mamisio 22.08.06, 08:58 podjęłyście decyzje o rozwodzie. Pytam bo chcę się jakoś tak podbudowac, że mój 3-latek jakoś to w miarę bezboleśnie przeżyje. I jakie były Wasze tłumaczenia? Z góry dziękuję Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
delika1 Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 22.08.06, 09:29 im młodsze dziecko tym lepiej.Ja żałuję,że tak późno sie zdecydowałam.Mój ma 9 lat, dużo z nim rozmawiam, myslę,że umiejętnie, ale sama zobacz mój post o lunatykowaniu-może syn odreagowuje w ten sposób?Zwłaszcza,że mój mąż robi wszystko by wciągnąć dziecko w to piekło-zwierza mu sie i "rozpacza",że zła mama odeszła.Pamiętaj Mamisiu,że dziecko mniej odczuje rozwód, niż piekło w waszym wspólnym domu. Odpowiedz Link Zgłoś
domarc Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 22.08.06, 09:35 Tak, ja jeszcze nie podjęłam tej decyzji. Dzieci mam dwoje- 5 lat i 9 m-cy. Starsza córka powiedziała, że jak mnie nie było to tata powiedział, ze nie bedzie dłużej k... na nią pracował (czyli na mnie). Strasznie mi ciężko, rozwód jest -myślę- kwestią czasu. Szkoda mi dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
mamisio Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 22.08.06, 09:37 Wczoraj próbowałam wytłumaczyć synkowi że tatuś ma inny domek i że będzie mieszkał ze mną. Na co mój syn opowiedział, ze nie, że on chce z mamą i tatą a mi po raz kolejny pękło serce, i nie wiem jak ja to wszystko przetrwam, bo jest bardzo bardzo związany z tatą. Miałam wczoraj tyle wątpliwośći ale sama przed sobą szczerze przyznałam że naszego małżeństwa nie da się uratować, nie mogę, czemu to takie wszystko skomplikowane.Nie mam siły, nic nie jem, budzę się w środku nocy i nie mogę zasnąć do rana, cały czas jest mi niedobrze, żołądek przylgnął mi do pleców, uff, tak mi ciężko. Odpowiedz Link Zgłoś
kini_m Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 22.08.06, 09:38 delika1 napisała: > im młodsze dziecko tym lepiej. Nieprawda. Nie widziałaś spazmatycznego płaczu i wycia 2,5letniego dziecka, które nie chciało puścić taty przy rozstaniu. I było tym całe zestresowane tak, że aż się zmoczyło i zwymiotowało. > Pamiętaj Mamisiu,że dziecko mniej odczuje rozwód, niż piekło w > waszym wspólnym domu. Nieprawda. Moja córka nie ryczała gdy jej matka wyzywała mnie "Ty hu...., ty cha.....", gdy wyrywała mi włosy. Natomiast płakała i buntowała się przy rozstaniach ze mną. _________________ Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą nauczyć się kłamać. Odpowiedz Link Zgłoś
kini_m Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 22.08.06, 09:33 mamisio napisała: > Pytam bo chcę się jakoś tak podbudowac, że > mój 3-latek jakoś to w miarę bezboleśnie przeżyje. Brrr... chłodno to brzmi. Aby podbudować się w destrukcyjnym działaniu. Pamiętaj jedno - w procesach(postępowaniach sądowych) rodzinnych - NIGDY NIE MA WYGRANYCH. DZIECKO ZAWSZE BĘDZIE NAJBARDZIEJ PRZEGRANE. Jeśli o tym zapomnisz, to będziesz się tylko podbudowywała/nakręcała w konflikcie z mężem. Zdaję sobię sprawę jak wiele dziewczyn tutaj wytrzymuje upokorzenia od mężów/partnerów. Ale kosekwencją założenia rodziny jest tez to, że wybieramy chęć rozwijania (a jeśli z czasem partner staje się trudny - to normalizowania) wzajemnych stosunków. Ja jednak widzę często wyłącznie tendencje do obrony, ucieczki. Nie twierdzę że to sugeruję jest łatwe, czasem trzeba skorzystać z pomocy osób trzecich. Bo też dla innej osoby niż tylko partner założyliśmy