niektore matki chyba nie znają zycia

15.07.06, 23:35
a ile wy dajecie na dzieci, bo jeżeli alimenty są po 1000-1500 zl, a przecież
matki winny też tyle wydawac na dzieci, to razem wychodzi na dziecko 2-3 tys.
Przecież niejedna rodzina pełna zyje mając po 1-2 tys ale na cała rodzine. Jak
czytam takie beznadziejne wypowiedzi ile to dzieci kosztują to az robi się
niedobrze. Owszem kosztują i jak się ma pieniądze to moga jeszcze dużo więcej
kosztować, bo wydawac to można, najgorzej zarobić.
    • virtual_moth Re: niektore matki chyba nie znają zycia 15.07.06, 23:55
      dolll1 napisał:

      > najgorzej zarobić.

      Zarób Ty, widziały gały co brałytongue_out
      • misbaskerwill Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 12:38
        > Zarób Ty, widziały gały co brałytongue_out
        a jak nie widziały, bo miłość ślepa jest?smile
        A potem taka obiecuje puścić z torbami ciebie, twoich rodziców a może jeszcze i
        dziadka jak nie zapłacisz 100% wysokości pensji...
        Litości!
        Jak powiedziałem, że ja zajmę się dzieckiem - za darmo (bez żądania alimentów od
        niej na dziecko), z drobną pomocą finansową rodziców - to "nie, bo nie".
        Podobno w sądzie nie mam na to szans - dziecko ma 2,5 roku - ale w tej sytuacji
        chyba powinienem spróbować, co??? Pewnie powinienem dodać, że małżonka
        spowodowała rozkład małżeństwa (romans) - na co mam dowody, ale mimo to wniosłem
        pozew bez orzekania o winie.
        • virtual_moth Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 19:11
          Nie wiem z jakiej planety pochodzisz, bo nie znam żadnej, na której normalne
          matki zgadzają się na "oddanie" małego dziecka ojcu po rozwodzie. Co chciałeś
          osiągnąc proponując jej to, oprócz uśmiechu politowania z jej strony i
          zaognienia konfliktu? Jaką chciałeś usłyszeć odpowiedź, oprócz "nie bo nie?"

          Jesli szkoda Ci kasy na alimenty, to raczej nie angażuj się w wystąpienie o
          opieke nad dzieckiem. Może się okazać, że dziecko będzie cie "kosztować" o
          wiele więcej niż 100% twojej pensji.
          • misbaskerwill Re: niektore matki chyba nie znają zycia 18.07.06, 16:34
            virtual_moth napisała:
            > Nie wiem z jakiej planety pochodzisz, bo nie znam żadnej, na której normalne
            > matki zgadzają się na "oddanie" małego dziecka ojcu po rozwodzie. Co chciałeś

            Z "normalną matką" bym się raczej nie rozwodziłsmile Ale przynajmniej zaczynam
            rozumieć podejście sądusmile

            > osiągnąc proponując jej to, oprócz uśmiechu politowania z jej strony i
            > zaognienia konfliktu? Jaką chciałeś usłyszeć odpowiedź, oprócz "nie bo nie?"

            Rozumiem, że TYLKO Matka jest w stanie wychować dziecko, nawet jeśli ono już
            biega i zaczyna mówić, a cyca dawno nie ssie. NIEMOŻLIWE jest oddanie dziecka
            ojcu, bo on nie posiada(ł) wspólnej pępowiny z dzieckiem i w ogóle mężczyzna
            jest tylko fertylizatorem, a nie istotą ludzką, która w jakikolwiek sposób
            równałaby się z Matką. Czy dobrze rozwinąłem Twój tok myśli?

            > Jesli szkoda Ci kasy na alimenty, to raczej nie angażuj się w wystąpienie o
            > opieke nad dzieckiem. Może się okazać, że dziecko będzie cie "kosztować" o
            > wiele więcej niż 100% twojej pensji.

            Masz rację - zgadzam się z tym. I obiecałem, że będę go współwychowywać -
            codziennie odwozić go do przedszkola, chodzić z nim do lekarza, na spacery,
            uczyć się z nim i bawić... Wiem - to są tylko puste słowa. Widać po Twoich
            wypowiedziach, co sądzisz o mężczyznach w ogóle.
            A co, jeśli matka potrafi bez przerwy kłamać w żywe oczy, zdradza męża na prawo
            i lewo, nie odróżnia dobra i zła (np. chodzi przy tym co tydzień do kościoła i
            regularnie przyjmuje komunię). Czy i tak to ona ma "wychowywać" dziecko, bo to
            ona jest MATKĄ?
            Czy tak "wychowane" dziecko jest naprawde lepsze dla społeczeństwa?
            • virtual_moth Re: niektore matki chyba nie znają zycia 18.07.06, 16:45
              Nie, nie tylko matka jest w stanie opiekować się (także samotnie) dzieckiem.
              Nie zmieniaj jednak tematu - ja się pytam, JAKI BYŁ CEL Twojej propozycji
              złożonej matce dziecka, skoro - jak sądzę - doskonale wiedziałeś, że ona się na
              oddanie dziecka pod twoją opiekę nigdy nie zgodzi?
              To taka manifestacja miała być, prawda? Ot, deklaracja w stylu "jeśli nie stać
              cię na wychowaywanie dziecka bez wysokich alimentów, to oddaj dziecko mnie".
              Infantylne i głupie.

              Jeśli uważasz, że matka twojego dziecka stanowi dla niego zagrożenie, to
              dlaczego to ona jest z nim teraz, a nie ty? Dlaczego wyprowadzając się nie
              wziąłeś dziecka ze sobą? Dlaczego, jeśli to ona się wyprowadziła, pozwoliłeś
              jej zabrać dziecko? Tej podłej, mściwej suce?
              • chalsia Re: niektore matki chyba nie znają zycia 18.07.06, 17:11
                > To taka manifestacja miała być, prawda? Ot, deklaracja w stylu "jeśli nie
                stać
                > cię na wychowaywanie dziecka bez wysokich alimentów, to oddaj dziecko mnie".
                > Infantylne i głupie.

                Dokładnie tak. Też usłyszalam podobną "propozycję" (aczkolwiek nie pamiętam czy
                w kontekście alimentów). W mniemaniu eksa jestem złą matką, bo dziecko
                jest "wydelikacone", wrabiam dziecko w alergię, wiele spraw związanych z
                dzieckiem jest wydumanych, jestem histerycznie nadopiekuńcza, etc, etc.
                Ale widać nie jest ze mną tak źle, skoro ojciec nie uważa za słuszne wystąpic o
                przejęcie opieki.

