pietronela
11.10.06, 08:50
w listopadzie mamy pierwsza rozprawe. Moj bardzo majetny maz (jeszcze maz)
napisal w odpowiedzi na moj pozew i prosbe o ustalenie alimentow, ze on tak
duzo lozy na naszego syna, ze uwaza, ze nie powinien w ogole placic alimentow.
Ma rachunki na 18 tys. zł. za 2006 rok.
Byc moze tyle sie uzbieralo, bo non stop kupuje sybowi glupawe gry
komputerowe, w ktore obaj pozniej graja godzinami. Albo zabral go na tydzien
na wakacje do najdrozszegoo hotelu w Jastarni i to tez wlicza w ta kwote.
Oczywiscie kupowal mu tez normalne rzeczy typu kurtka czy buty, ale tylko
wtedy kiedy go o to prosilam (bo uwazalam, ze powinien partycypowac w
kosztach tzw. normalnych). A teraz obraca to sie przeciwko mnie.
Ja nie zbieralam zadnych rachunkow, bo do glowy mi to nie przyszlo. GLUPIA!
Jak podejsc do tego tematu?
Czy mozecie polecic jakiegos blyskotliwego adwokata (moj maz ma ponoc
najlepszego w Wawie i zapowiada, ze nic nie dostane).
Pozdrawiam,
Ania