Gość edziecko: EG
IP: *.*
15.06.02, 10:51
Jestem na etapie przyjmowania do swojej wiadomości, że mój partner ode mnie odchodzi(o rozstaniu zakomunikował ok 12-05-2002r).Chciał zostać do końca roku, ale ja nie potrafię żyć z kimś obok siebie, kto mnie nie kocha i patrzeć na niego tęskno na nic nie licząc. Cierpię patrząc na niego. Dlatego wyznaczyłam ostateczną datę na 1-10-2002r. Radzę sobie jak umiem-raz lepiej raz gorzej. Wierzę, że moje życie się jakoś ułoży, ale to wszystko wymaga czasu. Mam 7,5 miesięcznego synka, którego bezgranicznie kocham. Idę do pracy od pierwszego września i muszę powoli odstawiać małego od piersi. Znalazłam nawet w czoraj dla Adasia nianię. Podpowiedzcie, jak radzicie sobie z samotnością wewnętrzną, z gniewm, żalem, strachem przed przyszłością, atakującym smutkiem. Co wtedy robicie? Mam wielu znajomych, rodzina mi sprzyja, ale to nie pomaga. Dziecko wypełania mi bardzo pustkę, ale jestem taka podłamana duchowo. Czy rzeczywiście czas leczy rany i można na nowo się cieszyć pełnią życia?Mama Adasia