                Chalsia
                • chalsia sprostowanie 18.07.06, 17:15
                  sorki, sformułowanie eksa było "......., to ja go chętnie wezmę".
                  Ale już od 10 mcy kontaktów jakichkolwiek z dzieckiem nie utrzymuje.
                  Chalsia
            • toman5 Re: niektore matki chyba nie znają zycia 18.07.06, 17:00
              Pozwól, że ja ci odpowiem, misbas.
              Nie, nie tylko matka może wychowac małe dziecko. Ale ojców właściwych do tego
              zadania jest, niestety, bardzo niewielu.
              Ilu ojców wstaje do płaczącego niemowlaka na równi z matką?
              Ilu ojców chodzi z dzieckiem po lekarzach na równi z matką?
              Ilu ojców zajmuje się dzieckiem tak aktywnie jak matka, a ilu odmachuje się od
              małego wtykając nos w ekran?
              Jak często dziecko z płaczem pobiegnie do ojca, zamiast do matki?
              Nawet na placach zabaw, w jakimś KIDS PLAY czy innym takim. Ojciec zabiera tam
              dziecko - i gadżet: palma, aparat cyfrowy etc. Matka zabiera tylko dziecko.
              I na twoje pytanie odpowiadam: Virtual ma słuszność: takiemu ojcu tylko
              nienormalna matka oddałaby male dziecko po rozwodzie. Bo tacy ojcowie,
              przeciętni współcześni ojcowie nie dają dziecku na równi z matką dwóch
              podstawowych dóbr: poczucia bezpieczeństwa i czułości.
              Czy mężczyźni nie są w stanie wykrzesać z siebie tego, co matki? Na moje oko
              są - tylko im się nie chce. Bo to jest wielki wysiłek.
              Część zgłasza chęć wykrzesywania go z siebie, gdy małżeństwo się wali i
              zaczynają się sprawy sądowe. Ale to jest trochę późno. I trudno ocenić, ile w
              tym rzeczywistej chęci, a ile zamiaru dokopania matce.
              • misbaskerwill Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 12:15
                toman5 napisała:
                > Pozwól, że ja ci odpowiem, misbas.
                > Nie, nie tylko matka może wychowac małe dziecko. Ale ojców właściwych do tego
                > zadania jest, niestety, bardzo niewielu.
                > Ilu ojców wstaje do płaczącego niemowlaka na równi z matką?
                > Ilu ojców chodzi z dzieckiem po lekarzach na równi z matką?
                > Ilu ojców zajmuje się dzieckiem tak aktywnie jak matka, a ilu odmachuje się od
                > małego wtykając nos w ekran?
                No właśnie - mówisz o _statystycznym_ ojcu...
                I masz _statystycznie_ rację. Czy to, że dziennie ginie 1000 osób na drogach,
                znaczy, że jak TY przejedziesz jedną osobę coś się zmieni? Statystycznie NIC.
                Dziękuję, że się ładnie po mnie przejechaliście, _statystycznie_ na to
                zasłużyłem. A że nie mam ochoty tracić czasu na obronę własnej marnej osoby na
                tym forum (wolę to zrobić w sądzie), kończęsmile
                • toman5 Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 14:10
                  Oczywiście, że mówimy o statystyce. Także i ty zadałeś pytanie retoryczne.
                  Prywatnie współczuję wszystkim wyjątkom, któe muszą ze statystyką i zrodzonymi
                  z niej stereotypami walczyć: i lepszym ojcom walczącym o prawo do opieki nad
                  dzieckiem, i dziewczynom, które chcą służyć w armii, i chłopakom, którzy nie
                  chcą w niej służyć.
                  A wsądzie nie będziesz bronił "swojej marnej osoby", tylko, mam nadzieję, dobra
                  dziecka tak, jak je najszczerzej pojmujesz.
          • khaldum Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 07:47
            virtual_moth napisała:

            > Nie wiem z jakiej planety pochodzisz, bo nie znam żadnej, na której normalne
            > matki zgadzają się na "oddanie" małego dziecka ojcu po rozwodzie. Co chciałeś
            > osiągnąc proponując jej to, oprócz uśmiechu politowania z jej strony i
            > zaognienia konfliktu? Jaką chciałeś usłyszeć odpowiedź, oprócz "nie bo nie?"

            Ja też nie znałam do czasu aż związałam się z moim NM i miałam wątpliwą
            przyjemnośc poznania jego ex.

            Zawsze wydawało mi się, że matka to osoba która dla dziecka umrze, ale już
            wiem, że są patologiczne narośle wokół macic, które te macice powinny mieć
            wycinane w wieku 12 lat, żeby matkami nie być.

            Nóż mi się w kieszeni otwiera kiedy słyszę, że bachorów nie odda, bo to jej
            polisa na życie i zabezpieczenie finansowe.

            Dzieci jak idzie w tan oddaje opiekunce na 3-4 dni, obiadów nie gotuje,
            zostawia 2 latka na cały dzień pod opieką 10 latka a wieczorem wracając do domu
            wypożycza FAJNY HORROR dla dzieci, żeby jej dupy nie truły...

            dzieci nie mają poczucia bezpieczeństwa, mają lęki nocne, są aspołeczne,
            a "matka" twierdzi, że je kocha... a w duuu z taka miłością...

            Każdy rozsądny człowiek izolowałby dziecko od takiej "matki", ale to trzeba
            zrobić przed 3 rokiem życia, bo później juz za późno, i prawdą się staje
            stwierdzenie

            nie ważne jaka matka, ale matka... bo dziecko się przywiązuje, do patologii
            niestety też...

            • derena33 Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 08:34
              khaldum napisała:

              > wypożycza FAJNY HORROR dla dzieci, żeby jej dupy nie truły...
              >
              > dzieci nie mają poczucia bezpieczeństwa, mają lęki nocne, są aspołeczne,
              > a "matka" twierdzi, że je kocha... a w duuu z taka miłością...
              >
              > Każdy rozsądny człowiek izolowałby dziecko od takiej "matki", ale to trzeba
              > zrobić przed 3 rokiem życia, bo później juz za późno, i prawdą się staje
              > stwierdzenie
              >
              > nie ważne jaka matka, ale matka... bo dziecko się przywiązuje, do patologii
              > niestety też...
              >

              ----------------------------------

              Nie rozumiem w takim razie czemu twoj facet z taka kobieta zbilzyl sie na tyle,
              by z tego zwiazku urodzily sie dzieci?
              • skarbeniek1 Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 10:56
                <Nie rozumiem w takim razie czemu twoj facet z taka kobieta zbilzyl sie na
                tyle,
                by z tego zwiazku urodzily sie dzieci?>

                sorki, ale to chyba pytanie retoryczne! Nikogo niemożna poznać tak do końca,
                nie wiemy jaka ta osoba będzie za pare lat. Wiążąc się z facetem też niewiemy
                czy nadaje się na partnera do końca życia ani czy będzie dobrym ojcem,
                oczywiście mamy taką nadzieję...Kobiety niestety też ewoulują w związkach i
                niestety niewszystkie nadają się na MATKI .
                • nelly72 Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 11:24
                  skarbeniek1 napisała:

                  > Nikogo niemożna poznać tak do końca, nie wiemy jaka ta osoba będzie za pare
                  > lat.

