gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu...

07.12.06, 20:06
to dużo lepiej przygotowywalabym sie do swojej sprawy ;P w faktach pewnej
stacji telewizyjnej mowili, ile kosztuja badania, kto je przeprowadza itp big_grin

ale takie gadanie pana Ł. przy rownoczesnym wyznaniu winy od strony pana
Leppera to normalnie kubek w kubek jak moj byly: dziecko nie moje jest i juz,
nic wspolnego z nia nie mialem, ona wkreca i chce kasy... normalnie identyczne
gadki!
    • nanai11 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 07.12.06, 20:59
      szkoda tej kobiety bo zrobia z niej wszystko co najgorsze...
      • joanna9969 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 07.12.06, 21:40
        nanai11 napisała:

        > szkoda tej kobiety bo zrobia z niej wszystko co najgorsze...

        A mi jej nie szkoda .W koncu nikt jej nie zgwalcil panowie sytuacje przedstawili
        jej jasno i ona w pelni i swiadomie sie na to zgodzila ba zgodzila sie na to
        nawet wczesniej bo jej kolezanka powiedziala jaka to praca jest. A ze po jakims
        czasie sie im znudzila no cuz , widocznie swiezego towaru musi im
        nie brakowac .

        Chciala pozwac ojca o alimenty OK , ale nikt jej nie kazal z tym po gazetach i
        TV latac , z tego co wiem to ona juz w sadzie sprawe ma.

        A po zatym nawet jesli ona mowi prawde to i tak za tym musi jeszcze ktos
        stac bo nikt tak sobie sam z siebie publicznie prostytutki robil nie bedzie.
        • natasza39 A ja współczuję tym biednym dzieciom Anety K.... 08.12.06, 01:04
          tym starszym, bo młoda domniemana Łyżwinska jako 3,5-latka ma to co sie dzieje
          na razie w d...
          Ale nie wyobrażam sobie jaki koszmar musza przezywac starsze dzieci owej
          kobiety.
        • mrs_ka Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 10:00
          Nie no jasne, kobiety molestowane w pracy to prostytutki. Takie tam pojęcia jak
          mobbing, szantażowanie, zastraszanie utratą pracy w rejonie o wysokim bezrobociu
          to bulszit, chodzi o to, aby tyłkiem ruszyć i oprócz przyjemności mieć z tego
          jeszcze korzyść własną.
          Przerażające mamy społeczeństwo, jeśli kołtuństwo rodem z Dulskiej i przedziwny
          relatywizm moralny nadal są żywe. I jeszcze to przekonanie, że "ktoś musi za tym
          stać", bo przeciez z własnej woli kobieta nie naraziłaby na szwank własnej
          reputacji... Reputacja wszak- jak pisano w roku 1915 w Bluszczu- jest dla
          kobiety rzeczą najcenniejszą. I nawet jeśli zostanie zgwałcona, przymuszona do
          seksu, poddana przemocy psychicznej i mobbingowi to powinna stulić pysk, bo
          zniszczy własną reputację robiąc z siebie kokotę...
          Straszne.

          a.
          • pytelka Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 10:54
            bulszit hehe :] ja tam myślę, że to nic przyjemnego mówić o takich sprawach i
            to publicznie ... ale czekam na wyniki badań dna smile eh tam zresztą co mnie
            interesuje czy wymyślili kochani politycy sposób na to żeby było lepiej w
            państwie , żebym miała dobrą pracę, nie musiała się martwić o jutro i co włożę
            do gara... i czy będę mogła kiedykolwiek pozwolić sobie na mieszkanie - co mnie
            to interesuje! kurczaki przecież dużo bardziej interesujące i dużo
            bardziej "wagi państwowej" jest co pan Lesiak ma w szafie i komu dzieci narobił
            pan Łyżwiński ...
          • lilith76 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 13:12
            mrs_ka,
            też oburza mnie wykorzystywanie przez mężczyzn pozycji zawodowej i ekonomicznej żeby sobie pobzykac bezkarnie.
            Ale...
            Ta kobieta miała do wybory nisko płatną, o niskim prestiżu społecznym pracę, albo dobrze płatną za dodatkowy seks. WYBRAŁA. Tysiące innych zdecydowało się harować za grosze jako sprzątaczki, szwaczki, kasjerki. Ona ma spłacony kredyt za mieszkanie, a do prasy poszła dopiero jak koryto finansowo-polityczne się urwało.
            Nie wiem co bym zrobiła gdybym miała do wyboru pracować za 800 zł i mieszkać kątem z dwójką dzieci u matki, czy sypiać z obleśnym typem i ustawić się życiowo. Jednak gdybym wybrała to drugie, nie kreowałabym się na ofiarę.

