Do dziewczyn-które były z m. u psychologa...

28.03.06, 09:23
Dziewczyny...ja wczoraj poszłąm z nim do psych. do Centrum Pomocy Rodzinie...
Pani psycholog powiedziała ,ze tu jest z a duży problem i bedzie z nami
rozmawiać oddzielnie...i zabrała m. do innego pokoju...rozmawiała z nim ponad
godz.....wróciła do mnie i zapytałą ,czy ja napewno chcę ratowac ten
związek...mine i ton głosu miała taki... uncertain powiedziaął mi ,ze wyglada na
to ,że ja wiąrząc sie z nim- "na złość rodzicom odmroziłąm sobie uszy..."
( uciekłąm z domu ,zeby z nim być...)


Moje pytanie---czy któraś z Was , która próbowałą w ten sposób ratowąc
związek- miałą taką sytuację, że psycholog nie rozmawiał na początku z Wami
wspólnie????


Ja chyba nie wytrzymam tego wszytskiego- do przyszłego tyg. ( wtedy umóiła
się pani pscholog na rozmowę ze mną tylko) ale zapytaął do czego ma się
przygotować- czy ja naprawdę znim chcę być... sad

Prosze - odpiszcie słówko....
    • k_i_k_a Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 28.03.06, 12:50
      to normalna praktyka. Zwyczajnie - ludzie muszą się otworzyć i powiedzieć co
      się z nimi dzieje, a rozmowa wspólna temu nie sprzyja. Emocje dominują.

      Sądzę, że kobieta ma rację. Przemyśl sobie. Nawet więcej - zrób sobie listę
      korzyści i strat. Takie racjonalne podejście może Ci pomóc zdystansować się do
      problemu.
      pozdrawiam
      kika
      • m.nikla Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 28.03.06, 13:44
        ba...
        Gdybym zrobiła taką listę -to po stronie "ZA" miałabym tylko dziecko i to jak
        było miedzy nami na samym początku...
        A lista "przeciw" była by bardzo bardzo długa...
        Ale ja nie chcę po prostu miec sobie do zarzucenia w przyszłości...że nie
        zrobiłam wszystkiego aby ratowac rodzinę mojego synka...po to ten
        psycholog...to moje ostatnie- szrpnięcie się przed koncem sił...do walki...
        • k_i_k_a Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 28.03.06, 16:03
          przepraszam, nie chcę by zabrzmiało to brutalnie, ale... czy w takim razie
          chcesz "ratować rodzinę za wszelką cenę"? Kosztem własnego spokoju, radości
          życia, ciągłych stresów i frustracji i poczucia, że żyjesz z kimś, kogo nie
          kochasz i z kim nie będziesz szczęśliwa? Nie wiem jak wygląda Twoja sytuacja,
          więc to tylko przypuszczenia, może nietrafne. Ale znam takie przypadki i zawsze
          się dziwię - co jest w stanie zaoferować dziecku matka, która wyrzekła się
          swpojego szczęścia? Model życia w rodzinie bez miłości? ... Że dorośli są ze
          sobą "bo tak trzeba, tak należy"?...
          Myślę, że to nie jest najlepsza perspektywa i przekaz dla dziecka, wizja świata
          w którym ludzie muszą być uwiązani w dziwne, niechciane układy i nie nają prawa
          do szczęścia...
          ale to moje zdanie smile
          chwała Ci za to, że próbujesz. Tej psycholog pewnie chodziło o refleksję: czy
          warto... Ale odpowiedź jest w Tobie, zaufaj sobie.
          • kini_m Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 28.03.06, 20:16
            Nikla, a czego Ty właściwie chcesz?
            (Pomijając to że w dyskusjach ze mną pałałaś awersją - może czas w końcu
            odłożyć tę awersję na bok?
            A piszę o Twojej dotychczasowej dyskusji ze mną - bo ja nieraz sam pisałem, że
            jesli chce się ratować rodzinę - to się nie idzie do psychologa, ale do
            terapeuty. Czy chcesz skorzystać z doświadczenia, kogoś kto to wypróbował - to
            już Twój wybór. Niemniej po krótce przypomnęsmile

            Po pierwsze:
            Czy chcesz ratować naprawdę rodzinę?
            Czy tylko nie mieć sobie nic do zarzucenia?
            Jesli to pierwsze - to szukasz terapuety, a nawet jeśli nawet oboje nie
            czujecie od niego wystarczającego wsparcia, to nie wahacie się go zmienić (w
            razie potrzeby nawet nieraz).
            Jesli to drugie - to idziesz do byle psychologa (np. w takim centrum jakie
            napisałaś) i po prostu oddajesz w jego ręce, to co ma być lub co ma nie być.

