prośba o radę

28.08.06, 12:57
Witam. Pewnie będzie długo, ale liczę na Waszą pomoc.
Potrzebuję porady, a chodzi o kontakty ojca z dzieckiem.
Historia pewnie równie banalna, co trudna.
Mam dziecko z żonatym mężczyzną (dotąd bezdzietnym).
CO BYŁO.
Kilka lat związku bez seksu (zazdrości o chłopaków, których poznawałam i
próbowałam odejść), dwa lata seksu tylko w czasie, kiedy mogłam zajść w
ciążę - żeby było dziecko. Pod hasłem: Nie jestem z Tobą, bo nie wiem, czy
mogę mieć dzieci, a Ty tak bardzo chcesz - więc nie mogę Cię z sobą wiązać.
Na początku ciąży usłyszałam: Trudno odejść po iluś latach, przecież
wiedziałaś, że tak będzie, etc. Przeplatane obietnicami odejścia, tylko
jeszcze nie teraz. Wyłączanie telefonu, głuche telefony, zwlekanie z
przyznaniem się w domu. Miesiąc przed terminem porodu znikł (żona dowiedziała
się ze zdjęcia USG w jego portfelu). Pojawił się po porodzie, dziecko
widział, kiedy miało tydzień. Odwiedzał co ok. tydzień. Do kwietnia nie
miałam z nim kontaktu innego niż mail (synek urodził się jesienią).
Tak w dużym skrócie.
TERAZ.
Synek za miesiąc kończy roczek. Od wiosny tata chce być u nas coraz częściej.
Ostatnio niemal codziennie na kilka godzin. Umie się małym zająć, ma świetny
kontakt; synek go bardzo lubi; zaczął mówić "tata". Niedawno wziął go na cały
dzień do siebie, przedstawił żonie. Tydzień później wziął drugi raz - ja
pękłam, po połowie dnia zadzwoniłam, żeby odwiózł go do domu.
Twierdzi, że będzie dobrym ojcem, że nigdy Małego nie opuści, a ja się
szamocę. Tak wiele mnie boli, tak bardzo się zawiodłam (mógł przynajmniej nie
kłamać - nigdy), że mam wciąż odruch:
Nie chcę tego człowieka więcej widzieć. Nie chcę patrzeć na moje dziecko,
które wieczorem w drzwiach robi tacie "papa" - jak jest teraz.

Czy lepiej zerwać kontakt i skontaktować syna z ojcem, kiedy dziecko samo się
upomni?
Czy zacisnąć zęby (na zasadzie: jeść tę żabę) i umożliwiać kontakty?
Nie chcę, żebyśmy oboje żyli ileś następnych lat jako ci "drugiej kategorii" -
ja z garbem związku, którego nie powinno być (gdyby się rozwiódł i związał
ze mną, sankcjonowałby nasz związek - a tak, wydaje mi się, przekreślił go;
nie
powinno go być), z poczuciem, że jestem nikim (albo tylko "inkubatorem" dla
wymarzonego dziecka), dziecko z piętnem, płaczące za ojcem, który "bywa".

Kiedy wielokrotnie pytałam, dlaczego - pomimo deklaracji sprzed ciąży i w
czasie ciąży, dlaczego tak zadecydował, nie mówi nic, albo mówi, że sama
kiedyś zrozumiem.
Przypuszczam, że sam nie umie sobie odpowiedzieć(?).
Co do mnie: uważa, że ja jestem jedyną wygraną w tym wszystkim - bo mam
dziecko. Ze moglam mieć może tylko z nim - jakbym miala być wdzieczna??? To
chyba takie samousprawiedliwianie.
Chce, żeby syn miał jego nazwisko (ma moje), żeby sopędzał z nim coraz więcej
czasu, także u niego w domu

Nie rozumiem. Czuję się zupełnie skołowana, pogubiona.
Nie wiem, co robić. Co bedzie najlepsze dla dziecka?
Dochodzący ojciec, czy brak kontaktów?
Wiem, że we wszystkim jest dużo mojej goryczy, że piszę dużo o sobie i swoim
żalu; próbuję go nie rzutować na
ich relacje - ale nie jestem w stanie widzieć wszystkiego oddzielnie,
uporządkować.
Co jest najlepsze dla dziecka w tej sytuacji?

