Boję się

IP: *.* 23.01.03, 01:28
Witajcie!Boję się, jak nie jedna z Was. Czekam na pozew rozwodowy, który ma być złożony przez ojca mojego dzieckana początku lutego. Jesteśmy już z Adsaiem od 31-07-2002 sami. Odszedł. No cóż. Nigdy tego nie zrozumiem. Ale mój problem polega na tym, że od niedawna mnie szantażuje. On chce rozwodu bez orzekania o winie. Ja na to nie mogę się zgodzić i chcę sprawę prowadzić z orzekaniem o winie. On to uważa za szantaż z mojej strony. Nie ma wyrzutów sumienia i nie ma sobie nic do zarzucenia. Stwierdził, ze jeżeli nie zgodzę się na jego opcję to stracę mieszkanie (właścicielką mieszkania jest teściowa). Nie ważne, że był to wspólny prezent ślubny naszych rodziców (moi rodzice dali 40%, jego 40% i my sami dołożyliśmy resztę). W ciągu 8 lat małżeństwa moi rodzice dokładali się do urządzania mieszkania. Niestety nie mam na to dokumentów i może mi mieszkanie mąż zabrać (a właściwie jego rodzice). Ostatnio zauważyłam, że przesyła pieniądze na czynsz i kredyt już nie z własnego konta tylko z rodziców. Coś kombinuje z adwokatem. Mój adwokat stwierdził, że jeśli chodzi o sprawę mieszkania to jestem na spalonej pozycji. I to mnie przybiło. On mnie chce chyba z tego lokum wyrzucić. Nie tylko to mnie martwi. To, że mnie zdradzał w okresie kiedy byłam w ciąży i 1,5 m-ca, po porodzie zakończonym śmiercią dziecka,nie będzie miało dużego znaczenia w sądzie, ponieważ przebaczyłam mężowi i dalej byliśmy razem. On bedzie udowadniał, że był przez całe małżeństwo wpaniałaym mężem, bo mnie nie bił, nie rozliczał z pieniędzy, utrzymywał rodzinę itd ( a tak naprawdę tak intensywnie pracował, że nie miał nigdy dla nas czasu i nie było go w trudnych dla mnie okresach- bo co , jestem śilna i dam sobie radę, o Boże). I mam przez to małe szanse na wygranie sprawy z orzekaniem o winie. Ja o swoim przypadku już kiedyś pisałam, dlatego już nie wdaję sie w szczegóły. Ale strach ostatnio mnie tak paraliżuje, że mam kłopoty z żołądkiem, częściej wpadam w dołki, kiepsko mi idzie szukanie pracy, nie mogę sie skupić. Mąż widuje się z dzieckiem 2 razy w tygodniu i zabiera Adasia do siebie. Ale boję się, że i w tym temacie coś szykuje. Tak bardzo czekałam na to dziecko po śmierci pierwszego, że dzielenie się z nim opieką nad dzieckiem mnie dobija. Muszę widzieć jego twarz 2 razy na tydzień, to straszna męka (ale to Adasia ojciec i z nim musi mieć kontakt). Ale myśl, że mi może ( a może nie- tylko jestem już przewrażliwiona) zabrać małego mnie wykańcza. To sprytny i inteligentny facet, jak określił go mój adwokat. Popatrzcie: nie tylko, że zostawił Adasia i mnie to jeszcze odchodzi na swoich warunkach. Zarzuca mi wiele różnych rzeczy, które są dla mnie krzywdzące( że nie troszczyłam sie o niego, dom, że nie pracowałam- po prostu nic nie robiłam itd). Bardzo mnie to boli. Bo teraz się okazuje, że to ja jestem ta wredna a nie on, bo przecież ...a nie ma co mówić. Mój błąd polegał na tym, że pracowałam z nim w tej samej firmie, którą razem stworzyliśmy, tylko z tym, że on był