siebie tylko dla szkrabów, bo to
                  > im szkodzisz!
                  No Wy chyba same nie wiecie czego chcecie. Jedna krytykuje że coś przeczytałem,
                  druga sama chce coś podsuwać. Wybaczcie, ale uważam jako brak intelektualny aby
                  o własnym dziecku (lub innym którm często się opiekujesz) poznawać z lektury.
                  Za lekturę sięgam wtedy gdy brak mi jakiejś wiedzy, chcę poznać nową zabawę do
                  wykorzystania z dzieckiem. Ale nie żeby rozumieć jak ogólnie traktować dziecko
                  w sytuacji gdy ta opieka nad dzieckiem dobrze się układa.
                  Żeby zaspokoić część z tutejszych osób??? Żaby zyskać w Waszych oczach??? Sory,
                  ale jeszcze się taki nie urodził, który by każdej ..... dogodził. Nie dla
                  zyskiwania chluby się tu udzielam.
                  Więc teraz pytanie: Czy Wy same stosujecie wszystko co przeczytacie w tych
                  książkach??? (jakoś nie chce mi się wierzyć, bo choćby kupując co miesiąc Mamo
                  To Ja, Dziecko, Moje Dziecko,itp - widzę jak matki postępują wbrew radom
                  dawanym w literaturze, bądź co bądź przygotowywanej przez fachowców).

                  Pesher - oddać takiego faceta??? Z Tobą coś naprawdę nie tak.
                  _________________
                  Mrs_Ka, ja naprawdę cały czas czekam od jakiegoś czasu aż pokażesz przyzwoity
                  poziom dyskusji, a nie tylko przemądrzalstwa coraz bardziej sięgającego
                  argumentacją poziomu gleby. Więc dopóki nie nauczysz się magicznego słowa,
                  odpuść sobie jeżdżenie po mnie. Pojeździj sobie po własnym.
                  • mrs_ka Do Kiniego 24.02.06, 21:57

                    Otóż w kwestii kultury osobistej i elementarnych braków: przylazłeś na to forum
                    za własną Eks i przez cały ten czas nie dotarło do Ciebie, jak strasznie się
                    kompromitujesz jako człowiek.
                    Było zmienianie nicków, podszywanie się pod samodzielną matkę, były próby
                    wkręcania się na forum o przemocy, jak i regularne tworzenie alter ego, aby
                    popisać sobie na każdym forum, gdzie się pojawi Asiouek. Były namolne wiwisekcje
                    swojej historii, swojego Ego, swoich emocji, swoich pseudonaukowych teorii
                    (nawiasem mówiąc kiedyś już obnażyłam Twoje braki w wątkach o "współempatii",
                    zdradzie i szeregu innych, ale chyba konkluzja do Ciebie jeszcze nie dotarła) a
                    wczoraj przeczytałam zdanie Twojego autorstwa, które pozwolę sobie zacytować:
                    "taki jestem, cóż. Wszystko przezywam po cichu"
                    Ty kpisz, czy o drogę pytasz?!

                    I Ty mnie, kolego, chcesz podstaw uczyć? W zakresie czego?

                    Chciałoby się wymazać gumką te wszystkie żałosne błazenady, prawda? NIestety
                    Gazeta jest bezlitosna i posiada archiwum.
                    Nigdy nie przeinaczałam faktów dotyczących Twojej osoby. Powiedzmy sobie jasno,
                    że Ty masz po prostu cholerny problem z tym, że ktoś Twojej bajki nie kupuje i
                    ma Cię za żałosnego pozoranta. Miałam Cię za takiego kiedyś, mam i teraz. Ja tu
                    zdania nie zmieniłam, a każdy Twój post tylko mnie w tym utwierdza.

                    NIe pretendowałam tu nigdy do miana samozwańczego speca od psychologii. Za to Ty
                    robisz to nagminnie, mam Ci podać linki do postów, w których udzielasz
                    niekompetentnych, ale autorytarnych porad? Były tych postów dziesiątki, o ile
                    nie setki. Każdy, który udało mi się wychwycić opatrywałam komentarzem. A Wiesz
                    czemu? Bo nie podoba mi się to, że ludzie potrzebujący pomocy i porady trafiają
                    w trudnym momencie swojego życia na ignoranta, który sprzedaje swoje twierdzenia
                    w aurze nieomylności i kreuje się na psychologa, którym nie jest.
                    Ile dziewczyn z tego forum zostało przez Ciebie zdiagnozowanych jako DDA czy
                    przemocowiec? Mam Ci podać nicki?
                    A teraz zejdź ze mnie, kolego, bo skoro stajesz do turnieju to naucz się
                    przynajmniej trzymać szpadę w dłoni. I nie rzucaj mi potem egzaltowanych tekstów
                    o kulturze, bo nikt Ci tej szpady w dłoń nie wciskał. Sam sobie ją wziąłeś i jak
                    zwykle Cię to przerosło.

                    a.

                    ps. Magiczne słowo? Chodzi Ci o słowo "konsekwencja"? Ja się nie prosiłam o
                    kolejne jałowe dysputy z kimś, kto ma mi do zaoferowania jedynie własne urojenia
                    i kompleksy. To Ty z uporem maniaka mnie atakujesz i jeszcze do Ciebie nie
                    dotarło, że w tej rozgrywce nie masz żadnego asa, bo każdy forumowicz ma dostęp
                    do archiwum. A ono jednoznacznie świadczy przeciwko Twojej wiarygodności. Nie
                    oblewaj się więc wybielaczem, bo tylko się kompromitujesz.
                    A co do jeżdżenia- o własnie, Kini, pojeździj sobie porządnie. Spuścisz sobie z
                    krzyża i od razu odetchniesz.
                  • pesher Re: A może włączymy mózgi? 24.02.06, 22:43
                    kini_m napisał:

                    > Pesher - oddać takiego faceta??? Z Tobą coś naprawdę nie tak.

                    Pewnie, ze ze mna cos nie tak. Powinnam wszedzie za nim lazic, szpiegowac go po
                    forach internetowych, stwarzac wirtualne byty, aby sie do niego zblizyc,
                    wdzierac sie do jego domu (lub domu jego rodzicow) sila, a w koncu doprowadzic
                    do tego, ze mnie facet znienawidzi, bedzie sie mnie bal i na samo wspomnienie o
                    mnie bedzie uciekal gdzie pieprz rosnie. Na szczescie postepuje wedlug swojego
                    widzimisie. Moze dzieki temu moje dziecko ma dwoje szczesliwych rodzicow w
                    pelni zaangazowanych w jej zycie? I w dodatku nie jest obiektem przepychanek
                    sadowych czy akcji z policja w roli glownej. No wiesz, w kazdym szalenstwie
                    jest metoda..

                    I nie ukrywam, ze jezeli ty uwazasz, ze ze mna cos nie tak, to jest to tylko i
                    wylacznie komplement. Zalamalabym sie, gdybys mnie uznal za "rowna babke" lub,
                    nie daj Boze, bys rozumial moje postepowanie. Na szczescie moi rodzice znaja
                    ordynatora na Srebrzysku, mysle, ze po znajomosci by pomogl w takim wypadku..
                  • floric Re: A może włączymy mózgi? 24.02.06, 23:20
                    kini_m napisał:

                    "argumentacja sięgnela SZMBA"

                    "wroć do przedszkola i po podstawy kultury osobistej"

                    "sięgasz poziomu mętów"

                    powiedzial jakże zrównoważony kini <lol>

                    nie będzie już mojego podsumownaia dla kiniego, dla kogoś, tfu CZEGOS takiego
                    szkoda slow. wkleje tylko to co swego czasu napisali mu inni forumowicze

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=23279775&a=23408866
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=23279775&a=23395868
                    i podpisuje się po tym
                    • kini_m Re: A może włączymy mózgi? 25.02.06, 11:59
                      Mrs_Ka
                      Oj, "ładna" zagrywka psychologiczna.
                      Gdy ktoś Cię przyłapie już po raz kolejny na zachowaniach poniżej pasa, to
                      zamiast przyzwoicie na to odpowiedzieć - to odwracasz kota ogonem. I omijając
                      ustosunkowanie do własnych błędów - na siłę szukasz haków na drugą stronę.
                      Hmmm... jak to nazwać??? (Najczęsciej Giertych się w takim lubuje.)

                      Z rzeczy które wymieniłaś - to tylko na siłę starasz kogoś ośmieszyć, nic nie
                      jest zachowaniem przekraczającym normy (społeczne, a nie Twoje) także te
                      panujące na necie.
                      > Wielonikowość
                      ... tego normalnie nie używałem, a jedynie stosunek V_M na jej forum spowodował
                      że aby tam coś napisać musiałem użyć innego nicku. (A na boku - Ty który już
                      nick masz?). Wiele osób tutaj stosuje wielonickowość, sami nieukrywając - i
                      jest to normą. (Więc o co pieniactwo?)
                      > Podszywanie się pod samodzielną matkę
                      - zdaję się że to nawet niechętna mi V_M wyjaśniła: każdy może tu pisać nawet
                      przedstwaiac się jako prezydent i nie ma to znaczenia merytorycznego znaczenia
                      (chyba że słowo: merytoryczny - rozciągasz jak gumę od majtek). Poza tym jawnie
                      nie ukrywam tego co stosuję - odyłam do pierwszego wątku "przedstawmy się" - to
                      zrozumiesz.
                      > Wkręcania się na forum o przemocy
                      - to forum skupia wielu sprawców przemocy (może też i jakieś ofiary) i moje
                      zdanie o tym, co powinno stać się z tym forum (jakich działań powinno być
                      przedmiotem) pozwolę sobię do końca nie ujawniać. Zdaję się że najlepszym
                      przykładem przemocowych matek, które odcinają dzieci od ojców - jest exia. A
                      jeśli uzyskuje na tamtym forum wsparcie i rady: jak czynić to skutecznie -
                      wobec tego forum ma charakter wybitnie ANTYRODZINNY.
                      Notabene na tamto forum w sposób kulturalny prosiłem o udział - jeśli chcesz to
                      mogę wyszperać list sprzed 1,5 roku do moderatorki.
                      > tworzenie alter ego, aby popisać sobie na każdym forum, gdzie się pojawi
                      > Asiouek
                      - może jaśniej proszę o co zarzut? bo ja zasadniczo piszę na bazie własnych
                      doświadczeń, nie wymyślam ich sobie.
                      > Były namolne wiwisekcje swojej historii
                      - niemal każda przychodzaca tu osoba od tego zaczyna. Nie rozumiem o co Ci
                      chodzi. Chyba tylko o to, żeby faceci pisali tylko dobrze lub wcale o kobietach.
                      > nawiasem mówiąc kiedyś już obnażyłam Twoje braki w wątkach o "współempatii",
                      > zdradzie i szeregu innych
                      - Twoje dopatrywanie się czegoś na siłę to jeszcze nie obnażanie braków. Zbyt
                      opiniodawczą rolę sobie przypisujesz, Mrs_Mądralińska.
                      > wczoraj przeczytałam zdanie Twojego autorstwa, które pozwolę sobie zacytować:
                      > "taki jestem, cóż. Wszystko przezywam po cichu"
                      - Oczywiście, w związku zbyt rzadko dzieliłem się swoimi niepokojami (bo nie
                      chciałem nimi obciążąć partnerki). Być może dlatego exia kompletnie nie
                      rozumiała że namolnie rozbija rodzinę. Dziś uważam, że to było błąd, że osoby
                      które są introwertykami powinny uczyć się szybciej sygnalizować niepokój.
                      > I Ty mnie, kolego, chcesz podstaw uczyć? W zakresie czego?
                      - Nie, to nie jest moją rolą. To jest rolą przedszkola.
                      > Chciałoby się wymazać gumką te wszystkie żałosne błazenady, prawda?
                      - wcale, niewiele mam sobie do zarzucenia, choć Ty s uporem maniaka to
                      próbujesz robić. ZA TO TY UCIEKASZ PO RAZ KOLEJNY OD WYTŁUMACZENIA SIĘ LUB
                      PRZEPROSZENIA ZA POŻAŁOWANIA GODNY STYL (w tym wątku: argumentacja na poziomie
                      bruku).
                      > NIestety Gazeta jest bezlitosna i posiada archiwum.
                      - na szczęście, choć zabawy w śledczego mnie nie interesują, tak jak inne osoby
                      tutaj. Śledczynie - to pozycja którą wykreślam z listych sensownych osobowości.
                      > Nigdy nie przeinaczałam faktów dotyczących Twojej osoby.
                      - OWSZEM, PRZEINACZYŁAŚ. Mogłaś na czas zareagować i przeprosić, a czy teraz
                      jeszcze pamiętasz - to już inna sprawa.
                      > Powiedzmy sobie jasno, że Ty masz po prostu cholerny problem z tym, że ktoś
                      > Twojej bajki nie kupuje i
                      - to Twój problem, Mrs_Mądrlaińska. Ja nie podkoloryzowuję pod publikę
                      wypowiedzi. Ale może Ty szukasz ty poklasku.

