Jak sobie dajecie radę czasowo?

IP: *.* 10.02.02, 19:20
Czesc,Czy jedyna kryterium szczęśliwości samotnej mamy to pieniądze? Czytam posty na tym forum i tak to trochę wygląda... Wcale nie jestem cyniczna, to jest chyba po prostu w dużej mierze prawda???Ja jeszcze nie jestem samotną mamą, a raczej jestem samotną mamą fasolki o długości 7 cm. W zasadzie fasolka to nazwa już nieadekwatna bo ostatnio intesywnie machała do mnie z ekranu USG i strasznie się wierciła. Ale do rzeczy - W wątku "Szczęśliwa samotna mama" jest taka Kasia. Kasia mama Pawełka rzeczywiście jest dzielna. Jak ona sobie daje radę ze studiami, pracą i małym dzieckiem? Jakieś babcie, nianie do pomocy? Mnie od sierpnia czeka to samo, jestem sama, tata dziecka co prawda nawet się cieszy (???) ale za 4 miesiące wyjeżdża z Polski (nie jest Polakiem) i zostanę sama. Zresztą teraz też jestem, widujemy się od przypadku do przypadku. Trochę jestem przerażona, sama prowadzę małą firmę, żadne urlopy nie wchodzą w rachubę, mam zamiar (a raczej mus) bardzo szybkiego powrotu do pracy, nie wiem jak sobie dam z tym radę. Bo mam też zamiar karmić moje dziecko, nie wiem co to będzie.Czy Wam też tak było smutno w trakcie ciąży? Wszędzie u lekarza mama i tata asystujący, ja ciągle sama, mieszkam też sama więc w początkowych miesiącach ciąży nie miał mi kto przysłowiowej "szklanki herbaty" zrobić jak padałam na twarz, strasznie mnie to przygnębiało.Powiedzcie jakieś dobre słowosmileZilka, mama-to-be
    • Gość edziecko: stynka Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 10.02.02, 20:09
      Zapewniam Cię, Zilko, że nie jedyne. Jednak dostatek w tym względzie na pewno pozwoliłby na spokój i pełnię odczuwania tego szczęścia. Piszę to z punktu widzenia samotnej matki, której głowę niestety zajmują te przykre, doczesne sprawy i która czasem budzi się w nocy ze ściśniętym żołądkiem. Chciałoby się przecież mieć same górnolotne uczucia i w pełni rozkoszować byciem matką.Ja w czasie ciąży byłam sama. Tatuś dziecka wyprowadził się, gdy byłam w 5 tygodniu. Dziś synek ma roczek i nadal jesteśmy sami. Na szczęście pomaga babcia, zabierze czasem na spacer czy wykąpie wieczorem. Ale jak dotąd we wszystkie noce byłam jedyną osobą, wstającą do dziecka.Jeśli sobie poradzisz z maleńkim dzieckiem i prowadzeniem firmy, będę naprawdę pełna podziwu! Ja nie dałabym rady. Co do podawania tej szklanki herbaty, to przygotuj się raczej na gorszy scenariusz, abyś potem każdą drobną pomoc przyjmowała z ulgą i radością.Pozdrawiamy serdecznie Ciebie i Dzidziusia :)stynka i Jach
      • Gość edziecko: Zilka Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 10.02.02, 20:41
        Ja wiem, że to nie tylko pieniądze ale rzeczywiście wydają się ważne. Mnie zastanawiają takie posty - jestem w ciąży, nie pracuję, jestem samotna, nie będę miała zasiłku. Z czego Wy żyjecie???? Rozumiem, że w grę wchodzi dofinansowanie przez rodziców???Narazie przyznam nie mam żadnego scenariusza, a jeśli już jakiś to rzeczywiście czarny. Nie wiem, jakaś niania no i mam zamiar wszędzie zabierać ze sobą maleństwo. Tzn. w ramach możliwości. Naiwnie wyobrażam sobie, że dziecko napewno wykaże się dużym zrozumieniem (!!!??) i będzie grzecznie, przynamniej w tych kluczowych momentach. A może jak już się urodzi to w tacie "coś drgnie" i z nami trochę pobędzie???? Najgorsze jest to, że nie bardzo mam zaplecze rodzinne, żadnych cioć, itp. moja mama mieszka za granicą, zostaje jeden dziadek.Narazie już mi raźniej, od samego pobytu na tych forum i poczytania trochę postów. Dziękismile))
        • Gość edziecko: stynka Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 11.02.02, 00:19
          Z czego żyjemy? Odpowiem za siebie: 500 z czymś złotych wypłaca samotnej matce ZUS (w porównaniu z odprowadzanymi z mojej pensji przez lata składkami to jakiś żart). Na macierzyńskim było lżej - przez 6 miesięcy 100% pensji (niestety, na swoją niekorzyść, umówiłam się z pracodawcą na dużo niższą oficjalną pensję, więc to, co mi wypłacał ZUS było o ponad połowę niższe od dotychczasowych zarobków). W tej chwili toniemy w długach, które rosną w zastraszającym tempie z miesiąca na miesiąc. Szukam pracy i cały czas mam nadzieję, że zła passa minie i długi w końcu zaczną maleć. Bo przecież musi minąć, prawda?st.PS Ale i tak najważniejsze jest to, że mój synuś jest zdrowy i wspaniale się rozwija!