właścicielem a ja nie. Ja zajmowałam się biurowymi, księgowymi, zusowskimi, serwisowymi sprawami a on pracował jako informatyk. Moja teściowa kilka lat temu mi powiedziała: pamiętaj, że oni (teść i mąż)nie doceniają pracy wspólnej i pracy wykonanej w domu. Pracuj oddzielnie. I to się niestety potwierdziło. A teraz jestem bez pracy, z niską samooceną. I jeszcze mam wyrzuty (które on we mnie podsyca), że jestem do niczego, bo opieka nad dzieckiem i praca w domu nie jest pracą. Wybaczcie, że napisałam tak dużo, ale musiałam choć trochę sobie pogadać. Dziękuję losowi, że mam dziecko, że jesteśmy zdrowi, że ukończyłam studia, i że mam rodzinę, znajomych, przyjaciół, sąsiadów, którzy się o mnie i o Adasia troszczą. Nie wiem jak się potoczą mije sprawy w najbliższym czasie, ale lekko nie bedzie. Boże, jak mnie boli cały brzuch (to z nerwów). Kończę i pozdrawiam Was wszystkie. Wierzę, że za jakiś czas bedzie dobrze. O by to nastąpiło jak najszybciej. Ps.Chcę podziękować Edytce, Ewie, Marcie. Bądźcie dalej ze mną.
    • Gość edziecko: Marina Re: Boję się IP: *.* 23.01.03, 09:23
      Moze masz jednak jakies rachunki co do wydatkow mieszkaniowych .Moze Twoi rodzice moga udowodnic ,ze Ci dali te 40%.Wyciagi z ich banku?czy po sprzedazy akcji?cokolwiek.Moze z ich pitow to wynika?moze z Twoich?Jak sformulowan jest akt notarialny ?Rozumiem ,ze na tesciowa?A jak okreslony jest sposob zaplaty?A Twoj adwokat?Jestes zadowolona tak do konca?Trzmaj sie cieplo.M
    • Gość edziecko: Gosia1 Re: Boję się IP: *.* 23.01.03, 10:05
      Nie bój się tylko zacznij myśleć logicznie. To Ci pomoże. A więc: po pierwsze, jak będziesz jednak chciała iść na udry, udowodnić swoje (prawdziwe zresztą) racje, czy masz dokąd się wyprowadzić? Czy możesz liczyć na rodziców? Czy Twoja teściowa wie co się dzieje? Może Ona stanęłaby po Twojej stronie? Może Jej zeznania pozwoliłyby zatrzymać Ci mieszkanie? To wszystko musisz ustalić. Po drugie, zastanów się, co w Twoim życiu liczy się najbardziej - udowodnienie draniowi, że jest draniem, czy spokojne życie? Jeśli pierwszy punkt i jego podpuntky nie są możliwe, to idź na kompromis i zgódź się na rozwód bez orzekania o winie, ale: zabezpiecz się jeszcze przed rozprawą i zażądaj zrzeczenia się praw do mieszkania przed notariuszem. Z takim podpisem Ty podpiszesz zgodę na rozwód bez orzekania o winie. No i po trzecie, nie bój się o synka, polskie sądy nie oddają dzieci ojcom hurtowo i odruchowo - Twój mąż musiałby udowodnić, że jesteś matką do luftu, że totalnie zaniedbujesz dziecko i żadną miarą nie wolno z Tobą synka zostawić. Bardzo dobra rada - jak tylko poczujesz skurcze żołądka (skąd ja je znam...) zacznij głęboko oddychać, powoli ale głęboko. Posłuchaj, wszystko będzie łatwiejsze do przeprowadzenia o ile zachowasz spokój. Bazuj na moim doświadczeniu - sędziowie nie lubią płaczu na salach rozpraw, choćby był ten płacz jak najbardziej usprawiedliwiony. Ja jak tylko czułam, że nadchodzi, przepraszałam sędzinę i wychodziłam z sali. W kibelku poszlochałam sobie chwilkę, po