                  No niby tak, ale w tym przypadku różnica wieku między dziećmi to 8 lat, przez
                  tyle lat się maskować czy udawać jest dość trudno.
                  Rozumiem, że ktoś ma jedno dziecko, ale przy dwójce, dodatkowo z różnicą wieku,
                  trudno mi uwierzyć w taką metamorfozę, bo z opisu to nawet nie zła matka, ale
                  prawie potwór wychodzi. Nie było wcześniej żadnych oznak jej zachowania?
                  • khaldum Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 11:42
                    Niestety były, ale moj NM, mimo, ze zabiegał i o terapie i inne rzeczy nie
                    odniósł zadnej poprawy. Był w domu i sam starał się być matką dla dzieci, po 13
                    latach małżeństwa odszedł a teraz w sądzie stara się o opiekę, ale sąd wychodzi
                    z założenia, że MATKA TO MATKA, nie ważne jaka, ale matka, a dzieci tą matkę
                    kochają...

                    a "matka" dzieci nie odda, bo to jej źródło dochodu, nie pracuje, dluuuga droga
                    przed nami....
                    • nelly72 Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 12:25
                      Wiesz co, Khaldum, nie odbierz tego źle, ale na innym forum piszesz, że nie
                      chcesz być nawet macochą weekendową, i jak dzieci przyjdą do taty, to ty
                      będziesz wychodzić.
                      Więc jaką dłuuuugą drogę przed wami masz na myśli, bo chyba nie tą, że
                      będziecie się starać, aby dzieci przeszły pod waszą opiekę, bo przeciesz wtedy
                      musiałbyś wychodzić na nieco dłużej, niż tylko na weekend.
                      • czerwone_korale Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 12:36
                        nelly72 napisała:

                        > Wiesz co, Khaldum, nie odbierz tego źle, ale na innym forum piszesz, że nie
                        > chcesz być nawet macochą weekendową, i jak dzieci przyjdą do taty, to ty
                        > będziesz wychodzić.
                        > Więc jaką dłuuuugą drogę przed wami masz na myśli, bo chyba nie tą, że
                        > będziecie się starać, aby dzieci przeszły pod waszą opiekę, bo przeciesz
                        wtedy
                        > musiałbyś wychodzić na nieco dłużej, niż tylko na weekend.
                        ___
                        hahahaha-no właśniewink
                        nie ma to jak popisać sobie na forum bez składu i ładuwink
                      • khaldum Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 12:39
                        Weekendową nie chcę być, bo to paranoja, zbierać cięgi od dzieci dla których
                        plucie jest normalnym zachowaniem, bo mama pozwala pluć i mowić, do
                        dorosłych "skończyłaś ?" kiedy się do nich mówi.

                        Jestem gotowa na wychowywanie dzieci, ale bez obecności w ich życiu "mamy",
                        albo przy jej minimalnym kontakcie i wpływie na dzieci.
                        Jeśli dzieci będą na codzień przebywać w normalnym środowisku, zauważą, że
                        ludzie żyją inaczej. Na dzień dzisiejszy patologia to dla nich norma.

                        Niestety do tego jest potrzebny prawomocny wyrok sądu.

                        Trzeba zacisnąć zęby i czekać, bo miejsce dzieci na dzień dzisiejszy jest przy
                        matce....

                        • czerwone_korale Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 12:44
                          khaldum napisała:

                          > Weekendową nie chcę być, bo to paranoja, zbierać cięgi od dzieci dla których
                          > plucie jest normalnym zachowaniem, bo mama pozwala pluć i mowić, do
                          > dorosłych "skończyłaś ?" kiedy się do nich mówi.
                          >
                          > Jestem gotowa na wychowywanie dzieci, ale bez obecności w ich życiu "mamy",
                          > albo przy jej minimalnym kontakcie i wpływie na dzieci.
                          > Jeśli dzieci będą na codzień przebywać w normalnym środowisku, zauważą, że
                          > ludzie żyją inaczej. Na dzień dzisiejszy patologia to dla nich norma.
                          >
                          > Niestety do tego jest potrzebny prawomocny wyrok sądu.
                          >
                          > Trzeba zacisnąć zęby i czekać, bo miejsce dzieci na dzień dzisiejszy jest
                          przy
                          > matce....
                          >
                          _______
                          no to życzę Ci z całego serca żeby dzieciaczki znalazły się przy Wassmile
                          stworzycie udaną, ciepłą rodzinęsmile
                          powodzeniasmile)
                          • diinna Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 12:54
                            nie podwazam ze dzieci moze nie sa wychowana i moze pochcodza z patologi.Ale
                            nie obrazaj ich tak bo w koncu do któregostam roku zycia wychowywał jepodobno
                            ojciec- sama tak piszesz- wiec cos im z tego chyba zostało, chyba , ze....

                            I po drugi nie piszesz o niich z uczuciem - chyba ze negatywnym - wiec w moim
                            mniemaniu nie chcesz dac im domu - a jedynie wytresowac tak aj ty uznajesz...
                            To smutne dla tych dzieci - bo oznacza , ze wpadna z jednej patologi w druga.
                        • nelly72 Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 16:16
                          Nie znam oczywiście dokładnie twojej sytuacji, ale niepokojące jest to że, jak sama piszesz zbierasz cięgi od dzieci. Rozumiem twoją potrzebę obarczania całą odpowiedzialnością mamę dzieci, ale chyba jak dzieci do was przychodzą, to jest tam ich ojciec. I co, pozwala na takie zachowania?

                          Z tego co piszesz małżeństwo trwało 13 lat, gdzie podobno to właśnie ojciec zastępował dzieciom matkę, czy przez ten czas nie udało się mu wpoić żadnych sensownych zachowań, nie wyrobił sobie autorytetu u dzieci?

                          Nie wiem co dla ciebie znaczy patologia, czy matka bije dzieci, pije nałogowo, jest narkomanką, dzieci są brudne, głodne, czy plują i pyskują?

                          Wiesz, nie wymagam od ciebie, abyś wychowywała, jak sama piszesz te dzieci, ale bądź szczera, jak ich nie lubisz, albo cię wkurzają, to napisz to, a nie twórz historii, jak to walczysz o nie razem z ich ojcem, albo jak to będziesz tworzyć im dom pod warunkiem, że mama zniknie. To nierealne oczekiwanie, bo jak ma zniknąć, chyba że umrze.

                          I dość naiwne wydaje mi się oczekiwanie, że "dzieci-potwory" w tym wieku w jakm są teraz, zmienią się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy zaczną przebywać u was w "normalnym domu" na codzień.
                          Możesz się bardzo rozczarować, a na dodatek nie będzie kogo obarczać winą za ich cechy, bo "ex" zniknie.

