Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy.

15.03.06, 14:03
Exia wniosła o zmianę postanowienia sądu.
(Chce nadal ograniczenia córki i ojca do kilku godzin w miesiącu, a wniosek
złożyła zanim jeszcze wróciły akta z apelacyjnego sądu).

Złożyłem swoją odpowiedź - zawierając w stanowisku że także chcę zmiany
postanowienia. Liczyłem że rozważanie stanowiska exi i mojego zamknie się w
jednym postępowaniu.
A tu - Nie.
Sąd rozdzielił moje stanowisko jako osobną sprawę.
Szkoda, bo to strata czasu praktycznie - dla rozważenia jednego i tego samego
meritum - będą dwie sprawy, wieksza ilość posiedzeń, straconego czasu.
Czemu nie skorzystał z prawa do połączenia spraw? Czy chodzi tylko o
zapłacenie opłaty za mój wniosek o zmianę postanowienia i później znowu
połączy sprawy? Cholera to wie?
_________________
Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
nauczyć się kłamać.
    • evitaa5 Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 15.03.06, 14:40
      A dlaczego twoja ex chce ci ograniczyć twój czas na spotkania z dzieckiem? Nie
      rozumiem tego. Ja bym się cieszyła jeśli mój mąż wykazywałby takie
      zainteresowanie dziecku i chciał je widywać jak najczęściej. Dla dziecka to
      bardzo ważna rzecz w takiej sytuacji, żeby mieć kontakt - dobry kontakt - z
      obojgiem rodziców.
      • anetina Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 15.03.06, 14:44
        dobry kontakt - WŁAŚNIE
        • kini_m Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 15.03.06, 18:10
          Anetina, dla Ciebie nieufna Tomaszo, fragmenty z opini kuratora w uzasadnieniu
          sądowego postanowienia:
          "Ze sprawozdań kuratora z obecności przy kontaktach z ojca z córką
          wynika, "świetnie się bawiła z ojcem". Dziecko podczas zabawy było zadowolone i
          radosne. Podkreślenia wymaga również fakt, iż małoletnia córka za każdym razem
          oczekiwała niecierpliwie ojca, co świadczy o silnej więzi uczuciowej z ojcem."
          • sylwii32 Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 16.03.06, 08:27
            Witam
            Nie znamy sie ale zadajesz konkretne pytanie moze niezadowoli Ci moja odpowiedz
            Jednak sprawa jesdt nastepujaca

            Sprawy sie łaczy gdy obie strony wrazaja zgode na to
            Jesli nie bedziesz musiał sie ciagac na obie inaczej sykorzystaja to przeciw
            Tobie
            Nie daj sie wyprowadzic z równowagi
            Nie okazazuj zadnej irytacji czy złosci
            Badz uprzejmy wobec ex jesli potrafisz to zaowocuje
            Bo Ty bedziesz wiedział ze jestes czysty
            Moze sobie jej matka nie uzmysławia jeszcze tego,ale za kilka lat mała sie
            zbuntuje gdy bedzie wywierac taki nacisk na ograniczenia
            Wtedy sam sie przekonasz ze bedzie pukac do Ciebie
            Szkoda ze czasem obie strony tego nie rozumieja-sad(
            pozdrawiam

            sad to ciezka przeprawa w takiej sytuacji
            • evitaa5 Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 16.03.06, 08:34
              dokładnie, sylwii32, masz rację.
              moim zdaniem niedopuszczalne jest odgrywanie się na swoim ex za pomocą dziecka.
              dziecko to nie jest karta przetargowa i nie wolno tak przedmiotowo go
              traktować.
              to co jest między żoną i mężem nie powinno dotyczyć dziecka. nie układa wam
              się, rozchodźcie sie, proszę bardzo ale jeśli ojciec chce widywać swoje dziecko
              nikt nie powinien mu tego nigdy zabronić.
              dziwię się tej matce i jej rodzinie, robią krzywdę temu dziecku sad((((((((
              • la.loba Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 16.03.06, 09:02
                zgadzam sie z wami w 100%, sama sie rozwodzę, ale dla naszego dziecka wspolnie z
                exsiem staramy sie aby to na niej sie nie odbijalo, nie wyobrażam sobie
                sytuacji, gdzie mloda nie ma kontaktu z ojcem. Exsia osobiscie nie lubie, ale
                mloda go kocha i za nim teskni i dlatego chce aby sie z nim widywala. Obojetnie
                co by sie dzialo miedzy nami , on jest jej ojcem i tak zostanie, utrudnianie
                kontaktow to przede wszystkim krzywda dla dziecka
    • iva2 Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 16.03.06, 11:24
      kurcze, zawsze musza byc dwie prawdy??
      to powinno byc proste, nie skomplikowane, ja sama wyprowdaziłam się od męża
      pakując 2,5 letnie dziecko i cichaczem zwiałam. I nie trzeba chyba się
      tłumaczyc dlaczego to zrobiłam, nie trzeba byc Einstainem żeby domyslec się, że
      kobieta z małym dzieckiem nie wyprowadza się dla kaprysu!!!
      Moj maz widuje sie z synem 3,4 razy w miesiacu. On twierdzi ze to ja mu
      utradniam kontakt! O zgrozo! a ja gdyby to ode mnie zalezało chciałabym zeby
      widzieli sie codziennie! wydzwaniam do meza, sle maile, a On nic. tłumaczy sie
      ze taka ma pracę. a poza moimi plecami rozpowiada, ze to moja wina. Druga
      sprawa, moj maz twierdzi ze nie wie dlaczego ja sie wyprowadziłam, ze według
      niego mozemy byc prawdziwa Rodziną! znowu o zgrozo! a ja takiej Rodziny nie
      chce ani dla siebie ani tymbardziej dla syna!! kiedy rozmawiamy w cztery oczy
      wie, ze inaczej byc nie mogo, ale znajomym opowiada co innego!
      jakie to wszystko smutne...
      az mnie ciarki przechodza co bedzie sie dzialo na rozprawach (niedługo mnie
      czekaja).
      • kini_m Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 16.03.06, 17:03
        Iva, jasne że mogą być dwie prawdy.
        I nie mam potrzeby pod publikę robić z siebie świętego.
        Ale jeśli już powiem, że gdy byłem napastowany (np. wyrywano mi włosy z głowy,
        kopano leżącego, itp) to dla obrony użyłem siły żeby się najnormalniej bronić -
        to tutaj na forum zaraz zaczynają się wyzwiska od damskich bokserów. Więc w tak
        agresywnym klimacie tutejszego forum napewno nie będę w siebie rzucał
        kamieniami. (A exia dodatkowo wymyśla nieistniejące fakty: np że rzucałem
        garnkami - Jak ja się mam bronić przed zwykłymi kłamstwami, i tu, i w sądzie?)

