trochę z innej beczki...

15.07.06, 00:09
witam, nie jestem samodzielną mamą, ale zdecydowałam się tu napisać, ponieważ
mój problem dotyczy właśnie mam samodzielnych. Jestem od 4 lat z człowiekiem,
który wcześniej był dwukrotnie żonaty, z pierwszego małżeństwa ma 15 letniego
syna z drugiego 4 letnią córkę. Oba małżeństwa zakończyły się zanim go
poznałam. Mój partner regularnie widuje się z synem z pierwszego małżeństwa i
doskonale go znam. Z drugim dzieckiem jak do tej pory nie utrzymywał żadnego
kontaktu. Twierdził, że nie wyraża na to zgody jego ex. Trzy tygodnie temu
oświadczył mi nagle, że ma zamiar je widywać. Pomijam to, że podjął decyzję
bez skonsultowania jej ze mną, w końcu jesteśmy w bardzo zaawansowanym
uczuciowo związku i mamy plany na wspólną przyszłość. Zastanawia mnie tylko,
że z pomysłem wyszła podobno jego ex, która nagle zadzwoniła do niego po 4
latach i zaproponowała mu widzenia z dzieckiem ( na które zgodził się
natychmiast). Widzę, że bardzo się od tego czasu zmienił, jest wciąż
zamyślony, bardzo skory do kłotni, gdy tylko wyczuwa że mam inne zdanie na
jakiś temat związany z córką, zaczęliśmy się kłócić, a do tej pory to się
prawie w ogóle nie zdarzało! Mam też wrażenie, że unika ze mną "bliższych"
kontaktów. Zachowuje się tak jak typowy przykład faceta, który ma kochankę.
Zaczęłam więc go wypytywać o byłą żonę, ale wciąż mnie zbywa. Zapytałam jak
teraz wygląda, stwierdził że nic specjalnego, tymczasem od jego brata, który
widział zdjęcia, jakie ex mu przesłała na maila (były to zdjęcia dziecka, ale
na niektórych była również ona) dowiedziałam się, że wygląda rewelacyjnie.
Mój partner nie chce mi pokazać tych zdjęć migając się, że ma je w pracy.
Kontakty z dzieckiem stały się nagle prawie że codzienne, spotykają się we
trójkę, we trójkę razem wychodzą, kino, lody, wycieczki. Nie rozumiem co się
dzieje. Przecież to niemożliwe, żeby ze sobą sypiali, on zawsze mówił o niej
jak najgorzej, winił ją za wszystko, to jest ostatnia osoba na świecie, z
jaką mógłby się związać. To w ogóle nie ma żadnego sensu, jak w ciągu trzech
tygodni może dojść do takich zmian? Odpowiedzcie mi proszę z perspektywy ex,
czy jeśli przeszło się razem piekło, nie ważne już z czyjej winy, bo wina
zawsze leży po środku, czy możliwe jest ponowne zejście się?
    • mama322 Re: trochę z innej beczki... 15.07.06, 06:21
      Przede wszystkim nie rozumiem jakim prawem uzurpujesz sobie prawo do
      współdecydowania czy Twój facet będzie spotykal się z córką czy nie??? A kim ty
      jesteś? Absolutnie nie masz prawa w to się wtrącać, to sprawy wewnętrzne
      rodziny matki-dziecka-ojca. W tej kolejności.

      Co do zachowania partnera - mnie to wygląda na niezakończoną miłość. Była żona
      zaproponowała kontakty z dzieckiem ( bo może dziecku na tym zaczeło zależeć) a
      facet zrobił sobie nadzieję na powrót do ex. Może wyrzuciła go z życiorysu gdy
      on ją jeszcze kochał i nie przestał a teraz uczucia odżyły. To, że mówił Ci o
      niej tylkoi źle o niczym nie świadczy, może wylewał w ten sposób swoją
      frustrację i rozczarowanie, że nie może z nią być.