                          No ostatecznie zawsze zostaną wam jako wymówka, "złe geny" ex-żony, bo te dobre to wiadomo, że taty.

            • chalsia Re: niektore matki chyba nie znają zycia 19.07.06, 10:55
              jeśli matka nie wywiązuje sie z opieki etc, to co stoi na przeszkodzie by Twój
              partner wystąpił do sądu o przejęcie opieki?
              Chalsia
    • chalsia Re: niektore matki chyba nie znają zycia 16.07.06, 00:11
      na całe szczęscie nie ma obowiązku równania w dół, z tego powodu, że inni
      ludzie mają mniej.
      Chalsia
    • goodbyekitty Re: niektore matki chyba nie znają zycia 16.07.06, 10:08
      no tak już jest na tym świecie, że są biedni i bogaci, a tych pierwszych
      niestety dużo więcej.

      ale dlaczego matka, którą zostawia zamożny ojciec i która przyzwyczajona jest
      do wygodnego stylu życia, ma teraz razem z dzieckiem z tego stylu życia
      zrezygnować? czy jest jakiś dobry powód? bo to, że już się nie kochają albo on
      znalazł inną tym powodem nie jest. te kobiety często same dobrze zarabiają i
      przyzwyczajone są do swojego statusu - zagranicznych wakacji, dobrej jakości
      ubrań i sprzętów i chcą, żeby dziecku niczego nie brakło. przyznasz sama, że
      jeśli ktoś zarabia 8-10 tys i więcej, jego dziecko ma prawo do życia za więcej
      niż 300 zł miesięcznie. daj mi 3 tysie a wydam je na dziecko - tylko najlepsi
      pediatrzy, super-niania, nowoczesne szczepionki, nieużywane ubranka, wypasione
      zabawki i jeszcze skoczymy sobie gdzieś zrelaksować się na plaży. bo 300 zeta
      to starczy na pieluchy i jedną prywatną wizytę u pediatry (w wawie).

      i kto tu nie zna życia?
    • pesher Re: niektore matki chyba nie znają zycia 16.07.06, 11:17
      Powiedz, dajmy na to, Pani Kulczykowej, ze ma wydawac na dziecko 600PLN
      miesiecznie, to Cie smiechem zabije. Ja osobiscie jeszcze pol roku temu bym tez
      Cie smiechem zabila, chociaz nie jestem Pania Kulczykowa, poniewaz opiekunka
      wiecej kosztowala. No a wiadomo, ze jezeli chce chodzic do pracy, to ktos musi
      zajać sie Mala. A tu zadnej babci w okolicy nie ma, wiec odpada darmowa opieka.
      Na szczesie teraz za opiekunke placi moja firma, wiec gdybym to ja robila
      wszystkie zakupy dla Malej, MOZE zmiescilabym sie w 600PLN. Ale, ze zakupy w
      wiekszosci robi Tata Malej (z konta Malej, na ktore wczesniej wplacamy oboje
      pieniadze na utrzymanie), a ma swira na punkcie dobrych butow, niestety, nie ma
      na to szans. Tylko ze i Tata Malej i ja zyjemy na srednim poziomie i taki sam
      poziom zapewniamy dziecku. Jakos nie wpadlo nam do glowy rownanie w dol, bo
      inni maja gorzej. Ale cos za cos.. Spedzam z Mala maxymalnie 6 godzin na dobe
      od 6 miesiaca jej zycia reszte czasu poswiecajac pracy. Taki lajf, taka
      rzeczywistosc.
      • mama_ameleczki Re: niektore matki chyba nie znają zycia 16.07.06, 12:14
        Uważasz, ze ojciec który zarabia np. 10.000 ma dawać swojemu dziecku 250zł? Ma
        tak byc tylko dal tego ze twoj eks malo zarabia i zal ci tylek sciska.
        • miss_nina Re: mama_ameleczki 16.07.06, 22:06
          mama_ameleczki napisała:

          > Uważasz, ze ojciec który zarabia np. 10.000 ma dawać swojemu dziecku 250zł? Ma
          > tak byc tylko dal tego ze twoj eks malo zarabia i zal ci tylek sciska.

          mamo_ameleczki, jestem pełna podziwu dla twojego intelektu i subtelności, twoja
          wielbicielka miss_nina.
    • pelagaa Re: niektore matki chyba nie znają zycia 16.07.06, 15:27
      > a ile wy dajecie na dzieci, bo jeżeli alimenty są po 1000-1500 zl, a przecież
      > matki winny też tyle wydawac na dzieci

      Nie ma takiego prawa, ktore mowiloby, ze matki WINNY wydawac na dzieci
      dokladnie tyle ile ojciec placi alimentow. Kazde z rodzicow ma miec swoj wklad
      w wychowanie i utrzymania dziecka, ani jedna ani druga skladowa nie musi byc
      podzielona 50%/50%.
    • redtower Re: niektore matki chyba nie znają zycia 16.07.06, 23:23
      A kto powiedział, że mama i tata ma dawaćtyle samo pieniędzy?? Czy tata i mama
      (biorąc pod uwagę fakt, że dziecko mieszka z mamą) tyle samo swoich sił
      wkładają w wychowanie dziecka?? Skoro mama wkłada więcej swoich sił... to może
      niech tata daje wiecej pieniędzy?? To by chyba było OK?? Czyż nie??
      Nie będę się wypowiadała na temat tego, że jedne dzieci mają 200zł alimentów a
      inne 10.000zł... trzeba mieć troszeczkę wyobraźni aby to pojąć... jak widać
      autorce postu nieco tej właśnie wyobraźni brakuje...

      Towerek
    • ann_mart Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 09:09
      No są też tacy co zyją pod mostem i w kanałach - bezdomni. Czy to znaczy, że ja
      też powinnam??
    • anetina Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 10:02
      dolll1 napisał:

      > a ile wy dajecie na dzieci, bo jeżeli alimenty są po 1000-1500 zl, a przecież
      > matki winny też tyle wydawac na dzieci, to razem wychodzi na dziecko 2-3 tys.
      > Przecież niejedna rodzina pełna zyje mając po 1-2 tys ale na cała rodzine. Jak
      > czytam takie beznadziejne wypowiedzi ile to dzieci kosztują to az robi się
      > niedobrze. Owszem kosztują i jak się ma pieniądze to moga jeszcze dużo więcej
      > kosztować, bo wydawac to można, najgorzej zarobić.


      szczerze - podaj na forum 3 matki, które mają takie alimenty na dziecko
      • szymon00 a mam pytanie 17.07.06, 12:53
        jak sie ma wyrok o alimenty np. w kwocie x i się płaci na poczcie, czy też
        przelewem to czy od tej kwoty x można odliczyć sobie prowizje bankowe czy też
        pocztowe? dziekuję z góry za odpowiedź
        • anetina Re: a mam pytanie 17.07.06, 12:56

          to co mi wiadomo - nie można big_grin
        • pesher Re: a mam pytanie 17.07.06, 12:57
          Nie wierzebig_grinbig_grinbig_grinbig_grin:
          Szymon, expert prawny forum, zadaje takie pytaniebig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