        Ale z jednym się u Ciebie nie zgodzę:
        - ja twierdzę że w każdym związku była szansa jeśli się: chciało i próbowało
        coś zmienić. Chyba że nie chciałaś...
        Ja słyszałem oczekiwania exi (mniej i bardziej uzasadnione, co ona chce abym
        zmienił) i realizowałem to szybciej lub wolniej. Zmieniłem, poprawiałem i
        rezygnowałem z niejednej rzeczy dla niej.
        Ale ona "położyła laskę" na to co ja oczekiwałem jako od partnera i człowieka.
        Kompletnie nie panowała nad emocjami, a jedynie rozwijała ich negatywne
        uzewnętrznianie.
        Za utrudnianie kontaktów z dzieckiem (realne utrudnianie) ponosi
        odpowiedzialność konkretna strona. Dzisiaj, za chwilę idę, do dziecka - choć
        wiem że i tak pocałuję klamkę.
        A mój stosunek do exi to przede wszystkim : żal mi jej, żal że kryzys
        emocjonalny przerósł ją. (Nie jest zdolna do podjęcia rozmowy. Nie jest zdolna
        do usłyszenia tęsknoty naszego dziecka za ojcem. Nie jest zdolna do
        przeciwstawienia się swojej despotycznej matce. Nie jest zdolna do zrozumienia
        że dziecko które było wychowywane przez ojca, który został w domu dla opieki -
        potrzebuje większego kontakty niż raz na 2 tyg -tak pisze we wnioskach
        sądowych, lub raz na kwartał - tyle udaje się realnie.)
        A prywatnie to ja ze znajomymi za wiele nie rozgaduję, bo nie ma sensu obciążać
        niezainteresowanych ludzi swoimi problemami.

        Iva, boisz się co będzie na rozprawach - a co z próbą wspólnych ustaleń? Czemu
        w ogóle doszło do sądu? (uważam że normalni ludzie umieją się dogadać bez tego)

        > moj maz twierdzi ze nie wie dlaczego ja sie wyprowadziłam, ze według
        > niego mozemy byc prawdziwa Rodziną! znowu o zgrozo! a ja takiej Rodziny nie
        > chce ani dla siebie ani tymbardziej dla syna!!
        A jakiej chcesz rodziny (powiedziałaś mu, czy miał się sam domysleć)? Czy w
        ogóle masz wolę spróbować? Czy w ogóle coś wspólnie robiliście dla
        przezwyciężenia problemu?

        Ja mam wrażenie że zarówno kobietom jak i mężczyznom czasami po prostu się
        odechciewa powalczyć o rodzinę, wspólnie podjąć starania o naprawę sytuacji.
        Taki słomiany zapał w budowaniu rodziny, przezwyciężaniu problemów, najbardziej
        mnie zawsze przeraża, no i wyobrażenie że jeśli bywa burzliwie - to rodzina
        jest już nieudana.
        Mógłbym zbudować rodzinę z najtrudniejszą partnerką - byle by miała trwałą wolę
        i ją wspólnie przekuwaliśmy w dniu powszednim.
        -----------
        pozdrawiam
        • kini_m ....i znowu pocałowałem klamkę 16.03.06, 19:16
          I znowu pocałowałem klamkę u córki.
          ...tak jak wczoraj.
          Zdążyłem tylko od teścia usłyszeć coś o policji jeśli natychmiast nie odejdę.
          Następne odwiedziny w sobotę (zgodnie z prawopmocnym orzeczeniem).
          • sylwii32 Re: ....i znowu pocałowałem klamkę 16.03.06, 19:37
            A umiesz sobie wyobrazic sytuacje ze ktos moze walczyc w druga strone?

            Zastanawiam sie jak macie ustalone płacenie alimentów
            Wszak masz je dostarczyc a sad nie precyzuje jak tylko do kiedy
            Zatem w tak nie fer walce nie lepiej płacic osobiscie i chodzisz zobaczyc córke?

            Nigdy nie zrozumie takich kobiet-sad((
            To sa z kategorii tych co uczucia maja chyba w d...
            • kini_m Re: ....i znowu pocałowałem klamkę 16.03.06, 20:45
              sylwii32 napisała:
              > A umiesz sobie wyobrazic sytuacje ze ktos moze walczyc w druga strone?
              Wyobrazić sobie można wszystko. Ale każde wytłumaczenie osoby odgradzającej
              dziecko od jego rodzica kończy się i tak w jednym miejscu.

              > Zastanawiam sie jak macie ustalone płacenie alimentów
              > Wszak masz je dostarczyc a sad nie precyzuje jak tylko do kiedy
              > Zatem w tak nie fer walce nie lepiej płacic osobiscie i chodzisz zobaczyc
              > córke ?
              Alimenty mam przekazywać matce - i tyle.
              Gdy chciałem przekazywać do ręki - to usłyszałem z kilku metrów:
              "Wpłać na konto" (numer konta - to jedyne co mi dobrowolnie przekazała).
              Więc zostałem jedynie bankomatem.
              Ale może masz rację... przychodzić i osobiście dawać w tych godzinach kiedy
              zasądzone odwiedziny, i przynosić po 50zł (wynajęła adwokata za 3600zł więc
              grosza raczej jej i tak nie brakuje).
              Nie weźmie do ręki - to będą czekały pieniądze.
              Choć wiele to może nie dać, bo odbierze przez szparę w drzwiach i tyle zobaczę
              córkę.
              Nie wiem, nie wiem... jeśli sąd w kolejnej sprawie będzie nadal utrzymywał
              miejsce zamieszkania dziecka przy matce, to....
              • sar36 Re: ....i znowu pocałowałem klamkę 16.03.06, 20:48
                Nawet niech Ci do głowy nie przyjdzie wręczenie pieniędzy bez pokwitowania.
                Tzn. tych pieniędzy, które masz zasądzone, jako alimenty. Więcej możesz dawać
                jak chcesz. To tak, dla Twojego dobra - jeśli tego (nie daj Boże) nie wiesz.
              • sylwii32 Re: ....i znowu pocałowałem klamkę 16.03.06, 21:16
                To co?
                Co jesli bedzie tak dalej?

                Sam chyba widzisz ze sprawy sie nie posuwaja jakbys chciał
                Sorry nie mysle Cie dołowac ale chce bys stanał z faktami w oczy
                Jakos pachniesz mi załamaniem a tego Ci niewolno

                Prawda taka ze pieniazki musisz miec pokwitowane ale to to chyba
                wiesz,prawda-smile)?

