Pierwsza rozmowa o "tatusiu"...

IP: *.* 29.04.02, 08:27
... nastąpiła u nas wczoraj wieczorem. Sprowodkowała ją bardzo delikatnie Marysia. Ryczę cały ranek... W sobotę byłyśmy na urodzinach gdzie było, aż czterech dwulatków oczywiście wszyscy z mamą i tatą. Ojcowie - młodzi, zaangażowani, dowcipni...Marysia postanowiła mi powiedzieć, że obok mamy jest również taki fajny Pan "tata". Spytałam czy tęskni za tatą, czy chce mieć tatę: TAK - odpowiadała szeptem lecz zdecydowanie,przytulana do mnie (leżałyśmy razem przed snem) oczy miała zamkniete.Powiedziałam jej, że ona również ma tatę, ale on nie chce się z nami widywać. Marysia spytała: "pszijedzie...?"Nie odtworzę całej rozmowy bo mnie zatyka i nie mogę pisać...Mówia do mnie takim głosikiem...początkowo niepewnie, wstydliwie, jakby mówiła o czymś zakazanym.Przeprowadziłam pierwszą glęboką, poważną rozmowę z moim dwuletnim dzieckiem, które tak dużo wie, czuje tylko nie wie jak nam o tym powiedzieć...Boże nie wiedziałam, że to będzie takie trudne!!!!!!Mam ochotę wyć i krzyczeć...skrzynia
    • Gość edziecko: Gosia26 Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 29.04.02, 14:10
      Kurcze skrzynia,mnie tez zatyka :(Czemu dzieci tak sa doswiadczane? Dzieci lubia byc podobne do innych dzieci, a tu brakuje czegos co inne dzieci maja taty.... Razem ze swoimi dziewczynkami odbieram nasza sasiadeczke- tez bez taty. Jej mama jest cudowna babka i jej coreczka jest bardzo szczesliwa z mama, ale zawsze niezrecznie czuje sie gdy pojawia sie "nasz" tata, kiedy widzi jak maluchy wdrapuja sie na niego, jak on przytula mnie. Kiedys powiedziala mi ze zal jej mamy, bo ona nie ma takiego kogos do kochania- tak dorosle to powiedziala. Powiedzialam jej ze ma ja,a ona no tak ale ja kiedys odejde. Szczeka mi opadla. I co ja jej mialam powiedziec- ze jej mama jest wspaniala osoba ktora znajdzie sobie kogos do kochania? Ze odeszla od taty wlasnie dlatego ze nie byl tym "kims" do kochania?
    • Gość edziecko: Ika Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 29.04.02, 19:54
      Rety, Skrzynia.... sama się poryczałam :( A jak pomyślę, że i mnie to czeka... Że Oskarek kiedyś zapyta mnie o to samo... Zapyta bez względu na to, jak się wszystko dalej potoczy, bo przecież nawet jeśli się zdecyduję ułożyć sobie z kimś życie, to kiedyś zapyta o biologicznego tatę... I nie wiem, czy będę w stanie tak mądrze z nim porozmawiać, jak Ty z Marysią... Chyba, że słowa przyjdą same...Trzymajcie się jakoś, dziewczyny, Marysia ma super mamę i to jest najważniejsze!BuziakiI.& O.
