moniskap
15.11.06, 10:25
bardzo podziwiam was ze umialyscie odejsc od mezow,mialyscie tyle sily i
odwagi ja nie umiem. jestesmy ze soba od 4 lat a malzenstwem od 2 ale od kad
urodzil nam sie synek(10m temu) jest coraz gorzej. Praktycznie sama wychowuje
syna, nie mam zadnego wsparcia,zrozumienia, nie pomaga w domu , nawet po sobie
nie sprzata. Wiecznie klucimy sie o to samo,jakis czas temu zaprzestalam
klutni zaczelam rozmawiac ale i tak to nic nie daje. Maz malo czasu spedza z
nami, albo jest w pracy albo zawsze ma cos do zrobienia lub zalatwienia poza
domem. Jest jedynakiem wychowanym tylko przez mame,cala uwaga zawsze byla
skupiana na nim przezemnie tez, po urodzeniu dziecka to sie zmienilo.jak by
tego bylo malo 2mies temu zmarla tesciowa(mieszkalismy z nia) maz sie zalamal.
Jeszcze mniej rozmawiamy, spedzamy wspolnie czas, jemu nigdy sie nie chce isc
z nami na spacer,sam z synem nigdy nie byl. W sumie to malo nas juz laczy,
oboje sie meczymy ale jestesmy dla syna razem. Ja sie boje odejsc sama nie dam
sobie rady, nie pracuje w tej chwili a matce z dzieckiem malym ciezko znalesc
prace, nie mam gdzie sie wyprowadzic, nie dam rady utrzymac siebie i syna i
jeszcze wynajmowac mieszkania za najnizsza krajowa. Z drugiej strony kocham go
nie wiem co zrobic jestem w kropce. dlatego podziwiam was ze mialyscie odwage
na ten krok bo naprawde trzeba byc silnym i odwarznym zeby to zrobic,zycze wam
powodzenia i duzo szczescia i radosci w zyciu.