            Aneta K. zrobiła cholernie niedźwiedzią przysługę wszystkim kobietom molestowanym seksualnie w pracy. Inne będą teraz przyrównywane do niej.
            • mrs_ka Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 15:04
              Lilith, a mnie zastanawia dwuznaczność tej sytuacji.
              Po pierwsze dotyczy ona wyłącznie kobiet (z błędem statystycznym na rzecz
              mężczyzn), bo kiedy mówimy "słyszałam o przypadku kupienia sobie pracy za seks"
              to myślimy wyłącznie o kobiecie, prawda?
              PO drugie dotyczy ona bardzo relatywnej i grząskiej sytuacji. Kiedy powiesz
              prawniczce pracującej na kierowniczym stanowisku w dużej kancelarii, że masz dla
              niej lukratywną ofertę finansową, ale w zamian za to ma być seksualnie dostępna,
              to uznamy to za rodzaj prostytucji. Prawniczka albowiem może dalej być partnerką
              i wyciągać 20 tys/miesiąc albo zostać moją kochanką za 50 tys/miesiąc.
              Nie jestem jednak pewna, czy uczynienie takiej samej propozycji sprzątaczce,
              która ma troje dzieci i bezrobotnego męża, będzie również formą prostytucji.
              W moim pojęciu różnica kryje się w tym, czy ma się de facto wybór czy nie. Bo
              proponowanie seksu komuś, kto nie może sobie pozwolić na odrzucenie tej
              propozycji (a Aneta K. była samotną matką z dwójką dzieci wówczas) jest w
              istocie wykorzystaniem jego słabości. Natomiast prawniczka utrzyma się i za 20
              tys/miesięcznie, jak i za 50 tys. miesięcznie. Co najwyzej w tej pierwszej opcji
              będzie kupować ciuchy w Galerii Mokotów, a nie w Mediolanie.
              Natomiast dla Baśki różnica 1000zł to jest niekiedy różnica "zapłacić czynsz,
              kupić węgiel na zimę, dać dzieciom salceson do kanapek".
              I jestem przekonana, że bardzo wiele ubogich, źle wykształconych sposób
              "prostytuuje" się w ten sposób, a w istocie jest wykorzystywanych przez szefów,
              którzy lepiej znają arytmetykę niż one.
              Dodatkowym aspektem tego, o którym szef sukinsyn doskonale wie jest "casus
              Joasi"- tak to sobie nazwijmy. Czyli w momencie, kiedy Baśka powie głosno, co
              jest grane, to setki takich Joasi nazwą ją kurwą. A to skutecznie knebluje usta
              Baśce i jest bardzo na rekę jej szefowi.

              Podobna sytuacja: jesteś przeciwnikiem łapówek i Twoja matka trafia na oddział
              onkologiczny. Albo płacisz i operacja+chemioterapia na cito, albo macie termin
              zabiegu za pół roku. Co zrobisz?
              Nie wiem, jaka jest odpowiedź i nie chodzi mi o to, abyśmy zaczęły się
              przerzucać opcjami.
              Chodzi wyłącznie o to, że ta sprawa nie jest jednoznaczna i dlatego trafia mnie
              szlag, kiedy słyszę "prostytutka".


              a.
              • mrs_ka Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 15:13
                errata: pisałam szybko i jest szereg błędów.
                Jest "źle wyszktałconych sposób"- powinno być oczywiście "osób"
                i dalej:
                "dodatkowym aspektem tego, o którym szef doskonale wie"- zjadło mi się słowo
                "procederu".

                I jeszcze jedno dodam: ja wiem, że ten wybór raczej nigdy nie dochodzi do
                dramatycznego "dać dupy albo umrzeć z głodu". Tego nie piszę. To jest mniej
                więcej różnica typu "żyć na poziomie zadłużeń w Providencie i nie mieć na zimowe
                buty dla dzieciaka" (poziom życia pracownic Biedronek na przykład), a komfortem
                zapłaconych rachunków.
                Oczywiście setki ludzi zadłużają się w Providencie i jedzą suchy chleb. Mimo
                wszystko wydaje mi się cholernie niemoralne wmówić takiej pracownicy Biedronki,
                że jej się należy normalne życie, że mogłaby, że to dziecko miałoby ciepłe buty
                i fajne święta gdyby tylko matka nie była taka uparta i zechciała wreszcie
                rozlożyc nogi. Uderzanie w słaby punkt, ot co.
                Patrząc na to od strony psychologii decyzji i psychologii biedy to jest to
                kur..stwo wielkiego kalibru ze strony ofertodawcy.

