mewka74
13.06.06, 14:36
choc przeczytalam juz chyba wszystkie watki rozwodowe , to postanowilam
podzielic sie swoja sytuacja i obawami.
bo, boje sie. meza, swojej przyszlosci i samej sprawy rozwodowej.
opowiem w skrocie. jestem mezatka od 4 lat. po roku bycia malzenstwem maz
zaczal przejawiac agresje najpierw rzucajac przedmiotami, potem wobec mnie, w
czasie kłotni zachowywal sie jak zwierze lub jakby byl na glodzie
narkotycznym. mamy dwoje wspanialych synkow. w dzien matki po raz kolejny
puscily mu nerwy i zaczal mnie straszyc, ponizac, obrazac, w koncu podszedl do
mnie zaczal mnie podduszac i rzucil mna calym impetem o podloge. wszystko to
widzialy dzieci ( 3,5 roku, 1 rok). probowalam wezwac policje - zabral mi
komorke i odlaczyl tel. stacjonarny. zdarzylam tylko wezwac mame, ktora
powiadomila policje. zalozono mu niebieska karte, a ja pod eskorta policji
ucieklam ( z wlasnego domu) do mamy. jeszcze dwa razy interweniowala policja -
nachodzil nas u mamy i nie chcial wyjsc, oraz kiedy wyrywal mi przerazone
dzieci na podworku. na szczescie pozew o rozwod zlozylam w marcu, wiec sprawa
jest w toku ( jeszcze nie bylo rozprawy).
dzieci mocno przezyly to co widzialy, starszy dlugo pilnowal czy drzwi sa
zamkniete na klucz, a na widok samochodu marki taty mowil , ze nie chce zeby
tata go zabral.
ja z perspektywy czasu dochodze do wniosku, ze to byl tzw. zwiazek toksyczny.
czesto nie moglam sama podejmowac decyzji, wyboru np. plynu do mycia naczyń,
bylam ponizana , wyzywana od idiotek. wspomne tylko ze jestem wyksztalcona z
wyzszym stopniem od niego - jestem architektem, mam prace, ktora lubie, dzieci
sa zawsze czyste, ubrane jedynie w lumpeksach, ja przez 4 lata malzenstwa
dorobilam sie 1 pary butów zimowych, które nosze juz trzeci sezon. wydaje mi
sie , ze nie mial sie czego czepiac, bo posprzatane, wyprane, wyprasowane,
gospodarnie wydawalam pieniadze ( wszystkie ciuchy mam wyszperane w
lumpeksach, nigdy nie narzekalam, ze chce palacu). mimo to maz psychicznie
mnie wykanczal. powolutku od momentu kiedy postawilam pierwszy opór, niczym
nowotwór.
w tej chwili mieszkam u mamy a kazdy jego telefon wywoluje u mnie mocne bicie
serca, a konczy sie lykaniem tabletki uspokajajacej. zabral dzieciom rowerki i
teraz , kiedy zrobilo sie cieplo szczuje je nimi, bo tylko on nimi dysponuje.
mam mieszane uczucia: z jednej strony wielka ulga, z drugiej nadal brak
poczucia bezpieczenstwa i jeszcze niewytlumaczalne poczucie winy za to
wszystko co sie stalo? (w formie elektronicznej przeprosil - to dla mnie za malo)
prosze o porade: chce zmienic pozew - z orzekaniem o jego winie.
musze stawic czola na rozprawie - napewno nie sama. ile kosztuje adwokat?
czekam na slowa otuchy, bo jest mi bardzo potrzebna, mimo ze mam wielu
przyjaciol i wielki wsparcie rodziny. no i moje chlopaki daja mi sile, jakiej
nie jestem w stanie opisac.