serdecznie witam i proszę o radę

IP: *.* 12.02.02, 13:12
Witam Was, wszystkie wspaniałe Mamusie pojawiające się na tym forum. Cieszę się, że Was znalazłam bo jestem w podobnej sytuacji i zastanawiam się co zrobić. W kwietniu spodziewam się "istotki mojego życia" i od piątego miesiąca borykam się sama z macierzyństwem. Byliśmy razem 8 lat(aż a może tylko). Różnie bywało, raz wspaniale raz beznadziejnie bez zobowiązań itd. Pewnego dnia okazało się, że jestem w ciąży i wydawało mi się,że to być może najpiękniejszy dzień w naszym życiu. Niestety dla mnie tak, dla niego był to początek jakieś tragedii. Podobno dziecko nie było przyczyną tylko wizja naszego wspólnego życia-bo przecież nie pasujemy do siebie, on mnie już nie kocha i po co dziecko ma oglądać kłócących się rodziców. Mimo wszystko zacisnęłam zęby, miał odbyć się ślub no i ostatecznie usłyszłam że niestety ale on nie będzie kłamał i nie jest w stanie tego zrobić. Postanowiłam wyrzucić go ze swojego życia bo przecież po co mi ktoś kto mnie nie kocha, ma być nieszczęśliwy i wypominać mi to przez całe życie. Deklaruje pomoc ale we mnie coś pękło i stanowczo odmawiam czegokolwiek z jego strony. Ale przecież będzie dzidziuś i tu zaczyna się problem. Jak go rozwiązać? Pozwolić ojcu uznać dziecko i mieć problem w przyszłości jak za bardzo się poczuje"ojcem", nie mam już do niego zaufania. Chcę żeby dziecko miało moje nazwisko ale chcę również(chyba) żeby znało swojego ojca, jakiby nie był. Nie chcę żeby mnie nachodził ale dla rozwoju dziecka byłoby dobrze gdyby tego ojca widywało co jakiś czas. Oczywiście nie zamierzm go prosić, sam to deklaruje(przynajmniej narazie). Chcę ułożyć sobie życie od nowa z moim maleńswem i być może z kimś kto nie przestraszy się zobowiązań. Ale co zrobić z kimś kto niestety będzie mi towarzyszył w jakiś sposób do końca życia-bo przecież będę mieć jego dziecko....Może podpowiecie mi cosik. Będę wdzięczna. Dorka
    • Gość edziecko: bridgett Re: serdecznie witam i proszę o radę IP: *.* 12.02.02, 19:56
      Witaj Dorko,uściski od razu na początek w tej niełatwej sytuacji. Pewnie dobrze się stało, że nie stanęliście na ślubnym kobiercu, bo po wypowiedziach Twojego ex nie rokowało to dobrze. Naprawdę nie warto hajtać się na siłę, dla dziecka, bo ono i tak nie byłoby szczęśliwe w nieudanym związku z dwojgiem nieszczęśliwych rodziców. Co do Twojego ex - może lepiej nie będę się wypowiadać, tyle że przez jakiś czas nie spisywałabym go całkiem na straty - może to tylko jakaś panika i się jeszcze odnajdzie w tej nowej sytuacji..? Chyba to trochę jednak naciągane. Co do ojcostwa - myślę, że dobrze by było, gdyby uznał dziecko. Przyda się to choćby do alimentów, z których nie rezygnuj! Mimo uznania ojcostwa nazwisko dziecko może mieć Twoje. Dobrze by pewnie było, żebyś