                a.
                • joanna9969 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 15:48
                  oczewiscie ze to jest wybór i bez wzgledu na to czy to robi prawniczka ktora
                  zarabia 50 tys czy sprzataczka kTORA ZARABIA 500
                • joanna9969 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 16:03
                  uwierz mi ta pracownica biedronki doskonale zdaje sobie sprawe z tego ze gdyby
                  rzucila prace i poszla pracowac do lokalnej agencji towarzyskiej to by zarabiala
                  napewno duzo wiecej i jej poziom zycia by sie poprawil a jednak tego nie robi.

                  Powiedz mi jaka ty widzisz dokladnie roznice pomiedzy pracownica tej agencji a
                  pania Aneta K.

                  Obie poszly do pracy ktorej charakter znaly ,(Anecie zaoferowala ja kolezanka
                  ktora wiedziala z czym to jest zwiazane a nie chciala tego wykonywac) i sie na
                  nia zgodzily.

                  Powiem ci jeszcze ze ja nie potepiam zadnej z nich , ich dupa ich sprawa , moze
                  sa w sytuacji bez wyjsca , moze nie maja czym nakarmic dziecka ,ale
                  niech nie robia z siebie potem ofiar molestowania seksualnego .

                  Tam gdzie jest swiadoma zgoda i wybor tam molestowania nie ma .



                  • tautolog Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 16:08
                    Joanno, weź przeczytaj jeszcze raz posty do których nawiązujesz.
                    Powoli i dokładnie, unikniesz tym samym "syndromu polityka" który odpowiada na
                    pytanie, którego nie zadał dziennikarz.
              • virtual_moth Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 15:19
                mrs_ka napisała:

                > Chodzi wyłącznie o to, że ta sprawa nie jest jednoznaczna i dlatego trafia
                mnie
                > szlag, kiedy słyszę "prostytutka".

                No ale dlaczego? Czy matka trójki dzieci jest MNIEJ prostutytuką od pani
                prawnik?

                Co innego mr_ska "sytuacje niejednoznaczne", a co innego relatywizm moralny.
                • virtual_moth Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 15:26
                  A i jeszcze...
                  Wydaje mi sie, że w ogóle prostytutki to w większości osoby, kótre na ową drogę
                  zepchnęła bieda, a nie jakieś szczególne "predyspozycje zawodowe". Chyba nie
                  czyni ich to mniej prostytutkami.


                  Można jeszcze powiedzieć o kimś że jest prostytutką po prostu stwierdzając
                  fakt, bez oceniania. Ja osobiście jestem przychylniejsza prostytutkom niż panom
                  korzystającym z ich usług.
              • geve Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 18:36
                Na marginesie - kupowanie pracy czy awansu za seks jest, niestety, zjawiskiem
                nader częstym, dotyczy on w równym stopniu kobiet jak i mężczyzn. Nie rozumiem
                natomiast, dlaczego kobietę nazywa się prostytutką a mężczyznę „zaradnego
                życiowo”? Dlaczego takiego oburzenia nie budzi asystent pukający podstarzałą
                panią prezes, czy młody lekarz swoją profesor? Osobiście, znam więcej
                przypadków pokrywania przez mężczyzn szefujących im pań, kobiety jakoś bardziej
                ambitnie podchodzą do pracy
                • natasza39 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 18:49
                  geve napisała:
                  Dlaczego takiego oburzenia nie budzi asystent pukający podstarz
                  > ałą
                  > panią prezes, czy młody lekarz swoją profesor?

                  Budzi takie samo oburzenie, tyle tylko, że ludzie na faceta pykajacego pania
                  prezes patrzyliby z jeszcze gorszym politowaniem niz jak na sekretarkę dajacą
                  prezesowi.
                  Faceci, bardziej jednak cenia sobie swoje image niz baby!
                  • virtual_moth Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 18:58
                    natasza39 napisała:

                    > geve napisała:
                    > Dlaczego takiego oburzenia nie budzi asystent pukający podstarz
                    > > ałą
                    > > panią prezes, czy młody lekarz swoją profesor?
                    >
                    > Budzi takie samo oburzenie, tyle tylko, że ludzie na faceta pykajacego pania
                    > prezes patrzyliby z jeszcze gorszym politowaniem niz jak na sekretarkę dajacą
                    > prezesowi.
                    > Faceci, bardziej jednak cenia sobie swoje image niz baby!