          Nie, Szymon, nie mozna odliczyc od kwoty alimentow oplaty za przekaz lub
          przelew. Alimenty maja trafiac do opiekuna sprawujacego bezposrednia opieke nad
          dzieckiem w dokladnie takiej kwocie, jak jest w sentencji wyroku.
        • pelagaa Re: a mam pytanie 17.07.06, 13:06
          Oj prosisz sie Szymi... Prosisz...
          A ja w PMS wkraczam...
          Nie przeginaj...
          • szymon00 Re: a mam pytanie 17.07.06, 14:23
            dzięki dziewczyny za info, no to z kumplem mamy problem - złodziejska poczta
            zabierze nawet ostatni grosz od biednego człowieka ... a człowiek nie wielbłąd
            i w takie upały pić musi ... no nic przez tą złodziejską pocztę kumpel będzie
            musiał alimenty na swego dzieciaka wysłać w przyszłym miesiącu, bo na prowizję
            nie starczy
            • floric Re: a mam pytanie 17.07.06, 16:25
              Mozna sobie zalozyc konto w banku, w ktorym przelewy są bezplatne, np. Lukas -
              prowadzenie rachunku 0 zl, przelew przez internet 0 zl.
              podobna oferte ma m.in. inteligo i mbank.
            • pelagaa Re: a mam pytanie 17.07.06, 17:09
              Wiesz co Szymon? Szkoda mi na Ciebie pary. Nudne jest to, co piszesz.
    • iludien Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 17:17
      >niektore matki chyba nie znają zycia<

      niektórzy tatusiowie też. niestety...
      mój Eks płaci po 350zł na miesiąc, reszta to mój wkład - ze stypendium z uczelni i oszczędności, ale ma czelność twierdzić, że wydaje alimenty na chipsy dla siebie i, o zgrozo!, siostry!

      smile))))))

      niemądra byłam bo zgodziłam sie na ugodę.

      P.S.
      ostatnio znalazłam artykuł w jednej z poczytniejszych gazet, że na jedno dziecko przebywające w domu dziecka przypada po 1300zł/mies. Na te przebywające w rodzinach zastępczych - ok. 1000zł.
      • iludien Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 17:55
        ups!
        błąd!
        oto i sprostowanie:

        1300zł - miesięczny koszt utrzymania dziecka w rodzinie zastępczej
        3000zł - w domu dziecka

        /Dzienik P.E.Ś., 30.06.2006r./
        • floric Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 19:37
          wiekszosc tych pieniędzy to wynagrodzenia tzw. opiekunów.

          byl kiedys w NIE cykl artykulów o katolickich domach dziecka - świetny interes
          tam robią.
          • virtual_moth Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 19:49
            floric napisał:

            > wiekszosc tych pieniędzy to wynagrodzenia tzw. opiekunów.

            Oczywiście, bo najwięcej kosztów utrzymania dziecka zabiera opieka nad nim (a
            nie żadne wyżywnienie czy wyprawka do szkoły) i nie dotyczy to tylko
            opiekunów "zawodowych".
            • pelagaa Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 20:03
              Dokladnie! I to jest wlasnie ten koszt opieki bezposredniej, ktory sady i
              niektore macochy pomijaja w swoich kalkulacjach. Bo przeciez, jesli ktos ma
              pensje, to da sie to policzyc. A jak matka rowniez za ojca odwala cala robote
              to nikt tego pod uwage nie bierze uncertain
              • geve Pelagaa, próżny trud 17.07.06, 23:21
                Przecież ziemia i tak jest płaskasmile))
            • floric Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 20:04
              w szczególności wówczas gdy dziadki są tak zaopiekowane jak te z domów dziecka wink
              • virtual_moth Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 20:30
                floric napisał:

                > w szczególności wówczas gdy dziadki są tak zaopiekowane jak te z domów
                dziecka
                > wink

                A no tak, zapomniałam że opieka samotnej matki = gorsza opieka, zatem gó..
                wartasmile
            • iludien Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 20:34

              opiekunka, sprzątaczka, kucharka - coś pominęłam? smile i to na cały etat.
              • geve Re: niektore matki chyba nie znają zycia 17.07.06, 23:09
                nie na cały etat, tylko na co najmniej trzy; wszak doba ma 24 godziny a nie 8
                zaś tydzień 7 dni...
                • pelagaa Re: niektore matki chyba nie znają zycia 18.07.06, 08:22
                  To juz chyba 4 etaty wink Czterbrygadowka to 4 ludzi, bo na odpoczynek tez by sie
                  troszke czasu przydalo. No ale nie samotnym matkom pewnie wink)))))))))))
    • miss_nina ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 09:34
      przecież tu wiekszość z was podobno pracuje, a jak juz jakaś się znajdzie na
      wychowawczym to jest wielkie zdziwienie...hehe, śmiechu warte...kiedy wy się
      tymi dziećmi niby opiekujecie? no jeżeli po 18, jak wracacie z pracy, to
      rzeczywiście, nie ma co..
      • pelagaa Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 10:02
        Spedzam 100% wolnego czasu z dzieckiem a jesli nie moge z powodu pracy to tez
        ja zapewniam mu opieke. Jego ojciec nie spedza ani minuty.
        Polecam watek o opiece bezposredniej, z wytlumaczeniem na czym to polega np. u
        mnie i innych dziewczyn:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=45232522
        • flykee Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 12:29
          Tylko kiedy ci tatusiowie mają dzieci widywać, zazwyczaj harują na alimenty a w
          dni wolne wojują z exiami o widzenia ( lub byłymi teściowymi). A one to nieżle
          kombinują żeby tak zrobić, że niby to tatuś niechce, niekocha- olał.
          • pelagaa Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 13:27
            A swistak siedzi i zawija je w te sreberka... wink
          • pesher Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 15:24
            Uwielbiam jednodniowe nicki niosace "kaganek oswiaty", "umoralniajace" itd, itp.
            • iludien Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 19.07.06, 07:28

              a ja zauważyłam, że od tego zaczynają się najciekawsze dyskusje!
              smile
          • lacido Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 21:36
            mnie i exa dzieli 170km, nie widział syna od 4 miesiący, podczas rozmowy
            powiedział chciałbym go zobaczyć ale nie mogę-czytaj wolę sobotę i niedzielę
            poświęcić psu rasy amstaff-pies dostałby choroby sierocej gdyby go zostawił na
            kilka godzin.Ostatni kontakt z nim to był sms że pies ma już nową panią.Grosza
            od niego nie zobaczyłam.
      • anetina Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 13:30
        czasami czytając te wszystkie wypowiedzi już nie wiem, kto żartuje, a kto pisze
        poważnie

        eh, a "ojciec" Małego tak próbuje zarobić dziecku na alimenty, że nie odzywa
        się już przeszło 3,5 roku
      • pesher Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 15:23
        Spedzam z moim dzieckiem 100% wolnego czasu. Kiedy spi, odwalam jeszcze
        dodatkowa robote. O sprzatanie, gotowanie, prasowanie dba niezastapiona Pani
        Marysia, ktorej place z zarobionych wlasnorecznie pieniedzy. Za opieke nad
        dzieckiem w czasie, kiedy MUSZE byc w pracy placi moja firma.