czym wycierałam oczy, wysmarkiwałam nos i wracałam z cokolwiek tylko zaczerwienionymi oczami. Nie pytana nie odzywałam się w ogóle, choć w środku gotowało się we mnie, jak słyszałam jakimi zarzutami jestem hojnie obsypywana..., jakimi epitetami określana. Ale milczałam. I tylko ręce pod ławką zaciskałam. Potem przychodziła kolej na mnie. Wstawałam i nie mówiłam ani jednego złego słowa na mojego męża. Ani jednego. Po pierwsze odpowiadałam na pytania - wtedy musiało paść parę nieprzyjemnych słów, ale wszystko utrzymywałam w ryzach, natomiast najbardziej skupiłam się na obronie swojej osoby. I tu (wcześniej sobie parę rzeczy zapisałam z tego, co opowiadał mój były i jego rodzinka z piekła rodem) po kolei, punkt po punkcie odpierałam wszystki ataki, prosząc np aby udowodnił mi to, że - jak opowiadał - byłam mu niewierna (użył słowa "słyszałem"...), że gotowałam z torebek (:lolsmile, że biedny spał na podłodze (:whatsmile, że go biłam (!!!! - to był hit rozprawy :lol: - facet wyższy ode mnie o dwie głowy...) i inne takie. Po dwóch rozprawach, kiedy sędzina miała już jako taki obraz sytuacji, ona i ławnicy mieli niezły ubaw...Ja mam dosyć drapieżny głos, kiedy jestem czymś podekscytowana, często go podnoszę, nie zdając sobie z tego nawet sprawy, i wygląda to, jakbym krzyczała na kogoś. Bardzo mi to przeszkadza w życiu, bo wiem, że w ten sposób odstraszam pewnych ludzi. Dlatego, w wielu życiowych sytuacjach - jak np na mojej rozprawie rozwodowej - byłam potwornie skupiona, aby ten głos nie wywindował zbyt wysoko. Celowo często mówiłam prawie szeptem, aż prosili mnie o powtórzenie, bo będąc nabuzowana emocjami bałam się, że nie wytrzymam. I o to chodzi, musisz za wszelką cenę zachować spokój. Nie pozwól wyprowadzić się z równowagi. Wybić z tematu. W ryzach postaraj się utrzymać nawet mimike twarzy. Uwierz mi - to naprawdę pomoże i Tobie i Twojemu synkowi. Dasz radę, tylko uwierz w to! Domyślam się, co przeżywasz. Mogę sobie wyobrazić, jak samotna się teraz czujesz. Ale proszę, spójrz na to pod kątem czasowym, że się tak wyrażę. Wszystko, co złe minie, potem będzie już tylko lepiej. Jak będzie Ci ciężko, smutno - napisz do mnie na priva. Takie wyżalenie się bardzo pomaga. Uśmiechnij się - naprawdę będzie dobrze. Ja uśmiecham się do Ciebie - :)Gosia
    • Gość edziecko: Leska Re: Boję się IP: *.* 24.01.03, 01:06
      Czesc!Nie jestem po rozwodzie i nic tego nie zapowiada, ale wzruszyla mnie Twoje historia. Moja mama miala podobne problemy...dlatego Cie rozumiem. Bardzo podoba mi sie to jak piszesz, wydaje mi sie ze jestes super osoba. Masz tyle milosci, dobra, nie rozumiesz postepowania z wyrachowania. Masz cudownego synka co tak bardzo Ci pomaga, a to ze on odszedl...po latach Twoj synek bedzie Cie podziwial a zal do ojca pozostanie na zawsze, a niech ma! (ojciec mam na mysli). Wiem bo to przezylam i teraz nie mam zalu do ojca za swoje dziecinstwo (ojciec zostawil nas w moje pierwsze urodziny)ale za bol jaki zadal mojej mamie. Teraz moj ojciec jest bardzo nieszczesliwy bo