to Ty miała wyłączną władzę rodzicielską, ale ja to wygląda w takiej sytuacji, tego niestety nie wiem, ale być może znajdą się tu dziewczyny, które Ci w tej kwestii poraDZĄ. mMyśłę, że to dobrze, że chcesz, aby Twoje dziecko znało swego ojca, tym bardziej, że w przyszłości i tak Was to nie ominie, a może być potem b. bolesne dla Was.Podoba mi się Twoje podejście do całej sprawy, staranie się sojrzeć na to z rónych punktów widzenia i pod kątem dziecka. Naprawdę: czapki z głów! A jak sobie traz radzisz?Pozdrawiam serdecznieMonikaS
      • Gość edziecko: dorka2 Re: serdecznie witam i proszę o radę IP: *.* 13.02.02, 10:40
        Bardzo Ci dziękuję za spojrzenie na sprawę z Twojej strony. Ja cały czas biję się z myślami jak to najlepiej rozegrać dla dobra dziecka i troszeczkę mojego spokojnego życia(bez pozniejszej walki z samą sobą i "tatusiem"). Wiesz co mnie najbardziej wkurza to to że zamiast skupić się na ciąży bo jest to dla mnie wspaniały stan to główkuję jakby tu wszystko ogarnąć i poukładać. I tu straszny żal do gościa z którym się było tyle czasu. Nie skreślać go- słyszę czasem, ale muszę być twarda(choć nigdy nie należałam do pewnych siebie) bo będzie ze mną robił co będzie chciał. Postępując jakoś tam, proponując pomoc, rozmawiając ze mną jakby nic się nie stało, coś w stylu -"jak się czujesz, jak tam mały bardzo rozrabia?"( to też mnie strasznie wkurza i bardzo irytuje) stara się tylko uciszyć swoje wyrzuty sumienia, wyjść z sytuacji jakoś z twarzą przed znajomymi i rodziną. Bo przecież on się stara to ja nie chcę pomocy.No jest to niestety naciągane tak jak piszesz.Aha i nie usłyszałam jeszcze słowa przykro mi albo przepraszam. Naprawdę nie jestem jakąś zołzą, chciałam dobrze, nawet za wszelką cenę stworzyć normalną rodzinę( spokojnymi rozmowami, analizując jak będą wyglądały nasze święta itd.bez żadnych szantażów)-przez ten ch...y ślub-teraz już wiem że dobrze że do niego nie doszło. Odwołując wszystko, będąc w stresie w ciąży jak ja mogę dać mu jakąś szansę jeszcze raz?.Jak uwierzyć że dzieciątko nie znudzi mu się za jakiś czas? Myślę ze najlepiej rozwiązać to tak-moje nazwisko, uznanie dziecka przez niego, alimenty ale co z władzą rodzicielską??? Jak sobie radzę: bycie w ciąży dodaje mi skrzydeł, naprawdę czuję się świetnie, mimo że już mi trochę ciężko-maluszek dokazuje i staje się trochę duży, cały czas pracuję bo w domu bym zwariowała rozmyślając. Psychicznie wspiera mnie cała moja rodzinka, choć są oddaleni o 200 km to często mnie odwiedzają i dzwonią no i "wtajemniczeni znajomi" bo ciężko się przyznać do takiej sytuacji wszystkim wokoło. Zdarza się że płaczę w poduszkę ale to chyba normalne i szybko przechodzi przy każdym ruchu maleństwa. dzięki za pozdrowionka i mam nadzieję, żę coś wymyślę z Waszą pomocą. Dorka.
