podziwiam samotne mamy!!!!

15.11.06, 10:25
bardzo podziwiam was ze umialyscie odejsc od mezow,mialyscie tyle sily i
odwagi ja nie umiem. jestesmy ze soba od 4 lat a malzenstwem od 2 ale od kad
urodzil nam sie synek(10m temu) jest coraz gorzej. Praktycznie sama wychowuje
syna, nie mam zadnego wsparcia,zrozumienia, nie pomaga w domu , nawet po sobie
nie sprzata. Wiecznie klucimy sie o to samo,jakis czas temu zaprzestalam
klutni zaczelam rozmawiac ale i tak to nic nie daje. Maz malo czasu spedza z
nami, albo jest w pracy albo zawsze ma cos do zrobienia lub zalatwienia poza
domem. Jest jedynakiem wychowanym tylko przez mame,cala uwaga zawsze byla
skupiana na nim przezemnie tez, po urodzeniu dziecka to sie zmienilo.jak by
tego bylo malo 2mies temu zmarla tesciowa(mieszkalismy z nia) maz sie zalamal.
Jeszcze mniej rozmawiamy, spedzamy wspolnie czas, jemu nigdy sie nie chce isc
z nami na spacer,sam z synem nigdy nie byl. W sumie to malo nas juz laczy,
oboje sie meczymy ale jestesmy dla syna razem. Ja sie boje odejsc sama nie dam
sobie rady, nie pracuje w tej chwili a matce z dzieckiem malym ciezko znalesc
prace, nie mam gdzie sie wyprowadzic, nie dam rady utrzymac siebie i syna i
jeszcze wynajmowac mieszkania za najnizsza krajowa. Z drugiej strony kocham go
nie wiem co zrobic jestem w kropce. dlatego podziwiam was ze mialyscie odwage
na ten krok bo naprawde trzeba byc silnym i odwarznym zeby to zrobic,zycze wam
powodzenia i duzo szczescia i radosci w zyciu.
    • bella67 Re: podziwiam samotne mamy!!!! 15.11.06, 11:08
      Wiesz u mnie sytacja była podobna. Do pojawienia się dziecka męza bardzo
      niańczyłam- pracował, zarabialpieniążki, budowa dom- dla nas, ale jak dziecko
      sie urodziło mąz oddalił się ja gdzies zostałam w tyle ze swoimi problemami, on
      z ze swoimi, nie mogłam go namówić na zaangazowanie w opieke nadz dzieckiem,
      może nie dośz umiejetnie to robiłam, w końcu zaczelismy sie kłócic, mąz nie jest
      z tych rozmownych, cięzko coś z niego wydusić, kłótnia, żale, kolejna kłótnia,
      jakoś bardzo pogubiliśmy sie po drodze, że przeszlismy w stan obojetności, ja
      nie moge tego znieść, wiec się rozejdziemy. jestem w tyle dobrej stuacji, ze
      zarabiam średnio+ alimenty da sie żyć, bez stresu, choć nie na jakims super
      poziomie, sprzedamy dom, będe mieć własne 2-pokojowe mieszkanie, ale przraża
      mnie ogrom problemów, koniecznośc samodzielnych decyzji, obawa przed
      samotnościa, ale tez radośc i dobro dziecka- czy bedziemy na tyle z mężem
      mądrzy, ze damy rade. Szczególnie, ze widze, że mąz ma zadatki na takiego co nie
      da rady- obym się myliła, ale mam 35 lat i niejdno w zyciu widziałam, a małzonek
      po rozwodzie wyjedze- wiec siła rzeczy- kontakty ograniczone i to mnie przeraża
      bardziej niż moje problemy, ja jestem dorosła, a syn mały- ma 2,5 roku!!!Co ja
      mu kiedyś powiem- to jest dla mnie teraz najwazniejsze.
      Napewno nie kłóć się- nie tędy droga- to byl mój bład, nie zagaduj, niechodż za
      mężem, pozwol na samotnośc, na uporanie się z problemem- napewno starta mamy dla
      jedynaka wychowywanego tylko przez nią jest ciezkim ciosem, musi to przeboleć.