      Aha! A tak na marginesie, jeśli Ty nie masz dzieci radzę poszukać faceta
      bezdzietnego, bo nigdy nie zrozumiesz więzi rodzic-dziecko i tego, że ojciec
      powinien widywać swoje dziecko, zwłaszcza gdy ex żona pozwala.
      • anka611 Re: trochę z innej beczki... 15.07.06, 08:45
        Ej,czemu jestes taka sroga dla dziewczyny? Ja mam dziecko , ale tez rozumiem, ze
        dziewczyna chce wiecej czasu dla niej od partnera. Kolejnosc zalezy od tego jak
        do tego podchodzi ojciec: nie ma tu praw pisanych. A tak z innej beczki: ten
        facet to palant-po prostu odejdz od niego i znajdz takiego bez zobowiazan-i to
        sporych. Raz moze sie noga powinac, ale drugi i wkrotce trzeci raz...to za duzo.
        • mama322 Re: trochę z innej beczki... 15.07.06, 12:06
          To niech sobie znajdzie wolnego i bezdzietnego. Wiążąc się z facetem po 2
          rozwodach musi wiedzieć, że jest conajmniej na 3 miejscu. Po 2 dzieci a teraz
          okazuje się, że po ex żonie.
          Wcale nie byłam sroga, tak naprawdę to inaczej chciałąm napisać, ale własnie
          uznałam, że byłoby to za srogie. Zamieściłam więc wersję light.
          • maminka_wiktorynki Re: trochę z innej beczki... 19.07.06, 11:10
            ciekawa jestem czy siebie też traktujesz jak wersję gorszą. Życie to nie zawody
            i nie można stawiać kogoś na którymś tam miejscu. Zakładasz nową rodzinę z nowym
            facetem to nie skazujesz go z miejsca na bycie piątym kołem u wozu, ale chcesz
            by wszystko grało jak najlepiej. Także nie uważam, że wiązanie się z kimś po
            rozwodzie skazuje nas na bycie trzecimi czwartymi czy dziesiątymi. To ze
            stokrotką się związał i na tym etapie życia są dla siebie jedyni a przynajmniej
            powinni być i wyliczanie dziewczynie, że jest 3 czy czwarta w niewiadomo jakiej
            kolejce to jakaś pomyłka. nie życzę ci byś ty był a w takowej postawiona i nie
            zapominaj , że też masz dziecko i na ciebie też może patrzą, że po co mi taka
            skoro mogę mieć wolną i bezdzietną...
      • jowita771 Re: trochę z innej beczki... 15.07.06, 09:21
        mama322 napisała:

        > Przede wszystkim nie rozumiem jakim prawem uzurpujesz sobie prawo do
        > współdecydowania czy Twój facet będzie spotykal się z córką czy nie??? A kim
        ty
        >
        > jesteś? Absolutnie nie masz prawa w to się wtrącać, to sprawy wewnętrzne
        > rodziny matki-dziecka-ojca. W tej kolejności.

        myślę, że niezupełnie w tej kolejności, to sprawa dziecko-ojciec. i ewentualnie
        matka. matka nie jest właścicielką dziecka.

        > ojciec
        > powinien widywać swoje dziecko, zwłaszcza gdy ex żona pozwala.

        a ex jeśli nie pozwala, to nie powinien? a jakie prawo ma matka, żeby nie
        pozwalać dziecku na kontakt z ojcem?
        • mama322 Re: trochę z innej beczki... 15.07.06, 12:03
          Nie zrozumiałaś, pisałam o kolejności kto odgrywa najwazniejszą rolę w życiu
          dziecka. Matka jest najważniejszą osobą bo wychowuje i to on niej zalezy czy
          uważa, że kontakt jest korzystny czy nie dla dziecka. Np. chodzi o tatusió
          alkoholików czy kryminalistów - dziwne, że nie rozumiesz takich rzeczy.
          Własność nie ma tu nic do rzeczy, chodzi o ochronę dziecka.
          • jowita771 Re: trochę z innej beczki... 15.07.06, 12:15
            wiesz, to nie do końca tak, że od matki zależy. nie powinno tak być. nikt nie
            jest sędzią we własnej sprawie i bardzo często matka nnie jest obiektywna
            zabraniając dziecku kontaktu z ojcem. a co do rodziny matka-dziecko-ojciec, to
            po rozwodzie nie ma rodziny matka-ojciec. były mąż to nie rodzina. oboje są
            rodziną dla dziecka, ale dla siebie juz nie. a alkoholik czy kryminalista to
            chyba jednak nie zdarza sie aż tak często, częściej jest tak, że rodice sie już
            nie kochają. ale to nie powinno być powodem izolowania dziecka od jednego z
            rodziców.
      • judytak Re: trochę z innej beczki... 16.07.06, 19:16
        mama322 napisała:

        > Aha! A tak na marginesie, jeśli Ty nie masz dzieci radzę poszukać faceta
        > bezdzietnego, bo nigdy nie zrozumiesz więzi rodzic-dziecko i tego, że ojciec
        > powinien widywać swoje dziecko

        bez przesady
        jest mnóstwo małżeństw bezdzietnych kobiet z dzieciatymi rozwodnikami, które
        funkcjonują bardzo dobrze
        na przykład moje :o)

        pozdrawiam
        Judyta
      • euna Re: trochę z innej beczki... 19.07.06, 03:11
        a skąd nagle kolejność matka-dziecko -ojciec ? szczególnie jeśli dziecko ma 4
        lata ???? no bez przesady.

        a zrozumieć więź rodzic- dziecko można bez trudnu, a juz na pewno rodząc
        dziecko, nie sądzisz ?
        • euna Re: trochę z innej beczki... 19.07.06, 03:12
          to było do mama321
    • kropeczka_2 Re: trochę z innej beczki... 15.07.06, 09:13
      cóż, ja z własnego doświadczenia mogę ci powiedzieć, że jest możliwa bliskośc
      z ex po latach, aczkolwiek w moim przypadku było to tylko chwilowe i
      jednorazowe. Wydaje mi się, że faceci są tylko facetami i myśl o bliskości z
      kobietą, którą się kiedyś kochało jest dla nich po prostu atrakcyjna i traktują
      to jako swoistą przygodę. Chociaż jest to mało pocieszające zarówno dla ex jak
      i next...
      Jeśli chodzi o kontakty z dzieckiem to mój ex też "obudził się" po 4 latach i
      teraz widuje się z synkiem i uwierz mi, moje dziecko nigdy nie było
      szczęśliwsze niż teraz. Pomyśl czasami trochę mniej egoistycznie, z perspektywy
      tej najmniejszej istotki, która potrzebuje ojca. Poza tym wiążąc się ze swoim M
      wiedziałaś, że ma dwójkę dzieci, a nie jedno.
      I tak Cię podziwiam, planować sobie wspólne życie z kimś kto dwa razy opuścił
      swoje dziecko, to dla mnie wyczyn. Mam nadzieję, że wy nie planujecie
      potomstwa, bo być może zostaniesz ex nr 3 i zadomowisz się na tym forum na
      dobre. Czego nie piszę oczywiście złośliwie, ale dla przestrogi.
      • czerwone_korale Re: trochę z innej beczki... 15.07.06, 10:03
        Nie rozumiem co się
        dzieje. Przecież to niemożliwe, żeby ze sobą sypiali, on zawsze mówił o niej
        jak najgorzej, winił ją za wszystko, to jest ostatnia osoba na świecie, z
        jaką mógłby się związać.
        ___
        jeśli źle o niej mówił i o wszystko ją obarczał to samo to powinno być dla
        Ciebie sygnałem że coś jest nie tak.Nigdy nie jest tak,że w 100% winna jest
        jedna strona,a nawet jeśli więcej winy było po jej stronie to nie powinien źle
        mówić o ex.
        Z tego co piszesz to faktycznie wygląda na mały "powrót".Chyba nie chciałabym
        byc z takim facetem, tym bardziej że Ty nie masz dzieci-a on mając już dwójkę
        pewnie nie będzie się spieszyl do 3-go dziecka.
        Pozdrawiam
        • anka611 czy mam prawo do ochrony swojego dziecka? 15.07.06, 12:29
          moj ex maz ma za soba pobyty w szpitalu psychiatr. i wyroki sadowe za rozboje
          pod wplywem alkoholu-rodzina zawsze to skrzetnie ukrywala. Pozwalam na
          spotykanie sie dziecka z ojcem-jestem jednak ostrozna (np.nie puszczam na
          wspolne wakacje) i kto mi powie, ze nie mam racji chroniac swqoje dziecko, a
          moze powinnam zgadzac sie na wszystko co ojciec chce bez ograniczen tylko
          dlatego, ze placi regularnie , wysokie alimenty na dziecko???
    • kinga2110 Re: trochę z innej beczki... 16.07.06, 09:28
      A ja odnosłam wrażenie po poście stokrotki, że ona nie ma za złe partnerowi, że
      spotyka się z dzieckiem, jest zazdrosna o kontakty z byłą żoną. Wszystkie od
      razu ją zaatakowałyście, z góry zakładając, że chce ogranic mu kontakty z
      dzieckiem.
      Matka też nie postąpiła w porzadku najpierw nie pozwalając na kontakty i nagle
      się obudzic i przypomniec sobie, że dziecko ma ojca. Albo chce żeby się
      widywali, albo nie i kropka. A może to była chce zniszczyc to co jest pomiędzy
      nimi, może on nigdy o niej nie zapomniał, moim zdaniem oni sypiają ze sobą, a
      jeśli nie to zaczną. Bo właściwie po co spotykają się we trójke?
      Stokrotka daj sobie z nim spokój