                Własciwie wkraczasz na teren w którym wszystko musisz miec pokwitowane i
                najlepiej swiatków i mase zdjec
                Niewiem kto wymyslił takie prawo ale nie bierze sie w nim pod uwage tego jaki
                ojciec jest co moze dac tylko co matka mówi

                Ja mam odwrotne doswiadczenia i to ex nie mysli byc z dziecmi kazac im całowac
                sie w d..
                Moze włąsnie przez takich .... tacy jak Ty nie maja szans
                Jednak nadal uwazam ze ojcec jest niezbedny,czasem ktos moze zastapic w jakis
                sprawach ale zawsze bedzie sie darzyc do poznania tego własciwego

                Zastanawiam sei czy nie bredze,ale troche sie zdenerwowałam
                Jestem w toku wsadzania meza za kratki idzie powoli ale idzie
                Ktos powie ze robie bład,ale tylko ja wiem jak bardzo dzieci chca byc z nim.
                Tam chociaz beda mogły go odwiedzic,załosne prawda?
                Ale to decyzja dzieci

                Któregos dnia Twoja córka wystawi i rachunek Twojej matce.
                To tylko dorosli mysla ze nic nie rozumieja
                patrza i zapamietuja
                Wierz miz e przy ciezkich przezyciach dziecko mmoze zapamietac juz od 3 roku
                zycia
                Kiedys Twoja córka trafi do Ciebie i wszystko bedziesz musiał jej wyjasnic
                z opisu widac ze kazdy bedzie miał inne słowa
                Ale nastapi to napewno

                • kini_m Re: ....i znowu pocałowałem klamkę 16.03.06, 21:51
                  Pokwitowania... wiem, zbieram. Ale czy kurna na tym ma polegać rodzicielstwo?
                  Załamanie.... ałaaa, walić łbem w klawiaturę mi się chce. To trwa juz ponad 1,5
                  roku (a całkowite odgrodzenie od stycz`05) a ja się nie umiem jeszcze odnaleźć.
                  Córka rozumie niemal wszystko - już po samym rozejściu całkiem poważnie
                  zapytała: "Tata, a mama cię już nie lubi?" (i spytała to tylko dla
                  potwierdzenia jej spostrzeżeń, matce tak nie zapytała, miała wtedy 2,5lat).
                  A co ma myśleć, gdy macha do mnie przez okno, a teście automatycznie zaciągają
                  żaluzje?
                  Czasamo dochodzę do wniosku - że gdybym pozwolił zapomnieć córce o mnie, to
                  może byłoby jej łatwiej.
                  Niby się nie poddaję ale.... w tych warunkach wszystkie inne sprawy w życiu
                  ledwo co wyrabiam, albo i leżą. Nie bardzo umiem stawiać czoła na tylu frontach
                  problemów w życiu. To wykańcza.
                  ------
                  dziękuję za Wasze słowa
              • glonik Re: ....i znowu pocałowałem klamkę 17.03.06, 02:20
                kini_m napisał:
                > Gdy chciałem przekazywać do ręki - to usłyszałem z kilku metrów:
                > "Wpłać na konto" (numer konta - to jedyne co mi dobrowolnie przekazała).

                Żadne wpłacanie do ręki bez pokwitowania. Poczta - tak; ręka - ale z
                pokwitowaniem - bo pieniądze zostaną wzięte, tylko zabraknie potwierdzenia
                urzędowego i to może być kolejny powód, że się nie wywiązujesz.
                Kwitki, kwitki, kwitki...
        • evitaa5 Do Kinim_m 16.03.06, 22:44
          Kini_m, czasami tak po prostu jest. Kobiecie potrzebna jest miłość, przyjażń,
          zrozumienie itd itp. Ale jeśli w związku zaczyna się psuć, to powoli, powoli w
          kobiecie zaczyna coś pękać. I jeśli obie strony przegapią ten moment, na
          początku, kiedy jeszcze można coś zrobić - a nawet dużo zrobić, to potem jest
          już za późno. Za dużo się wydarzy, za dużo się powie. A to wszystko zabija
          miłość. Zabija oddanie. Zabija zaufanie. I w którymś momencie trzeba zadać
          sobie pytanie, czego ja pragnę od życia. A odpowiedź może byc różna. Bo jeśli
          jeszcze kochasz to zrobisz wszystko dla drugiej osoby i rodziny. Ale jeśli już
          nie, to nawet moim zdaniem, nie da się tu już za dużo zrobić. Bo kiedyś to i
          tak się skończy. Nie wyobrażam sobie żyć do końca życia w uczuciowej stagnacji,
          nawet dla dziecka. A tym bardziej dla dziecka, bo musimy pamiętać o tym, że ono
          uczy się od nas. I co mu pokażemy od dzieciństwa, ono to będzie powielać.
          Moim zdaniem , głowa do góry Kini_m. Ważne że masz czyste sumienie.
          A nowy związek - uważam że najpierw powinieneś przeboleć do końca ten. Pobyć
          sam. Przemyśleć sobie pewne rzeczy. Wyciszyć się, żeby później te złe emocje,
          które teraz tobą szarpią, nie zostały przeniesione na następny twój związek. Bo
          szkoda by było, prawda smile))))
          Pozdrawiam cię serdecznie
          • labomba666 Re: Do Kinim_m 17.03.06, 08:54
            > Kini_m, czasami tak po prostu jest. Kobiecie potrzebna jest miłość, przyjażń,
            > zrozumienie itd itp

            A przede wszystkim pieniądze.

            LaBomba
            • evitaa5 Re: Do Kinim_m 17.03.06, 10:05
              labomba666 napisał:

              > > Kini_m, czasami tak po prostu jest. Kobiecie potrzebna jest miłość, przyj
              > ażń,
              > > zrozumienie itd itp
              >
              > A przede wszystkim pieniądze.

              Przykro że masz takie doświadczenia, ale nie zawsze tak jest.
              >
              > LaBomba
        • iva2 Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 17.03.06, 07:33
          Dziekuje Ci smile za te pytania, które nie sa łatwe smileale ja niestety od dawna
          znam na nie odpowiedzi...

          Ale z jednym się u Ciebie nie zgodzę:
          > - ja twierdzę że w każdym związku była szansa jeśli się: chciało i próbowało
          > coś zmienić. Chyba że nie chciałaś...

          widzisz ja nie chciałam księcia z bajki, życia jako księżniczka. chciałam
          spokojnego, normalnego domu. a bijący mąz po głowie w trakcie kiedy karmie
          dziecko piersią to chyba troche odbiega od normy!!! (przykładów mozna mnozyć,
          ale nie o to tu chodzi!) moje małżeństwo trwało 7 lat, przez conajmniej 4
          ostatnie walczyłam o to małżeństwo, łącznie z wizytami u psychologa i wreszcie
          moja własna terapia. Kini ja Go kochałam, ale On mnie zniszczył, złamał moje
          poczucie wartości. kiedy się wyprowadziłam to dopiero uświadomiłam sobie co ja
          przezyłam. kidy na nowo uczyłam sie być sobą. Nie żałuje odejścia - ja sobie
          podarowałam nowe życie. Smutno mi tylko, bo to miał ten na resztę życia.
          Oczywiście to jest temat rzeka... i jeszcze jedno - ja nie oceniam, nie
          osądzam, twoja wypowiedź mnie zasmuciła poprostu. ale to moja wrodzona naiwność
          tu się odzywa.
          ps. a tak swoją droga nie wyobrażam sobie spotkac tu na forum męża.
          usłyszelibyście historię zranionego o "gołębim" sercu faceta i o bezdusznej
          krwiopijczyni - czyli mnie smile ale jednego jestem pewna! nie podjęłabym ani razu
          polemiki. z absurdami się nie dyskutuje!!
          szczerze współczuje.