mie rozumie dlaczego my bardziej kochamy mame...co? czego tu nie rozumiec? teraz jest sam...zbyt dlugo rozkoszowal sie swoja wolnoscia i jakos jest taki niezadowolony z zycia...Do konca zycia bede wdzieczna mamie za jej milosc, dobroc, zrozumienie, madrosc. To taka czysta idealna milosc. Ty i Twoj synek to macie i to jest najwazniejsze. A on tyle traci, nic nie zastapi codziennego przebywania z dzieckiem, porankow, wieczorow, slonecznych dni i tych codziennych zmagan. Wychowywac dziecko to znaczy byc z nim zawsze, robiac mu sniadanko rano i czytac bajke wieczorem, to dlugie chlapanie w wannie, obserwowanie jak rosnie i jak co dzien sie zmienia. To najwiekszy dar a jednak niektorzy tego nie rozumieja. Zycze Ci z calego serca aby ta sprawa rozwodowa jak najszybciej sie skonczyla, abys chociaz dostala to mieszkanie i dobre alimenty. Reszta jakos sie ulozy, wierze ze bedzie dobrze. Sliczny ten Twoj Adas, a Ty ze swoimi zdolnosciami, uroda i taka dobrocia, miloscia so synka i zycia na pewno znajdziesz kogos kto to doceni. Zycze powodzenia i trzymaj sie. Trzymam za was kciuki i bardzo bym chciala abys sie odezwala na priva. Pozdrawiam cieplutko. Ola - mama Adrianki i Natalki.
    • Gość edziecko: lea Re: Boję się IP: *.* 24.01.03, 09:16
      KochanieBardzo Ci ciężko, bardzo, Twój list bardzo realnie odzwierciedla Twoja sytuację. Kochanie - dasz radę , duzo w swoim życiu już zrobiłaś, dokonałaś, jestes bardzo dzielną, inteligentną, ambitną i wrażliwą osóbką. Aż chce się mieć taką przyjaciółkę. Masz swoich przyjaciól - dobrze, że są napewno Ci pomogą :) nie pozwolą aby stała Wam sie krzywda ! Zobaczysz skarbie,że wszystko się ułoży a TY udowodnisz draniowi, że jesteś KIMŚ !!! że nie zasługiwał na WAS! na tak wspaniałomyślną żonę i cudownego synka!Jesteś wykształcona osobą - znajdziesz pracę i wszystko się ułoży. Dbaj o swoje zdrowie, bo to ważne ! Może odwiedź psychologa, Twój stam psychiczny jest bardzo ważny.Kochana - trzymam mocno palce, wiele z nas tu z forum, będzie je trzymać ! Wiedz, że są ludzie, którzy bardzo ciepło myślą o Tobie i synku ! I jeszcze jedno, gdybyś potrzebowała odpocząć, wygadać się - to zapraszam do siebie ! PRZYJEZDŻAJ !bardzo ciepło pozdrawiam - lea
    • Gość edziecko: Behemot Re: Boję się IP: *.* 24.01.03, 10:07
      Bardzo Ci współczuję. Nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że jednak to, że Cię zdradzał i to jak byłaś w ciąży ma jednak znaczenie! To o nim dużo mówi. Moim zdaniem nic do rzeczy nie ma, że mu przebaczyłaś. Może i mu przebaczyłaś, ale czy zapomniałaś? Czy to Cię nie boli nawet dziś?Jeśli to taki typ bez skrupułów to czy jeśli się zgodzisz na rozwód bez orzekania o winie i tak Cię nie wyrzuci z mieszkania?Jak już zaznaczyłam nie mam o sprawach rozwodowych bladego pojęcia, ale na Twoim miejscu dowiedziałabym się co Ci daje orzeczenie o winie? Może gdy on będzie uznany winnym (nie rozumiem dlaczego nie: to on porzucił kobietę z maleńkim dzieckiem, już to świadczy o nim jak najgorzej) będziesz w lepszej sytuacji? Rozważ to, bo ja myślę, że on chce coś zyskać, a potem i tak Cię wyrzuci, skoro ma takie prawo. Trzymaj się, dasz sobie radę na pewno. :hello: Gina
