Czy warto tak się zachować?

21.10.06, 17:51
    • kapopi Re: Czy warto tak się zachować? 21.10.06, 18:00
      przepraszam ale za szybko kliknęłam.
      Mianowicie chodzi o to czy watro tak postąpić tzn. pozwać ojca dziecka o
      alimenty, troche po złości, troche po kase. Czy wogóle warto z takim typem mieć
      wspólne choćby alimenty? Nie płacł nic na dziecko nigdy (ponad 4 lata), spotyka
      się raz na jakiś czas bardzo nieregularnie. Pięknie opowiada jak to on dziecko
      kocha, i jak tylko polepszy się jego sytuacja to on oczywiście, jak
      najbardziej! Nawet zabawki jak przywozi to jakieś swoje stare z dzieciństwa! A
      ja wiem że kase ma - widać to po ubraniu, rodzaju papierosów jakie pali. I tak
      czasami mnie taka chęć ogarnia żeby choć troszke mu szyki pomieszać. Ale czy
      jest sens? Ja na szczęście jego kasy nie potrzebuje radze sobie bardzo dobrze.
      I tak jak kilka dni temu zadzwonił że przyjedzie, dziecko czekało a on nawet
      nie zadzwonił że rezygnuje. Przepraszam za haos, ale jestem naprawde zła na
      niego.
      • redtower Re: Czy warto tak się zachować? 21.10.06, 19:02
        4 lata nic na dziecko nie dawał?????!!!!!
        Kobieto zabieraj się i składaj pozew!! Jak mogłaś do tej pory nie uregulować
        kwestii alimentów! To nie są pieniądze dla Ciebie ... to nie jest Twoje
        zabepiecznie tylko dziecka!! Nawet jeżeli teraz nie płaci... to w przyszłości o
        ile tylko gdziekolwiek znajdzie legalną pracę będzie musiał zapłacić!
        Nie pytaj się czy warto! To jest Twój obowiązek!

        Towerek
        • mama_basienki Re: Czy warto tak się zachować? 21.10.06, 21:57
          Hmm...obowiązek, no nie wiem. Ja nie widziałam dawcy od 2-go mc-a ciąży i nadal
          nie mam zamiaru. Nie wie, czy mam dziecko, nie wie, jakiej jest płci,jak
          wyglada...nic nie wie. A mieszkamy w tym samym mieście. Wolę sama sobie radzić
          niż składać sprawę o ustalenie ojcostwa i alimenty, potem oczywiście
          pozbawienie praw, no i żeby dziecko miało moje nazwisko....straszmie dużo
          tego... JA dziękuję, wole tak jak jest, przynajmniej mi się żaden "oczywiście
          kochjący", ale.. "wiesz nie mam czasu, może za miesiąć przyjade.."" dawca w
          wychowanie dzieciątka nie wtrącał. Skoro nie interesowała go ciąża, nie
          interesowało go to CZY mam dziecko, JAKIE jest itp. To nie jest niczego wart.

          Ps. Pensję mam taką, nie nijak nie dostanę zasiłku alimentacyjnego, bo zawsze o
          te symboliczne 20 zł przekraczam, więc państwu pieniążków nie zabieram i
          podatnicy nie płacą na moje dziecko.
      • jenny_curran Re: Czy warto tak się zachować? 21.10.06, 22:00
        GUPIA! Zawsze warto. I nie po to, aby mu szyki pomieszać, ale dlatego, że
        Twojemu dziecku należy się lepszy byt. Choćby o te pareset złotych. Pamiętaj: N
        A L E Ż Y się dziecku. Twoja złość - jeśli przy okazji alimenty sprawią Ci
        satysfakcję - ok, ale chodzi o dziecko. A tu wiele chwytów jest dozwolonych.
        pzdr
        • kapopi Re: Czy warto tak się zachować? 21.10.06, 22:22
          Niby tak, zgadzam się z Wami wszystkimi, ale:
          co jeśli go to zezłości i zacznie mieszać, teraz przynajmniej mamy spokój.
          No i jak go znam ani grosza nie da mimo zasądzonych alimentów, (kiedyś miał
          jakiś dług do spłacenia i spłacał po 20 zł miesięcznie to się nazywa "wykazywał
          dobrą wole" i był bezkarny.
          Mojemu dziecku naprawde niczego nie brakuje.
      • anitka06 Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 00:44
        Szczerze z wlasnego doswiadczenie to powiem ci ze warto by bylo zastanowic sie
        nad tym fantem.
        Zastanow sie,widzisz do tej pory nie podalas ojca dziecka o alimenty i byc moze
        dlatego czasem do was wpadnie bys tego nie robila.
        Moze porozmawiaj mu,zeby pomyslal troche o dziecku jesli ma ochote dale
        przychodzic to niech te jego wizyty beda jakies konkretniejsze tzn nie musi
        zostawiac ci pieniedzy skoro mowisz ze jest ci dobrze i bez nich,ale niech
        uszanuje dziecko przynajmniej.
        A to ze czasem dzwoni i sie umawia na spotkanie z dzieckiem po czym pozniej nie
        przychodzi swiadczy o niedojrzalosci macierzynskiej i braku milosci.
        Jeszcze znajdziesz prawdziwego tatusia dla swojego dziecka.
        pozdrawiam
        • pesher Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 00:56
          Anitka06,
          Alez o czym Ty piszesz?? Jak nie musi placic to laskiewie odwiedza, a jak beda
          zasadzone alimenty to nie bedzie odwiedzal?? To psu na bude taki ojciec, ktory
          swoja milosc i udzial w zyciu dziecka uzaleznia od tego czy ma placic czy nie!!

