a jak tam konakty z pełnymi rodzinami

07.09.06, 14:10
Hej dziewczyny, chciałam was spytać jak wygladaja wasze kontakty z
kolezankami które maja mężów. Ja od 2 lat tzn od kiedy jestem sama odczuwam
swoisty ostracyzm towarzyski ze strony kolezanek pozostających w związkach,
jesli jestem zapraszana to tylko jak nie ma męża, nie rozmawiamy na temat
problemów w związku choc wczesniej były takie rozmowy, mam wrażenie że
stanowię dla zajętych dziewczyn jakieś zagrożenie. Uprzedzam że nie zachowuję
się prowokujaco ani nie poluje żadnego z tych mężów. nie jestem chyba
przewrażliwiona zbyt wiele przykładów.Przez 6 lat mojego związku utrzymywałam
bliskie kontakty z samotnymi koleżankami, jeździły z nami na wakacje i
Święta, nigdy nie miałam ochoty ani potrzeby pilnowania swojego faceta... I
może dlatego jestem sama.
    • mamatoomaszka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 07.09.06, 14:19
      No........istnieje w Polsce taka barrddzzo powszechna opinia, ze samotna
      kobieta JEST ZAWSZE zagrozeniem dla innych malzenstw. W najbardziej koltunskich
      srodowiskach ta opinia rozciaga sie nawet na czlonkow rodziny!!! I ta opinia
      staje sie zasada prawie bezwzglednie przestrzegana.
      • mrs_ka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 07.09.06, 15:06
        Nie zgodzę się z mamą Tomaszka. Problem owszem, istnieje, ale uważam, że jest on
        raczej marginalny i dotyczy wąskich, hermetycznych środowisk oraz częściej
        występuje w mniejszych miastach.
        Na część pytań postawionych przez autorkę odpowiedź jest bardzo prosta i nie
        trzeba jej szukać w stereotypach oraz uprzedzeniach.

        Na przykład z jakiego powodu zaprasza się samotne kobiety pozbywając się
        uprzednio mężów? Otóż dlatego, że ja przynajmniej nie znoszę omawiać szczegółów
        związku Kazka i Heli, beznadziejnej spódnicy Jolki i wad mojego męża w obecności
        tegoż męża. Spotkania z kobietami celebruję. Lubię klimat "babskości" i nawet
        najfajniejszy mężczyzna nie odnajdzie sie w takim klimacie, a przy okazji
        zespuje go obecnym kobietom.

        Kiedy byłam sama (lub przeżywałam chroniczny kryzys w związku, który trwał pięć
        lat. Zarówno związek jak i kryzys) nie znosiłam towarzyskich spędów, nawet jeśli
        liczyłytylko trzy osoby- mnie, koleżankę i męża koleżanki.
        Miałam potrzebę wyżalenia się, wypłakania, obgadania mężczyzn jako takich,
        omówienia problemów małżeńskich, a nie znam kobiety, która swobodnie
        rozmawiałaby na temat kryzysu małżeńskiego w obecności swojego osobistego męża.
        Cudzego męża tym bardziej (zwłaszcza jeśli nie znają się dobrze). Do leczenia
        ran duszy najlepiej nadają się inne kobiety.

        a.
        • mrs_ka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 07.09.06, 15:14
          jeszcze o tych rozmowach na temat związku: można spojrzec na to inaczej. Mnie na
          przykład szalenie bolały rozmowy z przyjaciółkami, które żaliły się na swoich
          mężów/partnerów, a były to żale- z mojego punktu widzenia- zupełnie nieistotne,
          mikre, bez znaczenia przy moich problemach. Wtedy najpełniej odczuwałam przepaść
          pomiędzy ich, a swoim statusem. One miały mężów i NORMALNE, małżeńskie problemy;
          ja wiele bym dała, aby mieć normalne, małżeńskie problemy. Tego typu tematy
          uświadamiały mi, jak głęboka jest między nami różnica.

          Najgorsze było to, że często chodziłam na takie spotkania pełna nadziei i np.
          własnie po decyzji, że znów będę walczyć o swoje małżeństwo. I wtedy słyszałam,
          że Kaśka pokłóciła się z Piotrkiem, bo ten siedział o godzinę za długo u swoich
          rodziców, a umawiali się inaczej. Dla mnie tego rodzaju przeniesienie granic
          wyrozumiałości miało miejsce tydzień po ślubie, zaś trzy lata później byłam już
          na etapie "czy wybaczyć mu, że mnie uderzył w twarz". Dla przysłowiowej Kaśki
          uderzenie w policzek to był emocjonalny kosmos, za to mnie pokazywało, że w
          oczach świata moje małżeństwo jest skreślone i że nikt by mi nie dał szansy,
          gdyby się dowiedział prawdy.
          Tak więc mnie osobiście tego typu zwierzenia blokowały.