    • allunia77 Re: trochę z innej beczki... 16.07.06, 15:59
      Witaj,
      po pierwsze gratukuję odwagi związania się z człowiekiem, który już dwa razy
      zostawił swoje dzieci i żony. Musi mieć facet niezły wpływ na kobiety, które mu
      tak ufają. A że ufają to widać po twojej wypowiedzi - rzadko kiedy winne
      rozwodu sa obie strony po połowie - tak twierdzą tylko te strony, które w
      głównej mierze przyczyniły się do rozwodu. I często te strony chcąc siebie
      wybielić w swoich oczach i w oczach swoich partnerów oczerniają swoich
      współmałzonkow, czyniąc z nich nawet osoby o zaburzeniach nerwowych p orawda,
      że tej drugiej, czy nawet trzeciej łatwiej uwierzyć "biednemu" facetówi, który
      zostal skrzywdzony przez swoje partnerki.
      Poza tym dziwię sie tylko tobie, że weszłaś w związek nie znając dobrze spraw
      swoich poprzedniaczek i ich dzieci.
      A ty nie masz żadnego prawa mieszania się w sprawy swojego partnera i jego
      dzieci. Dzieci są zawsze najważniejsze - partenrki mozna zmienić, dzieci nie.
      • agawamala Re: trochę z innej beczki... 18.07.06, 19:15
        Napiszę coś bardzo, ale to bardzo niepopularnego - dzieci są ważne, ale nie
        najważniejsze. Marnowanie sobie życia w imię miłości do dzieci zawsze odbije
        się rykoszetem.
        • chalsia Re: trochę z innej beczki... 19.07.06, 00:11
          a co Ty,niosąca kaganek oświaty, uważasz za marnowanie sobie życia? Bo ja np.
          nie wiem co masz na myśli?
          Chalsia
          • agawamala Re: trochę z innej beczki... 19.07.06, 08:06
            Jeśli na każdą uwagę aż gotujesz się od agresji to współczuję - i Tobie, bo
            ciężko z tym żyć i wszystkim, którzy muszą mieć z tak napastliwą osobą
            kontakty. Wyluzuj, będzie przyjemniej.
            Ale ad rem ( do rzeczy).
            Za marnowanie sobie życia uważam między innymi rezygnacje z własnego szczęścia,
            założenia nowej rodziny, pozbawienie się szansy na normalne funkcjonowanie w
            imię tzw. dobra dzieci.
            A dzieci potrafią ( zwłaszcza jesli są buntowane przez matkę) skutecznie zatruć
            życie ojcu i jego nowej partnerce. A jak? Tego pewnie mogłabyś wielu nauczyć.
            W każdym razie popieram zdrowy egoizm. Jeśli tata kocha panią X ma prawo się z
            nią ożenić i nie musi wszystkich oszczędności przeznaczać na dziecko/dzieci z
            poprzedniego związku.
            Mówiąc więc łopatologicznie - tata nie ma obowiązku kupowania synowi laptopa(
            roweru, bajeranckich ciuchów...........) może za te pieniądze ( o ile spełni
            obowiązek alimentacyjny) wyjechać na urlop czy nawet kupić nowej żonie
            pierścionek.
            Zaraz oburzą się Samotne Mamy, które najchętniej widziałyby ex męża gołego i
            wesołego ( nie w sensie dosłownym, chociaż czasem kto wie....), no bo przecież
            ich zdaniem dla dziecka trzeba się poświęcić.
            • chalsia Re: trochę z innej beczki... 19.07.06, 10:53
              widzę, ze oceniasz ludzi swoją miarą, skoro zwykłe pytanie traktujesz jako
              agresję. I na dodatek insynuujesz, że buntuję dziecko. No cóż, trafiłaś jak
              kulą w płot.
              Po za tym całkowicie zgodzę się z Tobą, ze jeśli ojciec spełnia prawidłowo
              obowiązek alimentacyjny, to z resztą swojego majątku może zrobić co chce (nawet
              rozdać żebrakom).
              Cieszę się również, że wedle Twojego rozumienia marnowania sobie życia, ja do
              tej kategorii nie należę.
              Chalsia
    • majaewa Re: trochę z innej beczki... 16.07.06, 18:25
      Żal mi Ciebie ,chyba zmarnowałaś cztery lata swojego życia .Wydaje mi się ,że
      była żona Twojego partnera chce zemsty ,zniszczy Wasz związek a później go
      zostawi tak jak on kiedyś ją . Nigdy nie ufaj facetowi na tyle by wierzyć we
      wszystko co Ci powie. Rozwodnik nigdy nie przyzna się ,że wina za rozpad
      małżeństwa leży po jego stronie , to zawsze winna jest była żona .
    • judytak czegoś tu nie rozumiem 16.07.06, 19:23
      a mianowicie liczby mi się nie zgadzają:

      stokrotka_5 napisała:

      > Jestem od 4 lat z człowiekiem,
      > który (...) ma z drugiego 4 letnią córkę. Oba małżeństwa zakończyły się
      > zanim go poznałam.
      > jego ex, która nagle zadzwoniła do niego po 4
      > latach i zaproponowała mu widzenia z dzieckiem

      czyli że facet ma czteroletnie dziecko, z którym od czterech lat się nie
      widzial (czyli nigdy w życiu?), a cztery lata temu był już po rozwodzie (jak
      wiadomo, sprawy rozwodowe trochę trwają...)

      oczywiście wszystko jest możliwe, ale...

      pozdrawiam
      Judyta
      • pesher Re: czegoś tu nie rozumiem 16.07.06, 21:10
        Ja jestem po rozwodzie z Tata Malej o 4 miesiace i 2 tygodnie dluzej, niz zyje
        Malasmile Wiec wszystko jest mozliwetongue_out Nie oceniam prawdziwosci slow autorki
        watku, ale chce pokazac, ze cos takiego sie moze zdarzycsmile
    • nelly72 Re: trochę z innej beczki... 18.07.06, 11:39
      U mnie w pracy był taki przypadek, facet poznał pewną panią na wyjeździe
      delegacyjnym, romans rozkwitł, a pani owa dość szybko "zaciążyła".
      Facet był wyraźnie nową panią zauroczony, sprawa o rozwód (8-letnie małżeństwo)
      w toku. Co się biedny nagadał na żonę to jego, a to że leniwa, a to że kiepska
      w łóżku, a to że kłótliwa, marudna, nic nie umiała załatwić itd.
      Dziecko się urodziło, dziewczynka - naprawdę fajna, pare miesięcy później jego
      była już żona miała poważny wypadek samochodowy - czołówka w drzewo. Facet
      zaczął ją w szpitalu odpowiedzać, strasznie rozpaczał, nagle z kłotliwej żony
      zrobił się "dobry człowiek", jak sam zaczął powtarzać "ona nie może umrzeć, to
      taki dobry człowiek". I tak się to skończyło, że wrócił do tej byłej żony,
      pogodzili się, a rok temu urodził im się syn (co ciekawe wcześniej ona się
      długo leczyła, bo nie mogła mieć dzieci). Tylko tej małej żal, bo tata coś tam
      ponoć płaci, ale jej nie odwiedza.sad
    • maminka_wiktorynki Re: trochę z innej beczki... 19.07.06, 11:17
      nie wyolbrzymiasz trochę sama przed sobą tego wszystkiego? Nie dziwne, że po
      takim czasie odezwanie się nagle byłej to jest wydarzenie. W końcu na masę czasu
      był wywalony z życia dziecka i to tylko dobrze o nim świadczy, że bez
      zająknięcia się z dzieckiem widuje. Po tylu latach zapewne ma sporo do
      wysłuchania o dziecku. Może ex zrozumiała,że córka potrzebuje ojca i w ten
      sposób stara się swojej córce dać namiastkę rodziny, a z tym powrotem do siebie
      to myślę , że trochę to za dużo "szczęścia" na raz by było. Bądź cierpliwsza bo
      facetowi na łeb zwaliło się teraz pół życia.
      Życzę Ci dużo siły
Pełna wersja