mamasama1
12.12.06, 13:51
I jest mi z tym coraz gorzej. Odbijam sie z punktu do punktu i nikt nie wie co
czuję. Jesteście wy tu i widze że nie jestem jakimś ewenementem.
Ale co jest z nami nie tak? Że nas nikt nie chce. Że choc umiemy kochac jak
nikt, nikt nie chce tej naszej miłości... Przelewamy swoją miłość na dzieci
które sa dla nas wszystkim. Mój synek jest tak wspaniały, tylko... Tylko on
tak bardzo chce zeby ktoś z nami mieszkał, żeby ktoś nas kochał... Mnie... Ma
tatę, ale ja z jego tatą nie moge być - nie kocham go, nie mogę... Niezasłuzył
na taka miłość. Może za te teraz płace - że odeszłam? Widze też że każdego
dnia mur wokół mnie rośnie, że każda próba zbudowania nowego zwiazku kończy
się fiaskiem, choć na początku wydaję się tak wspaniale i ze to mnie wpędza w
otchłań, że już nie chcę nikogo, że wątpię. Cholera - będę samotną starą
kobietą i zeżrą mnie owczarki alzackie, gdy mały dorośnie i pójdzie już z
domu! AAAA...