                      > Bo nie podoba mi się to, że ludzie potrzebujący pomocy i porady trafiają
                      > w trudnym momencie swojego życia na ignoranta,
                      - Zaś dla mnie urągające przyzwoitości jest, że dziewczyna w trudnym okresie
                      życia, potrzebująca pomocy, jest utwierdzana w jedynie monopolistycznej roli w
                      stosunku do dziecka. Utrudniasz (i niektóre inne osoby) taką postawą
                      jakiekolwiek porozumienie. Najpierw na wyrost przedstawiasz czego to nie może
                      robić ojciec przy dziecku (choć nie znasz szczegółów indywidualnej sytuacji), a
                      na końcu dodajesz że powinna się spróbowac porozumieć z ojcem dziecka.
                      Najpierw podkopujesz dołek, a późnej sugerujesz aby przez niegoi skakać.
                      Szczyt obłudy.

                      > Ile dziewczyn z tego forum zostało przez Ciebie zdiagnozowanych jako DDA czy
                      > przemocowiec? Mam Ci podać nicki?
                      Nie musisz. Dobrze widzę te osobowpości nieraz. I zapewne dostrzegam tylko
                      część tych osób. A konkretnie tylko część tych, które swoją osobowością są
                      toćka w toćkę jak exia. No ale Ty żyjesz w przeświadczeniu, że takich osób nie
                      ma w Twoim otoczeniu. "Życzę" dalszego takiego przeświadczenia.

                      > A teraz zejdź ze mnie, kolego, bo skoro stajesz do turnieju to naucz się
                      > przynajmniej trzymać szpadę w dłoni. I nie rzucaj mi potem egzaltowanych
                      > tekstów o kulturze, bo nikt Ci tej szpady w dłoń nie wciskał. Sam sobie ją
                      > wziąłeś i jak zwykle Cię to przerosło.
                      - Kogo przerosło tego przerosło.

                      > To Ty z uporem maniaka mnie atakujesz
                      Odpuść sobie wizję atakowania Ciebie, bo to Twoje maniactwo. Odpowiadam na
                      Twoje argumenta lub czasem na twój styl wypowiedzi. Sama Twoja osoba mnie nie
                      interesuje.

                      Floric, każdy doczyta sobie to, co chce sobie doczytać.
                      Do agreswnego tonu Pwrzesa nie należy się zniżać. Najbardziej śmieszą mnie Ci,
                      do których ma zastosowanie przypowieść o rzucaniu kamieniem (którzy są
                      najbardziej "czyści"). Widzisz Floric... czy ta przypowieść ma do Ciebie
                      zastosowanie - to już sam ukazujesz. Ale Pwrzes używaną kulturą wypowiedzi -
                      jasno zasugerował, że to co innym póbuje zarzucić - jest bardziej jego
                      przymiotem. Ja znacznie bardziej cenię tych uczestników forum, którzy umieją
                      zauważyć swoje błędy - i te osoby szczególnie pamiętam, z tymi z chęcią
                      dyskutuję i podziwiam. Ty chyba wolisz jednak żyć w innym świecie, świecie
                      atakowania. Napewno znajdziesz tu z częścią osób taki wspólny język, nie
                      wątpię. Coż, przejdę dalej... albo zrozumiesz sam, albo nie ma sensu Ci dalej
                      tego tłumaczyć.
                      (Co do wspólnego zapisywania relacji w związku - jest to ostateczność w
                      konfliktowych sytacjach, kto nie był w takiej sytuacji to nie zrozumie. Ale
                      jest to właśnie też metoda na próbę rozwiązania konfliktu z unikaniem agresji.
                      Ale rozumiem że Ty, jak i Tautolog, nie jesteście za poszukiwaniem
                      jakichkolwiek metod omijających agresję w związku. Czyżbyście w konflikcie
                      preferowali: w łeb i po sprawie? - jesli krytykujecie metody nieagresywne.)
                      _________________
                      Mrs_Ka - skończ odbierać moje posty jako ataki, bo w wiekszości odnoszę się do
                      Twoich argumentów lub stylu wypowiedzi. A rzadko kiedy do samej Twojej osoby .
                      • mrs_ka Re: A może włączymy mózgi? 25.02.06, 13:27
                        Kini, lecz się.


                        a.
                        • floric Re: A może włączymy mózgi? 25.02.06, 14:46
                          mrs_ka napisała:

                          > Kini, lecz się.

                          na nogi....
                          • kini_m Re: A może włączymy mózgi? 25.02.06, 16:57
                            Może kiedyś nauczę się być taki obelżywy, jak Wy.
                            Może....?
                            _________________
                            Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                            nauczyć się kłamać.
          • pesher Re: A może włączymy mózgi? 24.02.06, 09:13
            No i po raz kolejny zgadzam sie z Mrs_ka. Bo, kurcze, da sie pomoc w
            utrzymywaniu normalnych kontaktow dziecka z ojcem. Ale ja to juz pewnie w ogole
            nienormalna jestem, bo moj ex zajmowal sie dzieckiem, kiedy mialo ono 5
            miesiecy i ja wrocilam do pracy w pelnym wymiarze. Zostawal na 8-9 godzin sam u
            mnie w domu przez 2 miesiace (mial zalegly urlop). I to on przesluchiwal nianie
            i wybral idealna kobiete do opieki nad Slonkiem. Ja bym wybrala zupelnie inna,
            ale umowilismy sie, ze on wybierze nianie, wiec sie na nia, niechetnie to
            niechetnie, ale zdecydowalam. I jak mowie, to byl idealny wybor. Do tej pory
            wpada do Slonka po uprzednim telefonie. I tak, zgadzam sie na to! A w dodatku,
            jak wiem, ze przyjdzie prosto z pociagu, dostaje obiad. Nie raz zdarzylo sie,
            ze zasnal usypiajac Mala. Nie raz zdarzalo sie, ze mial odwiesc Slonko o 16, a
            odwozil o 19. Ale tez zdarzalo sie, ze mial zabrac Mala, a "nawalil". Na
            poczatku ze dwa razy scielismy sie o to. Ale, jako, ze mowimy do siebie
            ludzkimi glosami, dalo sie to wyjasnic.

            Bo w tym galimatiasie, jaki oboje urzadzilismy dziecku, wazne jest wlasnie
            mowienie do siebie ludzkim glosem. I minimalna chec wczucia sie w sytuacje
            drugiej strony. Na szczescie wyszlam za faceta porzadnego i w gruncie rzeczy
            dobrego. Nie wyszlo nam, tak sie zdarza, ale ogolnie musze powiedziec, ze facet
            klase mial i ma, z drobna przerwa w miedzyczasiesmile

            I tak na koniec jeszcze powiem, ze racje tez ma LaBomba.. A "urzadzanie jazd"
            to niekoniecznie musi byc robienie awantur ojcu przy dziecku. Pamietam
            dokladnie, ze jak ex przychodzil do Slonka w pierwszych 3 tygodniach to bylam
            jak ta kwoka. Nie pozwalalam brac na rece, nie pozwalalam przewijac, o kapaniu
            nie mowie juz w ogolesmile W koncu sie zirytowal i zapytal, czy dopuszczam
            mozliwosc wiekszego uczestnictwa ojca w zyciu dziecka niz patrzenie na nia,
            kiedy spi i donoszenie zakupowsmile Pomijam juz fakt, ze nie robilam tego
            zlosliwie, a ze zwyczajnego strachu, bo on taki duzy i toporny przy Kruszynce
            sie wydawalsmile Przelamalam sie i okazuje sie, ze stal sie najlepsza nianka, jaka
            mozna bylo sobie wyobrazic. Dzieki temu zawsze mialam czas na fryzjera czy
            buszowanie po sklepach. Ktos by to uznal za jazde? Ja nie, ale on sie czul
            zredukowany do roli obserwatora rozwoju wlasnego dziecka, a bardzo chcial w tym
            uczestniczyc.

            I tak juz zupelnie na koniec, to podam jeszcze jeden plus takiej sytuacji.
            NIGDY nie mialam problemow z pieniedzmi na utrzymanie dziecka. Po prostu
            czynnie uczestniczac w zyciu dziecka ex widzial dokladnie, ile to kosztuje. I
            sam ustalil, ze bedzie placil 70% utrzymania. Mimo, ze kwota ta na prawde nie
            jest mala. I czesto zdarza sie, ze "dorzuci" jeszcze dodatkowa kwota od
            siebie "..bo na pewno sie przyda".
    • julia.68 Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 23.02.06, 17:43
      Teoretycznie, dopóki ojciec nie ma kontaktów ustalonych przez sąd, ma prawo
      zabierać dziecko gdzie mu się podoba.
      Praktycznie - lepiej się w tej sprawie dogadać, praktycznie często jest to
      trudne.
      Praktycznie, zanim sąd podejmie decyzję, minie dobrych kilka miesięcy i dziecko
      będzie już większe (i pewnie mniej chętne do rozstawania się z mamą a od
      tatusia już zdąży się odzwyczaić).
      Teoretycznie, jeżeli ojciec do tej pory mieszkał z Wami i zajmował się
      dzieckiem bez zarzutu (zdarza się, zdarza) to mogłabyś zgodzić sie na te wizyty
      mimo tych dolegliwości żołądkowych, chyba że dziecko też źle dostaje podobnego
      rozstroju.
      Praktycznie, jeżeli zgodzisz się na zabieranie dziecka, w ojcu może odezwać się
      gen odpowiedzialności za potomstwo (nie u wszystkich) i w przyszłości w innych
      sprawach związanych z Waszym dzieckiem będzie Ci łatwiej. Np tatuś nie będzie
      kwestionował ilości pieluch okakanych przez potomka i kosztu ich zakupu w
      przypadku sprawy o alimenty.
      • kwiatuszek73 Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 24.02.06, 09:10
        Z tym zajmowaniem się dzieckiem to bywało różnie.Generalnie nie mogę narzekać
        ale były sytuacje o których trudno mi zapomnieć.Jak synek miał ok.3 nscy,to
        tatusiowi przy karmieniu go przysnęło się i dziecko upadło na
        podłogę.Wytłumaczenie ojca : zmęczenie (chociaż nie wiem sama czym,bo to ja co
        noc wstawałam po 10 razy)Druga sytuacja też związana z upadkiem:wychodziliśmy
        na spacer,ja zamykałam drzwi,tatuś trzymał wózek.Tak trzymał,ze sama nie wiem
        kiedy a wózek stoczył sie po schodach i maluch wypadł z niego.Na szczęście nic
        się nie stało.Miedzy innymi przez takie sytuacje jestem pełna obaw.Tym
        bardziej,że maluch jest teraz na takim etapie,ze nie usiedzi w miejscu,cały
        czas chce zeby z nim chodzić.Lada dzień zacznie sam stawiać pierwsze kroki i
        tym bardziej trzeba będzie mieć oczy dookoła głowy.Wiem ,ze opisane sytuacje
        były wypadkami ale chodzi o fakt,że stały się z jego winy,że mogły się nie
        zdarzyć gdyby bardziej uważał.
        • tommy_80 Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 24.02.06, 23:20
          U mnie tam córka nieraz nocowała i zawsze się dobrze czuła.
          A jak ją czasem ze żłobka odbierałem i widziała, że idziemy bezpośrednio do
          mamy, to pokazywała znacząco w kierunku mojego domu mówiąc "hau-hau, hau-hau" i
          spoglądając pytająco.

