Boże, jak mi smutno...

12.07.06, 18:48
Już prawie się przekonałam, że warto spróbować, że wszystko będzie dobrze,
jak do siebie wrócimy, że jemu zależy i już prawie mu ten powrót
zaproponowałam... Nie było ostatnio okazji, bo wakacje - raz on z dzieckiem,
raz ja, bo oboje w rozjazdach i nagle wygląda, że on znów kogoś ma... OK,
niby mieszkaliśmy oddzielnie, ale cały czas razem, cały czas on zabiegał -
jak widać - nie tylko o mnie...

I nie jest mi tylko smutno. Jestem zła. Na siebie. Że jeszcze mogłam się
łudzić, że znów mnie to boli, że może za długo zwlekałam... Czemu znów nie
wiem, co robić, które rozwiązanie pozwoli mi być kiedyś szczęśliwą... Tak
bardzo boję się każdej decyzji...

Ech, ten świat to chyba niezbyt udany wynalazek...
    • mama322 Re: Boże, jak mi smutno... 12.07.06, 18:57
      Chciałabym napisać " a może nie ma?" " a może Ci się zdaje?".... ale nie
      napiszę tego, za dużo przeszłam, żeby wierzyć w cuda... Nie wiem co mogłoby
      Ciebie pocieszyć? W każdym układzie nietylko Ty czujesz się samotna...
      Pozdrawiam
      • obiwe Re: Boże, jak mi smutno... 12.07.06, 19:08
        Mi też...
    • dobra26 Re: Boże, jak mi smutno... 13.07.06, 11:27
      Mialam to samo co Ty, carri.
      Tez juz mieszkalismy osobno z pol roku, wmawial mi ze mieszka sam, ze chce
      zaczac od nowa, ze pojedziemy razem z synkiem na wakacje, potrafil
      mowic "kochanie", nawet ze soba sypialismy.
      Myslalam ze cos sie uda stworzyc od nowa, rowniez ze wzgledu na Syna, ktory
      bardzo przezywa ze tata z nami juz nie mieszka.
      I co?
      I po raz kolejny okazalo sie ze mnie oszukal, ze mowic ze jest sam i ze sam
      mieszka, byl caly czas z kochanka, mieszkal u niej, zyl z nia.
      Po co byly te wszystkie klamstwa, po co te noce pelne milosci.Te brednie o
      wspolnym zyciu???
      Chyba trafilam na jakiegos poligamiste.
      I tez jestem smutna, ale bardziej zla, ze znowu, ale to juz po raz ostatni,
      dalam mu sie oszukac i wmanipulowac.
      Teraz mowie sobie dosc i niewazne co bedzie za miesiac, rok, ten czlowiek juz
      nie ma wstepu ani do mojego domu ani do mojego serca. Jest tylko i wylacznie
      biologicznym ojcem Syna i tak pozostanie juz do konca.
      I bedze sie tego trzymala! Zeby moc normalnie zyc.
    • anmari11 Re: Boże, jak mi smutno... 13.07.06, 17:25
      W końcu kiedyś będzie dobrze zobaczysz!!!!Taki smutek to jak żałoba,trzeba to
      przejśc,żeby się podnieść,wierz mi wiem o czym mówię,będzie dobrze,w końcu
      będzie!Trzymaj się dzielnie
Pełna wersja