gdy matka umiera- co dalej?

12.09.06, 09:54
Ostatnio obsesyjnie przesladuje mnie straszna mysl.
Jestem rozwiedziona, ojciec dziecka nie ma ograniczonych praw.
Gdyby cos mi się nagle stało, kto zaopiekuje sie dzieckiem?
Teraz mieszkamy u moich rodziców, dziecko jest z nimi bardzo zżyte, a ojca
żadko widuje i nie ma między nimi praktycznie żadnej więzi.
Czy mogę coś teraz zrobic, aby dziecko (w razie czego) zostało pod opieką
prawną dziadków?
    • magda336 Re: gdy matka umiera- co dalej? 12.09.06, 10:02
      Mnie również przesladuje myśl że w razie czego co będzie z moim synem, z ta
      różnicą że przeraża mnie myśl iz mogli by go wychowywać dziadkowie, czy można
      wyznaczyć osoby które mogą wziąć dziecko do siebie w razie śmierci matki? Wiem
      że może lepiej o tym nie myśleć a z drugiej strony chyba lepiej sie
      zabezpieczyć na różne sytuacje.Zaznaczę jeszcze że ojciec dziecka wyjechał i od
      2,5 roku nie daje znaku zycia.
    • megan26 Re: gdy matka umiera- co dalej? 12.09.06, 10:33
      słuchajcie ja też mam obsesje na tym puntcie boję się że może mi sie coś stać i
      co wtedy gdyby moja córka trafiła do ojca to sobie tego nie wyobrażam też bym
      chciała sie dowiedzieć czy można w jakis sposób załatwic to by w razie jakiegoś
      nieszczęścia moim dzieckiem zajęła sie moja siostra ale dziewczyny musimy byc
      pozytywnie nastawione do życia zabezpieczyć w razie czegoś nasze maleństwa ale
      napewno nic złego się nie stanie nie wolno nam tak myśleć! pozdrawiam i życzę
      zdrówka
      • plochaczek Re: gdy matka umiera- co dalej? 14.09.06, 10:12
        Z tego co wiem ( a tez nad tym myslalam.. ) niestety ojciec .. Mowie niestety bo
        nie chcialabym tego w swoim przypadku. Jednak jesli ojciec nie jest calkowicie
        pozbawiony praw rodzicielskich - a to w naszym prawie trudne, musialby byc
        kryminalista chyba, to jemu powierza sie opieke nad dzieckiem... Moze gdy on sam
        nie wyraza checie opiekowania sie dzieckiem, albo nie dziecka nie uznaje, nie
        wiem. Ale dziewczyny!!! Ja pol godziny temu stlukalam lusterko - mam czekac az
        cos sie teraz wydarzy zlego?? Trzeba pozytywnie!! Zawsze cos sie moze wydarzyc
        ale nie mozna zakladac z gory czarnego scenariuusza!! Carpe Diem!
        • szymon00 Re: gdy matka umiera- co dalej? 14.09.06, 13:43
          jeden z najgłupszych postów jakie czytałem, faktycznie musicie się nudzić, że
          takie bzdury Was się trzymaja głowy:

          - nikt ojcowi dziecka na siłę nie wciśnie, nie interesował się dzieckiem za
          życia matki, nie będzie tego robił i po jej śmierci, a nawet jak przejawi
          zainteresowaniem to z pożytkiem dla dziecka i napewno nie po to wtedy taki
          tatuś weźmie dziecko aby je tylko skrzywdzić
          • magda336 Re: gdy matka umiera- co dalej? 14.09.06, 19:08
            Nie chce sie nawet komentowac tego co napisales
        • iludien Re: gdy matka umiera- co dalej? 14.09.06, 21:39
          Ja pol godziny temu stlukalam lusterko

          czym prędzej więc spluń przez lewe ramię...
    • kammik Re: gdy matka umiera- co dalej? 14.09.06, 14:21
      Nie kumam jednej rzeczy - dlaczego uwazacie, ze ojciec nieinteresujacy sie
      dzieckiem po smierci jego matki zapragnie nagle uczynic z niego domownika? No,
      chyba ze dziecko odziedziczy spory spadek, wtedy pewnie dla niejednego ojca
      bylaby to spora gratka.
      • monika9920 Re: gdy matka umiera- co dalej? 14.09.06, 14:33
        chociazby dlatego, zeby pobierac rente po matce, która bedzie na dziecko....
        albo po to, zeby zrobic na zlosc dziadkom (rodzicom matki)..... - przynajmniej
        jezeli o mnie chodzi to ex jest takim bydlakiem (:
        M
        • judyta2000 Re: gdy matka umiera- co dalej? 14.09.06, 16:56
          Jednej rzeczy nie rozumiem.