Małemu wychodzą zęby trzonowe. Wczoraj wieczorem krzyczał z bólu, a ja nie
miałąm żelu na dziąsła. Zadzwoniłam do ojca, odebrał, pomarwtił się,
powiedział, że przywiezie lek zaraz rano (dziś), kiedy otworzą apteki. A
przecież są apteki dyżurne.
Tylko że on chce być z synem całymi dniami pon.-sobota. Wieczory, noce,
niedziele nie wchodzą w grę.
Ojciec?
Przecież ojciec powinien być przy dziecku...

???

Proszę, nie linczujcie mnie. Jestem zdolna do wyrzutów sumienia, ogromnych. I
rachunku sumienia.
Bardzo tego mężczyznę kochałam - 11 lat.

Co będzie najlepsze dla dziecka?



    • uk0809 Re: prośba o radę 28.08.06, 13:08
      Wydaje mi się, że zmusza mnie do kontaktów tylko przerażenie, że moje dziecko
      nie będzie miało ojca. Czy brak jednego rodzica w życiu dziecka w takiej
      sytuacji to najgorsze, co mogę dziecku zafundować? Czy to "mniejsze zło"??
      Czy skontaktowanie ich, kiedy syn sam powie, że chce poznać ojca jest dobrym
      wyjściem?
    • j671 Re: prośba o radę 28.08.06, 13:10
      Pełna rodzina.
      Jak jej niema, to nieograniczone spotkania dziecka z obojgiem rodziców, bez
      względu na to który sprawuje opiekę. A Ty bez obrazy, może powinnać skorzystać
      z pomocy psychologa?
      J...
      • uk0809 Re: prośba o radę 28.08.06, 13:16
        Dzięki choć za tak krótki odzew. Rozmaiwam sporo z kuplem, który też mi radzi
        pójście do psychologa. Nie obrażam się, dlaczego. I myślę, że pójdę; może dojdę
        do porządku z samą sobą.
        Pełna rodzina. Okazało się, że tego nigdy nie będzie - chyba że ja ją stworzę z
        kimś innym. Kto przecież tatą nie będzie, choćby dziecko kochał (?).
        Naprawdę kontakty, ojciec, który bywa a nie jest w domu będą lepsze niż brak
        ojca?
        Nie potrafię spojrzeć z perspektywy dziecka.
        • odnowiona Re: prośba o radę 28.08.06, 13:25
          na pewno kontakty z ojcem dziecka Cię teraz niszczą, i dlatego potrzebny Ci
          jest psycholog, żebyś potrafiła się od niego uniezależnić. I z czasem może
          nauczysz się na niego patrzeć jak na ojca swojego dziecka, i nic więcej.
          Bo ojciec dochodzący jest dużo lepszy niż brak ojca.

          Ja nie proponuję, żebyś się upokarzała. Ale korzystaj z tego, że on chce
          przychodzić. Nie oceniaj go, bo po co. Zajmij się własnym zyciem - wprowadź
          pewne zasady tych odwiedzin. Poproś o alimenty.

          A jeśli teraz nie czujesz się na siłach (a chyba nie czujesz), to na jakiś czas
          ukróć Wasze spotkania. Może mogłabyś poprosić kogoś, żeby przychodził, kiedy on
          będzie z dzieckiem? Może moglibyście spotykać się poza domem? Może rzeczywiście
          mogłabyś dzieco puszczać do niego do domu.

          Problem w tym, że Ty go jeszcze kochasz i chciałabyś, żeby był Twoim facetem. A
          on - prawdopodobnie - kocha tylko Twoje dziecko. Przykro mi...

          Musisz zająć się sobą i odzyskać siły, bo tylko wtedy będziesz potrafiła zająć
          się dzieckiem i podjąć odpowiednie decyzje. Powodzenia!
          • uk0809 Re: prośba o radę 28.08.06, 13:32
            Odnowiona, wielkie, wielkie dzięki.
            Tak właśnie jest - że codzienne kontakty mnie niszczą (rano i wieczór sms z
            pozdorowieniami dla mnie i całusem dla synka; nie wiem po co...), właściwie
            cały czas nie mogę się pozbierać, jestem kłębkiem nerwów. A wszyscy mi mówią:
            najgorsze dla tego dziecka, to Twój niepokój.
            Dlatego nie ma kontaktów codziennie, jak chciał ojciec, tylko najwyżej raz w
            tygodniu (a jak syn będzie samodzielniejszy - kiedy tylko obaj będa chhcieli -
            taka wersja optymistyczna; jeśli wytrzymam). Bardzo chciałam, żeby mnie przy
            tym nie było, ale to niemożliwe.
            On powtarza mi, że NAS kocha, a kiedyś zrozumiem, dlaczego został w innym
            domu...
            Inna sprawa, że coraz częściej podnosi na mnie glos, jest agresywny, wyzywa
            moich przyjaciół - bo domyśla się, że mnie namawiają do zerwania kontaktów,
            także jego z dzieckiem.
            • odnowiona Re: prośba o radę 28.08.06, 13:36
              Ty powinnaś z nim zerwać kontakty, dziecko nie.
              Technicznie jest to czasami bardzo trudne.
              ALe to chyba jedyny sposó na to, byś odzyskała równowagę.