    • Gość edziecko: Gosia1 Re: serdecznie witam i proszę o radę IP: *.* 13.02.02, 11:50
      Dorko, nie jest łatwo rozwiązać taką sytuację. Troszkę dalej ktoś napisał post pt "Nie oczerniajcie ojców w oczach dzieci..". Ale...., no właśnie. Nie będę Ci pisać co masz robić, napiszę Ci co ja przeżyłam, wnioski wyciągnij sama. Gdy byłam w 6 miesiącu ciąży porzucił mnie mąż. Urodziłam Anulkę, po 3 tygodniach zjawił sie tatuś i jak jałmużnę, rzucił mi deklarację, że chce zajmować się dzieckiem, odwiedzać Ją, uczestniczyć w Jej życiu. Sama pochodzę z rozbitego domu, więc dla "dobra" dziecka zgodziłam się podtrzymywać tę paranoję. Gdy Ania miała 2,5 roku mąż wniósł pozew o rozwód - rozwód otrzymał....... z jego wyłącznej winy. Mimo, że nie dotrzymał słowa, ja jak ta głupia, trzymałam sie ściśle tego, co zalecają psycholodzy - że dla dobra dziecka nie wolno mówić źle o ojcu, że trzeba namawiac do kontaktów itd, itp. Nie zawsze jest to takie łatwe. Mój - wtedy już były - mąż, odwiedzał córkę rzadko albo wcale. Nie dotrzymywał żadnego terminu, a jak już łaskawie przyszedł, to wykłócał sie o alimenty, nie patrząc nawet na córkę. Oczywiście wszem i wobec rozgłaszał, że to ja zabraniam mu kontaktów z dzieckiem, że jest taki biedny, bo okropnie tęskni ale nie ma jak się z córką zobaczyć.... Najgorsze co mogłam zrobić, to to, że wciąz opowiadałam córeczce, jak to tatuś bardzo Ją kocha, tylko nie może Jej odwiedzać, bo musiał wyjechać bardzo daleko.... itp, itd. Dziecko karmione takimi opowieściami rosło w przeświadczeniu, że jest kochane owszem, ale też rosło w kłamstwie za które przyszło mi drogo zapłacić. Gdy Ania miała 6 lat, poznałam swojego obecnego męża. Zaszłam w ciążę. Na trzy tygodnie przed rozwiązaniem dostałam wezwanie do sądu. Pan tatuś stawił się przed sądem (oczywiście uprzedził nas o tym, dlatego było to możliwe, bo mój mąż zgodził sie z radością....) i powiedział sędzinie że już nie chce być tatusiem, że rezygnuje, że chce być wolny, nie chce płacić i w ogóle to ma już dość...... Możesz mi wierzyć, sędzina była w szoku. Powiedziała mi potem, że jeszcze nigdy nie spotkała sie z czyms takim, że nawet stary pijak walczy o prawa do swojego dziecka. A ja? Z jednej strony cieszyłam się, bo wiedziałam, że Ania będzie nosic nasze nazwisko - będziemy wreszcie jedną rodziną. Ale....., czułam się jak pies. Jak mozna sprzedać własne dziecko za parę groszy alimentów???????!!!!!!!No właśnie - mimo, że przeciez przekazaliśmy Ani tę wiadomość bardzo ostrośnie i delikatnie, mówiąc, że "tamten" zrobił to dla Niej i dla Jej dobra, dziecko, widziałam to, było zawiedzione nie mniej ode mnie. A teraz ma juz tyle lat, że rozumie o wiele, wiele więcej. I całkiem niedawno wyrzuciła z siebie, że ma do mnie pretensje, że nie mówiłam Jej prawdy, tylko karmiłam bajeczkami o tatusiu, którego tak naprawdę nigdy, przed Darkiem, nie miała. Dzięki Bogu, Darka bardzo kocha, uważa za jedynego prawdziwego tatę, ale ciężko mi na duszy, że musiała drogo tę miłość okupić. To wszystko, jak chcesz napisz do mnie na priva.Pozdrawiam Gosia
      • Gość edziecko: dorka2 Re: serdecznie witam i proszę o radę IP: *.* 13.02.02, 12:34
        no i właśnie to mnie przeraża. Dlaczego faceci są właśnie tacy. Sami nie wiedzą czego chcą. Najpierw wielce się poczuwają a potem wygadują i robią różne głupstwa. No i jak im można dać szansę? Czy jest może na tym forum ktoś kto dał szansę i tego nie żałuje i wszystko dobrze się ułożyło. Obawiam się że nie. Bardzo to przykre...Wiem że to jest bardziej skomplikowane, że to ich psychika i inne spojrzenie na wiele spraw, ale jak można ranić swoje dziecko...Naprawdę nie jestem żadną feministką i uważam się za osobę tolerancyjną i wiem że do powołania dziecka do życia potrzeba dwóch osób i ja też jestem odpowiedzialna za to że właśnie w moim życiu pojawi się istotka i nie będzie mieć pełnej rodzinki i że mogłam to przewidzieć będąc z gościem tyle lat, ale to na kobietę właśnie spada cały ciężar obowiązków zarówno tych prozaicznych jak i emocjonalnych dziecka. Facet to przeżywa na swój sposób, ale zazwyczaj jego czyny są zupełnie odwrotne. Dzięki Gosiu za Twoją historię i strasznie sie cieszę, że takie przykłady jak Twój napełniają mnie optymizmem że nigdy nie jest za pozno i można spotkać jeszcze kogoś kto pokocha mnie i moje dziecko. P.S. a propo władzy rodzicielskiej-czy jeżeli ojciec uzna dziecko, nazwisko dziecko ma moje i wychodzę za mąż to czy dziecko automatycznie przyjmuje nazwisko mojego męża i czy wymagana jest wtedy zgoda biologicznego ojca na przysposobienie dziecka?może ktoś wie?