    • Gość edziecko: Bożena Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 30.04.02, 08:25
      Dzięki za wsparcie, kochane wszystkie moje kobietki :)Dzisiaj już dużo, dużo lepiej.Wczoraj poryczałam sobie cały ranek, pogadałam z wieloma osobami, przyjaciółkami.I jest dobrze - musze teraz częściej rozmawiać na ten temat z córeczką i jakoś sobie razem poradzimy.Dzisiaj jestem szczęśliwa - słońce , błękit nieba i od jutra ...PIĘĆ DNI W SZCZAWNICY i łażenie po górkach itp...Pozdrawiam Was serdecznie i napisze jak było na krótkim urlopie :) :hello:
    • Gość edziecko: K88 Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 30.04.02, 21:11
      Witam Cię Bożenko serdecznie...Nie wiem co Ci napisać...Wiedz tylko, że bardzo Ci współczuję... ... i też z wielkim stresem wyczekuję tego momentu kiedy to Pawełek zapyta mnie o ojca...JEST TO CHYBA NAJGORSZY KOSZMAR DLA NAS (Samotnych Mumuś)Śni mi sie ten moment po nocach...Dlatego teraz jedynie mogę wyobraźić sobie co czujesz...TRZYMAJ SIĘ DZIELNIE !!!!!!!!!!!MYŚLIMY BARDZO O WAS I TĘSKNIMY!!!!!!!!Pa, paKasia
    • Gość edziecko: Gosia1 Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 01.05.02, 20:51
      Bożenko, tak mi przykro........ Wiem co czujesz, bo sama odbyłam kiedyś podobną rozmowę. Tyle, że ja nie byłam taką mądrą matką, jak Ty. Ja oszukałam moją córeczkę. Powiedziałam, że "tatuś" Ją kocha, że tęskni, że chciałby bardzo Ją odwiedzić, ale nie może, bo wyjechał.....itp bzdury. Dziecko uwierzyło i było bardzo szczęśliwe. Przez krótki czas. Bo kłamstwo ma krótkie nogi, bardzo krótkie. Pamiętam, jak Anulka miała 2,5 roczku, "spermodawca" przyjechał "odwiedzić" Ją. Stanęła tak w przedpokoju i wpatrywała się w niego jak zaklęta. Prawie mu nogi podcięłam, aby przy Niej kucnął. A Ona - z oczkami pełnymi łez - zapytała: ty jesteś mój tatuś? Kiedy kiwnął głową, przytuliła się do drania i zawołała: tatusiu, ja tak tęskniłam za tobą! Na pewno wiesz co czułam. Boże wszechmogący, wszystko bym mu wybaczyła. Wszystko, gdyby tylko kochał to dziecko. I gdyby okazał Jej choć ociupinkę czułości. A on wszedł do pokoju i zaczął się ze mną kłócić o alimenty! Anuli nie poświęcił już ani minuty. A potem, jak wyszłam za Darka, poszedł do sądu i zrzekł się Jej, oddał Ją jak psa. Powiedział, że nie chce już być ojcem....... Wiem, w sumie powinnam dziękować Bogu. Ale czasem, nawet jeszcze teraz, po tylu latach, rośnie mi takie coś w gardle. Jak można tak odtrącić własne dziecko???? Długo jeszcze pokutowało moje kłamstwo. Musiałam bardzo delikatnie tłumaczyć Ani, że nie było tak różowo, że dopiero ten tatuś kocha Ją ponad wszystko. Że dba, że boi się, i cieszy, bo ma z kogo. Bożenko, ta prawda, którą powiedziałaś córeczce, rani, ale jest jedyną, jaką możesz powiedzieć dziecku. Nie załamuj się. Jestem pewna, że i dla Was zaświeci słoneczko. I nie chodzi mi bynajmniej o to, że spotkacie kogoś, ale że odnajdziecie sens w istnieniu po prostu - dla siebie. Twoje dziecko jest dla Ciebie największym skarbem. I to, że jesteście zdrowe. Reszta przyjdzie sama. Życzę Wam tego z całego serca. Pozdrawiam cieplutko Gosia
      • Gość edziecko: Bożena Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 07.05.02, 10:15