    • Gość edziecko: Bożena Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 11.02.02, 10:07
      Cześć Zilka i Stynka! Dla samotnej matki jednak pieniądze odgrywają moim zdaniem dużą rolę. W ciąży kiedy dobrze zarabiałam dawało mi to dużo pewności siebie . Prywatny dobry lekarz (opłacony poród), zakupy dla dziecka i siebie bez patrzenia jak konto szczupleje. Remont prawie całego mieszkania, pięknie urządzony pokój dla dziecka - to są rzeczy które naprawdę cieszyły, chciałam żeby wszystko odbyło się jak najpiękniej, przyjmowałam tak długo oczekiwanego nowego członka rodziny.Ale miałam osobę, która się mną opiekowała jak malutkim dzieckiem i zawsze była mi podporą. Moja mama. Karmiła mnie, sprzątała za mną, bo ja po 11 godz. pracy byłam w stanie tylko leżeć. Była buforem między mną a "tatusiem" Marysi. Również teraz zajmuje się Marysieńką, a ja wracam po pracy o 18.00. Jeszcze kończe studia i mam właśnie sesje.(studia też trzeba opłacić) I wiecie co? Jedyną rzeczą, która daje mi poczucie bezpieczeństwa jest mój debet na końcie :). Przez to również unikam konfliktów w domu. Za ten domowy komfort płacę również ogromną cenę - nie czuje się w 100% prawdziwą matką. Babcia jest wszędzie - jest wszechobecna. Godzę się na to bo na razie nie mam innego wyjścia. Zobaczymy jak skończę studia.Chyba się rozpisałam. Zilka trzymaj się mocno dbaj o siebie i dziecko - ono wszystko Ci wynagrodzi. Mnie nic do szczęścia nie potrzeba kiedy słyszę: Mamuniuniu, Mamusiuniu, Mamusiu Najważniejsze to zdrowie.Pa pozdrawiam
    • Gość edziecko: K88 Będzie dobrze :o) IP: *.* 11.02.02, 14:39
      Siemanko Zilka i Reszta!!Może na początku niewielkie sprostaownie: Pracuję ale w sensie zatrudnienia, a nie wykonywanej w tej chwili pracy. Od urodzenia Pawełka jestem na urlopie. Troszkę wprowadziłam w błąd. Sorry! Nigdy w życiu nie wyobraziłabym sobie jednocześnie pracować, studiować i wychowywać dziecko, gdyż to ostatnie nie byłoby wcale wychowaniem... Nie krytykuję tutaj dziewcząt, które pracują mając małe dzieci, tylko stwierdzam fakt. Myślę, że praca i jednoczensne chowanie dzieci to wielkie wyrzeczenie i dziewczyny, które są w takiej sytuacji na pewno nie robią tego dla własnej przyjemności, tylko raczej z konieczności. Z karmieniem nie miałam kłopotów, gdyż tylko w weekendy nie ma mnie w domu. Odciągałam sobie pokarm rano i to wszystko. Też nie uważam, że dziecku stanie się jakaś krzywda, gdy dostanie raz czy drugi butelkę z mlekiem modyfikowanym. We wszystkim trzeba znać umiar. W tej zmasowanej histerii dotyczącej karmienia piersią też. Z Pawełkiem siedzi w domu w czasie moich nieobecności moja mama lub moja siostra. Obydwie bardzo od początku mi pomagały. I obydwie towarzyszyły