          Teraz kiedy sama mam udane małżeństwo i spotykam się z samodzielnymi koleżankami
          niekoniecznie chcę z nimi rozmawiać o problemach (własnych), bo pamięć mam
          jeszcze świeżą.
          Myślę więc, że to, co często odczytuje się jako chęć wykluczenia jest tak
          naprawdę (być może nieco nieporadną) empatią.

          a.
          • jula55 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 12:35
            > wyrozumiałości miało miejsce tydzień po ślubie, zaś trzy lata później byłam już
            > na etapie "czy wybaczyć mu, że mnie uderzył w twarz".

            Dzieci z rodzin, w ktorych byla przemoc (np. ojciec tyran) czesto mysla, ze nie
            zasluguja na nic lepszego i wiaza sie z katami - twoj przypadek tylko potwierdza
            ta smutna teorie sad.

            Jednak niezaleznie od tego, ile sie wycierpialas w dziecinstwie, musisz
            zrozumiec, ze nikt nie ma prawa lac cie po buzi. Obecnemu mezowi tez na to nie
            pozwalaj.

            I chyba niestety zamiast malowac na forum sielskie obrazy z wlasnego zycia,
            powinnas odrzucic to zaklamanie i najpierw dostrzec zlo i bagno, w ktorym
            tkwisz. To pierwszy krok, zebys cos zmienila.

            Powodzenia!
            • mrs_ka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 12:41
              Dzięki Jula, ale może lepiej zajmij się lepieniem pierogów niż psychologią, bo
              na tym polu nie widzę dla Ciebie specjalnej przyszłości.
              Pisałam o swoim byłym mężu, a nie obecnym, co zresztą wynika z treści mojego postu.
              Ale dziękuję, również uważam, że moje obecne życie jest sielskiesmile

              a.
              • jula55 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 12:48
                Niestety mrska, moze jeszcze tego nie widzisz, ale jest ogromne
                prawdopodobienstwo, ze teraz rowniez zwiazalas sie z katem. Ktoregos dnia uderzy
                cie po raz pierwszy i koszmar zacznie sie od nowa, dlatego lepiej zamiast pisac
                bajki na forum szeroko otworzyc oczy i przygotowywac sie do walki o siebie. Bez
                gruntownej terapii nadal bedziesz przyciagac katow lub prowokowac mezczyzn, zeby
                cie bili, bo w glebi duszy myslisz, ze tylko na to zaslugujesz. Zycze ci duzo
                sily i odwagi w dojsciu do prawdy. Sprobuj moze zglosic sie na forum o przemocy
                w rodzinie, pomoc znajdziesz tez na specjalnych infoliniach i w osrodku
                interwencji kryzysowej w twoim miescie.
                • mrs_ka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 12:49
                  Łojezu, umarłambig_grinDDDDDDDDDDDDDDD


                  Dobrze, Jula, że Ty widzisz to prawdopodobieństwobig_grinDD No ale Ty różne rzeczy
                  widzisz, których inni nie widzą, więc generalnie mnie to nie dziwi big_grin

                  a.
                  • jula55 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 12:51
                    Typowy mechanizm wyparcia sad.
                    • mrs_ka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 12:54
                      Tak, powiedziałam o tym męzowi, a on mi odparł : dość tego pisania w necie,
                      stara, szykuj plecy pod nahajkę, bo wybatożę cię solidnie po powrocie z pracy.

                      Dzięki Jula. Bez Ciebie nie zrozumiałabym, jak poważny mam problem.

                      a.

                      ps. I mała sugestia: nie czytaj może wiecej moich postów, bo serce mi się ściska
                      z żalu kiedy widzę, jak robisz sobie intelektualne kuku próbując je zrozumieć.
                      Naprawdę lepienie pierogów będzie dla Ciebie bardziej twórczym zajęciem.
                      • berek_76 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 14:27
                        Mrs_ka, Twoje życie małżeńskie nabierze teraz nowych rumieńców tongue_out tongue_out tongue_out

                        Ty ofiaro, Ty! big_grin

                        -----------------------
                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                • jowita771 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 18:34
                  według takiego rozumowania twoj mąż może wylądować w kryminale, jula.
          • berek_76 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 12:39
            > Teraz kiedy sama mam udane małżeństwo i spotykam się z samodzielnymi koleżankam
            > i
            > niekoniecznie chcę z nimi rozmawiać o problemach (własnych), bo pamięć mam
            > jeszcze świeżą.
            > Myślę więc, że to, co często odczytuje się jako chęć wykluczenia jest tak
            > naprawdę (być może nieco nieporadną) empatią.