          Iva, boisz się co będzie na rozprawach - a co z próbą wspólnych ustaleń? Czemu
          > w ogóle doszło do sądu? (uważam że normalni ludzie umieją się dogadać bez
          tego)

          owszem Kini - normalni tak! widzisz ja na sto różnych sposobów próbowałam się z
          nim dogadać!! zawsze uczciwie, grzecznie i to wszystko potem obracało sie
          przeciwko mnie. I tak np. mąz złożył pozew, poinformował mnie o
          tym, "dogadalismy się" że będzie bez orzekania, że o dziecko nie walczymy. za
          dwa m-ce ni z gruszki ni z pietruszki dostaje smsa: że mnie nienawidzi, że
          zastanawia sie czy nie iśc na prokuraturę (wyprowadzając się zabrałam pare
          rzeczy) że jeszcze mnie załatwi na amen.... że pożałuję,itd.
          od tamtej pory przestałam się z nim dogadywać. wink
          Pozdrawiam i wisz co Kini? mam wrażenie że trochę idealizujesz życie Rodziny...
          czasami naprawde lepiej jest się rozejść niż całkowice zniszczyć, wciągając
          jeszcze w destrukcje własne dzieci.
    • tommy_80 Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 16.03.06, 21:54
      "- ja twierdzę że w każdym związku była szansa jeśli się: chciało i próbowało
      coś zmienić. Chyba że nie chciałaś...
      Ja słyszałem oczekiwania exi (mniej i bardziej uzasadnione, co ona chce abym
      zmienił) i realizowałem to szybciej lub wolniej. Zmieniłem, poprawiałem i
      rezygnowałem z niejednej rzeczy dla niej...

      ...Ja mam wrażenie że zarówno kobietom jak i mężczyznom czasami po prostu się
      odechciewa powalczyć o rodzinę, wspólnie podjąć starania o naprawę sytuacji.
      Taki słomiany zapał w budowaniu rodziny, przezwyciężaniu problemów...
      ...Mógłbym zbudować rodzinę z najtrudniejszą partnerką - byle by miała trwałą
      wolę
      i ją wspólnie przekuwaliśmy w dniu powszednim."


      Sorry, Kini, ale naiwny jesteś jak cholera.
      Nie przeczę - piszesz ładnie o walce o rodzinę, o wspólnych staraniach i
      przezwyciężaniu problemów.

      Ale jak kobita przestanie Cię kochać, jak już Cię nie chce i szuka czegoś
      innego, to Twoje dobre chęci i wielkie słowa na nic się zdadzą. Będzie "spinać"
      atmosferę, bedzie piętrzyć swoje oczekiwania aż do granic absurdu, będzie
      sprytnie wpędzać Cię w poczucie winy. A Twoje starania potraktuje jako ataki na
      jej osobę i obróci w g.

      Kini, rozejrzyj się - ile na tym forum jest agresji.
      Czy te dziewczyny tutaj pytają czy da się ratować rodzinę, w jaki sposób
      porozmawiać z mężem ? Pytają o możliwe terapie, o psychologów, mediacje ?
      Nie. Rzadko. Niektóre może tak, niektórym jeszcze zależy, nie chcę ich urazić.
      Ale większość pyta tylko o świadków, o alimenty, o dowody, o to jak szybko i
      skutecznie dostać rozwód. Są w pełni zdecydowane.
      Nie widzisz tego ?

      Kobiety kochają mężczyzn pewnych siebie, przy których czują się bezpiecznie,
      przy których czują się niemal jak księżniczki. Jak kochają, to trwają i wybaczą
      wszystko. A od tych, których przestaną kochać - uciekają, odchodzą bez
      sentymentu. Nie zważają na ich uczucia, a dzieci zabierają ze sobą, jak swoją
      własność, walcząc bezwzględnie w przypadku oporu - czego masz u siebie
      najlepszy przykład.
      Bo u Twojego asiouka już widocznie nie ma "trwałej woli, którą wspólnie
      przekujecie w dzień powszedni"

      Ja też niemądry byłem - za dużo zastanawiałem się, co zrobiłem nie tak i gdzie
      popełniłem błąd. Za późno zrozumiałem dużo rzeczy. Jakbym kiedyś gachowi na
      dzień dobry obił ryja, a potem jej dał w dziób, to może by jej się coś
      przestawiło i by mnie szanowała. Może miałbym szanse. A ja głupi, chciałem z
      nimi rozmawiać. Myślałem, że intelektualnie sprawę rozwiążę. smile
      Ale te ostatnie parę lat mnie wyrobiło. Teraz ze mną można albo w tą albo w
      tamtą. Tak - dobrze, nie - Twoja sprawa i drugie dobrze. Za niczym nie biegam,
      o nic się nie proszę. I do głowy by mi teraz nie przyszło, żeby jeszcze całować
      czyjąś klamkę.
      • kini_m Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 16.03.06, 22:21
        Tommy, też czasem dostrzegam taki wniosek co Ty...
        Więc dlaczego nadal wyglądam na naiwnego?
        Bo jej miłość była jak karuzela, czyli nawet w tym ostatnim okresie czasami ona
        chciała jeszcze wspólnie. Dla mnie to wyglądało tak jakby tylko coraz częściej
        dochodziła do głosu w niej ta "ciemna strona". Dlatego mi jej żal, bo wiem że
        mimo wszystko w niektórych momentach ona też chciała. Ale w końcu do głosu
        doszło coś nad czym już nie zapanowała. I to coś ją wciągnęło.
        Żałuję że się nie udało, nie umiem się z tym do końca pogodzić, ale...
        wiem że życie toczy się dalej, i są inne wspaniałe osoby.
        Przecież ja też tęsknię za czyjąś bliskością, ciepłem, życzliwością... a exia
        wniosła we mnie tyle lęku w przyszłość co do kobiety, że teraz się boję
        kolejnego razu (tego wniosku o którym napisałeś).
        • sylwii32 Re: Kini.... 16.03.06, 22:48
          Myslisz ze tylko Ty masz takie doswiadczenia?....