          Co do tematu watku:
          Wspolutrzymywac dziecko OBOWIAZEK maja oboje rodzicow. I OBOWIAZKIEM tego
          rodzica, z ktorym przebywa na stale dziecko, jest WYEGZEKWOWAC te pieniadze
          niezbedne do utrzymania dziecka. Jak masz wiecej kasy to fajnie, jak napisala
          Triss - wplacaj na lokate, zaloz dziecku fundusz powierniczy, bedzie jak
          znalazl, kiedy dorosnie.
          • kini_m Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 11:29
            pesher napisała:
            > Anitka06,
            > Alez o czym Ty piszesz?? Jak nie musi placic to laskiewie odwiedza, a jak
            > beda zasadzone alimenty to nie bedzie odwiedzal?? To psu na bude taki ojciec,
            > ktory swoja milosc i udzial w zyciu dziecka uzaleznia od tego czy ma placic
            > czy nie!!

            Oj Pesher, Pesher...
            Odnosisz się do sytuacji idealnej, w której człowiek kierujący się wyższymi
            wartościami oddziela kwestie materialne od kwesti psychicznych (tutaj: na pewno
            nie uzależnia jakości bycia z dzieckiem od stosunków mateialnych przekazywania
            pieniędzy matce).
            Ach... niepoprawna idealistka z Ciebie tutaj.
            Zapomniasz że każda sytuacja rozpadu rodziny to sytuacja zachwiania relacji i
            nigdy do końca nie wiesz które czynniki mogą być decydujące, a które nie.
            Gdybyś wiedziała to skutecznie uchroniłabyś przed rozpadem własną rodzinę.
            Więc zagadzam się z Anitką, że lepiej trzy razy się zastanowić niż kłapać na
            alimenty i egzekwowanie zasranego obowiązku, bo przy okazji można stracić coś
            znacznie ważniejszego.
            Sorry Pesher, ale chyba słabo czujesz dzieci - twierdząc: "po co dziecku taki
            ojciec?".
            Odpowiedź jest prosta: "Bo dziecko go potrzebuje niezależnie od płacenia lub
            niepłacenia alimentów."
            Nawiasem mówiąc - czy z drugiej strony widziałaś kobietę która całkowicie
            oddziela swe relacje społeczne/psychiczne od relacji materialnych? Czy
            wybierasz sobie na partnera kolesia bez grosza przy duszy i potrafisz być z nim
            szczęśliwa?
            ...jakoś w to watpię, że potrafiłabyś być tak idealistyczna jak to sugerujesz w
            odniesieniu do omawianego tu ojca.

            Kapopi, jeśli stać Cię i możesz sobie na to pozwolić, to przede wszystkim dbaj
            o jakość kontaktów z drugim rodzicem. Wyegzekwować w świetle prawa niektóre
            rzeczy jest bardzo łatwo. Ale oszacować skutki dochodzenia swoich praw i
            naprawiać ewentualne negatywne psychiczne skutki takich egzekucji - później
            może być znacznie trudniej.
            Ja nie wypowiadam się ani za, ani przeciw - bo każda sytuacja jest tak bardzo
            indywidualna, że nie znając szczegółów, nie znając ojca dziecka - nie jest
            możliwe tu udzilenie prostej rady.
            pozdrawiam
            _________________
            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
            • pesher Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 12:40
              Kini,
              Moze i idealistka ze mnie. Ale wiem jedno: Dziecko musi miec zaspokojone
              podstawowe potrzeby. Musi byc najedzone i ubrane, miec mozliwosc rozwoju, oraz
              poczucie bezpieczenstwa. To jest postawa prawidlowego rozwoju. Nie moze byc
              tak, ze o sprawy przyziemne jak jedzenie, ubranie, higiene dba matka calkowicie
              to finansujac (zazynajac sie przez to, pracujac wiecej kosztem czasu z
              dzieckiem) a Ojciec jest tylko od wypadow raz na jakis czas i w dodatku czasem
              to olewajac, czym sprawia zawod dziecku (odnosze sie do sytuacji Kapopi). Burzy
              tym samym te drobna czesc prawidlowego rozwoju, jaka mu pozostala, czyli
              zapewnienie dziecku jako takiego poczucia bezpieczenstwa (mam na mysli
              poczucie, ze Tata kocha i dba o dziecko). Sorry Stary, do dupy z takim ojcem. O
              ile dziecko mozna wychowac bez ojca, o tyle nie da sie wychowac dziecka bez
              srodkow na jego utrzymanie (podstawowe). Fakt, Matka sama moze je zapewnic.
              Tylko pytam: jakim kosztem? Czy matka jest cyborgiem, ktory moze pracowac 10
              godzin dziennie, potem miec jeszcze sily i czas zeby pobawic sie z dzieckiem,
              odrobic lekcje, a w nocy, kiedy dziecko spi, jeszcze pobawic sie w gospodynie
              domowa? Kiedy czas na sen? Kiedy czas na zycie prywatne Matki (no wiesz,
              ksiazka, kino, w "extremalnych" wypadkach teatr)?? Znaczy, ze jak mam dziecko,
              to nie powinnam nawet marzyc o drobnych przyjemnosciach dla siebie? Nie tedy
              droga Kochanienki. Matka o tez czlowiek. Skoro Ona moze, to ojciec tez moze. Na
              przyklad popracowac dluzej i miec kase, zeby dolozyc sie do wychowania dziecka.
              Czas dla Dziecka Ojciec tez moze znalesc. Tak samo jak matka. No chyba, ze
              zalozymy, ze Faceci sa uposledzeni w jakis tam sposob i nie dadza sobie rady.
              Ani z zarabianiem ani ze znalezieniem czasu. I co tu ma do rzeczy oddzielanie
              sfery materialnej od spolecznej??? Patrze na caloksztalt, nie tylko na kase. I
              powtarzam: od Matki WYMAGA sie pogodzenia pracy zawodowej z wychowaniem
              dziecka. Dlaczegoz mamy nie wymagac tego samego od Ojca??