            He he, a mnie się przypomina Twój własny wieczór panieński, odbywający się w
            moim domu, swieżutko po mojej małżeńskiej katastrofie big_grin Fakt, bywały momenty,
            kiedy robiło mi się tak sobie, ale, qrka wodna, śluby są tak samo normalną
            częścią życia, jak i cokolwiek innego i ja bym nie chciała być wykluczana z
            normalnego życia dlatego, że przypadkiem z mężem nie mieszkam ;P

            Chwała Bogu - nie jestem. fakt, więcej teraz wśród moich znajomych mam
            samodzielnych, ale nadal całe tłumy "normalnych" ( big_grin big_grin big_grin ) i jakos chyba nikt
            mnie nie postrzega w kategoriach przesadnego zagrożenia.

            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
            • mrs_ka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 12:48
              Berek, szczerze mówiąc nie rozumiem: czy masz na myśli to, że organizowanie
              wieczoru panieńskiego u Ciebie było szczytem towarzyskiego i emocjonalnego
              nietaktu?
              Ja odebrałam to jako Twoją chęć zajęcia myśli czymś innym i dlatego (między
              innymi) z chęcią przystałam na tę propozycję. Mimo to poczułam się teraz nieco
              dziwnie, jakby kot został odwrócony ogonem, bo ta propozycja nie wyszła ode mnie
              i nawet do głowy mi nie przyszła.


              Ale tak, zacytowaną przez Ciebie część mojego postu podtrzymuję. Jest dla mnie
              czymś dziwacznym i nietaktownym zwierzać się samotnej matce z tego, że mój mąż
              rozwala skarpetki po domu, co urasta dla mnie do rangi życiowego problemu.
              Jesli uważasz, że takie podejście Cie dyskryminuje- trudno. Kiedy ja miałam
              sypiący się związek dałabym wiele za to, aby być w ten sposób dyskryminowana, bo
              po każdych takich "pogaduchach" miałam ochotę strzelić sobie w łeb widząc
              dysproporcję między swoją skalą problemów, a cudzą.
              Zresztą zauważ, że kiedy się spotykamy to gadamy na ogół o przeróżnych rzeczach,
              ale akurat o moich problemach małżeńskich nie.
              Może bierze się to stąd, że ja rzadko o nich gadam, bo nie mam też i takiej
              potrzeby.

              a.
              • jula55 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 13:03
                > innymi) z chęcią przystałam na tę propozycję. Mimo to poczułam się teraz nieco
                > dziwnie, jakby kot został odwrócony ogonem, bo ta propozycja nie wyszła ode mni
                > e
                > i nawet do głowy mi nie przyszła.

                Poczulas sie tak, bo masz typowa konstrukcje psychiczna ofiary. I dlatego teraz
                na niewinna uwage zareagowalas w tak przesadny sposob doszukujac sie w sobie
                winy, a w poscie berka mnostwa rzeczy, ktorych tam w ogole nie ma. Naprawde
                mrska poszukaj pomocy zanim zniechecisz do siebie wszystkich zyczliwych ci
                ludzi, bo moze sie tak zdarzyc, ze w momencie kiedy on pierwszy raz cie uderzy
                nie bedziesz miala zadnej bratniej duszy, ktora wyciagnie do ciebie rece. Nawet
                jesli ludzie rozumieja twoje problemy, to i tak cirpliwoc moze im sie wyczerpac
                w ktoryms momencie.
              • magda336 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 13:07
                A ja się nie zgadzam z tym co piszesz na temat tego żeby unikać rozmów z
                smotnymi na temat mężów nie wiem dlaczego miałabym dostawać szału na wieść o
                problemach albo sytuacjach jakie występuja w rodzinie, to tak jak bym nie
                rozmawiała z bezdzietnymi koleżankami o dzieciach, gdzxie tu prawdziwość i
                szczerość w kontaktach? Mamy różne sytuacje życiowe ale to nie znaczy że mamy
                udawać ichronić innych przed jakimś wyimaginowanym zagrożeniem poza tym wydaje
                mi się że nie dla każdej samotnej kobiety czy matki fakt że inne mają mężów
                jest az taka traumą. Ja jesli będę jeszcze w jakimś związku nie zamizam izolowć
                swoich samotnych koleżanek od nas, wydaje mi się że tak jest zdrowiej
                a co powiecie na sytuację w której mąż koleżanki jedzie pomóc przy komputerze
                niedoswiadczonej w tym względzie samotnej babce której wcześniej sprzedał
                komputer, a za nim ciagnie sie zona z dziećmi, to zabawne ale i smutne, moze
                jestem naiwna ale mierzi mnie brak zaufania w związku i naiwna wiara, że jak
                upilnuję to wszystko będzie cacy
                • mrs_ka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 13:18
                  Mnie też mierzi brak zaufania, ale ten temat w ogóle się w tym wątku nie
                  pojawił i nie występowałam przeciw niemu.