rodzinę. > I jakie były Wasze > tłumaczenia? Brrr... znowu to zawiało chłodem. Skupiasz się na tym, że to dziecko musi jakoś zrozumieć rozwód - Twoją decyzję. Zamiast tego, że powinnaś uczynić tak, aby mimo tego żeby rodzice się rozwiodą, to dziecko nadal będzie z mamą i z tatą. (Tylko że jak będzie z tatą to bez mamy, a jak będzie z mamą to bez taty). A może jednak uda się wam być nadal na jakichs wpólnych spacerach, wycieczkach? Ja sie o to starałem i przez jakis czas nam się jeszcze udawało po rozstaniu. W Twoich słowach jednak czuć - "będziesz niewiele z tatą i musisz to sobie zrozumieć". Takie traktowanie dziecka, stawianie go w takiej sytuacji - to jest właśnie krzywdzenie dziecka. Bo dziecko chce być z mamą i tatą bez żadnych wytłumaczeń. _________________ Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą nauczyć się kłamać. Odpowiedz Link Zgłoś
mamisio Kini do Twojej wiadomości 22.08.06, 09:48 To mój mąż od dłuższego czasu kłamał, że kocha, że chce z nami być, wiem bo otwarcie mi to powiedział, po drugi: widziałam przerażenie mojego synka kiedy tatuś brutalnie mnie przewrócił na podłogę wykręcając rękę, długo nie mógł się uspokoić a taty się najzwyczajniej w świecie wystraszył, boi się jego krzyków i podniesionego tonu głosu. Chciałabym móc wychodzić razem (we trójkę) na spacery, do parku, ale mój mąż już zapowiedział, żebym się trzymała od niego z daleka i nie wie jak będzie widywał sie z dzieckiem. Ma straszną dumę i honor i zapomina i najważniejszym o swoim dziecku. Nie porównuj Kini swojej sytuacji do mojej, ja wierzę że jesli synek będzie słyszał wypier..aj, spie... i inne to wyrośnie w przeświadczeniu że taki stosunek do kobiety to normalka, że jedyną drogą rozmowy to krzyk i awantury. Jest mi ciężko, bo bardzo, ale to bardzo kochałam mojego męża i pewnie gdzieś tam podświadomie dalej go kocham i wiesz ci to dla mnie jest straszne i boli jak jasna cholera. Bo chciałam i próbowałam i mogę z czystym sumieniem powiedzieć o tym kiedyś mojemu synowi. Odpowiedz Link Zgłoś
miriam1336 Re: Kini do Twojej wiadomości 22.08.06, 10:03 mamisio napisała: > Nie porównuj Kini swojej sytuacji do mojej, ja wierzę że jesli synek będzie > słyszał wypier..aj, spie... i inne to wyrośnie w przeświadczeniu że taki > stosunek do kobiety to normalka, że jedyną drogą rozmowy to krzyk i awantury. > Jest mi ciężko, bo bardzo, ale to bardzo kochałam mojego męża i pewnie gdzieś > tam podświadomie dalej go kocham i wiesz ci to dla mnie jest straszne i boli > jak jasna cholera. Bo chciałam i próbowałam i mogę z czystym sumieniem > powiedzieć o tym kiedyś mojemu synowi. Mamisio mysle tak jak TY. Mysle ze dzieci Kini nie reagowaly na krzyki i przeklenstwa bo sie baly sytuacji i nie rozumialy jej, natomiast wiedzialy ze tata odchodzi i dlatego rozpaczaly. Fundowanie dziecku zycia w takim bagnie przeklenstw, brutalnosci i ciaglego napiecia to lamianie jego zycia juz u zarania. Oczywiscie ze dziecku jest smutno i pragnie mieszkac z obojgiem rodzicow, zawsze mnie boli serce jak moj synek pyta czy tata bedzie jeszcze z nami mieszkal. Ale lepsze w miare poprawne stosunki po rozejsciu niz awantury w tzw pelnej rodzinie ! to prawda, ze dziecko traci najwiecej. Jak czytam posty na tym forum to widze ze my rozstalismy sie naprawde kulturalnie, i teraz ojciec tak naprawde wiecej zajmuje sie malym niz jak bylismy razem. Ale i tak synek ponosi koszt sytuacji. najgorsze ze to my dorosli to fundujemy dzieciom.terapia, terapia potrzebna, ale zeby ja zaczac to tez trzeba miec swiadomosc wlasnej niedoskonalosci ... Odpowiedz Link Zgłoś