        • Gość edziecko: stynka Re: serdecznie witam i proszę o radę IP: *.* 13.02.02, 20:00
          Z tego, co wiem, dziecko nazwiska nie zmienia. Musi zostać formalnie adoptowane. Nie wiem jednak, czy jakieś zgody ojca biologicznego są konieczne.Justyna
        • Gość edziecko: ruda Re: serdecznie witam i proszę o radę IP: *.* 14.02.02, 09:00
          Nie można przysposobić dziecka bez zgody dotychczasowego ojca, tzn on musi wyrazić zgodę na to lub być pozbawiony władzy rodzicielskiej przez sąd. W przypadku gdy dziecko zostanie uznane i będzie nosić nazwisko matki ojcu i tak przysługuje pełna władza rodzicielska, dopóki nie zostanie mu to ograniczone lub nie zostanie jej pozbawiony. Z tego co wiem przy rozwodzie prawie automatem sądy ograniczają władzę rodzicielską rodzicowi nie sprawującemu bezpośredniej pieczy nad dzieckiem, bo utrudniałoby to życie dziecka w przypadku kłótni rodziców o wszystkie jego sprawy. Natomiast nie ma takiego emtalnego uzasadnienia w przypadku uznania dziecka, bowiem ktoś może nie chcieć ślubu i razem wychowywać dziecko (np ja mam tylko slub kościelny, wiec moje dziecko musiałoby być uznane jako pozamałżeńskie choćby się urodziło po ślubie - a akurat urodziło się przed). Więc jeśli ojciec uznaje dziecko ma pełnię "praw" do niego.Sama zdecyduj, co lepsze. aha, oczywiście bez uznania dziecka nie ma alimentów.ruda kasia
    • Gość edziecko: dorka2 Re: serdecznie witam i proszę o radę IP: *.* 14.02.02, 10:24
      no tak. z prawnego punktu widzenia to uznanie dziecka daje te same skutki co zawarcie małżeństwa. Reasumując albo alimenty i władza rodzicielska albo nic. I bądz tu mądry i ogarnij to wszystko biorąc pod uwagę dobro dziecko. Ale tak właściwie to jak ojciec kocha swoje dziecko to uznanie czy nie nie powinno mu w tym przeszkodzić. Na jakieś astronomiczne alimenty nie mam co liczyć znając sytuację Tatusia pozostaje tylko ........no właśnie sama muszę zdecydować. Ale narazie skupiam się na moim maluszku który wkrótce się pojawi i zawładnie mną do reszty i wtedy to już nic nie będzie ważne. Zaczynam bać się porodu no i mimo wszystko jakaś zadra w sercu się odzywa że nie mogę się cieszyć tym wszystkim z osobą która przyczyniła się do poczęcia tego mojego szczęścia. Cóż nie można mieć wszystkiego....Ale myślę, że Wy macie bądz miałyście podobne odczucia i jakoś się ułożyło. Dzięki za rady i że jesteście....wszystkie wspaniałe Kobietki no i mnóstwo miłości z okazji Walentynek(osobiście nie lubię tego święta ale może coś się zmieni, kto wiesmile)). Pozdr.Dorka
    • Gość edziecko: Ania_mama_2Budrysow Re: bywaja tacy co dotrzymuja slowa IP: *.* 14.02.02, 15:57