                  To, co opisałam to moja prywatna opinia. NIe uważam, żeby każda samodzielna
                  matka i zamężna matka miała mieć podobną konstrukcję psychiczną do mojej. Mnie
                  to przeszkadzało i przypominało mi użalanie się nad śmiercią kanarka w sytuacji,
                  w ktorej umarła mi matka. Dlatego tych rozmów nie lubiłam i nie chciałam myśleć
                  o koleżankach w kategoriach histeryczek, a nie ukrywam, że wiele razy mi to
                  przeszło przez myśl.
                  To wszystko nie stoi na przeszkodzie ani szczerości, ani naturalności.
                  Ostatecznie kindersztuba też nie jest jako taka naturalna, a żadne z nas nie
                  lubi ludzi plujących nam w twarz, prawda?
                  Uważam więc, że komunikat i jego formę zawsze dopasowuje się do odbiorcy i
                  sytuacji. Matkom chorych dzieci nie chwalę się zdrowiem swojego, a w domu
                  wisielca nie rozmawiam o sznurze.
                  Jesli ktoś daje mi sygnał gotowości porozmawiania o trudnym (dla siebie)
                  temacie- podejmuję temat. Mam wrażenie, że to co teraz piszę to są takie
                  komunikacyjne i konwersacyjne banały, które każdy przeciętnie zsocjalizowany i
                  kulturalny człowiek traktuje jako oczywistość.
                  I o tę oczywistość chodziło mi od początku.

                  a.
                  • bea53 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 14:09
                    Wydaje mi sie ze segregacja jest i byla i nie dotyczy tylko malych miasteczek, tak
                    po prostu jest ze kobiety sa zazdrosne o swoich partnerow i w tym towarzystwie
                    niechetnie widza samotne koleznki, ktore tylko czyhaja zeby smile)) znalez sobie
                    partnera,( smile))
                    Zreszta moze mezatki lepiej sie czuja z mezatkami a single z singlami bo szukaja
                    kogos (towrzystwo wolnych jest bardziej pożądane), a mamy z mamami
                    ja jestem przeciwna segregacji, to chore
                    Tylko od mezatki moge dowiedziec sie jakie sa przykladowe problemu w zwiazku,
                    moze sie okazac ze w wiekszosci przypadkow nie ma czego zazdroscic.
                    Sztuczne nie mowienie o problemach w zwiazku samotnej kolezance jest chore,
                    nieszczere,to powoduje idealizowanie zwiazku i nie daje prawdziwego wyobrazenia
                    o Twoim zyciu nawet jesli jedynym problemem bedzie deska klozetowa.
                    Jesli czegos nie chcemy sluchac mozemy o tym powiedziec, zwykle sluchanie 2
                    ososby i reagowanie na jej sygnaly wystarczy.
                    Singiel to stan przejsciowy tak czesto jak i malzenstwo...

                    • mrs_ka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 14:26
                      Zastanawiam się, jaki jest sens ważenia słów, skoro potem czytam przymiotniki w
                      rodzaju "chore", "nieszczere" i tak dalej. Ja naprawdę wiem, co piszę i czego
                      nie piszę. Wiem też, kiedy staram się wypowiedź cieniować, a kiedy uderzam z
                      grubej rury. I kiedy robię zastrzeżenia, że większość, że zazwyczaj, że rzadko,
                      że niekiedy- że czytając tak zdecydowane i jednowymiarowe odpowiedzi mam
                      poczucie jednak glębokiego rozminięcia.