              Może zaproponuj mu uregulowanie tych kontaktów u jakiegoś adwokata - ile tego
              będzie w jakich dniach, i kwestię alimentów.
              Wtedy on się będzie czuł bezpieczny o to, że może spotykać się z dzieckiem, a
              Ty będziesz wiedziała w jakich granicach się poruszasz.

              I moim zdaniem musisz zacząć sama porządkować swoje zycie, bez względu na jego
              zdanie na ten temat. Po prostu się uniezależnić. I podjąć jakieś decyzje. I
              następnie wprwoadzić je w zycie. Jest to czasam bardzo trudne, ale tylko tak
              odzyskasz szacunek dla samej siebie. Że w końću zrobiłaś coś dla niego.

              (a to, że on mówi, że Was kocha, to tylko słowa. Gdyby Cię kochał, to by nie
              robił Ci dziecka wiedząc, że z Tobą nie będzie. To jest egoizm. W czystej
              postaci).
              • justy3 Re: prośba o radę 30.08.06, 13:58
                jestem w podobnej sytuacji i szczerze mówiąc dziwię się, że dajesz dziecko
                ojcu. Jest o wiele za mały na coś takiego, przy każdej wizycie jego ojca
                powinnaś być ale nie dawać samego dziecka. Mam dziecko w wieku twojego i nie
                wyobrażam sobie czegoś takiego
                • uk0809 Justy3, odbierasz privy? n/t 30.08.06, 14:27
                  Napisałabym do Ciebie na maila na gazecie. Pozdrawiam.
    • paulinaml1 Re: prośba o radę 28.08.06, 21:15
      dziecko ma prawo do kontaktow z obojgiem rodzicow.
      a skoro ojcu taj zalezy na malym to i tak by walczyl wiec nic nie zrobisz,daj
      spokoj. dziecko jest szczesliwe znajac tate
    • virtual_moth Re: prośba o radę 28.08.06, 22:37
      Żadnego zrywania kontaktów - to najgorsze co może być w tej sytuacji.
      Ustal z ojcem dziecka kwestię kontaktów, powiedz czego sobie nie życzysz (smsy
      do Ciebie? Po co??). Osobiście uważam, że masz większą szansę dogadać sie z nim
      polubownie niż przez sąd czy notariuszy.
      Czy płaci alimenty? Z tego co piszesz wnioskuję, że dziecko nie jest uznane
      ("dziecko ma moje nazwisko") - musisz tę sprawę załatwić.
      • justy3 Re: prośba o radę 30.08.06, 13:59
        to że dziecko ma nazwisko matki nie znaczy, że ojciec go nie uznał. Moje
        dziecko ma nazwisko ojca i żałuję tego kroku.
    • pelagaa Re: prośba o radę 29.08.06, 08:27
      > Czy lepiej zerwać kontakt i skontaktować syna z ojcem, kiedy dziecko samo się
      > upomni?
      > Czy zacisnąć zęby (na zasadzie: jeść tę żabę) i umożliwiać kontakty?

      Zdecydowanie umozliwic kontakty, bo na tym dziecko najbardziej skorzysta.
      A psycholog to bardzo dobre rozwiazanie dla Ciebie, pomoze Ci to stanac na nogi
      i pogodzic sie z sytuacja. Musisz sie odnalezc w tym nowym ukladzie.
      Dziecko ma prawo do obojga rodzicow, nawet jesli nie sa rodzina.
      • ursa13 Re: prośba o radę 29.08.06, 08:46
        Virtual_moth, pelagaa, dziękuję.
        Dziecko jest uznane; ja nie zgodziłam się na nazwisko ojca; to on liczy, że w
        przyszłości zgodzę się na zmianę.
        Dostaję do ręki co miesiąc ustaloną kwotę pieniędzy.
        Ojciec chce mieć z dzieckiem jak najczęśiej kontakt.

