Przeczytajcie i pomóżcie jakoś...

21.08.06, 10:00
Pisałam już o siostrze męża, która właśnie się rowiodła i została bez
samochodu. Ciągle wydzwania żeby ją gdzieś wozić. W końcu w tamtym tyg.
zwróciłam jej uwagę, że on musi mi pomóc przy dzieciach i nie będzie z nią
jeździł, myśałam że coś dotarło. No i wczoraj wieczorem zadzwonił tel.-znowu
ona z tekstem, ze jest gdzieś tam i żeby odwiózł ją do domu. A on: "no
dobra". Akurat dzieci były w wannie (on je kąpał, ale to co). W jednej chwili
ubrałam się, powiedziałam, ze proszę bardzo, ale jedzie z dziećmi i wyszłam.
Ponad godzinę siedziałam u sąsiadki, a jak wrociłam to się posypało:
-wont stąd
-wynocha
-ty też tym samochodem nie będziesz nigdzie jeździć
-dłużej na ciebie k... nie bedę pracował (jestem na wychowawczym)
Nie chcę się już godzić, bo za długo mnie upokarza.
Do mnie potrafi wprost powiedzieć, że nie szczy do baku (to jego słowa).
Co tu robić? Boże, co robić?
A może nie mam racji, może zawsze matka i siostra to nr 1??????

    • sylwia-wesola1 Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 21.08.06, 10:11
      Daj spokój. Masz racje! Podziwiam, że wtedy wyszłaś, bardzo dobrze!
      Dupek jeden, co on jakiś taksówkarz jest czy co? A ta jego siostra? Rozumiem
      jakby czasem poprosila o podwiezienie tu czy tam, ale ciągle? Bezczelność. Chyba
      celowo rozpieprza Wasze życie, żebyscie nie mieli lepiej od niej. A ciekawe czy
      mu na benzyne daje, zakladam ze nie, bo nie ma.
      To przykre, ale on wogóle Cie nie szanuje chyba. Siostrzyczke bardziej sad
      Współczuję Ci. Trzeba coś z tym zrobić, żeby do niego dotarło. Tylko sama nie
      wiem co. Jest tez ryzyko, że jednak nie dotrze.

      Trzymam kciuki. Nie daj się.
      • domarc Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 21.08.06, 10:23
        Jesteśmy 8 lat po ślubie. Od poczatku toczę boje z tesciową i siostrzyczką
        o miejsce u boku męża. Dziewucha ma 28 lat i żadnych obowiazkow. Mieszka z
        mamusią, męża pogoniła i teraz z każdą pierdułą dzwoni do mojego. A ona nie
        patrzy czy to noc, czy burza, czy dzieci w wannie-rzuca wszystko i leci.
        Kiedyś matka zadzwoniła, ze ta jego siostrzyczka spadła z krzesła i nie moze
        się podnieść. Zostawił mnie na ulicy z dzieckiem, wózkiem, zakupami i pojechał
        (mieszkają ze 20 km. od nas). Dodam tylko, że mają jeszcze jednego brata, który
        nie ma żony i dzieci, no ale ona upatrzyła sobie własnie mojego męża.
        Też się zastanawiam, czy celowo nie rozpieprza mi rodziny. Narazie jej się
        udaje. Nie mam się gdzie wynieść, bo najlepiej by było gdyby dziś wrócił do
        pustego domu sad
        • kms111 Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 25.08.06, 09:30
          Miałam to samo z teściową. Męża nigdy nie było... Po pracy mamusia... A ja sama
          całymi dniami w domu, z małym dzieckiem na rękach, sama zasypiałam i się
          budziłam. Z autem to samo. Chciałam jechać na zakupy, to nie ma kasy na
          tankowanie, a mamusia zadzwoniła, żeby przyjechał i już leciał...
          A mamusia jeszcze była taka cwana, że dalsze wyjazdy zazwyczaj planowała sobie
          na Walentynki, moje urodziny, wszelakie święta...
          Na szczęście jesteśmy prawie dwa lata po rozwodzie.
    • kini_m Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 21.08.06, 10:32
      domarc napisała:
      > Co tu robić? Boże, co robić?
      > A może nie mam racji, może zawsze matka i siostra to nr 1??????

      Niestety przy pewnego rodzajach osobowości - tak.

      Co robić?
      *Po pierwsze: - Przygotować się, że tego stanu nie zmienisz od ręki. Tak...
      jeśli nie chcesz doprowadzić do rozbicia związku - to będziesz musiała uzbroić
      się w cierpliwość.