          Piszesz mój ex jest bydlakiem. Jak za niego wychodziłaś to nie był?
          Czasami zdumiewają mnie niektóre kobiety, mam wrażenie, że były ślepe przed
          ślubem.
          Sama jestem mężatką od 15 lat i nigdy nie powiedziałabym złego słowa o moim
          mężu, jest wspaniałym, mądrym człowiekiem, który nigdy nie zrobił by czegoś
          przeciwko mnie lub żeby mnie było przykro.

          Dlatego dziwią mnie złe opinie o byłych mężach. Przecież można rozwieść się z
          kulturą, nie obrażąjąc się wzajemnie. Moi rodzice tak postąpili. Mimo rozwodu
          mama nigdy nie powiedziała złego słowa o ojcu, i ojciec o mamie.
          • magda336 Re: gdy matka umiera- co dalej? 14.09.06, 19:07
            Świat jednak droga Judyto nie kończy się na Twojej mamie tacie i Twoim
            szczęśliwym małżeństwie życie ma różne kolory, niestety nie zawsze rozowe.
          • mauretta Re: gdy matka umiera- co dalej? 22.09.06, 13:10
            judyta2000 napisała:

            > Jednej rzeczy nie rozumiem.
            >
            > Piszesz mój ex jest bydlakiem. Jak za niego wychodziłaś to nie był?
            > Czasami zdumiewają mnie niektóre kobiety, mam wrażenie, że były ślepe przed
            > ślubem.
            > Sama jestem mężatką od 15 lat i nigdy nie powiedziałabym złego słowa o moim
            > mężu, jest wspaniałym, mądrym człowiekiem, który nigdy nie zrobił by czegoś
            > przeciwko mnie lub żeby mnie było przykro.
            >
            > Dlatego dziwią mnie złe opinie o byłych mężach. Przecież można rozwieść się z
            > kulturą, nie obrażąjąc się wzajemnie. Moi rodzice tak postąpili. Mimo rozwodu
            > mama nigdy nie powiedziała złego słowa o ojcu, i ojciec o mamie.

            Moze juz ktos skomentowal ta wypowiedz a teraz na mnie kolej. Kolezanko droga
            masz racje zadna kobieta nie wychodzila za maz za bydlaka bo kazdy facet na
            poczatku jest tym jedtynym ,wspanialym kochajacym czlowiekiem pomimo jego wad bo
            te ma kazdy z nas. Niestety czesto bywa tak,ze ci wspaniali mezowie po rozwodzie
            badz w jego trakcie potrafia byc tak podli, bezwzgledni i krzywdzic do tego
            stopnia,ze inaczej sie ich nie da nazwac jak bydlak.
            Mialas poprostu szczescie,ze trafilas na faceta ,ktory pomimo rozpadu waszego
            zwiazku szanowal Cie i szanuje nadal. Bo nam kobietom po rozwodzie wcale nie
            zalezy by ten facet nas kochal ,ale wlasnie szanowalchocby ze wzgledu na to,ze
            jestesmy matkami ich dzieci.Co do rozwodu z kultura,owszem mozna,ale tego musza
            chciec obie strony.
        • kammik Re: gdy matka umiera- co dalej? 15.09.06, 11:16
          Naprawde myslisz, ze jakikolwiek z opisywanych tu ojcow wzialby do siebie
          dziecko dla paru stow miesiecznie albo zeby "zrobic na zlosc"?
          • monika9920 Re: gdy matka umiera- co dalej? 15.09.06, 12:36
            Najwyraźniej tak - skoro matki się tym przejmują, a tak w ogóle to łapiemy się
            za słówka, a nikt nie odpowiedział autorce wątku......
            M
    • 5aga5 Judyta2000 14.09.06, 21:10
      Masz szczęście że tak Ci się ułożyło ( chociaż jeszcze wszystko może się
      zdarzyć ) ale bzdurą jest co napisałas, że kobiety przed ślubem były ślepe.
      Czy Ty nie widzisz i nie słyszysz jak ludzie się zmieniają lub grają?
      Ile ojców i matek bije swoje dzieci a przecież chyba wiedzieli co robią płodząc
      je.
      • judyta2000 Re: Judyta2000 15.09.06, 08:55
        Hej 5aga5.