mi w czasie wizyt u lekarza podczas ciąży i były przy mnie przy porodzie. To wcale nie jest ważne czy podczas porodu jest z Tobą ojciec dziecka. Ważne jest aby był ktoś Tobie znany, serdecznie do Ciebie nastawiony, przyjaciel. W grudniu rodziła moja przyjacióła. To ja byłam z nią na porodówce, a nie jej mąż, który oblewał to wydarzenie z kolegami w pubie (No coments). Piszę to wszystko dlatego, iż napisałaś, że przygnębia Cię fakt, że musisz sama chodzić na wizyty kontrolne itp. Przecież wcale tak być nie musi. Jeżeli Twoja mama jest niedostępna, to zawsze znajdzie się ktoś inny, który chętnie się z Tobą do lekarza wybierze, który tak jak Ty będzie cieszył się z nowych zdjęć Twojego Szkraba z usg. Może to być koleżanka, przyjaciółka, ktokolwiek... Ważne aby był Tobie i Dzidziusiowi przychylny. Pozatym ja zawsze widząc małżeństwa w poczelkalni u lekarza, pocieszałam się tym, że prawdopodobnie on po pierwszych trzech miesiącach współżycia z noworodkiem będzie miał tak dosyć, że przestanie się interesować rodziną a ta biedna żona zostanie sama, siedząć od rana do wieczora w domu czekając aż małżonek wróci z pracy. Będzie nieporadna i nieszczęśliwa. Popatrz- Nas nigdy to nie spotka!!!!!! My uczone byłyśmy samodzielności od początku ciąży.Same musiałyśmy dawać sobie radę z nudnościami, bólami kręgosłupów i wszystkimi innymi niezaprzyjemnymi stronami ciąży. Każda z nas zapewne starała się jak mogła, aby zapewnić dziecku i sobie jak najlepszy start w takiej zupełnie nowej sytuaji życiowej. Jestem święcie przykonana, że wszystkie Wy dziewczyny teraz z pewnej perspektywy czasu musicie przyznać, że takie cztero kilowe Żyjątko, to to dla czego warto przechodzić te wszystkie smutki i przygnębiające nastroje w ciąży. Mam nadzieję, że okres ciąży będzie dla Ciebie tak wspaniałym i niepowtażalnym przeżyciem jak dla mnie A i jeszcze tylko słówko na temat pieniędzy. My- mamy, których Pociechy są zdrowe jesteśmy po prostu za szczęśliwe. My po prostu mamy za dobrze!!! A każdy, szczególnie Polak zawsze musi się czymś martwić.No ale tak serio- nie ukrywam, że pieniądze to bardzo użyteczna sprawa. I gdybym miała ich tyle, ażeby nie denerwować się czy starczy mi ich od pierwszego do pierwszego to byłabym dosłownie za szczęśliwa. (Ha,ha,ha!)Musimy poszukać sobie jakiegoś sponsora, który by nam odpalał co miesiąc małe co nieco, albo założyć fundację pomocy samotnym matkom (żart, ale wart rozpatrzenia na forum. Ok, dość o kasie. Nie ma co poruszać nie przyjemnych tematów i tak życie jest wystarczająco stresujące.28.02.2002 mój synek kończy roczek, to już 12 miesięcy a mi wydaje się, że to było zaledwie wczoraj... Ależ się rozmarzyłam...Pozdrawiam Was wszystkie.I składam najserdeczniejsze, najwspanialsze, naj, naj, naj Solenizantowi Stynki. Trzymaj się Jachu zdrowo! I nie męcz za bardzo Mamy!!!!!! Sto lat! Katarzyna mama Pawełka