delika1 Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 22.08.06, 09:48 widać kini,że stoisz z drugiej strony.Może z tym wiekiem masz rację, rozumiem co chciałeś wyrazić pisząc o 2,5 latku,myslę jednak,że w każdym wieku występują po prostu innego rodzaju trudności.Ale małe dziecko szybko zapomni, przystosuje się do nowej sytuacji.Stwierdzi, skoro tak jest to znaczy,że tak ma być.Akceptuje swiat jaki stworzą mu rodzice.Szybciej dostosuje się i nauczy w tym zyć. Niestety nie przekonasz mnie,że lepszy jest dom-piekło niż życie osobno.Ja doskonale rozumiem to, co pisze Mamisio, domyslam jakim człowiekiem jest Jaj mąż.I nigdy nie uwierzę w to,że taki dom jest lepszy dla dziecka, niż trochę u mamy trochę u taty.Jestem przekonana,że Mamisio powinna odejść, zakończyć ten koszmar. Odpowiedz Link Zgłoś
mamisio Ja tylko chciałabym aby 22.08.06, 10:08 to wszystko odbyło sie jak najmniejszym kosztem mojego dziecka, ale tego muszą chcieć obie strony. Coś sie z nami stało, coś bardzo złego, ile można tak żyć? Ile można udawać przy dziecku że wszystko jest w porządku? Dzieci nie są głupie, jak próbowałam na spokojnie rozmawiać z moim mężem synek usiadł na kanapie i się z pełnym skupieniem przysłuchiwał.Myślisz że nie rozumiał? Nie chcę doprowadzić do sytuacji kiedy wejdzie w okres trudny, okres dorastania a ja mu dorzucę rozwód. Myślałam o tym aby dla jego dobra tkwić w tym małżeństwie ale obojętność widac na odległość. Dla mojego dziecka zrobię wszystko aby było szczęsliwe, może jak u mojego m opadną emocje będzie możliwa normalna rozmowa. I wiesz co czuję się przegrana bo stoczyłam długą i wyczerpującą walkę o ten związek i poniosłam porażkę, bo cały czas mam ogromne poczucie winy, że gdybym nie poszła do pracy, że gdybym codziennie gotowała obiad z dwóch dań, gdybym codziennie była uśmiechnięta a nie zmęczona to może by do tego nie doszło i jest mi z tym kurew..ko żle. Odpowiedz Link Zgłoś
delika1 Re: Ja tylko chciałabym aby 22.08.06, 10:42 co Ty za bzdury opowiadasz Mamisiu.Jakbyś nie pracowała, byloby to samo.Uwierz wreszcie,że to taki człowiek.Ja jestem chyba trochę starsza od Ciebie, staż małżeński dłuższy.I postawa mojego męża nie zmieniła się-zawsze było tak samo -czy pracowałam, czy nie, czy syn był mały, czy starszy, czy mieliśmy swoje mieszkanie,czy nie, itd, itp.czsaem miał "humor", szczególnie jak kupił sobie nową zabawkę-typu rower, czy wzmacniacz.Poniżacz to taki typ.Tak Go wychowano, to mu wpojono.Takim potrzeba kilku lat terapii Odpowiedz Link Zgłoś
sylwia-wesola1 Re: Ja tylko chciałabym aby 22.08.06, 10:53 Mamisiu, powiem Ci coś, nie zadreczaj się myślami, że gdybys nie poszla do pracy.... Ja byłam w domu, od samego poczatku wlasciwie, jeszcze prawie rok przed ciaza. Mialam pol etatu, czyli wlasciwie bylam w domu. Gotowalam obiad z dwoch dan, pieklam ciasta, robilam desery, cieple kolacyjki przy swiecach, sprzatalam, pralam, prasowalam. Potem urodzilam dziecko, moze potem juz nie pieklam tak czesto ciasta (kupowalam) i nie bylo tak czesto kolacji przy swiecach, ale wiem, ze jestem dobra gospodynia. Potem urodzilam drugie nasze wymarzone dziecko. Spelnilo sie nasze marzenie, cudowna, udana parka. Dalej na wychowawczym, zajmowanie sie dziecmi, domem, obiadki. Mąż super, pomagal, staral sie, ja delikatnie wciagalam go w wieksze zaangazowanie obowiazkami domowymi i zajmowaniem sie dziecmi. Owszem bywalo