        Gosiu znałam juz Twoją historie wcześniej.Niby się słyszy, czyta o takich historiach, ale jeżeli to dotknie nas samych reaguje się jakbyśmy były z tym problemem jedyne na świecie. Potem chwila reflekcji i przechodzi. Nikt takich zachowań nie potrafi zrozumieć, pojąć. Nawet faceci, którzy teraz są koło mnie dziwią się takim zachowaniom. Ale... samo życie. Dziękuje Wam bardzo za wsparcie i Tobie Gosiu i Tobie Ksiula. :)Poprzez tą rozmowę Marysia nie boi się wypowiedzieć słowo "tatuś". Idąc ulicą ostatnio nawet w Szczawnicy mówi: "Chopcik z tatuńkiem", a ja się spytałam czy chciałaby zobaczyć swojego tatę powiedziała tym razem : "Nie" . Pozdrawiam i całuje skrzynia :hello:
        • Gość edziecko: szwedka Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 09.05.02, 14:26
          Bożenko,Czy nie można wprowadzić do życia dziecka jakiegoś "mężczyzny", który mógłby czasem ponosić na barana, powygłupiać się. Dziadek, brat, dobry kolega?Wiem, że to nie to samo co "własny, osobisty" tatuś, ale może choć trochę mogłaby poznać "model" mężczyzny.Poza tym może nie ma też potrzeby ciągłego pytania o to, czy chce zobaczyć tatusia, drążyć tego temtu (to co pisałaś,jak zobaczyłyście na wyjeździe synka z tatą), ale nie wiem.Sama jestem "dzieckiem bez tatusia", widziałam go 2 razy w życiu, moi rodzice najpierw się rozwiedli, później ojciec umarł gdy miałam 6 lat, ale może moim kapitałem jest to, że cały czas miałm informację, że mnie kochał itd. (a tu jest totalne odrzucenie).Mimo wszystko, analizując moje relacje z mężczyznami i nawet teraz z moim mężem, dochodzę do wniosku, że cały czas tkwi we mnie takie poczucie, że mężczyźni odchodzą.Tak chyba już samotne dziewczynki mają - jeśli pierwszy, najważniejszy mężczyzna w życiu je zawiódł. Dodam jeszcze, że wychowywała mnie babcia, bo wolałam mieszkać z nią niż z mamą, mimo tego, że jej potrzebowałam, a Twoja cóeczka ma Ciebie i miejcie wielu przyjaciół (także mężczyzn, myślę, że to ważne), którzy będą Wam wierni.Ściskam mocno.
          • Gość edziecko: Bożena Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 09.05.02, 15:45
            Wiesz co jest najgorsze w tym wszystkim, że moja córcia jest pozbawiona męskiego towarzystwa.Ja równiez straciłam ojca mając lat 10, wychowywała nas matka, która nic od nikogo, nigdy nie potrzebowała. Stereotyp samowystarczalnej kobiety przeszedł na mnie. Brat przychodzi bardzo rzadko, Marysia ma tylko z najbliższej rodziny mnie i babcie. Dwa dni temu znowu pytała czy przyjdzie tatuś. I powiem Tobie i innym jeszcze coś - jestem po pierwszej poważnej rozmowie z ojcem Marysi (temat - "widywać dziecko, czy nie")przy okazji składania dokumentów o paszport Marysi. Zastanawia się. Zobaczymy w poniedziałek co wymyślił. :) Zaproponowałam wspólne spotkanie moje z nim i jego żoną (bez Marysi). "Biedak" strasznie cierpi z zaistniałej sytuacji bo prawdopodabnie z niespełnionej miłości do mnie i naszej córci nie może jej widywać bo serce by mu pękło, że nie tworzymy rodziny. " No cóż męszczyzna to tylko bezwiedne narzędzie w rękach kobiety-modliszki " :) Skrzynia
            • Gość edziecko: waga02 Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 10.05.02, 11:53
              Witaj Bożenko!Czytając Twój list zdałam sobie sprawę, ze mnie też to czeka. Mam nadzieję, że nie dam ponieść się emocjom i będę na tyle myślała racjonalnie, iż obecna nienawiść do ojca dziecka nie przysłoni mi zdrowego rozsądku. Mam nadzieję, że poradzę sobie z tym tak samo jak Ty. Trzymam za Ciebie kciuki.Japonka.