              Widzisz Kini,
              Ja mam ustalony zbior cech, jakich szukam u faceta. Wsrod nich jest zaradnosc.
              Ja nie potrzebuje kolejnego dziecka do nianczenia i utrzymywania, ja oczekuje
              partnerstwa. A jak facet jest zaradny, to i potrafi pieniadze zarobic.

              PS. Nie czuje dzieci? Moze i nie. Na razie mam doswiadczenie dwu i pol letnie z
              dzieciakami.
              • kini_m Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 13:18
                Ah... idealistka z Ciebie, idealistka... ale jednak czynisz założenie: że matka
                ma problem wydolić samodzielnie z opieką nad dzieckiem i zaspokojeniem własnych
                potrzeb. Tylko że Kapopi jasno napisała - dobrze sobie radzi bez jego kasy.
                Ja jednak widzę problem sytuacji nieidealnej w której Kapopi zastanawia się
                (byc może słusznie, tego do końca nigdy nie wiadomo zanim się nie sprawdzi) czy
                taka sprawa może wpłynąć na inne kwestie w sposób niekorzystny.
                Wiesz czemu czynię zarzut z patrzenia idealistycznego...
                Bo -w myśl winy leżącej zazwyczaj po obu stronach- przyczyniłaś się do
                rozpieprzenia swojej rodziny, ja przyczyniłem się do rozpieprzenia swojej
                rodziny, Kapopi przyczyniła się do rozpieprzenia swojej rodziny, i wolę założyć
                że każde z nas jest nieidealne i przyczyniło się rozpieprzenia naszych rodzin.
                Nikt z nas nie jest idealny, bez skazy. Dlatego drugiej strony (tu: exa Kapopi)
                też nie będę odnosił do stanu idealnego.
                Wg mnie lepiej jest spojrzeć: czy gra jest warta świeczki, mimo że ma się prawo
                do tej gry.
                Owszem, uważam że czasem lepiej odpuścić niektóre prawa, w imię utrzymania jako
                takiej poprawnej jakości stosunków. Choćby dlatego gdy byłem gęsto wyzywany od
                h.... i ch...., szntażowany, wyrywane miałem włosy ze łba na oczach córki to
                nie leciałem do sądu z pozwem o stosowanie przmocy.
                A jak znaleźć czas na własny odpoczynek ("od dziecka")?
                W przypadku o którym tu mowa - 4 letnie dziecko i ojciec zainteresowany byciem
                razem z dzieckiem - to proste: "wcisnąć" dziecko ojcu na weekend. Tylko że mało
                którą matkę w swoim zacietrzewieniu stać na inne zdanie niż "on jest
                nieodpowiedzialny" - w co rzadko kiedy wierzę, bo przeszedłem takie teksty co
                do własnej osoby.
                Poza tym sorry ale wieksza kasa od ojca nie załatwi matce czasu wolnego. To
                jest kwestia umiejętności organizowania czasu i to można osiągnąć nawet przy
                niezbyt rewelacyjnych zarobkach. To o czym Ty mówisz Pesher - to walka o wyższą
                jakość życia, a nie przetrwanie przy życiu dziecka (bezpieczeństwo materialne).
                To dwie różne sprawy. Trochę tu naciagasz w myśl że bezrobocie jest takie że
                harować trzeba jak wół żeby mieć choć na kromkę chleba. Takich rzeczy sobie
                wcisnąć nie dam.
                _________________
                Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                • kini_m Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 13:23
                  Mam podac inne pomysły na znalezienie czasu wolnego:
                  -poza opieką ojca,
                  -dziadkowie,
                  -oddanie do cioci ne weekend gdzie są też inne dzieciaki.
                  Ale gdy matka jest przylutowana dziecko (a wcale nie tak bardzo dziecko do
                  niej) to każdy argument jest fajnie wytoczyć przeciwko znienawidzonemu ojcu.
                  _________________
                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                  • chalsia Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 13:32
                    > -dziadkowie,
                    > -oddanie do cioci ne weekend gdzie są też inne dzieciaki.
                    > Ale gdy matka jest przylutowana dziecko (a wcale nie tak bardzo dziecko do
                    > niej) to każdy argument jest fajnie wytoczyć przeciwko znienawidzonemu ojcu.

                    A jak tej dziadków i dalszej rodziny brak to co? jak zapewne wiesz - opiekunka
                    kosztuje.
                    Chalsia
                • chalsia Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 13:37
                  > Poza tym sorry ale wieksza kasa od ojca nie załatwi matce czasu wolnego. To
                  > jest kwestia umiejętności organizowania czasu i to można osiągnąć nawet przy
                  > niezbyt rewelacyjnych zarobkach.