        > Masz szczęście że tak Ci się ułożyło ( chociaż jeszcze wszystko może się
        > zdarzyć ) ale bzdurą jest co napisałas, że kobiety przed ślubem były ślepe.

        Dzięki za życzenia. Z moim mężem na początku jeszcze przed ślubem ustaliliśmy,
        że jeśli stwierdzimy, że nie chcemy być razem to rozstaniemy się w zgodzie. W
        końcu najważniejsze jest dziecko. Ono powinno mieć rodziców, którzy darzą się
        szacunkiem, a obrzucanie partnera nie należy do tego rodzaju zachowań.

        Ja jestem człowiekiem bardzo samodzielnym i niezależnym finansowo, dlatego
        uważam, że problem wielu kobiet po rozwodzie leży właśnie w braku środków
        finansowych. Gdyby były w stanie same zarobić na swoją rodzinę to nie musiałyby
        się prosić o pieniądze od byłego. Dlatego nie rozumiem kobiet, które same na
        własne życzenie uzależniają się od partnera. Moja przyjaciółka np. nie może
        studniować, bo jej pan i władca jest zazdrosny, że na studiach mogłaby sobie
        kogoś poznać. Gdzie w takim zachowaniu zaufanie, miłość? Jest to takie krótkie
        myślenie. Gdyby jemu coś się stało to ona zostaje sama z 2 dzieci, bez żadnego
        zabezpieczenia i możliwości znalezienia dobrej pracy.

        Dalej uważam, że wiele kobiet jest przed ślubem ślepych i naiwnych. Wychodzą z
        założenia, że jak się ożeni to się odmieni. Niestety jest to starsznie naiwne
        myślenie. Piszesz, że ludzie zmieniają się i grają. Gdyby od samego początku
        byli ze sobą szczerzy, unikneli by wielu dramatów. Ale prawda jest taka, że
        wiele osób decyduje się być ze sobą, wcale się nie znając lub pod wpływem
        rodziny, środowiska i innych czynników, które z prawdziwą miłością nie mają nic
        wspólnego.
        • monika9920 Re: Judyta2000 15.09.06, 10:57
          Yhy, ja akurat byłam ślepa... zaślepiona miłością, że nie zauważałam pewnych
          cech oraz postepowania, rzeczy które teraz wydaja mi sie oczywiste...
          Tylko, ze ten wątek akurat nie o tym.......
          M
        • mmmonika Re: Judyta2000 17.09.06, 08:53

          > Gdyby były w stanie same zarobić na swoją rodzinę to nie musiałyby
          > się prosić o pieniądze od byłego.

          No prosze... Może jeszcze dac mu kase, zeby głowy nie zarracał. Nie wiem w
          jakim Ty świecie żyjesz, ale może sama siebie oszukujesz. Pozdrawiam i zycze
          dalej takiego optymizmu
          • judyta2000 mmmonika 17.09.06, 17:16
            > No prosze... Może jeszcze dac mu kase, zeby głowy nie zarracał. Nie wiem w
            > jakim Ty świecie żyjesz, ale może sama siebie oszukujesz. Pozdrawiam i zycze
            > dalej takiego optymizmu.

            A ja cieszę się, że jestem optymistką. Przynajmniej moje życie jest fajne, a
            nie zgorzkaniałe jak twoje. Uwierz mi są na świecie szczęśliwi ludzie.
            Naturalnie jeśli nie znasz tego uczucia, to naturalnym jest fakt jego negowania
            przez takie osoby jak ty, a uwierz mi niezależność finansowa to fantasyczna
            sprawa. Daje ona wolność i poczucie godności. Dla kilku groszy nie poniżasz się
            w sądach. Jeśli mój były nie chciał by się odczepić to oczywiście zapłaciłabym
            mu, za to żeby mi nie zakłócał mojego szczęścia. Każdy z nas żyje w świecie
            jakim sobie stworzył. Nasz świat zależy od naszego nastawienia.
            • mmmonika Re: mmmonika 18.09.06, 22:19
              Moja Droga! Nie musisz mi tłumaczyc co to niezależnośc finansowa bo mysle, ze
              radze sobie nie najgorzej i Twojego optymizmu tez mi nie żal. Właśnie sie
              dziwię dlaczego optymistycznie nie podeszłaś do mojego postu hehe. A uczucie
              znam świetnie bo jakbym nie wiedziała co to optymizm to juz dawno palnęłabym
              sobie w łep... a w sądzie nie poniżam się dla siebie i swojej "rządzy
              pieniądza", ja sie wogóle nie poniżam, bo czy poniżaniem sie jest uczenie
              człowieka co znaczy ODPOWIEDZIALNOŚC za swoje czyny? Nie pisz o czyms o czym
              nie masz pojęcia. Mimo wszystko pozdrawiam
            • so7b Re: mmmonika 19.09.06, 09:38
              Hihi smile Kolejna która poczuła powołanie do zbawiania "rozgoryczonych samotnych
              matek"... u licha tutaj jesteś i wypowiadasz się nie na temat? Może Ci jednak
              czegoś brakuje, jeżeli usiłujesz narzucić obcym ludziom swoją wizję świata,
              szczęścia i kontaktów z byłymi? Gdybyś była taka szczęśliwa jak to opisujesz
              wątpię czy przyszłoby Ci do głowy szlajać się po forum samodzielnych mam
              odpisując w wątku dotyczącym sprawy, która nigdy (ponoć) Ciebie nie będzie
              dotyczyć...
              • mmmonika Re: mmmonika 19.09.06, 16:20
                HA! Własnie so7bsmile właśnie...
        • pelagaa Re: Judyta2000 22.09.06, 13:47
          > fnansowych. Gdyby były w stanie same zarobić na swoją rodzinę to nie musiałyby
          > się prosić o pieniądze od byłego.