    • Gość edziecko: acha Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 24.05.02, 07:20
      dzieki dziewczyny za te posty....I mnie ta sytuacja, kiedy Weronika zapyta o niego sni sie po nocach w formie koszmaru...Co prawda ona ma tate, tate2 (ostatnio sama z siebie na podstawie obserwacji podworkowych zaczela do niego mowic "tato", a on jest w niebowzietysmile, ale przyjdzie ten dzien, gdy zapyta o swojego biologicznego ojca... Jeszcze nie wiem, jak to zrobie, na pewno delikatnie i na pewno powiem jej prawde...A wiecie jakie jest moja marzenie? Najwieksze na swiecie? Zeby on zrzekl sie praw rodzicielskich i zeby moj maz mogl adoptowac Weronike... Ale to nierealne... Chociaz od pol roku nie interesuje sie dzieckiem wogole (alimentow nie placi - ja ich nie chce), nawet nie zadzwoni, zeby o nia zapytac, jego duma nigdy mu na to nie pozwoli. Jego deklaracja byla jasna - "zrobie wszystko, zeby ci zycie zrujnowac"winkech, zycie....pozdr.acha
    • Gość edziecko: Bożena Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 24.05.02, 08:47
      Witam Was ponownie wszystkie :)Po spotkaniu z "ojcem" Marysi wiem, jestem pewna, że nie chce jej widywać. Ani słowem nie wsponiał o propozycji widywania dziecka, upokarzał się tylko przede mną (chyba o tym już gdzieś napisałam) i płakał nad swoim trudnym i biednym losem. Ani słowa o dziecku.A Marysia teraz prawie codziennie jak widzi ojca z dzieckiem pyta z uśmiechem na twarzy: "Tatuś pszijdzie?" już pewnie i głośno. Odpowiadamy jej za każdym razem, że nie przyjdzie, a potem pyta "-a Lulek przyjdzie, - przyjdzie Lulek, przyjdzie kochanie".Każdego dnia jest to równie trudne jakby to był ten pierwszy raz. Skrzynia.
      • Gość edziecko: gra Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 27.05.02, 07:05
        Bożenka , gula w gardle jest taka jak się to wszystko czyta , że trudno odpisaćale .... zobacz wczoraj był DZIEŃ MATKI i chociaż teraz na siłę się lansuje dzień ojca , dzień rodziny czy inne takie "nowomodne" pomysły to i tak każdy wie, kiedy jest właśnie ten dzień jedyny w roku 26 maja .....jakoś damy radę w końcu musimy dać sobie rade pozdrowienia serdeczne gra
      • Gość edziecko: as Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 28.05.02, 10:50
        Cześć,Dawno nie pisałam, ale cały czas czytam wszystkie posty. Skrzyniu, chciałam od razu pisać i pocieszać, powiedzieć, że będzie lepiej. Ale niestety nie mogę. Moja Jusia ma już 6 (skończy 7 - strasznie się złości jak mówię, że ma 6 lat). I daję słowo honoru, że jak rozmawiamy o jej ojcu to dzieje się to tak, jak za pierwszym razem. To strasznie trudne, boli wszystko i mnie i ją. Mimo, że Jusia wie, że tata nie przyjdzie i nie będzie z nami (nigdy nie był) to przechodzi wszystkie fale emocji - od żalu do nienawiści. A ja próbuję rozmawiać, żeby nie bolało... Za każdym razem rwę sobie serce na kawałki. Przez te wszystkie lata nauczyłam się jednego - nie kłamię. Bo niestety zaczęłam fatalnie te nasze rozmowy, powiedziałam, że tata wyjechał daleko, daleko do pracy! Dać mi po łbie to byłoby za mało wtedy. Jusieczek jeszcze nie mówił, ale jak ja wychodziłam do pracy to była rozpacz. I dopiero wtedy (na szczęście szybko) rozumiałam, że ona w tej małej główce wykombinowała, że jak mama wyjdzie "do pracy" to przecież zginie w jakiejś czarnej dziurze. Ona miała wtedy 1,5 roku, ale dała mi lekcję na resztę życia - o najgorszych nawet rzeczach trzeba mówić prawdę. I nawet jak