                  No to się mylisz Kini. Alimenty od ojca znaczą, że może niekoniecznie muszę
                  dorabiać na drugim etacie co przekłada się na ilosć czasu spędzonego z
                  dzieckiem. JAk również powodują, ze pozostaje mi w kieszeni większa ilość
                  pieniędzy (bo nie pokrywam 100% kosztów utrzymania dziecka, ale mniej), które
                  mogę spożytkować np. na pomoc domową albo półprodukty do gotowania, co
                  przekłada się na większą ilość czasu dla dziecka/siebie jak równiez na jakość
                  czasu z dzieckiem (bo np. możemy się pobawić w indian zamiast prasować zasłony).
                  Chalsia
                • pesher Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 14:01
                  No wiec Kini czytamy i rozumiemy co innego. Autorka watku nie widziala na oczy
                  alimentow. Dziecko nie widzialo na oczy NOWEJ zabawki od ojca. Jakie
                  podwyzszenie statusu rodziny? Ja caly czas pisze o wspoluczestniczeniu chocby
                  finansowym w wychowaniu dziecka. Bo z czasowym cos tez nie teges, skoro
                  Ojciec "zapomina" poinformowac, ze sie rozmyslil i nie przyjedzie do dziecka.

                  Wniosek nasuwa mi sie jeden po przeczytaniu Twoich postow:
                  Faceci sa uposledzeni i nie mozna od nich wymagac uczestniczenia finansowego i
                  czasowego w wychowaniu dziecka jednoczesnie. To ponad ich sily!!

                  Ja mam sytuacje idealna, co wielokrotnie pisalam. Moj Byly potrafil sie znalesc
                  i czasowo i finansowo jako Ojciec. Wydawalo mi sie, ze jest po prostu NORMALNYM
                  ojcem. Jak przyjdzie po Mala, bede mu musiala podziekowac za to, ze jest taki,
                  jaki jest i za to, co robi dla SWOJEJ corki. Obawiam sie, ze popuka mi sie w
                  glowe. Moze Go wtedy uswiadomic, coby po wiache roz lecial, zeby mi
                  podziekowac, ze nie utrudniam?? Ani chybi zostane uraczona telefonem do
                  psychiatry wtedy..

                  I jeszcze Ci powiem, ze Twoje sposoby na znalezienie czasu przy dziecku
                  wymagajacym opieki sa o kant tylka potluc w moim przypadku. Moi rodzice sa
                  osobami aktywnymi zawodowo i w weekendy tez odpoczywaja, a czesto gesto
                  pracuja, wiec odpada "podrzucanie" im Malej na weekend. W tygodniu po prostu
                  nie oplaca mi sie jechac poltorej godziny (w jedna strone), zeby zostawic Mala
                  u nich na dwie godzinki. Ciocie ze swoimi pociechami mieszkaja jeszcze dalej.
                  Tesciowie nie wchodza w rachube (ze wzgledow, o ktorych nie mam zamiaru pisac,
                  jednak uspokoje Cie, ze jest to uzgodnione z Bylym i przez niego zainicjowane).
                  Wiec gdyby nie Byly lezalabym i kwiczala, do teatru nie chodzila, na mecz do
                  Chorzowa bym nie pojechala, etc. Bo jak jade do kina, to z Mala zostaje
                  opiekunka. Ale jak juz napisala Chalsia - to kosztuje. I znow sie kolko zamyka.