      *Po drugie (wynika z pierwszego): - Przygotować się to znaczy:
      - nie zrzucać na męża konsekwencji za ten stan. Nie kłocić o to, nie
      czynić "cichych dni", nie dyskutować na siłę. - On i tak NIE zrozumie, a
      doprowadzi to tylko do nadwyrężenia związku. Mam nadzieję że Ci na tym nie
      zależy.

      *Po trzecie: - Czy o tym rozmawiać?
      Tak, ale tylko w momentach gdy jesteście blisko siebie ze zrozumieniem, ale BEZ
      OCZEKIWAŃ ŻE SZYBKO WYNIKNĄ Z TEGO KONSEKWENCJE, o jakie Ci chodzi.

      *Po czwarte: - Musisz zrozumieć że próba wbicia klina między męża a jego
      rodzinę ostatecznie odbije się tylko na Waszym związku. Przy tego typu
      problemach "tamte" siły rodzinne są nie do nadgryzienia, nawet jeśli momentami
      wydawałoby Ci się że już jest jak chciałaś.

      *Po piąte: - Nie zapatruj się na jego winę, za taki stan rzeczy. To nic nie da,
      a jedynie będzie wzbudzało w Tobie coraz większy żal i rozbicie.

      Klucz do tej sytuacji jest bardzo trudny: powstrzymanie własnych oczekiwań.
      Wiem że myślisz, że na tym traci Twoja własna rodzina, traci Twoje dziecko.
      Ale jeśli zaczniesz stawiać sprawę na ostrzu noża - to wtedy Twoja rodzina i
      dziecko będzie traciło jeszcze więcej.

      Domarc, wiesz... mi się nie udało utrzymać rodziny właśnie ze względu
      na "tamte" ciążenia rodzinne mojej byłej pani. Nie rozumiałem wtedy tego
      problemu (toksyczna rodzina). Nie znałem wtedy tego forum.
      Ale teraz Ty masz nas, więc chcę żebyśmy spróbowali Ci pomóc.
      Pisz, spróbujemy pomóc aby wszystko powoli dobrze się udało.
      _________________
      Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
      nauczyć się kłamać.
      • domarc Re: kini_m, dziękuję 21.08.06, 18:56
        Cały dzień próbuję to wszystko sobie poukładać.
        Ja nie chcę między nich wbijać klinu. Jest mi bardzo przykro, że dla siostry
        rzuca wszystko i leci w nocy o północy, a do mnie odzywa się jak do wroga.
        Jestem przy nim samotna, ciagle powtarza jak niewiele jestem warta.
        Gdzie podział się chłopak za którego wyszłam? sad
        Dobrze, że jesteście
        pozdrawiam
        • kini_m Re: kini_m, dziękuję 21.08.06, 20:37
          domarc napisała:
          > Cały dzień próbuję to wszystko sobie poukładać.

          Nawet nie wiem, czy to jest do poukładania w myślach.
          Pamiętam jakie dla mnie to było niezrozumiałe i jak bardzo chciałem to
          zmieniać.
          I należy to zmieniać, ale NIE ZA BARDZO - bo związek tego nie wytrzyma.

          > Ja nie chcę między nich wbijać klinu.

          A jednak podejrzewam - że chcesz.
          Bo każdy z nas w takiej sytuacji chyba by - chciał. Wiem, bo sam chciałem.
          Wszak chcemy swojej rodziny, a nie rodziny teściów. To normalne.

          > Jestem przy nim samotna, ciagle powtarza jak niewiele jestem warta.

          To częsta cecha w takich sytuacjach. Niestety trzeba tu się wspiąć na wyżyny
          swoich umiejętności, cierpliwości. Trzeba przygotować się: albo na taką częstą
          samotność, albo dalszą erozję rodziny. To bardzo trudny wybór.

          > Gdzie podział się chłopak za którego wyszłam? sad

          Tak naprawdę - myślę że chyba nigdy go nie było. Choć kiedyś umiał stworzyć
          obraz, do którego zapewne on sam chciał dążyć. Ale tam w środku jest coś -nad
          czym on nie panuje- to jest silniejsze. To jest toksyczne.
          Ale wierzę że powoli można z tego wyjść. Byle powoli, bez ponaglania.

