Dziewczyny pomóżcie...

11.06.06, 20:01
Mój mąż jakiś czas temu (dokładnie 5 miesięcy ) wyprowadził się z mieszkania
żeby móc swobodnie spotykać się z kochanką. Czy jest jakaś szansa aby go
wymeldować z mieszkania? Jakie muszę mieć dowody?
I jeszcze jedno pytanie. Za miesiąc odbędzie się 1 sprawa rozwodowa bez
orzekania o winie chociaż to on mnie zostawił dla innej. Czy mogę jeszcze
wysytąpić o rozwód z orzeczeniem o jego winie? Może jest za późno?
    • khaldum Re: Dziewczyny pomóżcie... 11.06.06, 20:28
      hmm wymeldować z mieszkania może właściciel lokalu, jeśli mieszkanie prawnie
      jest Twoje, to chyba nie powinno być z tym problemu, ale ręki nie dam sobie
      obciąć jak to wygląda przy wspólności majątkowej.

      Co do rozwodu.
      Czy zależy Ci na rozwodzie?
      jeśli chcesz rozowdu, ale na innych warunkach, a to mąż złozył pozew to jest
      jedna metoda, ale jest to zagrywka, no cóż.. poniżej pasa...

      na rozprawie wstajesz i mówisz, że męża kochasz i chcesz żeby wrócił do domu...
      żaden sąd decyzji nie podejmie, sprawę odroczy.
      Wyjście dla byłego, wycofanie pozwu i złożenie na nowych warunkach ustalonych
      przez Ciebie - wiąże się to z kosztami ponownego pozwu 600 zł - tu musicie się
      dogadać.
      Jeśli zależy ci na rozwodzie z orzekaniem o winie, dla własnej ambicji, to
      odpuść, będzie się to ciągneło wieki, wyciąganie brudów, świadkowie itd. Też na
      początku chciałam orzekania o winie, ale odpuściłam, za dużo przykrych rzeczy
      się działo.
      powodzenia
      • natka11112 Re: Dziewczyny pomóżcie... 11.06.06, 20:46
        Wiem, to może głupio wyglądać. Mąż odchodząc ode mnie ZAŻĄDAŁ rozwodu bez
        orzekania o winie. Chciałam to jak najszybciej mieć za sobą i nie wyciągać
        publicznie brudów więc się zgodziłam. On zobowiązał się w pozwie do tego, że
        dziecko ma zostać ze mną . Dodatkowo zgodził się płacić na córeczkę 600 zł
        miesięcznie. Mogę też zostać w naszym wspólnym mieszkaniu( jest to mieszkanie
        komunalne - jeszcze nie wykupione). Warunki więc były w miarę ok więc się
        zgodziłam. Niestety od jakiegoś czasu mój mąż non stop straszy mnie, że nie
        dostanę ani grosza, że odbierze mi dziecko, że jego koledzy będą zeznawać
        przeciwko mnie(tylko nie bardzo wiem co). Nie wiem co jest powodem zmiany jego
        zachowania ale faktycznie boję się , że kombinuje coś na boku. Dlatego poważnie
        zastanawiam się czy jednak nie zmienić zdania, bo w sumie on mnie kopie a ja
        się pokornie zgadzam. Mam świadków i dowody jego zdrady. Może on się po prostu
        boi?
        • astreja Re: Dziewczyny pomóżcie... 11.06.06, 20:58
          natka11112 napisała:
          > że jego koledzy będą zeznawać
          > przeciwko mnie(tylko nie bardzo wiem co).