                    Zgadzam się i - jakby to napisała mr_ska - nie dorabiajmy dupie uszu i nie
                    tworzmy problemów tam gdzie ich nie ma. Tu nie chodzi o to, że "facetowi
                    uszłoby to płazem", bo jak pisze natasza - facet awansujący czlonkiem jest
                    jeszcze bardziej żalosny.
                    JEDNAK jest w tej sprawie coś, do czego feministki mogłyby się przyczepić. Mnie
                    np. bardzo drażni to, że dziennikarze mowią o kobietach zamieszanych w tę
                    sprawę "dziewczyny". Do tego widać rzeczywiście, jak daleko jesteśmy "za
                    murzynami" w sprawie podejścia do molestowania seksualnego (który to temat
                    wypłynął niejako przy okazji), skoro nawet same kobiety - chodzi mi o
                    wypowiedzi pań z samoobrony - robią sobie z tego dowcipy poniżej jakiegokolwiek
                    poziomu.
                  • geve Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 09.12.06, 00:05
                    Chyba zartujeszsmile
                  • geve Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 09.12.06, 00:29

                    > Budzi takie samo oburzenie, tyle tylko, że ludzie na faceta pykajacego pania
                    > prezes patrzyliby z jeszcze gorszym politowaniem niz jak na sekretarkę dajacą
                    > prezesowi.
                    > Faceci, bardziej jednak cenia sobie swoje image niz baby!

                    I pewno dlatego tak często można ich zobaczycz na tabloidach i oraz w kronikach
                    towarzyskich kolorowych pisemeksmile
            • natasza39 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 18:47
              Lilith masz świeta rację.
              Akurat przykład Pani Anety K nie jest przykładem biednej, samotnej Matki Polki,
              która była zmuszona do seksu bo nie miała dziecku co do garka włozyć.
              Teraz faktyczne ofiary molestowania będą do niej porównywane.
              Sam fakt współzycia, molestowania, robienia dzieci etc. przez polityków jest
              naganny.
              Jednak to, ze własnie taka osoba zarzuca wykorzystywanie de facto zaniża
              naganność tego czynu.

              Ja to widzę tak, kobitka znalazła taki a nie inny sposób na zapewnienie bytu
              rodzinie.
              I zapewne nie byłoby sprawy, gdyby mogła zarabiac w ten sposób nadal.
              Problem w tym, ze żarło, żarło i zdechło.

              I teraz taka baba ma reprezentować ofiary molestowania.
              To przeciez uwłacza tym ofiarom.
              A ponadto co to za matka, która swoją twarz obnosi po dziennikarzach, czyli tym
              razem sprzedaje inna częsć ciała. Wyobrażacie sobie co teraz w szkole
              przechodza jej starsze dzieci?
              Przeciez to koszmar.
              A nawet jak w szkole nikt nic nie mówi, to wystarczy ze tv ogladają.

              Miałam w swoim zyciu doczynienia z ofiarami przemocy i wykorzystywania.
              Kobiety, które cos takiego przeżyły w zyciu nie zachowuja się tak jak ta baba.

              Jak dla mnie to zboczone świnie z samejbrony trafiły tym razem na szczwaną
              babę. I tym razem sex z nia będzie ich kosztował tyle, ze im sie pewnie do
              końca zycia odechce.
              Ale ikona molestowania to ta baba dla mnie nigdy nie będzie i zadne Pindery z
              niej takiej nie zrobią.

              Litowanie się nad ta szczwana baba Pindery jest tak samo żałosne, jak wsiowe
              dowcipy na jej temat dwóch samojebronowych lampucer niejakiej Reni i Hojarskiej.
              To tyle!
              • geve Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 09.12.06, 00:22
                Virtual, przepraszam, przytaczasz cytaty z innych forów, już je znamy. Zaś
                opinie mrs-kiej na które powołujesz się przeczytałam ze zrozumieniem, czego i
                tobie życzę
          • nzuri Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 14:58
            Mam ochotę Cie ucałować Mrs_ka! Mnie ruszyło palce do klawiatury jak tylko to
            przeczyatałam, i z ulgą stwierdziłam, że ktoś mnie ubiegł, bo, być może, nie
            byłabym tak oględna.