          Jestem w stanie sama zarobic na siebie i na dziecko w sumie tez, ale ZADAM
          pieniedzy na dziecko, nie prosze sie, bo one sie zwyczajnie NALEZA, czy to sie
          komus podoba, czy nie. A to dziecko to nie RODZINA "swoja" matki, tylko wspolne
          dzieci/dziecko dwojga ludzi.
          Ps. po jaka ch...e takie nawiedzone osoby zagladaja na forum nie do nich
          skierowane????????????
    • hankam Re: gdy matka umiera- co dalej? 17.09.06, 17:29
      Ja też o tym często myślę.
      Nawet rozmawiałam o tym ze znajomym adwokatem i dowiedziałam się, że jeśli nie
      ma ograniczonych praw rodzicielskich to nie ma szans.
      A myślę, że wyrwałby dziecko z domu moich rodziców z czystej nienawiści do
      nich. Pomimo ze wie, jak bardzo są związani. A ja wiem, ze na pewno dziecko by
      zaniedbywał. Może nie skrzywdził, ale zaniedbywał. No i zmarnował by wszystko,
      co córka by po mnie odziedziczyła - przecież byłby prawnym opiekunem jej
      majątku.
      Z drugiej strony moi rodzice też nie powinni wnuczki wychowywać, bo są dość
      wiekowi. I tak źle, i tak niedobrze. Nie ma wyboru, muszę żyć.
      • 5aga5 Re: gdy matka umiera- co dalej? 18.09.06, 01:59
        Roztrwonić Twojego majątku by nie mógł.
        Rozporządzać do pełnoletności dziecka to nie znaczy np. sprzedać - tego nie
        mógłby zrobić.
        Umniejszać tego majątku też by nie mógł.
        Nie wiem dokładnie jak to brzmi prawnie, ale tak jest.
        Ciekawe np. gdyby matka sporządziła testament gdzie wskazałaby osobę ( inną niż
        ojciec dziecka np. swoją siostrę ) do rozporządzania majątkiem dziecka.
        Miałoby to jakieś znaczenie?
        • hankam Re: gdy matka umiera- co dalej? 18.09.06, 09:04
          No właśnie, że mÓgłby. Znajoma odziedziczyła po mężu na spółkę z córeczką
          niewykończony dom, którego nie była w stanie utrzymac i teraz go sprzedaje (za
          zgodą sądu) i kupuje mieszkanie (sądzę, że właścicielkami mieszkania są obie).
          Przypuszczam, że wystarczyłoby powiedziedć, ze pieniądze ze sprzedaży
          nieruchomości pójdą na wykształcenie dziecka etc. Nie sądzę, żeby sąd przez
          kilkanaście lat sprawdzał czy pieniądze idą na czesne.
          No i właśnie pytałam się adwokata, czy mogę wskazać jakiegoś opiekuna majątku i
          o ile pamiętam, powiedział, że to trudne.
          • dorota9620 Re: gdy matka umiera- co dalej? 18.09.06, 09:38
            Zmień adwokata, bo ten się myli. Ja sporządziłam testament, w którym
            zaznaczyłam, że w przypadku mojej śmierci majątkiem do czasu uzyskania
            pełnoletności przez moje dziecko będzie zarządzać moja siostra.
            W związku z tym, że niestety wychowanie przypadnie w udziale mojemu eks-bo
            takie jest prawo ( i niewiele w tej kwestii moge zrobić) , postanowiłam zrobić
            wszystko aby moja córka miała choć zabezpieczony start w dorosłość.
            Konsultowałam to z adwokatem i radcą prawnym. Obaj potwierdzili, że takie
            rozwiazanie jest jak najbardziej możliwe.
            Więc dziewczynysmile- do dzieła!
            • 5aga5 Re: gdy matka umiera- co dalej? 18.09.06, 12:28
              I właśnie o tym myślałam.
              A to co pisała poprzedniczka to chodziło chyba o to że zmarł mąż, a to już co
              innego.
              Po rozwodzie dzidziczą tylko dzieci.
            • hankam Re: gdy matka umiera- co dalej? 18.09.06, 16:06
              Na szczęście to nie mój adwokat, tylko znajomy adwokat zapytany ot tak, przy
              kawie. Niech go szlag, bo to ponoć jeden z lepszych warszawskich adwokatów. Też
              nie do końca mi się chciało wierzyć. A moze źle zrozumiałam.
    • anulka210 Re: gdy matka umiera- co dalej? 20.09.06, 22:45
      Dziewczyny a jak to jest jak wyjdzie sie za mąz i bedzie juz pełna rodzinka...
      Kto wtedy w razie mojej smierci bedzie sie opiekowal dzieckiem?? Biologiczny
      nie jest pozbawionych praw, nie ma kontaktu... i co wtedy zabiorą dziecko od
      tego co dziecko uwaza za swojego tate i dają temu nieinteresującemu sie
      biologicznemu???
      • 5aga5 Re: gdy matka umiera- co dalej? 20.09.06, 22:49
        Prawnie to chyba ten nieinteresujący się, powinien wychowywać dziecko.
        Ale myślę że to czy się interesował czy nie i jaki ma kontakt, da się udowodnić.
        • mateo03 Re: gdy matka umiera- co dalej? 21.09.06, 16:47
          Pamietacie sprawe bebci, ktora ukrywala sie z wnuczka, po smierci swojej
          corki ? Sad przyznal opieke ojcu dziecka mimo, ze mala mieszkala z mama i
          dziadkami a ojca nie znala.
          Bylo na ten temat kilka programow.