          no np. to, że zdradzałaś z nimi męża... wszystko jest możliwe
          • natka11112 Re: Dziewczyny pomóżcie... 11.06.06, 21:03
            No właśnie to słyszałam. Podobno miałam czterech kochanków (!!!)
            Myślałam, że to żart ale jak widać jednak nie.
            • screen Re: Dziewczyny pomóżcie... 11.06.06, 21:15
              W każdej chwili możesz wnieść nowe dowody. Jesli jeszcze nie odpowiedziałaś na
              pozew to przygotuj odpowiedż ze swoja wersją i możesz go złożyć w dniu rozprawy.
              • natka11112 Re: Dziewczyny pomóżcie... 11.06.06, 21:26
                No właśnie chodzi o to, że ja już odpowiedziałam na pozew. Zgodziłam się w nim
                na warunki męża. Ale jeśli on startuje do mnie z takimi tekstami to chyba mam
                prawo się rozmyślić ?
                • chalsia Re: Dziewczyny pomóżcie... 11.06.06, 22:46
                  Oczywiście, że możesz zmienić zdanie i swoje stanowisko.
                  Chalsia
                  • mrs_ka Re: Dziewczyny pomóżcie... 11.06.06, 23:10
                    Hej
                    Na prawie się nie znam zupełnie, więc nie wiem, jak wygląda sprawa z mieszkaniem.
                    Co do Waszej "umowy":
                    łaskawość męża, w myśl której zgadza się na to, aby "córka pozostała przy matce"
                    możesz zwinąć w papierek i wepchnąć mu do gardła przy najbliższej okazji. To
                    żadna łaska. Jesli nie Jesteś narkomanką, alkoholiczką, schizofreniczką czy
                    prostytutką nie ma praktycznie żadnych szans, aby dziecko pozostało przy ojcu.
                    Ba, w przypadku schizofreniczek i prostytutek znamy przykłady, gdzie mimo to
                    ojcu nie udalo się przeforsowac ustalenia miejsca pobytu dziecka przy ojcu, co
                    akurat jest tragiczne, ale nie o tym, nie o tym. To pokazuje Ci schemat
                    działania polskich sądów.
                    Tak więc Widzisz sama, że dobra wola Twojego meza nie jest żadną dobrą wolą,
                    tylko znajomością faktów. A fakty są takie, że nie ma szans na odebranie Ci
                    dziecka i on zapewne świetnie o tym wie. I niestety pewnie wie także o tym, że
                    Ty tego nie wiesz. Zatem po pierwsze podkształć się troszkę w temacie
                    okołorozwodowym, do czego świetnie może Ci posłużyć pobuszowanie w wątkach na
                    Samodzielnej.
                    Co do alimentów: to tez nie jest łaska, ale obowiązek. Z drugiej strony znamy
                    wiele przykładów ukrywania dochodów, przepisywania firm na kochanki, migania się
                    przed komornikiem itd. Tak czy inaczej nie widzę powodu, dla którego sąd nie
                    miałby Ci zasądzić alimentów w wysokości 600zł o ile przedstawisz rachunki
                    utrzymania dziecka i przygotujesz się do sprawy. Tyle, że wtedy Będziesz mieć
                    uczciwy wyrok nieokupiony jakimiś dziwacznymi ugodami z męzem, który prezentuje
                    postawę co najmniej szkodzącą Ci i naprawdę nie robi tego z dobrej woli, a w
                    trosce o własny tyłek. No i oczywiście w poczuciu, że ma nad Tobą jakąś władzę w
                    mysl której ma prawo dyktować warunki.
                    Nie dawaj się więc zastraszyć.

                    Jeżeli Masz dowody jego zdrady i stać Cię na adwokata (na wszelki wypadek) to
                    uświadom męzowi, ze to nie Ty możesz tu stracić, ale on. On i tak o tym wie, ale
                    nie zaszkodzi mu uprzytomnić, że Ty też to wiesz. Inna jest jakość negocjacji z
                    zastraszoną kobietą, a inna z kobietą, która doskonale wie, jakimi dowodami
                    dysponuje i co może z nimi zrobić.

                    a.
                    • natka11112 Re: Dziewczyny pomóżcie... 11.06.06, 23:27
                      Zasadniczo masz rację, tylko mój mąż jest prawnikiem i to mnie dobija bo mam
                      świadomość, że w tych tematach to raczej go nie przeskoczę. Pozostaje mi chyba
                      jedynie dobry adwokat. Masz rację, że jestem zastraszona i boję się odezwać
                      szczególnie, że mój mąż od jakiegoś czasu robił mi "złą renomę" wśród rodziny i
                      znajomych. Był nawet podobno pomysł opłacenia psychiatry , który miał udowodnić
                      moją chorobę psychiczną. Cóż, zapowiada się wojna na całego.
                      • mrs_ka Re: Dziewczyny pomóżcie... 12.06.06, 00:23
                        No więc pogódź się z tym, że to będzie wojna i codziennie to sobie powtarzaj. Bo
                        to BĘDZIE wojna. Szczególnie, że sprawy z orzekaniem o winie zawsze są brudne i
                        nieprzyjemne (poza tymi przypadkami, kiedy pozwany od razu się zgadza na uznanie
                        za winnego).
                        Twój mąz nie jest pierwszym prawnikiem, który się rozwodzi; nie jest też
                        pierwszym prawnikiem, który rozwodzi się z orzekaniem o własnej winie; i nie
                        jest również pierwszym i ostatnim prawnikiem, który zostanie uznany za winnego
                        rozkładu pożycia. Świat jest pełen takich przypadków i jasne jest, że w
                        interesie Twojego męza jest przekonanie Cię, że porywasz się z motyką na słońce.
                        Ale to nie wynika akurat tylko z tego, że jest prawnikiem, a z tego, że jest
                        szczwanym lisem, który czuje dużą moc.
                        Zdecydowanie wziąć adwokata.
                        Spróbuj się zastanowić, jakie sa granice jego możliwości w zakresie wredoty
                        (prawopodobnie nieograniczone, ale to Ty Wiesz lepiej) i w myśl tego działaj
                        starając się przewidzieć jego potencjalny ruch.
                        Z rodziną napraw stosunki, z przyjaciółmi reaktywuj znajomość. Pozwierzaj się
                        przyjaciółkom, zdobądź billingi, możesz zaproponowac mężowi terapię małżeńską,
                        ale w obecności świadków. Przeprowadź rozmowę nt rozstania zaopatrując się w
                        dyktafon. Jeśli Twój mąz uważa Cię za niegroźną i pasywną istotę- polowa sukcesu
                        za Tobą. Na razie nie musisz mu mówić, że chcesz zmienić tryb orzecznictwa,
                        zachęć go, żeby wytłumaczył Ci, dlaczego jest to głupia myśl i zarejestruj jego
                        wynurzenia na temat "lewych" kochanków spod budki z piwem i "zdrady, której mu
                        nie udowodnisz".


                        a.
Pełna wersja