          Ja też mimo że jestem 2 lata po rozpadzie rodziny, to jednak w pamięci mam
          tamtą osobę z naszego wspólnego początku. Pierwsze wspólne spacery, pierwszy
          pocałunek, noce spędzane wspólnie na dachu, wspólny poród, pikniki z
          córeczką... choć dziś sala sądowa -w przeciagu tygodniu x 3 (sprawy od exi i od
          teściowej).

          Jeśli mogę to dam dwie wskazówki:
          1. Możesz nieco spróbować poznać problem z książki, np."Toksyczni teściowie"
          lub "Lęk przed bliskością" lub inne podobne. To się może przydać żeby zrozumieć.
          2. Przyspieszać wyrażanie swoich trudnych emocji i oczekiwań.
          Chodzi przede wszystkim o Ciebie - żebyś każde swoje własne napięcie
          rozładowywała czym prędzej. Tak aby wyrażać je w momencie, zanim urosną one do
          momentu gdy wybuchniesz.
          (Choć równocześnie nie pokładała zbyt wielkiej nadziei na zbyt szybką
          realizację tych oczekiwań.)

          Pozdrawiam
          ...i pisz
      • iwonesik Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 25.08.06, 11:50
        Miałam podobnie przez 8 lat, ciągłe telefony od samotnej teściowej i
        rozwiedzionej siostry męża. Kłóciliśmy się przez to non stop. W końcu
        skapitulowałam, ile można? Jakoś dorósł, po tylu latach. Z matka spotyka się 2
        razy w miesiącu, podobnie z siostrą. Teraz jesteśmy 12 lat po ślubie.
    • burza4 Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 21.08.06, 19:59
      konsekwentnie bierz sprawy w swoje ręce. Trzeba było chłopa do telefonu nie
      dawać tylko powiedzieć, że jest zajęty przy dzieciach, podejść nie może i
      spytać o co chodzi - i od razu powiedzieć że nici z podwózki. Kolejne telefony
      też starałabym się przejąć, komorka wieczorem może się przypadkowo wyłączyć,
      albo wyciszyć (bo dzieci usypiają), warto zainwestować w seketarkęsmile moja
      psiapsióła w ten sposób skutecznie uregulowała kontakty z teściową

      jak ochłonie, spytałabym grzecznie czy własne dzieci i żona nie powinny być mu
      bliższe, skoro to z wami buduje przyszłość. Dodatkowo można urozmaicić
      pogawędkę uświadamiając mu, że:
      - jak chce żebyś się wyniosła, to musi pamiętać o tym, że wystąpisz o wysokie
      alimenty, aby wynająć mieszkanie dla siebie i dzieci
      - on nie pracuje na ciebie, bo ty pracujesz w domu, jak pójdziesz do pracy, to
      niech ma świadomość tego, że w domu będzie zapieprzał na równi z tobą.

      niestety ktoś nie dojrzał do małżeństwa, nie wiem czy da się to wyprostować.
    • luna67 Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 21.08.06, 20:00
      domarc napisała:
      > Ponad godzinę siedziałam u sąsiadki, a jak wrociłam to się posypało:
      > -wont stąd
      > -wynocha
      Najlepiej jak bys mu odpowiedziala: to ty pojdziesz won stad, bo matce samotnie
      wychowujacej dzieci sie nie wyzuca z domu, zawsze chlop musi szukac nowego lokum

      > -ty też tym samochodem nie będziesz nigdzie jeździć

      Odpowiedz: acha, jak ja nie moge to z jakiej racji twoja siostra, czy ona ma
      jakis wklad w naszej rodzinie (ty, on, dzieci)? wychowuje tobie twoje dzieci?

      > -dłużej na ciebie k... nie bedę pracował (jestem na wychowawczym)
      to wynajmij nianke, a zreszta po rozwodzie bedziesz musial jeszcze wiecej

      To tylko zarty co napisalam, na jezyk mi sie nasunelo. Bezczelny ham z twojego M.