      • Gość edziecko: mikawi Re: Boję się IP: *.* 24.01.03, 10:53
        orzeczenie o winie ma znaczenie dla alimentów: jeśli podczas rozwodu zostałaby orzeczona wina Twojego męża oznacza to, że będziesz miała prawo ubiegać się od niego o alimenty DLA SIEBIE jesli Twoja sytuacja materialna ulegnie pogorszeniu, a Ty nie bedziesz miała warunków do zarabiania (np. ciężka choroba, odpukać). Jesli natomiast rozwód zostanie orzeczony bez orzekania o winie, lub zostanie orzeczona wina obu małżonków, to będziesz mogła ubiegać się o alimenty na siebie do 5 lat od rozwodu jeśli nie będziesz w stanie zaspokajac swoich potrzeb. Prawo ubiegania się o aliemnty będzie przysługiwało w takiej sytuacji również Twojemu byłemu mężowi. Oczywiście jeśli wyjdziesz powtórnie za mąż nie będziesz miała prawa do alimentow na siebie.Natomiast niezależnie od sposobu orzeczenia rozwodu (z winą czy bez) mąż będzie zobowiązany do łozenia na dziecko.Niestety w praktyce alimenty na żonę są zazwyczaj bardzo niskie, nie sądzę tez aby prawdopodobne bylo że Twój mąż żądałby alimentów na siebie. Musisz zastanowić się, czy wolisz ciągnący się rozwód z wyciąganiem brudów i kłamliwym oskarżaniem Ciebie, czy wolisz jak najszybciej mieć to za sobą, przyznane alimenty na dziecko i zacząć żyć na nowo.W kwestii mieszkania: podczas sprawy rozwodowej nie dokonuje się podziału majątku. Najlepiej dogadac się w tej sprawie jeszcze przed rozwodem, jesli będzi eto niemożliwe majątek dzieli się po rozwodzie podczas odrębnie założonej sprawy, z tego co wiem koszta takich spraw są dośc wysokie.
        • Gość edziecko: EG Re: Boję się IP: *.* 25.01.03, 01:07
          Dzięki dziewczyny!!!!!!!! Za rady, za ciepłe słowa, za troskę, za bycie po prostu ze mną. To dużo dla mnie znaczy.Bardzo dużo myślę, o tym jak mam działać. Nie chciałabym się z nim w sądzie kłócić, ale też nie mogę tak od razu skapitulować. Adwokat doradza, abym nie zgadzała się w chwili obecnej na rozwód. Doradza na razie, aby nie angażować do rozmów rodziców, ani moich, ani jego. Mam cierpliwie czekać na pozew. Adwokat uważa, że on musi kogoś mieć, bo nie zostawia się takiego, niby upragnionego dziecka od tak sobie (mąż uważa oczywiście, że od dziecka nie odszedł- typowe myślenie faceta). Jak przyszłoby co do czego, to mogłabym zamieszkać z rodzicami. Ale to byłaby dla mnie ostateczność. Mój ojciec jest ciężki w kontaktach. Można wytrzymać z nim 2, 3 dni, ale nie dłużej. Rodzice i siostry mi pomagają i za to jestem im bardzo wdzięczna. Na teściową nie ma co liczyć, bo zawsze była statystką bez prawa głosu w swojej rodzinie. Tu, w sprawie mieszkania, główkuje mąż ze swoim ojcem.Zastanawiałam się nad rozwodem bez orzekania o winie, ale zgodziłabym się dopiero na to za jakiś czas, jak już sprawa rozwodowa będzie w toku. Chyba, że coś zaproponuje jeszcze przed złożeniem pozwu i bedzie to, dla mnie i dziecka, miało jakąś