mamusia-kubusia1
29.06.06, 14:59
W biurze podróży jako konsultant ds. sprzedaży w centrum miasta. Pensja na
początek niezbyt wysoka, ale potem z prowizją, więc może dałabym radę się sama
utrzymać. Biuro pracowałoby od 9-17 i od 10-18 na zmiany.
Problem jednak w tym, że gdybym chciała wziąć tę pracę to bym sobie sama nie
poradziła. Nie miałabym jak odbierać Kubcia nie mówiąc już o możliwości
chodzenia na angielski ani na jazdy.
Na pomoc teścia w lato liczyć nie mogę, bo on na działce siedzi po pół
tygodnia (teściowa jeszcze pracuje, moi rodzice mieszkają daleko). Tylko mąż i
opiekunka wchodzą w grę jako rozwiązania, ale ja na jego pomoc za bardzo
liczyć nie mogę. Taka praca od 10 lat, odkąd zaczęłam studia, była moim
marzeniem. I teraz, gdy ktoś mi dał szansę jego spełnienia to nie wiem na czym
stoję. Przecież przez to, że się wyprowadził ograniczył moje możliwości w
podjęciu pracy (bo nie każde godziny mi pasują) i rozwoju. Gdyby tu mieszkał
to mogłabym szukać nawet pracy zmianowej, a tak to co? Tak samo z jazdą czy
angielskim. Jak mając pracę mogę sobie na to pozwolić? Średnia stawka
opiekunki w Warszawie to ok. 8 zł za godzinę, gdzie indziej podają 900 zł za
miesiąc (czyli to by było chyba 10 godzin dziennie). Sorry, ale żyjąc z jednej
pensji nie mam szans na takie luksusy. Tym bardziej przy 10 godzinach dziennie
z opiekunką nie miałabym czasu na żadne inne zajęcia. Opcja żłobek + opiekunka
na kilka godzin 5 razy w tygodniu to też będzie droga impreza. Nie jestem
dzieckiem i zdaję sobie sprawę, że zawsze godziny pracy będą mi kolidowały ze
żłobkiem, ale jeśli ojciec mieszka z rodziną to sprawa przedstawia się
zupełnie inaczej. Czasem tę jego wyprowadzkę odbieram jako bardzo egoistyczne
zachowanie. Mam już ciebie dość, nie mogę i nie chcę dłużej z tobą żyć więc
ogon pod siebie i w nogi. I nieważne, że zostałam sama z małym dzieckiem,
nieważne, ze nie mam pracy, nieważne, że spadło na mnie od gorma obowiązków,
ważne że JA jestem wolny.
Stając przed realną szansą podjęcia pracy ja się boję, potwornie się boję. Nie
dość, że będę ponosiła odpowiedzialność za swoje powierzone mi obowiązki (a
praca w biurze podróży wymaga pamięci o milionie drobnych rzeczy do
załatwienia, wiem o czym mówię bo widziałam i pracowałam) to jeszcze będę
musiała pamiętać i odpowiadać za sprawy domowe. I wszystko będzie tylko na
mojej głowie.
Zarzuca mi, że nie jestem samodzielna, ze żyję na czyjeś konto (tu chodzi
prawdopodobnie też o to ze nie pracuję zawodowo i nie zarabiam tylko dostaję
kaskę od rodziny), ale z drugiej strony utrudnił mi tę samodzielność i rozwój
mojej osoby wyprowadzając się z domu. Bo na ileż zajęć poza domowych
(angielski, jazdy, basen albo jakaś siłownia itp.) mogłabym sobie pozwolić
gdybym wiedziała że ktoś mi odbierze dziecko ze żłobka i zajmie się nim lub
posiedzi z nim żebym mogła się rozwijać?
Musiałam się wygadać