redtower
21.03.06, 19:53
Nie sądziłam, że to tak szybko nastapi, ale faktycznie dizś miałam orzeczenie
i proszę wyrokiem Sądu (jeszcze nie prawomocnym) jestem rozwódką... ale to
dziewnie brzmi...
W każdym razie chciałąm wszystkim Samodielnym, które są w trakcie zwrócić
uwagę na następujące rzeczy... które miały miejsce u mnie na rozprawie.
Po pierwsze.. ku mojemu zdziwieniu po pierwszą i drugą rozprawę prowadzili
inni Sędziowie (tak, tak trafiłam na mężczyzn)... Na piwerwszej rozprawie
Sędzia skupiał się na wydatkach, na tym jak dziecko się rozwija, czy jest
chorowite czy nie. Na drugiej rozprawie Sędzia właściwie nie pozwolił mówić
ani mi ani Eksowi. Zadawał tylko jakieś zdziwne pytania, mało wnoszace do
sprawy i rządał odpowiedzi TAK lub NIE. Dla mnei było to szokiem po tym jak
na pierwszej rozprawie można było nawijać do woli...

Po drugie... to że Sędzia jest facetem wcale nie oznacza, że nie będzie
zdania, że miejsce dziecka nie jest przy mamie... U mnie wręcz wyszło na to,
że Sądzia nie rozumiał po co Eks chce się widywać z dzieckiem... że dziecko
jest za małe itp itd. dodam, że synek ma 2 lata i 4 miesiące!!
Padło nawet takie zdanie z ust Sądziego, że tata powinien odwiedzać dziecko w
jego rocznice..czyli jak ma urodziny... imieniny, na Gwiazdkę... nie wiem jak
Sędzia mógł coś takiego powiedziać przecież kontakt taty nie mozę być tak
rzadki, bo dziecko nie będzie go pamiętało nawet!
Kolejna sprawa to, to że zdaniem mojego Sądu, bez względu na to kto się
zajmuje dzieckiem, koszty utrzymania dzielone są po 50%... Trochę to moim
zdaniem niesprawiedliwe biorąc pod uwagę to, że Eks prawie wcale ostatnio
dziecku czasu nie poświęca... ale cóż...

W każdym razie u mnie wyszło tak jak chciałam, dostałam alimenty prawie w
takiej wyskokości jakiej oczekiwałam... moim zdaniem opłaca się w pozwie
sporo zawyżyć kwoty, wtedy jest szansa na otrzymanie takich jakich się
oczekuje
Oczywiście Eks to, że nie otrzymałam alimentów w takiej kwocie jaką wpisałam
w pozwie uznał za swój wielki triumf

))) I dobrze... dzięki temu wszyscy są
szczęśliwi
I to chyba na tyle...
Pozdrawiam,
Towerek