                  PS. Kini, ja nigdzie nie pislam, ze trzeba ciezko pracowac na chleb. Ale wiesz,
                  swojemu dziecku chce dac tez cos do tego chleba.. I sama chce tez miec buty na
                  zime. Po raz kolejny mowie: nie jestem tylko Matka. Jestem tez Kobieta,
                  Pracownikiem, Czyjas Partnerka. Po prostu jestem czlowiekiem, ktory tez ma
                  swoje potrzeby.
    • triss_merigold6 Re: Czy warto tak się zachować? 21.10.06, 22:20
      Kasa zawsze się przyda. Jak nie potrzebujesz na bieżące wydatki to odkładaj
      dziecku na lokatę i wręcz gdy skończy 18 lat.
    • kapopi Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 10:39
      Dziękuje za Wasze odpowiedzi, dla mnie to naprawde ciężki orzech do zgryzienia.
      Tak, że pwenie jeszcze przez jakiś czas będę sie nad tym niezle zastanawiać.
      Pozdrawiam
    • anitka06 Nie che podwazac niczyjego zdania 22.10.06, 15:18
      nie chce zmieniac zadnej z tych zaistnialych wypowiedzi bo to i tak nic nie
      zmieni.
      Czytajac wypowiedzi Pesher!!!masz szczescie ze trafilas na takiego czlowieka
      ktory prosto z serca zajmuje sie swoim dzieckiem.
      U mnie jest calkiem inaczej moj byly zostawil nas ponad 2 lata temu i do tej
      pory nawet na ulicy go nie spotkalam.Caly swoj wyplat potrafi przecpac,nie
      dawno zrobil dziecko jakiejs przypadkowo poznanej dziewczynie.
      I teraz pytanie czy warto by dziecko spotykalo sie z takim ojcem i bralo z
      niego przyklad,bo ja w to nie wierze.
      Jest jak jest,ale ja pracuje od poniedzialku do piatku po 8 godz w tym czasie
      dziecko jest w zlobku swietnie sie tam bawi i czuje,ma fachowa opieke.
      Za to caly czas wolny ktory mam od pracy poswiecony jest dziecku,nie mowiac juz
      o wspolnie spedzonych weekendach.
      Jest jak jest,ciesze sie ze nie popelnilam tego bledu podajac ojca dziecka o
      alimenty,miesiecznie dostalabym od niego nie wiecej niz 200zl,a tak to tyle
      samo dostaje z opieki.
      Przynajmneij mam spokoj no i spokojnie moglam wyjechac sobie z dzieckiem na
      wakacje za granice nie proszac go o zgode na paszport bo wiem ze i tak by sie
      nie zgodzil robiac mi na zlosc.
      pozdrawiam
      • kini_m Re: Nie che podwazac niczyjego zdania 22.10.06, 15:56
        Jeśli wyjechało się daleko od dziadków i ciociów to dla mnie znaczy że
        wyjechało się za poszukiwaniem wyżeszego statusu życia. Bo na kromke chleba to
        zazwyczaj można znaleźć pracę gdzieś w pobliżu dziadków.
        Chalsia, nie przeczę że większa ilośc pieniędzy ułatwia znalezienie czasu
        wolnego. Ale mówię że i przy niewielkich finansach można znaleźć co nieco dla
        siebie. Ja kasą nigdy nie grzeszyłem, ale z dzieckiem mogłem wyjechac tam i
        ówdzie nawet przy niskich nakładach. Ups... zapomniałem że tu mowa o
        przyjemnościach bez dziecka. Cóż, dla mnie przede wszystkim liczą się
        przyjemności z dzieckiem. Taki już jestem. A to że jestem tez mężczyzną,
        pracownikiem, czyimś przyjacielem jakoś niewiele zmienia w mojej optyce. Do
        Chorzowa bez problemu pojechałbym z córką. (Moja exia umiała iść z 1-roczną
        córką na głośny koncert i powiedziała: "byliśmy blisko głośnika a małej to nie
        przeszkadzło.")
        Powiem wprost - nie jest (nie była - póki byliśmy razem) mi znana potrzeba
        odpoczynku od dziecka. Mogę z córką zawsze i wszędzie, i nawet w co niektóre
        tzw extremalne sporty, za co mamy wspólne dyplomy.
        Pesher -tak jak pisze Anitka- Tobie się upiekło, trafiłaś na sensownego exa. A
        ja proponuję zmienić optykę na nieco mniej korzystną i rozważyć w nieco
        gorszych okolicznościach: rachunek strat i korzyści.
        PS: jeśli matka zarabia marną pensję to poza alimentami, tak czy siak winna się
        starać o szukanie lepszej pracy. Alimenty nie załatwią jej wszystkiego, a
        zwłaszcza podejścia do życia. Niestety rodzina ma wymiar ekonomiczny tez w
        takim sensie - że jest opłacalna finansowo. Po rozpadzie trudniej się utrzymać
        obojgu stronom oddzielnie. Nie da się tej kwesti rozwiązać wyłącznie
        alimentami. Trzeba było wpierw mysleć jak ratować rodzinę (co jest opłacalne
        finansowo), a nie teraz wyłacznie biadlić że ma się problemy finansowe i nie
        starcza na teatr i nowe buty co sezon. Sorry za brutalizm, ale łączenie a
        rozdzielanie kasy w pełnej rodzinie a rozwodzie też ma swoje konsekwencje.
        _________________
        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
        • kini_m Re: Nie che podwazac niczyjego zdania 22.10.06, 15:59
          korekta: Córka na tym głośnym koncercie z exią miała ok. 2 lat (a nie 1-
          roczek). Byliśmy już wtedy w 3city.
          _________________
          Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
        • chalsia Re: Nie che podwazac niczyjego zdania 22.10.06, 16:48
          > Jeśli wyjechało się daleko od dziadków i ciociów to dla mnie znaczy że
          > wyjechało się za poszukiwaniem wyżeszego statusu życia. Bo na kromke chleba
          to
          > zazwyczaj można znaleźć pracę gdzieś w pobliżu dziadków.