          Przypominam sobie takie różne sytuacje, popijam browarek i czytam Wasze
          przemyślenia i sam jedno wiem na pewno - nie ważne gdzie i z kim akurat
          mieszkam, nie ważne czy stocze się na dno czy przeciwnie i gdzie będę mieszkał
          za 10 lat.
          Było, jest i będzie oczywiste - córka też zawsze znajduje i znajdzie przy mnie
          swój dom, bo jestem jej ojcem.
          Skoro - jak piszecie - jeden czy drugi psycholog usiłuje przez ileś tam set
          stron udowodnić, że jest inaczej, to mi nasuwa się prosty wniosek - psychologia
          rozwojowa stosunkowo młodą nauką jest. W każdym razie ta czy inna pozycja z
          dziedziny popularnonaukowej nie jest w stanie we mnie zachwiać mojej logiki i
          zdrowego przekonania na ten temat.

          Sądowe sobie-ustalenia z godłem III RP na papierkach tym bardziej.
    • chalsia Re. posty Merskiej i Redtałerka 25.02.06, 00:41
      Zgadzam się z Merską, że da radę.
      Zostawiałam eksa w domu z dzieckiem w soboty na 6 godzin i śmigałam załatwiać
      swoje sprawy. Kiedy w półtora roku po rozstaniu wybrał mi (w mojej obecności) z
      szafek w kuchni swoje rzeczy w postaci starej patelni, wałka do ciasta,
      podrdzewiałej tarki do warzyw i czegoś tam jeszcze (łaskawie pozostawiając mi
      durszlak), to po prostu zaczęłam na klucz zamykać pomieszczenia, do których nie
      chciałam, by miał dostęp (swój pokój, komp). I dalej zostawiałam go z dzieckem.
      A w dni powszednie (2 x w tyg) przyjeżdżał pod wieczór - kąpał dziecko, dawał
      kolację i kładł spać. A ja w tym czasie mogłam np. smigać po necie, czytać
      zaległą prasę, itp.
      Aaaach, piękne to były czasy smile
      Ale się niestety skończyły, o czym też już pisałam - jak nie w tym wątku, to w
      innych swoich własnych kiedyś- wtedy gdy zaczęły się psuć układy. Główną
      przyczyną popsucia się układów był brak zrozumienia ze strony eksa, że dziecko
      to nie rzecz, a prawa ojca (z pełną władzą rodzicielską - za moją zgodą)
      powinny ustąpić wobec etapu rozwoju emocjonalnego dziecka i jego potrzeb.
      Chalsia
      PS. dziecko nie miało okazji przywyknąć do taty na codzień, bo eks się wyniósł
      jak dziecko skończyło 5 miesięcy.
      • redtower Re: Re. posty Merskiej i Redtałerka 25.02.06, 15:35
        chalisiu dziekuję Tobie bardzo za tę podpowiedźsmile Mersku, teraz widzsz, że nie
        nie mam jakiejś manii prześladowcej, ani wcale nie musiałąm źle na poczatku
        wybrać... Zachowanie Eksa pomimo tego, że kiedyś było OK, teraz może być nie
        OK smile
        Pozdrowionka dla wszystkich nieufających i ufających...ufff...ufff smile)
        Towerek
    • karolina784 Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 26.02.06, 20:53
      witam. mam bardzo podobną sytuację. nie mieszkam z męzem od lipca, czyli od
      czasu, gdy małą miała cztery miesiące, teraz ma jedenaście. w tym czasie maz
      widział ją dwa razy, twierdzi, ze nie przyjedzie do domu moich rodziców, bo ma
      swoją godność (zdanie zmienił tylko raz - w Święta), mała praktycznie go nie
      zna. ostatnio byłyśmy na badaniach genetycznych, bo maż stwierdził ze to chyba
      raczej nie jego dziecko. mała tak bardzo je przezyła, ze dwa dni goraczkowałą
      do czterdziestu stopni, kilka dni nie chciała jeść i spać. kiedy na pobraniu
      krwi krzyczała w niebogłosy, on tylko stał i się gapił. jakie są Wasze
      doświadczenia? czy sad bierze takie sprawy pod uwagę podczas ustalanie widzeń?
      czy są to fakty istotne tylko dla mnie? strasznie się boję, ze on może ja
      zabierać. pracuje całe dnie, więc małą zajmowałaby się jego matka, a to byłaby
      juz tragedia.
      • lizavieta1 Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 01:13
        A ja jestem absolutnie przeciwna zabranianiu. co więcej z prawnego punktu
        widzenia, abslutnie niemozliwe jest zabronienie widzenia się z dzieckiem sam na
        sam. To jest złamanie podstawowych praw człowieka i obywatela. Wiem, jaka jest
        praktyka sądów w tym zakresie, jaka ogólnie jest praktyka sądów w Polsce. Ale
        jestem za tym, aby ojca wdrażać w jego obowiązki i dawać mu szansę, nawet jeśli
        jest benadziejny. Nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, to przynajmniej będziecie
        miały czyste sumienia, że próbowałyscie. Stres dla dziecka? Jasne, ale czym
        szybciej spróbujecie go przełamać tym lepiej. Jeśli dziecko po latach
        skontaktuje się z nieznanym ojcem, to także będzie dla niego stres. W waszej
        sytuacji nei da się go uniknąc, a chowanie głowy w piasek, pogarsza tylko
        problem. Zastan owcie sięczy przypadkiem stresu i napięcia w związku z wizytami
        i widzeniami nie powodujecie Wy, nie przenosicie go na dziecko.
        Dązycie do wykluczenia ojca, a z drugiej strony macie żal, że go dziecko nie
        obchodzi? Z czasem stanie się tak, że facet rzeczywiście się zawinie.
        • kini_m Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 07:38
          Lizavieta, w końcu ktoś napisał rzeczowo, rozsądnie i z wyważeniem wszelkich
          (też tych dalszych) potrzeb dziecka, napewno o wiele bardziej rozsądnie niz
          mrs_ka.

          I żeby było jasne, słowa mrs_ka:
          > Tu nie chodzi o to, czy ma się prawo, tylko o rozsądne myślenie.
          > 11 miesięczniak jest dzieckiem na tyle małym, że weekendy w ogóle nie wchodzą
          > w grę i to nie dlatego, że ktoś chce komuś zrobić na złość, a dlatego, bo
          > zmiana otoczenia, brak mamy, przerwanie codziennej rutyny są dla takiego
          > malucha bardzo stresujące i powodują zaburzenie poczucia bezpieczeństwa.

          ...Nie mają nic wspólnego z rozsądnym myśleniem (taka stronniczość to napewno
          nie rozsądek), a są po prostu zakamuflowanym wzywaniem do konfliktu i
          nienawiści z exem. Z tym że ubrane w ładne i nibylogiczne piórka.
          • redtower Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 11:20
            a kini_m radzę żeby na serio przeczytała jakąś literaturą, poszła do psychologa
            dziecięcego... albo zrobiła cokolwiek co zwiększy nieco jej wiedzę o malutkich
            dzieciach!
            W życiu małych dzieci najważniejsze są schematy! Nie jest to jakiś głupi pomysł
            mrski czy mój. Przeczytaj coś kobieto!
            Polecam "Język niemowląt - moja mam mnie rozumie" Tracy Hogg, albo jakąkolwiek
            książkę doytycząco rozwoju emocjonalnego dziecka!
            uhhh...Towerek
            • chalsia Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 15:00
              Hmmmm, sądzę, że gdyby kini_m była kobietą - matką zajmującą się swoim
              dzieckiem, to by nie wypisywała bzdur nt. poczucia bezpieczeństwa dziecka.
              Ale widzisz Redtołerku, kini_m to dochodzący ojciec.
              Chalsia
              • kini_m Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 16:00
                redtower napisała:
                > Jeżeli mówimy o zabieranio kilkumiesięcnego dziecka przez ojca na weekend..to
                > chyba należałoby pomysleć troszeczkę rozsądniej... co np. z karmieniem?
                No, i w końcu może zaczniemy gadać od rzeczy?
                Co z tym karmieniem?
                Czy dziecko jeszcze jest karmione piersią, czy już nie? (Nie ukrywajmy że
                niemało mam odstawia po 6mies od cyca z najróżniejszych powodów.)
                A jeśli jest karmione - to czy stale, czy jeszcze tylko dokarmiane dodatkowo?
                Ale co tam - bez dowiedzenia się o szczegóły najłatwiej założyć że jest tak i
                siak, aby założyć jak najbardziej przeciwny wariant dla ojca. I to jest właśnie
                ukryte szerzenie konfliktu (albo i nienawiści) w pięknych piórkach.
                > potem to jak najbardziej... na
                > weekend na wakacje... bardzo proszę...smile
                A jednak? No właśnie takie "potem" - o ile ojciec był w życiu dziecka od
                początku w normalnym wymiarze - to takie "potem" jak najbardziej może już być w
                okolicach rocznego dziecka. I kwestia szczegółow (czy miesiąc w tę, czy w
                tamtę) to juz kwestia rozsądku (czyt: przewagi elastyczności i dogadywań ponad
                upie..niem się i drobiazgowością)
                > Jeżeli jeszcze którakolwiek z mam nie zapoznała się z prawami swojego dziecka
                > zapraszam na stronę:
                Oj, szkoda tylko że prawa dziecka przez kobietę wyciagane są zazwyczaj wtedy
                gdy trzeba ich użyć przeciwko ojcom. Jakos nie widziałem aby prawa dziecka
                przypominano mojej exi odcinającej córkę ode mnie - choć się tu udzielała.
                > a kini_m radzę żeby na serio przeczytała jakąś literaturą, poszła do
                > psychologa dziecięcego...
                Oczywiście wiem że na każdą opinię można znaleźć wiele opisów. Dobrze umiemy
                wykorzystywać świat. Tylko niech spytam: płeć autora?
                > albo zrobiła cokolwiek co zwiększy nieco jej wiedzę
                > o malutkich dzieciach!
                Dziękuję. Zostałem w domu i wychowywałem swoją malutką córkę gdy exia wróciła
                do swojego rozwoju kariery. Niestety po takich okolicznościach dziecko się do
                mnie przywiązało i po rozstaniu gdy tylko u mnie było to nie chciało wracać do
                mamy.
                > W życiu małych dzieci najważniejsze są schematy!
                Na tej zasadzie to byśmy nigdy dziecka nie wysłali do szkoły, itp.