przyznaję się przed nią do tego, że źle zrobiłam kochając kiedyś jej tatę to tylko przez chwilę boję się, że ona tego nie zrozumie. Rozumie wszystko i boi się mniej. Wie już teraz chyba, że ludzie popełniają błędy i potem starają się je naprawić tzn. jedni starają się od razu inni później, a jeszcze inni nie wiedzą wogóle, że popełnili błąd. No i płaczemy przy tym i przytulamy się... Takie sytuacje zdarzają się zawsze wtedy kiedy dzieje się coś w jej życiu np. we wrześniu jak zaczynało się przedszkole, albo jak jest jakieś święto i przychodzą tatusiowie do przedszkola, albo jak poruszy ją jakiś film... Nie umiem powiedzieć Ci Skrzyniu, że to minie, nie mogę poradzić Ci niczego innego. Ale może sama świadomość, że tak już będzie pomoże Ci przygotować się na takie rozmowy, takie chwile. Znalazłam się na tym forum właśnie dlatego, że czasem muszę usłyszeć coś od ludzi takich samych jak ja. To też pomaga - wiedzieć, że nie tylko ja na całej ziemi płaczę z takiego powodu. Trzymam kciuki, całuję was i jeśli masz ochotę to pisz do mnie na mój e-mail. Przepraszam, jeśli zasmuciłam Cię bardziej...
        • Gość edziecko: Bożena Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 28.05.02, 13:31
          As masz racje, popłakałam się.Moja kochana córcia tak bardzo pragnie mieć tatę mówie Wam, ostatnio to codzienny problem. Mam przyjaciela z którym znamy się prawie od 8 lat i jakoś tak ostatnio "staliśmy się sobie bliźsi" - jest u nas prawie codziennie w domu(wspomniany Lulek). Marysia przy nim zachowuje się jak paw w okresie godowym. Wczoraj spróbowała powiedzieć do niego "TATO" nikt tego nie słyszał i nie zauważył po za mną , strasznie przeżywającą ten moment Marysie. Aż wyszła do innego pokoju tak się zawstydziła tym co powiedziała i przekręcała słowo "tato" (ciągle go trochę niewyraźnie powtarzając) w słowo "dziadzia" (zaznaczam Marysia nie ma żadnego dziadka). Wyszłam razem z nią, przytuliłam, pocieszałam, nie negowałam, ale też nie potwierdziłam, że może lub powinna do niego mówić tato...Opowiem dalszy ciąg po długim weekendzie. Spędzimy go we trójke. Babcie wygoniłam na mały wypoczynek :)Skrzynia
          • Gość edziecko: danadowgiert Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 28.05.02, 20:48
            WITAJ BOŻENKO :) (miło tak zacząć list ,moja mama ma tak samo na imię i jest dla mnie wielką podporą).Czeka mnie to samo co Ciebie.Teraz mój Filipek ma 1,5 roku.A ja jestem w trakcie sprwy o pozbawienie praw rodzicielskich. Jego ojciec do tej pory się nim nie interesował.Teraz zaczął - na potrzeby sądowe,gra pod publiczkę. W sądzie podpowiedzieli mu że może wystąpić o widzenia z dzieckiem ,bo powiedział ,że mu utrudniałam.On biedaczysko RZekomo robił wszystko,O ILE TAK SIĘ MÓWI NA CISZĘ -0 TELEFONÓW,0 WIZYT na moje usilne prośby o kontakt...I oni mu wierzą!!! Sędzina mówi jaki jest kochający itd.Serce mi pęka i gotuje się we mnie z żalu i złości.Wyobraż sobie ,że dostał widzenia i może brać dziecko 2 razy w miesiącu na 8 godzin bez mojej obecności. Dziecko go nie zna, a ja się czuję ukarana za to ,że byłam dobrą matką i jedyną osobą ( oprócz mojej Mamy-wspaniałej Babci)która kochała Filipka i byla z nim na codzień.Za parę miesięcy wychodzę za mąż.Powiedział,że nie pozwoli by Filip mówił na kogo innego Tata.A on już o to zadba by widząc się z nim dwa razy w miesiącu ( bo "aż" :) o tyle prosił w sądzie)właśnie na niego tak mówił.Czy moje dziecko to zrozumie ,co robić jak?