      WitajciePadlo w tym temacie pytanie czy bywaja faceci, którzy dotrzymuja slowa. Z cala pewnościa moge powiedziec, ze tak.Otorz jestem juz 5 lat po rozwodzie i moj Byly Maz regolarnie co tydzien zabiera chlopcow do siebie na cala dobe oraz 2 razy w roku na wakacje. Nigdy nie bylo problemu z alimentami, dzieci otrzymuja od Niego prezenty rowniez praktyczne(odziez, obuwie).A co do tego czy masz droga Dorko wyrzucic ojca swego dziecka poza nawias swojego zycia czy tez dla dobra dziecka pozwolic Mu byc ojcem to pamietaj o jednym BOL PO ROZSTANIU TRWA ZWYKLE OKOLO 2 LAT i jesli zdrowo podejdziesz do tematu to zapewniam Cie ze te 2 lata bedzie ten facet epizodem w Twoim zyciu, a moze sie okazac nie najgorszym ojcem.W/g mnie to ze nie wziol z Toba slubu jednak przemawia na jego korzysc(mial odwage byc uczciwy).Wiec moze bedzie potrafil tez byc ODPOWIEDZIALNY.Co do nazwiska jesli to mozliwe prawnie dogadalabym sie z Nim zeby dziecko nosilo Twoje nazwisko.Niestety wiekszosc naszego srodowiska "pedagogicznego"(w przedszkolach i szkolach)traktuje dzieci samotnych matek jak najgorsza patologie.Zycze Ci niespozytych sil bo beda Ci teraz potrzebne.Pamietaj ze pomoc ojca dziecka nie jest dla Ciebie a dla Twojego dziecka, im ona wieksza tym wieksza korzysc dla Twojego dziecka.Jest takie przyslowie" Boze daj mi sile bym zmienial co zmienic potrafie, cierpliwosc bym zniosl czego zmienic nie potrafie, madrosc bym odroznil jedno od drugiego"
    • Gość edziecko: Ewa-Monika Re: serdecznie witam i proszę o radę IP: *.* 15.02.02, 07:40
      Witaj Dorko.Zupelnie jakbym czytala o sobie! To niesamowite.Mam termin na 25 lutego, a wiec lada moment . Z ojcem dziecka, z ktorym tez bylam 8 lat, rozstalam sie w czwartym miesiacu ciazy. Przez pewien czas bylam rozzalona na caly swiat, kazalam mu spadac raz na zawsze i nic od niego nie chcialam, a on tez nie szukal ze mna kontaktu, bo zgrzytalam zebami na sam dzwiek jego glosu.Jednak powoli dochodzilam do siebie, a na dodatek poznalam kogos, kogo nie tylko nie zrazil fakt, ze jestem w ciazy, ale zaczal sie o mnie troszczyc jak prawdziwy partner.Zaczelam optymistyczniej patrzec na swiat i na moja sytuacje. Bylam (i nadal jestem) taka szczesliwa, ze moglam ludzkim glosem nareszcie rozmawiac z moim eks. I tu sie zaczal problem, bo jemu moje nowe wcielenie zaczelo sie jakby podobac. Wczesniej marzylam o tym, zeby uznal dziecko, ale teraz wole, zeby raczej tego nie robil. Nie chce byc od niego uzalezniona, pytac czy moge dziecku wyrobic paszport, zanrac za granice itp. Ale z drugiej strony nie mam prawa mu zabraniac byc ojem wlasnego dziecka. Mam nadzieje, ze po prostu uzna dziecko jakby sam dla siebie, ale oficjalnie da mi wolna reke w jego wychowywaniu i w ukladaniu sobie zycia.Boje sie, ze gdy bedzie jego ojcem na akcie urodzenia, moze w przyszlosci, z czystej meskiej urazonej dumy uniemozliwic mi np. wyjazd z dzieckiem za granice (moj przyjaciel mieszka w Stanach). Dlatego na razie czekam po prostu na to co sam postanowi. Staram sie nie naciskac, bo to moze przyniesc odwrotny