          A jak ma sie czuc kobieta gdy facet nawet nie raczy widziec włąsnych dzieci
          Albo jak wytłumaczyc dziecku słowa "odwalcie sie raz na zawsze bo mam was w
          dupie"
          Pisze dosłownie jak to brzmiało
          Jestem po rozwodzie hmm kilka lat przestałam juz liczyc
          Był moim pierwszym facetem i pierwsza miłoscia
          Był dla mnie całym swiatem i powiedz mi co z tego mam poza dziecmi?

          mase doswiadczen typu
          jestem nie taka
          nie robie co trzeba
          i nie spełniam zachcianek

          Ale ja spełniałam własnie
          nawet kiedy prosiłam by był z synem w szpitalu,małym bezbronnym dzieckeim
          kupowałam mu co chciał w zamian za kazdy jeden piepszony dzien z małym.......
          Dziecko umierało a on sie targował
          Dziecko zyje ale czy mam mowic małemu co ma dzis 13 lat jaki jest?

          Zawsze był dla nich usmiechniety zadowolony i bezstresowy
          ja byłam ta co pilnowała,karała i oczekiwała
          Najmłodsza córka juz nie tak mała rozkleiła sie na szybie.Zdzierałam ja niemal
          zyletka bo obiecał ze bedzie tak czekała

          Ale cholender znudziło sie mi i wreszcie czas zrozumiec ze miałam to co
          chciałam bo czy mozna myslec inaczej?
          echh rozpisałam sie nadtto
          pozdrawiam
          • evitaa5 Re: Kini.... 17.03.06, 10:04
            Ja też mam podobnie złe doświadczenia, sylwii. A jeszcze dużo, bardzo dużo
            przede mną, zanim się z tego wyplączę. Ale nie chcę żeby to wszystko zniszczyło
            mi życie. Jestem jeszcze młoda, świat przede mną. To co było, chcę zostawić za
            sobą. Jeśli tego nie zrobię to chyba zwariuję. I myślę, że to się tyczy każdego
            z nas.
            Pozdrawiam
      • sylwii32 Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 16.03.06, 22:35
        Tu nie chodzi o to by całowac cudza klamke ale własciwa
        zreszta w normalnym zwiazku nie powinno chodzic o to

        Jestes rozzalony tym co sie stało w Twoim zwiazku i teraz masz sposób na zycie
        ze albo wszystko ktos akceptuje albo nie
        Ale skad pomysł ze nie mylisz sie?
        Skad mozesz wiedziec czy któras znas walczyła ile czasu i jak?
        Nie zgodze sie tez z tym ze kazda chce goscia z piescia czy innymi szorstkimi
        zachowaniami
        Kobiety potrzebuja pewnych facetów,na których mozna polegac i byc ich pewna ale
        nie musi byc adonisem czy herkulesem-sad(

        Nie wpadłes na to ze kobieta czujac brak zainteresowania sprowadzi nawet obcego
        do domu by sprawdzic jak sie zachowasz?
        Nie potrzebuje kobieta isc do łozka ale potrzebuje wiedziec ze facet chodz
        troszke jest zazdrosny bo znaczy ze widzi na codz\ien jak sie ubiera,usmiecha i
        uwaza na to co ona mówi.
        Wnioski sam wyciagnij jak Cie odczytała

        CO DO WALKI WALCZYSZ PUKI NADZIEJA JEST,KIEDY JEJ BRAKUJE KAZDY SIE PODDAJE.
        • kini_m Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 17.03.06, 18:34
          Zdaje mi się że wszyscy tu macie rację: i Sylwii, i Evitaa, i Tommy, i LaBomba.
          Wasze racje się nie wykluczają. Dotyczą tylko różnych indywidualnych sytuacji.
          Można napisać ładnie: kobiecie zależy na zapewnieniu poczucia bezpieczeństwa.
          Można napisać szorstko: zależy jej na kasie.
          Ostatnio na sali sądowej świadkowie-teście lubują się w wytykaniu mi okresu gdy
          byłem bez pracy (tzw: "nie zamierzałem utrzymywać rodziny"). A przecież wiadomo
          że zeznania przygotowują we współdziałaniu z exią.

          tommy_80 napisał:
          > Sorry, Kini, ale naiwny jesteś jak cholera.
          > Nie przeczę - piszesz ładnie o walce o rodzinę, o wspólnych staraniach i
          > przezwyciężaniu problemów.
          Widzisz Tommy, bo ja nadal wierzę w tę miłość, która wszystko znosi,
          wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma,
          cierpliwa jest, łaskawa jest, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego.
          ...Bo może to jednak nie była miłość. Może ona miała tylko potrzebę założenia
          SOBIE rodziny, potrzebę urodzenia dziecka. A czy to już miłość???

          sylwii32 napisała:
          > Nie wpadłes na to ze kobieta czujac brak zainteresowania sprowadzi nawet
          > obcego do domu by sprawdzic jak sie zachowasz?
          > Nie potrzebuje kobieta isc do łozka ale potrzebuje wiedziec ze facet chodz
          > troszke jest zazdrosny bo znaczy ze widzi na codz\ien jak sie ubiera,usmiecha
          > i uwaza na to co ona mówi.
          Tak tylko że... jeśli już kobieta dopuści się takiej metody, to zazwyczaj nie
          poprzestaje na jednym razie. Z prostego powodu - bo nie zmieni męża, a
          oczekiwań też nie odstąpi.
          Albo się bierze partnera z jego zestawem wad i zalet, zaakceptuje to, albo
          będzie chciała różnymi zmienić go pod siebie. A to nie jest możliwe w zdrowy
          sposób. (pomijam tu kwestie katowania)
          Ja dobrze rozumiem własną potrzebę dostrzegania, bo sam chciałem być zauważany -
          choć w inny sposób (np. żeby nasze wspólne plany były wpierw planowane ze mną,
          a nie z jej przyjaciółkami; bym w razie potrzeby mógł na nią liczyć a nie
          rywalizować z jej przyjaciółkami o miejsce w jej życiu; by już wspólnie
          zaplanowane zamierzenia na które czekałem niecierpliwie nie odwoływać ich bo...
          trzeba do teściowej).
          Ale to moja osobista potrzeba, i za jej nierealizowanie nie robiłem żadnych
          konsekwencji, żadnych podchodów, starałem się powstrzymywać z oczekiwaniami.
          Gdy raz przyjaciólki okazały się ważniejsze - to kolejny raz już nie próbowałem
          rywalizować. (Choć przy tych teściach już nie wytrzymałem i wróciłem
          przyspieszonym z wakacji od śledzących exię teściów.)
          Myślę też że dziewczyny zapominają, że zwracanie uwagi na ubiór, kwiaty, i inne
          dodatki do życia - to nie jest generalnie domena mężczyzn. To częsta wada u
          facetów, nie ma co ukrywać. Za siebie przyznam tyle że - częściej pamiętałem o
          kwiatach gdy zaczynało się robić źle, w lepszych okresach zapominałem.
          Co do ubioru... faceci najczęściej lubią kobietę taką jaką pan bóg stworzył (a
          zwłaszcza te fałdki, których nie rozumiem czemu panie się wstydzą - chyba że
          dlatego aby być na topie dla większej ilości obcych facetów).

