doradzcie mi coś...

07.06.06, 20:31
Mąż zostawił mnie prawie rok temu, do tej pory miałam nadzieję ze sie opamięta i wróci, dodam ze ciągle go kocham,po ostatniej jego wizycie złożyłam pozew o alimenty, teraz jak sie okazało tego samego dnia on złożył pozew o rozwód. Po przeczytaniu jego pozwu nie mogłam uwierzyc w to co tam napisał,chce rozwodu bez winy, dziecko ze mna ale on ma miec nieograniczony kontakt, koszty na pół. Co mi zostało wiem ze jest z kimś chociaz do dnia dzisiaj sie wypiera (widziałam ich razem), osadził mnie ze zaszkodziłam mu w karierze ciekawa jestem tylko jakiej...Oskarza mnie ze wmawiałam mu ze mnie zdradza a on nigdy mnie nie zdradził, dziwnym trafem do tej pory widuję i ja i inni znajomi ciągle ich razem, ale coz, jak twierdzi, to nie on...kiedys kazał mi kupic okulary. Powiedzcie mi bo ja chce orzeczenia o jego winie, i aby on poniósł koszty,czy samo to ze on sie wyprowadził, i zostawił mnie z dzieckiem jest podstawą do tego aby była jego wina, w pozwie wyciągnął już masę "brudów" ja nie mam siły na ciągnięcie tego chciałbym jego winy i tyle. Co muszę przedstawić do sądu aby tak sie stało.Mam 14 dni na odpowiedz.Bedzie trudno? A moze wziąść adwokata, czy dam rade sama sie obronić? Prosze napiszcie mi coś bo mam ograniczony czas..Dzięki pozdrawiam
    • screen Re: doradzcie mi coś... 07.06.06, 22:16
      Biedronko jesli chcesz jego winy musisz się liczyć z wyciąganiem brudów przed
      sądem. W takim wypadku nie da się tego uniknąć. Będziesz musiała udowodnić jego
      winę a on będzie odpierał Twoje ataki swoimi. Adwokat napewno jest dobrym
      pomysłem jeśli tylko Cie na to stać. Sprawy z orzekaniem często ciągną się
      dłużej i są bardziej nieprzyjemne. Musisz podjąć decyzję. Weź pozew i udaj się
      po poradę prawną. Poszukaj dobrego adwokata, który Ci powie czy jest w stanie Ci
      pomóc a nie tylko zedrzeć pieniądze.
    • maminka_wiktorynki Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 09:18
      a po co Ci orzeczenie winy?
      • czerwone_korale Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 10:25
        jeśli chcesz rozwód z orzeczeniem jego winy to najlepiej zeznaj sama i powołaj
        innych świadków którzy potwierdzą że on ma inna kobitę!
        myślę że samo to wystarczy-ponieważ w świetle prawa jesteście nadal
        małżeństwem,więc Twój jeszcze mąż dopuścił się zdrady.Nie miej żadnych oporów
        przed wyciąganiem "brudów" skoro on już to zrobił.
        Aha-co do adwokata..hmm zrób jak uważasz,ale moim zdaniem jego obecność nie
        jest konieczna.Adwokat dużo kosztuje,a czy się sprawdzi-nie wiadomo.
        Możesz spokojnie sama się wybronić- tylko spisz sobie wszystko co uważasz za
        ważne na kartce(gdybyś np.zapomniała z emocji na salo sądowej co chciałas
        powiedzieć).
        Życzę powodzenia
    • alabama8 Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 11:40
      Masz 14 dni na napisanie odpowiedzi na pozew rozwodowy. To nic trudnego.
      Piszesz po prostu swoją wersję wydarzeń. Jeśli masz dowody to je opisz
      (zaznanie świadka Jana Nowaka dowodzące iż ...). Już sam fakt iż mąż się
      wyprowadził świadczy na twoją korzyść - to też napisz - kiedy i w jakich
      okolicznościach.
    • magdmaz Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 11:44
      Biedronko - podpisuję się pod przedmówczynią: jeśli jesteś osobą inteligentną i
      kulturalną, to adwokat nie będzie konieczny (moja koleżanka wygrała orzeczenie
      winy męża, mimo że to on miał adwokata, a ona nie!). Natomiast konieczne będzie
      pranie brudów i świadkowie (nie wiem - może jeden a rzetelny wystarczy, tabun
      może robić złe wrażenie). W każdym razie przygotuj się na walkę, to nie będzie
      przyjemne.
      Ja bardziej chciałabym się podzielić moimi refleksjami odnosnie opieki nad
      dzieckiem - jesteś w tej dobrej sytuacji, że on nie chce zniknąć (na razie!) z
      życia dziecka. Dlatego Ty wnoś nie o nieograniczony kontakt, a raczej o
      odpowiednią ilość JEGO opieki nad dzieckiem! Podział kosztów na połowę? No to i
      podział opieki na połowę. Co najmniej dwa dni w tygodniu - i to od odbierania
      ze szkoły/przedszkola, aż do wieczora (mnie osobiście najbardziej pasowałby
      model z noclegiem i odprowadzeniem do przedszkola następnego ranka, to
      pociągałoby konieczność prania i prasowania i to dopiero byłoby
      sprawiedliwe!!!). Weekendy - co drugi - najlepiej z nocowaniem. Miej, Kobieto
      czas dla siebie. A tak z drugiej strony - ciekawe, która nexia to wytrzyma...
      Starczy wejść na "macochy".
      A moze nexia jeszcze nie przyjrzała się Waszemu dziecku i jak da jej porządnie
      w kość, to zrezygnuje z Twojego chłopa? Pytanie, czy Tobie bedą wtedy pasowały
      resztki, które zostawi...
      Pozdrawiam,
      Magda
      • zonka77 Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 12:04
        magdamaz - czasem jak coś napiszsz...to się dziwię sad
        Jaka nexia to wytrzyma? Ja na przykład wytrzymuję takie uklady i to bardzo dobrze smile
        Czy ty naprawdę postrzegasz macochy przez pryzmat kilku osób? A konkretniej to
        ze dwóch które wypisują bzdury??