          Sory Kini, że to napiszę, ale masz rozumek a nie rozum.
          A co jesli dziadkowie nie żyją a innych krewnych po prostu nie ma (bo rodzina
          cała mało liczna była)? Czy taka okoliczność wpadła Ci do głowy?
          Chalsia
          • triss_merigold6 Re: Nie che podwazac niczyjego zdania 22.10.06, 17:00
            Podpowiem jeszcze jedną wersję: dziadkowie są ale nie mają ochoty na zajmowanie
            się wnukiem/wnuczką, a reszta rodziny porozrzucana po innych miastach.
            Nierzadko spotykana sytuacja, prawda?
            Kasa = opiekunka. Kasa = mozliwość zostawienia dziecka na półtorej godziny na
            ogrodzonym placu zabaw w centrum handlowym celem zrobienia zakupów bez dziecka
            wiszącego u nogi. Kasa = możliwość zamówienia opiekunki od czasu do czasu
            wieczorem.
            Kasa to podstawa w miarę normalnego funkcjonowania i nie zgodziłabym się na
            kontakty dziecka z niepłacącym alimentów tatusiem. Jeśli nie uczestniczy w
            zaspokajaniu podstawowych bytowych potrzeb dziecka to nie ma praw ojcowskich.
            • kini_m Re: Nie che podwazac niczyjego zdania 22.10.06, 17:55
              Pesher, tak jeszcze co do pieniędzy...
              To że są potrzebne do zycia, wcale nie znaczy że kryterium materialnego winno
              znajdywać uznanie być przy doborze partnera.
              No bo jeśli uznać taki tok rozumowania za słuszny, to normalny facet nie
              powinien sobie wziąć na partnerkę kobiety z przychówkiem, bo to oznacza minus
              materialny pod względem tego kryterium. Gdyby takie kryterium miało być
              stosowane przez ludzi, to nie powinnaś już w ogóle sobie znaleźć partnera w
              życiu. Ale coś mi się zdaje że pod względem tego kryterium mężczyźni bywają
              częściej wpaniałomyślni i jednak nie patrzą w ten sposób. Natomiast panie są tu
              bardziej bezlitosne i w ostateczności sprawa się sprowadza do - kasa na stół,
              to będziesz moim partnerem (oczywiście są też tam jakieś uczucia). Dawniej to
              się mówiło - fura, skóra i komóra.
              Chalsiu, jeśli nie ma dziadków - to są ciocie i wujkowie. Nie koniecznie z
              rodziny, ale też przyjaciele w miejscu zamieszkania.
              A jeśli matka nie potrafi mieć żadnych przyjaciół to.... chyba lepiej jej
              odebrać dziecko, bo to świadczy o poważnych problemach emocjonalnych, o braku
              umiejętności współżycia w społeczeństwie. Taka matka nie nauczy zbyt wiele
              dobrego swego dziecka.
              Więc wybacz... ale kto tu ma rozumek -mówiąc Twoim językiem- pominę
              milczeniem...
              _________________
              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
              • triss_merigold6 Re: Nie che podwazac niczyjego zdania 22.10.06, 18:17
                Zauważ, że ludzie pracujący mają z reguły również pracujących przyjaciół z
                dziećmi. To wyklucza dyspozycyjność. Inaczej jeśli mieszka się w małej wsi dom
                koło domu, inaczej gdy w dużym mieście, kiedy przejazd w godzinach szczytu
                zajmuje dobrą godzinę. Za to opiekunka jest dyspozycyjna.smile
                Kreslisz jakąś absurdalnie wyidealizowaną wizję rodziny z mnóstwem krewnych
                naokoło i wzajemną opieką nad dziećmi. Qrde, nie znam takiej rodziny, chyba, że
                z klimatów w których kobieta nie pracuje bo pracy nie szuka albo jest za słabo
                wykształcona.
                Wspaniałomyślność nie oznacza brania sobie na głowę ciężaru w postaci
                bezrobotnego lub fatalnie zarabiającego faceta. Zakładamy, że samodzielna
                pracuje, stać ją na normalne życie, nie szuka sponsora. Trudno żeby szukała
                utrzymanka, bo to się bierze na godziny.P
                Kasa na stół? Nie bądźmy brutalni.D Facet ma być niezależny finansowo i tyle. A
                ojciec dziecka ma obowiązek na to dziecko płacić.
                • kasia_kasia13 Re: Nie che podwazac niczyjego zdania 22.10.06, 20:02
                  > Kasa na stół? Nie bądźmy brutalni.D Facet ma być niezależny finansowo i tyle.
                  A
                  >
                  > ojciec dziecka ma obowiązek na to dziecko płacić.

                  Ja jestem jeszcze mniej brutalna. Facet nie musi miec kasy. Ale musi to
                  rekompensowac czyms innym (seks sie nie liczy, to mozna miec za darmo wink a
                  wiec, calkowiecie zajmowac sie domem, sprzatac, gotowac,prac, prasowac
                  calkowiecie zajmowac sie dzieckiem. Czyli zamiania rol, ale facet musi przejac
                  wszystkie zajecia kury domowej. Wszystkie, a nie tylko te przyjemne, czyli
                  zajmowanie sie dzieckiem.
                • kini_m Re: Nie che podwazac niczyjego zdania 23.10.06, 00:02
                  triss_merigold6 napisała:
                  > Zauważ, że ludzie pracujący mają z reguły również pracujących przyjaciół z
                  > dziećmi. To wyklucza dyspozycyjność

                  Taaa.... a świstak składa i zawija w sreberka.
                  Wszyscy przyjaciele pracują po 12h/dziennie x 7 dni/tydz. Buhahahaha....

                  > Kreslisz jakąś absurdalnie wyidealizowaną wizję rodziny z mnóstwem krewnych
                  > naokoło i wzajemną opieką nad dziećmi.

                  Przeczytaj jeszcze raz to co napisałem, jeśli umiesz czytać po polsku.
                  Powtarzał nie będę swoich słów, zwłaszcza dla Ciebie.
                  Ale widzę że we współczesnym świecie szerzy się jakaś choroba unikania pomocy.
                  Moja córka w wieku 2 lat też wołała co 5 minut: "Ja sama!" - i u niej to mogę
                  zrozumieć.
                  _________________
                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                  • kasia_kasia13 Re: Nie che podwazac niczyjego zdania 23.10.06, 10:57
                    >Moja córka w wieku 2 lat też wołała co 5 minut: "Ja sama!" - i u niej to mogę
                    >zrozumieć.