                chalsia napisała:
                > Ale widzisz Redtołerku, kini_m to dochodzący ojciec.
                Odcięty na amen. Co w praktce niestety - nie dochodzący. Na exi nie robi
                wrażenia że mam prawnie zagwarantowane co 2 cały łikend i 2 dni powszednie. Ona
                ma to głęboko w ....
                _________________
                Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                nauczyć się kłamać.
                • redtower Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 18:52
                  ehhh.... ja nie wiem czy to tak trudno zrozumieć?
                  Nie ma różnicy w tym czy książki pisze kobieta czy mężczyzna.. .to nie są
                  książki pisane o rozbitych rodzinach...
                  kini_m nie możesz podchodzic do wszystkiego jak do wojny!
                  Zastanów się... ja własnie w Tobie widzę jakieś zaślepienie.. nienawiść... czym
                  dziecko mniejsze tym bardizej potrzebuje bliskości mamy...dlaczego?? dlatego że
                  przez 9 miesięcy było w jej brzuchu czyło jej ciepło... po urodzeniu czuło jej
                  zapach... i są to dla dziecka bardzo istotne czynniki... jeżeli kobieta jeszcze
                  karmi piersią, to moim zdaniem nie powinno się wysyłać malucha na weekend
                  gdzieś tam... Kwestia jest w tym, żeby dziecko powoli przestawiać... jeżlei
                  kwestia jest w tym żeby dziecko poszło z tatą na spacer na 2 h to tez nie widzę
                  w tym problemu bo jedną butelkę pokarmu to mozna ściągnąć i wtedy tata będze
                  mógł dziecko nakarmić, ale jeżeli dziecko ma być abrane od mamy na weekend to
                  nie przesadzajmy... ja bym się nie zgodziłą na to że przez cały tydzień będę
                  ściągała pokarm i robiła sobie dodatkowe problemy z karmieniem po to żeby tatuś
                  zabrał dziecko na weekend, bo ma takie widzi mi się...
                  Teraz kolejna sprawa... jeżeli kobieta nie karmi już piersią... to byłabym za
                  tym żęby tata poczatkowo prychodził do dziecka... zabierał na spacery .... i
                  dopiero po jakimśczasie na pół dnia ...na dzień.... potem na weekend.. wszystko
                  co zmienia się z życiu małego dziecka powinno odbywać się powolutku...
                  I nie może to być tak, że w pewien wspaniały piątek tatuś przypomina sobie o
                  dziecku i dzwoni informując, że jutro abiera dziecko na weekend... bo to
                  świadczy wtedy tylko o jego głupocie... jeżlei liczy na to, że dziecko
                  dostanie. Żadna normalna mama nie da małego dziecka bez okresu przejściowego...
                  Mysle, że sie nie dogadamy w tej kwestii... tu trzeba logicznie myśleć... a nie
                  kierować się nienawiścią...
                  Pozdrawiam,
                  Towerek
                  • kini_m Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 20:11
                    Towerku, jeśli sie nie dogadamy to dlatego - że skonfliktowane kobiety żonglują
                    argumentami w dowolny sposób. A raczej - nie całkiem dowolny, tylko byle ojcom
                    pod nogi. Pokaż mi skonfliktowaną kobietę, która umiałaby powiedzieć:
                    "Tak, wściekam się i całkowicie uważam że nie powinieneś zajmować się
                    dzieckiem, ale to jest moja wściekłość i subiektywność która nie powinna
                    wpływać na nasze decyzje."
                    (A można to zrobić bardzo prosto - poprosić profesjonalnego mediatora o pomoc,
                    zamiast wyszukaiwać argumenty na "anty". Ale zaledwie promil kobiet pójdzie na
                    takie rozwiązanie - bo gdzieś czują że w obliczu profesjoanlisty od konfliktów
                    ich argumenty okazałby może i prawdziwe, ale zbyt słabe lub drugorzędne wobec
                    innych ważnych okoliczności związanych z dzieckiem i rodziną.) Po prostu
                    kobiety wolą eksploatować stereotyp przypisania dziecka do matki - nie wątpię
                    że znajdziesz wiele na to argumentów i nazwiesz je dla "dobra dziecka".

                    Ale dość tego filozowania i do rzeczy:
                    redtower napisała:
                    >> kini_m nie możesz podchodzic do wszystkiego jak do wojny!
                    Wybacz, u nas to:
                    - nie ja odrzuciłem porozumienie (namolnie prosiłem o rozmowy),
                    - nie ja odrzuciłem pomoc profesjonalnego mediatora (namolnie namawiałem o
                    skorzystanie z takowego),
                    - nie ja dążę do ograniczenia drugiego rodzica poprzez napisanie we wniosku że
                    drugi rodzic winien się z dzieckiem widzieć co drugi tydz (choć wychowywał na
                    codzień),
                    Reasumując - u mnie druga strona uczyniła życie wojną, ja mogę się tylko bronić
                    (i córki bronic nieudolnie).
                    >> Zastanów się... ja własnie w Tobie widzę jakieś zaślepienie.. nienawiść...
                    j.w.
                    >> czym dziecko mniejsze tym bardizej potrzebuje bliskości mamy...dlaczego??
                    >> dlatego że przez 9 miesięcy było w jej brzuchu czyło jej ciepło... po
                    >> urodzeniu czuło jej zapach... i są to dla dziecka bardzo istotne czynniki...
                    Oczywiście, tylko że stosując wyłącznie taką logikę musielibyśmy dojść do
                    wniosku - że takie mniejsze dziecko które utraciłoby mamę chyba zostanie
                    INWALIDĄ (bo to "chyba" szok nie do przeżycia). CZY TAK JEST ZAISTE??? Więc
                    opieranie sie wyłącznie na takich przesłankach - to raczej walczenie z ojcem.
                    O zapachu rodzica - będzie jeszcze niżej.
                    >> jeżeli kobieta jeszcze karmi piersią, to moim zdaniem nie powinno się
                    >> wysyłać malucha na weekend gdzieś tam...
                    Już pisałem: karmić piersią a karmić piersią - to mogą być dwie różne sprawy.
                    Chyba tego jednak nie chcesz dostrzegać. Ja aż taki durny nie jestem żeby nie
                    rozumieć jak bardzo różnie może wyglądać to karmienie piersią. Czy chcesz mi
                    wmówić że u 11 miesięcznego karmienie piersią stanowi większość pokarmu. Moja
                    droga - dziecko u którego będzie się utrzymywało zbyt duży udział mleka w
                    pożywieniu (zbyt małe wprowadzanie innych potraw) - będzie poważnie zagrożone
                    próchnicą zębów i to już w wieku 2 lat. Tak mnie przynajmniej uczono w szkole
                    rodzenia.
                    >> Kwestia jest w tym, żeby dziecko powoli przestawiać... jeżlei
                    No i o to chodzi. Tylko że panie zakładają jakieś sztywne daty, kompletnie nie
                    interesując się szczegółami indywidualnej sytuacji. Mają własny wzór, którego
                    granice zawsze są dokładnie tam - gdzie jest właśnie ojciec. Jeśli będziemy
                    mówili o 11-mies dziecku - to panie uznają że to jeszcze za małe. Jeśli
                    będziemy mówili o 2-latku - to panie uznają że to jeszcze za małe. Jeśli
                    będziemy mówili o 3-latku - to panie uznają że to jeszcze za małe. Jeśli
                    będziemy mówili o.... (i nie watpię że na każdy znajdziesz odpowiednią
                    literaturę).

                    A wiesz czemu oponuję takiemu myśleniu? Bo wychowywałem swoje dziecko od
                    maleńkiego, od pierwszej sekundy życia - i wiem że gdy jest z najbliżsżą osobą
                    to reszta "problemów" dla niego nie istnieje. Ta NAJBLIŻSZĄ osobą jest NIE
                    TYLKO MAMA.
                    Bo moja córka zasypiała najczęściej na moim brzuchu (własna mama wolała
                    odpoczywać po swoich zajęciach). Jakoś córka do spokoju nie potrzebowała tej
                    osoby, której brzuch, zapach i bicie serca znała od środka. TEGO TWOJE MĄDRE
                    KSIĄŻKI CI NIE POWIEDZĄ.
                    >> ja bym się nie zgodziłą na to że przez cały tydzień będę
                    >> ściągała pokarm i robiła sobie dodatkowe problemy z karmieniem po to żeby
                    >> tatuś zabrał dziecko na weekend, bo ma takie widzi mi się...
                    Zapominasz tylko że dodatkowe problemy nie tyle wynikają z widzimisię tatusia,
                    co z Waszego rozpadu rodziny. A to już też Twoje - widzimisię.
                    Ściągasz pokarm dla dziecka, ale widzę że traktujesz to niby dla tatusia. I to
                    jest właśnie przenoszenie konfliktów.
                    >> Teraz kolejna sprawa... jeżeli kobieta nie karmi już piersią...
                    O tym jak różna może być kwestia karmienia piersia - już było. Ale jeśli nie
                    chcesz poznać i dostrzec szczegółów indywidualnej sytuacji - na to nic nie
                    poradzę.
                    >> dopiero po jakimśczasie na pół dnia ...na dzień.... potem na weekend..
                    >> wszystko co zmienia się z życiu małego dziecka powinno odbywać się
                    >> powolutku...
                    Oczywiście, tylko skąd wiesz na jakim etapie rozwoju jest dana indywidualna
                    sytuacja. Skąd wiesz czy to już nie jest ten etap: na weekend? (A niańcząc
                    niepierwsze już dziecko dobrze wiem że ok.1-roczku - to już bardzo możliwe.)
                    >> I nie może to być tak, że w pewien wspaniały piątek tatuś przypomina sobie o
                    >> dziecku i dzwoni informując, że jutro abiera dziecko na weekend...
                    Oczywiście, o ile ten "wspaniały piątek" - znaczy że tego ojca było niewiele
                    dotychczas w życiu dziecka. Ale z autopsji dobrze wiem, że panie podczerniają
                    ilość ojca w życiu dziecka.
                    [Moja ex w sądzie twierdzi, że o dziecku przypomniałem sobie dopiero w momencie
                    rozstania. To k...a m...ć kto był przy porodzie i trzymał ją za rękę? Kto
                    pierwszy kąpał dziecko? Komu teściowa chwaliła jak sprawnie ojciec przewija
                    pieluchy? Kto nosił na plecach przez góry?
                    - Więc jeśli dziś usłyszę taki sam tekst: "Dopiero sobie przypomniał o dziecku".
                    I ty w takie teksty będziesz wierzyła Towerku????]
                    >> bo to świadczy wtedy tylko o jego głupocie... jeżlei liczy na to, że dziecko
                    >> dostanie. Żadna normalna mama nie da małego dziecka bez okresu
                    >> przejściowego...
                    Oczywiście. Więc skąd wiesz, że tego związku z ojcem, który daje poczucie
                    bezpieczeństwa już nie ma???
                    _________________
                    Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                    nauczyć się kłamać.
                    • redtower Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 20:26
                      ehhh... powiem szczerze...nie chce mi się już tego czytać...
                      Ja pisze jako JA a nie twoja EksKobieta... mam inne niż ona podejscie do życia
                      i wychowywania dziecka...
                      Moje dziecko ma mamę i tatę... i ja i eks bardzo Małego kochamy i On bardzo
                      kocha każde z nas... czym więcej prawdziwej miłości tym lepiej...
                      A dziecko, które straciło na zawsze mamę lub tatę... z całą pewnością jest
                      emocjonalnym inwalidą...
                      I to tyle smile
                      Pozdrawiam,
                      Towerek
                    • chalsia Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 28.02.06, 12:23
                      Zgadzam się zTowerkiem, zmiany należy wprowadzać stopniowo.
                      Jednak mój eks nalezy do takich, co to w czwartek wieczorem kiedyś, ni z gruchy
                      ni z pietruchy, zostawił mi kartkę z info, że w sobotę zabiera półtoraroczniaka
                      do siebie na cały weekend (a dotychczas zajmował się nim tylko u mnie w domu
                      lub chodzili na spacery).
                      Na moją nie raz powtarzaną propozycję skorzystania z mediacji lub pomocy
                      psychologa dziecięcego, by wypracować jak najlepszy dla TEGO WŁASNIE dziecka
                      sposób przeprowadzenia dziecka od etapu "tylko własny dom" do etapu "co drugi
                      weekend u ojca" - eks wielokrotnie odmówił.
                      Cóż, są ludzie i taborety.
                      W związku z czym obecnie nie czuję się zobligowana do czegokolwiek ponad
                      umożliwiania odbywania się kontaktów w wyznaczonym przez sąd zakresie.
                      BTW ojciec od 5 mcy nie kontaktuje sie w ogóle z dzieckiem (właczając w to brak
                      życzeń na dziecka urodziny czy święta) - zapewne w swoich oczach czuje się
                      usprawiedliwiony.
                      Chalsia
                      • kini_m Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 28.02.06, 20:54
                        anetina napisała:
                        > potrzebuje do tego rodziców - ok
                        > tylko mam pytanie - gdzie ojciec Małego !?
                        chalsia napisała:
                        > W związku z czym obecnie nie czuję się zobligowana do czegokolwiek ponad
                        > umożliwiania odbywania się kontaktów w wyznaczonym przez sąd zakresie.