            Po drugie:
            Jeśli terapeuta/psycholog w jakikolwiek sposób próbuje
            utwierdzać/weryfikować/sprawdzać Twoje decyzje - to od razu uciekać od
            takiego "specjalisty" i szukać innego. Bo taki "specjalista" jedynie przekłada
            na Was swoje własne spojrzenie na Wasz związek - a to jest niedopuszczalne dla
            rzetelnego fachowca.
            Prawdziwie pomocny terapeuta będzie pomagał w TWOICH (WASZYCH) DECYZJACH, a nie
            próbował je weryfikować. Będzie raczej starał się z Waszych decyzji wyciągnąć
            to co najlepsze i pomóc Wam to zrealizować.

            Jeśli wrócisz/wrócicie do tej osoby, to nie mam wątpliwości że napewno nie ma
            szans na uratowanie rodziny. (Chyba że zależy Ci jedynie na utwierdzeniu się w
            tym przekonaniu, to proszę bardzo.)
            Więc jeśli chcesz tylko pozytywnie potwierdzić rozbicie rodziny, to droga do
            tego prosta, nawet nie musisz pytac na forum.
            Ale jeśli chcesz naprawdę coś uratować, to możemy pomysleć. Z chęcią pomogę
            udzilając swojego doświadczenia dokładnie w takim temacie - który przeszłem
            toco Ty teraz próbujesz. Do usług.
            ----------
            pozdrwaiam
            • kini_m Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 28.03.06, 20:45
              a, Nikla mogę Ci z góry powiedzieć co powie Tobie ta psycholog na osobistym
              spotkaniu. Zapewne zada Ci kilka pytań:
              - Czy zdaje sobie pani sprawę na co się decyduje?
              - Czy jest pani tego pewna?
              - Czy zdaje sobie pani sprawę co jest lepsze dla dziecka?
              - Czy uważa pani że długo jest w stanie wytrzymać w tym związku?
              - Na czym pani tak naprawdę zależy? Czy zdaje pani sobie sprawę ze swego
              uzależnienia?
              Nikla, sądzę że dość wyraźnie dałaśznać na ile "życzliwa" jest ta psycholog.
              Oczywiście wszystko będzie utrzymane TYLKO w tonie pytań, ale dość
              jednoznacznych.
              Możemy wrócić do tematu po Twojej następnej wizycie (zobaczymy o ile się
              pomyliłem?)
              Możesz też jednak spróbować poszkać sensowniejszego terapeuty.
              (Jak ja "lubię" takich "specjalistów" którzy swą misję widzą w nawracaniu
              innych na "jedyną słuszną" drogę.
              Mogę mieć złudzenia co do Twego M, ale jednak nie mam złudzeń co do tej
              psycholog.)
              • m.nikla Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 28.03.06, 22:40
                Kini...dobra...napiszę po rozmowie...
              • kini_m Obym się pomylił, obym... (b/txt) 28.03.06, 23:04
                • mrs_ka Re: Obym się pomylił, obym... (b/txt) 29.03.06, 02:56
                  Boziu...


                  a.