wartość. Za nim się wyprowadził mieliśmy w planach przepisanie (darowizna teściów) mieszkania na Adasia, ale teraz widzę, że po jakimś czasie coś się w nim zmieniło. To nie ten sam człowiek. Jak zaproponowałam sprzedanie mieszkania, to ta opcja też go nie zainteresowała, bo nie zamierza połowy pieniędzy przekazać na mnie i dziecko. Wymyślił sobie założenie konta na małego z pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży mieszkania. No cóż. A to gdzie mamy teraz zamieszkać, widzę mało go to obchodzi. Nie wchodzi w grę zrzeczenie sie praw do mieszkania. Ostatnio nawet nie dzwoni między wizytami i nie pyta się o małego ( bo niby ja mu kiedyś zabraniałam i on jakoś teraz nie ma potrzeby, zraziłam go...). Prosiłam go, zaraz po jego odejściu, aby mi dał trochę spokoju, wytchnienia i dopiero wtedy niech dzwoni do nas. Ale i tak zrobił swoje. A teraz na własną życzenie nie dzwoni. Przyzwyczaił się do tej sytuacji. A może już pozew jest złożony i nie wie jak się zachować. To już nie mój problem. Coś się dzieje, tylko nie wiem dokładnie gdzie i co. Niestety niedługo się dowiem. Myślę, że nie zgodzę sie na rozwód w chwili obecnej. Po jakimś czasie, jak opadną emocje po pierwszych rozprawach, zastanowię się nad rozwodem bez orzeczenia o winie. Niech na tą decyzję trochę poczeka. Bo jak dam mu na wstępie palce, to mi odgryzie całą rękę. Jeszcze raz dziekuję i poszę trzymajcie za mnie kciuki. Będę raz na jakiś czas pisać jak sie sprawy mają. A pewnie nie jeden raz mi przyjdzie płakać na forum. Aby do przodu i czas resztę zrobi. EG
          • Gość edziecko: Bysiaczek Re: Boję się IP: *.* 02.02.03, 22:45
            Bardzo Ci współczuję !!! Wiem jak się czujesz. Choć moja sytuacja jest inna, wiele zachowań Twojego eksa jest mi znane dzięki mojemu eksowi (jestem jeszcze przed rozwodem). Generalnie odradzam rozwód z orzekaniem o winie, jeśli masz w miarę OK sytuację życiową (finanse, praca czy jej możliwość, pomoc rodziny) - przede wszystkim ze względu na własne nerwy i zdrowie, po za tym to tak czy siak odbije się niekorzystnie na dziecku (bo albo Ty będziesz długo wykończona psychicznie, albo negatywnie wpłynie to na kontakty dziecka z ojcem, albo obydwoje będziecie nieświadomie przelewać waszą walkę na noże i totalnie wojenne stosunki i złe zdania o sobie nawzajem na dziecko), a po za tym, zeby orzec winę, sąd musi mieć podstawy. Jeśli nie masz dowodów ani świadków na zdradę czy związek męża z inną kobietą, to raczej będzie ciężko.Wszystko co napisała Mikawi jest prawdą za wyjątkiem jednego, a mianowicie kwestii majątkowych. Można w trakcie sprawy rozwodowej, już po odbyciu rozprawy pojednawczej (pierwsza rzecz w sprawie rozwodowej) założyć sprawę o "ugodę majątkową na wypadek orzeczenia rozwodu" (tak to się fachowo nazywa, wiem bo jestem na etapie uzgadniania pozwu i ugody majątkowej z mężem i prawnikami). Sprawa majątkowa jest wtedy równoległa z rozwodem, ale jest jeden WARUNEK - musi to być pełna ugoda, co do słowa, przecinka, kropki. Sąd po prostu wtedy nadaje moc