zazdroszczę

20.05.06, 23:23
Po przeczytaniu ostatnich wpisów kilku dziewczyn zazdroszczę, że mi się nie
udało trafić na taką rozsądną kobietę.
Zazdroszczę Wam rozsądku: ddanna, bemari, gruszka45. Zazdroszczę że jeszcze
chcecie próbować.
Pamiętam i doceniam moją byłą panią za to co mimo wszystko starała się robić
w konfliktach. Choć niewiele jej się udawało życzliwości, ale zawsze to coś.
Wiem że ten post nie mówi o niej wspaniałomyślnie, może o mnie też nie.
Ale po prostu zazdoszczę Wam postawy, że mi się nie udało trafić na taką
osobę jak Wy. Może piszę dlatego, że do dziś się nie pogodziłem, że moja
córka ma rozbita rodzinę, że nie pozwala się jej mieć ojca. Smutno i
zazdroszczę.
    • johny_bravo2 Re: zazdroszczę 20.05.06, 23:44
      zazdroszczę tym ludziom, którzy przeżywają swoją 25-cią, 30-stą, 40-stą, 50-tą
      rocznicę ślubu, którzy pomimo swego wieku potrafią na spacerach trzymać się za
      ręce. Tak smutno, że niektórzy ludzie nie potrafią docenić tego co życie im
      czasami daje, a potem na starość próbują wszystko naprawiać, kiedy praktycznie
      na wszystko jest już za późno.
      • lizy Re: zazdroszczę 21.05.06, 08:38
        A ja zazdroszcze wszystkim kobietom tych mężczyzn, którzy potrafią powiedzieć :
        dla mnie moja rodzina jest najważniejsza, moja żona i moje dzieci, kocham was i
        chcę z wami być. Gdyby tylko to mi powiedział całowałabym go po rękach
        (dosłownie, nie w przenośni), ale tego nie zrobił bo chciał być wolny, bo
        niedocenił, że rodzina jest największą wartościa i nie można jej porzucić.
        Zazdroszcze wszystkich mężczyzn, z którymi można porozmawiać, usiąść wieczorem,
        trzymać za ręce i rozmawiać. Ex tego nie chciał ze mna robić. Ciągle był
        zmęczony albo nie miał czasu.
    • ddanna Re: zazdroszczę 21.05.06, 13:57
      No nie wiem czy jest czego.
      Ojciec mojej córki uważa, że zdecydowanie mu utrudniam.
      Każdy ma swój punkt widzenia. On nie zgadza sie z tym co ja proponuję
      (proponowałam), a ja nie zgadzam się na jego pomysły. Prosiłam, by złożył pozew
      w sądzie i zastosujemy się do tego, co będzie ustalone. Skoro sami nie możemy
      dojść do porozumienia, niech ktoś za nas wynegocjuje warunki odpowiadające nam
      dwojgu, tzn. takie które, oboje będziemy uważać za dobre dla naszej córki. Miał
      złożyć. Póki co córa moja ma 7,5 roku - nie złożył.

      Nie znam Cię Kini, wiele dziewczyn, tu na forum, nie ma o tobie dobrego zdania.
      Mnie Twoje wypowiedzi też czasem zwalają z nóg - może sam jesteś sobie winien?
      W końcu sam dokonałeś wyboru takiej a nie innej kobiety (w sumie to chyba
      dziewczęcia niezbyt gotowego do dorosłego życia) - to oczywiście nie atak,
      tylko konkluzja. Wybieramy a potem ponosimy konsekwencje swoich wyborów.
      Ja nie mogę mieć do nikogo pretensji - to ja wybrałam sobie sama faceta,
      zupełnie celowo i planowo zaszłam w bardzo chcianą ciążę. Nic sobie nie robiłam
      z jego przeszłości, ani z tego jak traktował dzieci, ktore już posiadał.
      Przecież mnie kochał najbardziej na świecie, ja będę wyjątkiem, z nami będzie
      inaczej! O wszelka naiwności!!!
      Nie będę teraz pluła jadem na niego (jest jaki jest, taki był kiedy go
      poznałam, a że głupia byłam to tylko ja SAMA jestem sobie winna!) czy też tym
      bardziej na innych mężczyzn.
