lakie
07.06.06, 11:25
Z mężem nie mieszkam tak na dobre od 4 meisiecy, w sumie wcześniej to też było takie zawieszenie/bujanie się praktycznie od prawie 2 lat czyli od kiedy córka się urdziła. Wcześniej było ok, w życiu nie byłam taka szczęśliwa, mała się urodziła i po 3 miesiacach mój mąż wyjechal pierwszy raz, uciekł najnormalniej w świecie w środku nocy jak spalyśmy, jak sie obudziłam to nie było ani jego ani samochodu, okazało sie zgodnie z moimi przypuszczeniami że pojechal do rodziców, a potem okazało się ze matka już mu życie tam zaczęła ukłądać, potem wrócił i po jakimś czasie pojechał sobie do rodziców niby na kilka dni a zadzwonił do mnie że jest w Anglii i że mu tu wujek pracę znalazł to pojechał, wrócił po raz drugi bo w Anglii chyba nie wytrzymał, i 4 miesiace temu jak zaczęło sie cienko robic finansowo znowu wyjechał do rodziców bo jego matka znowu przedtawiła mu jakąś doskonałą wizję życia. Ja bym moze i z nim pojechała ale jakoś nie potrafię. Po pierwsze to mała go denerwowała od początku i kiedyś w przypływie szczerosci powiedział mi ze lepiej by było jakby jej nie było i żylibyśmy sobie spokojnie we dwoje i to twierdzenie powtórzył kilka arzy wiec to nie było pod wpływem jakiegoś wydarzenia. Po drugie nie mam gwarancji ze mnie nie zostawi zaraz na nowym miesjcu i nie poleci zaraz znowu na drugi koniec Polski bo mu się coś ubzura. Ale ja chyba nie na temat piszę

Nie wiem dlaczego czuję się winna całej mojej życiowej sytuacji. Nie winna ze się wszystko posypało, tylko winna bo przecież nikt mnie nie zmusił zebym za niego wychodziła, wiedzialm co robię. Strasznie mi wstyd przed znajomymi i rodziną. U mnie w rodzinie i wśród znjomych nie ma nikogo kto by się rozwódł albo odszedł od kogoś, osoby takie zawsze były postrzeganie negatywnie jako takie które nie potrafią sobie ułożyć życie czyli jest coś z nimi nie tak. Nie będę dalszym znajomym opowiadać całej historii i po prostu unikam tematu, a ci co wiedzą chodzą koło mnie jak koło śmierdzącego jajka. Spotkania rodzinne są dla mnie katorgą, bo ktoś kto nie wie zadaje jakieś pytanie, co co wiedzą patrzą na mnie starajac się na mnie nei patrzeć i zapada niezręczna cisza. Jejku, plączę się w tym wszystkim. Przepraszam ze tak chaotycznie. Po prostu nie jestem traktowana normalnie, a raczej jako osoba dziwna przy której nie wiadomo jak sie zachować, co powiedzieć
Kasia