Za 12 dni sprawa,a ja zaczynam sie bać....

23.11.06, 21:49
Sprawa nie długo a ja?Zaczełam się cholernie bać.Był wczoraj u mnie i dał mi
do zrozumienia ze jest pewien swojej wygranej...Tak dla przypomnienia tuz
przed sprawą zmieniłam zdanie i zażądałam rozwodu z jego winy...Powiedział mi
ze skoro taka jest moja decyzja to zobaczymy,czy dobrze na niej
wyjdę..itd.Widzę ze coś kombinuje,ten jego usmiech go zdradzał...Boję się ze
bedzie kłamał,ja osobiscie nie amm sobie nic do zarzucenia,jesli chodzi o
nasze małzenstwo,walczyłam z jego kochanką do konca aby przy nas
został,dbałam o dom,dziecko, o niego,i pracowałam, czyli to co wiekszosc zon
robi,ale widocznie to było za mało.Znam go i wiem ze jest zawistny jak ma
okazje sie odegrac to sie odegra,widziałam ta wsciekłość w jego oczach za to
ze zmieniłam zdanie..bo nie tak sobie to zaplanował...zawsze tylko
straszyłam ..a teraz odważyłam się zrobić to..Boje się, naprawde sie
boję...kiedys straszył mnie ze mnie zniszczy...moze własnie zaczął?Co będzie
jak wezmie adwokata, ja niestety nie dam rady bo jestem od miesiaca na
zwolnieniu,mój budzet ucierpiał na tym i to bardzo...mam zaskórniaki, ale to
są moje pieniadze za moje utracone zdrowie..i chce je przeznaczyć na
studia,więc napewno ich nie ruszę.Główna moją bronia jest niebieska karta,i
to ze zostawił mnie w chorobie, wtedy kiedy bardzo potrzebowałam jego
pomocy.Pare dni przed rozprawą zaczne juz pewnie tabletki jesc,jestem
straszna panikara i boje sie zeby to mnie nie zgubiło...Pozdrawiam was
serdecznie
    • onyx22 Re: Za 12 dni sprawa,a ja zaczynam sie bać.... 24.11.06, 22:17
      Biedronka, wiem co czujeszsad

      Znam to osobiscie, tylko ze mój eks dawał do zrozumienia sms-ami... nie dałam
      się na sprawie rozwodowej. Chciał zwalic wine na mnie, fakt zobaczył mnie z
      adwokatem odrazu zmienił zdanie... ja mogłam udowodnic ze to jego wina, ze to
      on odszedł,ze zostawił mnie dla młodszej ( sama mam 22 lata ,on 29)

      Postaraj sobie wszytsko poukładac, spisac na kartce, a najlepiej wez dyktafon
      na sprawe, skrupulatnie ułuz go w torebce, o ile wiem zawsze mozna sie odwołać,
      wiec bedziesz miała nagrane wszystko co mówił.
      Notuj co zeznaje, to równiez sie przydaje ( ja mam takie notatki ze swojej
      sprawy)

      Co jescze mogę Ci poradzić... nie stresuj się, wiem łatwo powiedziec, ale to
      nie pomoze a wrecz zaszodzi.

      Trzymam kciuki gorąco!! jakbys miała pytania to pisz na e-mail.

      POMOGE CHETNIE!

      BUŹKA!
      • pati_76 biedroneczko kochana 27.11.06, 14:00
        to co opisujesz , zachowanie exa to standart
        mój zachowywał sie identycznie
        jego zachowanie wskazuje na jego bezradność i strach
        to on ma się bać a nie Ty
        więc posłuchaj mnie uważnie: nie rezygnuj bo wiem z własnego doświadczenia , że
        człowiek ze strachu zaczyna wątpić w słusznośc swoich decyzji
        Ja myslałam , że wszystko przegram, że może po dobroci lepiej
        Teraz zaczynam wygrywać
        1. wywalczyłam bardzo wysokie alimenty
        2. Dostałam z Sądu Apelacyjnego postanowienie o tym ze mój ex nie może
        mieszkac w domu, chociaż dom jest również jego własnością
        to wszystko jest strasznie stresujące ale pomysl czy ex o Tobie myślał jak Cie
        zdradzał lub krzywdził i nie daj sie zwiesc obietnicom
    • pati_76 Re: biedroneczko kochana 27.11.06, 14:06
      no i jeśli chcesz rady lub wsparcia duchowego to mozesz pisac na gg 4209511 lub
      mail montia-76@tlen.pl
    • iludien Re: Za 12 dni sprawa,a ja zaczynam sie bać.... 27.11.06, 21:20
      >kiedys straszył mnie ze mnie zniszczy...

