biedronka1798
06.11.06, 19:02
Po prawie pół roku czekania własnie wróciłam z poczty i odebrałam wezwanie na
sprawe rozwodową, wiecie jak przeczytałam ..przeciwko...Pani...poczułam sie
jak jakis przestepca.Zrobiło mi sie żal, chyba tych dobrych dni(było ich
więcej niż tych złych)I to poczucie że kochanka wygrała z żoną i córką.W
ogóle jakos kiepsko się czuję, a przecież widziałam że tak się skończy i mimo
że juz czekałam na to wezwanie..jakoś tak mi cięzko na sercu.Wiem jemu jest
łatwiej on ma ...ją...a ja ..przeciez nie moge pokazać swojej córci że
płaczę, że jest mi ciężko...Wiecie co jeszcze zrobiłam zadzwoniłam do niego
pogratulowałam wolności i zyczyłam szcęścia na nowej drodze..nie wiedział
chyba dlaczego to robię, mówię mu że potem nie bedziemy ze soba rozmawiać
więc chce juz etraz to powiedzieć, a on zapewniał że będziemy..

przecież
wiem że nie bedziemy...bo zrobiłam jeszcze coś, w momencie keidy odebrałam na
poczcie wezwanie wysłałam list tez do sądu ze zmianą decyzji, na rozwód z
orzeczeniem winy, i dlatego wiem że nie będziemy ze sobą rozmawiać..zrobiłam
to co uważałam za słuszne...