                    I bardzo dobrze robi. Nie ma nic zlego w skorzytaniu w trudnej sytuacji z
                    pomocy. Ale zawsze nalezy najpierw samemu starac sie rozwiazac problem oraz tej
                    pomocy nie naduzywac.
                    Dam Ci przyklad, skoro nie rozumiesz. Otoz wyobraz sobie, ze ciezko
                    zachorowales, mieszkasz sam. Ktos Ci musi przez jakies 2 tygodnie pomoc w
                    robieniu zakupow. Naturalne jest, ze w takiej sytuacji rodzina i przyjaciele
                    pomoga, a TY ta pomoc przyjmiesz. Ale, jesli jestes zdrowy? Zaproponujesz im,
                    zeby za Ciebie robili zakupy, bo Ty wolisz dluzej pospac? Albo jesli choroba
                    trwa miesiacami, latami? Wtedy jednak trzeba zatrudnic ogos, kto bedzie owe
                    zakupy robil, posprzata.
                    Podobnie z opieka nad dzieckiem. Zajmowanie sie cudzym dzieckiem to nic
                    przyjemnego. Mozna przyjaciol poprosic o przypilnowanie dziecka w sytuacji
                    awaryjnej, raz na jakis czas. Ale NIE mozna robic tego ciagle, nie mozna czynic
                    z tego sposobu na zapewnienie dziecku opieki, nie moze to byc rozwiazanie
                    zamiast oplacenia przedszkola czy wynajecie opiekunki, nie mozna oczekiwac od
                    przyjaciol, ze beda robili za darmowa opiekunke!!!
              • kasia_kasia13 Re: Nie che podwazac niczyjego zdania 22.10.06, 19:55
                > Chalsiu, jeśli nie ma dziadków - to są ciocie i wujkowie. Nie koniecznie z
                > rodziny, ale też przyjaciele w miejscu zamieszkania.
                > A jeśli matka nie potrafi mieć żadnych przyjaciół to.... chyba lepiej jej
                > odebrać dziecko, bo to świadczy o poważnych problemach emocjonalnych, o braku
                > umiejętności współżycia w społeczeństwie. Taka matka nie nauczy zbyt wiele
                > dobrego swego dziecka.

                Kini, oszalales? Matka ma podrzucac dziecko dalszej rodzinie czy
                przyjacielom??? Ja rozumiem, w podbramkowej sytuacji, gdy trzeba jechac np.
                gwaltownie do szpitala, nie wiem co jeszcze, to i sasiadow mozna poprosic o
                zaopiekowanie sie dzieckiem. Gdy opiekunka nawali, jest chora, mozna poprosic,
                powtarzam poprosic dziadkow czy blizsza rodzine. Ale stale podrzucanie komus
                dziecka, bo na opiekunke szkoda kasy a ma sie ochote gdzies wyjsc wieczorem, to
                dla mnie zenada. I ktos tak postepujacy tez nie nauczycy dziecka wspolzycia w
                spoleczenstwie. Nauczy moze zerowania i sepenia.
        • pesher Kini.. 23.10.06, 14:02
          No sorry.. Czuje sie jak w dzwiekoszczelnym pomieszczeniu. Mowie (pisze) a do
          Ciebie malo co dociera. Tylko to, co chcesz przeczytac.

          Mam mozliwosc rozwijac sie w pracy zarabiajac przy tym dobrze. OK, kreci mnie
          to, nie chodzi tylko o zarabianie. Wlasnie w TEJ firmie, wlasnie robia TO CO
          ROBIE. Od rodzicow mieszkam niedaleko (w sensie kilometrow) ale strasznie
          daleko (w sensie korkow). Poza tym moi rodzice sa wciaz aktywni zawodowo.
          Rozumiesz co to znaczy? Ze wciaz pracuja, moja Mama tez ma dom do prowadzenia,
          Tata garaz do sprzatania itd. Wiec swoj czas wolny maja poswiecac na
          opiekowanie sie moja corka? Moga, jak maja na to ochote. Ale wieczory sobotnie
          lubia miec wolne, bo lubia sobie wyjsc z przyjaciolmi i potanczyc. Szok,
          prawda? Moja Sis jest chetna do opieki nad Mala i korzystam z tego, ale
          nastolatka ponad 17letnia tez juz ma swoje zycie prywatne, a akurat ta
          nastolatka jest bardzo rozrywkowa i imprezowac lubi. Nastepny szok, prawda??
          Moj Brat jest dyplomata i od lipca pracuje na placowce w Portugalii. Moi kuzyni
          i kuzynki odpowiednio w Krakowie, Wroclawiu i Szczecinie. Zawsze moge Babci
          podrzucic Mala, ale tak sie nieprzyjemnie sklada, ze Babcia juz raczej z tych
          bardziej siedzacych niz za dwu i pol letnim dzieckiem ganiajacych.
          Przyjaciolki? Oczywiscie, ze podrzucamy sobie dzieci! Raz ja im raz one mi,
          taki handel wymienny. Niestety zdarza sie to raz na kwartal albo i rzadziej.
          WIec jak widzisz w moim przypadku albo Byly wchodzi w rachube albo opiekunka.

          Nastepnie.. Kiniaczku, na glowe upadles chyba sugerujac mi, zebym pojechala do
          Chorzowa na mecz z Mala. Przypominam.. Moja mala ma 2 i pol roku, nie 4 lata.

          A co do kasy w zwiazku lub planowanym zwiazku. Zaradnosc. To jest to, czego
          szukam w facecie. Zaradnosc przeklada sie na umiejetnosc zarabiania pieniedzy.
          Nie wymagam, zeby facet mnie utrzymywal. Wymagam, zeby umial utrzymac siebie,
          zebym nie musiala doplacac do niego. No chyba ze nie bede musiala placic za
          gosposie i opiekunke, to niech mu bedzie, moze byc zaradny w kuchnibig_grin Mam
          szczescie (?) i trafilam na faceta, ktorego stac na pomoc domowa i ktory w
          kuchni udziela sie tylko po to, zeby mi zrobic przyjemnosc.

