cerenada
10.10.06, 00:03
Dzień dobry,
Do napisania zainspirował mnie wątek poniżej jenny curran, o ile dobrze
pamiętam. Mi spokoju nie daje inny, chociaż podobny problem. Sama wychowuję 4
letniego synka. Daję sobie radę sama raz lepiej raz gorzej, ale są sytuacje, w
których ciężko sobie dać radę samemu, chyba, że się osiąga dochody takiego
rzędu, że nocleg przez tydzień w kilkugwiazdkowym hotelu nie stanowi problemu.
Latem miała miejsce taka sytuacja, która choć mineła, to nadal mnie boli i
jest egzemplifikacją moich stosunków z tą częścią rodziny od kiedy się urodził
synek. Wiadomo jaka w lipcu była temperatura, dodatkowo w naszym bloku
odbywały się 3 remonty na raz (wymiana pionów c.o., wymiana liczników,
ocieplanie ścian zewnętrznych),a opiekunka mojego dziecka poinformowała mnie z
dnia na dzień, że będzie mogła mi pomóc przez kilka dni w ograniczonym
zakresie. Przez 2 tygodnie nasz dzień wyglądał tak. Budzimy się rano, od 7.30
włącza się ryk wiertarek, młotów pneumatycznych itp, itd. kurz i huk i tak do
16.00 na pewno, a do 20.00 sporadycznie. Po prostu wychodziliśmy na całodniowe
wycieczki, ale nawet na cały dzień to trzeba sięrano spakować, nie zawsze się
uda wyrobić przed 7.30 rano, więc te wiertarki ryczały, mały płakał, a ja
trzęsącymi się z pośpiechu rękami pakowałam to i tamto patrząc, czy nie
zapomniałam jakiegoś elementu niezbędnego, żeby przetrwać dzień. Dodatkowo,
kiedy doszli z tym styropianem do naszego piętra w powietrzu zaczęły fruwać
cząsteczki tego świństwa, a mały zaczął kaszleć (ma alergię pokarmową). Po
południu, jak mnie ta opiekunka zmieniała starałam się pracować, albo
cokolwiek załatwić, bo nie mogłam wziąć akurat wtedy urlopu. Jak on zaczął
kaszleć, to zaniepokoiłam się nie na żarty i postanowiłam uderzyć z prośbą do
mojej siostry, która mieszka na wsi, czy by nie można u niej się zatrzymać na
kilka dni bo (i tu przedstawiłam sytuację). Reakcja była bardzo hm. rzeczowa,
między innymi dowiedziałam się, że cóż, remont jak remont, upał jak upał, nic
nadzwyczajnego, a co do pobytu, to ona musi zapytać szwagra (przez wiele lat
nie musiała się go pytać, a każdą rozmowę telefoniczną kończyła pytaniem,
kiedy do nich przyjadę). Zadzwoniłam z takim samym pytaniem do jej syna
(mieszka w odległości 2 przystanków tramwajowych). Najpierw powiedział, że
musi skonsultować z żona, a następnie po kilku godzinach odpowiedział mi, że
niestety nie może udzielić nam gościny, bo w nocy pracuje przy komputerze i
nie mógłby się skupić (mają 67 metrowe 3 pokojowe mieszkanie w którym
mieszkają ze swoją córeczką). Remont budynku w końcu się zakończył. Synek nie
dostał alergii oddechowej, ja sobie "jakoś" poradziłam, chociaż ten czas
kosztował mnie wiele nerwów i niewyspania. Co do siostrzeńca i jego żony to
nigdy ich nie można odwiedzić ani zaprosić w dogodnym dla mnie terminie
(weekend). Raz chciałam po prostu zanieść im zaległy prezent urodzinowy dla
ich córeczki i zapytałam się czy można z nim "kiedyść wpaść". Dowiedziałam się
od jego żony, że nie bo "nie mają czasu" - dosłownie. Z siostrą kontakty
układają się podobnie, to znaczy okazywanie zimna i obojętności w przypadku
gdy mam jakieś problemy (jak na przykład z tą sytuacją remontową) oraz z
wyćwiczoną życzliwością składane życzenia na moje imieniny, mojego synka
urodziny, Boże Narodzenie i Wielkanoc. Wtedy murowane jest: Co u ciebie
słychać? Jaki prezent kupić Arturkowi no i dostaję ja też prezent, którymi
rzygam nawiasem mówiąc, bo chyba nie chodzi o to, żeby pójść do sklepu wydać
sumę mniej lub bardziej wysoką i wręczyć przedmiot mniej lub bardziej
trafiony, tylko o jakieś ludzkie stosunki na codzień, ale też nie potrafię
powiedzieć co o tym myślę. Pomiędzy tymi wydarzeniami są takie sytuacje, jak
opisana powyżej. Nie chodzi mi nawet o sam fakt odmowy, tylko też o sposób w
jaki to jest robione. Ja gdybym musiał a komuś odmówić to starałabym pokazać,
że jest mi bardzo przykro, że nie mogę spełnić prośby, a tutaj twardo i na
odlew. Ja niestety nie jestem asertywna i nie potrafię takich zachowań
skwitować jakoś dowcipnie, a potem siedzi to we mnie i mnie boli, zwłaszcza
jak jestem przemęczona. Właśnie o to chodzi najbardziej, że co jakiś czas to
tak okropnie boli, a ja nie potrafię powiedzieć im co o tym myślę. Dlaczego
tak jest? Moim zdaniem, mają się na kim odreagować za swoje nieudane życie.
Ich życie było pasmem upokorzeń doznawanych w gronie tzw. najbliższej rodziny
i zresztą z tego powodu myślę często mnie zapraszali (przedtem). Nagle, z dnia
na dzień stracili do mnie ogromną sympatię, jaką mnie obdarzali przez lat 20,
bez podania przyczyny. Można mi nakopać i nie trzeba się ze mną liczyć.
Powiedzcie coś mądrego, jak potraficie.
Pozdrawiam,