          evitaa5 napisała:
          > Ale jeśli w związku zaczyna się psuć, to powoli, powoli w
          > kobiecie zaczyna coś pękać. I jeśli obie strony przegapią ten moment, na
          > początku, kiedy jeszcze można coś zrobić - a nawet dużo zrobić, to potem jest
          > już za późno.
          Evitaa, ale ja już to niebezpieczeństwo widziałem duuużo prędzej. Po 1,5 roku
          wspólnego powiedziałem na głos: "jeśli czegoś nie zrobimy to kiedyś wylądujemy
          w ...".
          To było na wiele czasu jeszcze przed kłótniami, przed złymi słowami. Zauważyłem
          tylko tendencję - że różnice w postrzeganiu świata, umiejętności zaufania,
          dotrzymywaniu słow - cały czas się niezgrywają. Że mimo rozmów, planów,
          dzielenia się życiem - ona cały czas jest gdzieś obok we własnym życiu, a nie
          we wspólnym. Że cały czas jest nieprzewidywalna, że nie mogę być jej pewnym w
          żadnej sytuacji.
          Dopiero potem, gdy poznałem problem osób z domów alkoholowych zrozumiełem że -
          chyba nie można stawiać partnerskich własnych oczekiwań, że może raczej być
          ojcem (którego jej brakowało) niż wymagać równej wspólnoty, rozumienia też
          mojej osoby.

          > Nie wyobrażam sobie żyć do końca życia w uczuciowej stagnacji,
          > nawet dla dziecka. A tym bardziej dla dziecka, bo musimy pamiętać o tym, że
          > ono uczy się od nas. I co mu pokażemy od dzieciństwa, ono to będzie powielać.
          Ja nie do końca tak myślę. Owszem - dziecko to człowieczek, którego
          kształtujemy swoją postawą. Ale rodzina tak do końca nie determinuje
          wychowania, człowiek łapie z czasem też wiele wzorców poza rodziną (na
          szczęście). Dziecko poszukuje cały czas dobra, nie daje sobie tak biernie
          wciskać złości rodzinnych. Też ma rozumek.
          Myślę że trzeba liczyć się z wpisaniem w życie jakieś ilości niemiłych sytuacji
          (także w życiu dziecka), bo nie uchronisz dziecka do końca przed złem świata.
          Poza tym moja exia kieruje się wyłącznie taką myślą. Na prośbę sądu o dogadanie
          się odpowiedziała: "Wysoki Sądzie, przecież chyba nie mam się zejść z powrotem
          z tym człowiekiem." - Takie myślenie też nieco leży u podstaw jej odcinania
          dziecka od rodzica (gdy dołączymy do tego wypaczone postrzeganie).
          A ja osobiście... zniósłbym dalej jej upokorzenia przy dziecku. Przecież
          dziecko nie zaczęło mówić do mnie: "chamie, huju" - mimo że wielokrotnie w
          ciągu dnia słyszało mnie tak nazywanego. Córka mówiła po prostu: "Mama, nie
          kłóć się" (2-latka - sic!).
          Tak, dla dziecka znosiłbym... bo wiem że u mojej córki bilans kłótni i
          upokarzających sytuacji w stosunku do jej potrzeby bliskości - wychodziłby za
          utrzymaniem rodziny. (Wiem że to niepopularna teza, i proszę bez
          uszczypliwości.)

          > A nowy związek - uważam że najpierw powinieneś przeboleć do końca ten. Pobyć
          > sam. Przemyśleć sobie pewne rzeczy. Wyciszyć się, żeby później te złe emocje,
          > które teraz tobą szarpią, nie zostały przeniesione na następny twój związek.
          > Bo szkoda by było, prawda smile))))
          Oj, boję się tego, boję bardzo.
          Najbardziej boję się kobiety, która nie rozumie swoich emocji. Bo myślę że
          jeśli ktoś nie zapanuje nad emocjami, to emocje zapanują nad nim.
          Boje się kobiety, która nie umie się odpępnić od swojej rodziny. Boję się że
          następnym razem będę patrzał już przez pryzmat doświadczeń, że będę sprawdzał
          każdą niepokojącą ewentualność. Że znowu będę się stresował o kolejny dzień. Że
          na odległość będę dopatrywał się możliwości kolejnego rozpadu. Że przeraża mnie
          kobieta która musi mieć swoje własne ścieżki, gdzieś kompletnie poza zasięgiem
          rodziny, że nigdy nie będzie można być jej pewnym, że... że... że...
          Nie wiem jak to wszystko rozwiać, i czy to w ogóle możliwe.

          ps: Sylwii, z tym więzieniem - to chyba całkiem sensowny pomysł. Zgadzam się z
          Tobą. (Może jeszcze tamtejsi współmieszkańcy, którym brakuje tam rodziny
          przemówią mu do rozumu.)
          • sylwii32 Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 18.03.06, 09:23
            Piszesz ze sie boisz
            Boisz sie dzis,jutro przejdzie
            Prawda jest taka ze po takich doswiadczeniach jeszcze bardziej pragnie sie byc
            z kims blisko i to pragnienie jest jeszcze mocniejsze.
            Ja jestem po rozwodzie juz kilka lat.
            Jak wcz\oraj liczyłam to w tym roku miałabym 15 rocznice slubu
            A znajomosci 18 ale nawet to ze znałam go długo nie uchroniło mnie przed tym ze
            sie nie udało
            Jedyna rada zaczynajac od nowa to zamknac oczy i powiedziec sobie ze to co juz
            było nie boli a zaczyna sie lepszy swiat i nowi znajomi

            Az do rozwodu walczyłam by jakos ułozyc,ale gdy powtórzył zagarania to juz
            nawet to ze straszył mnie ze sie zabije nic nie pomogły
            Co z tego ze kiedys błagał jak dzis zapomniał?
            Mnie nie zalezy na kontakcie z nim a i sadze ze sam kiedys dojdziesz do
            podobnych wiosków,jednak za zadne skarby nie wolno zapomniec o dziecku.
            Jemu potrzebna jest wiara ze je kochasz
            Jemu potrzebna jest wiara ze jest najwspanialsze,najmadrzejsze i ze cały swiat
            to ona.Ona nie bedzie tej nauki czerpac od dziadków czy matki
            Córce potrzebne jest to co mysli ojciec,na tym wzoruje pozniejsze kontakty z
            mezczyznami.
            Skad wiem?
            Ano wiem,jestem dzieckiem rozwodników slepej baby i głupiego faceta
            Tak dzis to jedynie moge okreslic
            Mozecie walczyc i sie przepychac.
            Matki niech robia to co robia przekonaja sei jak straca autorytet swoich dzieci