        Jak widac nie mam czasu na imprezy, zarywanie nocek czy wizyty u "terapęuty"
        (cokolwiek to jest). A jak u Ciebie z czasem, perfekcjonistko?
      • virtual_moth Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 15:36
        Tia, siedzi w domu z dzieckiem źle, idzie do pracy - też źle.

        • szymon00 Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 15:44
          wybaczcie mi dziewczyny moją zgryźliwość, ale czy takim pisaniem nie
          sprowadzacie roli matki do zawodu "matki", czytajac to mam wrażenie jakbyście
          były zatrudniane na jakiś etatach w dodatku źle opłacanych, za to trzeba
          zapłacić, tu czas spędzam z dzieckiem i ten czas kosztuje, tu muszę coś zrobić
          a nikt za to minie płaci - rozumiem rozgoryczenie Wasze, że tatusiowie się
          bawią i mają to gdzieś zazwyczaj; ale taką osobę jak matka, która jest
          najbliższą osobą sercu dziecka w dodatku Bogiem dla dziecka, Wy zniżacie do
          rangi zwykłego pracownika w firmie.
          • diinna Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 15:49
            Szymon - a do jakiego pozimiu i do czego - bo juz nie do kogo zniżaja sie
            ojcowie i ich partnerki
            1. Ukrywająć dochody by płacic na dziecko jak najmniej
            2. Dowodząc, ze dziecko moze miec mnie i miec taniej - jesłi nawet oni zyje
            lepiej i drożej...
            3. Udowadniajać za każdym razem gdy można , ze matak - to smieć - bo chciała
            alimentów na dziecko itd..


          • mikawi Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 15:52
            dodam jeszcze, że w wielu pełnych rodzinach jest tak, że to matka zajmuje się
            domem i dziećmi (pracując zawodowo) i to na nią spadają wszystkie obowiązki
            związane z lekcjami, zajęciami pozalekcyjnymi itp, gdy mąż siedzi w pracy po 12
            godzin. Nie umniejszam tu wysiłku i trudu matki samodzielnie wychowującej
            dziecko, ale podzielam opinię szymona co do tej "martyrologii"
            • virtual_moth Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 15:58
              mikawi napisała:

              > dodam jeszcze, że w wielu pełnych rodzinach jest tak, że to matka zajmuje się
              > domem i dziećmi (pracując zawodowo) i to na nią spadają wszystkie obowiązki
              > związane z lekcjami, zajęciami pozalekcyjnymi itp, gdy mąż siedzi w pracy po
              12
              >
              > godzin.

              Pewnie i są takie przypadki, kiedy matka pracuje zawodowo i tylko ona dba o
              dzieci i dom, podczas gdy mężuś leży bezrobotny na kanapie. Tylko o czym to
              świadczy?
            • pelagaa Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 16:52
              Tak mikawi zgadzam sie. To jest wlasnie COS za COS. On siedzi 12 godzin w
              pracy, zeby zarabiac kase na dom, a matka ma zazwyczaj mniej wymagajaca, mniej
              platna, mniej absorbujaca prace i zajmuje sie domem i dzieckiem. Od
              samodzielnych wymaga sie zarobienie na dom i zajecia sie dziecmi i domem. W
              pelnych rodzinach rodzice sie uzupelniaja. W rozbitych chodzi o jak najmniejsze
              placenie alimentow, podczas, kiedy nie odciaza sie matki ze wszystkich innych
              zajec przy dziecku. Dlatego czesto pisze, ze nikt nie bierze pod uwge opieki
              bezposredniej, ktora jest oczywista (np. niepracujace drugie zony, ktore nie
              spotykaja sie z takim potepieniem jak niepracujaca samotna matka) w rodzinach
              pelnych.
              • mikawi Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 17:17
                nie zgodzę się, że w pełnej rodzinie matka ma mniej wymagająca pracę, bo facet
                zarabia, bardzo często jest tak (przynajmniej wśród moich znajomych) że oboje
                pracuja na full bo mają kredyty na mieszkanie, itp. A po pracy to matka siada z
                dzieckiem nad lekcjami. Ona robi pranie i gotuje obiady. Tak ZWYKLE bywa.
                Pewnie, że w związkach parterskich ludzie się dzielą obowiązkami ale znam
                wiele, gdy to matka GŁÓWNIE zajmuje się dzieckiem. Chcę żebyśmy się dobrze
                zrozumiały - wiem, że często po rozwodzie cała odpowiedzialność za wychowanie
                spada na matkę, bo facet się wypisuje i to może uwierać i dawać poczucie
                niesprawiedliwości, ale w drugą stronę - trochę razi takie wyliczanie zajęć i
                uwagi jakie poświęca się własnemu dziecku i porównywanie do ilości etatów i
                pieniędzy jakie ta praca powinna być warta. Przecież nikt nikogo nie zmuszał do
                posiadania dziecka, decyzja o nim to zgoda na przyjęcie na swoje barki
                ogromnych obowiązków, które - nie oszukujmy się - spadają głównie na matkę,
                także w małżeństwie. Poza tym bardzo wyraźnie widać różnicę w nastawieniu do
                tego tematu na forum ojców - tam faceci są przeszczęśliwi, że mogą się zajmować
                dzieckiem, że mogą poświęcać mu czas, w żadnym wypadku nie traktują tego jako
                uciązliwości - ale może to kwestia utrudnień w kontaktach, jak w końcu
                otrzymali szansę na kontakt z dzieckiem to szaleją z radości, że MOGĄ (a nie
                muszą) odrabiać lekcje z dzieckiem. W jednym ze swoich wątków pisalaś o praniu,
                gotowaniu sprzątaniu jako elemencie związanym z obecnością dziecka -
                przepraszam - czy gdyby nie syn nie prałabyś, nie prasowała i nie sprzątała? O
                to mi chodzi.
                • chalsia Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 18:04
                  OK Mikawi, mimo, że akurat taki model w pełnej rodzinie jaki opisałaś, mi nie
                  odpowiada (tzn, oboje równo pracują, ale prowadzenie domu i zajęcie się
                  dzieckiem przypada przede wszystkim matce)., to jednak nawet w takim modelu
                  matka jest odciążona w innych sprawach, jak (co już któryś kaganek oświaty tu
                  opisywał) np. trzepanie dywanów, PITy, przegląd samochodu, malowanie mieszkania
                  (nawet jeśli chodzi tu "tylko" o organizację materiałów i malarzy), montowanie
                  karniszy, etc.