skutek.Inna sprawy sa alimenty, ktore moga sie kiedys przydac. Na szczescie na razie jestem w takiej sytuacji, ze nie potrzebuje jego wsparcia, ale przeciez nigdy sie nie wie, czy kiedys taka potrzeba nie zaistnieje. No ale tu niestety trzeba wybrac co jest dla ciebie najlepsze: wolnosc, ale brak mozliwosci ubiegania sie o alimenty, czy pewne pieniadze ale i olbrzymie ograniczenia zwiazane z wychowywaniem dziecka.Co do kontaktu z dzieckiem - nie zamierzam mu go ograniczac. Jest w gruncie rzeczy wspanialym czlowiekiem, a to ze nam nie wyszlo, nie znaczy ze nie kochalby dziecka. Nie pozwole mu natomiast wtracac sie w moje zycie, gdyz moze odniesc mylne wrazenie, ze fakt posiadania ze mna dziecka upowaznia go do tego.Wlasciwie nic ci nie poradzilam, bo to bardzo delikatna sytuacja. Musisz jedynie pogodzic sie, ze sie rozstaliscie i skupic na tym co najlepsze dla ciebie i dziecka. Jezeli potrzebujesz kasy - walcz o alimenty i uznanie dziecka. Jesli chodzi ci o to, zeby dziecko mialo ojca - nie zmusisz go na sile do kontaktow, jesli nie bedzie chcial, a najprawdopodobniej znajdziesz dla malego czy malej lepszego tatusia w przyszlosci. Mozesz zrobic jedynie to co ja: pozwolic swojemu bylemu samemmu zadecydowac. Miejmy nadzieje, ze jego decyzja bedzie zgodna z twoimi zyczeniami.Pozdrawiam cie serdecznie i zycze powodzeniaEwa
    • Gość edziecko: dorka2 bywają tacy ale jakby się zachowali na naszym miejscu?do Ani i Ewy IP: *.* 15.02.02, 10:52
      tak się cieszę,że istnieje takie forum jak to, oczywiście szkoda że tyle ludzi się rozstaje i dzieciaczki zostają w jakiś sposób pokrzywdzone. Podejrzewam Ewa że nie tylko nasze historie są podobne i że pare takich przykładów by się jeszcze znalazło. Widzę też, że bardzo podobnie rozpatrujemy problem "Tatusia" ale ja sie tak zastanawiam czy gdyby role się odwróciły oni również byliby w stanie rozpatrywać te wszystkie wątpliwości w podobny sposób. Podejrzewam że nie zostawiliby nam za dużego wyboru...Bardzo dobrze myślę, że znalazłaś przyjaciela, wiem że to bardzo pomaga w takich chwilach bo nie skupiasz się całkowicie na tym co się stało i z dystansem możesz traktować osobę z którą byłaś. Ale nie zawsze tak się dzieje...25 luty to już niedługo ja mam termin na 12 kwietnia. Trzymam kciuki i pozdrawiam dzidziusiasmile)Aniu myslę że jeszcze wiele przede mną i mimo że wydaje mi się że jestem silna i że on mnie nie rusza, to będę potrzebować dużo cierpliwości, samozaparcia i siły...i że te dwa lata o których piszesz śmigną trochę szybciejsmile) A jeżeli chodzi o to czy dobrze zrobił, że odmówił ślubu i że był uczciwy-to myślę że to nie jest tak do końca. Byliśmy jakiś czas razem i liczył się z tym że kiedyś trzeba to w jakiś sposób rozegrać tym bardziej jeżeli pojawia się dziecko które diametralnie zmienia sytuację. A poczucie bezpieczeństwa i jakaś stabilizacja należy się jak najbardziej osobie która przez 9 miesięcy nosi to dziecko pod sercem. Huśtawka nastrojów związana z ciążą + niezdecydowany on + miał być ślub i go nie ma + odwoływanie gości, sukienki w pojedynkę to nie najlepsze dla psychiki matki i dziecka. Ja muszę być odpowiedzialna, silna i zdrowa a on zdobywa się na to żeby być szczery... Ale naprawdę teraz już wiem że dobrze się stało...Pzdr, Dorka