                      Na marginesie: nie tylko od mężatki można się dowiedziec, czym jest małżeństwo.
                      Temu jakże wdzięcznemu tematowi poświęcona jest większość brukowców, tabloidów
                      oraz ambitniejszej prasy kobiecej. Nadto należy pamiętać o maksymie, że ludzie
                      najbardziej lubią się uczyć na własnych błędach, a nie na cudzych.
                      Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że nie byłam ani razu świadkiem
                      sytuacji, w której moje przemyślenia, poczynania i błędy odwiodłyby kogokolwiek
                      od decyzji o małżeństwie czy związku. Jak również od powielenia moich błędów.

                      Chora jest dla mnie jednowymiarowość i nie pozostawianie miejsca na wątpliwości
                      czy tak lubiane przez Berka powiedzenie "w świecie żyjątków nic prócz wyjątków".
                      I mimo wszystko omawiany problem bardziej sie wiąże dla mnie z pojęciami
                      delikatności, dobrego wychowania, wyczucia stosowności niż z odgórnym podziałem
                      szczere/fałszywe czy naturalne/sztuczne.
                      Szczerość jako taka nie jest niczym pozytywnym ani negatywnym. Żeby stała się
                      JAKAŚ musi być jeszcze czymś poparta i umiejscowiona w jakimś kontekście.
                      Szczerość wobec panny młodej ubranej w niegustowną suknię jest zwyczajną
                      nieuprzejmością. Nieuprzejme jest tez dla mnie żalenie się, że pięć tysięcy nam
                      nie starcza na waciki w sytuacji, w której naszą rozmówczynią jest osoba
                      korzystająca z opieki społecznej.

                      I to własnie wszystko mieści się w wyczuciu granic, dostosowaniu komunikatu do
                      odbiorcy i tak dalej, co gruntownie opisałam w poprzednim poście, a czego moja
                      rozmówczyni nie była łaskawa wziąć pod uwagę i doczytać.

                      a.
              • berek_76 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 14:25
                > Berek, szczerze mówiąc nie rozumiem: czy masz na myśli to, że organizowanie
                > wieczoru panieńskiego u Ciebie było szczytem towarzyskiego i emocjonalnego
                > nietaktu?
                > Ja odebrałam to jako Twoją chęć zajęcia myśli czymś innym i dlatego (między
                > innymi) z chęcią przystałam na tę propozycję. Mimo to poczułam się teraz nieco
                > dziwnie, jakby kot został odwrócony ogonem, bo ta propozycja nie wyszła ode mni
                > e
                > i nawet do głowy mi nie przyszła.

                Nie, ja właśnie piszę o tym, że było super smile I że nie byłoby, gdybyś wiedziona
                nadzwyczajnym taktem tego wieczoru u mnie nie zrobiła. Ale w końcu gdyby ktoś
                chciał mieć taki atak psychoanalityzmu napadowego, jak inne osoby w tym wątku,
                to właśnie mógłby założyć, że urządzanie wieczoru panieńskiego w domu osoby,
                którą mąż porzucił dwa miesiące temu, jest szczytem nietaktu. Chwała Bogu, żadna
                z nas nie myślała o tym w tych kategoriach smile

                Tu nie ma nic do rzeczy, że pomysł nie wyszedł także ode mnie wink . gdybym nie
                chciała, nie zgodziłabym się.

                Pomyśl, swoją drogą, jak koszmarnie zwyczaj nie mówienia w domu powieszonego o
                sznurku może utrudnić kwestie związane z suszeniem prania albo wysyłaniem paczki wink

                -----------------------
                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                • mrs_ka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 14:31
                  Pomyśl, swoją drogą, jak koszmarnie zwyczaj nie mówienia w domu powieszonego o
                  sznurku może utrudnić kwestie związane z suszeniem prania albo wysyłaniem paczki wink

                  dobre wink)))))))))))))))))))))


