Gość edziecko: ejuka
IP: *.*
28.06.02, 22:12
Cześć Drogie Nieznajome przeżywające w większości to samo.Jestem teraz na etapie powolnego wychodzenia z totalnego doła, z zadawania sobie setek pytań, w których przeważało ostatnio jedno - Dlaczego to spotyka moje dzieci, moje słodkie kochane istotki, dlaczego dwuletnia Julcia chodzi po domu i szuka tatusia, dlaczego mówi do zdjęcia: Dzień dobry tatusiu i pa-pa kochany tatusiu? Dlaczego 5-letnia Karolcia pyta : A może tatuś nas nie chce,bo jesteśmy chore?(akurat miały wirusa grypy).I setki podobnych pytań i wołanie Juci: Tata! gdy zobaczyła z samochodu czarną czuprynę. Formalna "brazylia" - wyciskacze łez. Ale ja nie mogę płakać, choć na początku to robiłam, wyłam czytając wierszyk na Dzień Ojca z "Abecadła". Przy nich nie mogę być taka słaba, czasem tak - w końcu mają prawo wiedzieć, że mamie też jest żal, że tatuś poznał pannę przez internet i że oszalał.Wyprowadził się do innego miasta,paniena szybko znalazła pracę biednemu rozbitkowi i wiją sobie tam ciepłe gniazdko bez płaczu, chorób, kłótni dziecięcych. Wystarczyły 2 miesiące znajomości na gadu-gadu. Oczywiście papiena widziała nasze zdjęcia. Pewnie jeszcze się wzruszała jakie to śliczne maleństwa. Ale to ON odszedł, on wyjechał i jakoś nie tęskni za dziećmi(chyba,że tęskni ale świetnie to ukrywa. Małe powoli przestają szleć z tęsknoty , powoli nie słyszę,że wciąż boli brzuszek. To małe dziewczynki ale co będzie dalej.Przed wyjazdem powiedziałam, że jego obowiązkiem jest utrzymywać kontakt z dziećmi i łożyć na nie(Czego ostatnio nie było, bo brak pracy, a jeśli już zanlazły się pieniądze, to na paliwo i podróż do bogdanki). Mówiłam, prosiłam, tłumaczyłam, że wszystko można naprawić, że przecież coś nas łączy- 10 lat małżeństwa, 7 lat chodzenia.W sumie ponadpół życia. Ale dowiedziałam się, że od dawna czuł się niekochany , a to,że twierdzę, że go kocham, to moje złudzenia. Oj, rozpisałam się , ale wciąż nie mogę uwierzyć, że nie zazgrzyta klucz w zamku, że nie przytuli mnie, jak dawniej i powie: Ach, ten twój tyłeczek!Wszystko wydarzyło się stosunkowo niedawno. Pierwszy wyjazd do panny -12.04, potem mieszkał u rodziców i 1.06. wyfrunął w świat. Szczęśliwych lotów mój adonisie. Mam nadzieję, że jakoś poradzimy sobie my trzy porzucone dziewczyny.Ale ja też miałam dzieciństwo bez ojca i naprawdę sądzę,że pozostało to we mnie - choćby dlatego,że nie potrafiłam utrzymać mego małżeństwa.Piszę, bo to forma mojej terapiiPozdrawiam wszystkie cierpiące i te,które stają na nogach i te, które już się pozbierały. I nikomu nie życzę tego,co przechodzimy.Jutro jadę na spotkanie z terapeutami rodzinnymi.Jak dowiem się czegoś budującego,napiszę(o ile ktoś to będzie chciał czytać).Trzymajcie się . Jeszcze z głębi dołu - ejuka.