      • Gość edziecko: Ania_mama_2Budrysow Re: bywają tacy ale jakby się zachowali na naszym miejscu?do Ani i Ewy IP: *.* 15.02.02, 12:01
        dorka napisała/ł: Ja muszę być odpowiedzialna, silna i zdrowa a on zdobywa się na to żeby być szczery... Ale naprawdę teraz już wiem że dobrze się stało...I wlasnie o to ostatnie twoje zdanie mi chodzilo.Napisze ci po krotce jak wygladala historia mojego malzenstwa zawartego wlasnie z powodu ciazy.Zaszlam w ciaze i oczywiscie ojciec dziecka zadal usuniecia ciazy.Nie usunelam wiec sie ze mna ozenil gdy bylam w 7 miesiacu ciazy.przez pierwsze 2 lata pracowal o 250 km ode mnie i dziecka.Potem jak mu znalazlam duzo lepiej platna prace na miejscy przeprowadzil sie do nas. I zaczol sie horror. Przez 2 lata regolarnie znecal sie nade mna psychicznie i czasmi fizycznie za to ze mu zlamalam zycie. W koncu zdobylam sie na odwage i go wywalilam z mojego mieszkania(zostalam z 2 malenkich dzieci 4 i 2 latka i bez pracy)a po roku dostalam rozwod.Na prawde wolala bym zeby byl uczciwy i powiedzial ze nie wyobraza sobie zycia ze mna. Mialabym 1 dziecko i bylo by mi latwiej(mlodszy syn jest przewlekle choory).Musze tu podkreslic ze ojcem zawsze byl na prawde porzadnym,ze jego agresja zawsze dotyczyla tylko mojej osoby nigdy dzieci.Dlatego choc uwazam ze ojciec Twojego dziecka postapil zle jednak byc moze zaoszczedzil tym Tobie i dzieku wielu cierpien. I jeszcze jedno, gdyby nawet sie z Toba ozenil to i tak na 90% skonczylo by sie to rozwodem.Ja zyje w/g zasady lepsza najgorsza prawda ale prawda.Ale pamietaj ze kazdy punkt widzenia jest bardzo subiektywny.Kazdy czlowiek odbiera swiat przez pryzmat swoich doswiadczen, a nasze tutaj rady moga Ci pomoc, ale moga i zaszkodzic.To Ty i tylko Ty mozesz wybrac to co dla Ciebie bedzie najlepsze.A forym potraktuj jako miejsce do nabrania sil i odwagi.Trzymaj sie cieplutko.
        • Gość edziecko: dorka2 Re: bywają tacy ale jakby się zachowali na naszym miejscu?do Ani i Ewy IP: *.* 15.02.02, 12:34
          Dzięki Aniusmilewiem że wybór i co mam dalej robić należą do mnie i nie potrafię jeszcze zrozumieć wielu rzeczy np. jak można kochać swoje dzieci i czuć niechęć do osoby która te dzieci rodzi, ale pewnie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Myślę, że wiara w siebie czyni cuda i podziwiam Cię że tak dzielnie zniosłaś to wszystko ale pewnie miłość Twoich synków rekompensuje wszystkie złe chwile. Dorka
Pełna wersja