                        Oba zdania jak ulał pasują do naszej (córki i mojej) sytuacji jak ulał.
                        A jednak rozliczona za taki stan powinna być matka. Hmm... cóż?
                        • chalsia Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 28.02.06, 23:19
                          > Oba zdania jak ulał pasują do naszej (córki i mojej) sytuacji jak ulał.
                          > A jednak rozliczona za taki stan powinna być matka. Hmm... cóż?

                          ekhm, to mi w takim razie mózg dziś szwankuje - znaczy się: o ło so chodzi?
                          Czyli jaśniej poproszę.
                          Chalsia
                          • kini_m Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 28.02.06, 23:44
                            chalsia napisała:
                            > ekhm, to mi w takim razie mózg dziś szwankuje - znaczy się: o ło so chodzi?
                            > Czyli jaśniej poproszę.

                            A tak sobie patrzę jak pewne i te same słowa - mogą świadczyć o innej zgoła
                            sytuacji.
            • lizavieta1 Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 19:17
              A jaki schemat ty sprzedajesz swojemu dziecku? Ze ojciec w ogóle nie istnieje?
              A gdyby to był facet z którym się związałaś, również nie pozwoliłabyś mu dotknąc
              dziecka, oswajać się z nim? A opiekunka czy pan iz przedszkola? Przecież każda
              osoba jest nowa w pewnym momencie dla dziecka. Idąc tym tokiem rozumowania
              winnaś zabronić mu zabaw w piaskownicy, przeceiż zgraja obcych krzyczących
              dzieci może sprawić, że Twoje dziecko umrze na zawał w wieku 2 lat. Stresem dla
              dziecka jest wyjscie na spacer na ruchliwą ulicę- hałas - to szok dla dziecka,
              zwłaszcza dla niemowlęcia.
              Pobranie krwi - absolutnie się zgadzam. Nalezy zaniechac jakichkolwiek szczepień
              ochronnych czy zastrzyków.
              • redtower Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 20:00
                lizavieta1 napisała:

                > A jaki schemat ty sprzedajesz swojemu dziecku? Ze ojciec w ogóle nie
                istnieje?
                > A gdyby to był facet z którym się związałaś, również nie pozwoliłabyś mu
                dotkną
                > c
                > dziecka, oswajać się z nim? A opiekunka czy pan iz przedszkola? Przecież każda
                > osoba jest nowa w pewnym momencie dla dziecka. Idąc tym tokiem rozumowania
                > winnaś zabronić mu zabaw w piaskownicy, przeceiż zgraja obcych krzyczących
                > dzieci może sprawić, że Twoje dziecko umrze na zawał w wieku 2 lat. Stresem
                dla
                > dziecka jest wyjscie na spacer na ruchliwą ulicę- hałas - to szok dla dziecka,
                > zwłaszcza dla niemowlęcia.
                > Pobranie krwi - absolutnie się zgadzam. Nalezy zaniechac jakichkolwiek
                szczepie
                > ń
                > ochronnych czy zastrzyków.


                Błagam... nie mam już siły... ludzie czytajcie, to co jest napisane...
                Głupota i niewiedza jaką tu niektórzy pokazują jest po prostu niewybaczalna!!!

                Tak przy okazji liavieta1... mój synek ma ponad 2 latka... nie miał jeszcze
                zawału... jest bardzo wesołym i otwartym dzieckiem... nie boi się lekarzy
                pomimo tego, że naprawdę się już nacierpiał... ale zawsze wiedział, że mama
                bedzie przy nim... że zawsze będzie się mógł przytulić.. że zawsze pomimo
                małych zmian dalszy ciąg dnia jest "pewny"...
                Ze szczepionkami tez nie ma problemu... synek o szczepionce wie przynajmiej dwa
                dni wcześniej... i bardzo dzielnie je znosi...
                A piaskownica... jeżeli jest taka mama, która swoje 1,5-roczne dziecko wyśle
                same do piaskownicy... hymmm.... gratuluję jej odwagi... smile))
                Mój synek dzięki temu (albo pomimo tego), że stosuję schematy - dodam, że
                bardzo polecane przez specjalistów zajmujących się rozwojem emocjonalnym
                dzieci... - jest aktywny, odważny i zazwyczaj określany w żłobku jako "kochany
                rozrabiaka" smile
                Dodam, że bardzo się z tego cieszę, bo to faktycznie świadczy o tym, że dobrze
                się rozwija...
                Pozdrawiam,
                Towerek
        • redtower Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 27.02.06, 11:14
          halooooo!! Przepraszam tu nie o to chodzi!
          Kwestia jest w tym, że ja np. jestem za tym żeby nie zostawiać ojca z dzieckiem
          u siebie w domu, jak najbardziej jestem za tym żeby Eks zabierał dziecko do
          siebie smile
          Mrs_ka też jest jak najbardziej za wizytami ojca u dziecka.. ona nawet nie ma
          nic przeciwko temu żeby przychodził do niej i zostawwał tam sam z dzieckiem...)
          Jeżeli mówimy o zabieranio kilkumiesięcnego dziecka przez ojca na weekend..to
          chyba należałoby pomysleć troszeczkę rozsądniej... co np. z karmieniem?
          nikt tu nie mówi o tym żeby taty nie było...moe sobie siedzieć ile chce tyle,
          żeby nie zabierał tak malutkiego dziecka...smile potem to jak najbardziej... na
          weekend na wakacje... bardzo proszę...smile
          Jeżeli jeszcze którakolwiek z mam nie zapoznała się z prawami swojego dziecka
          zapraszam na stronę:

          www.brpd.gov.pl/co_to_sa_prawa_dziecka_fr.html
          pozdrawiam,
          Towerek

          • anetina Re: Czy mogę ojcu zabronić ...? 28.02.06, 09:39
            pozwoliłam sobie ściągnąc ze strony


            - Co to są prawa dziecka?

            - Każdy człowiek jest osobą, ale żaden człowiek nie rodzi się w pełni
            ukształtowany. Pełnię swojej osobowości musi rozwinąć.
            Każdy człowiek musi odpowiednio ukształtować swoje ciało, musi uaktywnić swoje
            sily motoryczne pozwalające mu się poruszać, musi rozwinąć swoje zmysły
            pozwalające mu na kontakt z otaczającym go światem, musi rozwinąć uczucia,
            dzięki którym będzie mógł reagować na rzeczywistość i wreszcie musi nauczyć się
            korzystać z woli i rozumu. Wola i rozum charakteryzują człowieka jako człowieka
            właśnie. Dzięki nim człowiek w sposób wolny i świadomy podejmuje decyzje i
            ponosi za nie odpowiedzialność.
            Człowiek musi się zatem rozwinąć i dojrzeć do właściwego sobie sposobu życia.
            Rozwój ten wyznacza sama ludzka natura. W naturę tą wpisane są swoiste prawa.
            To właśnie prawa natury. Wypełnienie naturalnych praw ludzkich aktualizuje
            człowieka, ich zablokowanie degraduje go.
            Najważniejszym, naturalnym prawem człowieka jest prawo do życia. Z niego płynie
            prawo do pełnego - na miarę człowieka - rozwoju.
            Ale prawa natury należy dobrze rozpoznać i zabezpieczyć. Takim właśnie
            zabezpieczeniem jest prawo stanowione, stworzone przez ludzi, ogłoszone i
            zobowiązujące do jego przestrzegania. O dobrym prawie mówimy wówczas gdy dobrze
            służy człowiekowi a więc dobrze służy jego aktualizacji.
            Dzieci posiadają szczególne prawa. Aktualizacja ich człowieczeństwa przebiega
            bowiem w szczególny sposób. Dziecko nie potrafi samo zadbać o siebie, nie
            potrafi samodzielnie aktualizować swojej natury. Potrzebuje do tego rodziców,
            opiekunów, potrzebuje wielu innych ludzi. Dlatego naturalnymi "strażnikami"
            praw dziecka są jego rodzice i opiekunowie.

            dziecko nie potrafi samo zadbać o siebie - zgadza się
            potrzebuje do tego rodziców - ok
            tylko mam pytanie - gdzie ojciec Małego !?
            bo ja nie wiem
            nikt nie wie

            - Ale dziecko potrzebuje też specjalnego zabezpieczenia w prawie stanowionym.
            Dobre prawo stanowione może i powinno pomagać rodzicom i opiekunom w rozwoju
            dziecka.

            zabezpieczyłam prawnie dziecko
            ma w aktach dane "ojca"
            ale jak mam komuś dać prawa rodzicielskie, jeśli eks nawet nie widział dziecka
            nie chce go zobaczyć, nie chce płacić alimentów

            nie daj B. coś mi by się stało
            to Mały musiałby iść do kogoś, kogo nawet nie widział na oczy
            na to nie mogłam pozwolić

            to są dla mnie prawa dziecka
    • pesher Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz... 01.03.06, 09:41
      Chyba kolnierz ortopedyczny wplywa na moje nerwy, ale jak czytam wypociny
      kiniego, to mi sie noz w kieszeni otwiera..

      Otoz Kini_m, Twoja historie i perypetie rodzinne wszyscy znaja juz na pamiec.
      Kolejna wzmianka wywoluje rozstroj zoladka, tym bardziej, ze w kolko gadasz to
      samo. Zasugerowalam ci gdzies kiedys, ze taki a nie inny stan rzeczy winny
      jestes takze ty. Swoja namolnoscia, wkrecaniem sie wszedzie gdzie jest exia,
      nachodzeniem, udowadnianiem jaki ty jestes pokrzywdzony, a przy tym niewinny
      jak lelija przy drodze w uzytkowniczkach tego forum wyrobiles sobie opinie
      faceta lekko.. hmmm.. niezrownowazonego psychicznie. Poza tym ogarnietego
      zloscia i nienawiscia.

      Tak dla przeciwwagi opowiem Ci teraz, jak z kontaktami z dzieckiem radza sobie
      rodzice normalnie dogadujacy sie. Otoz, wyobraz sobie, ze mamy takie zalozenia:
      - dziecko ma poltora roku
      - dziecko jest otwarte i radosne,
      - ojciec jest czestokontaktujacy sie
      - ojciec zna rytm zycia dziecka, umie sie nim zajac w pelnym zakresie
      - ojciec posiada warunki, aby dziecko zostawalo u niego na noc
      Oczywiscie uznasz, ze przy tych warunkach ojciec moze bez zadnego problemu
      zabierac dziecko do siebie na weekendy. Ale nie robi tego. Dlaczego? Otoz wie,
      ze po 5-6 godzinach bez mamy dziecko zaczyna wolac "mama", chce ubierac sie,
      probuje otwierac drzwi wejsciowe. I taka sytuacja jest i u niani i u ojca. Wiec
      to nie niechec do ojca, a raczej naturalna potrzeba dziecka. Wiec co w tej
      sytuacji...? Zaczac "odpepowinianie" dziecka od matki, zeby ojciec mogl
      zabierac je na weekend? Na szczescie trafilam na NORMALNEGO eksa, ktory, mimo
      wielkiej checi zabierania dziecka na weekendy, widzi, ze to jest za wczesnie. I
      swoich wielkich checi dluzszego przebywania z dzieckiem nie przedklada ponad
      rozwoj emocjonalny dziecka. Poniewaz potrafi ZAWSZE w razie konfliktu "ego
      ojca" a "dobro dziecka" wybrac "dobro dziecka". NIGDY Slonko nie plakalo
      wracajac od niego "bo chce do Taty", potrafil tak rozegrac powrot do jej domu,
      ze Slonko robilo papa, dawalo buziaka i szlo sie bawic. Nigdy nie odwiozl jej
      pozniej bez uzgodnienia ze mna. Popelniasz glupie, podstawowe "grzechy" faceta,
      w ktorym ego ojca rozroslo sie do tego stopnia, ze nie ma miejsca na dobro
      dziecka. Ale Ty tego nie widzisz, ty ciagle "masz prawo", ty ciagle wymagasz. A
      jak nie dostaniesz tego, czego chcesz, zaczynasz sie nakrecac i masz wieksze
      wymagania, kolejna sprawa sadowa, kolejne nachodzenie, pretensje..