                  Ale widzisz, ja z kolei nie pisałam o dzieleniu się dobrymi chwilami, ale o
                  dzieleniu się problemami. Z mojego punktu widzenia nie ma niestosowności w
                  zaproszeniu rozwódki na ślub, ale jest niestosowność w opisywaniu samotnej matce
                  jak to nam źle, bo nasz mąż zakłada Jasiowi zielone skarpeteczki, a my wolimy
                  niebieskie.
                  Przyznasz chyba, że samotna matka jest jak najdalsza od takich problemów, bo nie
                  ma nikogo, kto mógłby z nią dzielić problemy jakichkolwiek skarpeteczek
                  dziecinnych. Przykład jest zdecydowanie koślawy, ale mam też wrażenie, że
                  rozmawiamy o dość subtelnych rozróżnieniach i granicach między stosownością a
                  jej brakiem.
                  I czasem jest tak, że lepiej zagryźć zęby- czasem zaś tak, że starannie
                  wymierzony kopniak przyniesie zbawienne skutki. Jednym słowem: nie ma tu
                  sztywnych reguł, ale chyba zawsze należałoby uwzględniać cudzą wrażliwość.


                  a.
                  • bea53 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 14:34
                    Stereotyp: ze samotna matka nie ma nikogo z kim moglaby dzielic problem
                    skarpeteczek. Moze to byc niania, babcia, dziadek, przyjaciolka czy ktokolwiek
                    inny, nawet ojciec dziecka czasemsmile
                    • mrs_ka Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 08.09.06, 14:43
                      zakładam jednak, że wiem, jaki status i sytuację ma moja rozmówczyni. Przykład
                      pokazywał sytuację, w której samotna matka jest samotna, a szprycuje się ją
                      bzdetami ze szczęśliwego pożycia dwojga osób.
                      Interesujące jest też to, że choć miałam matkę, ojca, pokaźną i zaprzyjaźnioną
                      rodzinę dalszą, kupę znajomych, a nawet nianię, to jednak opowieści ze
                      Szczęśliwego Lasu Małżeństw mocno mnie bolały, bo życzliwość niani nie była w
                      stanie zrekompensować tumiwisizmu męża.
                      Jest takie powiedzenie: gdyby wszystko było jedno toby gó.. było tortem.
                      Historia ludzkich związków i rozwiązków pokazuje, że jednak wszystko nie jest
                      jedno i różne relacje posiadają różne jakości. Tak więc babcia i wujek Kazek nie
                      zastąpią partnera.
                      Oczywiście mowa o kobietach, które nie chcą być samotne, czyli o jakichś
                      osiemdziesięciu procentach żeńskiej populacji.

                      a.
                      • berek_76 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 09.09.06, 22:20
                        Wiesz co, ja myslę, ze podobnie, jak w przypadku osób niepełnosprawnych, to
                        zalezy od danej osoby smile

                        Jedna chce, zeby ją traktowac w szczególny sposób, przyznawa jej niezwykłe prawa
                        i cacka się z nią, a drugą szlag trafia, że wszyscy widzą i podkreslają jej innośc.
                        Bo na przykład ja bym nie chciała, żeby moje koleżanki nagle zaczęły się gryźc w
                        język przy słowach "a mój mąż zrobił/powiedział...". Fakt, boli mnie często, że
                        nie mam tak, żeby mój mąż to czy tamto, że czegoś mi zabrakło, ale kurczę, to,
                        że ktoś ma coś fajnego, to nie jest dla mnie powód do bólu! Wręcz przeciwnie!

                        Taką rozmowę wczoraj miałyśmy dziwczynami, które mnie odwiedziły i one się
                        ciskały na urodę Salmy Hayek. Że to szlag człowieka (właściwie kobietę wink )
                        trafia, że chodzi po świecie taki cud urody, a ja to nie jestem taka piękna... I
                        powiem szczerze, że nie rozumiem. Ja sobie na Salmę patrzę z zachwytem i jest mi
                        miło, że chociaż ona wygląda tak, jak ja nigdy nie będę smile

                        Dlatego ja osobiście nie nadaję się do frakcji, którą nalezy traktowa "ze
                        szczególną delikatnością". Tzn. jak mi ktos wlezie na szczególnie bolesną
                        bliznę, to powiem. Ale fakt, że inni ludzie mają pełne rodziny, raczej mnie
                        cieszy niż smuci i lubię o tym słucha smile A zalety swojej sytuacji życiowej też
                        widzę i również są one dla mnie źródłem radości.

                        Mówcie mi Pollyanna big_grin big_grin big_grin
                        -----------------------
                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                        • lilith76 Re: a jak tam konakty z pełnymi rodzinami 11.09.06, 11:30
                          > Mówcie mi Pollyanna big_grin big_grin big_grin

                          Myślałam, że w dzisiejszych czasach tylko ja choruję na "pollyanizm" wink
Pełna wersja