            PS. Może Cię ucałuję kiedyś!
    • iziula1 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 12:03
      Nie ma to jak kobieta kobiete ponizy!
      Nie dość że mężczyzni traktuja nas, kobiety instrumentalnie to jeszcze same
      potulnie się z tym zgadzamy lub co gorsza osmieszamy inne kobiety.
      Ciekawa jestem, która z Nas nie spotkała się nigdy w życiu z instrumentalnym
      traktowaniem,z męskim szowinizmem,z aluzjami na temat tyłka,własnej
      seksualności lub braków inetektualnych (bo wiadomo kobieta zawsze gorsza jest
      od faceta) i ciekawa jestem która z tych kobiet coś z tym zrobiła,zgłosiła
      mobbing,molestowanie?
      Zadna lub niewiele.Dlaczego?Bo przecież nic się nie stało,prawda?!.Ot facet
      tylko musnął tyłek,lub sprośnie wyrażał się o kobiecych piersiach,przecież ma
      prawo.I nic się nie stało wielkiego.
      • virtual_moth Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 14:29
        Iziula, jasne, ale zdaje się "sprawa Anety K." to nie jest sprawa molestowania
        seksualnego w pracy, tylko prostytucji, bo przyjęcie propozycji seksu za
        korzyść materialną jest prostytucją.
        Inna sprawa, że ktoś, kto korzysta z usług prostytutki i przy okazji jest
        politykiem, to gorsze niż samo prostytuowanie się.
        • geve Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 18:40
          Niezupełnie. Gdyby rzeczywiście chciała ten proceder uprawiać i zarabiać na
          życie handlując swym ciałem, nie musiałaby zwracać się z tym do tego pana,
          ofert takiej pracy jest wiele, a zarobki dużo wyższe. Kobieta szukała pracy,
          która pozwoliłaby jej na utrzymanie rodziny, zapewnienie optymalnych warunków
          do rozwoju swoim dzieciom oraz niezależności. Z resztą, z tego co wiadomo,
          wynagrodzenia nie otrzymywała za rozkładanie nóg.
          • natasza39 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 18:53
            geve napisała:

            >Z resztą, z tego co wiadomo,
            > wynagrodzenia nie otrzymywała za rozkładanie nóg.

            Zapewniam cię, że panie z Agencji również nie maja oficjalnie płacone za
            rozkładanie nóg, bo kazdy nalot Policji skończyłby się pierdlem własciciela.
            One tez dostają pieniadze oficjalnie jako kelnerki, damy do towarzystwa,
            masaźystki itp.




            • geve Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 09.12.06, 00:31
              Ale co to ma do rzeczy?
              • natasza39 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 09.12.06, 09:56
                geve napisała:

                > Ale co to ma do rzeczy?

                A ma to do rzeczy, bo napisałaś:

                >Z resztą, z tego co wiadomo, wynagrodzenia nie otrzymywała za rozkładanie nóg.


                Per analogia panienki z Agencji oficjalnie tez nie otrzymuja pieniędzy za
                rozkładanie nóg.
    • martina.15 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 08.12.06, 18:30
      ale zaczelam dyskusje...
      ale ja sie zgadzam z mrs_ka, poza tym ze ja onkologa przy chorej matce
      zaszantazowala ze wlasnie nagralam nasza rozmowe i albo on wezmie moja matke na
      operacje i chemie albo ide na policje i traci wolnosc smile ale to juz inna sprawa,
      byc sprytnym i moralnym (przynajmniej w niektorych sytuacjach) w zyciu nie
      wszystkim sie udaje.

      sprawa jest kiepska bo wszyscy to widza, moj ojciec caly czas sie zastanawia ile
      babka dostala za wywiad u siekielskiego i morozowskiego, my wszyscy czemu teraz
      zaczela ta gadke, czemu poszla do gazet albo czemu gazeta przyszla do niej...
      pal licho, szlag mnie trafia przez te stare swiniaki ktorym wydaje sie ze sa
      tacy skubancy uncertain
      polowa tych panow jest znana osobiscie przez mojego ojca ktory uprawial polityke
      na wyzszym poziomie (dzieki Bogu poslem nie byl) i mowi on ze te cholery
      naprawde bylyby do tego zdolne niestety, a ja nie mam powodow zeby mu nie wierzyc.
      ogolnie czekam na wyniki, ale jak dla mnie sam fakt tych badan juz jest
      potwierdzeniem ze to male Łyzwyniatko jest...
    • iziula1 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 09.12.06, 12:34
      Ofiara molestowania seksualnego zawsze bedzie ofiara.
      A w tym wątku została nazwana prostytutka.
      Sprowadza się to tylko do jednego,że cokolwiek kobieta nie zrobi i tak bedzie
      winna.Czyli jak się nie obrócisz dupa z tyłu.
      Ofiara molestowania ma zawsze jakieś wyjście.
      1.może zareagować odmownie na propozycje bycia" milszą" i poinformować
      otoczenie o fakcie molestowania.Narazi się tylko na komentarze typu: musiała Go
      sprowokowac, sama tego chciała, kokietowała Go od dawna,po co tak się stroiła!
      2.może też propozycje "przyjąć" a wtedy zostaje prostytutka.Przecież gdyby suka
      nie dała pies by nie wziął.