      I nawet do glowy ci nie przyjdzie, ze sam sobie wykreowales taka a nie inna
      rzeczywistosc. Na wlasne zyczenie. I tylko do siebie samego powinienes miec
      pretensje i zale.
      • chalsia Re: Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz... 01.03.06, 10:03
        > pozniej bez uzgodnienia ze mna. Popelniasz glupie, podstawowe "grzechy"
        faceta,
        >
        > w ktorym ego ojca rozroslo sie do tego stopnia, ze nie ma miejsca na dobro
        > dziecka. Ale Ty tego nie widzisz, ty ciagle "masz prawo", ty ciagle wymagasz.
        A
        >
        > jak nie dostaniesz tego, czego chcesz, zaczynasz sie nakrecac i masz wieksze
        > wymagania, kolejna sprawa sadowa, kolejne nachodzenie, pretensje..
        >
        > I nawet do glowy ci nie przyjdzie, ze sam sobie wykreowales taka a nie inna
        > rzeczywistosc. Na wlasne zyczenie. I tylko do siebie samego powinienes miec
        > pretensje i zale.

        Święte słowa. Szkoda, ze nie dotrą do mojego eksa (nawet jakby je miał przed
        oczyma, to i tak by nie dotarło).
        Chalsia
        PS. pamiętam, jak raz stałam pod drzwiami eksa i podsłuchiwałam (dziecko miało
        rok i 10 mcy) - wieczorem po całym dniu u eksa, koło 19.00 - dziecko w ciągu 30
        minut z 4 razy wołało "mama", "do mamy". I co? i nic. Wrócił do domu dopiero
        następnego dnia. Na moje pytanie, czy dziecko tęskniło do domu/chciało wracać -
        dostałam odpowiedź "oczywiście, że nie, niby dlaczego, przecież czuje się u
        mnie świetnie".
        Co się dziwić, że dziecko po jakimś czasie twierdzi, że chętnie pojedzie do
        ojca na sobotę, ale że chce wracać do domu na noc? Ono wie, ze inaczej wróci
        dopiero następnego dnia wieczorem.
      • kini_m Re: Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz... 01.03.06, 16:42
        pesher napisała:
        >>Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz...
        Nie. To Ty trafiłaś jak kulą w płot porównując mnie do Twojego exa.
        Najwyraźniej Twój ex wziął na siebie klasyczną rolę dostarczyciela środków
        materialnych, a Ty pierwszej opiekunki dziecka.
        Niestety u nas było inaczej - to ja zostałem w domu i do mnie się dziecko
        przywiązało.
        >> Otoz Kini_m, Twoja historie i perypetie rodzinne wszyscy znaja juz na
        >> pamiec.
        Chyba jednak w moich perypetiach czytasz tylko to, co sobie sama wybierzesz.
        >> udowadnianiem jaki ty jestes pokrzywdzony,
        No widzisz - czytasz moje słowa w sposób kompletnie przekręcony.
        Bo wg mnie pokrzywdzoną jest córka, a nie ja.
        >> Poza tym ogarnietego zloscia i nienawiscia.
        Moja Droga Panno - zawsze będzie część społeczeństwa, która odmienne zdanie
        będzie uważała jako złość i nienawiść. Jesli jesteś po tamtej stronie
        społeczeństwa - Twój wybór. Nawiasem mówiąc takie gadanie, to wyraz braku
        argumentów.
        >> Oczywiscie uznasz, ze przy tych warunkach ojciec moze bez zadnego problemu
        >> zabierac dziecko do siebie na weekendy. Ale nie robi tego. Dlaczego? Otoz
        >> wie, ze po 5-6 godzinach bez mamy dziecko zaczyna wolac "mama", chce ubierac
        >> sie, probuje otwierac drzwi wejsciowe.
        I tu żeś trafiła kulą w płot.
        Zapewne nie przychodzi przez Twój światopogląd że może byc na odwrót: że ojciec
        może być rodzicem, do którego dzieko bardziej lgnie niż do matki. To wynika z
        tego kto się zjmował jego wychowaniem. Jesli u Was był model klasyczny - to
        oczywiście jest tak jak jest. Tylko że u nas to ja zostałem w domu opiekując
        się córką, a exia wróciła do swojej kariery - stąd wynikła inna sytuacja niż w
        stereotypowych rodzinach, gdzie być może ojcowie nie mają dla dzieci serca ile
        matki. U nas było odwrotnie - to ja zawsze miałem cierpliwość i ciepło dla
        dziecka, a zmęczona swoją praca mama nieraz odtrącała dziecka, chcąc sobie
        odpocząć. ILE RAZY TO MAM PPRZEPISYWAC NA FORUM ŻEBYŚ W KOŃCU TO DOCZYTAŁA???
        >> Zaczac "odpepowinianie" dziecka od matki, zeby ojciec
        >> mogl zabierac je na weekend?
        Ooo! Uzyłaś odpowiedniego słowa. Tylko że widzisz.... zapewne gdy dziecko
        będzie musiało czemu innemu sprostać (np. zostać w szpitalu, pójść do
        przedszkola) - to zapewne wtedy nie zanegujesz "odpępowiania".
        Ale gdy w kwestię wejdzie okoliczność ojca - wtedy matki zaczynają to negować.
        >> NIGDY Slonko nie plakalo wracajac od niego "bo chce do Taty", potrafil tak
        >> rozegrac powrot do jej domu, ze Slonko robilo papa, dawalo buziaka i szlo
        >> sie bawic.
        Tutaj ocena sytuacji może być różna. Być może dlatego to tak wygląda, bo u Was
        to nie ojciec zajmował się opieka nad dzieckiem w domu na codzień. Wiec nie
        wywiązała się taka więź z ojcem, którą by teraz dziecko boleśnie odczuwało.
        Niestety u nas było inaczej.
        >> Nigdy nie odwiozl jej pozniej bez uzgodnienia ze mna.
        Jeśli umiesz uzgodnić późniejsze (niż wstępnie planowane) odwiezienie dziecka -
        to gratuluję elastyczności. Niestety moja exia podążała systematycznie w
        odwrotnym kierunku. Systematycznie odcinała coraz bardziej (np. za to że córka
        nie chciała nawet z nią wracać do jej domu).
        >> Popelniasz glupie, podstawowe "grzechy" faceta,
        >> w ktorym ego ojca rozroslo sie do tego stopnia, ze nie ma miejsca na dobro
        >> dziecka. Ale Ty tego nie widzisz, ty ciagle "masz prawo", ty ciagle
        >> wymagasz.
        Pesher, ty naprawdę próbujesz na siłę odwracać kota ogonem.
        Gdzie ja mówię o swoim prawie???
        To nie - ja nie dostaje, to córka ma ograniczane. Ale ty widać jesteś na to
        ślepa. Powołujesz się na dobro dziecka??? To w końcu spójrz oczami dziecka,
        które cierpi, bo nie może się spotkać z ukochaną osobą. Z osobą której ciepło,
        troskę i oddanie miało na codzień.
        Ty naprawdę nie umiesz na sprawę patrzeć inaczej niż poprzez konflikt rodziców.
        >> A jak nie dostaniesz tego, czego chcesz, zaczynasz sie nakrecac i
        >> masz wieksze wymagania, kolejna sprawa sadowa, kolejne nachodzenie,
        >> pretensje..
        I znowu jak do cepa (sory, ale coraz bardziej rozczarowujesz).
        Jeśli kobieta wnosi sprawę do sądu - to wg Ciebie zapewne jest OK.
        Jeśli facet wnosi sprawę do sądu - to wg Ciebie zapewne jest nachodzenie,
        pretensje.
        Więc używając Twojego stylu przypomnę Ci, że to exia gnębiąc mnie wnosi 3-ią
        sprawę.
        Ja wniosłem sprawę dopiero, gdy córka nie mogła otrzymac tego - co już
        prawomocnie zasądzone.
        Czy Ty sugerujesz, aby nie dochodzić praw dziecka od niezrównoważonej matki,
        która ma w d...pie prawomocne orzeczenie sądu???
        • pesher Re: Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz... 01.03.06, 21:56
          kini_m napisał:
          > Nie. To Ty trafiłaś jak kulą w płot porównując mnie do Twojego exa.

          Gdzie cie porownalam do mojego exa? Prosze o linka. Widac nie tylko ja czytam
          co chce czytac, tyle tylko, ze ja sobie nie dopowiadam bzdur.

          > Najwyraźniej Twój ex wziął na siebie klasyczną rolę dostarczyciela środków
          > materialnych, a Ty pierwszej opiekunki dziecka.

          Znow zla interpretacja. Pracujemy oboje, a pierwsza opiekunka Slonka jest
          niestety niania, gdyz to ona spedza z dzieckiem 8 godzin dziennie.
          Dostarczaniem srodkow materialnych zajmujemy sie oboje, jak i oboje dzielimy
          czas wolny dziecka pomiedzy siebie.

          > Niestety u nas było inaczej - to ja zostałem w domu i do mnie się dziecko
          > przywiązało.

          A exia zarabiala na utrzymanie rodziny? Nie dziwie sie, ze cie zostawila.
          Pomijajac przywiazanie dziecka, to smiesznym wydaje mi sie fakt, ze facet
          siedzi w domu z dzieckiem zamiast zarabiac. Ale ja to mam poprzewracane w dupie.

          > Moja Droga Panno -

          Pani, nie panno. Rozwodka to Pani.

          Nawiasem mówiąc takie gadanie, to wyraz braku
          > argumentów.

          Taaa... Wlasnie podalam ci argument: z twoich wypowiedzi zieje zloscia i
          nienawiscia do ex.


          > I tu żeś trafiła kulą w płot.
          > Zapewne nie przychodzi przez Twój światopogląd że może byc na odwrót: że
          ojciec
          > może być rodzicem, do którego dzieko bardziej lgnie niż do matki.

          Widzisz, nie trafilam kula w plot, poniewaz opisywalam SWOJE ZYCIE, a nie
          porownywalam do twojego? Capito?
          Co do dalszej wypowiedzi:
          Alez przechodzi mi to przez mysl. Moje dziecko zostawalo ze swoim ojcem na 8 w
          porywach do 10 gozin dziennie przez 2 miesiace. I tez lgnelo do ojca bardziej
          niz do mnie. Niestety ojcu urlop sie skonczyl i juz nie mogl zostawac z
          dzieckiem.

          > Jesli u Was był model klasyczny - to
          > oczywiście jest tak jak jest.

          U nas nie byl model klasyczny czy nieklasyczny. Od pocztku ciazy bylam sama,
          rozwiedlismy sie kiedy bylam w 5 miesiacu. Co nie preszkadzalo ojcu Sloneczka
          bywac u niej codziennie. Teraz, kiedy zmienil prace jest gorzej, bo widuje sie
          z dzieckiem 2-3 razy w tygodniu.

          > Tylko że widzisz.... zapewne gdy dziecko
          > będzie musiało czemu innemu sprostać (np. zostać w szpitalu, pójść do
          > przedszkola) - to zapewne wtedy nie zanegujesz "odpępowiania".

          W szpitalu byla, przez cala dobe na okraglo bylo ktores z nas - ja lub ex,
          czasami tesciowie. Do przedszkola na razie nie mam zamiaru wysylac. Do zlobka
          tez nie. Uwazam po prostu, ze pewnych procesow nie nalezy przyspieszac. Powoli,
          drobnymi kroczkami, byle do celu. Nic na sile.

          > Ale gdy w kwestię wejdzie okoliczność ojca - wtedy matki zaczynają to negować.

