uk0809
28.08.06, 12:57
Witam. Pewnie będzie długo, ale liczę na Waszą pomoc.
Potrzebuję porady, a chodzi o kontakty ojca z dzieckiem.
Historia pewnie równie banalna, co trudna.
Mam dziecko z żonatym mężczyzną (dotąd bezdzietnym).
CO BYŁO.
Kilka lat związku bez seksu (zazdrości o chłopaków, których poznawałam i
próbowałam odejść), dwa lata seksu tylko w czasie, kiedy mogłam zajść w
ciążę - żeby było dziecko. Pod hasłem: Nie jestem z Tobą, bo nie wiem, czy
mogę mieć dzieci, a Ty tak bardzo chcesz - więc nie mogę Cię z sobą wiązać.
Na początku ciąży usłyszałam: Trudno odejść po iluś latach, przecież
wiedziałaś, że tak będzie, etc. Przeplatane obietnicami odejścia, tylko
jeszcze nie teraz. Wyłączanie telefonu, głuche telefony, zwlekanie z
przyznaniem się w domu. Miesiąc przed terminem porodu znikł (żona dowiedziała
się ze zdjęcia USG w jego portfelu). Pojawił się po porodzie, dziecko
widział, kiedy miało tydzień. Odwiedzał co ok. tydzień. Do kwietnia nie
miałam z nim kontaktu innego niż mail (synek urodził się jesienią).
Tak w dużym skrócie.
TERAZ.
Synek za miesiąc kończy roczek. Od wiosny tata chce być u nas coraz częściej.
Ostatnio niemal codziennie na kilka godzin. Umie się małym zająć, ma świetny
kontakt; synek go bardzo lubi; zaczął mówić "tata". Niedawno wziął go na cały
dzień do siebie, przedstawił żonie. Tydzień później wziął drugi raz - ja
pękłam, po połowie dnia zadzwoniłam, żeby odwiózł go do domu.
Twierdzi, że będzie dobrym ojcem, że nigdy Małego nie opuści, a ja się
szamocę. Tak wiele mnie boli, tak bardzo się zawiodłam (mógł przynajmniej nie
kłamać - nigdy), że mam wciąż odruch:
Nie chcę tego człowieka więcej widzieć. Nie chcę patrzeć na moje dziecko,
które wieczorem w drzwiach robi tacie "papa" - jak jest teraz.
Czy lepiej zerwać kontakt i skontaktować syna z ojcem, kiedy dziecko samo się
upomni?
Czy zacisnąć zęby (na zasadzie: jeść tę żabę) i umożliwiać kontakty?
Nie chcę, żebyśmy oboje żyli ileś następnych lat jako ci "drugiej kategorii" -
ja z garbem związku, którego nie powinno być (gdyby się rozwiódł i związał
ze mną, sankcjonowałby nasz związek - a tak, wydaje mi się, przekreślił go;
nie
powinno go być), z poczuciem, że jestem nikim (albo tylko "inkubatorem" dla
wymarzonego dziecka), dziecko z piętnem, płaczące za ojcem, który "bywa".
Kiedy wielokrotnie pytałam, dlaczego - pomimo deklaracji sprzed ciąży i w
czasie ciąży, dlaczego tak zadecydował, nie mówi nic, albo mówi, że sama
kiedyś zrozumiem.
Przypuszczam, że sam nie umie sobie odpowiedzieć(?).
Co do mnie: uważa, że ja jestem jedyną wygraną w tym wszystkim - bo mam
dziecko. Ze moglam mieć może tylko z nim - jakbym miala być wdzieczna??? To
chyba takie samousprawiedliwianie.
Chce, żeby syn miał jego nazwisko (ma moje), żeby sopędzał z nim coraz więcej
czasu, także u niego w domu
Nie rozumiem. Czuję się zupełnie skołowana, pogubiona.
Nie wiem, co robić. Co bedzie najlepsze dla dziecka?
Dochodzący ojciec, czy brak kontaktów?
Wiem, że we wszystkim jest dużo mojej goryczy, że piszę dużo o sobie i swoim
żalu; próbuję go nie rzutować na
ich relacje - ale nie jestem w stanie widzieć wszystkiego oddzielnie,
uporządkować.
Co jest najlepsze dla dziecka w tej sytuacji?
Małemu wychodzą zęby trzonowe. Wczoraj wieczorem krzyczał z bólu, a ja nie
miałąm żelu na dziąsła. Zadzwoniłam do ojca, odebrał, pomarwtił się,
powiedział, że przywiezie lek zaraz rano (dziś), kiedy otworzą apteki. A
przecież są apteki dyżurne.
Tylko że on chce być z synem całymi dniami pon.-sobota. Wieczory, noce,
niedziele nie wchodzą w grę.
Ojciec?
Przecież ojciec powinien być przy dziecku...
???
Proszę, nie linczujcie mnie. Jestem zdolna do wyrzutów sumienia, ogromnych. I
rachunku sumienia.
Bardzo tego mężczyznę kochałam - 11 lat.
Co będzie najlepsze dla dziecka?