Gość edziecko: EG
IP: *.*
23.01.03, 01:28
Witajcie!Boję się, jak nie jedna z Was. Czekam na pozew rozwodowy, który ma być złożony przez ojca mojego dzieckana początku lutego. Jesteśmy już z Adsaiem od 31-07-2002 sami. Odszedł. No cóż. Nigdy tego nie zrozumiem. Ale mój problem polega na tym, że od niedawna mnie szantażuje. On chce rozwodu bez orzekania o winie. Ja na to nie mogę się zgodzić i chcę sprawę prowadzić z orzekaniem o winie. On to uważa za szantaż z mojej strony. Nie ma wyrzutów sumienia i nie ma sobie nic do zarzucenia. Stwierdził, ze jeżeli nie zgodzę się na jego opcję to stracę mieszkanie (właścicielką mieszkania jest teściowa). Nie ważne, że był to wspólny prezent ślubny naszych rodziców (moi rodzice dali 40%, jego 40% i my sami dołożyliśmy resztę). W ciągu 8 lat małżeństwa moi rodzice dokładali się do urządzania mieszkania. Niestety nie mam na to dokumentów i może mi mieszkanie mąż zabrać (a właściwie jego rodzice). Ostatnio zauważyłam, że przesyła pieniądze na czynsz i kredyt już nie z własnego konta tylko z rodziców. Coś kombinuje z adwokatem. Mój adwokat stwierdził, że jeśli chodzi o sprawę mieszkania to jestem na spalonej pozycji. I to mnie przybiło. On mnie chce chyba z tego lokum wyrzucić. Nie tylko to mnie martwi. To, że mnie zdradzał w okresie kiedy byłam w ciąży i 1,5 m-ca, po porodzie zakończonym śmiercią dziecka,nie będzie miało dużego znaczenia w sądzie, ponieważ przebaczyłam mężowi i dalej byliśmy razem. On bedzie udowadniał, że był przez całe małżeństwo wpaniałaym mężem, bo mnie nie bił, nie rozliczał z pieniędzy, utrzymywał rodzinę itd ( a tak naprawdę tak intensywnie pracował, że nie miał nigdy dla nas czasu i nie było go w trudnych dla mnie okresach- bo co , jestem śilna i dam sobie radę, o Boże). I mam przez to małe szanse na wygranie sprawy z orzekaniem o winie. Ja o swoim przypadku już kiedyś pisałam, dlatego już nie wdaję sie w szczegóły. Ale strach ostatnio mnie tak paraliżuje, że mam kłopoty z żołądkiem, częściej wpadam w dołki, kiepsko mi idzie szukanie pracy, nie mogę sie skupić. Mąż widuje się z dzieckiem 2 razy w tygodniu i zabiera Adasia do siebie. Ale boję się, że i w tym temacie coś szykuje. Tak bardzo czekałam na to dziecko po śmierci pierwszego, że dzielenie się z nim opieką nad dzieckiem mnie dobija. Muszę widzieć jego twarz 2 razy na tydzień, to straszna męka (ale to Adasia ojciec i z nim musi mieć kontakt). Ale myśl, że mi może ( a może nie- tylko jestem już przewrażliwiona) zabrać małego mnie wykańcza. To sprytny i inteligentny facet, jak określił go mój adwokat. Popatrzcie: nie tylko, że zostawił Adasia i mnie to jeszcze odchodzi na swoich warunkach. Zarzuca mi wiele różnych rzeczy, które są dla mnie krzywdzące( że nie troszczyłam sie o niego, dom, że nie pracowałam- po prostu nic nie robiłam itd). Bardzo mnie to boli. Bo teraz się okazuje, że to ja jestem ta wredna a nie on, bo przecież ...a nie ma co mówić. Mój błąd polegał na tym, że pracowałam z nim w tej samej firmie, którą razem stworzyliśmy, tylko z tym, że on był właścicielem a ja nie. Ja zajmowałam się biurowymi, księgowymi, zusowskimi, serwisowymi sprawami a on pracował jako informatyk. Moja teściowa kilka lat temu mi powiedziała: pamiętaj, że oni (teść i mąż)nie doceniają pracy wspólnej i pracy wykonanej w domu. Pracuj oddzielnie. I to się niestety potwierdziło. A teraz jestem bez pracy, z niską samooceną. I jeszcze mam wyrzuty (które on we mnie podsyca), że jestem do niczego, bo opieka nad dzieckiem i praca w domu nie jest pracą. Wybaczcie, że napisałam tak dużo, ale musiałam choć trochę sobie pogadać. Dziękuję losowi, że mam dziecko, że jesteśmy zdrowi, że ukończyłam studia, i że mam rodzinę, znajomych, przyjaciół, sąsiadów, którzy się o mnie i o Adasia troszczą. Nie wiem jak się potoczą mije sprawy w najbliższym czasie, ale lekko nie bedzie. Boże, jak mnie boli cały brzuch (to z nerwów). Kończę i pozdrawiam Was wszystkie. Wierzę, że za jakiś czas bedzie dobrze. O by to nastąpiło jak najszybciej. Ps.Chcę podziękować Edytce, Ewie, Marcie. Bądźcie dalej ze mną.