        Do autorki wątku:
        wiem że nie chcesz teraz słuchać takich glosów ale naprawdę warto to przemyśleć.
        Kwestja winny/niewinny, (kwestia orzeczenia winy) - to jedna sprawa. To że Twój
        mąż się okazał złym męzem dla Ciebie (nawet jeśli to w 100% jego wina) to jedno.
        A To że może być świetnym ojcem i że Twoje dziecko potrzebuje taty - to zupełnie
        inna sprawa! Dlaczego tak Cię dziwi że Twój mąż chce w połowie opiekować się
        dzieckiem?? Przecież nie chce przestać być ojcem tylko mężem.
        Dziecko nie jest Twoją własnością i naprawdę jego ojciec ma się prawo zajmować
        nim tak jak i ty.
        • magdmaz Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 12:19
          Zonko, ja to piszę dość przewrotnie - ale i z własnego doświadczenia. Mój
          Domowy tego za bardzo nie wytrzymuje... A nexi nie mam, ale chciałabym - tylko
          jeśli moi znajomi nie bardzo są w stanie wytrzymać z moimi dziećmi, to gdzie
          jest powiedziane, że znajdzie sie taka, która je polubi?
          Czego zresztą i exowi, i moim dzieciom szczerze życzę.
          A poza tym - jeśli naxia jest młodziutką, samotną panną, to wybacz, ale dam
          sobie coś obciąć jeśli nie pomyśli sobie: "on ma mieć czas dla MNIE, ma się
          zająć MNĄ, ma MI kupić prazent, ma MNIE zabrać na wakacje" (zwłaszcza jeśli
          jest jedynaczką).
          Nie wszystkie takie jesteśmy/byłyśmy, o nie! Jakieś 75%.
          I nie zrozum mnie źle - nie mam tu na myśli stereotypu macochy, tylko raczej
          zwyczajne, przeciętne problemy pary, w której tylko jedno ma "przeszłość".
          Widzisz, ja bym nie chciała teraz związać się z kawalerem, facet z "garbem",
          czyli exią i dziećmi rozumie lepiej mnie i moje problemy.