        Po wizycie w USC zapytałam, dlaczego mnie okłamywał. "Bo inaczej pewnie nie
        byłoby go [synka]. A to przecież najważniejsze, że on jest."
        No i tak. Do granic małżeństwa ojciec wobec dziecka jest w porządku... Ja być
        może byłąm tylko inkubarorem - ale powinnam chyba raz na zawsze przestać się
        nad tym zastanawiać.

        Macie rację, że muszę sobie pomóc, żeby nie zniszczyć czegoś, co już
        jest "koślawe". Bardzo mi pomagacie pisząc, że ojciec powinien być, choćby
        dochodzący.

        Pozdrawiam. smile
        • pelagaa Re: prośba o radę 29.08.06, 10:00
          > Dziecko jest uznane; ja nie zgodziłam się na nazwisko ojca; to on liczy, że w
          > przyszłości zgodzę się na zmianę.

          Na Twoim miejscu nie zgodzilabym sie na zmiane nazwiska dziecka na jego
          nazwisko. Dziecko jest z Toba, dobrze byloby, aby mialo Twoje nazwisko. Ja w
          ogole uwazam, ze dziecko powinno nosic nazwisko tego, komu przyznano opieke nad
          dzieckiem, czyli tego, z kim dziecko zamieszkuje.
          Fakt, ze dziecko nosi Twoje nazwisko zupelnie nie powinien mu przeszkadzac,
          jesli zalezy mu na dziecku.
          Dziecko jest uznane, facet placi alimenty i uczestniczy w zyciu dziecka, moim
          zdaniem sytyuacja jest naprawde niezla, jak na te skomplikowana sytuacje. Teraz
          musisz popracowac nad swoimi emocjami, musisz sie wyciszyc. Nauczyc sie pic
          piwo, ktorego nawarzylas. Zycie toczy sie dalej, kazdy popelnia bledy, ale
          trzeba sie na nich uczyc. To naprawde dobrze dla dziecka, jesli bedzie mialo
          kochajacych rodzicow, choc nie sa razem, dobrze, ze bedzie moglo
          sie "zidentyfikowac", dobrze, jesli zona ojca bedzie dla dziecka przyjazna (a
          dla niej to zapewne tez niesamowicie ciezka sytyuacja!!!), dobrze kiedy i Ty
          sobie ulozysz zycie, a Twoj partner tez bedzie pozytywnie nastawiony.
          Im wiecej zyczliwych osob dookola, tym lepiej.
          • uk0809 Re: prośba o radę 29.08.06, 10:14
            Pelagaa, na razie(?) nie biorę pod uwagę zmiany nazwiska na ojca. To są i złe
            emocje, i praktycyzm, czyli to, o czym Ty napisałaś.
            Wiem, że z perspektywy dziecka jest nieźle, choć koślawo.
            Przyjeciele namawiają mnie do zupełnego zerwania kontaktów, widząc, że nie
            przestaję wariować (powiedzmy) - dlatego prosiłam Was o radę. Czuję, że
            powinnam się zgadzać na nieograbniczone kontakty, ale bardzo cieżko mi z tym.
            Żona ponoć nosiła małego na rękach, bawiła się, uprała mu skarpetki - i dla
            niej wielki ukłon, tym bardziej że sama nie ma dzieci (mnie na pewno zabiłaby
            najchętniej). Kiedy jestem spokojniejsza sama myślę, że im więcej osób
            kochająch dziecko i życzliwych, tym lepiej.
            Tylko że zaraz potem włącza mi się negatywizm i "wsteczny bieg". Bo nie widzę w
            tym wszystkim dla siebie miejsca. Tak mu zresztą już powiedziałam: mnie w tym
            układzie już nie ma. Mamy kontakt ze względu na dziecko i rozmawiamy tylko o
            jego sprawach. Podziękowalam za wyznania miłosne, które - niestety - wciąż
            dostaję. Chyba właśnie jako ten inkubator dziecka, którego brakowało do
            jakiegoś tam spełnienia.
            Jeszcze raz dzięki za życzliwość.
    • uk0809 Re: prośba o radę 29.08.06, 08:52
      Przepraszam, jestem pod dwoma nickami i sama zrobiłam zamieszanie...