      Jezeli chcesz ratowac rodzine, najpierw musicz powaznie w cztery oczy
      porozmawiac z siostra meza i tesciowa, co tobie na sercu lezy. Nigdy nie
      krytykowac matki czy siostry, bo jak widac sa sobie bardzo blizcy, i krytyka pod
      ich kierunkiem jest odbierana jako napat na wlosna osobowosc (twojego meza).
      • domarc Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 22.08.06, 07:14
        Strasznie wam dziękuję za pomoc.
        Pozbieram się i podejmę jakąś decyzję.
        Myślę, że powrót do sielanki nie jest już możliwy, za dużo tego było.
        Codzienne powroty o 22, bluzgi (albo dla odmiany ciche dni)
        Kini_m ma rację-chyba go sobie wymyśliłam.
        Teraz czeka mnie konfrontacja z teściową i jego siostrą.
        Nie ustąpię im. Pamiętam (i nigdy tego nie zapomnę) jak wynosiliśmy ostatnie
        rzeczy a ona tak się darła, że malo nie pękła. Od teściowej usłyszałam wtedy,
        że jestem zła, że zabrałam jej syna, że to nie tak miało być. Na koniec
        wyciągnęła do mnie łapę, pogroziła paluchem i krzyknęła "pamiętaj, że on tu i
        tak wróci" Od tego czasu jakoś się sypie...
        Dobrze, że jesteście
        pozdrawiam
        • domarc Re: Właśnie znalazłam... 22.08.06, 08:11
          ...w kuchni, w szafce obraczkę.
          Nigdy jej nie zdejmował. Nawet do malowania chałupy, nigdy przez ponad 8 lat...
          • miriam1336 Re: Właśnie znalazłam... 22.08.06, 11:35
            Domarc, najpierw trzymaj sie smile
            Po wtore pieknie i z glebokim pzremyslenien Kini Ci odpowiada.
            Do jego wypowiedzi chcialabym tylko dodac, ze poza cierpliwoscia, tolerowaniem
            sytuacji w imie ratowania rodziny i dzieci (choc one i tak cierpia od tych
            awantur i cichych dni - dzieci sa najczulszymi barometrami emocji panujach w
            rodzinie, w zwiazku rodzicow !), musisz tez pamietac o SOBIE. Wciaz ulegajac,
            poddajac sie cierpliwe tracisz i traca dzieci. Mysle ze Twoj Pan potrzebuje
            terapii po prostu. To jest chora, toksyczna rodzina, tesciowa uwiazala dzieci
            do siebie, a nie wychowala - a to zasadnicza roznica !
            Podsumowujac ucz sie tez ASERTYWNOSCI wzgledem meza i jego rodziny, nie
            zapominaj o szanowaniu siebie i dzieci. Jesli czujesz ze padasz idz do
            psychologa. To sa trudne sytuacje, ciezko samemu pzrez nie pzrechodzic. U nas
            nie ma za bardzo zwyczaju chodzenia do psychologa, ale to taki sam lekarz jak
            dentysta czy ginekolog. A pomoc i wsparcie specjalisty sa nieodzowne. Musisz
            dbac o siebie, o swoja psychike dla siebie i dla swoich dzieci smile

            i nie trzymaj stresu, smutku w sobie wygaduj sie innym, pisz na forum to
            starsznie wazne i potzebne !

            trzymaj sie mocno smile
        • kini_m Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 22.08.06, 10:23
          domarc napisała:
          > ma rację-chyba go sobie wymyśliłam.

          Co nie znaczy, że nie można dążyć o tamtego stanu.
          Można spróbować się odwoływać do tamtych chwil.
          Każda miłość żeby się rozwijała potrzebuje odwałania do czegoś pięknego.
          Tamten czas był piękny. Warto starać się go przypominać.

          (Tu drobna uwaga:
          -robić to jako: "Kiedyś było wspaniale, chcę żeby znowu tak było"
          -a nie robić tego na zasadzie wyrzutu: "Dziś jesteś nieznośny, a kiedyś byłeś
          fajny"
          To mała ale bardzo znacząca w odbiorze różnica.)

          Na boku - nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli powiem że ja przed wpisaniem
          postu - też go kilka razy edytuję, zmieniam kolejność zdań. Wszystko po to aby
          spróbować zrozumieć w jaki sposób go najlepiej odczytasz. Staram się skupić na
          jak najlepszym odbiorze drugiej strony, tego co będzie napisane.

          > Od teściowej usłyszałam wtedy, że jestem zła, że zabrałam jej syna,
          > że to nie tak miało być. Na koniec wyciągnęła do mnie łapę, pogroziła
          > paluchem i krzyknęła "pamiętaj, że on tu i tak wróci"
          > Od tego czasu jakoś się sypie...

          Jeśli teściowej udało się utrzymać/stworzyć tę "pępowinę" z własnym dzieckiem -
          to niestety ta "pępowina jest żywa" po stronie męża. On nie ma na to zbyt
          dużego wpływu (w sensie aktywnego zmieniania tych stosunków).
          Ta sytuacja może ulec zmianie tylko gdy zmieni się jego świadomość.
          A że proces zmieniania świadomości - musi trwać, jest długi - chyba nie muszę
          tłumaczyć. Dlatego pisałem, że trzeba się uzbroić w cierpliwość. Nie zrzucać
          konsekwencji na męża - bo otwarty konflikt raczej nie pomaga w pozytywnych
          zmianach.