      Znamy takie teksty,opinie.Wypowiadają je najczęściej kobiety.
      Bo przecież ofiara gwałtu czy innej przemocy seksualnej MUSIAŁA coś zrobic aby
      SPROWOKOWAC mężczyzne do tego. Czyli jest współwinna.
      Skoro tak, to winne są wszystkie "ofiary" przemocy. Winny jest uczeń,nad którym
      znęcają się koledzy z klasy, winna jest pasażerka autobusu która okradziono,
      winna jest kobieta która szef poufale poklepuje po tyłku,winna jest żona która
      mąz bije, winne jest dziecko nad którym znęcają się rodzice...
      Chyba nie musze wymieniac dalej.
      • natasza39 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 09.12.06, 12:50
        iziula1 napisała:
        > 2.może też propozycje "przyjąć" a wtedy zostaje prostytutka.Przecież gdyby
        suka
        >
        > nie dała pies by nie wziął.


        Uprosciłas.
        Nie chodzi o to czy "dawała", ale w zamian za co "dawała"
        Ofiara molestowania, która ze strachu przed utrata posady "daje" jest ofiarą.
        Pani owa "dawała" w zamian za posadę.
        Sama przyznała, że od poczatku układ był jasny. Mogła w niego nie wchodzić jej
        wybór. Ona weszła, a zatem o co te żale?
        Gdyby Pania przyjeto jako asystentke czy sekretarkę i powiedziano po pewnym
        czasie (nawet na drugi dzień), ze może dalej pracować jako sekretarka, ale musi
        dodatkowo "dawać", to wtedy owa sekretarka to ofiara molestowania seksualnego.
        Tutaj układ był taki. Da jednemu to ja przyjma do pracy jako dyrektora biura, a
        jak da drugiemu i się mu to spodoba, to dodatkowo wejdzie do rady nadzorczej i
        zostanie radną.
        Pani miała wybór zostania ewentualnie sprzataczką, ale ta praca była ponizej
        jej godności.
        "Dawanie" obleśnemu p-Osłowi ponizej jej godnosci nie było, dopóki ów proceder
        przestał się jej opłacac.

        Jesli widzicie w Pani anecie ofiarę molestowania to współczuć nalezy tylko
        ofiarom molestowania.
        Molestowanie i dzikie orgie seksualne w samejbronie były napewno.
        Ale pani Anetka nie jest akurat sztandarowym tego przykładem.
        A nadała się dlatego do pokazania, ze dla forsy zrobi wszystko, co udowodniła
        swym pozyciem z obleśnym Łyżwińskim.
        No i dodatkowy atut - ma dziecko. Prawdopodobnie z obleśniakiem.

        Gdyby tego dziecka nie miała, jej opowiesci nie brzmiałyby tak wiarygodnie.

        • iziula1 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 09.12.06, 14:40
          Natasza, ale każda ofiara molestowania "za coś" sie godzi na takie
          traktowanie.Dla jednej jest to praca,dla innej kasa,dla jeszcze innej uległość
          do której jako kobieta została od dziecka przyzwyczajona.
          Może i upraszczam. Ale nie snuje domysłów na temat pani Anety.Nie wiem co nia
          kierowało,nie wiem dlatego teraz a nie póżniej lub wczesniej ujawniła ten
          proceder.Nie wiem dlaczego to własnie Ona jako pierwsza zaczeła o tym mówic.
          Przy molestowaniu wystepuje bardzo istotny czynnik.Jest nim władza i zalezność
          słuzbowa jednej osoby nad druga.A co za tym idzie wykorzystywanie tej władzy do
          niecnych celów wobec kobiety.
          Nie mam odwagi nazwać pani Anety prostytutką.Podkreślam,że nikt z Nas nie wie
          co nia kierowało i jaka jest.To co dla mnie jest molestowaniem dla Niej może
          byc tylko flirtem.I odwrotnie.Każda z Nas ma inny próg własnej intymności.
          W moim przypadku sam fakt dotknięcia moich włosów przez obcego faceta(pomijam
          wizyte u fryzjera) bez mojej zgody jest naruszeniem moich granic.Ale nie jest
          to obowiazująca granica dla każdej kobiety.