    • Gość edziecko: MagdaK30 Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 11.02.02, 19:59
      Witajcie Kobietki! Mimo Waszych słów otuchy ... samotność w czasie ciąży to chyba najgorsza odmiana samotności jaka nas może spotkać w życiu. Rozumiem Zilkę doskonale. To już mój 32 tydzień współbycia z dzidzią i naprawdę nie mogę się doczekać jej przyjścia na świat. Też mieszkałam sama i gdyby nie wyrozumiałość rodziców, którzy mimo że niezbyt szczęśliwi z mego samotnego macierzyństwa, przygarnęli mnie do siebie chybabym zwariowała. Owszem, są przyjaciele, znajomi, ktoś był ze mną na pierwszej wizycie u lekarza, ktoś nawet chce być ze mną przy porodzie... ale naprawdę to nie to samo co ukochany człowiek, który mógłby przeżywać każdą radość razem z nami, który przytuli, który kocha. U lekarza też mi jest smutno i chyba przerzuciłam na niego wszystkie uczucia... A samotnego porodu nie wyobrażam sobie , chociaż to już tak niedługo.Nie chciałabym aby wyszło to jak jedno wielkie narzekanie, bo w końcu sama sobie zgotowałam ten los, po prostu jest mi często smutno.A pieniążki... może nie najważniejsze, ale jak bez nich żyć? Musimy dawać sobie radę i najczęściej samotnym mamom to się udaje. Tatuś mojego maluszka też jest obcokrajowcem i nie chce mieć z nami nic wspólnego, za 1/20 jego miesięcznych dochodów moja dzidzia żyłaby jak księżniczka, ale cóż... Łatwiej pogodzić się z faktem, że nie mogę kupić modnego wózka za 2 tys., super ciuszków, zabawek itp. niż z faktem, że nikt mnie nie przytuli i nie głaszcze brzuszka.PozdrawiamM
      • Gość edziecko: stynka Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 11.02.02, 20:51
        Magda! Fajnie, że się znowu odzywasz! Milczałaś tyle czasu.Już 32 tydzień? Jak szybko ten czas mija! Za szybko. Ja tak bardzo chciałabym przeżyć jeszcze raz ciążę. Z zazdrością spoglądam na cudze brzuszki... Mój nieprędko znowu urośnie, jeśli w ogóle...Tylko nie mów, że sobie sama zgotowałaś i tym podobne bzdety. Jakie sama?! Dorosła kobieta, matka dziecku, a ona takie bzdury wypisuje ;-). Nasz "tatuś" też zarabia w jeden dzień tyle, ile my mamy na cały miesiąc. I co? I nadal ma nas w nosie. Woli wakacje w Maroku czy gdzie tam go jeszcze samoloty poniosą.Wiecie co? Fajnie by było kiedyś się spotkać. Napiszcie, skąd jesteście, może dałoby się coś zorganizować? Wiosną lub latem? W końcu Polska nie jest takim ogromnym krajem.Co Wy na to?Pozdrowienia dla Was i Waszych maluszków!!!stynka z JachemPS Kasiu, Jasiek bardzo dziękuje za życzenia i życzy Pawełkowi dużo zdrówka i dobrego humorku!