          > Właśnie znalazłam ...w kuchni, w szafce obraczkę.
          > Nigdy jej nie zdejmował. Nawet do malowania chałupy, nigdy przez ponad 8
          > lat...

          Nie załamuj się nad pojedynczymi takimi sygnałami.
          Jeśli chcesz rozwijać rodzinę musisz kierować się dążeniami, a nie dać się
          zatrzymać pojedynczym barierom.
          Wszak każdy z nas czasem na chwilę "zdejmuje obrączkę". Ktoś mógłby w ten
          sposób odczytać naszą dyskusję o rozwodzie. Ale to tylko symobole, nie
          przywiązujmy do symboli zbyt wielkiego znaczenia. Małżeństwo, rodzina to coś
          więcej.
          Pozdrawiam, podtrzymamy Ciebie
          _________________
          Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
          nauczyć się kłamać.
    • volta2 Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 25.08.06, 02:23
      Gdy opadną emocje, porozmawiaj z mężem i pokaż mu, że niszczą was obie kobitki.
      Siostrze już się nie udało i jest rozwód, teraz kolej na niego...
      Czy powody rozstania siostry były podobne, typu uzależnienie emocjonalne od
      matki?
      • domarc Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 25.08.06, 07:16
        Wczoraj przełamałam się i zaczęłam rozmowę. To był oczywiście mój monolog (on
        przekładał karty w portfelu). Powiedziałam, że zupełnie go nie rozumiem i
        jeżeli mamy być razem to niestety, ale musi swoją siostrę odsadzić od naszego
        domu. Ona się rozwiodła, bo jej mąż był na każde zawołanie swojej matki. Jak
        zadzwonila to rzucał wszystko i leciał. Woził matkę gdzie chciała i kiedy
        chciała. No i to był powód do rozwodu, ale jak mój M. wozi ją to jest dobrze.
        Dla mnie to wszystko jest chore.
        Panna jest oczywiście śmiertelnie na mnie obrażona, ale mam to gdzieś.
        Będę teraz M. bacznie obserwowała, chyba nie potrafię tych bluzg zapomnieć...
    • maminka_wiktorynki Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 25.08.06, 11:02
      rozumiem Ciebie i Twoje rozgoryczenie, ale powiem Ci że jak ja się rozw3odziłam
      i brata prosiłam o wszystko to jednak był na każde moje kiwnięcie.
      Jego kobita dzwoniła i pytała czy nie pomóc mi coś. Jak jechała do sklepu to też
      dzwoniła i pytała czy czegoś mi nie trzeba. Odbiłam się po jakichś 3-4
      miesiącach wiszenia nad nimi. I nie wyobrażam sobie,że oni się kłócą przez to,
      że mi brat pomaga. No a kto ma pomóc siostrze jak nie rodzeństwo. On też nie
      został postawiony w najbardziej komfortowej sytuacji. z jednej strony siostra ze
      złamanym życiem a z drugiej strony żona przemęczona. Dialog kocjana, bo to was
      zgubi. a po co?

      Buziaki!
      • domarc Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 25.08.06, 11:44
        Wiem wiem. Cała ta sytuacja jest chora. W rodzinie ludzie powinni sobie
        pomagać, ale ja przez 8 lat nie poczułam się między nimi jak w rodzinie. Jako
        ostatni dowiedzialiśmy się o ślubie, później był rozwód-też nie wiedzieliśmy,
        chociaż wielkimi krokami zblizał się chrzest małej, no a siostra męża miała być
        chrzestną. Ona nie dzwoni w waznych sprawach. Teraz pojechała na weekend z
        koleżankami i w niedzielę wieczorem wracała, no i chciała wrócić do domu tanio
        i wygodnie. Gdyby to były ważne sprawy to napewno bym się nie rzucała.
        Mam nadzieję, że to się jakoś ułoży.
        Dziękuję i pozdrawiam.
      • kini_m Re: Przeczytajcie i pomóżcie jakoś... 30.08.06, 15:50
        maminka_wiktorynki napisała:
        > ale powiem Ci że jak ja się rozw3odziłam i brata prosiłam o wszystko to
        > jednak był na każde moje kiwnięcie.
        > Jego kobita dzwoniła i pytała czy nie pomóc mi coś. Jak jechała do sklepu to
        > też dzwoniła i pytała czy czegoś mi nie trzeba. Odbiłam się po jakichś 3-4
        > miesiącach wiszenia nad nimi. I nie wyobrażam sobie,że oni się kłócą przez to,
        > że mi brat pomaga. No a kto ma pomóc siostrze jak nie rodzeństwo.