      To samo niańczenie męza, a potem odstawka z powdu pojawienia się dziecka-
      męzczyźni to boleśnie odczuwają, bo czasem są sami jak dzieci i traktują to jako
      odstawienie się na boczne tory dlatego angazuj męza w opieke nad dzieckiem,może
      przez dziecko nawiązanie kontaktu bedzie łatwiejsze, powolutku, cierpliwie, bez
      pretensji, chwal, zachęcaj- ja w tym niesttey nie byłam dośc cierpliwa i szybko
      sie poddałam biorąc calośc opieki na siebie, a potem jest jeszcze cięzej. Napisz
      do męża list- nie oskarązjący nie na TY to to, tamto, tylko to co Ty czujesz,
      nie narzekaj, nie obwiniaj, niech wie, ze ma w tobie oparcie, pryjaciela, może
      porozmawiać. Pamietaj nie zmienimy czlowieka który jest dorosly i już ma
      ukształtowany charakter, albo akceptujesz jego wady i uczysz się znimi życ, albo
      bedzie wam b. ciezko do rozwodu włacznie. Dawaj zadania męzowi jak nie przy
      synu- zaaranzuj wyjście z koleżankami- bład to zamykanie się w domu, to w
      domu-prace domowe- cos malo wyszukanego na poczatek dla leniwca, wychwalaj-
      czasem to sposób, sama znajdz receptę na zycie, poszukaj pracy, to ważne w
      dzisiejszych czasach, dobrze być samodzielną w pewnym sensie, daje pewien
      komfort. Poza tym pamietaj, że rozejśc mozna się zawsze i najłatwiej to zrobić,
      oczywiście trzeba wiedzieć kiedy jest ta granica, żeby swojego szczęscia i zycia
      nie zaprzepaścić tkwiąc w nieudanym związku, ale walkowerem nie poddajemy się,
      żebys synowi mogła poweidzieć wr. czego zrobiłam wszytsko co mogłam, ale nie
      wyszło. Oczywiście duzo zalezy od męża, może ktoś trzeci z nim porozmawia,
      obudzi. Powodzenia, Bell
    • redtower Re: podziwiam samotne mamy!!!! 15.11.06, 11:54
      Jeżeli myślisz o tym żeby się rozejść... a teraz nie masz na to odwagi... to
      przede wszytkim postaraj siestworzyć sobie takie warunki żeby być niezależną smile
      Czyli znajdz pracę... załatw żłobek...itp itd
    • zyta4 Re: podziwiam samotne mamy!!!! 16.11.06, 07:59
      Witaj.
      Ja też byłam w podobnej sytuacji, malutkie dziecko, ja na wychowawczym a mąż....
      znalazł sobie kochankę.
      Nie wiem jak to się wszystko potoczyło, byłam jak w transie, wyprowadziłam się ,
      założyłam sprawę o alimenty, rozwód. Koszmar trwał 2 lata, w tym czasie nie było
      łatwo. Czasami podziwiam siebie za to że nie zwariowałam, podziwiam siebie że
      miałam tyle siły. Pomogli mi w tym rodzice, ale tak naprawdę byłam cały czas
      sama w tej walce.
      A teraz moje dziecko ma 5 lat, nadal mieszkam z rodziacami, znalazłam stałą pracę...
      Nadal jestem sama, ale z wyboru..
      Jestem już spokojnijsza...
      Uwierz mi, czasami trzeba zawalczyć o siebie o swoje życie, my matki czasami nie
      mamy innego wyboru...
      Oczywiście jeśli w Twoim małżeństwie nie pojawiła się ta trzecia osoba, to może
      warto rozmawiać, może wszysko się międzi wami ułoży, podejmij próbę, ale tylko
      jedną..........
      Pozdrawiam Cię ciepło i bądź silna...
    • pelagaa Re: podziwiam samotne mamy!!!! 16.11.06, 08:39
      Mysle, ze na prawdziwy podziw zasluguja osoby, ktore daly sobie rade zupelnie
      same, bez niczyjej pomocy wychodzac z trudnych sytuacji.
      Nie jest sztuka rzucic faceta, kiedy jest sie niezaleznym finansowo, bo to jest
      jak zrzucanie zbednego balastu. Nie jest wielka sztuka przeprowadzenie sie do
      rodzicow (co chyba najczesciej ma miejsce) i staniecie na nogi z ich pomoca.
      Oczywiscie, ze do tego tez trzeba sily, samozaparcia i checi staniecia na nogi,
      ale mozna liczyc na pomoc, a to juz bardzo duzo.
      Prawdziwa sztuka jest staniecie na nogi, kiedy ktos decyduje sie na rozstanie i
      staje na nogi zaczynajac od zera i bez zadnej pomocy. Takie osoby niezmiennie
      wzbudzaja moj podziw, bo czesto mysle sobie, ze bez pomocy rodzicow chyba nie
      dalabym sobie rady.
    • moniskap Re: podziwiam samotne mamy!!!! 16.11.06, 20:19
      dzieki za wsparcie i rady wlasnie znalazlam zlobek dla synka, najpierw pojdzie
      tam ze mna kilka dni na pare odz a od stycznia tam juz pojdzie sam, moze i nawet
      wczesniejjak znajde prace.A potem zobaczymy co bedzie , jak narazie to sprobuje
      powalczyc o nasze uczucie. mam nadzieje ze sie uda ale maz tez musi chciec sama
      niewiele zdzialam.
      pozdrawiam i zycze wszystkiego najlepszego i powodzenia
Pełna wersja