          Smieszy mnie natomiast argument,że pani Aneta chciała "zaistnieć" w mediach i
          dlatego tak chetnie pokazuje swoją twarz gazetom i w telewizji.
          Faktycznie to jest dobry sposób na "sławe".
          A tak ogólnie, to przy całej tej aferze czuje tylko niesmak i zażenowanie
          ludzmi,którzy znajduja się w świecie polityki.I tym samym reprezentuja
          społeczeństwo.
          • natasza39 Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 09.12.06, 14:57
            iziula1 napisała:
            > Natasza, ale każda ofiara molestowania "za coś" sie godzi na takie
            > traktowanie.Dla jednej jest to praca,dla innej kasa,dla jeszcze innej
            uległość
            > do której jako kobieta została od dziecka przyzwyczajona.


            Podałas definicje molestowania, a ja własnie tłumaczę, że ona nie mieści się w
            tej definicji.
            To tak jakby porównywać dziewczynę, która pod przymusem została wpakowana do
            burdelu do takiej, która w burdelu pracuje dobrowolnie i nagle sobie
            przypomina, ze została wykorzystana, bo jej klienci przestali płacić.
            Ja nie twierdzę, ze ona to robiła z przyjemnością. Mogła nawet wymiotować po
            każdym razie. To nie jest istotne.
            Istotne jest to, że ona OD POCZATKU wiedziała na jakich zasadach się zatrudnia.
            Sama o sobie mówi, że dowiedziała się, od znajomej że jest praca ale trzeba
            tam "dawać" w zamian za nią.
            Gdyby się dowiedziała od znajomej że jest praca sekretarki a potem kazali
            jej "dawać", wtedy broniłabym baby.
            Jednak w takiej sytuacji sprawa dla mnie jest prosta.
            To nie było molestowanie, ale transakcja wymienna.
            To nie była biedna, sponiewierana kobieta, która staje przed wyborem : stracić
            pracę, czy ulec szefowi.
            To była czysta i jasna sytuacja idę tam do pracy, bo mogę na tym bardzo wiele
            zyskać, wystarczy że będę spała z tym czy tamtym.


            A wiesz co ddla mnie jest najbardziej, jako dla kobiety, podejrzane?
            Ze owa "ofiara" nie wie czy miała 2 czy 8 stosunków z Adrju.
            Osobiscie nie wiem, jak mozna nie zapamiętać czy przezycie tak traumatyczne,
            jak współzycie na siłę, pod presja miało miejsce 2 czy 8 razy.
            Dla mnie to nie do pojęcia!



          • zielnaa Re: gdyby afera z Łyżwińskim była rok temu... 09.12.06, 16:39
            Iziula, ale rzecz w tym kiedy ktoś godzi się na "swiadczenie usług własnym
            tyłkiem. Jeżeli zaczyna pracę, w której jednym z obowiązków jest uprawianie
            seksu to sorry, no bonus, niech potem nie zgrywa molestowanej dziewicy. Jeżeli
            ktoś zatrudnia się w agencji towarzyskiej to chyba wie, na czym polegają
            jego/jej obowiązki. Jeżeli ta pani wybrała pracę prostytutki, bo bycie
            sprzataczką było poniżej jej godności i dzięki temu zakupiła mieszkanie i
            działkę, jeżeli przyznaje, że dobre miejsca, które dostawała na listach
            wyborczych zawdzięcza panu Łyżwińskiemu i że nie ujawniłaby tych rewelacji,
            gdyby znów dostała mandat radnje to czy obrońcy jej cnoty nie wychodzą trochę
            przed orkiestrę? Tej pani nie przeszkadzałoby to, ze ojciec nie chce uznać
            dziecka, że nie płaci alimentów, ba, ze sama współuczestniczyła w próbie
            zabójstwa swojego dziecka (w szóstym miesiącu ciąży!), gdyby tylko pozostała
            przy korytku. No, ale tym razem się nie udało, więc sprzedaje taką historię
            mediom. Tyle o porównaniu postawy twojej iziulo, dla której zaburzeniem
            intymności jest dotknięcie włosów przez obcego faceta z panią Anetą K.
            z.
            ps. bycie prostytutką nie zależy od przyczyn, z jakich się nią zostaje - to
            zawód. I dla mnie, w przeciwieństwie do wielu osób wypowiadających się przede
            mną - bycie prostytutką jest czymś nagannym.
    • natasza39 No i co teraz? 09.12.06, 20:33
      Dalej pani anitka jest ikoną molstowanych kobitek?
      hahahahaha, ale jaja!!!
      Od poczatku mówiłam, że to potwarz dla molestowanych i skrzywdzonych
      • mrs_ka Re: No i co teraz? 09.12.06, 22:22
        Natasza, a co to zmienia? Dziecko jest tylko fizycznym dowodem na to, że pożycie
        zaistniało, ale w drugą stronę to nie działa, czyli brak dziecka nie dowodzi
        braku współżycia wink Jako matka dorosłego faceta świetnie to wieszwink
        Tutaj chodzi o to ( w moim odczuciu), że chamstwo i warcholstwo tworzy normę
        obyczajów politycznych podczas gdy przed wojną dzisiejsze zwiezdy polytyczne nie
        miałyby nawet szans na bycie parobkiem u szanującego się dziedzica.
        Dla panów Łyżwińskiego czy Filipka obraz kariery politycznej współtworzy łojenie
        wódy i klepanie dziouch po dupie. I celowo używam takiego słownictwa, bo jest
        adekwatne.
        To, czy Aneta K. lubiła seks, była prostytutką, była ofiara, nie miała wyjścia,
        miała wyjście jest może i istotne, ale podrzędne wobec faktu, że z polską
        polityką dzieje się dramat, a na salony weszło nieopisane wręcz pospólstwo i
        miernota, które znajduje swój pełny wyraz w osobie posła Łyżwińskiego.
        O posłance Łyżwińskiej czy Danusi Hojarskiej litościwie nie wspomnę, acz mam
        nieodparte wrażenie, że poślednia dójka z niegdysiejszego majątku Radziwiłłów
        mogłaby bez większego problemu stanąć z nimi w szranki i zwyciężyć.

