majeczka2310
12.05.06, 10:38
Po 10 latach małżeństwa, z dorobkiem 2 wspaniałych kochanych dziewczynek (1,5
roku i 3,5) kilku kredytów i niestety masy nerwów, uwolniłam się od mojego
męża (chociaż jeszcze nie sądownie). I napiszę tu czego nie robię jak już Go
nie ma z nami:
- nie stoję w oknie i nie czekam
- w okolicach 24 nie myślę czy miał wypadk samochodowy, jest w pracy czy pije
- nie słucham odgłosu zamka w drzwi czy idzie pijany czy nie
- nie słucham absurdalnych komentarzy mojego beznadziejnego zachowania
- nie muszę znosić chamskiego zachowanie w sklepie, u znajomych i gdzie
popadnie
- i co najważniejesze nie musze znosić obecności
Wreszcie chyba zacznę żyć jak człowiek i oddychać pełną piersią a nie jak
ryba bez wody!!!!
Oczywiście pozostają kwestie prawne i alimentacyjne do uregulowania, które
wiem że pójdą jak po grudzie bo już teraz pokazuje pazurki i to spore,
problemów życiowych mam całą walizę związaną z nim, domem, dziećmi,
finansami, ale.... jak tylko otrząsnę się z resztek marazmu nerwowego który
mi zafundował przez 10 lat to chyba będę miała siłę nawet dom wybudować (jak
Judyta z "Nigdy w życiu" - to oczywiście żart ale kto to wie...).
Jeszcze trochę, tydzień, dwa, trzy... i moje kochane dziewczynki odzyskają
mamę jakiej nie znają (albo widzą tylko w migawkach)- radosną, uśmiechniętą,
zadbaną, mającą zawsze dla nich czas i dobre słowo, mającą chęć do
najdzikszych wygłupów i wielkich zakupów i lodów z 5 gałek.... Dziewczynki
jeszcze troszkę......
Aga
Maja i Ola