      Skopiuję:
      Virtual_moth, pelagaa, dziękuję.
      Dziecko jest uznane; ja nie zgodziłam się na nazwisko ojca; to on liczy, że w
      przyszłości zgodzę się na zmianę.
      Dostaję do ręki co miesiąc ustaloną kwotę pieniędzy.
      Ojciec chce mieć z dzieckiem jak najczęśiej kontakt.

      Po wizycie w USC zapytałam, dlaczego mnie okłamywał. "Bo inaczej pewnie nie
      byłoby go [synka]. A to przecież najważniejsze, że on jest."
      No i tak. Do granic małżeństwa ojciec wobec dziecka jest w porządku... Ja być
      może byłąm tylko inkubarorem - ale powinnam chyba raz na zawsze przestać się
      nad tym zastanawiać.

      Macie rację, że muszę sobie pomóc, żeby nie zniszczyć czegoś, co już
      jest "koślawe". Bardzo mi pomagacie pisząc, że ojciec powinien być, choćby
      dochodzący.

      Pozdrawiam. smile
      • agnieszka35 Re: prośba o radę 29.08.06, 09:42
        Witaj.Sytuację masz rzeczywiście fatalną.Ale da się z tego jakoś wybrnąć.Po
        pierwsze to musisz spokojnie porozmawiać z ojcem swojego synka(bez dziecka! to
        ważne)i w jak najprostszych słowach powiedzieć mu co czujesz.Tzn.że masz dość
        traktowania ciebie jako dodatku do dziecka.Że fakt iż po prostu cię wykorzystał
        i zrobił z ciebie inkubator jest już wystarczajaco bolesny i nie życzysz sobie
        aby dokładał ci jeszcze cierpienia.Wyjaśnij facetowi wprost że go już nie
        kochasz i dlaczego(sam się nie domyśli nie licz na to)i zarządaj by to
        uszanował.A potem moim zdaniem powinnaś postawić mu warunek:albo będzie
        pełnoetatowym ojcem na każde żądanie tak jakby mieszkał z dzieckiem(tu przykład
        tej nieszczęsnej nocnej apteki)albo ustalicie kontakty takie jak tobie będą
        odpowiadały.No chyba że interesuje cię jeszcze opcja wspólnego
        zamieszkania.Wtedy postawiłabym sprawę jasno.Albo mieszkamy razem imasz dziecko
        na codzień albo ograniczamy kontakty do pewnych ustalonych ram.Ale jeżeli tego
        nie chcesz to daj temu panu konkretnie do zrozumienia że masz własne życie i
        fakt że jest on ojcem twojego syna nie jest powodem by ci w nim
        bruździł.Oczywiście jeśli zdecydujesz się na pełnoetatowego ojca na przychodne
        to też w konkretnych granicach.Np.dwie godziny dziennie plus jeden dzień w
        weekend.No i oczywiście do tego pełna dyspozycyjność.Jeśli jest się
        pełnoetatowym tatusiem to się trzeba liczyć z tym że może się być potrzebnym i w
        nocy i nad ranem i w trakcie obiadu u rodziców żony.To już jego wybór.(No
        oczywiście bez zbędnego gnębienia to ma być dobro dziecka a nie zemsta ale tyle
        to przecież sama wiesz.)I przedewszystkim raz na zawsze wyjaśnij facetowi że
        jesteś matką i to twoje dziecko,a nie opiekunką jego dziecka.Piszę to bo mam
        wrażenie że on cię właśnie tak traktuje.Przypuszczam że najszczęśliwszy by był
        gdybyś oddała mu dziecko i znikła.No cóż nie wiem czy ci pomogłam ale trzymam
        kciuki żeby ci się wszystko ułożyło najlepiej jak tylko można.a z tym
        psychologiem to racja sądzę że mógłby ci pomóc opanować emocje.Pozdrawiam-Agnieszka.
      • julia.68 Re: prośba o radę 29.08.06, 10:19
        Bardzo Ci współczuję. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie co czujesz.
        Byłaś z żonatym mężczyzną przez 11 lat. A co w tym czasie z jego żoną?
        Dlaczego zgodziłaś się mieć z nim dziecko? Bo obiecał (kłamał), że odejdzie od
        żony jak będziesz w ciąży? Chciałaś kupić go dzieckiem? Przeciez żona musiała
        wiedzieć, że się spotykacie, może nawet kibicowała jego staraniom o dziecko z
