Gość edziecko: marzanna
IP: *.*
17.01.03, 10:41
Jakiś czas już zaglądam na tę stronę.Teraz chciałabym się poudzielać,co nie jest proste z dzidzką na lewym ręku... Wychowuję sama półroczną córeczkę. Jej niedoszły ojciec zostawił mnie w 4,miesiącu ciąży w sposób wyjątkowo ohydny, przy innej okazji wdam się w szczególy, chociaż nie, bo to na pewno wzbudzi pytania("ohydny? TZN?"). W telegraficznym skrócie: znaliśmy sie od roku, mieszkaliśmy razem, ciąża nie była planowana, powiedział, ze się cieszy, ale nic za tym nie przemawiało, bo nie chciał o niej/ o Nas rozmawiać i w ogóle odechciało mu się ze mną spędzać czas. Nie naciskałam, w swej naiwności wierząc, że musi sobie to sam poukładać. A jego złe nastroje, i coraz bardziej upokarzający stosunek do mnie próbowałam przeczekać na zasadzie:" Jeśli wykażę jeszcze trochę cierpliwości, to na pewno będzie dobrze, przecież tak bardzo chcę, żeby było dobrze, więc będzie dobrze, prawda?". Jednak po kolejnym upokorzeniu z jego strony( kazał mi - bezskutecznie!- czekać na siebie całą noc na dworcu w obcym mieście, a potem wracać rannym pociągiem do domu)..no to już przesada, postanowiłam się wyprowadzić i w końcu zająć się sobą i dzieckiem, a nie jego dobrym samopoczuciem, tym bardziej że ciąże znozsiłam bardzo żle,a on miał pretensje,że taka nieruchawa jestem, nie chcę się uczyć tańca brzucha - sorry, miało być krótko i bez zbędnych szczegółów. Tak więc postanowiłam się wyprowadzić. Ale najpierw porozmawiać z nim, dać kolejny raz ostatnią szansę itp.Więc: -Kochanie, tak źle jest ostatnio miedzy nami, proszę, powiedz mi, dlaczego tak się dzieje, myślę o tym, żeby się wyprowadzić... - Spoko, bo wiesz, ja mam nową kobietę. Spoko. Zaczęłam kojarzyć pewne oczywiste fakty: znikanie na całe noce, nagła troska o higienę i czystość w mieszkaniu. Przeczytałam sobie też jego notes i ich SMSy: nowa kobieta wyjątkowo wyluzowana, od początku poznała jego dramat, tzn wpadka z takim potworem jak ja i cóż on biedny może zrobić, mioptając sie miedzy prawdziwą miłością jego życia a poczuciem obowiązku wobec fatalnych wyroków losu. I tekścicki w stylu " ona uważa Cię za współwinnego!?Coż, będziemy kajać się wspólnie, nie mogę sie już doczekać" ,że resztę tego natrząsania się z mej naiwności pominę. No i co ja na to? Jakoś to mi szczególnie oczu nie otworzyło-uwierzycie? Pakowałam się przez 3 dni, licząc jescze(o ma głupoto!!!!) że złapie mnie zarękę i powie nie odchodź.Ble ble ble. Oczywiście nie padło też słowo o moim stanie, który był przez niego uznany za właściwie nieistniejący.A nie dodałam, że w 17. tyg ciązy, gdy moi rodzice, widząc jego nastawienie i zainteresowanie mną zasugerowali sprawę o alimenty, po 5 min szoku przeprowadził ze mną w końcu poważną rozmowę nt"Usuń tę ciążę, tak Ci bęzie wygodniej" No więc pakuję się, wychodzę na zajęcia(bo studiuję),wcześniej wracam z zajęć, a mój Mężczyzna i jego nowa kobieta w moim ponoć jeszcze mieszkaniu ubierają się. Jak myślicie, powinnam ich wyrzucić przez okno? Załuję, jakoś tego nie zrobiłam, pozwoliłam im dokończyć, wyszłam zapalić do kuchni( w ciąży? A fe!). Nowa kobieta stanęła na wysokości zadania, bo przyszła mi się przedstawić: Cześć, Ada jestem. Niekulturalna, nie podałam jej ręki. No i co ja na to? Jakoś mi to szcególnie oczu nie otworzyło, UWIERZYCIE?Więc z tej kuchni: Kochanie..(do niego)Zareagował. -Może chciałbyś się ze mną wybrać na USG? Wiedział, że wczoraj miałam krwawienie i byłam na ostrym dyżurze, nie zgodziłam się zostać w szpitalu na kompleksowe badania...bo nie chciałam się od niego oddalać (jak głupia!).Wyraził chęć. Więc szpital, zagrożenie ciąży, badanie USG.Ja - na dnie rozpaczy, trzęsąca się z płaczu i wyczerpania, przez poprzednie 2 tyg nie byłam w stanie nic zjeśc, schudłam 7kg.Badanie wyszło pozytywnie, co spowodowałou mnie jeszcze większy atak płaczu - z radości, ale ten szok mnie tak osłabił, że omdlałam . No i kulminacja tej historii: ja leże na schodach szpitala, on stoi nade mną i... ubaw ma niezły "co tak ci się nogi rozjeżdżają? Upiłaś się?" Uwierzcie, w końcu otworzyły mi się oczy. Wycięłam go w twarz, on mi oddał i zaczęło się ogólne mordobicie, pielęgniarki wyglądają zza poręczy zbulwersowane, horror-szoł. Wyrwałam się, pojechałam do mieszkania, spakowałam się w 5 min, przy okazji niszcząc te jego sprzęty, które mi wpadły w ręce.{porobił sobie zresztą zdjęcia tego "aktu wandalizmu"). Przygarnęła mnie niemal obca dziewczyna do swojego pokoju. Reszta ciązy przeszła mi na sklejaniu swojej psychiki, by moje dziecko miało w miarę normalną matkę. No i udało mi się. Codziennie dziękuję Bogu, że po tych traumach moja córeczka urodziła się zdrowa. A teraz już praktycznie nie mam zmartwień. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego, teraz widzę jak dobrze się stało, że nie żyję z tym(pół)człowiekiem, choć szkoda, że tak strasznym kosztem. Ale ja juz zapominam.A ona mam nadzieję nie pamięta. Miał być telegraficzny skrót..Well, to pierwszy przyczynek do poznania się. Pozdrawiam Was wszystkich(mamy z dziećmi)serdecznie Kirke