          czasem ojcowie na zlosc wszystkim zabieraja dziecko sad

          Jesli ojciec zle zarzadza majatkiem dziecka (po smierci matki) to dziecko po
          dojsciu do pelnoletnosci ma prawo podac go do sadu.
          Jedyne wyjscie to pozbawienie wszelkich praw.
          • dorota9620 Re: gdy matka umiera- co dalej? 22.09.06, 11:11
            Temat wałkowany tu wielokrotnie-pozbawić ojca praw rodzicielskich jest
            niezwykle trudno. Argumentem dla sądu nie jest nawet fakt, że ojciec nie
            utrzymuje kontktów z dzieckiem.
            Aby zabezpieczyć swój majątek i dziecko w sytuacji naszej śmierci należy
            sporządzić testament (pisałam o tym wcześniej).
            Sory ale dochodzenie przez dziecko w sądzie racji w kwestii złego zarządzania
            majątkiem do niczego nie doprowadzi. Bo z czego tatuś odda?
            Testament-powtórzę raz jeszcze i problem z głowysmile
    • alina66 Re: gdy matka umiera- co dalej? 22.09.06, 16:25
      witam

      ten temat dręczył mnie dość długo, bo zostałam swego czasu sama z 13-letnim
      synem, oboje moi rodzice są alkoholikami, mój eks też jest alkoholikiem, ojciec
      mojego eksa też. Męczyło mnie bardzo, z kim zostałby mój syn, gdyby coś. Nikt z
      najbliższej rodziny z powyższych powodów do opieki się nie nadaje. Dopóki się
      nie rozwiodłam problem byl duży także ze względów finansowych, mój adwokat
      poradził mi, aby spisać testament, wydziedziczyć małżonka z powodu choroby
      alkoholowej (chodziło o tzw. zachówek), jedynym spadkobiercą ustanowić syna. Do
      czasu osiągnięcia pełnoletności wg testamentu majątkiem zarządzać miała -gdyby
      co - przyjaciółka- sędzia (he, he - jestem przebieglą babą).
      14 września mój syn skończył osiemnaście lat, jest dorosłym facetem, a mnie
      kamień z serca spadł,że prawnie nikt do opieki się nie może pchac, jakby co smile




Inne wątki na temat:
Pełna wersja