prawną ugodzie zawartej między rozwodzącymi się małżonkami. Jeśli on chce rozwodu bez orzekania o winie i w zamian mógłby pójść na przekazanie Ci mieszkania (z tym, że najpierw teściowa musiała by przepisać np. jako darowiznę to mieszkanie na niego) to nie było by to złe, zwłaszcza, że to on chce wnieść pozew. W takiej sytuacji, jeśli on chciałby wycofać się z ugody majątkowej (złożonej w sądzie), Ty w każdej chwili trwania procesu rozwodowego możesz cofnąć swoja zgodę na rozwód (takie prawo przysługuje tylko pozwanemu, czyli w tym przypadku Tobie). Trzymam za Ciebie kciuki i pozdrawiam,Chalsia
            • Gość edziecko: Lidus Re: Boję się IP: *.* 04.02.03, 21:04
              Śledzę post za postem... Trafiłam tu dziś zupełnie przez przypadek i... i bardzo żałuję, że stało się to tak późno. Myślę, że byłoby mi o wiele łatwiej przeżyć ostatnie parę lat, gdybym znała to miejsce :) Teraz jednak może ja na coś komuś się przydam?... Ugoda majątkowa może zostać zawarta podczas sprawy rozwodowej tylko w przypadku, kiedy przyjdziecie do sądu z "gotowcem" niemal, czyli żadnych targów, wszystko ustalone wcześniej między Wami. Warunkiem jest bowiem, że w niczym nie może przeszkadzać, nie może opóźniać też zapadnięcia orzeczenia o rozwodzie. Przypuszczam, że jest to interpretowane różnie, w zależności od sędziego, ogólnie jednak tak to wygląda. Wynika zaś z tego jasno, że... może jedna na 100 spraw ma szansę zakończyć się tak szybko i szczęśliwie... Podział majątku budzi zwykle zbyt dużo emocji, by załatwić go w trzy minuty. Szczególnie, że - jak piszesz - Twój "jeszczemąż" zdaje się mieć średnio przyjazne zamiary wobec Ciebie. Orzeczenie o winie?... Nie radziłabym, jeśli nie masz pliku obdukcji, kilkunastu świadków, że np. bił Cię itp. Z jednej strony jestem zdania, że należy walczyć dla zasady... żeby pokazać, że się coś znaczy... żeby udowodnić całemu światu, że to nam się dzieje krzywda... Z drugiej strony, zbyt cenię spokój... Uważam, że zdrowie więcej jest warte i dlatego radziłabym Ci nie tylko nie wdawać się w walkę... Radziłabym nie odwlekać tego, co chyba nieuniknione...Przemyśl sobie wszystkie za i przeciw. Czy rzeczywiście chcesz to ciągnąć w nieskończoność? Czy da Ci coś to, że będziesz odwlekała rozwód? Moim zdaniem takie toksyczne związki trzeba krótko ucinać i... nie pozwolić, by podczas wieloletniej szarpaniny reszta życia przeciekła nam pomiędzy palcami. Wiem, że teraz nie chcesz o tym myśleć, że być może złościsz się, iż takie dyrdymały ktoś Ci wypisuje... Mam to za sobą. Rozwód?... Przeżyłam... Majątek?... Wszystko zostawiłam draniowi... Znalazłam pracę (Tobie na pewno też się uda)... Mieszkam z córeczką w hotelu pracowniczym... Bywa oczywiście, że poduszka moja mokra jest od łez, ale cieszę się... Poradziłam sobie... Wierzę, że i Tobie uda się, a oglądając się za siebie niczego nie będziesz żałowała.Uwierz, życie warte jest tego, by przeżyć je najpiękniej, jak tylko potrafimy...Pozdrawiam serdecznie, wiele siły Ci życzę i... trzymam kciuki :)Lidka
Pełna wersja