      mnie też (nie Twój, ale mój oczywiście smile
      i co? i nic.
      nie pokazuj że się boisz, chociaż to trudne.

      jak poradziła mi przyjaciółka powtarzaj sobie jak mantrę:
      "lestem zaj....cie wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora"
      to działa wink

      trzymaj się.
    • katerina77 Re: Za 12 dni sprawa,a ja zaczynam sie bać.... 27.11.06, 22:11
      A dlaczego zmienilas zdanie i chcesz orzekania o winie? Sprawa bedzie ciagnac
      np. przez rok, rozprawy mniej wiecej co miesiac,swiadkowie, Twoja i jego
      rodzina, przyjaciele, listy, dyktafony, zdjecia, sms , cuda. Pranie brudow,
      znienawidzenie sie do konca i przede wszystkim przezywanie tego wszystkiego od
      nowa. Tabletki uspokajajace, bezsenne noce, nerwica. Jezeli pragniesz tylko i
      wylacznie moralnej satysfakcji w postaci wyroku z jego winy, a nie bedziesz
      potrafila sie od tego zdystansowac ( a osobiscie bardzo watpie), to pytanie czy
      warto. Chyba ze chodzi o to, zeby przezyc, nie wiem, jakies oczyszczenie? ( sa
      na to lepsze sposoby) Jezeli chodzi o alimenty na swoja rzecz wobec jego
      wylacznej winy to nie wiem, jaka jest sytuacja, ale tu rowniez bym sie
      zastanowila czy nie miec kilka stow mniej a byc zdrowszą, a to jest bezcenne.
    • biedronka1798 Re: Za 12 dni sprawa,a ja zaczynam sie bać.... 27.11.06, 22:49
      Dzieki dziewczyny za wsparcie...
      chciałam sie ustosunkowac do odpowiedzi Kateriny77....otóż zmieniłam zdanie bo
      miałam ku temu powazny powód...otóż nie wiem czy zrozumiesz napisze w
      skrócie..mąż mnie cały czas oszukiwał ze nikogo nie ma itd..tym samym miałam
      nadzieje ze jakos sie miedzy nami ułozy chocby po rozwodzie (nie mówie o
      powrocie oczywiscie!!)ale któregos razu napatoczylam sie na nich...i nie chce
      opowiadac jak było..ale mąż zachował sie jak ostatni kretyn..a ona? cóż wielka
      dama która rozwaliła mi małzenstwo uderzyła mnie w twarz..dlaczego? bo
      usłyszała prawde..przeciez to była parwda..Więc nie wiem jak Ty bys tu
      postapiła ale ja powiedziałam ze nikt mnie nie bedzie w zyciu więcej bił..I nie
      dla tego zmieniłam zdanie zeby miec satysfakcje (choc to tez) ale zeby pokazac
      i jemu i jej ze przestaje sie ich bac..ze kim oni są zeby tak mnie traktowac
      (ona rozpuszcza niesamowite ploty na mój temat)Obiecałam sobie ze nie dam mu
      wiecej satysfakci z :jeżdżenia" po mnie..A po drugie zdrowia niestety nie mam
      bo w najgorszym przypadku grozi mi niestety...nawet nie chce pisac, ale męzowi
      nie przeszkadzało zdradzanie mnie w czsie kiedy ja po wypadku lezałam w domu
      czy w szpitalu.dlatego jezeli zajdzie potrzeba,dlaczego nie miec tych pare
      stówek,jak sama nie dam rady zarobic??.Więc nadal uważasz ze zle robie...Bo ja
      od wczoraj mam pewnosc ze to najlepsza decyzja w moim zyciu..pozdrawiam
      • pati_76 Re: Za 12 dni sprawa,a ja zaczynam sie bać.... 28.11.06, 14:08
        Biedroneczko powiem Ci , że musisz przygotować się na długi proces , ale jeśli
        nie będziesz miała już sił to normalnie zrezygnujesz z orzekania winy
        Ale moja dobra rada jeśli jest tak jak piszesz z Twoim zdrowiem to dziewczyno
        nie masz innego wyboru jak orzekanie o winie , bo naprawde w życiu jest różnie
        może będziesz musiała wykorzystać fakt , że on musi Ci płacić alimenty na
        Ciebie, ale może być tak , że ich nie będziesz potrzebowała-wtedy nie
        wykorzystasz swojego prawa
        Ale ważne , że będziesz miała świadomość , że należą Ci się do końca życia od
        momentu kiedy wygrasz z jego winy
        Aha i jeszcze jedno juz możesz wystąpić o zabezpieczenie alimentów na siebie,
        jak również na dziecko, bez względu na to czy pracujesz czy nie
        W każdym razie jak będziesz miała chwile słabości to pisz do mnie ,( w
        poprzedniej wypoweidzi podałam namiary) poradzimy sobie z tym
        Trzymam kciuki mocno bardzo
        i wiesz co naprawdę pokażesz im że się ich nie boisz , będziesz miała
        satysfakcję niesamowitą
        mój ex przez półtora roku trwania procesu kozaczył a teraz jest nikim , widzę
        pokorę na jego twarzy i laska od niego uciekła (a taka to była wielka miłość)
        no i zaczyna być skurczybyk bardzo miły, zaczął mnie szanować
        ale niestety za późno
        pozdrawiam
        • katerina77 Re: Za 12 dni sprawa,a ja zaczynam sie bać.... 29.11.06, 00:20
          >Ale ważne , że będziesz miała świadomość , że należą Ci się do końca życia od
          > momentu kiedy wygrasz z jego winy