          I w tym widzę dla autorki postu szansę na odzyskanie chłopa... jeśli ona tego
          naprawdę chce.
        • pesher Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 12:29
          zonka77 napisała:

          > magdamaz - czasem jak coś napiszsz...to się dziwię sad

          Nie przesadzaj Zonka, Magda ma racjesmile A przynajmniej w duzym procencietongue_out

          > Jaka nexia to wytrzyma? Ja na przykład wytrzymuję takie uklady i to bardzo
          dobr
          > ze smile

          Zonka, zdaje sie, za masz juz raczej duza (tzn w sensie wiekowym) pasierbicesmile
          A gdyby tak byla to 3, 4, 5cio letnia Mala Tajfunica? A Ty sama nie mialabys
          dzieci? smile Wytrzymalabys 3 dni w tygodniu i co drugi weekend? Widzisz, ja z
          doswiadczenia wiem, ze mimo iz moja nexia ma swoje dzieci, to jednak z moja
          Mala Tajfunica nie wytrzymujesmile Dlatego 2 dni w tygodniu Mala ma Tate tylko dla
          siebie. Nexia.. Wypisala sie z ukladu macochowego. I goodsmile

          > Czy ty naprawdę postrzegasz macochy przez pryzmat kilku osób? A konkretniej to
          > ze dwóch które wypisują bzdury??

          Mimo, ze nie do mnie bylo pytanie to odpowiemsmile
          Zonko,
          Postrzegam zachowanie macoch na podstawie "macochy" mojej Malej. I kilku
          innych "macoch", ktore znam z realasmile I coraz czesciej widze "wspolny
          mianownik" u tych Pan. Z wiekszym dzieckiem probuja sie dogadac. Przy
          mniejszym, wymagajacym ciaglego nadzoru i opieki ze strony ojca - wymiekajasmile
          • zonka77 Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 12:43
            no niee pesher!
            Jak poznałam M miałam lat 22, nie miałam własnego dziecka a jego córka miała lat
            6 (czy to podlega pod małe dziecko??)
            Pozwolę sobie się z wami absolutnie nie zgodzić smile
            I nie oceniam wszystkich exji na podstawie exji mojego M (nie byłaby to czasami
            niestety najlepsza ocena) bo znam różnych ludzi ex, next, macochy i ojczymów) i
            staram się ich w ten sposób nie szufladkować!!
            Gdybym chciała oceniać ludzi Twoim sposobem pesher to musiałabym napisać że
            wszystkie exje to kobiety które chcą istnieć w życiu swoich exów przez
            złośliwości, mają ogromną potrzebę posiadania władzy pt"dopóki dziecko jest u
            mnie to wy się macie dostosować i możecie mnie pocalować w d...) dodałabym
            jeszcze robienie problemów z niczego i wyźywanie się z własnych frustracji na ex
            męzu bez żadnego powodu
            Ale kobitki kochane - naprawdę, szczerze nie uważam że wszystkie exjie tak mają
            big_grin
            I nawet nie uważam ze większość tak ma!
            Dobra, kończę zaśmiecanie wątku. Każdy dostrzega to co chce - jedni będą widzieć
            tylko złe przyklady, inni tylko dobre. A jeszcze inni będą widzieć i takie i
            takie i nie będą z góry zakaldać że "każda next" i "każda ex" (w zalezności od
            punktu siedzenia)to wredna baba smile
            • pesher Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 13:01
              Eeeee tam zasmiecamysmile Dyskutujemysmile
              Zonka,
              Moj poprzedni post nie mial miec wydzwieku negatywnego. Nie oceniam tez mojej
              nexi, bo jej nie znam, stwierdzilam tylko, ze nie zdzierzyla z moja Diablica
              Tasmanskasmile Ze czas, ktory spedzali wczesniej we trojke czy tez w piatke (z jej
              dzieciakami) zamienila na przebywanie ze swoimi dziecmi pozostawiajac exa
              samego z Diablica. Dlatego napisalam, ze good, bo Mala ma Tate tylko dla
              siebie. Dlaczego tak zrobila - nie wiem, nie znam jej intencji... ale znajac
              swoje dziecko.. podejrzewam, ze nie wytrzymalasmile Skoro ja, matka Malej, nie
              zawsze za nia nadazam i czasami zastanawiam sie nad przybiciem za rajstopki do
              podlogi, wiec czemu obca w sumie kobieta ma to wytrzymywac?
              I tak zupelnie obok tematu powiem, ze kiedy zabieram Mala od exa (po 24
              godzinnej wizycie) to mam dzika satysfakcje i napady smiechu, kiedy blady ex z
              podkrazonymi oczami pyta, jak ja to wytrzymuje przez reszte tygodniabig_grin
              • lilith76 Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 14:13
                To napiszę z pozycji osoby, która ma kilka razy w tygodniu dwóch Tajfunków w
                domu.
                Może i jest to test na cholerną cierpliwość, może i męczy, może i robiza dobry
                środek antykoncepcyjny, ale bez przesady.
                Wypowiedź magdmaz (chyba dobrze zapisała, nick) zabrzmiała jakby dziecko miało
                być jakąś specyficzną bronią biologiczną, która ma doprowadzić do szczęśliwej
                śmierci kolejnego związku wink