róznie, ale nie zebym pomyslala ze jest miedzy nami zle. dzieci ruszyly do przedszkola, ja wrocilam na pol etatu. Dostalam propozycje lepszej pracy, na caly etat, ale dla mnie bardzo satysfakcjonujacej. W maju tego roku poczulam ze nic mi do szczescia nie brakuje (choc mieszkania wlasnego nie mamy, ale jakies tam widoki sa), dzieci zdrowe, cudowne, odchowane, ja bede miala super prace od wrzesnia, z mezem fajnie, wreszcie poczulam sie taka wolniejsza od dzieci, bo sa bardziej samodzielne, juz mialam plany jak to sobie wreszcie z mezem moze choc na weekend sami gdzies wyjedziemy. A tu nagle jak grom z jasnego nieba on mi mówi, ze od roku mnie zdradza!!! I nie mowi dlatego, ze chce przebaczenia, chce ja zostawic, wrocic, tylko poprostu, bo nawet nie chce zostawic mnie! Świat runął! Dwoje dzieci ubóstwiających ojca! Ja uzależniona od jego milosci! A on, choc widzi ze mnie zranil, nie umie sie zdecydowac, wydaje sie ze chce ciagnac taka sytuacje. Przeciez to paranoja. Na nic tłumaczenia, prośby, goźby. Juz nie mam siły, nie chce juz słuchac jak bardzo jest tam zaangazowany i nie chce jej ranic. Nie chce słuchac ich telefonicznych pogawędek, i slyszec tysiac razy dziennie przychodzacych smsow. Tak, kocham, za bardzo, ale z kazdym dniem widze obok siebie obcego czlowieka, i czuje ze z kazdym dniam moje uczucie zmienia sie, maleje. Wybacz ze sie tak rozpisalam. Tez podjelam decyzje o rozwodzie. Nigdy w zyciu nie bylo mi tak ciezko. Po dziesiatkach rozmow z nim, widze ze nie ma sensu. Chcialam ratowac, ale muszą chciec obie strony... Tez nie moge spac, jesc... tylko myslec moge, a to najgorsze. Tez czuje sie przegrana, na calej lini... Ale wiem, ze nie umialabym byc z nim dla dobra dzieci. Nie widze w tym zadnego dobra. Juz nie czytam tekstow jak rozstanie odbija sie na dzieciach, jak to pzrezywaja, bo nie wstalabym wiecej z łózka. Moje maja 5 i 7 lat, przed synkiem start w szkole, czyli jeden stres wiecej Bede walczyc o to, zeby dzieciom ten szok i cierpienie zminimalizowac. Mam nadzieje, ze on bedzie chcial tego samego. Odpowiedz Link Zgłoś
mgielka11 Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 22.08.06, 10:48 Moje dziecko ma 3,5 , ale mój mąż nie mieszka z nami od 3 lat, z półroczną przerwą. Niestety synek wspomina często z tęsknotą chwile, kiedy wychodziliśmy gdzieś wspólnie, chociaż można policzyć tych wyjść na palcach jednej ręki. Chyba każde dziecko niezależnie od wieku chce mieć obydwoje rodziców. Ale znam też sytuacje, kiedy dzieci starsze (podstawówka) namawiają rodziców do rozwodu i ten moment wspominają jaką jeden z lepszych w życiu. Odpowiedz Link Zgłoś
kini_m Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 22.08.06, 17:30 mgielka11 napisała: > Ale znam też sytuacje, kiedy dzieci starsze (podstawówka) namawiają rodziców > do rozwodu i ten moment wspominają jaką jeden z lepszych w życiu. To jest wkraczanie dziecka w rolę dorosłego. Dzieci chętnie wchodzą w tę rolę. Ale jednak powinno je się chronić przed tym, tak samo jak przed innymi nieprawidłowościami. Odpowiedz Link Zgłoś
mamisio Nie Kini, ja mając lat 13 23.08.06, 08:51 błagałam mamę aby rozwiodła sie z ojcem, modliłam sie do Boga żeby w domu nie było awantury, wkładałam mu do aktówki kartki" tatusiu przyjdź dzisiaj trzeźwy". Życie w takim domu było dla mnie traumą, i moze dlatego moja przeszłość rzutuje na moje małżeństwo i to co się w nim dzieje. Odpowiedz Link Zgłoś
