m.nikla
28.03.06, 09:23
Dziewczyny...ja wczoraj poszłąm z nim do psych. do Centrum Pomocy Rodzinie...
Pani psycholog powiedziała ,ze tu jest z a duży problem i bedzie z nami
rozmawiać oddzielnie...i zabrała m. do innego pokoju...rozmawiała z nim ponad
godz.....wróciła do mnie i zapytałą ,czy ja napewno chcę ratowac ten
związek...mine i ton głosu miała taki...

powiedziaął mi ,ze wyglada na
to ,że ja wiąrząc sie z nim- "na złość rodzicom odmroziłąm sobie uszy..."
( uciekłąm z domu ,zeby z nim być...)
Moje pytanie---czy któraś z Was , która próbowałą w ten sposób ratowąc
związek- miałą taką sytuację, że psycholog nie rozmawiał na początku z Wami
wspólnie????
Ja chyba nie wytrzymam tego wszytskiego- do przyszłego tyg. ( wtedy umóiła
się pani pscholog na rozmowę ze mną tylko) ale zapytaął do czego ma się
przygotować- czy ja naprawdę znim chcę być...
Prosze - odpiszcie słówko....