            U mnie sprawa z wiezienia wyszła po rozmowie z dziecmi
            Wobrazcie sobie ze to im zalezało zeby ojciec sie nie mogał
            Nie obrazam go i nie omstuje na niego
            Nie wymyslam jakis niestworzonych rzeczy a pozwalam miec im zdjecia ojca
            Tak ojca bo juz niemówia tato na niego ale Marek lub ojciecc
            Sa złe na niego
            Sa rozgoryczone bo zawsze były przekonane ze je kocha
            Mówie im to i staram sie zapewniac chociaz sama małow to wierze
            Ale przeciez nie moge powiedziec dziecku tego co mysle bo to nie on by je
            zranił tylko ja
            A wtedy zaczełyby traktowac mnie jako wroga,ta co przyczyniła sie do kleski
            Kiedys pojełyby ale wazne jest to co pojmuja dzis
            Niechce zeby dorastały z zalem w sercu

            Stad włąsnie moj pomysł na wiezienie i stad ze bede go scigac
            Dzis juz dzieci wiedza ze ja niemoge powiedziec nikomu ze nie mam jedzenia czy
            na prad bo to mnie zabiora dzieci nie jemu
            Zatem co mnie obchodzi jego wymówka ze on nie ma?
            Nic !!!!!!!!!!!!!!

            Co do pracy i jak było
            Wyobraz sobie ze moj rzucał prace po kazdym moim wyjezdzie z dzieckiem do
            szpitala
            W szpitalu tez sie nie pojawiał
            Nie pracował wiecej niz to robił,a jak chciałam zeby pracował to ja szukałam
            ogłoszen i zmuszałam go do rozmów
            Wszak za nic niechciałam sie przyznac ze trafiłam na goscia który tak naprawde
            lubi zyc wygodnie ale na czyjs koszt-sad(((

            Dzis ucze sie zyc normalnie juz zadko odwracam sei w tył a i dzieci rosna dobrze
            Sa usmiechiete i zadowolone.
            Nie płącze juz a i depresja juz daleko za mna i jedynie tylko na sekund kilka
            raz w roku pojawia sie mysl za co to wszystko

    • labomba666 Cokolwiek byśmy tu nie napisali, ... 17.03.06, 09:03
      ... to niezależnie od płci po świecie przechadza się sporo ścierwa. Ze ścierwem
      nie można się dogadać w żaden sposób, bo nie dotrzymuje umów i nie ma za grosz
      szacunku do innych osób, z własnym dzieckiem na czele. Na szczęście ze ścierwem
      można walczyć. Co też, jak z moich obserwacji wynika, czynisz.
      Nawet jeśli niewiele uda Ci się wyegzekwować, to przynajmniej będziesz miał
      czyste sumienie, oraz materiał, który przedstawisz dorosłej już córce.

      Trzymaj się i nie odpuszczaj. Powodzenia!

      LaBomba
    • agnieszka3613 Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 18.03.06, 11:46
      Nieczęsto zabieram głos w jakiejś dyskusji ale teraz czytam i czytam ....i
      wiecie co?? To wszystko jest naprawdę przerażające. Jak mozna robić dziecku
      taki mętlik w głowie? Nasuwa mi się jednak przy tym jedna myśl, niezbyt miła
      dla mnie, bo nie świadcząca zbyt dobrze o mnie ale teraz /oby nie za późno/już
      zdaję sobie z tego sprawę. Do rozstania trzeba po prostu dorosnąć, do mądrego
      rozstania. Z mężem rozstałam się 6 lat temu. I cóż, na początku byłam taka
      wściekła na niego, za zmarnowane lata, za fizyczne i psychiczne znęcanie się i
      to nie tylko nade mną, że najchętniej razem z dziećmi zaszyłabym się w jakiejś
      dziurze, aby już nigdy nas nie odnalazł i nie skrzywdził. Chciałam odebrać ojca
      dzieciom - taka jest prawda. Ale kogo tym chciałam ukarać? Jego? Może tak
      myślałam ale to zadziałałoby kiedyś w drugą stronę. Potem, po pewnym czasie,
      przyszło opamiętanie. I myśl, że niezależnie od tego, jaki facet jest, to
      zawsze będzie ojciec dzieci. One tak szybko zapominają wszystkie złe rzeczy,
      albo nie chcą o nich pamiętać. Teraz rozpada się mój drugi związek i.....nie
      powtórzę wiecej tych samych błędów. Nie możemy być razem ale chcemy być
      przyjaciółmi /to chyba za mocne słowo mimo wszystko/ dla siebie i dla naszej
      wspólnej córki. Nam nie wyszło, trudno, ale to nie znaczy, że dziecko nie
      będzie miało ojca czy matki. Na razie nam się udaje i oby tak dalej. Wiem, że
      już nie ułożę sobie po raz trzeci życia, jestem i będę teraz dla dzieci.
      Agnieszka
    • bea53 Re: Kurde, sąd mi rozdzielił sprawy. 18.03.06, 12:30
      Krótko:
      Wiele kobiet na tym forum by chcialo, zeby facet tak walczyl o widzenia z
      dzieckiem. Nie wyobrazam sobie zeby moj eks tak sie wysilal i zeby jeszcze
      pisal na forum dla matek.
      Ja tez uwazam ze jakikolwiek by nie byl eks (wyjatkiem sytuacji ekstemalnych
      typu znecanie sie nad dzieckiem itd)mna prawo do widzen z dzieckiem
      i dziecko ma prawo do poznania ojca i widywania go.
      Walka o to zeby dziecko sie widywalo z ojcem raz na kwartal uwazam ze zle
      swiadczy o matce i raczej chce ona ukarac Cie Kini za cos niz robi to dla dobra
      dziecka...
      • kini_m kolejne odwiedziny... zza płotu 18.03.06, 14:28
        sylwii32 napisała:
        > Piszesz ze sie boisz
        > Boisz sie dzis,jutro przejdzie
        Wiesz... boję się tych rzeczy, w których dostrzegałbym niepokojące podobieństwa
        do byłej partnerki, a które są niepokojącym -wg mnie- sygnałem.
        Boję się - gdy zobaczę, że ta druga osoba jest uzależniona emocjonalnie od
        rodziców, tzn. nie umie się im krytycznie przeciwstawić (choć nawet sama ma o
        nich krytyczne zdanie).
        Boję się gdy druga osoba nie rozumie swojej burzy emocji (dojrzała osoba chyba
        powinna rozumieć co się z nią dzieje?).
        To nie tyle lęk przed nieznanym, raczej obawa na widok konkretnych okoliczności.
        I nie wiem co z tym zrobić?
        Czy to mają być jakieś wnioski z przeszłości?
        Czy starać się to zlekceważyć i znowu oddać bez granic drugiej osobie?