                  ps. Kini, Twoje rozróżnienie jest naprawdę wysoce subiektywne, szczególnie na
                  terapeutę i psychologa... Wszystko zalezy od metody pracy, w tym szkoły
                  psychologicznej, są psychologowie, którzy nie będą "pomagali w realizacji
                  decyzji", bo się tym w ogóle nie zajmują, choć zajmują się terapia rodzin i
                  małżeństw i są prawdziwymi fachowcami w tej dziedzinie, ach żal pisac, naprawdę
                  żal pisać. Nie spotkałam jeszcze psychoanalityka, który chciałby komukolwiek
                  pomagać w realizacji decyzji; tak samo nie spotkałam behawiorysty, którego
                  interesowałoby cudze dzieciństwo. Tak że Wiesz, co chcę napisać? Tak, zgadłeś:
                  poczytaj trochę zanim się wypowiesz ex cathedra.
                  NIe neguję Twoich przezyć, choć znam je już na pamięć, ale naprawdę nie Jesteś
                  autorytetem, który mógłby ocenić, do jakiego psychologa trafiła autorka, jak i
                  jaka metoda terapii będzie najskuteczniejsza w przypadku Jej małżeństwa. Nie
                  mówiąc już o tym, że psychologia rodzin i małżeństw to coś więcej niż "test
                  formułkowy by Kini_M".
                  Też się sobie dziwię, że w ogóle odpowiadam.
                  • kini_m Re: Obym się pomylił, obym... (b/txt) 29.03.06, 11:23
                    >> Wszystko zalezy od metody pracy, w tym szkoły
                    >> psychologicznej, są psychologowie, którzy nie będą "pomagali w realizacji
                    >> decyzji", bo się tym w ogóle nie zajmują, choć zajmują się terapia rodzin i
                    >> małżeństw i są prawdziwymi fachowcami w tej dziedzinie,
                    Rosa, nie czepiam się metody pracy, ale o to że ten "fachowiec" zaczął udzielać
                    swojej własnej opinii o związku. Choćby robił to tylko w formie pytań, ale
                    jednak z wyraźną sugestią i Nikla to jasno napisała.
                    >> wróciła do mnie i zapytałą ,czy ja napewno chcę ratowac ten
                    >> związek...mine i ton głosu miała taki... uncertain powiedziaął mi ,ze wyglada na
                    >> to ,że ja wiąrząc sie z nim- "na złość rodzicom odmroziłąm sobie uszy..."
                    A dobrze chyba wiemy, nawet nie będąc specjalistami, że takie udzielanie
                    włsanej opini nie jest prawidłowe. W zauważeniu takich podstawowych defektów
                    pracy psychologicznej nie trzeba być specjalistą.
                    Moja obawa po części wynika tylko wynika z własnego doswiadczenia (szukanie
                    pomocy także w PCPR) a nawet exia po tym stwierdziła że to była strata czasu.
                    Choćby dlatego że do PCPR weszliśmy jeszcze trzymając się za ręce, a wyszliśmy
                    idąc metr od siebie. No... chyba że burzenie tego co jeszcze zostało też
                    nazwiesz jakąś pomocą.
                    Ale po drugie, dobrze powinnaś orientować się Rosa, że w PCPR nie znajdziesz
                    terapeuty rodzinnego. Tam przebywaja nawiedzone psycholożki innej maści, które
                    chcąc uchodzić za terapetów mogą zaszkodzić tak jak nam "pomocą" dobić resztki
                    tego co jeszcze byo dobre. Po prostu niektórzy próbują brać na siebie rolę do
                    której nie mają umiejetności, nie zdając sobie sprawy ze szkód jakie mogą
                    uczynić.
                    (Ja pisząc to co piszę - nie uzurpuję sobie roli fachowca a przejrzyście dzielę
                    się JEDYNIE doswiadczeniem.)
            • alicja_wk Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 29.03.06, 08:54
              Z powyższego tekstu zrozumiałam, że poddałeś się terapii w celu ratowania
              związku... Czy mogę zapytać z jakim efektem końcowym?
              • kini_m Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 29.03.06, 11:31
                alicja_wk napisała:
                > Z powyższego tekstu zrozumiałam, że poddałeś się terapii w celu ratowania
                > związku... Czy mogę zapytać z jakim efektem końcowym?

                Niestety - nie trafiliśmy na terapię.
                Bo po prostu w tamtym czasie nie wiedzieliśmy o czymś takim.
                Trafiliśmy do jednego psychologa (w takim ośrodku jak Nikla), do drugiego
                którego myślałem że ma dobry autorytet. Ale w obu przypadkach nie mieli
                praktycznie żadnego warsztatu umiejetnego pomagania, prowadzenia terapii.
                A próbowaliśmy oboje ratować. Ona była -i jest nadal- kłębkiem nerwów. Ja tak
                jak umiałem próbowałem podtrzymać te resztki, które jeszcze były.
                Dziś twierdzę że szanse nadal były, gdybysmy nie tracili kolejnych prób
                na "ambitnych" psychologów, ale po prostu na terapię rodzinną. Dlatego zawszę
                zachęcę do szukania właściwej terapi rodzinnej, i ewentualnie nie bac zmieniac
                się fachowów.
    • mrs_ka Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 29.03.06, 02:57
      Tak, miałam identyczną sytuację, rozmowy były prowadzone oddzielnie. Potem
      bywają łączone, w zalezności od metody psychologa.

      a.
      • m.nikla ale u mnie się cały czas pogarsza:( 29.03.06, 10:25
        Już jest tragicznie po prostu...przed chwilką znowu była kłótnia...aż mi sie
        ryczeć chce...ale już nawet tego nie mogę...
        Tak mi żal z jednej strony naszego związku, z drugiej nie mam już siły tak
        trwać...
        Dzięki ,ze potwierdziłyście- moje pytanie- że to normalne, ze rozmowa była
        prowadzona pojedynczo...