kini_m Re: Nie Kini, ja mając lat 13 23.08.06, 10:29 Mamisio. chciałem powiedzieć że chronić dziecko należy na różne sposoby, przed wieloma rzeczami. Rozwód to też forma ochrony, wszyscy wiemy że to forma ostateczna. Twierdzę jednak że często do tej ostatecznej formy sięga się zbyt szybko przed wykorzystaniem innych sposobów. A ochrona przed rodzicem alkoholikiem.... Alkoholizm dziś już traktujemy jako chorobę, a nie osobowość nienaprawialną. Choremu człowiekowi wpierw należy pomóc. Oczywiście dla każdej choroby są odpowiednie sposoby pomocy, zanim sięgnie się po ten ostateczny. Dziś mamy szersze możliwości żeby poznać sposoby dla tak chorego człowieka. Dziś możesz skorzystać z wiedzy, do której Twoja mama kiedyś miała trudniejszy dostęp. Właśnie po to żeby spróbować znaleźć inne rozwiązania niż: złe i złe. mamisio napisała: > Życie w takim domu było dla mnie traumą, i moze dlatego moja przeszłość > rzutuje na moje małżeństwo i to co się w nim dzieje. Być może... Być może po takich wspomnieniach teraz szybciej uciekasz spodziewając się czegoś niebezpiecznego, zamiast spróbować to naprawiać. Nie mam możliwości ocenić czy u Ciebie to "już" czy "jeszcze nie" moment do ostatecznego kroku. Każdy też ma inną cierpliwość ile może wytrzymać. Ale własnie z tego ostatniego powodu, często rozwód jest rozwiązaniem naszego własnego problemu, naszych osobistych trudności, a nie jeszcze nazbyt poważnych problemów u partnera. Ja tego tu nie ocenię. Mało kto się do tego prawdziwie umie przyznać. Ale wiem że tak bywa. Odpowiedz Link Zgłoś
mgielka11 Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 23.08.06, 09:55 kini_m napisał: > mgielka11 napisała: > > Ale znam też sytuacje, kiedy dzieci starsze (podstawówka) namawiają rodzi > ców > > do rozwodu i ten moment wspominają jaką jeden z lepszych w życiu. > > To jest wkraczanie dziecka w rolę dorosłego. Dzieci chętnie wchodzą w tę rolę. > Ale jednak powinno je się chronić przed tym, tak samo jak przed innymi > nieprawidłowościami. Tak, ale jeśli ma się do wyboru: uchronić dziecko od egzystowania w rodzinie dysfunkcyjnej, czy w rodzinie, w której każdy z rodziców mieszka gdzie indziej (pewnie też rodzaj dysfunkcji), to warto jest znać i brać pod uwagę zdanie dziecka, aby móc wybrać mniejsze zło. Często dorośli nawet nie przypuszczają, jak bardzo dziecko przeżywa to, co dzieje się złego w rodzinie. I nie mówię tu o przypadkach, gdzie są codziennie awantury, alkoholizm, bicie. Moje dziecko wyczuwa każde moje zdenerwowanie, nawet jeśli nie objawia się to podniesionym głosem. Odpowiedz Link Zgłoś
anetina Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 22.08.06, 10:52 a mój Mały niestety (albo właściwie dobrze) nie zna swego "ojca" Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 22.08.06, 12:12 moja córka miała 6mcy gdy sie rozstalismy."ojca" widziała 4razy w życiu-teraz ma 6lat i tatę który ją kocha, troszczy sie o nią i dba Odpowiedz Link Zgłoś
mamisio Żałuję jednego 22.08.06, 11:07 że kiedy póltora roku temu były już (sic!) rozmowy o rozstaniu że definitywnie tego nie zakończyłam, jessuu półtora roku, to szmat czasu czyż nie? Odpowiedz Link Zgłoś
martop10 Re: ile lat miały Wasze dzieciaczki kiedy 23.08.06, 10:15 WItam, moja corka miala 2 lata jak sie rozstalismy, jej ojciec wyjechal zagranice (na szczescie zreszta) i powiem CI ze corka sie po prostu zaakceptowala sytuacje ze jestesmy osobno, nawet nie zadaje pytan, na razie jeste calkiem w porzadku jesli chodzi o te sprawy. Jakby cos pytaj smialo, jestem do dyspozycji Odpowiedz Link Zgłoś