                  IMHO uważam, ze się mylisz - tzn. w PL przeważa model, gdy matka w pełnej
                  rodzinie zarabia mniej od męża/partnera i mniej godzin niż on "siedzi" w pracy.
                  Chalsia
                • pelagaa Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 22:39
                  > nie zgodzę się, że w pełnej rodzinie matka ma mniej wymagająca pracę, bo
                  > facet
                  > zarabia, bardzo często jest tak (przynajmniej wśród moich znajomych) że oboje
                  > pracuja na full bo mają kredyty na mieszkanie, itp. A po pracy to matka siada
                  > z
                  > dzieckiem nad lekcjami. Ona robi pranie i gotuje obiady. Tak ZWYKLE bywa.

                  Wsrod moich znajomych matki w pelnych rodzinach pracuja mniej i mniej
                  zarabiaja. Gdyby zarabialy i pracowalyby na rowni z facetami WYMAGALYBY od nich
                  udzialu w domowych obowiazkach. Dla mnie to oczywiste i na tym polega
                  partnerstwo w zwiazku, ze wszystko nie spada na jedna strone.

                  > Pewnie, że w związkach parterskich ludzie się dzielą obowiązkami ale znam
                  > wiele, gdy to matka GŁÓWNIE zajmuje się dzieckiem.

                  Zdaje sie, ze to JEJ swiadomy wybor. I nie sadze, aby takiej osobie to nie
                  uwieralo, ze pracujac tyle samo, zarabiajac tyle samo, odwalala cala robote w
                  domu.

                  > wiem, że często po rozwodzie cała odpowiedzialność za wychowanie
                  > spada na matkę, bo facet się wypisuje i to może uwierać i dawać poczucie
                  > niesprawiedliwości,

                  Dokladnie to daje poczucie niesprawiedliwosci. A jeszcze wieksze daje, kiedy
                  dodatkowo taki facet nie chce placic alimentow, albo uwaza, ze powienien placic
                  jedynie 50% kosztow utrzymania dziecka. To w moim odczuciu jest
                  niesprawiedliwe. I niesprawiedliwe sa wyroki sadow cos takiego zasadzajace.
                  Stad pewnie wyliczenia, czy wycena obowiazkow, ktore tak raza niektorych
                  (szczegolnie tych, ktorzy dzieci nie maja!)

                  > pieniędzy jakie ta praca powinna być warta. Przecież nikt nikogo nie zmuszał
                  > do
                  > posiadania dziecka, decyzja o nim to zgoda na przyjęcie na swoje barki
                  > ogromnych obowiązków, które - nie oszukujmy się - spadają głównie na matkę,

                  Ale ogromna wiekszosc z nas nie przyjmowala tych obowiazkow na swoje barki
                  jednoosobowo i o to chodzi, ze w rezultacie spada jednak odpowiedzialnosc na
                  matke, a ojciec jest wolnym, niebieskim ptakiem.
                  I szokujace jest to, ze jest to wlasnie takie spolecznie usprawiedliwiane, ze
                  obowiazki spadaja na matke. O co wam wszystkim chodzi, przeciez to normalne, do
                  kogo macie pretensje, facetom tak wolno...

                  > na forum ojców - tam faceci są przeszczęśliwi, że mogą się zajmować
                  > dzieckiem, że mogą poświęcać mu czas, w żadnym wypadku nie traktują tego jako
                  > uciązliwości - ale może to kwestia utrudnień w kontaktach, jak w końcu
                  > otrzymali szansę na kontakt z dzieckiem to szaleją z radości, że MOGĄ (a nie
                  > muszą) odrabiać lekcje z dzieckiem.

                  Wiekszosc z nich jesli juz widuje sie z dziecmi to ogranicza sie do to
                  wspolnych przyjemnosci, a nie do odrabiania lekcji... Zazwyczaj odwiedziny
                  dziecka u ojca to atrakcje. Jest bardzo niewielu ojcow, ktorzy biora czynny
                  udzial w wychowaniu, nauce dziecka, wtedy zazwyczaj maja poprawne kontakty z ex
                  i nie siedza na forum ojcow.

                  > W jednym ze swoich wątków pisalaś o praniu,
                  > gotowaniu sprzątaniu jako elemencie związanym z obecnością dziecka -
                  > przepraszam - czy gdyby nie syn nie prałabyś, nie prasowała i nie sprzątała?
                  > O to mi chodzi.

                  Gdybym nie miala dziecka wystarczyloby z pewnoscia sprztanie raz w tygodniu,
                  normalnie jak sie Ciebie czyta to czlowiek zastanawia sie, czy jestes z innej
                  bajki, czy naprawde nie zdajesz sobie sprawy ile roboty jest przy dzieciach.
                  Nie majac dziecka w ogole nie robilabym w domu poddasza uzytkowego, bo
                  wystarczylyby mi dwa pokoje i kuchnia, o ile mniej sprztania bym miala, hehe...
                  Dziecko brudzi co najmniej 2-3 razy tyle ile ja, kiedy prasuje, wiekszosc
                  rzeczy to jego ubrania. Nie majac dziecka pewnie w ogole bym nie gotowala.
                  Az dziwne, ze tak ciezko zrozumiec, ze przy dziecku jest praca i jesli jedna
                  osoba wykonuje ja samodzielnie, osoba, ktora sie wylogowala z ukladu powinna za
                  to zwyczajnie zaplacic wyzszym procentem kosztow utrzymania dziecka.
                  A zrozumienie problemu zalezy od tego po ktorej stronie barykady czlowiek sie
                  znalazl, dziwne...
                  Podjelam decyzje o urodzeniu dziecka, NIE SAMA, podjelismy ja wspolnie.
                  Odpowiedzialnosc ponosze ja i jeszcze od czasu do czasu jestem ciagana po
                  sadach o obnizenie wcale nie wygorowanych alimentow. Czy to takie dziwne, ze
                  odczuwam niesprawiedliwosc? Moje dziecko systematycznie co roku dzwoni do ojca
                  w wakacje, a on go splawia, tak po prostu, ale to ja patrze na cierpienie
                  mojego dziecka, to ja chodze z nim po psychologach, bo nie radzi sobie z
                  porzuceniem.
                  Tak mikawi odczuwam dziejowa niesprawiedliowsc, bo mojemu dziecku dzieje sie
                  krzywda, a dodatkowo jego ojciec probuje zrzucic cala odpowiedzialnosc, rowniez
                  finansowa, na mnie.
                  Jest to chyba jeden z nielicznych problemow, jakie w zyciu mam i bedzie on
                  trwal jeszcze jakis czas.
                  • derena33 Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 23:39
                    Ech Pelasiu nie warto tlumaczyc, bo i tak nie bedzie to zrozumiane.
                    • derena33 Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 23:40
                      bo nie chodzi o zrozumienie tylko o dowalenie.
                      sorry ze jeszce raz, ale wyslalo sie niedokonczonesmile
          • virtual_moth Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 15:53
            Wiesz, bo widocznie trzeba użyć akurat takiej matafory, aby niektórzy pojeli,
            iż sprawowanie opieki nad dzieckiem (lub zarabiania na tę opieke), TEŻ jest
            formą alimentacji.
            To iż kochamy nasze dzieci nie powoduje nagle, iż przestajemy sobie zdawać
            sprawę z tego, ile kosztuje ich utrzymanie.
          • nenia1 Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 17:06
            szymon00 napisał(a):