        Tobą, skoro w ich związku (pewnie szczęśliwym) dziecka nie było. Zostałaś
        wykorzystana przez nich oboje, prawda?
        Może to nierealne, ale spróbuj w tej sytuacji poszukać pozytywów. Zamiast się
        zadręczać, zaproponuj spotkanie w trójkę i wyjaśnijcie sobie co się stało i jak
        Wasze życie ma wygladać w przyszłości. Pomyśl, jak bardzo żonie musiało zależeć
        na nim, skoro zaakceptowała taki sposób prokreacji.
        Może jego i jej pomoc w wychowaniu Waszego dziecka będzie dla Ciebie i małego
        czymś pozytywnym. Będzie miał oboje rodziców i kochającą ciocię?
        Spróbuj zachować się hmmm... niekonwencjonalnie. W końcu monogamia jest zasadą
        tylko niektórych cywilizacji. Nie musisz czuć sie gorsza w tym układzie, w
        końcu to Ty urodziłaś dziecko i nikt Ci go nie odbierze. Nawet spotykając się z
        żoną ojca, nawet przywiązując się do niej, synek będzie wiedział, że to Ty
        jesteś jego mamą. Po prostu będzie miał więcej życzliwych osób obok siebie. Ja
        myślę tak samo o nowych partnerkach moich dwóch eks - obie lubią moje córki i
        one także je lubią i ja jestem im życzliwa, nawet bardziej niż eksmężom. Jakoś
        tak samo wyszło.
        Nie tłumaczę ojca Twojego dziecka, ani jego żony. Są nieuczciowi i okrutni dla
        Ciebie. Ale jeżeli Ty zaakceptujesz taką sytuację i głośno to powiesz, sobie i
        wszystkim dookoła - zamkniesz usta "życzliwym", odzyskasz spokój i odbudujesz
        swoje poczucie wartości - jako kobiety i człowieka. I może znajdziesz kogoś
        właściwego, kto pokocha Ciebie, a nie Twoją macicę. Jeszcze jedną życzliwą
        Twojemu synkowi osobę.
        Ale może też być tak, że ośmieleni Twoją akceptacją, ojciec i jego żona zaczną
        myśleć o "zawłaszczeniu dziecka". Albo w końcu doczekają się własnego i Twoje
        będzie im niepotrzebne do szcześcia.
        Niebo gwiaździste nade mną....
    • blanqua Re: prośba o radę 01.09.06, 23:49
      Kontakt dziecka z ojcem to naprawdę super sprawa
      i myślę, że w żaden sposób nie powinnas tego ograniczać
      propozycja przedstawiona prze Agnieszę nie podoba mi się. Bo jest to
      pełnoetatowy tata ale ma tylko obowiązki a żadnych praw a do tego fura
      ograniczeń - chociażby to, że tylko 2 godziny dziennie za to ma być na każde
      wezwanie
      Wiem, że może być Ci ciężko ale decydując się na układ z mężczyzną żonatym no
      cóż... to są konsekwencje
      natomiast jest niedopuszczalne aby z powodu Twoich emocji dziecko było
      pozbawione kontaktu z ojcem - ono ojca potrzebuje a ojciec chce...
      musisz oddzielić swoje emocje od dobra dziecka choć to cholernie trudne
      głosów znajomych, że masz zerwać kontakt nie słuchaj - to głupie glosy! każdy
      znajomy mądry i życzliwy ale żaden ojca nie zastąpi
      uwierz mi, wiem co mówię - jestem dziś doroslą osobą wychowywaną bez ojca. I to
      jest slad na całe życie. To są lata tęsknoty
      Myślę, że chcesz zrobić coś bardzo złego - oddzielić dziecko od ojca tylko z
      powodu wlasnych zranionych uczuć. Ale tym zranisz najbardziej dziecko. Ten plan
      zamknięcia teraz kontaktów a wznowienia ich jak dziekco będzie się domagało to
      fikcja, sama o tym wiesz. Bo jeśli teraz zabierzesz mu ojca to potem ciężko
      będzie o jakąś więź więc i słabo się będzie domagać. Nie rób tego, to jest
      wielka krzywda dla dziecka. Przecież świadomie zdecydowałaś się na dziecko z
      żonatym - więc nie pozwól aby dziecko płaciło za Ciebie rachunek
      pozdrawiam
      Blanka
Pełna wersja