        • Gość edziecko: K88 To dopiero świetny pomysł!!!!!!! IP: *.* 11.02.02, 21:39
          Witam Was ponownie!Dziękuję Ci Stynko za ciepłe słowo dla Pawełka i chciałabym przyłączyć się do pomysłu zorganizowania spotkania. Już dawno myslałam o tym abysmy sobie coś takiego zaplanowały. Idzie wiosna, będzie słoneczko, mogłybyśmy spotkać się którejś niedzieli w zoo na Pradze. To oczywiście tylko taki przykład, ale mamy dzieci w różnym wieku a w zoo chyba każdy malec czuł by się dobrze.Także dziewczyny z Warszawy i nie tylko apel do Was. Zróbmy to! Spotkajmy się!Dziewczynom z poza stolicy mogłabym załatwić nocleg (u nas jest dużo miejsca). Zastanówcie się (jeżeli jest nad czym).Pozdrowionka!!! Katarzyna i Pawełek
        • Gość edziecko: MagdaK30 Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 15.02.02, 19:39
          Cześć!Rzeczywiście długo nie zaglądałam na e-dziecko (ze względów oszczędnościowych, łączenie się kabelkiem naszej telekomunikacji i otwieranie się stron z zawrotną szybkością, skubało w nadmiarze mój i tak już chudy portfel), szczególnie do samotnych mamusiek. Stynka sorry, przez to ominęły mnie urodziny Twoje i Jaśka. Trochę głupio, że tak późno, ale wiesz, że życzę Wam wszystkiego co najpiękniejsze w życiu! Dołączam swój entuzjazm do propozycji spotkania, ale ja już chyba nie będę w stanie. Do Warszawy mam ponad 400 km (też chcę tam mieszkać!!!), a mój brzusio mi coraz bardziej ciąży i w ogóle czuję się dziwnie – słabo, smutno, niezgrabnie. Dobrze, że w przyszłym tygodniu idę do lekarza, pewnie mnie uspokoi. Jeszcze tylko około 8 tygodni... nie mogę się doczekać.PozdrawiamMagda
    • Gość edziecko: bridgett Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 11.02.02, 21:12
      Cześć Zilko,pieniądze oczywiście nie są najważniejsze, ale są b.ważne zwł. dla samotnych mam, które muszą je zarobić, co tu dużo gadać, kosztem czasu z dzieckiem. Ja rok byłam na wychowawczym, potem 1,5 roku pracy, teraz znowu wychowawczy. Chociaż pracowałam w szkole, więc byłam mało godzin w pracy, to i tak mój mały cierpiał - po szkole nie miałam tyle cierpliwości dla niego, ile bym chciała. Wieczorem cierpiałam ja, że taka ze mnie niecierpliwa matka. I że przez to przepadają mi takie piękne lata z maleństwem, a ja nie potrafię się nimi cieszyć, bo jestem zmęczona i nie mam nawet czasu, żeby podrapać się w tyłek. Teraz znowu jestem na wychowawczym, co w porównaniu z moimi zarobkami w szkole jest żadną finansową stratą. Dorabiam tłumaczeniami. Uzupełniam wykształcenie (piszę pracę mgr) i cały czas szarpię się między czasem z brakiem pieniędzy a brakiem czasu z odrobiną grosza. I cały czas mam świadomość, że przepada mi coś niepowtarZalnego. I klnę na czym świat stoi i nie mogę z tym nic zrobić. A Kuba ma już 2,5 roku i przestaje być małym dzidziusiem. A i tak jestem w dobrej sytuacji - przy Kubie pomaga mi mieszkająca z nami Mama. I chociaż to ogromna pomoc dla mnie to podobnie jak Bożena nie czuję się przez to 100procentową matką. Jakoś chaotycznie to napisałam, ale dopadło mnie "zniechęcenie wiosenne", nic mi się nie chce i chaos we mnie.Jeszcze raz od początku - na pewno dasz sobie radę. Dużo spraw da się pogodzić, ale na pewno przydałaby Ci się pomoc. Może to być przyjaciółka, może znajdziesz inną mamę z małym dzieckiem i będizecie mogły sobie nawzajem pomagać, może znajdziesz jakąś przyszywaną ciocię lub babcię. Ważne, żeby to był ktoś życzliwy Tobie. Na pewno przez pierwsze 3 lata będziesz cierpieć na deficyt czasu, ale można się przyzwyczaić a jednocześnie jest to taki piękny czas! I dziecko daje tyle radości. A cała reszta się ułoży.ozdrawiamMonikaS
      • Gość edziecko: Zilka różne i spotkanie IP: *.* 11.02.02, 21:47