        Agnieszko, bardzo się cieszę że zabrałaś głos.
        Doceniam Twoje słowa. Bardzo są potrzebne takie głosy jak Twój.
        Bae, Tobie też dziękuję za kilka słów.
        ______________
        A dzisiaj już po kolejnych odwiedzinach (wg prawomocnego orzeczenia sądu).
        Tym razem teściowa (poprzednio teść) krzyczała na odległość:
        "Dziecko chore, a jak stąd nie odejdziesz to dzwonię po policję."
        Ta choroba dziecka jest oczywiście notoryczna i ostatni jej wariant trwa już od
        grudnia. Dziwne tylko że póki córka była przy mnie wychowywana przez 2,5roku to
        była zdrowa jak ryba.
        Następne odwiedziny w środę. Może już nie będę zanudzał taką samą relacją,
        toćka w toćkę za każdym razem.
        • trisha5 Re: kolejne odwiedziny... zza płotu 18.03.06, 20:30
          Kini_m współczucia, bardzo ci współczuję.
          • kini_m może coś drgnęło ? 29.03.06, 17:23
            Jest postanowienie sądu o nowym wywiadzie kuratora. Wreszcie sąd nie spycha
            badania sprawy na RODK, a sam się tym zajmuje korzystając z miejscowego
            kuratora. (Kurator, zresztą bardzo miła kobieta i sama zaniepokojona że matka
            utrudnia kontakty i nierealzuje prawomocnego postanowienia. Poprzednią opinię
            bardzo pozytywnie mi napisała.)
            Dwa spotkania przy kuratorze - drugie bez obecności matki.
            Powolutku, powolutku do przodu.
            • iva2 Re: może coś drgnęło ? 29.03.06, 20:40
              oby nie zapeszyc, ale gratuluje, zawsze to jakies swiatelko w tunelu.
            • labomba666 [...] 29.03.06, 20:46
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • iva2 Re: może coś drgnęło ? 29.03.06, 21:13
                moze i kolega ma racje, choc z drugiej strony to Matka Jego dziecka, chociazby za samo to nalezy Jej sie jako taki szacunek... tak tylko pomyslalam.
                dziwnie to zabrzmialo...
                • labomba666 Re: może coś drgnęło ? 29.03.06, 21:29
                  Iva, obawiam się, że źle pomyślałaś. Podstawowym błędem jest to, że oceniasz
                  ludzi własną miarką. Niestety, są również patologie, o których zapewne niewiele
                  słyszałaś. To tzw. "właścicielki dzieci", których nie sposób nazwać matkami.
                  Wykorzystują własne dzieci jako karty przetargowe w rozgrwkach z byłymi
                  partnerami, zazwyczaj w sprawach finansowych. Nierzadko kierując się
                  sadystycznymi emocjami i skłonnościami.
                  • iva2 Re: może coś drgnęło ? 29.03.06, 22:04
                    wiele goryczy w tym co napisałes, zapewne masz racje. i rowniez masz racje ze niewiele wiem o patologii.
                    niemniej Ta kobieta byla i bedzie czescia zycia Kiniego. ja osobiscie nie wyobrazam sobie kontaktu dziecka z ktorymkolwiek Rodzicem ktory o drugm czlowieku mowi szmata.
                    dlaczego uwazasz, ze ocenianie ludzi wlasna miara to podstatwowy blad? myslisz ze lzej by nam sie zylo gdybysmy na wszystkcih patrzyli z nutka niedowiary!?

                    obraz "wlasicielki matki" jest potworny, ale czy kobieta walczaca o kase jak to ujales = szmata = zla matka???
                    • labomba666 Re: może coś drgnęło ? 30.03.06, 07:58
                      > dlaczego uwazasz, ze ocenianie ludzi wlasna miara to podstatwowy blad? myslisz
                      > ze lzej by nam sie zylo gdybysmy na wszystkcih patrzyli z nutka niedowiary!?

                      Nie "niedowiary", lecz "rezerwy". Nie wszyscy ludzie są idealni. To, że np. Ty
                      nie kradniesz, nie kradną Twoi rodzice, ciocia Helenka i Bóg jeden wie, kto
                      jeszcze z Twojej rodziny nie karadnie, to nie znaczy, że to zjawisko nie
                      istnieje. Wystarczy poczytać statystyki. Dlatego ocena ludzi przez pryzmat
                      swoich niewielkich doświadczeń (w tym przypadku, to komplement pod Twoim
                      adresem) jest nie na miejscu.

                      LaBomba
                      • kini_m .... i z powrotem połączył 06.04.06, 18:03
                        ...postanawia:
                        na mocy art. 219 kpc połączyć do wspólnego rozpoznania i rozstrzygnięcia sprawę
                        III RNsM 80/06 ze sprawą III RNsM 346/05 i prowadzić pod numerem III RNsM
                        346/05.

                        Uff... więc nie będzie biegania po dwóch sprawach w tej samej materi.
                        • sylwii32 Re: .... i z powrotem połączył 06.04.06, 19:06
                          A kiedy sie o tym dowiedziałes?
                          Inna sprawa ze to troche dziwne to łaczenie i rozdzielanie
                          To cos takiego jak pisanie ostatnio mojej córce wiersza do szkoły

                          O 6 RANO NA WYBRANY TEMAT W CIAGU 10 MINUT!!

                          ale wracajac do sprawy to sadze ze lepiej
                          • kini_m Re: .... i z powrotem połączył 06.04.06, 22:22
                            Dziś przyszło, to świeża informacja.
                            Mogę się tylko domyslać że:
                            - jeśli odpowiadam zgadzam się lub nie zgadzam na wniosek exi - to jest to
                            zwykła odpowiedź,
                            - jeśli odpowiadam że w całkiem inny spsosób widzę zmianę orzeczenia - to
                            wymaga to takich formalnych zabiegów.
                            No ale to taki własny wniosek.
                            W każdym razie dobrze, bo zeznania świadków exi w ich naistotniejszej części
                            dotyczącej córki są całkiem, całkiem po mojej myśli.
                            • sylwii32 Re: .... i z powrotem połączył 06.04.06, 22:55
                              jesli po mysli to dobrze
                              Powinnes miec z dzieckiem normalny kontakt\
              • natasza39 Re: może coś drgnęło ? 29.03.06, 22:40
                labomba666 napisał:

                > Kini, miejsce szmaty jest na podłodze. Cieszę się, że ją tam zamierzasz
                > umieścić. Trzymam kciuki. Powodzenia!
                >
                > LaBomba

                Może i kini jest wkurzajacy, upierdliwy i pisze przydługaśne
                pseudopsychologiczne posty, ale NIGDY nie nazwał swojej ex szmatą ani zdzirą.
                Nie zauważyłam również, żeby KIEDYKOLWIEK napisał, że chce swoja ex sprowadzic
                do poziomu podłogi.
Pełna wersja