        Epoka Geremka się skończyła. Nastała epoka mrożkowskiego Edka. Edki nas
        otaczają, dyktują normy i wyznaczają standardy.
        Nawet jeżeli kochanka Edka jest na poziomie Edka to nijak nie przysłoni to
        faktu, że to myśmy, Drodzy Państwo, pozwolili Edkowi na karierę, przekazaliśmy
        prawo do współdecydowania o naszym kraju i teraz zbieramy tego owoce.
        I Edek jest zdecydowanie groźniejszy niż jego kochanka, dlatego, Nataszo, dla
        mnie wyniki badań DNA niczego nie zmieniają, albowiem- jak mówi Mumio- nie o to,
        nie o to.

        a.
        • natasza39 Re: No i co teraz? 10.12.06, 12:11
          mrs_ka napisała:

          > Natasza, a co to zmienia? Dziecko jest tylko fizycznym dowodem na to, że
          pożyci
          > e
          > zaistniało, ale w drugą stronę to nie działa, czyli brak dziecka nie dowodzi
          > braku współżycia wink Jako matka dorosłego faceta świetnie to wieszwink


          Ależ merska!
          Zawsze dyskutujesz merytorycznie, a tu nagle demagogia na poziomie Szczuki!
          Przeciez nie pisałam o tym, ze te oblesne świnie nie uprawiały seksy, czy nie
          wykorzystywały bab tam pracujacych, tylko o tym, ze pani anetka ikoną
          molestowanka nie jest!
          To, że samejbrona to chamy i warchoły powszechnie wiadomo, ale jak się z chamem
          walczy to raczej nie powinno sie chamskimi i przede wszystkim durnymi metodami
          tego robić. Bo jak wiadomo cham ma wieksze w chamstwie doswiadczenie i ta
          bronia go nie pobijesz.
          Jesli się chce komus chce zarzucić molestowanie, to nie wyciaga sie jako dowodu
          w sprawie baby, która nie za bardzo wie z kim to dziecko ma.


          I co teraz Leppera beda badać, a potem nastęnych?
          A ja jako podatnik za owe badania mam z własnej kieszeni płacić?
          Jak baba nie wie z kim ma dziecko, to niech sobie nawet pół Polski bada, ale na
          własny koszt!
          • martina.15 Re: No i co teraz? 10.12.06, 18:32
            przeszlas przez badania? chyba nie! jak facet nie uznaje dziecka to daje z
            wlasnej kieszeni za badania... uncertain
            • natasza39 Re: No i co teraz? 10.12.06, 21:51
              martina.15 napisała:

              > przeszlas przez badania? chyba nie! jak facet nie uznaje dziecka to daje z
              > wlasnej kieszeni za badania... uncertain


              To badanie było na wniosek prokuratora.
              A płacił za nie podatnik, czyli Ty, ja i my wszyscy!
Pełna wersja