        Dziewczyny, dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki. Naprawdę raźniej się na duszy robi jak człowiek się przekonuje, że nie jest sam na tym świecie.Nie wiem od czego zacząć - najpierw pomysł Stynki "spotkaniowy". Uważam, że super, ja jestem z Warszawy ale chętnie się gdzieś przejadę. Zwłaszcza, że do lipca jestem bardziej mobilna niż mamy z dziećmi "gotowymi" (w przeciwieństwie do mojego które jeszcze gotowe nie jestsmile))Słuchajcie a propos tych tatusiów zarabiających. Ja jeszcze nie wiem jak będzie z moim, narazie poza tym, że z nami nie jest zachowuje się w miare "poprawnie" (???), choć nie wiem do końca co to znaczy, mam na myśli, że nie olał nas kompletnie, dzwoni co parę dni i nawet czasami się spotykamy. Ostatnio dostał ode mnie książke dla przyszłych ojców, bardzo starannie ją wybrałam muszę przyznać i po przeczytaniu paru rozdziałów nawet doszedł do wniosku, że przyjedzie na poród !!! (i tak będę miała CC z powodu wzroku). No więc mam nadzieję, że jak już kiedyś dojdziemy do alimentów to nie będzie problemu, zwłaszcza że do biednych nie należy a dziecko to nasza "wspólna produkcja", jakiekolwiek "wrabianie w dziecko" nie ma zastosowania. Ale jeśli będzie się migał będę go ścigać po całym %
      • Gość edziecko: Zilka jeszcze raz po coś się schrzaniło... IP: *.* 11.02.02, 21:50
        Dziewczyny, dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki. Naprawdę raźniej się na duszy robi jak człowiek się przekonuje, że nie jest sam na tym świecie.Nie wiem od czego zacząć - najpierw pomysł Stynki "spotkaniowy". Uważam, że super, ja jestem z Warszawy ale chętnie się gdzieś przejadę. Zwłaszcza, że do lipca jestem bardziej mobilna niż mamy z dziećmi "gotowymi" (w przeciwieństwie do mojego które jeszcze gotowe nie jestsmile))Słuchajcie a propos tych tatusiów zarabiających. Ja jeszcze nie wiem jak będzie z moim, narazie poza tym, że z nami nie jest zachowuje się w miare "poprawnie" (???), choć nie wiem do końca co to znaczy, mam na myśli, że nie olał nas kompletnie, dzwoni co parę dni i nawet czasami się spotykamy. Ostatnio dostał ode mnie książke dla przyszłych ojców, bardzo starannie ją wybrałam muszę przyznać i po przeczytaniu paru rozdziałów nawet doszedł do wniosku, że przyjedzie na poród !!! (i tak będę miała CC z powodu wzroku). No więc mam nadzieję, że jak już kiedyś dojdziemy do alimentów to nie będzie problemu, zwłaszcza że do biednych nie należy a dziecko to nasza "wspólna produkcja", jakiekolwiek "wrabianie w dziecko" nie ma zastosowania. Ale jeśli będzie się migał będę go ścigać po całym świecie, wiem, że to trudne, długie, męczące, pewnie upokarzające ale nie odpuszczę. Dlaczego wy "darowałyście"???Magda, ja też się "wyżywam" na lekarzu, chociaż przyznaję to ze skruchą. Te jego początkowe "niech mąż się panią opiekuje, etc. etc.". Jak już zrozumiał, że nie mam męża a tata dziecka też ze mną nie mieszka przerzucił się na moją mamę. Skończyło się jakoś rozpaczliwie, rozpłakałam mu się w gabinecie i nakrzyczałam na niego żeby przestał z tym uważaniem na siebie i opiekowaniem bo pracować muszę a opiekować się mną nie ma kto. O i tak to. Teraz już mi trochę lepiej ale to wszystko zależy od dnia i fizycznego samopoczucia.A tak poza tym to też myślę, ze wszystko się ułoży tylko narazie nie bardzo wiem jak. Może rzeczywiście ściągnę moją mamę??? Ale tak naprawdę zaraz zacznę szukać jakiejś super niani, naiwnie sobie wyobrażam, że taką babcię da się znaleźć. Może jak ją potrzebuję od sierpnia a zacznę szukać teraz to mi sie uda? Chyba założe nowy wątek " nianie". Pocieszam się, że może z własną firmą jest lepiej bo mogę dziecko zanosić do pracy no i mogę chodzić o w miarę dowolnej godzinie jeśli nie mam żadnych spotkań. A poza tym zawsze mogę ją "zwinąć" i siedzieć w domy tylko z czego będę żyła po urlopie macierzyńskim? Bo na wychowawczym chyba nie dostaje się żadnych pieniędzy, prawda???Jeszce słówko ma emaila Kasi - ja też oferuję nocleg w Wawie dla jakiejś mamy z pociechą:)Pozdrawiam gorąco wszystkich małych i dużychsmile)))
