swieta_1
20.07.06, 18:43
Witam, nie pisałm na forum, ale "poczytywałam" Was . Pisałam na "macochach",
ale chce poznać stanowisko MAM. Sama jestem mamą Młodego. zostalismy sami, jak
dziecko miało lat 8. I tak sobie razem, spokojnie żylismy,tak 3 lata, aż
pojawił się On, pomału zdobył i mnie i Młodego. "On" - to prawie rozwodnik,
Córka, w wieku Młodego jak został bez taty.
Nie, nie zostałam macochą, nawet nigdy nie próbował wchodzic w taka rolę, czy
kompetencje mamy. Owszem Mała spotykała się z nami. Co drugi weekend,
jeździliśmy gzie tylkosie dało, staraliśmy się z Młodym pokazac ciekawe
miejsca, które znaliśmy we dwoje, ale i odkrywaliśmy nowe w czwórkę. Mała
zawsze z uśmiechem się witała, zadowolona wracała, Młody zaczął ja traktować
jak młodsza siostrę- z przymróżeniem oka i na dystans, ale w potrzebie zasze
po Jej stronie, a Ona się odwzajemniała. Alimenty płacone co do dnia i w
ustalonej wysokości. Z żadnej wizyty Mała nie wracała z pustymi rękami.
potrzebne spodnie, buty, bluza, spódnica- bez problemu, potrzebne okulary- do
Vision i na drugi dzień odbiór okularków( takie małe były). Na wszelkie
święta, "okazje" starałam się dobrać rzeczy takie aby był z nich pożytek, anie
śmietnik.
Skończyło się dwa lata temu, po 2.5 roku sielanki. Koniec. Kropka.
Skończyły się telefony ( do dziś to my opłacamy abonament za komórkę), sms, no
wszystko. Na wszelkie pytania, przy okazjonalnych wizytach M, w domu (
mieszkanie po Jego rodzicach, wykupione, zabrał swoje rzeczy osobiste i sprzęt
grający), Mała zawsze mówi że jest wszystko ok. Mimo tego że nie widzę Małej
staram się kupić zawsze cos do ubrania, książki- stosowne do wieku. Mój M
zawozi prezenty tylko do domu.
Nie dawno spotkał się z Córką, kolejna próba rozmowy i wyjaśnienia co się
dzieje. I szok po tym co usłyszał, nie spotyka się bo "wy chcecie odebrać mi
mamę" . 11-letnie dziecko, tak samo sobie to wymyśliło. Dała listę książek do
szkoły żeby Jej kupić, ok. Znalazłam w internecie, zapłaciłam i z dedykacją
maja byc wysłane na adres Małej. Mama Małej dostała sms z informacją że
przyjda trzy paczki z ksiązkami. Minął tydzień, nic,żadnej informacji, po
wyslaniu sms, przychodzi odp, ze paczek nie ma. Cholera, zapłaciłam, dlaczego
nie ma. Telefon do księgarni, przeprosiny, tak wyjdą. Środa, następnego
tygodnia, znów sms, czy są ksiązki, a tak jest jedna paczka.
Więc pytam, czy to taki problem napisać że są podręczniki? Czy to tak dużo?
Czy po pięciu latach od rozstania musi być tak wściekła nienawiść? czy trzeba
przenosić to na Dziecko?
Chcieliśmy żyby pojechała na kolonie, że zapłacimy, zawieziemy jeśli zajdzie
potrzeba, na tydzień tylko. NIE. Mała się "boi", bez mamy nie chce ponoć
nigdzie jechać. Ale z mamą widzi się tylko w weekendy, bo cały czas jest u
dziadków na drugim końcu miasta.
Nie rozumiem .....