    • Gość edziecko: MartusiaBe Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 03.06.02, 16:08
      Skrzyniu,Nawet nie wiesz jak bardzo wzruszające słowa napisałaś... No i napwające strachem, złością i żalem ...Mnie też kiedyś będzie czekała taka rozmowa. Jestem wprawdzie jeszcze przyszłą mamą ale już mój były jasno mi powiedział, że naszego dziecka to on nie chce widywać - i to dla jego dobra :) bo co to za tata taki na dojście.Więc w trosce o nasze dziecko postanowił go nie widywać. Muszę się przyznać, że rozstanie przeszło gładko ale fakt, iż nie chce widywać naszego dziecka jest dla mnie tak potwornie bolesny, że postanowiłam popłakać sobie, powyć i wywalić ten zal dopiero za 2 miesiące jak już dzidzia będzie bezpieczna poza moją stresującą się i niebezpicznie skurczającą (gdy myślę o ojcu mojego maleństwa) macicą.Aktualnie staram się odpychać tą świadomość.To dobrze, że powiedziałaś córci, że nie chce was widzieć - ja też mam tak zamiar powiedzieć i dobrze że nie szczujesz ją nienawiścią. Ja zamierzam to przekazać w bardzo podobny sposób, spokojnie, delikatnie, beż nienawiści. Może taka forma pozwoli dziecku lepiej to przyjąć...Może zrozumie iż miłość ogranicza zdolność postrzegania rzeczywiśtości :) A jak Twoja córcia, Ty płakałaś a ona ?To nie tak miało być. I nie wiem czy ta sytuacja napawa mnie w większym stopniu smutkiem czy rozgoryczeniem. Nie mam słów, nie wiem jak zrekompensować swojemu dziecku mój błąd co do osoby z którą dziecko to poczęłam.Bardzo się cieszę, że znalazłam to forum bo niebawem do Was drogie samodzielne mamy dołączę :)PozdrawiamMarta
      • Gość edziecko: acha Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 09.06.02, 09:06
        Nie mam słów, nie wiem jak zrekompensować swojemu dziecku mój błąd co do osoby z którą dziecko to poczęłam.Wreszcie ktos nazwal te uczucia, ktore sie we mnie klebily. Dokladnie, poczucie winy za blad poczecia z niewlasciwa osoba.Mnie poki co zbyt szybko nie czeka rozmowa z corcia na temat "tatusia". Ona ma tate. Tylko, ze predzej, czy pozniej nastapi moment w ktorym bedzie musiala sie dowiedziec, ze to nie jest "prawdziwy" tata. Postaram sie, zeby uslyszala to od nas, zeby nie ubiegl nas nikt "zyczliwy". I tez stane przed tym problemem, tylko ze bede to tlumaczyla dziecku starszemu... Nie wiem, jak jej przekazac informacje o jej ojcu tak zeby jak najmniej bolalo i zeby jej nie uprzedzac do niego. A sytuacja jest dosc skomplikowana... Bo ja nie moge powiedziec, ze tatus nie chcial jej widywac, bo on calyc zas glosi ze chce.... i od pol rolu nie kontaktuje sie z nami w zaden sposob. Ale jezeli kiedys sie spotka ze starsza juz Weronika na pewno jej powie, ze chcial sie z nia widywacsad((brrrrrrrrr................... Ze tez czlowiek nie moze byc madrzejszy wtedy, gdy trzebasad(((
        • Gość edziecko: MartusiaBe Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 10.06.02, 09:53