          Alez ja nie neguje tego. Wyraznie chyba napisalam, ze z exem mamy taki sam
          poglad na sprawe? Poza tym Slonko ma poltora roku. O ile nie doczytales. Woli
          ja zabrac, nawet na caly dzien, jednak na noc odwozi ja do domu. Kilka razy juz
          se umawialismy, ze jak bedzie chciala zostac i za bardzo nie bedzie rwala sie
          do mamy to niech zostanie u exa na noc. Moze moj ex malo stanowczy jest? Ale
          jakos zawsze ja wieczorem odwozi. Jescze po prostu nie czas, nie ten etap.

          > Jeśli umiesz uzgodnić późniejsze (niż wstępnie planowane) odwiezienie
          dziecka -
          >
          > to gratuluję elastyczności.

          Nie UMIEM a UMIEMY. Do dogadania sie potrzeba dwoch stron.

          > To nie - ja nie dostaje, to córka ma ograniczane.

          A teraz zadaj sobie pytanie, DLACZEGO corka ma ograniczane. Odpowiedz na to
          pytanie ma fundamentalne znaczenie dla twojej sytuacji. I pamietaj, jest akcja
          jest reakcja - drugie prawo dynamiki. Co takiego zrobiles, ze twoja corka ma
          ograniczane kontakty z toba? Tylko nie mow, ze byles czysty jak lza. Podpowiem
          ci, jak matka straci zaufanie do ojca dziecka w kwestii jego kontaktow z
          dzieckiem, to dlugo trzeba pracowac, zeby odbudowac te zaufanie. A nie
          rozjatrzac jeszcze sytuacje. Jak sie uprze, to nie zobaczysz dziecka NIGDY. Nie
          wierzysz? Zajrzyj na forum "w strone ojca".

          > Ty naprawdę nie umiesz na sprawę patrzeć inaczej niż poprzez konflikt
          rodziców.

          Najgorsze jest to, ze nie potrafie patrzec na dziecko przez konflitk rodzicow..
          Bo u mnie takiego konfliktu nigdy nie bylo. Patrze na twoje wypowiedzi na forum
          i coraz czesciej rozumiem twoja exie. Tak, twoje ego ojca ma takie rozmiary, ze
          przyslanie wszystko inne. Spusc troche pary, moze cos dostrzezesz.

          > Jeśli kobieta wnosi sprawę do sądu - to wg Ciebie zapewne jest OK.
          > Jeśli facet wnosi sprawę do sądu - to wg Ciebie zapewne jest nachodzenie,
          > pretensje.

          Uwazam, ze w kwestii dziecka rodzice powinni wzniesc sie ponad swoje zale. Sad
          jest ostatnim miejscem, jakie wybralabym do ustalania kontaktow. Ale to JA.
          Piszac o nachodzeniu mialam na mysli wystawanie pod domem rodzicow exi,
          wdzieranie sie na ich posesje itp, itd.

          > Czy Ty sugerujesz, aby nie dochodzić praw dziecka od niezrównoważonej matki,
          > która ma w d...pie prawomocne orzeczenie sądu???

          A ty nie masz w d.pie prawomocnego orzeczenia sadu przetrzymujac dziecko? I nie
          ustalajac tego z exia? Wrzeszczac jej, ze corka zostanie u ciebie tak dlugo,
          jak ty chcesz? Wybacz kini, tym ostatnim zdaniem pokazales wlasnie swoje ego i
          hipokryzje. I nie piernicz teraz o tym, ze sedzia zasugerowal elastycznosc exi.
          Prowomocny wyrok to prawomocny wyrok. Nie przestrzegales go. Zakonczylo sie
          polka z policja i straza pozarna. Po takiej akcji tez bym juz nie pozwolila ci
          na zabieranie dziecka. A ja wyjatkowo ukladna istota jestem. Dlatego napisalam
          ci: sam sobie zafundowales taka sytuacja, a wlasciwie dziecku. I teraz jeszcze
          mowisz o exi per "niezrownowazona matka"? Wiec kim ty jestes?
          • kini_m Re: Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz... 01.03.06, 23:05
            pesher napisała:
            >> Gdzie cie porownalam do mojego exa?
            Więc po co piszesz o własnym exie i rodzinie, jesli nie dla porównań, nie dla
            jakiegoś punktu odniesienia. To wobec tego tylko po to żeby się chwalić? (Kto
            tu mówił o ego?)
            >> A exia zarabiala na utrzymanie rodziny? Nie dziwie sie, ze cie zostawila.
            >> Pomijajac przywiazanie dziecka, to smiesznym wydaje mi sie fakt, ze facet
            >> siedzi w domu z dzieckiem zamiast zarabiac. Ale ja to mam poprzewracane w
            >> dupie.
            Już kiedyś było o równouposledzeniu, tfu... równouprawnieniu. Szkoda wracać.
            >> Alez przechodzi mi to przez mysl. Moje dziecko zostawalo ze swoim ojcem na 8
            >> w porywach do 10 gozin dziennie przez 2 miesiace. I tez lgnelo do ojca
            >> bardziej niz do mnie.
            No to nie taka sytuacja jak u mnie. Bo moja córka zostawała ze mną bez mamy po
            2 lub 3 dni.
            I aktualnie to nie jest "tylko lgnięcie" do taty, ale po prostu bunt przed
            powrotem do domu mamy.
            >> U nas nie byl model klasyczny czy nieklasyczny. Od pocztku ciazy bylam sama,
            >> rozwiedlismy sie kiedy bylam w 5 miesiacu.
            A jednak model bliższy klasycznemu niż u mnie:
            Ty przede wszystkim byłaś przy dziecku. Nie on.
            Z Tobą malutkie dziecko spało. Nie z nim.
            Ciebie w nocy mogło trzymać za rekę, za włosy, wtulać się. Nie jego.
            U nas było inaczej.
            >> Uwazam po prostu, ze pewnych procesow nie nalezy przyspieszac. Powoli,
            >> drobnymi kroczkami, byle do celu. Nic na sile.
            I pomysleć że w innym miejscu ze zrozumieniem wyrażasz się o matce, która wbrew
            potrzebom dziecka odcina je od drugiego rodzica.
            >> A teraz zadaj sobie pytanie, DLACZEGO corka ma ograniczane.
            Dziś wiem.
            Gdybym wiedział PRĘDZEJ - to pozwoliłbym osobie z garbem wolniej dorastać
            (Patrz wątek: "wchodzić w to...? czy nie...? co mnie czeka..?" - na forum
            Nowa rodzinka).
            Gdybym wiedział JESZCZE PRĘDZEJ - w ogóle nie brałbym sobie dziecka z domu
            alkoholowego.
            >> Odpowiedz na to pytanie ma fundamentalne znaczenie dla twojej sytuacji.
            >> I pamietaj, jest akcja jest reakcja - drugie prawo dynamiki.
            jw - wspomniany wątek.
            Byłem zbyt niecierpliwy - oczekiwałem od razu partnerstwa i w pełni dojrzałego
            podejścia do problemów we wspólnym życiu.
            (Ale Ty i tak pewnie wypaczysz moje słowa.)
            >> Co takiego zrobiles, ze twoja corka ma ograniczane kontakty z toba?
            >> Tylko nie mow, ze byles czysty jak lza.
            W życiu nie zamierzam mówić o sobie święty.
            Natomiast exia - nigdy nie miała sobie "nic do zarzucenia", (no może "co
            najwyżej raz" jej się wyrwało niepoprawne słowo - hahaha).
            >> Podpowiem ci, jak matka straci zaufanie do ojca dziecka w kwestii jego
            >> kontaktow z dzieckiem, to dlugo trzeba pracowac, zeby odbudowac te zaufanie.
            Podpowiem Ci - osoba która w ten sposób nie umie rozdzielić zasadniczych spraw -
            jest niezrównoważona emocjonalnie. Zaufanie jest kwestią zależną w pierwszej
            kolejności od siebie, dopiero w drugiej kolejności od partnera.
            U exi - to było zawsze od początku odwrócone.
            >> A nie rozjatrzac jeszcze sytuacje. Jak sie uprze, to nie zobaczysz dziecka
            >> NIGDY. Nie wierzysz?
            Spokojnie, spokojnie. Sądy się już zmieniają, nie dają sobie tak dmuchać w
            kaszę jak kiedyś. Na posiedzeniu dostała ostrzeżenie karą pieniężną. Poza tym
            exia naprawdę zapomniała przeciw komu stanęła. Nawet zagranicą sąd może dotrzeć
            do dziecka - nie czytasz gazet? (chyba że ucieknie do Bangladeszu - w syf i
            malarię).
            >> Uwazam, ze w kwestii dziecka rodzice powinni wzniesc sie ponad swoje zale.
            >> Sad jest ostatnim miejscem, jakie wybralabym do ustalania kontaktow. Ale to
            >> JA.
            No widzisz - tu jesteśmy zgodni.
            Niestety moją exia nie ma takich przekonań jak Ty.
            Jej pierwsze działanie po rozpadzie - to NIE BYŁA próba uzgdnienia, rozmowa o
            dziecku, lub proszona przeze mnie mediacja.
            Jej pierwsze działanie - to BYŁO napisanie wniosku w którym ojciec powinien się
            widzieć z dzieckiem, które na codziń wychowywał, co drugi tydzień przez kilka
            godzinek. Więc zapytaj jej: Jakie naprawdę było jej pierwsze działanie?
            Ty naprawdę Pesher nie rozumiesz - jaką kobietę starasz się zrozumieć.
            >> Piszac o nachodzeniu mialam na mysli wystawanie pod domem rodzicow exi,
            >> wdzieranie sie na ich posesje itp, itd.
            I znowu jak do wołu. Znowu w całym problemie nie dostrzegasz dziecka.
            Dom rodziców exi - mam głęboko w d...pie. Mnie oni nie obchodzą. To równie
            dobrze mógł być blok popegerowski lub dziecko oddane do pogotowia rodzinnego.
            Ale widzę że Ty myślisz podobnie jak teście i exia: kategoriami - czyje
            terytorium? (ja to nazywam: kategorie zwierzęce).
            W takich ludziach jak wy - najwazniejszą osobą w domu jest własciciel i
            patrzenie przez jego pryzmat. Zamiast zroumieć że najwazniejszą (bo
            najwrażliwszą) osobą jest dziecko.
            >> A ty nie masz w d.pie prawomocnego orzeczenia sadu przetrzymujac dziecko?
            Wysokiemu Sądowi jasno powiedziałem - po pierwsze jestem ojcem i zobowiązuje
            mnie płacz dziecka i jego potrzeby które wyraźnie sygnalizuje, pokazując buntem
            do matki.
            A jakimi konkretnymi zachowaniami dziecka kierowała się exia???
            >> I nie ustalajac tego z exia?
            No teraz Ty juz kpisz sobie. Rozumiem że się udzielasz na "Przemocy" i tam
            dostajesz takie opinie exi.
            (Winszuję łatwowierności wszystkim Panim na "Przemocy".)
            Tylko że ja wiele razy i za każdym prosiłem o więcej czasu dla córki przy mnie,
            w jakimkolwiek miejscu. Tylko że do exi to było - jak grochem o ścianę. Mam Ci
            powiedzieć jakie najczęściej słowo gości w jej ustach? Czy sama się domyślisz?
            >> Wrzeszczac jej, ze corka zostanie u ciebie tak dlugo, jak ty chcesz?
            Słyszę te jej bajkę na każdym posiedzeniu sądu. Tylko że sąd w to nie uwierzył,
            bo jakoś oddalił jej wniosek o zawieszenie egzekucji.
            Rozumiem że to kolejny tekst exi przedłożony na "Przemocy"???
            (Winszuję łatwowierności wszystkim Panim na "Przemocy".)
            >> Wybacz kini, tym ostatnim zdaniem pokazales wlasnie swoje ego i
            >> hipokryzje. I nie piernicz teraz o tym, ze sedzia zasugerowal elastycznosc
            >> exi.
            A gdzie ja sugeruję takie słowa sędziego???
            (Czyżby znowu tekst zaczerpniety z "Przemocy"?)
            Ale sędzia napewno zagroził jej karą na ostatnim posiedzeniu i tym razem uzywał
            do niej sformułowania: dłużniczka.
            >> Prowomocny wyrok to prawomocny wyrok. Nie przestrzegales go. Zakonczylo sie
            >> polka z policja i straza pozarna. Po takiej akcji tez bym juz nie pozwolila
            >> ci na zabieranie dziecka.
            O widzę że znowu brak Pannie, tfu.. Pani spojrzenia na potrzeby dziecka.
            Zaczyna się też relatywizacja w postaci usprawiedliwiania odgradzania dziecka
            od rodzica.
            No nooo, ładne kfjatki tu mamy.
            • pesher Re: Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz... 01.03.06, 23:32
              Kini, tym razem szybko i bez Twoich cytatow.
              1. Na forum "przemoc" czy jak sie nazywa nigdy nie bylam. Skorzystalam z
              wyszukiwarki i wszystko, co tu pisze, ma podstawy w oparciu o twoje i twojej
              exi posty.
              2. Pisalam o swojej sytuacji, zeby pokazac, ze DOGADAC sie zawsze mozna, ale do
              tego trzeba dwoch stron. I zaufania obopolnego. A wbrew pozorom zaufanie to
              wazna rzecz, szczegolnie, jesli chodzi o dziecko.
              3.To, czego oczekiwales po zwiazku jest bez znaczenia. Zwiazku juz nie ma. Jest
              dziecko, to teraz powinien byc priorytet a nie zalowanie, ze sie weszlo w taki
              a nie inny uklad. Nie cofniesz czasu, trzeba bazowac na terazniejszosci, aby
              przyszlosc byla lepsza.
              4.I tak, uwazam, ze zawiodles zaufanie exi w kwestii dziecka. Bo mimo wszystko
              powinienes chociaz zadzwonic i powiedziec, ze corka placze i chcesz chwilke
              przedluzyc jej pobyt u ciebie. Jestescie ludzmi, macie zdolnosc komunikacji,
              nalezy to wykorzystac. A przynajmniej otworzyc drzwi policji.
              5. Tak, prawo wlasnosci uwazam za swiete i jedno z wspanialszych skladowych
              naszego systemu. Nie zgodze sie na wdzieranie sie na moj teren jakiemukolwiek
              intruzowi.