            > wybaczcie mi dziewczyny moją zgryźliwość, ale czy takim pisaniem nie
            > sprowadzacie roli matki do zawodu "matki" (...)

            Ale poród i macierzyństwo, to nie tylko mistyczne przeżycia, a matki nie zawsze fruwają nadmuchane zdolnością do nieustannego obdarzania miłością.
            Kobieta stając się matką, choć trudno w to uwierzyć, dalej pozostaje człowiekiem, i jak każdy człowiek potrzebuje odpoczynku, snu, rozrywki, jak każdy odczuwa złość, frustrację, zmęczenie.
            I tak wykonuje także zwykłą fizyczną prace i odczuwa fizyczne zmęczenie, o którym być może czasem zapomina, gdy widzi radość i uśmiech dziecka, co nie znaczy że tego zmęczenia i tej pracy nie ma.
            Ani, że nie ma prawa o tym pisać czy mówić - choć byłaby to pewnie cudowna zaleta, takie skrzyżowanie służącej niemowy z dromaderem.
          • lacido Re: ile wy czasu spędzacie z dziećmi, co? 18.07.06, 21:44
            Jeśli matka siedzi z dzieckiem w domu, opiekuje się nim, gotuje, pierze,
            sprząta, pomaga w lekcjach to tak jakby pracowała na etacie jako opiekunka do
            dziecka, sprzątaczka, kucharka wszystko po trochu.OD pracy na etacie różni ją
            to, że daje z siebie maksimum uczucia dla dziecka.Wiesz ile musiałbyś zapłacić
            komuś żeby to robił??A prawda jet taka, że rozwiedzeni tatusiowie są tatusiami
            od święta i proza życia typu nieodrobione lekcje, dziurawa akarpetka totalnie
            ich nie obchodzą
    • czerwone_korale Re: niektore matki chyba nie znają zycia 18.07.06, 17:56
      czy matka więcej się zajmuje dzieckiem w pełnej rodzinie czy nie(od tatusia) -
      to zawsze przyjdzie ten moment kiedy zapracowany tatuś ją w czymś odciążywink
      tak trudno to zrozumieć?wystarczy godzina czy dwie,żeby odpocząć
      samotna matka pracuje, potem wraca do domu i jest non-stop z dzieckiem/dziećmi.
      Może odpocząć tylko wtedy kiedy dzieci śpią-ale najczęściej ten czas
      wykorzystuje na zrobienie czegoś w domu-bo kiedy ma się domem zająć jak
      dziecko/dzieci są tylko z nią?
      pozdro
      • flykee Re: niektore matki chyba nie znają zycia 18.07.06, 18:22
        Czytając posty dotyczące ile czasu zajmuje opieka nad dziećmi i co kto robi w
        domu, zastanawiam się po co wogóle decydują się na dzieci. Przecież to same
        obowiązki, wyrzeczenia i roboty po łokcie. I zawsze jest ryzyko że z tymi
        dziećmi mogą zostać same! A co z potrzebą macierzyństwa? to kobiety już jej
        niemają? Bo z tych wypowiedzi wynika, że jest facet to mieć trzeba dzieciaka.Co
        z kobietami np marynarzy?jakby niebyło większa część obowiązków spada na nich,
        nielicząc spędzonego czasu. Jakoś sobie radzą i niezrzędzą. A co jeśli ojcowie
        bardzo chętnie by się dziećmi zajęli, ale mamusie ograniczają kontrakty?
        • virtual_moth Re: niektore matki chyba nie znają zycia 18.07.06, 18:39
          flykee napisała:

          > bardzo chętnie by się dziećmi zajęli, ale mamusie ograniczają kontrakty?

          Bo mamusie to samo zło. Jednak o kontraktach pierwszy raz słyszę, hehe.
        • pesher Re: niektore matki chyba nie znają zycia 18.07.06, 18:43
          > Przecież to same
          > obowiązki, wyrzeczenia i roboty po łokcie

          A nie? Nawet w pelnej rodzinie dziecko to obowiazki, wyrzeczenia i roboty po
          lokcie. A przynajmniej w pierwszych latach zycia dziecka.

          > A co z potrzebą macierzyństwa? to kobiety już jej
          > niemają?

          Jakos "ciungu" i "parcia" na dziecko nie mialam. Zegar biologiczny tez mi nie
          dzwonil gdzies z tylu glowy. Ot, wpadka. Co prawda szczesliwa, bo sama przez
          najblizsze 5 lat jeszcze bym sie na dziecko nie zdecydowala, ale nie zmienia to
          faktu, ze w sumie wpadka.

          >Co
          >
          > z kobietami np marynarzy?jakby niebyło większa część obowiązków spada na
          nich,
          > nielicząc spędzonego czasu.

          A ile znasz zon/partnerek marynarzy? big_grin Szczegolnie dzieciatych? Jezeli znasz
          wiecej niz 3, to mozemy podyskutowac. Ja znam co najmniej z 8-10. W tym moja
          wlasna osobista ciotke. I wierz mi, one same sie domem nie zajmuja jednoczesnie
          pracujacbig_grin

          > A co jeśli ojcowie
          > bardzo chętnie by się dziećmi zajęli, ale mamusie ograniczają kontrakty?

          A to juz skargi, wnioski, zazalenia do facetow. Tak jak ja ponosze konsekwencje
          zwiazku malzenskiego, na szczescie nie uswieconego przez kosciol, oraz
          urodzenia dziecka konkretnego faceta, bo w sumie widzialy galy z kim sie
          chajtaly, tak faceci wiedzieli z kim dziecko powoluja do zycia. Co? Tak nagle
          kobieta, z ktora sie tworzylo zwiazek i do lozka chodzilo zmienila sie w hydre
          trzyglowa? No sorry... Trzeba bylo myslec zanim sie dziecko poczelo. Albo zanim
          sie porzucilo taa kobiete. Albo.. Ogolnie rzecz biorac myslenie ma przyszloscsmile
Pełna wersja