                Dziecko ma ojca by się nim zajmował, martwił o nie, pilnował (next nie powinna
                robić za kucharkę, sprzątaczkę i Kaowaca, ale chyba jest to jej kolejna,
                niewybaczalna zbrodnia, jak ona śmie). Ma prawo wyjechać sobie, czy wyjść
                gdzieś na czas odwiedzin dzieci. Ma prawo czasami powiedzieć "niemój cyrk, nie
                moje małpy" (to powiedzonko, nie porównanie!) i stać obok.

                Problem z nowym związku zaczyna się w momencie, kiedy facet traktuje next jak
                zastępczą matkę, która ma robić przy dziecku wszystkie rzeczy należące do
                praktyk codziennych (np. gotowanie, zmywanie, pranie), jak i rozrywkowych
                (zabawy, wyjścia na plac zabaw). I żeby jeszcze zrobiła tak, że ono jest
                grzeczne i się ładnie słucha. A on patrzy na sielankę i testosteron mu rośnie.

                Tak to nawet w Erze nie dopasują.
                • pesher Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 14:49
                  Lilith,
                  Wierz mi, ze moja Diablica to dla mnie najlepszy srodek antykoncepcyjnybig_grin Jak
                  dla nexi - na prawde nie wiem i, co gorszasmile, wnikac nie bede. Uklady na linii
                  moj byly-nexia to na prawde nie moja sprawa. Nawet jezeli chodzi o "zlecanie"
                  czy tez nie przez niego jakis prac przy Malej. To ich problem i oni powinni to
                  rozwiazac we wlasnym zakresie. Dlatego w opisywanych przez Ciebie
                  sprawach "bron biologiczna" w postaci dziecka (podoba mi sie to sformuowanie i
                  jak ulal pasuje do Malejsmile ) jest tylko zazewiem problemu pomiedzy exem i jego
                  nexia. Bo tak na prawde piszesz o wymaganiach FACETA w stosunku do jego NEXI a
                  dotyczacych dziecka. Mi sie wydaje, ze Magda miala cos innego na mysli piszac
                  swojego posta. Ja przynajmniej odczytalam to tak, ze jezeli facet znajduje
                  sobie mlodke, to moze ona nie za bardzo godzic sie z rola drugoplanowa przy
                  dziecku. I tez to obserwuje w realu. Bo jezeli mamy faceta, ktory pracuje duzo,
                  w tygodniu nie ma za duzo czasu dla nexi, a w co drugi weekend jeszcze "zwala"
                  im sie na glowe dziecko, to taka nexia moze czuc sie.. zle w tym ukladzie. I
                  nie chodzi o pranie, gotowanie czy sprzatanie, a o czas poswiecony. I o ile to
                  dziecko jest na tyle duze, ze wystarczy zorganizowac mu zabawe, ale nie trzeba
                  przy nim non stop byc jest lepiej. Ale jezeli to dziecko jest jeszcze male (tak
                  jak moja Mala) potrzebuje ciaglego nadzoru i niespuszczania zen oka zaczynaja
                  sie schody. Widzialam juz kilka dobrzerokujacych zwiazkow, ktore nie poradzily
                  sobie z tymi schodami. Ale widzialam tez takie, ktore mimo wszystko wyrokowaly
                  sie dobrzesmile
                  • lilith76 Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 15:49
                    Pesher, bo dawno już z pewnymi macochami doszłyśmy do wniosku, że kandydatka na
                    next nie może być bluszczem, musi mieć własne życie, zajęcia, hobby, pasje i
                    nie smędzić, że misio nie poświęca jej tyle czasu. Powinna mieć swoją
                    przestrzeń życiową, w której dobrze będzie się czuła i sama ze sobą.
                    To w sumie przydałoby się każdej kobiecie.
                    To nie może być typ kobiety "bo nigdy się nie rostajemy, cały czas spędzamy
                    razem i ja sobie nawet jednego dnia bez niego nie wyobrażam". Czy to jest
                    zależne od wieku i zdobytego doświadczenia życiowego? Nie wiem. Tu potrzebny
                    bardziej trening w życiu solo.

