domarc
21.08.06, 10:00
Pisałam już o siostrze męża, która właśnie się rowiodła i została bez
samochodu. Ciągle wydzwania żeby ją gdzieś wozić. W końcu w tamtym tyg.
zwróciłam jej uwagę, że on musi mi pomóc przy dzieciach i nie będzie z nią
jeździł, myśałam że coś dotarło. No i wczoraj wieczorem zadzwonił tel.-znowu
ona z tekstem, ze jest gdzieś tam i żeby odwiózł ją do domu. A on: "no
dobra". Akurat dzieci były w wannie (on je kąpał, ale to co). W jednej chwili
ubrałam się, powiedziałam, ze proszę bardzo, ale jedzie z dziećmi i wyszłam.
Ponad godzinę siedziałam u sąsiadki, a jak wrociłam to się posypało:
-wont stąd
-wynocha
-ty też tym samochodem nie będziesz nigdzie jeździć
-dłużej na ciebie k... nie bedę pracował (jestem na wychowawczym)
Nie chcę się już godzić, bo za długo mnie upokarza.
Do mnie potrafi wprost powiedzieć, że nie szczy do baku (to jego słowa).
Co tu robić? Boże, co robić?
A może nie mam racji, może zawsze matka i siostra to nr 1??????