          Acha,Tak to jest, ze czasami uczucia przewyższają nasz rozsądek, naszą dojrzałość itd.Zazdroszczę Ci, iz stworzyłaś związek dajacy Twojemu dziecku rodzinę. Jeżeli przez pół roku ojciec Weroniki się nie odzywał to możesz spróbować pozbawić go praw rodzicielskich i zakazać wizyt.Ja jestem chyba zbyt obolała żebym mogła jeszcze kiedyś komuś zaufać. Pozdrawiam Was serdecznie
    • Gość edziecko: BAJBUS Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 13.06.02, 09:30
      Kiedy podjęłam decyzje o odejściu od męża i zdecydowałam sie mu to powiedzieć on mnie ubiegł, to był koszmarny rok w moim życiu. Przez 7 lat byliśmy naprawdę szczęśliwi, ale mi do szczęścia niewiele brakowało jemu przestało wystarczyc to co mieliśmy. Ani pieknego mieszkania jak wielu znajomych, ani samochodu, ani wypadów na drogie wczasy i wogóle wogóle - ja nie jestem osobą, która ma predyspozycje do rozpaczliwego zaspakajania takich właśnie pragnień. I odszedł tak jak stał wyszedł z domu, zostawiając mnie z 6 letnia Klaudynką w małej kawalerce z mnustwem długów i nie pozałatwianych spraw. Odszedł do innej kobiety. To był szok dla mnie dla naszej córki i wogóle dla wszystkich. Dzisja jestesmy już prawie 5 lat po ślubie on ma swoje życie i ja też.Dopiero dzisiaj moge z całą odpowiedzialnością stwierdzic że nie żałuję że tak się stało.Jedyny żal i cierpienie jakie zawsze pozostanie we mnie dotyczy naszej córki Kladuii. Ona cierpi i wiem że cierpiałą będzie zawsze. Poczucie że ojciec od niej odszedł, mimo iż utrzymuje z nią stały kontakt. To jest powód jej wielu złych zachowań. Nie umiem jej pomóc ale potrafi zrozumiec ponieważ też wychowywałam się bez ojca. Ludzie zarzucają mi iż jestem dla niej za dobra i ulegam jej za często. Pewnie dużo w tym racji. Ale wiem jak cierpi jak ja cierpiałam i cierpię do dziś właśnie dlatego, że mój ojciec odszedł kiedy byłam jeszcze bardzo mała i nigdy więcej się nie pojawił. To jest ból który zostaje w człowieku i powraca zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Dzisiaj jestem szczęśliwa bo mam trzy wspaniałe dziwczyny i równie udanego mężczyznę. Sa między nami spięcia lae tak już w życiu bywa. Dla moich dzieci zrobię wszystko aby zawsze mógł byc przy nich ojciec. To jest warte mojego poswięcenia. Rozumiem Twój ból. Tak przykro jest słuchac o tym jak cierpią dzieci przez nas dorosłych.Dotyczy to równiez i mnie.Mój były mąż ostatnio spytał Klaudię czy nie miałą by nic przeciwko jak by miał 2 dziecko. Powedziała że OK.Przez kolejne 2 noce płakała w poduszkę. A ja o nic jej nie pyatałam, tylko przytuliłąm do siebie czując ogromne wyrzuty sumienia i cierpiąc z powodu jej bólu i niemocy.Takie jest życie.bajbus
    • Gość edziecko: Bożena Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 17.07.02, 15:09