                    Nie twierdze, że świetnie zrozumiałam przesłanie, ale takie rzyczy przyszły mi
                    do głowy smile
    • magdmaz Re: doradzcie mi coś... 08.06.06, 15:28
      To ja w końcu powiem, co miałam na myśli, ale później, teraz nie mogę.
      Pa, dziewuszki, strasznie Was lubię! (Exie, nexie i macochy!)
    • grey-pippin taka burzliwa dyskusja 09.06.06, 06:48
      a ja mam wrazenie ze nikt nie przeczytal uwaznie pierwszego postu, dlatego moze
      sie biedronka odezwie bo tekst
      -chce rozwodu bez winy, dziecko ze mna ale on ma miec nieograniczony kontakt,
      koszty na pół
      ja rozumiem tak ze to koszty rozwodu maja byc na pol a nie koszty utrzymania
      dziecka
      co do dziecka to domaga sie tylko nieograniczonej kontroli ale nie jest
      napisane ze ma zamiar dzielic sie opieka, dla mnie to brzmi tak dziecko ma
      mieszkac z matka ale ja moge wpasc sie z nim zobaczyc ile razy bede miec na to
      ochote

      biedronko prosze wyjasnij te kwestie bo dyskusje schodza na manowce i dobre
      niektore rady brzmia niezbyt sensownie wink
      • magdmaz Re: taka burzliwa dyskusja 09.06.06, 13:39
        No więc to jest właśnie to, o co mi chodziło. Że nieograniczone kontakty to nie
        ma być "wpadne kiedy będę miał ochotę, na ile będę miał ochotę i bez względu na
        plany dziecka i matki" tylko niech to będzie konkretna pomoc dla matki i
        stabilne wsparcie dla dziecka! I uważam, ze to właśnie można i trzeba
        wyegzekwować.
        A wszelkie dodatkowe rozważania na temat nexi i dziecka jako "bomby
        biologicznej" są o tyle zabawne, o ile realne.
    • biedronka1798 Re: doradzcie mi coś... 11.06.06, 22:14
      Przepraszam nie było mnie tu przez parę dni a tu tyle wypowiedzi,powiem wam ze sie wiele wydarzyło przez te parę dni. Chce wyjaśnic kwestie sporną oczywiście chodziło koszty sprawy na pół do podziału.On zostawia sobie nieograniczony dostęp do opieki na dzieckiem, szkoda tylko ze nie ma czasu na zajmowanie sie Małą, czasami jak juz długo nie ptzychodzi a widze ze dziecko tęskni, dzwonię do niego i proszę aby ją gdzieś zabrał czy odwiedził w domu,oczywiscie dziecko nie jest moj awłasnością i bardzo bym chciała aby ojciec uczestniczył bardziej w jej wychowywaniu niz do tej pory, ale cóż nie zmuszę...Co do jego nexi jest to młoda panna, nauczona ze wszystko jej sie nalezy(to nie jest moja opinia tylko jej znajomych i byłego którego rzuciła dla mojego meza),takze czy to wytrzyma jej sprawa. A ja cóż jestem własnie po rozmowie ze swoim męzem i...sama nie wiem co robić, daję chyba na luz i poddaje sie, nie chce wyciagania wiecej brudów, zgodze sie na rozwód bez orzeczenia, nie mam siły na walkę z nim.Długo rozmawialiśmy i chyba w pewnym momencie doszło do nas ze to juz jest koniec, łzy w oczach, i on ucieka..Umówił sie ze mna na jeszcze jedno spotkanie,nie chce sobie robic nadziei, i choc nie wiem co chce ode mnie to sie z nim spotkam mimo ze pozniej płaczę..takze widzicie sama nie wiem czego chce, choc moze wiem ale niestety to juz nie mozliwe...Pozdrawiam wytrwałych którzy to przeczytali..
    • slonko771 Re: doradzcie mi coś... 11.06.06, 23:21
      rozumiem ze nie masz sił na walke, ale na sama mysl o takich kretynach robi mi
      sie niedobrze, oni maja same warunki a ty masz sie godzic i jeszcze podziekowac
      moze ?? on chce rozwodu a ty za to płac , chce miec nieograniczony kontakt ,
      tzn bedzie kiedy mu sie spodoba a ty sie dostosuj , najchetniej walnac takiego
      w łep młotem 5 kilowym
Pełna wersja