        Maminko - nikt nie neguje pomocy w rodzinie, także dorosłemu rodzeństwu,
        dziadkom, teściom.
        Jednak jeśli już ktoś zauważa ten problem w swojej rodzinie, to znaczy że
        przerósł lub zaczyna przerastać pewne akceptowalne granice.
        Te akceptowalne granice pomocniczości są zawsze inne w każdej indywidualnej
        sytuacji. Wynikają one z dwóch głównych rzeczy:
        1. Akceptowalność poziomu pomocniczości przez partnera.
        2. Samodzielność pozostałych członków rodziny (włąściwie: niechęć do
        samodzielności, czyli toksyczność).
        (Trudno do końca ocenić, który czynnik w danej sytuacji bardziej ciąży. Zresztą
        to bez znaczenia.)
        Dokładnie w takiej kolejności - bo dojrzały człowiek powinnien krótko mówiąc -
        wyfrunąć z domu i poświęcić się rozwijaniu własnej rodziny. Czyli uwzględnianiu
        potrzeb partnera. Oczywiście, że teorytycznie Domarc może być toksyczną osobą
        (problem w 1 punkcie). Tylko że zdanie:
        domarc napisała:
        > ale ja przez 8 lat nie poczułam się między nimi jak w rodzinie.
        Wyjaśnia dla mnie bardzo wiele. Bo w toksycznej rodzinie nie dopuszcza się
        innego stylu zachowania niż stare więzi, co właśnie skutkuje takim odczuciem
        jak u Domarc. (Skądinąd słusznym odczuciem.)
        Domarc ma prawo wyznaczać w swojej rodzinie granice, wspólnie z mężem.
        Cała sztuka polega na tym, by wyznaczać je tak aby nie zburzyć rodziny.

        domarc napisała:
        > Wczoraj przełamałam się i zaczęłam rozmowę. To był oczywiście mój monolog (on
        > przekładał karty w portfelu). Powiedziałam, że zupełnie go nie rozumiem i
        > jeżeli mamy być razem to niestety, ale musi swoją siostrę odsadzić od naszego
        > domu.

        On to słyszał.
        Ale znaczenie tych słów jest u niego blokowane przez tamte siły, którym on sam
        się nie potrafi przeciwstawić.
        Domyślam się że takich rozmów możecie odbyć wiele, i każda będzie wygladała tak
        samo: Ty - mówisz, On - słucha, i nic dalej.
        Bo człowiek uczy się nie poprzez słuchanie, ale poprzez doświadczanie.
        Czasem trzeba pokazać drugiemu człowiekowi nasze łzy, żeby zrozumiał że nas coś
        boli.

        Uważam że w małżeństwie, w związku dwojga - partnerzy powinni być dla siebie
        pierwszymi terapuetami.
        Poprzednio podkreślałem o potrzebie cierpliwości.
        Teraz spróbuj sobie wyobrazić czego byś oczekiwała od psychologa, terapeuty -
        gdybyś do niego poszła ze swoim problemem (a każdy z nas bez wyjątku jest
        trudny na swój sposób).
        Cierpliwości, zrozumienia, spokoju, delikatnych sugesti, ale nie stawiania
        wymagań.
        Bo to pierwsze pomaga poprawiniu aktualnego stanu, a to drugie wzmaga napięcie,
        wprowadza niepewność a co za tym idzie - wycofanie, niestety do tego w czym się
        wychował, czyli do....

        > chyba nie potrafię tych bluzg zapomnieć...
        Nikt nie zapomina.
        Ale można przebaczać.
        mimo pierwszego, to drugie jest możliwe,
        nie ma rzeczy której nie możnaby przebaczyć

        Myślę że dobrze by było poznać męża jeszcze raz na nowo. Rozmawiać z nim o jego
        problemach. O tym co się dzieje, może wrócić do jakichś problemów z
        przeszłości. Wiele rzeczy ma swoje źródło gdzieś w przezłości.
        Jeśli on zacznie dostrzegać, że się nim przejmujesz... myślę że to dobre aby w
        nim budziło się jego dobre wnętrze. To co było kiedyś.
Pełna wersja