        Tak bym chciałą wszystko naprawić...
        Chociaż wydarzyło się już między nami wszystko co najgorsze...
        Teraz to najwyżej moglibyśmy się już tylko pozabijać...


        ;-(
        • kini_m Re: ale u mnie się cały czas pogarsza:( 29.03.06, 15:49
          m.nikla napisała:
          > Już jest tragicznie po prostu...przed chwilką znowu była kłótnia...aż mi sie
          > ryczeć chce...ale już nawet tego nie mogę...
          > Tak mi żal z jednej strony naszego związku, z drugiej nie mam już siły tak
          > trwać...
          > Tak bym chciałą wszystko naprawić...
          > Chociaż wydarzyło się już między nami wszystko co najgorsze...

          Nikla, chyba bardzo dobrze Cię rozumiem.
          Pamiętam jak to było, gdy już nie było widać żadnego światełka, a pozostała
          tylko jakaś niby bezpodstawna nadzieja, taka już tylko dla dziecka.
          Kiedy to chce się dla tego dziecka utrzymać jeszcze rodzinę, jeszcze naprawiać.
          I gdy widać że druga strona też coś jeszcze chyba stara się próbować, że też
          idzie do psychologa.
          Wiesz... ja sobie mówiłem, że już gorszego dna być nie może, że tak nisko
          upadliśmy że może być już tylko lepiej.
          Ale Nikla, okazało się że może być jeszcze gorzej. Przecież dzisiaj odcieła nas
          z córką, eh... szkoda gadać bo nie chcę jątrzyć na nią.
          Więc... nie wiem jak, ale próbuj to przetrzymać, próbuj nie wpaść w kryzys, po
          którym Twoje działania byłyby nieprzewidywalne.
          Nikla, musisz to przetrzymać. Nie wiem jak długo, nie wiem w jaki sposób.
          Ale musisz!
          ...i musicie z tego wyjść razem, może nawet nie mieszkając razem, ale walczcie
          jeszcze o przyjaźń.
    • m.nikla Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 29.03.06, 20:13
      czemu nachodzi mnie myśl ,ze go kocham ,ze brak mi go obok...
      Jest bardzo źle...nie widać światełka...
      Ale kiedyś było pięknie i jasno...
      Myślę...niech to wróci...
      ale chyba już tylko ja mam takie omamy...

      sad((
      taki mały kryzys...w mojej głowie
      • kini_m Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 29.03.06, 21:34
        Niektórzy mówią że to tylko przyzwyczajenie, uzależnienie.
        Ale ja się z tym nie zgadzam.
        Ja myślę jednak że...
        Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku,
        nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi
        się gniewem, nie pamięta złego...
        ...Dlatego myślę że to co czujesz nie jest złe, choć trudne.

        A to światełko, którego nie widać...
        Czasami trzeba je samemu rozpalić, wziąć zapałki i potrzeć draskę.
        Nie zawsze jest ta druga osoba, chociaż kiedyś obiecywała że będzie na zawsze.
        Teraz może właściwie wcale Jego nie ma, każde z Was szuka którą drogę wybrać.
        Czy z Nim, czy bez Niego?
        Nikla, nie wiem co Ci powiedzieć...
        Chciałbym Cię zachęcić, żebyś wytrzymała, żebyś się przełamała...
        Jeśli jeszcze się nie pokroiliście na kawałki, nie porozrzucaliście po polu...
        to...
        • kini_m Re: Do dziewczyn-które były z m. u psychologa... 10.04.06, 21:26
          I jak tam Nikla, co dalej wynikło?
          Myliłem się, czy nie? (Jeśli się myliłem to notabene się ucieszę.)
          Ale jeśli chcesz zostawić to sprawę w ciszy, to zrozumiem.
          (niemniej pamiętam i z chęcią jestem ciekaw czy udało się, aby coś dobrego wam
          obojgu wynikło)
          Pzdr
Inne wątki na temat:
Pełna wersja