          A ja myślę, że równie ważne jest, abyś miała świadomość,że nie jest tak, ze
          panie, ktore sie rozwiodly, znaja sie na przepisach.Bo akurat jest tak, że
          obowiązek alimentacyjny pomiedzy byłymi małżonkami może istnieć w wypadku, gdy:
          - zapadł wyrok rozwodowy bez orzekania o winie;
          - alimentów dochodzi małżonek niewinny od wyłącznie winnego;
          - rozwód orzeczono z winy obu stron.
          no i jeszcze takie okolicznosci jak niedostatek, pogorszenie sytuacji zyciowej
          i ograniczenia co do czasu rowniez istnieją. A porady prawne w kazdym wiekszym
          miescie w Polsce mozna znalezc za darmo-tak,tak- moze warto skorzystac, a nie
          dowiadywac sie cos piąte przez dziesiąte. Buziaczki.

    • katerina77 Re: Za 12 dni sprawa,a ja zaczynam sie bać.... 27.11.06, 23:42
      Ja Ciebie rozumiem, ze chcesz im cos pokazac i ze chcesz powiedziec w sadzie,
      ze to on byl co najmniej nie w porzadku, tylko to, ze on przegra te sprawe, nie
      spowoduje, ze zmieni sie jego i jego laski chamski do Ciebie stosunek. Nie licz
      na to, ze tam go nauczysz pokory i przyzwoitosci. To zadna sztuka zajechac sie
      psychicznie, a szybko sie przekonasz o czym mowie, jak zaczniecie sie szarpac w
      sadzie. Ale jezeli chcesz sie tłuc w procesie, to pamietaj o zdrowym dystansie.
      A co do alimentow na siebie to na prawde warto isc po fachowa porade , w ogole
      co do calego procesu, a bedziesz sie pewniej czula. Trzymaj sie i nie daj
      sie !
      • pati_76 Re: Za 12 dni sprawa,a ja zaczynam sie bać.... 30.11.06, 12:20
        biedroneczko pamiętaj , że jest tu dużo osób które nie dały rady doprowadzic
        rozwodu z winy męża do końca i teraz radza to Tobie: to była ich decyzja:
        a to czy Ty chcesz walczyć to jest Twoja decyzja
        każdy człowiek jest inny, tak samo jak każdy rozwód jest inny
        mój mąż się zmienił , spokorniał, nawet mi powiedział w którym momencie
        popełnił błąd i że ja mu pomogłam zrozumieć co w życiu ważne , bo był czas , że
        sie zgubił
        powiedziałam mu , że każdy popełnia błędy - ludzka rzecz
        ale niestety nigdy nie będziemy już razem, bo błędy mogą odnieśc nieodwracalny
        skutek
        wiem , że masz mnóstwo wątpliwości , ja tez je miałam nawet rok od momentu
        rozpoczęcia rozwodu a dziś jestem bardzo zadowolona, że był przy mnie ktoś (i
        jest nadal- bliska znajoma)kto mi pomógł nie zrezygnować
        a Ty biedronko masz taka a nie inną sytuację, że na Twoim miejscu bym nie
        rezygnowała
        a jeśli chodzi o wypowiedź Pani wyżej Kateriny77 to chciałam Pani powiedzieć,
        że oczywiście alimenty na siebie mozna dostać nawet mając rozwód beż orzekania
        z winy; w szczególnych przypadkach (np. choroba)
        Ale wiem tez z doświadczenia (dot. to mamy mojej przyjaciółki), że jest to
        trudne do wyegzekwowania
        A tak rozwód z winy męża gwarantuje Ci , że jeśli będzie taka potrzeba to
        najzwyczajniej w świecie składasz wniosek o alimenty na siebie i już
        a tak (jeśli nie będzie winy męża)będziesz musiała udowadniac , że jest to
        szczególna sytuacja,
        Pozdrawiam
Pełna wersja