      Czytając te wszystkie przerażająco smutne historie, pomyślałam sobie, a może by napisać coś optymistycznego dla mnie i dla nas wszystkich.Dlatego zdecydowałam się kontynuować ten wątek. Marysia już od dłuższego czasu przestała wzywać słowo "tatuś" nadaremnie. Za to codziennie pyta o Jurka. Widzę jak z dnia na dzień ich wzajemne relacje się zmieniają, umacniają, stają się pewniejsze. Co jest dla mnie śmieszne, Jurek z wielką chęcią założyłby Marysi kask na głowę i ochraniacze na ręce i nogi podczas zabawy :lol:. Uczymy sie siebie nawzajem - on "zatwardziały typowy stary kawaler" , ja również "podstarzała sfeminizowana panna z dzieckiem i mamusią na karku" :gun: Powiem nie jest łatwo. Jedynie prawdziwa i spontanicza w tym wszystkim jest Marysia dla niej wszystko jest proste - i to ona sprowadza nas do pionu "rozhisteryzowanych staruchów" :lol: Przed nami wielka próba, wspólne wakacje we trójke. Mam nadzieje kontynuować ten wątek do szczęśliwego zaskoczenia. ;) (miało być "zakończenia" :lol:)Powiem Wam jedno jestem szczęściara mając Marysię, mamę, która się nami opiekuje, teraz męszczyznę, który chce się nami opiekować i zdrowie. Bettina mam nadzieje, że od czasu do czasu napiszesz jak Ci sie układa i że będziemy częściej pisać, kiedy czujemy sie szczęśliwe . Rozmarzona Skrzynia
      • Gość edziecko: *farciara* Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 18.07.02, 14:02
        Słuchaj się Marysi, a wszystko będzie Ok :-)Mnie juz w domu nikt nie słucha, rządzą moi panowie - Franek i Bartek. Nadal nie ma dialogu (Franek nie mowi jeszcze), ale to jak się układa ich relacja,to przechodzi moje pojęcie. I na prawde nie są waźne tak bardzo "więzy krwi". Usłyszałam bowiem niedawno jak to mój syn będzie przedłużał ród bartkowy :-)
        • Gość edziecko: eBeata Re: Pierwsza rozmowa o "tatusiu"... IP: *.* 19.07.02, 14:16
          "Tylko, ze predzej, czy pozniej nastapi moment w ktorym bedzie musiala sie dowiedziec, ze to nie jest "prawdziwy" tata. Postaram sie, zeby uslyszala to od nas, zeby nie ubiegl nas nikt "zyczliwy"." Nie wiem ile latek ma mała, ale wiem, że takie rzeczy najlepiej mówić od początku. Nic nie ukrywać. Podobny problem mają rodzice dzieci adoptowanych. Jeżeli nie mówią o tym od razu, starsze dzieci mają do nich słuszny żal. To trudne i ciężkie dla Was, ale może córa normalnie przyjmie wiadomość, że ma 2 tatusiów. Może wcześniej jej poczytać jakieś bajki, opowiadania na ten temat. Może pomoc znajdziesz w ośrodku adopcyjnym? Życzę powodzenia.Ja też pierwsze rozmowy o tatusiu mam za sobą. ale są to bardzo pierwsze rozmowy. Jeszcze nie mówiłam synkowi, że tatuś nie chce Go widywać. Na razie nie muszę i odwlekam tę chwilę. Od początku odpowiadałam na wszystkie pytania synka ale krótko, konkretnie. Nie rozwijałam tematu i na razie małemu to wystarcza. Wie, że tata jest, kim jest, gdzie mieszka. Też potwornie boję się POWAŻNIEJSZEJ rozmowy. Ale wiem, że na pewno dziecka nie okłamię. Nie będę mówiła żle o tacie, chociaż osobiście to...Może powiem, że ma za małe serduszko aby go pokochać, nie wiem...Bardzo przydałyby się rady mam, które mają to za sobą.Proszę, napiszcie jak wytłumaczyłyście dziecku, że "tata go nie chce".
Pełna wersja