          Kini,
          Twoja metoda zaprzeczania podstawowym prawdom mnie powala. Wybacz, ale zycie
          samotnego rodzica znasz tylko ze swoich marzen i idealizujesz je. Wysylasz
          matke do lepiej platnej pracy. OK, tylko, ze te same standardy zacznij stosowac
          wobec ojcow. A to, ze mam swietne uklady z Bylym to.. wynik ciezkiej pracy obu
          stron, umiejetnosc chowania urazow, przedkladanie dobra dziecka ponad wlasne
          urazone ego. Ale to wlasnie oboje bylismy winni Malej.
          • kini_m Re: Kini.. 27.10.06, 01:01
            pesher napisała:
            > Przyjaciolki? Oczywiscie, ze podrzucamy sobie dzieci! Raz ja im raz one mi,
            > taki handel wymienny. Niestety zdarza sie to raz na kwartal albo i rzadziej.

            I o to mi chodziło. Sposoby są różne, jak zawiodą podstawowe metody. Zawsze
            jest jakieś wyjście.
            A najbardziej mnie irytuje maruderstwo + roszczeniowość.
            Może trudno Ci mnie zrozumieć, bo dla mnie nigdy nie istniało coś takiego jak
            zmęczenie dzieckiem. Natomiast u exi (matki dziecka) widziałem jak traciła
            cierpliwość do córki, np potrafiła ją zapchnąć z łóżka bo mama chce sobie
            poleżeć (gdy córka chciała sie przykleić do mamy) - uprzedzam zarzut że teraz
            nie zajmuję się dzieckiem "więc...." i powołuję na czas gdy oboje się
            zajmowaliśmy małą. Jak mama potrzebowała czasu na indywidualne sprawy - to ja
            brałem córkę na dłuzsze spacery. Gdy ja chciałem mieć czas na indywidualne
            sprawy - to słyszzłem zarzut że nie chcę sie zajmować dzieckiem.
            Pesher, rozumiem że każdy ma swoje indywidualne potrzeby poza dzieckiem. Ale i
            w realizacji własnego życia a dziecko - można mieć różne podejścia.
            Poza tym - jak się już rozpieprzyło rodzinę, to myślę że należy samemu pluć
            sobie w brodę i zamiast maruderstwa nieść konsekwencje swoich decyzji z
            podniesioną głową.

            Pesher
            Twoja metoda zaprzeczania podstawowym prawdom mnie powala.

            > Wysylasz matke do lepiej platnej pracy. OK, tylko, ze te same standardy
            > zacznij stosowac wobec ojcow.
            Nie wysyłam tam matki ani ojców. Ale wysyłałbym tych którzy marudzą i
            pieniaczą, bez względu na płeć. Aha... i uczestnikiem forum walczących tatusiów
            zasadniczo nie jestem, bo pieniactwo nie w mojej modzie.

            > A to, ze mam swietne uklady z Bylym to.. wynik ciezkiej pracy obu
            > stron, umiejetnosc chowania urazow, przedkladanie dobra dziecka ponad wlasne
            > urazone ego
            Chrzanisz.
            Zasadniczo to zasługi tego że żadne z Was nie miało poważnie spaczonych
            rodziców. Bez tego to postanowienia o których mówisz są jak grochem o ścianę i
            nie wychodzą poza sferę teoretycznych deklarcji (np moja exia kiedyś na forum
            napisała że to ona się starała o kontakty dziecka z ojcem - pewnie inne
            dziewczyny łyknęły taką wersję).

            ________________
            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
      • pesher Anitka06... 23.10.06, 13:16
        Alez ja caly czas pisze, ze moj Byly sprawdza sie rewelacyjnie w roli ojca,
        chociaz nie sprawdzilismy sie jako malzenstwo, podkreslam, ze mam idealna
        sytuacje, choc nie bez zgrzytow i kompromisow z obu stron. Bo nam obojgu
        zalezy. Kazda z nas/kazdy z nas (samotnych rodzicow) sam podejmuje decyzje
        dotyczace swojego dziecka, kontaktow z bylymi. Jak rozumiem wybralas droge
        niepodawania ojca dziecka przy rejestracji. Twoj wybor, Twoja wola, to Ty znasz
        swoja sytuacje najlepiej. W zadnym wypadku nie mam zamiaru Cie odwodzic od tego
        czy "nawracac". Mam swoje zdanie i je artykuuje. Przykro mi, jezeli poczulas
        sie urazona..
    • anitka06 Re: Czy warto tak się zachować? 22.10.06, 16:08
      kini m!szczerze wspolczuje takiej matki dziecku.
      Mojego bylego siostra zajmowala sie bardzo podobnie co do matki twojego
      dziecka,hmmm "zajmowala" sorki.
      Widzialam ja pare razy na koncercie z 5 miesiecznym dzieckiem godz 22 a ona
      dalej stala jak jej powiedzialam zeby poszla do domu to sie obrazila.
      Nie wiem skad tylu wyrodnych rodzicow jak mozna nie dbac o wlasne
      dziecko.Pragne dodac ze dziecko zmarlo w wieku 8 miesiecy na przewlekle
      zapalenie pluc.
      I co czuje matka,chyba nic bo jakos jej zal nie bylo.Niektorzy nie zasluguja na
      dzieci i szkoda ze moga je miec.
      pozdrawiam
Pełna wersja