              Byc moze jestem przemocowcem, jak mnie zdiagnozowales.
              Byc moze jestem kfiatkiem, ktory jest za odgradzaniem dziecka od ojca.
              Byc moze jestem zla matka i kobieta.

              Ale...
              to ty masz problem z exia i uczestnictwem w zyciu corki. Ani ja, ani moj ex nie
              mamy takich problemow. Ba... nawet moi byli tesciowie nie maja problemow z
              kontaktami z wnuczka. I nie uwazam tego za jakis wielki wyczyn, jedynie za
              normalne poukladanie spraw.

              Czlowieku, nie widzisz, ze masz spaczony poglad na swiat? Obudz sie wreszcie.
              Pozbieraj sie. I zacznij dzialac racjonalnie. Bo jak na razie wszystko co
              robisz prowadzi do eskalacji konfliktu. Jak powtarzam ci po raz setny: sam
              sobie kreujesz terazniejszosc i przyszlosc. Zacznij cos robic w kierunku
              zalagodzenia konfliktu.

              Pisanie na forum na pewno ci nie pomaga.
              • kini_m Re: Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz... 02.03.06, 00:59
                (Skrócę się do jednego cytatu)
                Stawiałem na dogadywanie się w związku przez 5 lat w związku i 0,5 roku po jego
                zakończeniu.
                Dogadywanie się - w praktyce było to np:
                -Podkładanie się pod coraz to kolejne żądania exi.
                (Czasem uzasadnione a czasem nieuzasadnione, do których dzis wiem że nie miała
                prawa - jak choćby rezygnacja z własnego hobby, pracy w wolontariacie - bo
                ponoć gdy się ma dziecko to juz nie wypada. Po rozstaniu przyjmowanie wszelkich
                warunków, a właściwie stawianych ograniczeń, do kontaktu z córką. To były
                propozycje bez mozliwości wyboru.)
                -W tym częsta rezygnacja z prawa do krytyki (zwł. gdy widziałem że miała
                problemu z wysłowieniem jakiegokolwiek stanowiska).
                -Po rozstaniu wsadzanie dziecka na siłę w samochód i odwożenia do mamy nawet
                gdy tego nie chciało buntujące się dziecko. (Czy ty byłabys do tego zdolna?)

                Tak, tego związku już nie ma.
                Ale żeby omówić temat zaufania to trzeba cofnąć się do histori związku i po
                prostu przyjrzeć się czy ta druga strona w ogóle posiada taką zdolność jak:
                umiejętność zaufania. (Dlatego piszę nieco retrospektywnie.)
                Ale jednej rzeczy nie zmieniłem: dla córki będę rezgnował z wielu osobistych
                rzeczy i podporzodkowywał dla niej życie.
                Ale drugą rzecz zmieniłem: od momentu gdy nas odcięła 0,5roku po rozstaniu
                (pomimo że się przez ileś lat podkładałem) skończyłem już z naginaniem własnych
                życiowych zasad pod exię - bo koniec-końców to nic nie dało.

                >>4.I tak, uwazam, ze zawiodles zaufanie exi w kwestii dziecka. Bo mimo
                >>wszystko powinienes chociaz zadzwonic i powiedziec, ze corka placze i chcesz
                >>chwilke przedluzyc jej pobyt u ciebie. Jestescie ludzmi, macie zdolnosc
                >>komunikacji, nalezy to wykorzystac. A przynajmniej otworzyc drzwi policji.
                Sprawa jest prosta:
                Primo: Exia nie odbierała żadnych rozmów, ODMAWIA KAŻDEJ DYSKUSJI (za wyj.
                akceptacji jej żądań).
                Secundo: Exia dobrze wie że dziecko nie chce do niej wracać, bo córka sama
                wprost jej czasem mówiła że nie chce z nią wracać do drugiego domu
                (prawdopodobnie exia nie chcąc przyjąć tego faktu - dlatego odmawia dyskusji).
                Tertio: Oczywiście że poprosiłem w ludzki sposób żeby córka mogła zostać
                jeszcze jedną noc, a ja odprowadzę nazajutrz do przedszkola. Ale - NIE. Nie
                można i już. Choćby dziecko się zsikało i zwymiotowało z tęsknoty za ojcem nie
                chcąc go puścić (co raz juz się zdarzyło).
                Quartio: Oczywiście że otwieram drzwi policji. Czy ty mnie za durnia uważasz,
                który dopuściłby do tego aby na oczach dziecka używano siły? (Exia - owszem, do
                tego dążyła.)

                Dostrzegasz tylko to, że ja raz nie odwiozłem buntującego się dziecka do mamy
                (po długim czasie uległości na jej dyktat, 1 raz sprzeciwiłem się bezlitosnemu
                traktowaniu dziacka przez matkę).
                Ale nie dostrzegasz że wiele razy z krojącym się sercem wsadzałem na siłę to
                buntujące się dziecko w samochód i na siłę odwoziłem do mamy!!!
                Nie wiem czy to zrozumiesz - bo może nie widziałaś jeszcze takiej znieczulicy
                na potrzeby dziecka, jak bezuczuciowa może być co niektóra matka. Więc wolisz
                zwalać problem na czyjes ego.

                Możemy mówić o zaufaniu.
                Ale to nie ma najmniejszego sensu - jeśli ta druga strona nigdy nie była do
                tego zdolna, wychowała się jako kłębek nerwów (np. na samym starcie wyciągałem
                ją z jej rodzinnych depresji), jesli w dorosłym wieku jest nadal uzależniona
                emocjonalnie od rodziców którzy trzęsą domem. Dyskusja o zaufaniu - nie jest tu
                jeszcze właściwym poziomem do debatowania.

                Zazdroszczę Ci że masz w miarę normalnego partnera, który gada ludzkim
                językiem.
                Ja tak nie mam. Koniec. Kropka.
            • chalsia Re: Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz... 02.03.06, 00:30
              Pesher:

              >> Podpowiem ci, jak matka straci zaufanie do ojca dziecka w kwestii jego
              >> kontaktow z dzieckiem, to dlugo trzeba pracowac, zeby odbudowac te zaufanie.

              zgadzam się w pełni.

              Kini:
              >Podpowiem Ci - osoba która w ten sposób nie umie rozdzielić zasadniczych
              >spraw -
              >jest niezrównoważona emocjonalnie. Zaufanie jest kwestią zależną w pierwszej
              >kolejności od siebie, dopiero w drugiej kolejności od partnera.

              Buahahaha, zwłaszcza co do niezrównowazenia emocjonalnego.
              Ja tam akurat jestem wyjątkowo zróznoważona. Dziecko z olbrzymią alergią
              pokarmową na wiele rzeczy szło do ojca. Wychodziłam z założenia, że będzie
              trzymał dietę dziecka i nie dawał dziecku nic ponad to, co miało przeze mnie
              przygotowane, ewentualnie zadzwoni z pytaniem (zresztą nie raz prosiłam go o
              jedno i drugie). Czyli miałam bazowe zaufanie do eksa. I co? Ano dupa. Nie raz
              dawał dziecku to, czego dziecko jeść nie powinno. Efekt - wysypka albo kłopoty
              z brzuchem i ja łamiąca sobie głowę, co takiego dziecko uczuliło z tego co JA
              mu daję, bo szacowny tatuś na pytanie, czy dał coś zabronionego,
              odpowiadał "nie" albo "nie pamiętam". Czasami dowiadywałam się od dziecka co
              szkodliwego dostało.
              No więc stracił moje zaufanie.
              I dlatego (oprócz jeszcze innych powodów) jestem przeciwna rozszerzaniu
              kontaktów z ojcem.
              A co ojciec? Tak ja Ty - zamiast starać się odbudować to zaufanie, to idzie w
              zaparte. Sugerowałam mu by poszedł do alergologa prowadzącego leczenie dziecka,
              by się z obiektywnego, fachowego źródła dowiedział co i jak. Oczywiście skutek
              zerowy, bo nie jest zainteresowany.
              Chalsia
              • kini_m Re: Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz... 02.03.06, 01:13
                Chalsia, a weź Ty zrób sobie dobrze sama, co?
                Bo nijak się mam do Twego exa w opiece nad dzieckiem.
                Dopóki dziecko było wspólnie wychowywane - było okazem zdrowia (np. zimą ja
                łapałem grypę, exia łapała grypę - a córka miała zdrowie jak ryba).
                Ale dzisiaj exia woli wyśmiewać że hartowałem dziecko i chodziłem z córką na
                długie spacery.
                A akurat po rozstaniu zaczęła chrowac kilka razy do roku - i ewidentnie widac
                że wpływ mają problemy psychiczne (związane z odrywaniem od drugiego rodzica)
                osłabiają dziecko. Jak znasz własne dziecko - to umiesz rozpoznawać, bo jedyny
                okres podczas związku gdy dziecko chorowało - tez był związany z trudnościami
                psychicznymi (żłobek). I wtedy zdecydowaliśmy wycofać ją ze żłobka i ja
                zostałem z nią nadal w domu.
                Więc Chalsia, skończ pierniczyć o odbudowywaniu zaufania.
                Bo coraz wyraźniej widzę że u części kobiet pod pojęciem zaufania - jest często
                jakieś pomylenie pojęć.
                • chalsia Re: Wrrrrrrr... Kini, przesadzasz... 02.03.06, 10:59
                  Oj Kini coś tępawo dziś Ci mózgownica pracuje.
                  Podałam przykład ze swojego życia po to by zobrazować kwestię bazowego
                  zaufania, utraty tegoż i jak to wpływa (w tym przypadku) na matkę - czyli
                  dokładnie to samo (co bez przykładu napisała Pesher). Oraz tego jak postawa
                  eksa wpływa potem na stanowisko matki. Oczywiste jest, że nie porównuję Cię do
                  swojego eksa.
                  Chalsia
Pełna wersja