biedronka1798
23.11.06, 21:49
Sprawa nie długo a ja?Zaczełam się cholernie bać.Był wczoraj u mnie i dał mi
do zrozumienia ze jest pewien swojej wygranej...Tak dla przypomnienia tuz
przed sprawą zmieniłam zdanie i zażądałam rozwodu z jego winy...Powiedział mi
ze skoro taka jest moja decyzja to zobaczymy,czy dobrze na niej
wyjdę..itd.Widzę ze coś kombinuje,ten jego usmiech go zdradzał...Boję się ze
bedzie kłamał,ja osobiscie nie amm sobie nic do zarzucenia,jesli chodzi o
nasze małzenstwo,walczyłam z jego kochanką do konca aby przy nas
został,dbałam o dom,dziecko, o niego,i pracowałam, czyli to co wiekszosc zon
robi,ale widocznie to było za mało.Znam go i wiem ze jest zawistny jak ma
okazje sie odegrac to sie odegra,widziałam ta wsciekłość w jego oczach za to
ze zmieniłam zdanie..bo nie tak sobie to zaplanował...zawsze tylko
straszyłam ..a teraz odważyłam się zrobić to..Boje się, naprawde sie
boję...kiedys straszył mnie ze mnie zniszczy...moze własnie zaczął?Co będzie
jak wezmie adwokata, ja niestety nie dam rady bo jestem od miesiaca na
zwolnieniu,mój budzet ucierpiał na tym i to bardzo...mam zaskórniaki, ale to
są moje pieniadze za moje utracone zdrowie..i chce je przeznaczyć na
studia,więc napewno ich nie ruszę.Główna moją bronia jest niebieska karta,i
to ze zostawił mnie w chorobie, wtedy kiedy bardzo potrzebowałam jego
pomocy.Pare dni przed rozprawą zaczne juz pewnie tabletki jesc,jestem
straszna panikara i boje sie zeby to mnie nie zgubiło...Pozdrawiam was
serdecznie