      Staram się nie mówić źle córce o jej tacie, ale "dobre" kłamstwa już nie
      przechodzą mi przez gardło - więc mówię prawdę, trochę ciężką dla 7-latki.
      Potrafię jej powiedzieć, że rozumiem że za nim tęskni i że rozumiem, że go na
      swój sposób kocha. Przecież ja też go kiedyś baaardzo kochałam (tego nie
      zamierzam ukrywać) - ona jest w końcu z tej miłości!
      Nie wiem tylko czy mnie gdzieś źle nie zrozumiałeś (wiem że jesteś za próbą
      naprawy związku za wszelka cenę): ja nie staram się już od wielu lat układać
      sobie życia z ojcem mojej córki. To już nie jest możliwe. Nie powiem, że nie
      było powaznych powrotów - ale się nie udały. Mam nowego M od paru lat. Jednak
      nie staram się tego nie przekładać na inne sytuacje, mnie się nie udało z ojcem
      córki, ale innym się czasem udaje. Każda sytuacja jest inna!
      Pozdrawiam,
      dziękuję za pozytywną opinię o mojej skromnej osobie,
      Dana
      • kini_m Re: zazdroszczę 21.05.06, 15:05
        Dzięki Dana.
        Nie odbieram Twego postu jako atak. Piszesz dość wyrozumiale.
        Opinia innych osób...? Tych które, broniącego się faceta przed kopiącą go
        kobietą lub zamierzającą się na niego ciosem - już uznają za damskiego boksera,
        a kiedy kobieta wyszarpuje mu włosy z głowy - to pomijają milczeniem. Na opini
        tych osób mi nie zależy. Nie dla zyskania opini tu piszę.
        Czy ją wybrałem... serce nie sługa. Sama zobaczyłaś.
        Nie uważam żadnego z nas za winnych. Nie szukam winy. Jeśli już - to jej
        rodziców. Wychowywała się gdzie na porządku dziennym matka szantażem działała
        na ojca alkoholika. W takim domu dziecko nie nauczy się rozwiązywać problemów.
        To przeniosła do nas. To nie jej wina. Może... co najwyżej odpowiedzialność.
        Żal mi jej.
        Trudno też opisać uczucie - gdy na sali sądowej słyszę nieprawdy że: dzieckiem
        się kompletnie nie interesowałem (a kto ją trzymał już przy porodzie za rekę? a
        kto głównie kąpał córeczkę już nawet w szpitalu gdy ona odpoczywała po porodzie
        i później, kto się opiekował gdy ona studiowała), że z nimi nie mieszkałem
        (przez 3,5 roku wspólnego życia zdarzyło mi się wyjechać 2 x na dwa tygodnie z
        domu). Jej przyjaciółki potwierdzają te kłamstwa. Nie wiem jak opisać takie
        uczucie gdy robią z ciebie ostatniego potwora. Więc osoby które tutaj też żywią
        takie przekonania, wybacz ale niech....
        Ja teraz to pisząc... opada mi głowa i cały czas dźwięczy mi w głowie
        jedno: "nie udało się dla niej, nie udało się". Może kiedyś łatwiej mi będzie
        przełykać tę porażkę. Dziś nadal z trudem się z tym godzę. (Ale nie chodzi o to
        że na siłę chciałbym odbudowywać. Szanuję jej decyzję samą w sobie.) Eh, ona
        znowu gdy przeczyta te słowa będzie myślała, że staram się na siłę coś
        odbudowywać. Nie o to chodzi. To dwie różne rzeczy. Ona nie rozumie: szanować
        mimo posiadania innego zdania. Znowu pewnie na sali sądowej usłyszę: on się nie
        pogodził, on próbuje mną manipulować, on sie nade mną znęca.
        Dziś stoję przed kolejną smutna decyzją: jeśli chcę bronić prawdy to powinienem
        złożyć doniesienie o składaniu fałszywych zeznań przez świadków. Bo inaczej
        znaczyłoby to że godzę się, iż te nieprawdy nie są nieprawdami. A padały tam
        takie kłamstwa, że trudno to wyrazić. Nie życzę tego nikoum.
        pozdrawiam życzliwych
Pełna wersja