    • Gość edziecko: gra Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 18.02.02, 08:41
      Witaj Zilkajuz dawno chciałam napisac ale ta rejestracja.....Słuchaj, będzie dobrze , ciąża to najgorszy moment samotnego matkowania . Potem można wycałować dzidzię po łysawej główce :love: i od razu wszyskie smutki ida w kąt.Ja swoją ciążę do dzis pamietam jaka przepłakana :sweat: To jest tak ,że wyobraźnia jest gorsza od rzeczywistości potem po prostu reaguje się na to co przynosi kolejny dzień Masz własną firmę , to świetnie , bo nie beddziesz musiała odsiadywać na etacie albo siedzieć w domu i martwić się za co przeżyjecie ,jak wszystko dobrze zorganizujesz to te spotkania itp zajmą Ci ze 4 godziny i potem do fasolki...szukaj dobrej opiekunki i trzymaj sie GRA
      • Gość edziecko: Zilka Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 18.02.02, 21:08
        Nie wiem, nie jest to najlepszy moment na moje pisanie bo właśnie od paru dni płaczę i płaczę, od tego płaczu boli mnie głowa, budze się w środku nocy i mam wrażenie, że jestem na równi pochyłej (w dół oczywiście). Byłam dzisiaj u mojego neurologa, żeby mi dał coś na tą głowę, generalnie nic nie mogę brać, w końcu wynalazł jakieś coś w miarę najmniej szkodliwe ale jak przeczytałam ulotkę po kupieniu i tak nie będę tego brała. Już nie wiem co mam zrobić, żeby przestać się tak przejmować i denerwować. Nawet mi przyszło do głowy, że zadzwonię jednak do ojca mojego dziecka i poproszę go, żeby mnie trochę pooszukiwał do sierpnia, że się nami opiekuje, etc., a potem niech się dzieje co chce, będe mogła brac prochy no i będę miała kogo całowac po "łysawej główce" :). I jeszcze to "coś" ma już prawie 10 cm a ja dalej się nie czuję jakbym była w ciąży, już chyba wolałabym miec brzuch...Smutno mi i okropnie nie dobrze na tym świecie i ja już tak nie chcę!
        • Gość edziecko: gra Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 19.02.02, 08:34
          Boże , Zilka , nie płacz , i nie bierz żadnych prochów a jeżeli już to jednak lepiej płacz niż bierz prochyz praktyki wyszło, że płacz ( w moim przypadku) dziecku nie szkodziDo poczucia ,że jesteś w ciaży masz jeszcze trochę czasuNapisz jak chcesz bezpośrednio do mnie albo może wpadniesz do mnie (teraz w tych nerwach nie pamiętam gdzie mieszkasz)i zobaczysz jak sobie samotnie matkuje ( mieszkam pod warszawą)A to dla Twojego lubego :gun:Gra
    • Gość edziecko: iberia Re: Jak sobie dajecie radę czasowo? IP: *.* 18.02.02, 11:59
      czescsmileja tez cala ciaze przeszlam sama tyle tylko , ze mieszkam z mama ale ona pracuje wiec nie ma czasu aby siedziec ze man w domku.moja praca a wlasciwie zajecie , z ktorego mam jedyne 500zlotych na msc to opieka nad dzieciaczkami<rodzenstwo>.bylam z nimi do konca pazdiernika,pozniej listopad i grudzien to przerwa na Kubusia , ktory przyszedl na swiat 12 listopada i od stycznia znowu do nich wrocilam.teraz chodze do nich na 14, biore ze soba malucha do wozka<niestety na kazda pogode> i okolo godziny 16 wpada po niego moja mama a ja siedze juz tylko z dwojka.nie ejst latweo a nawet bardzoe ciezko i chetnie poszlabym do jakies normalnej pracy ale coz.......jakos nie mam szescia a poza tym narazie nie zaczelam studiowac , bo dopiero skonczylam liceum i zdalam mature.pozdrawiamiza i Kubek rozbójniksmile)))))
Pełna wersja